Strona 1 z 4

christmas time, mistletoe and wine

: pn gru 22, 2025 10:54 am
autor: Evina J. Swanson
W końcu nadeszły święta. Ten magiczny czas w roku, który posiada wyjątkową atmosferę jak żaden inny. Był to też czas, w którym dzieci są wyjątkowo rozpieszczane przez dorosłych zarówno prezentami jak i poświęcaną im uwagą. Właśnie to planowały w tym roku uczynić dla Sama.
Z jednej strony Evina żałowała, że nie miały okazji do tego, aby z narzeczoną spędzić chociaż jedne święta we dwie, ale nie potrafiły się na to zdobyć w momencie, gdy w ich życiu pojawił się już dziewięciolatek. Czasami wydawało się, że na samym starcie straciły ze sobą już zbyt wiele czasu i teraz ich związek rozwijał się w ekspresowym tempie na przestrzeni ostatniego roku, ale żadna z nich na to nie narzekała. Nie chciały go marnować. Zwłaszcza, że miały pewność, że to było właśnie to, a przebrnięcie przez liczne przeszkody jedynie utwierdziło je w przekonaniu, że wspólnie przetrwają wszystko.
Starały się zadbać o to, aby wszystkie mniej zabawne elementy przygotowań do świąt mieć już poczynione. Składały się na to obowiązkowe porządki czy poczynienie zakupów. Choinkę planowały ubrać wspólnie z Samem, aby dać mu radość z dekorowania drzewka, które stanęło u nich w salonie, a pomiędzy zawieszaniem bombek mógł podjadać w kontrolowanych ilościach wcześniej upieczone pierniczki.
Postanowiły też zabrać go na jarmark, który znajdował się w mieście, aby mógł tam się napatrzeć na świąteczne cuda. Pogoda im dopisywała. Delikatny śnieg prószył nastrojowo, a temperatura była na tyle niska, aby mógł się bez problemu utrzymywać na ziemi, ale nie na tyle niska, aby spektakularnie zmarznąć. Wciąż jednak czekał je najważniejszy moment całego dnia, a mianowicie kolacja wigilijna oraz wręczenie prezentów, na które Samuel czekał nie mniej niż Swanson wyczekująca momentu, gdy będą mogły z Zaylee sięgnąć po grzane wino zamiast ciepłego kakao.
Wpierw jednak musiała dokończyć pieczenie tego indyka, który od jakiegoś czasu siedział w piekarniku i czekał na to, aż mięso dojdzie do perfekcji. Był to jeden z przepisów, które w jej rodzinie były przekazywane z pokolenia na pokolenie i od zawsze w Wigilię na stole lądował ogromny indyk z mistrzowsko skomponowanym farszem. Miała nadzieję, że zarówno Sam jak i Zaylee również zakochają się w tym daniu.

