Strona 1 z 2

it's not my tequila

: ndz gru 21, 2025 10:57 pm
autor: Milo Rivera

The Night Cup było jednym z jego ulubionych miejsc, czymś złapanym pomiędzy małą, wciśniętą jakimś cudem w ciasnotę komunalnych lokali speluną, a barem, w którym barman nie oszukiwał zanadto (zwłaszcza, kiedy naprawiało się mu już parę razy ledwo zipiącego, ale posiadającego wartość sentymentalną Opla) i pozwalał mu korzystać z wifi. Nie, żeby Rivera potrzebował hasła czy aprobaty - zapytał z uprzejmości, bo po prostu lubił to miejsce.
Było relatywnie tanio, od czasu do czasu naprawiał im coś, co nie wymagało niczego ponad lutownicę, a w ramach za pomoc odbierał granty w postaci o połowę tańszych drinków i własnego miejsca przy barze, w samym rogu i z gniazdkiem w sam raz aby wpiąć laptopa.
Lokal miał jeszcze jedną zaletę; mieścił się niemal perfekcyjnie w połowie jego trasy z uczelni do domu, z pracy też było mu po drodze, ale odkąd nie mieszkał sam, zaglądał tu rzadziej.

Końcówka listopada, deszczowa i z coraz bardziej kurczącymi się dniami stała się ponurym wstępem do nadchodzącej sesji egzaminacyjnej, spędzającej sen z powiek nie tylko jego znajomym z roku. Milo jak co semestr walczył o stypendium, o miejsce na samej górze listy i swoje 100/100 w tabelce z wynikami, a każdy stracony punkt byłby policzkiem wymierzonym prosto w jego perfekcjonizm i ambicję. Wiedział, że zżerała go od środka - i że prędzej czy później kopnie go to w najmniej odpowiednim momencie - grunt, że to jeszcze nie był ten dzień. Dzisiaj poza analizą matematyczną gryzło go coś jeszcze, coś bardziej prywatnego, upierdliwie organicznego i nie poddającego się jakiejkolwiek kalkulacji.
Dlatego właśnie upchnięty w swoim kącie przy kontuarze, ze starą puchówką rzuconą byle jak na krzesło obok, z włączonym laptopem na jakimś blueprincie i podpuchniętymi, osinionymi oczami wodzącymi za tym co przewijało się gdy scrollował, starał się nie zwariować.
Czerwone trampki z odklejającą się podeszwą były przemoczone, podobnie jak podwinięte nad kostki nogawki spranych jeansów. Kraciasta, żółta flanela wyglądała jakby nosił ją po starszym bracie, co w kontekście powodów dla jakich przyssał się dzisiaj do szklanki było wręcz ironiczne. I cudaczny węzeł, jaki wywinął sobie z tyłu głowy, a dla utrzymania loków w miejscu wetknął to, co nawinęło mu się pod rękę jako pierwsze: ołówek.
Druga rundka? To samo? 一 zagaił Henry, na co skupiony i poruszający się myślami po większej abstrakcji niż potencjalna zawartość szklanki Milo po prostu pokiwał głową.
Drink przysunął się do niego przyjaźnie chwilę później, zachęcająco wpychając się w dłoń, obiecujący stały, ulubiony autorski zestaw, za którym Rivera przepadał, a inni trzymali się z daleka marszcząc nos; torfowa whisky, skórka i sok z czerwonej pomarańczy, parę kropli soku z limonki, łyżeczka łyżka tabasco i szczypta chili w płatkach. Problem polegał na tym, że kiedy wpatrzony w ekran z jakimś wyraźnym zacięciem świadczącym o nieprzewidzianym problemie jaki pojawił się w trakcie obliczeń Milo podniósł szklankę do ust, w nos uderzył go zupełnie inny, obcy zapach.
To nie był jego drink.
Rozejrzał się za Henrym, ale mężczyzna był akurat zajęty przepychaniem czegoś na zapleczu więc nie mógł liczyć na pomoc z jego strony. Odetchnął głęboko, przetarł sobie oko nadgarstkiem i rozejrzał się za czymś, co przypominałoby jego trójwarstwowe inferno.
Nie musiał szukać zbyt daleko, ledwie obrócił głowę i wytypował je u kobiety po lewo, dwa krzesła obok.

