it's not my tequila
: ndz gru 21, 2025 10:57 pm
The Night Cup było jednym z jego ulubionych miejsc, czymś złapanym pomiędzy małą, wciśniętą jakimś cudem w ciasnotę komunalnych lokali speluną, a barem, w którym barman nie oszukiwał zanadto (zwłaszcza, kiedy naprawiało się mu już parę razy ledwo zipiącego, ale posiadającego wartość sentymentalną Opla) i pozwalał mu korzystać z wifi. Nie, żeby Rivera potrzebował hasła czy aprobaty - zapytał z uprzejmości, bo po prostu lubił to miejsce.
Było relatywnie tanio, od czasu do czasu naprawiał im coś, co nie wymagało niczego ponad lutownicę, a w ramach za pomoc odbierał granty w postaci o połowę tańszych drinków i własnego miejsca przy barze, w samym rogu i z gniazdkiem w sam raz aby wpiąć laptopa.
Lokal miał jeszcze jedną zaletę; mieścił się niemal perfekcyjnie w połowie jego trasy z uczelni do domu, z pracy też było mu po drodze, ale odkąd nie mieszkał sam, zaglądał tu rzadziej.
Końcówka listopada, deszczowa i z coraz bardziej kurczącymi się dniami stała się ponurym wstępem do nadchodzącej sesji egzaminacyjnej, spędzającej sen z powiek nie tylko jego znajomym z roku. Milo jak co semestr walczył o stypendium, o miejsce na samej górze listy i swoje 100/100 w tabelce z wynikami, a każdy stracony punkt byłby policzkiem wymierzonym prosto w jego perfekcjonizm i ambicję. Wiedział, że zżerała go od środka - i że prędzej czy później kopnie go to w najmniej odpowiednim momencie - grunt, że to jeszcze nie był ten dzień. Dzisiaj poza analizą matematyczną gryzło go coś jeszcze, coś bardziej prywatnego, upierdliwie organicznego i nie poddającego się jakiejkolwiek kalkulacji.
Dlatego właśnie upchnięty w swoim kącie przy kontuarze, ze starą puchówką rzuconą byle jak na krzesło obok, z włączonym laptopem na jakimś blueprincie i podpuchniętymi, osinionymi oczami wodzącymi za tym co przewijało się gdy scrollował, starał się nie zwariować.
Czerwone trampki z odklejającą się podeszwą były przemoczone, podobnie jak podwinięte nad kostki nogawki spranych jeansów. Kraciasta, żółta flanela wyglądała jakby nosił ją po starszym bracie, co w kontekście powodów dla jakich przyssał się dzisiaj do szklanki było wręcz ironiczne. I cudaczny węzeł, jaki wywinął sobie z tyłu głowy, a dla utrzymania loków w miejscu wetknął to, co nawinęło mu się pod rękę jako pierwsze: ołówek.
一 Druga rundka? To samo? 一 zagaił Henry, na co skupiony i poruszający się myślami po większej abstrakcji niż potencjalna zawartość szklanki Milo po prostu pokiwał głową.
Drink przysunął się do niego przyjaźnie chwilę później, zachęcająco wpychając się w dłoń, obiecujący stały, ulubiony autorski zestaw, za którym Rivera przepadał, a inni trzymali się z daleka marszcząc nos; torfowa whisky, skórka i sok z czerwonej pomarańczy, parę kropli soku z limonki,
To nie był jego drink.
Rozejrzał się za Henrym, ale mężczyzna był akurat zajęty przepychaniem czegoś na zapleczu więc nie mógł liczyć na pomoc z jego strony. Odetchnął głęboko, przetarł sobie oko nadgarstkiem i rozejrzał się za czymś, co przypominałoby jego trójwarstwowe inferno.
Nie musiał szukać zbyt daleko, ledwie obrócił głowę i wytypował je u kobiety po lewo, dwa krzesła obok.
一 Hej, na twoim miejscu bym uważał, chyba dostałaś mo... 一 Nie zdążył jej uprzedzić, nie był nawet pewny, czy w ogóle go usłyszała. Postanowił więc zaczekać z jej drinkiem w ręku, lekko uniesioną brwią i spojrzeniem, w którym dla odmiany poza zmęczeniem pojawiło się coś na kształt łagodnego zainteresowania, zapewne jej reakcją. W międzyczasie sięgnął i wybrał dwoma palcami podkładkę, odstawił na nią jej szklankę i podsunął nawet nie próbując.
Cyra Carter