zaylee miller

christmas time, mistletoe and wine

: pn gru 22, 2025 1:36 pm
autor: zaylee miller
038.
Zwykle podchodziła do świąt z wyraźną rezerwą i rzadko pozwalała się porwać tak zwanej magicznej atmosferze. Boże Narodzenie wydawało jej się zlepkiem wierzeń, rytuałów i zbiorowych emocji, które niewiele miały wspólnego z logiką czy dowodami naukowymi. Zaylee, przyzwyczajona do analitycznego i krytycznego spojrzenia na świat, nie postrzegała tego okresu jako obiektywnej konieczności ani czegoś, co należałoby celebrować bezrefleksyjnie. W rezultacie naturalnie zachowywała dystans, a sceptycyzm wobec sensu świąt był dla niej czymś odruchowym.
Ale w tym roku miało być inaczej.
Tegoroczne spędzały bowiem z podekscytowanym dziewięciolatkiem, a entuzjazm dziecka działał jak siła, której trudno było się oprzeć. Migoczące światełka, zapach pierników i prószący śnieg, które Zaylee dotąd traktowała z pobłażliwym uśmiechem, zaczęły nabierać nowego znaczenia. Nie dlatego, że nagle uwierzyła w świąteczną magię, ale dlatego, że po raz pierwszy spojrzała na nią cudzymi oczami — pełnymi zachwytu i szczerej radości. I choć wciąż pozostawała wierna swojej racjonalności, musiała przyznać, że być może nie wszystko, co nieweryfikowalne, jest pozbawione wartości.
Ostatnie dni przebiegały w szale zakupów, bo chociaż do Whitby wybierały się przelotnie dopiero w drugi dzień świąt, to Zaylee musiała kupić prezenty dla rodziców i rodzeństwa. Z Eviną ustaliły, że w tym roku nie będą prezentować sobie niczego konkretnego, wystarczyło wino i miło spędzony czas, kiedy Sam w końcu zaśnie, chociaż ten od rana trajkotał, że będzie siedział z nimi przez całą noc. Oczywiście żadna z nich nie brała sobie tych słów do serca, bo znały jego możliwości i wiedziały, że po nadmiarze wrażeń w postaci jarmarku i prezentów, padnie jak mucha.
Ale pachnie! — Młody wleciał do kuchni jak wystrzelony z procy. — Umieram z głodu! — złapał się za brzuch i w zasadzie Zaylee nie mogła się dziwić, bo jej również zaczął doskwierać głód.
Musisz uzbroić się w cierpliwość — zaznaczyła, wyjmując na stół świąteczną zastawę. — Jeszcze chwilę potrwa, zanim indyk będzie gotowy. Poza tym mamy choinkę do ubrania — przypomniała mu, co było doskonałym rozpraszaczem, bo Samowi aż zaświeciły się oczy.
A będę mógł zawiesić gwiazdę na czubku? — zapytał, podskakując w miejscu.
A dosięgniesz? — Zaylee zerknęła na niego z ukosa, po czym podeszła do narzeczonej od tyłu i złożyła jej czuły pocałunek na karku.
Młody zacisnął usta w zamyśle.
No to mnie podsadzicie!
Trochę ważysz, chłopie — oznajmiła poważnym tonem, ale w rzeczywistości tylko się zgrywała. — Nikt nie będzie cię dźwigał — dodała, chociaż Samuel był dość drobny, jak na swój wiek i w porównaniu do rówieśników. Nawet Dorothy Miller uważała, że dziewięciolatek składał się z samej skóry i kości.
To wejdę na schody i stamtąd na pewno sięgnę! — odparł, wyraźnie dumny ze swojego planu, na co w głowie Zaylee od razu pojawiła się wizja, w której chłopiec wychyla się przez barierki, traci równowagę i ląduje z hukiem na podłodze, skręcając kark.

Evina J. Swanson

christmas time, mistletoe and wine

: pn gru 22, 2025 4:12 pm
autor: Evina J. Swanson
Z pewnością gdyby nie dziecko to nie miałyby pewnie takiej motywacji do tego, aby robić coś wyjątkowego w te święta. Pewnie skończyłoby się na kilku ozdobach ustawionych w domu, czymś ciepłym do picia i wieczorze przy kominku, ale w ich życiu nawet taka chwila zwyczajnego wytchnienia bywała na wagę złota. Nic zatem dziwnego, że nawet jeśli Wigilia i Boże Narodzenie miałyby spędzić zwyczajnie to dla nich byłyby to wyjątkowe dni.
Obecność Sama zdecydowanie wpływała na nie w magiczny sposób. Mogły zgarnąć od niego przynajmniej część dziecięcego entuzjazmu, który był niezwykle zaraźliwy w takich okolicznościach. Dużo chętniej dzięki temu też oglądały kolejne atrakcje na jarmarku. Corndog kupiony na pobliskim stoisku smakował dużo lepiej niż powinien, a postawiona w pobliżu ogromnej choinki szopka betlejemska nagle wzbudzała nieco więcej emocji. Zadziwiające jak wiele zyskiwały na obecności Samuela.
Cały czas Evina zastanawiała się czy przypadkiem ich jednak nie poniosło z prezentami dla młodego, ale biorąc pod uwagę to jak niewiele miał to z pewnością mogły go nieco bardziej rozpieścić. Większość rzeczy i tak zapewne zostanie u nich w domu, bo Sam chciał czuć się jak u siebie w pokoju gościnnym, który powoli przeobrażał się w dziecięcy oraz obawiał się o los cennych podarków. Im zdecydowanie odpowiadał taki układ chociaż teraz zdecydowanie musiały poświęcić nieco więcej czasu na sprzątanie pomieszczenia, które wcześniej mieściło w sobie dużo mniej przedmiotów.
- Pewnie zdążymy ją ubrać zanim w końcu będzie gotowy - potwierdziła, gdy tylko narzeczona wspomniała o choince po czym uśmiechnęła się, gdy tylko poczuła usta, które przylgnęły do jej karku.
Odwróciła się, aby objąć ją w pasie i skraść z jej ust lekki pocałunek, który przypominał bardziej muśnięcie warg. Całe szczęście Sam nie krzywił się na takie przejawy czułości, a obie nauczyły się też czuć z tym nieco swobodniej w jego obecności. Choć gdyby nie on to pewnie skupiłyby się dużo bardziej na tych czułościach niż jakimkolwiek innym aspekcie świąt.
- Mogę przynieść drabinę z garażu. Powinna dać radę - zasugerowała, bo faktycznie choinka była na tyle wysoka, że potrzeba będzie na coś się wdrapać, aby sięgnąć czubka.
Byłaby nawet skłonna pozwolić wykonać to zadanie Samowi. Oczywiście musiałyby go przy tym asekurować, ale raczej dałby radę. Nie od dzisiaj było wiadome, że Evina była tą dużo mniej zamartwiającą się o dziewięciolatka, bo nie doszukiwała się wszędzie materiału na tragedię.