Hej, na twoim miejscu bym uważał, chyba dostałaś mo... 一 Nie zdążył jej uprzedzić, nie był nawet pewny, czy w ogóle go usłyszała. Postanowił więc zaczekać z jej drinkiem w ręku, lekko uniesioną brwią i spojrzeniem, w którym dla odmiany poza zmęczeniem pojawiło się coś na kształt łagodnego zainteresowania, zapewne jej reakcją. W międzyczasie sięgnął i wybrał dwoma palcami podkładkę, odstawił na nią jej szklankę i podsunął nawet nie próbując.


Cyra Carter

it's not my tequila

: pn gru 22, 2025 4:56 pm
autor: Cyra Carter
Milo Rivera

Dla niej był to jeden z niewielu wieczorów, który nie spędziła w Emptiness. Pierwszy raz od dawien dawna mogła odizolować się od głośnej muzyki, naćpanych ludzi i atmosfery bardziej gorącej niż wrząca woda. Celebrowała chwile jak ta, kiedy spokojnie mogła pić piwo w samotności. Chmielowe bąbelki ulatywały ku górze, a dla Cyra mogła pierwszy raz delektować się ciszą. Odpoczynkiem od latynoskich rytmów, tańca i wszechobecnych bodźców.
Może dlatego znalazła się w miejscu bardziej przypominającym spelunę. Miało ono w sobie jakiś czas, który ją odprężał. Przypominał ją samą. Obskurne, otwarte na nowe doświadczenia, a drinki wcale nie były tak bardzo rozwodnione.
Nie potrzebowała towarzystwa. W słuchawkach leciały jej rapowe kawałki, do których bujała się w rytm. Idealny wieczór. Święty spokój. Nikt nic na grupach nie pisał, żadna ciekawa akcja się nie zapowiadała. Była sama ze sobą, aż nie wypiła kufla piwa. Westchnęła z zadowolenia, ale dla niej było to zdecydowanie zbyt mało.
Barman, tequila sunrise proszę — rzuciła w stronę barmana, posyłając mu uśmiech. Ściągnęła na moment słuchawki, by rozkoszować się hałasem samej speluny. Tego deszczowego dnia nie było tu zbyt wiele osób. Banknoty wyłożyła na ladę, a sama zaczęła wędrować wzrokiem do faceta, zrywającego z dziewczyną. Zaśmiała się cicho pod nosem. Nie spodziewała się oglądania dramatów. Zafascynowana chwyciła za szkło z podobno jej drinkiem i niemalże w tej samej chwili go wypluła.
Kurwa — wyrzuciła nagle, odkładając z hukiem kieliszek — co to jest — na jej twarzy wymalował się spory grymas. Jakby nagle ktoś podsunął jej kał pod nos. Zaczęła wachlować sobie buzię, byle to piekące uczucie jej przeszło — daj mi coś do przepicia tego gówna — to nie była prośba, nawet nie nakaz. Chwyciła za swojego drinka z tequilą i zaczęła go sączyć, próbując schłodzić sobie mordę.
Ostreeee — wymruczała, sącząc jeszcze raz napój. Nigdy nie czuła się taka zmieszana. Jej organizm nie przeżył takiego szoku. Jednocześnie chciała alkohol i pragnęła się go pozbyć, a przynajmniej tego charakterystycznego posmaku wypalającego usta.
Ty to pijesz? — spytała, odwracając się w stronę Milo — pojebało Cię? — kolejny spory łyk tequili, finalnie odetchnęła z ulgą — po czymś takim sranie jest piekłem, co? — zagadnęła żartobliwie, czując, że przeszło jej pieczenie na języku.

