Kryty kort tenisowy w okolicy...
: pn gru 22, 2025 1:35 pm
Słyszała od każdego, że powinna zwolnić i dać sobie spokój z przeciążeniem nogi, która była po operacji. Problem jednak był jeden i ten sam - to już było dwa lata temu, czas więc zagoił rany i fizyczne i psychiczne, dlatego też ona sama chętnie wracała na kort. Robiła to z pasji i faktu, że przez ostatnie dziesięć lat to był jej zawód i z tego też głównie żyła. Ciężko było wyrzucić z głowy, że nie powinna czy nie może. Już pal sześć mądrości bliskich osób ale słowa lekarza? Chociaż jego powinna potraktować poważnie, tym bardziej gdy był to lekarz z którym się przyjaźniła i trochę już znała, praktycznie od dwóch lat i pamiętnej operacji rekonstrukcji jej więzadeł i całego kolana. O tych wydarzeniach będzie pamiętać zawsze, a blizna na kolanie to wspomnienie będzie pogłębiać tylko.
Stanley był dla niej przyjacielem, kimś kto miał męskie spojrzenie na pewny sprawy i z którego rad czasami korzystała. Chętnie piła nim coś mocniejszego czy zachęcała do tego aby partnerował jej na korcie. Bo chyba nie ma lepszego sparingu niż ten pod kontrolą lekarza, no nie? Nawet jeśli widziała ten jego oskarżycielski wzrok to i tak mało sobie z tego robiła. Rakieta i piłka, to było coś z tym się łączyła, uciekając chętnie od problemów i realiów jej aktualnego życia. Wiedziała, że pewnie mężczyzna nie jest dumny z jej decyzji, ale skoro pojawił się na umówioną mini gierkę to chyba chociaż trochę się o nią martwił. To dziwne, że ich relacja była taka prosta i czysta, nie podsycona erotycznymi fantazjami czy flirtem, o który wielu mogłoby ich podejrzewać. Byli żywym dowodem na to, że przyjaźń między facetem a kobietą potrafi zaistnieć. W innym przypadku ktoś już dawno z ich dwójki dałby dyla i tyle byłoby z okazyjnych wspólnych wyjść na miasto czy wspominanej gry.
Florence na kort przyszła znacznie wcześniej, chcąc odprawić swój rytuał, ale także dobrze się rozgrzać, na tyle aby znów jej kolano nie strzeliło. W teorii nie napalała się na wielki mecz, ale ta adrenalina i chęć rywalizacji w sportowcu zostaje chyba do końca życia. To był jej konik i coś w czym czuła się dobrze, tracąc tą część swojego życia, czuła się jakby traciła cząstkę siebie. Mało kto potrafił to zrozumieć, mało kto także próbował.
Gdy się pojawił, pomachała mu z daleka rakietą, bawiąc się trochę z piłką, którą już na niej trzymała.z szafy wyciągnęła także stabilizator na kolano, co by pewnie je trzymało i amortyzował nieco każdy jej ruch. Wolała przy lekarzu zachowywał odrobinę świadomości tego co robi i na co się pisze, ryzykując w tym przypadku. Nikt jednak nie mówił, że powinna stanąć w miejscu i rezygnować z tej tęsknoty do kortu, już ze szpilek po części rezygnowała. A to dopiero kobiecy ból!
- Z daleka widzę Twój wzrok Stan! Nie oceniaj mnie, ja po prostu robię to co kocham i tyle. Na własną pierdoloną odpowiedzialność. - rzuciła twardo i dobitnie w jego stronę, mając na myśli ów mały dropny meczyk o który się prosiła jego już kilka tygodni. Rozumiała jego napięty grafik i to, że jako lekarz miał tego czasu mało. O tym świadczyło choćby to, że umówić się z nim szło jak z papieżem czy prezydentem, trudno i z półrocznym wyprzedzeniem. Śmiała się jednak z tego bo w aktualnej sytuacji potrzebowała czegokolwiek aby nie myśleć o sytuacji z mężem, o potencjalnym rozwodzie i braku pomysłu na to co ze sobą zrobić...
Stanley Knox
Stanley był dla niej przyjacielem, kimś kto miał męskie spojrzenie na pewny sprawy i z którego rad czasami korzystała. Chętnie piła nim coś mocniejszego czy zachęcała do tego aby partnerował jej na korcie. Bo chyba nie ma lepszego sparingu niż ten pod kontrolą lekarza, no nie? Nawet jeśli widziała ten jego oskarżycielski wzrok to i tak mało sobie z tego robiła. Rakieta i piłka, to było coś z tym się łączyła, uciekając chętnie od problemów i realiów jej aktualnego życia. Wiedziała, że pewnie mężczyzna nie jest dumny z jej decyzji, ale skoro pojawił się na umówioną mini gierkę to chyba chociaż trochę się o nią martwił. To dziwne, że ich relacja była taka prosta i czysta, nie podsycona erotycznymi fantazjami czy flirtem, o który wielu mogłoby ich podejrzewać. Byli żywym dowodem na to, że przyjaźń między facetem a kobietą potrafi zaistnieć. W innym przypadku ktoś już dawno z ich dwójki dałby dyla i tyle byłoby z okazyjnych wspólnych wyjść na miasto czy wspominanej gry.
Florence na kort przyszła znacznie wcześniej, chcąc odprawić swój rytuał, ale także dobrze się rozgrzać, na tyle aby znów jej kolano nie strzeliło. W teorii nie napalała się na wielki mecz, ale ta adrenalina i chęć rywalizacji w sportowcu zostaje chyba do końca życia. To był jej konik i coś w czym czuła się dobrze, tracąc tą część swojego życia, czuła się jakby traciła cząstkę siebie. Mało kto potrafił to zrozumieć, mało kto także próbował.
Gdy się pojawił, pomachała mu z daleka rakietą, bawiąc się trochę z piłką, którą już na niej trzymała.z szafy wyciągnęła także stabilizator na kolano, co by pewnie je trzymało i amortyzował nieco każdy jej ruch. Wolała przy lekarzu zachowywał odrobinę świadomości tego co robi i na co się pisze, ryzykując w tym przypadku. Nikt jednak nie mówił, że powinna stanąć w miejscu i rezygnować z tej tęsknoty do kortu, już ze szpilek po części rezygnowała. A to dopiero kobiecy ból!
- Z daleka widzę Twój wzrok Stan! Nie oceniaj mnie, ja po prostu robię to co kocham i tyle. Na własną pierdoloną odpowiedzialność. - rzuciła twardo i dobitnie w jego stronę, mając na myśli ów mały dropny meczyk o który się prosiła jego już kilka tygodni. Rozumiała jego napięty grafik i to, że jako lekarz miał tego czasu mało. O tym świadczyło choćby to, że umówić się z nim szło jak z papieżem czy prezydentem, trudno i z półrocznym wyprzedzeniem. Śmiała się jednak z tego bo w aktualnej sytuacji potrzebowała czegokolwiek aby nie myśleć o sytuacji z mężem, o potencjalnym rozwodzie i braku pomysłu na to co ze sobą zrobić...
Stanley Knox