zaylee miller

christmas time, mistletoe and wine

: pn gru 22, 2025 6:26 pm
autor: zaylee miller
W trakcie świątecznych zakupów, których zwykle szczerze nie znosiła, Zaylee kompletnie odpierdoliło. Zresztą nie tylko ją, bo Evinę również poniosło, a ich wspólne szaleństwo wymknęło się spod kontroli. Choć większość prezentów dla Sama zamówiły przez internet, wrzucając do koszyka wszystko, co mogło mu się spodobać, to kiedy przyszło do ich pakowania, obie musiały przyznać, że chyba naprawdę przesadziły. Prezenty piętrzyły się w nieregularnych stosach, niektóre zawinięte w kilka warstw papieru, inne w ozdobne torebki, a całość ledwo zmieściła się do szafy. A jeszcze nie tak dawno tłumaczyły swoim rodzicom, że nie powinni go rozpieszczać upominkami. To był dopiero szczyt hipokryzji.
Pośród podarunków znalazła się nie tylko konsola, ale również zestaw do malowania mini figurek z Gwiezdnych Wojen, kilka gier planszowych, edukacyjny robot do kodowania, zestaw eksperymentów naukowych, nowa piłka, rakietki do badmintona, dresy, nowe adidasy do treningu na hali i wiele więcej. Każda kolejna przesyłka dostarczona przez kuriera sprawiała, że Zaylee chwytała się za głowę. Była święcie przekonana, że nie kupiły tego aż tak dużo.
Młody szczerzył się za każdym razem, kiedy widział, jak Miller i Swanson okazują sobie czułości. To dawało mu pewność, że kobiety, które chciały stworzyć mu prawdziwy dom, kochały się i były szczęśliwe. Kilka razy przypadkiem stawał się świadkiem ich drobnych nieporozumień i zdecydowanie nie potrafił odnaleźć się w takich momentach. Nie rozumiał, dlaczego się kłóciły, stwierdzając, że to on był powodem tych sprzeczek, co oczywiście nijak miało się z prawdą.
O! — wyrwało się chłopcu na wieść o drabinie. — Mogłabyś? I wtedy będę mógł wspiąć się wysoko i zawiesić gwiazdę? Całkiem sam? — upewnił się, przenosząc spojrzenie z Eviny na Zaylee, jakby już dawno zakodował sobie, że ta pierwsza pozwoliłaby mu właściwie na wszystko, kiedy ta druga wiecznie miała jakieś ale. Taka była już niewdzięczna rola Miller.
Cmoknęła pod nosem, ale finalnie skinęła głową. Przecież będą obok, więc nie mogło mu się nic stać. Może Zaylee była zbyt przewrażliwiona i we wszystkim doszukiwała się losowych wypadków, ale trzeba liczyć na to, że w przyszłości trochę się z tym uspokoi. Albo jej chorobliwa potrzeba kontroli, również nad bezpieczeństwem dziecka, pogłębi się jeszcze bardziej.
Zamknę koty w twoim gabinecie — stwierdziła, skradając narzeczonej jeszcze jeden pocałunek. — Wprawdzie Elvira kompletnie nie jest zainteresowana bombkami, ale Rademenes może złapać niezłego kręćka — stwierdziła, bo to były pierwsze święta kocura z przystrojoną choinką. — Sammy, zacznij wyjmować ozdoby z kartonu i zawieszaj ich na tych niższych gałązkach — poleciła i zmierzwiła dziewięciolatkowi jasną czuprynę.
Warto wspomnieć, że w tym roku zdecydowały się na żywą choinkę, a jej opadające igły sprawiały sporo kłopotu. Zaylee musiała odkurzać salon nawet trzy razy dziennie, żeby utrzymać porządek i uniknąć rozsypania igieł po całym domu. Mimo tych dodatkowych obowiązków, zapach świeżej choinki i minimalnie wynagradzały wszelkie trudy sprzątania.