it's not my tequila

: pn gru 22, 2025 11:39 pm
autor: Milo Rivera
Z lekko uchylonymi ustami obserwował jak dziewczyna wypluwa prosto w szklankę, z której jeszcze przed chwilą miał zamiar się napić - gdyby mu ją po prostu oddała, ale przecież nie mogło być aż tak pięknie. Na aż nazbyt kwiecistą relację Milo podparł głowę na dłoni, ugięty łokieć składając na kontuarze i uśmiechnął się kącikiem ust niekoniecznie zaskoczony, ale trochę rozżalony, że został o suchym pysku.
Bardzo możliwe, to moja autorska kompozycja 一 odbił pogodnie, tak optymistycznie, że łatwo było wyczuć w tym lekki przytyk i złośliwość, nie mniej uśmiechnął się z satysfakcją. 一 Nie mam pojęcia, tabasco przestało mnie gryźć w język jak miałem pięć lat. Hej, Henry...! 一 Rivera odchylił się na moment w bok, bo kątem oka przyuważył ruch. 一 Pojebałem szklanki, es mi culpa, lo siento. Wyczarujesz mi to samo?
Z sympatii do roztrzepanego, ale przesympatycznego rudzielca za barem wolał wziąć winę na siebie niż zjebać go od góry na dół, zwłaszcza, że za bardzo lubił tę miejscówkę i nie chciał jej sobie spalić. Nie wyglądał również na szczególnie dotkniętego pomyłką, od której co najwyżej sąsiadującej z nim kobiecie zrobiło się nieco cieplej.

Ale nie ma za co, poszerzyłaś kulinarne horyzonty i będziesz tego żałować przez góra pięć minut, w zależności od podniebienia.
Jego nowa porcja ulubionego zestawu tym razem bez perturbacji powędrowała mu prosto w ręce, z dyskretnie podłożoną, cieniutką chusteczką i dorysowanym uśmiechem.

I nawiasem mówiąc... 一 ściszył głos, ale tylko dla efektu, choć wyglądało na to, że lada moment miał wrócić do swojego laptopa kompilującego agresywnie jakiś kod, który dla relaksu wychodził mu spod palców przez ostatnie godziny. 一 Tabasco to jedna z lepszych rzeczy, jakie można znaleźć w drinku kiedy traci się go na moment z oka, hmm? Pomyśl o tym w ten sposób, to zawsze mógł być anyż.
Osobiście nienawidził, ale nie do końca to miał na myśli. Sugestia była wystarczająco czytelna by nieznajoma wyłapała przekaz bez większego trudu.
Końcem języka zwilżył wargi, lekko zakołysał bursztynowo-rubinowym płynnym szczęściem (lub abominacją, w zależności od tego kto patrzył) w szkle i pociągnął głębszy łyk z nadzieją, że alkohol przynajmniej odrobinę wytłumi bałagan, którego nie potrafił poukładać we własnej głowie od uprzedniego dnia. Niestety nie znał na ten moment skuteczniejszego sposobu.



Cyra Carter

it's not my tequila

: wt gru 23, 2025 10:10 pm
autor: Cyra Carter
Milo Rivera

Życie to kołchoz. Nigdy nie dostaje się tego, co człowiek chce. Cyra chciała spróbować cudownej tequili sunrise, a zamiast tego dostała jakiś dziwny napój, bardziej przypominający ogień piekielny. Inaczej nie była w stanie tego nazwać, cała buzia piekła ją na samą myśl. Za to usta miała bardziej skrzywione niż po wypiciu pierwszego shota czystej wódki. Tego człowiek nie zapomina.
To pojebało Cię srogo — wymruczała z widocznym grymasem na twarzy. Usta bardzo mocno się jej wygięły. Nie obchodziła jej zbyt bezpośrednia szczerość. Carter była sobą w najgorszym wydaniu. Nie słynęła z owijania bawełnę, a teraz było to widoczne na pierwszy rzut oka — to jakiś czar latynosów? Ostre was nie rusza? — parsknęła krótko, słysząc jego kolejne słowa. Pokręciła delikatnie głową. Musiało ruszać. Pewien poziom ostrości, a może prędzej gorzki alkohol by to zrobił? Westchnęła ciężko, próbując zrozumieć, co się właściwie stało. Kiedy barman podszedł do lady, poprosiła o jeszcze jedną tequilę. Inaczej nie da rady dożyć powrotu do domu. Alkohol mogła wlewać w siebie cały czas, inaczej sprawa się miała, gdy chodziło o ostre jedzenie. Większość Azjatów za nim przepadała, za to Cyra wolała trzymać się od niego z daleka. Rodzinne potrawy nigdy jej nie kręciły.
Teraz pięć minut i kolejne dwadzieścia w trakcie porannej kac kupy. Moja dupa nigdy nie była tak gorąca — odparła praktycznie bez żadnego zastanowienia, a w jej oczach pojawił się błysk zadziorności. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak skończy się cała sytuacja rano. Poranny kibel wręcz zapłonie, a ona drugi raz w życiu pożałuje wypicia jednego drinka. Wtedy przypomni sobie całą sytuację, a wraz z nią pojawią się prawdziwe flashbacki z Wietnamu.
Chwyciła za swojego drinka, kiedy tylko dostała go od barmana. Dała mu jeszcze raz banknoty i odwróciła się w stronę nieznajomego.
Typie, najlepszą rzeczą, którą możesz znaleźć w drinku, jest alkohol — poprawiła go Cyra. Czuła potrzebę sprostowania całej sytuacji. Musiała odrobinę go wyprostować — po anyżu nie będzie bolała mnie dupa — powtórzyła ten żart z całą świadomością. Im dłużej myślała o tabasco, tym bardziej miała ochotę zwymiotować. Ostatnio ktoś skusił ją na wściekłe psy i niczego bardziej nie żałowała we własnym życiu.

it's not my tequila

: czw gru 25, 2025 1:10 am
autor: Milo Rivera
Czasami zapominał jak bardzo wrażliwe potrafiło być ludzkie podniebienie.
Słysząc mocno bezpośredni wniosek, z którym zresztą sam zgadzał się w stu procentach, Rivera spojrzał kątem oka na swojego drinka i wzruszył lakonicznie ramieniem.
Z pewnością, nie zaprzeczę 一 przytaknął nadspodziewanie układnie, wystukując trampkiem jakiś rytm na poprzeczce swojego taboretu. Prawdopodobnie coś z albumu - o ironio - Red Hot Chili Peppers. 一 Nie wiem czy jestem wiarygodnym przykładem. Mnie ruszają inne rzeczy, na przykład spaghetti-kod, który właśnie poprawiam po znajomym z grupy laboratoryjnej.
Głową skinął lekko w kierunku swojego laptopa, z którym podobno czasami się rozstawał. Gdyby miał z czystym sercem i sumieniem skalkulować i podsumować, założyłby się, że spędził z nim więcej czasu niż z jakimkolwiek człowiekiem w swoim życiu.
Pozwolił jej jeszcze chwilę pobiadolić na ewentualne konsekwencje swojej pomyłki, jednocześnie popijając swoją podkręconą tabasco whisky i udając współczucie. Nie ze złośliwości; Milo po prostu zupełnie nie potrafił odnaleźć się w takich społecznych menuetach w jakie sporadycznie wpadał z przypadku, był raczej słabym towarzyszem imprez i jeszcze gorszym kandydatem do prowadzenia rozmów o niczym, nie zmieniało to jednak faktu, że się starał.

Okay, ale co ważniejsze... 一 zagaił jeszcze, bo coś nagle odbiło mu się echem, jakieś świeże wspomnienie sprzed paru dni. 一 ...mam nadzieję, że jak stąd wyjdę za godzinkę czy dwie, nie spotkam pod knajpą jakiegoś uczynnego kolegi, który w twoim imieniu strzeli mnie w pysk za ten... za to?
Dość jednoznacznie spojrzał na swoją szklankę, którą dodatkowo w ramach przeniesienia ciężaru akcentu przechylił lekko w jej stronę. Nie miał ochotę na kolejne awantury ani na negocjowanie prawa do składania wyjaśnień, wystarczyło, że spod koszuli i mankietów wychylały się ciekawsko plamy zmieniające barwę z ognistej purpury na nieco przełamane i mniej nasycone fiolety. Rivera nie znosił golfów, praktycznie nic, co gryzło go pod brodą nie miało racji bytu, więc z dwojga złego wolał plątać się po mieście wyglądając jak przysłowiowe siedem nieszczęść niż wkurwiać się przez swoje autystyczne fiksacje sensoryczne.