Evina J. Swanson

christmas time, mistletoe and wine

: pn gru 22, 2025 10:58 pm
autor: Evina J. Swanson
Ewidentnie zapomniało im się o tym jak wiele prezentów zamówiły z myślą o dziewięciolatku. Wszystko przez to, że dokonywały tego na przestrzeni tygodni, a część zakupów można było uznać za dosyć impulsywne i nie do końca ze sobą je uzgodniły. Dlatego właśnie pod ich piękną żywą choinką znalazło się tak wiele pakunków nawet jeśli z początku tego w ogóle nie planowały. Trudno było teraz odmówić chłopcu wspomnianych podarków i przechować choćby część z nich na inne okazje, aby nie zasypywać go zbyt wieloma rzeczami już teraz.
Może i miały już konkretne plany na najbliższe dni, ale nie wykluczały tego, że zrobią całkiem dobry użytek z tych wszystkich gier i konsoli. Nie miały wątpliwości, co do tego, że Samuel będzie chciał przetestować jak najszybciej jak największą ilość rzeczy, a skoro były przystosowane dla kilku osób to jak najbardziej mogli zrobić sobie rodzinny wieczór z grami. O ile rzecz jasna chłopcu starczy na to wszystko sił po innych atrakcjach.
Dalej momentami nachodziły je wątpliwości związane z tym czy na pewno ze swoim stylem życia i zawodami wysokiego ryzyka powinny właściwie się decydować na adopcję dziewięciolatka, ale patrząc na to jak potrafił się uśmiechać w ich obecności to nie mogły wyobrazić sobie innego biegu wydarzeń.
- Możesz zawiesić samodzielnie, ale będziemy pilnowały drabiny czy nie jest zbyt chwiejna - zapowiedziała od razu, bo nie mogły tak po prostu pozwolić mu na to, aby bez żadnego zabezpieczenia się tam wdrapywał.
Mimo wszystko drabina mogła się przewrócić, a wtedy nieszczęście byłoby gwarantowane. Mimo wszystko chciała pozwolić Samowi na to, aby się wykazał, bo widziała jak bardzo mu na tym zależy.
- Jasne - odpowiedziała, gdy tylko narzeczona wspomniała o zamknięciu kotów w gabinecie.
Kątem oka podążyła za sylwetką Samuela, który zniknął za rogiem i skorzystała z okazji, aby przyciągnąć do siebie koronerkę i pocałować ją namiętniej niż dotychczas. Przygryzła jej dolną wargę i zamruczała z zadowoleniem tuż przy jej ustach nim w końcu odsunęła się od niej na tyle by móc spojrzeć jej w oczy.
- Leć zamknąć koty, a ja sprawdzę czy nie ma pod choinką rózgi z twoim imieniem... W końcu nie byłaś taka grzeczna - rzuciła zaczepnie nim skierowała się do salonu, aby przykucnąć w pobliżu Semuela.
Zdecydowanie młody potrzebował pewnej pomocy, aby nieco się połapać w tym całym dekoracyjnym szaleństwie. Zdecydowanie też założenie łańcucha wymagało współpracy, bo dla jednej osoby mogłoby to być nieco zbyt skomplikowane.