Cyra Carter

it's not my tequila

: ndz gru 28, 2025 11:36 am
autor: Cyra Carter
Milo Rivera

To gratuluję — mruknęła lekko niezadowolona, czując dalej posmak tabasco. Momentami na samą myśl o tej ostrości, miała odruchy wymiotne. Sama nie wiedziała, dlaczego tak mocno zareagowała. Podobno Azjaci po latynosach to kolejne osoby uwielbiające ostre jedzenie. Widocznie Cyrze mama w genach dała coś innego.
Co to znaczy spaghetti-kod? — spytała, marszcząc przy tym brwi. Cyra znała się na tańcu, narkotykach i zajebiście dobrej zabawie. Nigdy nie obchodziła jej jakakolwiek edukacja. Dla niej grupa laboratoryjna brzmiała, jak zachęcenie do eksperymentów. Może Rivera był takim szczurem? Wpatrywała się w niego z nieukrywaną ciekawością. Jego ciało mogło lepiej znosić testy ostrości jedzenia? Przecież nikt z własnej woli nie jadłby takiego jedzenia. Carter zdawała sobie z tego doskonale sprawę.
Carter za to była idealną towarzyszką na imprezę, ale życiowo była najgorszym typem osoby. Nikomu nie była w stanie zaufać na dłuższą metę. Przelotne znajomości zakrapiane alkoholem wydawały się być najlepszą opcją. Nigdy świadomie nie wybrałaby czegoś zobowiązującego. Ludzie zbyt mocno zdradzali siebie nawzajem.
Parsknęła głośną salwą śmiechu, słysząc jego kolejne słowa. Była najbardziej niezależną osobą, którą sama znała. Może ochroniarze z Emptiness mogliby Mlo popsuć twarz, gdyby zadziała się ta sprawa w jej klubie. Już nie mówiąc o tym jak irracjonalne dla niej było bicie kogoś przez ostrego drinka. Przypadki się zdarzają, a tancerka uwielbiała, kiedy kłopoty krążyły dookoła niej.
Ty pytasz poważnie? — spytała, próbując powstrzymać kolejną salwę śmiechu. Chwyciła się mocno za brzuch. Finalnie pokręciła kilka razy głową, skupiając się na własnym drinku — a mnie nikt nie pierdolnie za kradzież twojego drinka? — uniosła do góry jedną brew. Jasne, Milo był mężczyzną, nie spodziewała się bury od innego. Chociaż kto wie, czy on sam nie postanowi jej wyjaśnić istoty pikantnych przypraw.
Po co Ci laptop w barze? Tu człowiek ma rozmawiać i się bawić — zagadnęła, przechylając delikatnie własną głowę. Upiła kilka łyków tequili. Jej zdaniem to niszczyło dobrą zabawę.

it's not my tequila

: pn gru 29, 2025 12:16 am
autor: Milo Rivera
Spodziewał się dobrze znanego scenariusza, schematu powtarzającego się ilekroć jakimś cudem wdawał się w small talk. Rozmowa zaczynała przygasać, zainteresowanie kurczyło się do minimum i w pewnym momencie, zwykle prędzej niż później, obie strony zgodnie rozchodziły się w milczeniu.
Ale zamiast tego, poszkodowana ostrością jego drinka dziewczyna podjęła temat i wyszła do niego z pytaniem, na co w pierwszym instynktownym odruchu Rivera zaczął zastanawiać się intensywnie, czy w samym terminie spaghetti-kod było coś, co mogłoby zaszczepić ciekawość w normalnym człowieku.
Taki, którego autor zupełnie nie przemyślał końcowej struktury, popierdolił decorum i powtórzył się tą samą regułą kilka razy, jakby zapomniał, że tę część opisał już w innych miejscach. Generalnie bajzel, który muszę teraz wyprostować zanim zobaczy to wykładowca, bo nie zamierzam tracić punktów tylko dlatego, że ktoś ma pamięć złotej rybki i klepał pod wpływem.
Nie wiedział, czy ta raczej kąśliwa i gorzka recenzja tworu, który Aiden nazywał kodem tłumaczyła cokolwiek, ale jeżeli nieznajoma posiadała choć krztynę wyobraźni zapewne była w stanie odtworzyć sobie ogólny zarys.
Ale chwilę później, kiedy o dziwo zamiast przewrócenia oczami spotkał się ze śmiechem - i to wyjątkowo nie z niego a z nieco przedramatyzowanej perspektywy jaką nakreślił przed momentem - rozluźnił się odrobinę i wykręcił przodem.