zaylee miller

christmas time, mistletoe and wine

: pn gru 22, 2025 11:59 pm
autor: zaylee miller
Nie widziała sensu w odkładaniu niektórych prezentów na inne okazje. Skoro już je kupiły, Sam powinien je dostać właśnie dzisiaj. W końcu wszystko, co wybrały, było zakupione z myślą o nim. Być może faktycznie zabrakło im umiaru, dając ponieść się emocjom, ale przynajmniej sprawią dzieciakowi mnóstwo radości. W przyszłości wykażą się większym umiarem i będą wiedziały, w którym momencie powiedzieć pas.
Nie trzeba było chyba wspominać, że zgoda na samodzielne powieszenie gwiazdy wywołała w Młodym niepohamowaną satysfakcję. Zawsze chciał udowadniać, że potrafił robić rzeczy bez niczyjej pomocy, co oczywiście czasami było dalekie od prawdy. Mimo to upierał się przy swoim, nawet jeśli mu coś nie wychodziło. Nie lubił też prosić o pomoc, czym bardzo przypominał Evinę. Dopiero w ostateczności pozwalał na to, aby ktoś mu pokazał, jak zrobić coś prawidłowo.
Kiedy chłopiec zniknął w salonie, Zaylee dała się przyciągnąć narzeczonej. Odwzajemniła namiętny pocałunek, a po jej słowach uśmiechnęła się łobuzersko.
Tak? — uniosła figlarnie jedną brew. No cóż, Miller musiała przyznać, że daleko było jej do grzecznej dziewczynki. Prędzej utożsamiałaby się z tą grzeszną. — Dopiero wieczorem pokażę ci, jak bardzo potrafię być niegrzeczna — puściła do niej oko i wyszła z kuchni, żeby zlokalizować koty.
O ile Elvirę namierzyła dość szybko, bo kotka wylegiwała się w fotelu, to z młodym kocurem było już nieco trudniej. Znalazła go dopiero na górze w rozsuwanej szafie w korytarzu. Najwyraźniej skorzystał z okazji, że ta była uchylona i ulokował się pomiędzy równo złożonymi ręcznikami kąpielowymi.
W końcu udało jej się zamknąć oba sierściuchy w gabinecie Swanson. Gdyby Zaylee była normalna, to pewnie zamknęłaby je w jakimkolwiek innym pokoju, ale nie lubiła, kiedy zwierzęta chodziły po czystych pościelach i zostawiały sierść na meblach, z których rano tak skrupulatnie starła kurze. Wróciła do salonu, gdzie od razu dołączyła do Eviny i Sama, którzy zaczęli już dekorować choinkę.
W zeszłym roku nie udało mi się zawiesić ani jednej bombki — poskarżył się i złapał jedną stronę złotego łańcucha, żeby opleść nim drzewko. — Ozdób było zbyt mało, a dzieci zbyt dużo — westchnął i stanął na palcach, aby móc zahaczyć wyższą gałąź. — Każdy chciał, ale nie dla każdego wystarczyło.
Wtedy z pomocą przyszła Zaylee, która sięgnęła po łańcuch; wychyliła się zza choinki, aby zobaczyć, na jakiej wysokości narzeczona umieściła swoją końcówkę i zarzuciła ją na niższą gałąź.
Teraz możesz zawiesić wszystkie bombki — pogładziła go po jasnych włosach i własnoręcznie ulokowała czerwoną bańkę tam, gdzie chłopiec i tak nie byłby w stanie się dostać, a przecież nie pozwolą mu ozdabiać całej choinki na drabinie. Co innego, kiedy chodziło tylko o jedną gwiazdę na czubku.
W zasadzie dobrze się składało, że miały takiego entuzjastycznego pomocnika, bo Zaylee nie lubiła stroić choinki. Była zbyt wielką perfekcjonistką i nie umiała podchodzić do tego na spokojnie, kiedy wszyscy inni zawieszali ozdoby byle jak i byle gdzie. To doprowadzało ją do szału. Obiecała sobie jednak, że przynajmniej postara się, żeby nie poprawić po Samuelu ani jednej bombki.
W sumie to dlaczego co roku ubiera się choinkę? — zapytał Młody, wlepiając swoje duże, niebieskie oczy w Evinę.
Miller czasami odnosiła wrażenie, że dziewięciolatek testuje ich wiedzę. Na razie nie przyszło im odpowiadać na pytania, na które nie znały odpowiedzi, ale pewnie nastanie taki moment, w którym będą musiały skorzystać z wyszukiwarki internetowej. Może obie były inteligentne i oczytane, ale nawet one nie wiedziały wszystkiego.

Evina J. Swanson

christmas time, mistletoe and wine

: wt gru 23, 2025 12:47 am
autor: Evina J. Swanson
Wciąż były w tym wszystkim dosyć świeże. Może i faktycznie Swanson miała już swoje odchowane dzieci, ale to było co innego. Chociaż była po trosze nieobecną matką przez swoją pracę to jednak była z nimi od samego początku. Nie starała się im niczego rekompensować, a w przypadku Sama wyraźnie chciała pokazać, że zależy jej i dać mu wszystko czego dotychczas mogło mu brakować. No, ale z czasem na pewno się to unormuje.
Zadziwiające było to jak bardzo Sammy potrafił je przypominać chociaż wcale nie był ich biologicznym synem. Musiały być gotowe na to, że przyjmą do domu kolejnego uparciucha, który będzie musiał zawsze i wszędzie udowodnić to, że poradzi sobie samodzielnie z każdym możliwym wyzwaniem chociaż często zamiast tego jego akcje kończyły się fiaskiem. Dobrze jednak, że był odważny i gotowy do stawiania czoła kolejnym trudom dnia codziennego.
- Nie mogę się doczekać - powiedziała, klepiąc ją jeszcze w pośladek na odchodne.
Naprawdę cieszyła się na wspólną Wigilię, ale musiała przyznać, że wyczekiwała równie mocno momentu, gdy w końcu w pełni zadowolone będą mogły obie pójść do łóżka i nacieszyć się sobą. Problem w tym, że musiały starać się być wyjątkowo cicho, aby przypadkiem dziewięciolatek niczego nie usłyszał i nie zaczęły nurtować go pytania, które powinien zacząć zadawać za co najmniej kilka lat.
Ledwo zaczęli ubierać choinkę po rozpakowaniu odpowiednich kartonów, gdy do pomieszczenia wróciła koronerka po szczęśliwym zamknięciu kotów w gabinecie Swanson. Zapewne będą mogły je wypuścić stamtąd gdy już zakończą swoje zadanie. Trzeba było liczyć na to, że Rademenes szybko znudzi się widokiem wiszących na drzewku ozdób i nie będzie starał się nimi zbytnio bawić.
- Dokładnie. W tym roku ty decydujesz jak wygląda choinka - poparła, posyłając jeszcze lekki uśmiech narzeczonej, gdy tylko ta zaczęła jej pomagać w zawieszaniu złotego łańcucha w wyższych partiach drzewka.
Przed nimi było jeszcze najgorsze ze wszystkich zadań. Lampki choinkowe zawsze zdawały się niemiłosiernie plątać niezależnie od tego jakich technik Evina używała, aby je zwinąć. To chyba było jedno z praw Murphy'ego, które objawiało się raz do roku.
- Taka już jest tradycja. Niektóre rzeczy po prostu się robi dlatego, że jest taki zwyczaj. Choinka wygląda ładnie, a ubieranie jej może być świetną zabawą - stwierdziła w końcu, bo nie bardzo wiedziała, co innego powiedzieć.
Chyba nie chciał, aby nagle zaczęły wchodzić w genezę powstania zwyczaju stawiania w mieszkaniu drzewek świątecznych. Czasami Sammy miał naprawdę kłopotliwe pytania, ale wtedy liczyły na to, że wystarczą mu zdawkowe odpowiedzi i nie będzie niepotrzebnie drążył tematu.