Za to? Daj spokój, prędzej to ja bym oberwał za bardzo kreatywną próbę morderstwa. 一 Podparł brodę na dłoni, w drugiej ręce obracając swoją szklankę z czymś, co być może kwalifikowało się do rangi broni biologicznej.
Kilka loków wysypało mu się z węzła spiętego byle jak wetkniętym ołówkiem, więc zmrużył mocno podciągnięte szarością oczy i pokręcił głową na boki by je rozgonić.

Ja tu przychodzę odreagować. Nie jestem z tych co się integrują, mam tu swój stołek, swój kąt i swoje gniazdko, czasami po prostu mam ochotę posiedzieć w świętym spokoju, wypić drinka czy dwa, żeby choć na chwilę wyłączyć myślenie i to zazwyczaj pomaga.
Wiedział, że z boku wyglądał pewnie jakby trafił w niewłaściwe miejsce z przypadku, ale w rzeczywistości Rivera doskonale wiedział co robi, zwłaszcza, że kończył w The Night Cup nie po raz pierwszy i zapewne nie po raz ostatni.

Milo 一 zagaił lekko, uwalniając na chwilę dłoń od szklanki i wyciągając ją w stronę nieznajomej. Spostrzegł jednak, że jak to często się zdarzało, na palcach wciąż miał kolorowe pozostałości po niebieskiej soldermasce. 一 A, wybacz. Barwy wojenne.


Cyra Carter

it's not my tequila

: pn gru 29, 2025 8:25 pm
autor: Cyra Carter
Milo Rivera

Kiedy zaczął swoją opowieść, automatycznie otworzyła się jej buzia. Nie spodziewała się takich słów. Raczej coś bardziej prostego? Niby rozmawiała po angielsku, koreańskiego nigdy nie rozumiała w stu procentach, a pierwszy raz trafiały do jej uszu niezrozumiałe słowa. Wzdrygnęła się kilka razy na samą myśl. Jakie błędy, jakie decorum... może powinna mu powiedzieć, że do liceum praktycznie nie chodziła, a studia znała jedynie z tanich komedii.
Nie zrozumiałam ani jednego momentu — przyznała całkiem szczerze i parsknęła śmiechem. Miała w sobie coś z głupiej idiotki. Mogłaby rozprawiać z nim godzinami o skutkach narkotyków, jak zajebiście na nią wpływają. W jaki sposób przygotować idealny drink. Cokolwiek by nie powiedział, musiał zejść do poziomu debila — ty jesteś mądry, czy o co chodzi? — spytała, przechylając głowę i przymrużając oczy. Chyba Milo zapracuje na miano najbardziej inteligentnej osoby, którą znała. Znajomość była krótka, ledwo kilka minut, a jednak już wszedł na podium.
Po prostu chciałeś oczyścić moje kubki smakowej — zaśmiała się znowu wesoło. Im dalej odsuwała się od tej jednej myśli, tym bardziej pochłaniała ją rozmowa. Rzadko kiedy pokazywała swoją przyjazną twarz, większość czasu ukrywała własną nieufność. Tym razem coś skłoniło ją do mężczyzny, chciała móc z nim rozmawiać — ale wiesz, są inne sposoby, by zagadać do dziewczyny — parsknęła na sam koniec, puszczając mu oczko. Co prawda Milo był przystojny, ale kompletnie nie w typie Cyry. Miał w sobie jakiś tęczowy pierwiastek, który jej zdaniem był widoczny gołym okiem.
A nie możesz tego zrobić w domu? — dopytała z czystej ludzkiej ciekawości. Pracowanie, czy nauka kojarzyły się jej zdecydowanie z mieszkaniem. Miejscem, gdzie możesz zaznać, chociażby chwilowego relaksu. Gdzie nikt na Ciebie nie spogląda spod byka — taniej by Cię to wyszło — stwierdziła, wzruszając ramionami. Nie ona powinna sądzić ludzi o chęć rozerwania się. Totalnie ją rozumiała, była dla niej tak naturalna jak oddychanie.
Cyra — odpowiedziała, ściskając jego rękę. Naturalnie przyszło jej podzielenie się własnym imieniem. Tak jakby właśnie brała oddech powietrza do płuc — nie przeszkadza mi to — zaśmiała się, spoglądając na własną dłoń i przejechała sobie dłonią po policzku. Teraz miała na sobie prawdziwe barwy wojenne — dodatkowy makijaż — zaśmiała się i wyjęła telefon, by móc spojrzeć na to, jak dokładnie wyglądała — dołączysz do mnie? — zagadnęła, a na jej twarzy wymalował się prawdziwy cwany uśmiech. Mógł nie chcieć imprezy, ale ona właśnie przyszła do niego.