zaylee miller

christmas time, mistletoe and wine

: wt gru 23, 2025 12:34 pm
autor: zaylee miller
Kiedy Sam u nich nocował, największym wyzwaniem wieczorami była cisza. Obecność chłopca w domu wymuszała samokontrolę, której Zaylee musiała się nauczyć, skro za jakiś czas miał zamieszkać z nimi na stałe. A wtedy nie będzie już odwrotu. Przynajmniej unikną niewygodnych pytań, przy których te związane z tradycją stawały się proste i przyjemne.
No dobrze — Młody kiwnął głową. Wszystko wskazywało na to, że Evina zaspokoiła jego ciekawość, jednak nic bardziej mylnego. — Ale co to jest ta cała tradycja? — ściągnął brwi, wieszając na gałązce kolejną bombkę.
Zaylee już miała ją poprawić, ale finalnie machnęła ręką, co w jej przypadku i tak było sporym sukcesem. Miała tendencję do przestawiania wszystkiego, co choćby w minimalnym stopniu stało krzywo. Tyczyło się to również naczyń, które musiały być równo ułożone, pomimo że były zamknięte w szafkach i nikt na nie nie patrzył. Pedantyzm to jednak straszne zaburzenie.
Tradycja to coś, co ludzie robią tak samo od dawna, bo im się podoba albo jest dla nich ważne — wyjaśniła najprościej, jak tylko się dało. — Każdy ma jakieś ulubione zwyczaje. Jedni pieczą pierniki, jak my, inni...
Ja i Evina piekliśmy pierniki, a ty nie — zauważył, zresztą słusznie. Najwyraźniej nawet dziewięciolatek widział, że Zaylee starała się omijać kuchnię szerokim łukiem, bo więcej przeszkadzała niż był tam z niej jakikolwiek pożytek.
Fakt — zgodziła się z nim, sięgając po splątane lampki, do których miała znacznie więcej cierpliwości. Podczas ich rozplątywania Swanson psuła sobie wiele krwi, a Miller lubiła robić rzeczy, które wymagały precyzji i dokładności, dlatego rozdzielanie kabli sprawiało jej ogromną przyjemność. — Ale nie zawsze musi to być pieczenie pierników. Niektórzy wtedy chodzą na spacery w ulubione miejsca albo po prostu siedzą przy kominku i spędzają wspólnie czas — dokończyła, siadając po turecku na podłodze, żeby skupić się na splątanych lampkach choinkowych.
My też będziemy jakieś mieć? — zainteresował się Sam, chociaż mieli już za sobą pieczenie pierników i właśnie ubierali choinkę. — Ale nie takie, które robią wszyscy. Powinniśmy wymyślić jakieś własne — oznajmił, ewidentnie zadowolony z własnego pomysłu. — Co to za tradycje, jak Zaylee i tak nie piecze pierników — poskarżył się Evinie, krzyżując ręce na piersiach.
Miller nie widziała powodów, dla których mieliby nie kontynuować jakichś swoich zwyczajów. Mogłoby to być właściwie cokolwiek, co Sammy sobie wymarzył. Była nawet skłonna poświęcić się i oglądać z nim wszystkie tandetne, świąteczne produkcje, byle tylko był szczęśliwy. Na szczęście Młody był wciąż na etapie bajek, a te oglądało się całkiem przyjemnie, mimo że większość nie miała żadnego sensu. A Zaylee nie znosiła, kiedy coś nie miało sensu.

Evina J. Swanson

christmas time, mistletoe and wine

: wt gru 23, 2025 2:19 pm
autor: Evina J. Swanson
Obecnie miały wyłącznie dwie opcje: albo Zaylee z czasem faktycznie nauczy się nieco bardziej nad sobą panować im częściej Sam będzie u nich przebywał albo będą musiały znaleźć jakieś inne rozwiązanie. Jak niezwykle skuteczny knebel albo urządzić w piwnicy swój prywatny sex dungeon. Może z wyciszającymi ścianami tak dla pewności. Niemniej miały jeszcze nieco czasu nim w końcu chłopiec z nimi zamieszka, więc miały czas na to, aby się do tego dostosować.
Podobnie jak miały czas na to, aby nauczyć się powoli rozmawiać z Samem i przyzwyczajać się do tego, że zadawał pytania, na które zwykli ludzie nie wiedzieli jak odpowiedzieć. Czasami dlatego, że nie mieli wystarczającej wiedzy, a czasem dlatego, że pewne rzeczy były dla nich oczywistością i nie potrafili ich wytłumaczyć dla kogoś kto tych oczywistości nie rozumiał. Całe szczęście były jednak we dwie i zawsze jeśli jedna nie miała pomysłu to druga mogła się odezwać z rozwiązaniem tej zawiłej zagadki.
- Piekliśmy we dwójkę, bo czasem im więcej osób w kuchni tym większy chaos się robi - odpowiedziała, aby wziąć jakoś narzeczoną w obronę. - Poza tym Zaylee radzi sobie z gotowaniem i pieczeniem gorzej niż ty także byłeś cenniejszym pomocnikiem.
Powiedziawszy to mrugnęła jeszcze porozumiewawczo do narzeczonej. Oczywiście, że dziewięciolatek nie był aż tak wielkim wirtuozem kuchennym i nie zaufałaby mu z krojeniem niektórych rzeczy chociażby, ale obie doskonale zdawały sobie sprawę, że Miller w kuchni najbardziej lubiła przeszkadzać i podjadać. Nie było oczywiście w tym nic złego, a jeśli tylko odpowiednio by się zmotywowała to mogłaby ugotować coś dobrego.
- Jasne, że będziemy mieć - potwierdziła, kiwając głową i zerknęła jak radzi sobie koronerka, która przejęła od niej rozplątywanie lampek choinkowych. - Może zajmie to nieco czasu, ale w końcu znajdziemy coś, co wszyscy lubimy robić i możemy powtarzać co roku... Może to być jakaś gra, która nam się spodoba albo wspólne oglądanie filmów pod kocem i z gorącym kakao. Zobaczymy, co nam się spodoba.
Cieszyło ją to, że chłopiec chciał mieć z nimi swoje własne i wyjątkowe zwyczaje. To na pewno pomoże im w stworzeniu unikalnych więzi. A nawet jeśli mieliby robić to wszystko, co inni i popadać w stereotypy to co z tego? Najważniejsze, aby dobrze się bawili i byli razem szczęśliwi.
Swanson przezornie zawieszała pojedyncze okraszone brokatem bombki na górnych partiach choinki, aby nie zabierać miejsca, które mógłby wykorzystać dziewięciolatek. Nie chciała jednak przesadzać, bo na całość musiały jeszcze zostać sprytnie położone lampki. No, ale z każdą chwilą drzewko nabierało coraz bardziej bożonarodzeniowego charakteru.