it's not my tequila

: wt gru 30, 2025 2:51 pm
autor: Milo Rivera
Nie zrozumiałam ani jednego momentu. Ty jesteś mądry, czy o co chodzi?
W odpowiedzi jedynie prychnął ledwo słyszalnym, wydechowym śmiechem, ciepłym i przyjaznym, z widoczną niezręcznością przebijającą ponad wesołość. Nigdy nie wiedział w jaki sposób reagować na tę kategorię komentarzy, był raczej przyzwyczajony do uwag z drugiego bieguna zainteresowania; jego nietutejszość była oczywista i mimo, że w większości przypadków zaskarbiał sobie raczej niegroźne, oceniające spojrzenia, miał już stały zestaw zaczepek, na które reagował coraz rzadziej.
Toronto na tle innych miast, które jako wagabunda z przymusu zwiedził w trakcie swojego niezbyt długiego życia w całkiem imponującej ilości nie wyróżniało się zbytnio ponad inne czymś więcej jak klimatem. Był jednak w stanie określić, że w przypadku Stanów Zjednoczonych im niżej sięgał na południe w cyklu migracji zachodnim wybrzeżem, tym częściej zamiast dezaprobaty wyrażanej samym spojrzeniem potykał się o mniej dyplomatyczne sugestie wskazania mu jego miejsca.

Nie jestem ekspertem w dziedzinie zagadywania do kogokolwiek 一 odparł bez ogródek, nawet nie próbując udawać, że jest inaczej. 一 To jest... totalnie pierwszy raz, kiedy zupełnym przypadkiem wciągnąłem kogoś w rozmowę w tej knajpie, nie licząc barmana oczywiście. W ogóle... 一 zawiesił na moment głos i przechylił się w bok, znacznie bliżej, tak, by ze spojrzeniem wbitym badawczo w plecy rudzielca omiatającego nerwowo ręcznikiem rozlane Malibu móc szepnąć coś Cyrze na ucho. 一 Henry jest na okresie próbnym, miej wyrozumiałość. Zazwyczaj zmianę prowadzi Aiden, ale wsiąkł gdzieś godzinę temu i rzucił go na głęboką wodę.
Nie do końca spodziewał się dziś towarzystwa, szczególnie, że wyglądał tego wieczora jakby przypałętał się tu bez planu, ponury jak śmierć na urlopie i niechętny do interakcji. Powodem mogły być ciemniejsze plamy zasinień wychylające się od czasu do czasu spod mankietów flaneli, aczkolwiek równie dobrze mogła to być również typowa dla Rivery niechęć do spoufalania się z kimkolwiek.
Tym razem o dziwo stwierdził - między jednym płytkim łykiem drinka a drugim - że właściwie może i dobrze się stało, a dystrakcja mu nie zaszkodzi. Cyra wydawała się być w ten sam sposób chętna, niezobowiązująco, tak, jak powinno to wyglądać w przypadku przelotnych, nawiązywanych na jeden wieczór komityw nad szklanką, ponoć bardzo terapeutycznych z tego co słyszał.

Mogę 一 mruknął rozmasowując sobie skroń opuszką kciuka. 一 Ale właśnie w tym rzecz, że nie spieszy mi się dzisiaj do domu. W pewnym sensie to jest mój powód do... no. 一 Znacząco zaakcentował to, czego nie określił na głos - zasalutował jej szklanką.
Chwilę później znał już jej imię, w ramach wymiany oddał jej nieco koloru - intensywny błękit ładnie kontrastował na jej bladym policzku - i kiedy zaproponowała mu swoje towarzystwo, Milo niewiele myśląc po prostu skinął lekko głową i przesiadł się o jedno krzesło. Kod i tak potrzebował jeszcze czasu by dokończyć kompilację.

Przyszłaś tu rekreacyjnie czy na dobitkę? Próbuję wyłapać motyw przewodni.


Cyra Carter

it's not my tequila

: wt gru 30, 2025 9:25 pm
autor: Cyra Carter
Milo Rivera

Pokręciła głową na jego prychnięcie, strzelając przy tym oczami. Była niezbyt rozgarniętą osobą edukacyjnie. Miała tego świadomość. Nigdy nie ukrywała własnej głupoty. Mimo to czekała na wytłumaczenie po łopatologicznemu. Tylko po co drążyć temat niemający sensu? Lepiej przejść na prostsze, życiowe tematy. Każdego bolą podatki, służba zdrowia oraz stanowczo zbyt drogie używki.
Jasne — zagadnęła, unosząc kilka razy śmiesznie brwi — dlatego to pan niedostępny prowadzi naszą rozmowę? — aż uniosła jedną brew. Carter sama w sobie nie była zbyt rozmowną osobą. Ziała nieufnością na prawo i lewo. Momentami bolało ją serce, kiedy zdawała sobie sprawę, w jakim miejscu się znalazła. Sama w okresie przedświątecznym. Nie myślała o żadnych prezentach, a ta krótka wymiana przy zdań powodowała zdjęcie kamienia z jej serca — Henry to imię dla króla. Ale on raczej nie zostanie królem drinków, co? — powiedziała półżartem, pół serio. Kątem oka zerknęła na barmana i westchnęła cicho. Dopiero później zdała sobie sprawę, ile wiadomości był w stanie przekazać jej Milo. Aż ją to zaintrygowało — wiesz, wyglądasz mi na znawcę tego miejsca... Często tu bywasz nieznajomy? — znała odpowiedzieć. Tylko ciekawiła ją cała historia związana z barem. Wyglądał dość obskurnie. Na pewno nie przyniosłaby tu laptopa, żeby wrócić do wiru pracy. W jej przypadku byłoby oto trudno, nie zatańczyłaby na komputerze. Miała standardy, których potrzebowała się trzymać.
Za to Cyra otwarcie podchodziła do ludzi po alkoholu. Tak jakby był to najprostszy wymiar społeczny. Standardowe dzień dobry na klatce schodowej. Zwykły, krótki uśmiech. Poza pracą przy szklance z drinkiem potrafiła się otworzyć.
To dalej przystojniaku — zacmokała, czując coraz większe rozluźnienie. Upiła kolejny łyk drinka, czując jak powoli, zaczyna na nią działać — do upicia się i przebalowania nocy? — zaśmiała się, unosząc jeden kącik ust. Dla niej nie istniało nic pomiędzy. Mogli przegadać niestworzone historie, by później wyjść na zwiedzanie Toronto. Oboje wyglądali, jak niepasujący puzzel do układanki.
Rekreacyjnie. Na dobitkę przyszłabym z towarzystwem — choć może powinno paść picie z przyzwyczajenia. Cyra nie znała trzeźwości. Z nią nie poradziłaby sobie w rzeczywistości — a jak widać sama sobie jestem sterem, białym żołnierzem, czy coś takiego — prawie by zaśpiewała to pod nosem, gdyby była to kanadyjska piosenka — a ty? Zmieniłeś plany na dobitkę, czy rekreacyjne? — dopytała, patrząc mu prosto w oczy. Ciekawiło ją, co skrywa jego głowa. Wtedy właśnie uniosła wzrok i zobaczyła to, na co naprawdę musiała zwrócić uwagę.
Przepraszam, że zapytam, ale te loczki są naturalne? — oprócz używek to była jedna z rzeczy, na które szybko zwracała uwagę — mogłabym je dotknąć? — dopytała, brzmiąc jak małe dziecko.