zaylee miller

christmas time, mistletoe and wine

: wt gru 23, 2025 4:05 pm
autor: zaylee miller
Przechyliła głowę i spojrzała na narzeczoną spod zmrużonych powiek, niby lekko oburzona jej stwierdzeniem, choć w gruncie rzeczy nie mogła się z nim nie zgodzić. Sam zdecydowanie radził sobie w kuchni lepiej niż ona. Może jeszcze nie kroił warzyw z taką wprawą, jaką miała Zaylee po latach doświadczenia w krojeniu narządów, ale sposób, w jaki z uwagą dobierał składniki i obserwował, jak zmieniają się w garnku, sugerował, że miał do tego smykałkę. Wkrótce bez problemu będzie mógł samodzielnie przygotowywać dla nich obiady. To była kolejna, trafna inwestycja. Teraz Miller będzie miała w domu dwójkę prywatnych kucharzy, a to oznaczało dwa razy więcej pysznego jedzenia.
Kakao i świąteczne filmy! — zawołał Sammy, jakby właśnie w tym krótkim momencie zadecydował, co będzie ich wspólną tradycją. Z góry zakładał, że to musi spodobać się wszystkim, bo kto nie lubił świątecznych filmów i gorącego, słodkiego napoju czekoladowego? Tak się składało, że one, bo o ile Miller nie znosiła świątecznych produkcji, to Swanson nie przepadała za słodyczami. Mimo to obie były skłonne, żeby przystać na propozycje dziewięciolatka. Zawsze świąteczne filmy mogły zastąpić jakimi familijnymi, a kakao grzanym winem.
Jeszcze tam nie ma bombek — podpowiedziała Zaylee, wskazując na niższe gałązki z drugiej strony, sama podniosła się z podłogi i podeszła bliżej Eviny, żeby zacząć zawieszać lampki. Rozplątanie ich zajęło jej chwilę, więc lepiej było wspólnie oplatać nimi choinkę, zanim znów zdążą się pokręcić. To była też doskonała okazją na skradnięcie Swanson szybkiego całusa.
Jeszcze trzeba zawiesić jeden łańcuch — Młody wskazał na ozdobę z dna choinki. — A po lampkach jeszcze gwiazda! — przypomniał im, tak na wszelki, wypadek, gdyby wyleciało im z głowy.
Oczywiście Sam nie dałby im o tym zapomnieć, bo całe ubieranie choinki sprowadzało się do tego, żeby mógł wejść na drabinę i umieścić na czubku choinki najważniejszą dekorację.
Na razie zajmij się bombkami, bo widzę, że dużo gałązek jest jeszcze pustych — stwierdziła Miller, przechodząc przez karton w trakcie owijania drzewka kolorowymi lampkami. — Chyba nie chcesz, żeby nasza choinka była ubrana byle jak? — posłała chłopcu motywujące spojrzenie, a ten jak na zawołanie zaczął jeszcze sprawniej zawieszać ozdoby, starając się, żeby żadna gałązka nie czuła się poszkodowana. — Evina zaraz przyniesie drabinę i zawiesisz gwiazdę — dodała, bo Samuel potrzebował ciągłych zapewnień w obawie, że zostanie w czymś pominięty.
Później zostanie im jeszcze podrzucenie prezentów pod choinkę. Najwyżej później jakoś odwrócą jego uwagę, bo wysyłanie Młodego do piwnicy wraz ze Swanson chyba nie było dobrym pomysłem. Będzie zbyt oczywiste, że to Miller podrzuciła paczki pod ich nieobecność, a przecież nie chciały psuć mu frajdy z wierzenia w Świętego Mikołaja.

Evina J. Swanson