innocent until proven guilty right?
: śr gru 24, 2025 2:44 am
Anais od samego rana była jak nakręcona. Wypiła co prawda kosmicznie mocną kawę na pobudkę, ale tylko jedną! Dla niej to nic niezwykłego, jednak ta jedna kawa musiała mieć magiczne właściwości, bo gdy tylko chwyciła telefon z nocnej szafki, niemal wyskoczyła z łóżka. Uwielbiała ten poranny rytuał – kawa w łóżku, piżama i wiadomości w tle. To był jej moment ciszy przed burzą. Dziś jednak burza miała nadejść szybciej niż zwykle.
Jej dom był jasny, minimalistyczny, z kilkoma akcentami zdradzającymi jej charakter – na parapecie stały doniczki z sukulentami, a na ścianie wisiała mapa świata z zaznaczonymi miejscami, w których była. W kuchni pachniało świeżo zmieloną kawą, a na blacie leżał otwarty notes z wczorajszymi zapiskami. Anais przeszła boso po chłodnej podłodze, czując, jak jej ciało powoli budzi się do życia. „Jeszcze godzina… muszę się ogarnąć” – pomyślała, nalewając sobie szklankę wody.
Przy biurku rozłożyła dokumenty, markerem zaznaczając najważniejsze punkty. Na ekranie laptopa otworzyła raporty dotyczące lotu – nazwiska, daty, numery rejsów. „Nie mogę go spłoszyć. Musi poczuć, że to tylko rutyna.” Wiedziała jednak, że w jej pytaniach kryje się ostrze – jedno nieostrożne słowo i mężczyzna zamknie się w sobie. W głowie układała scenariusze: zacznie od neutralnych pytań, potem przejdzie do szczegółów.
Spojrzała na zegarek. Czas płynął szybciej niż chciała. Wstała, otworzyła szafę i przez chwilę zastanawiała się, co założyć. Musiała wyglądać profesjonalnie, ale nie onieśmielająco. Wybrała granatową koszulę, czarne spodnie i klasyczne botki. Włosy związała w luźny kucyk, zostawiając kilka pasm miękko opadających na twarz. W lustrze zobaczyła odbicie kobiety gotowej na grę, w której stawką jest prawda. „Czas to pieniądz” – pomyślała, poprawiając mankiet koszuli. Jeszcze szybki rzut oka na notatki, telefon do kieszeni, klucze w dłoń. Gdy zamykała drzwi, poczuła, że wchodzi w dzień, który może przynieść odpowiedzi… albo jeszcze więcej pytań.
Dotarła do głównego budynku policji, witając się po drodze z innymi i zamieniając kilka słów tu i ówdzie, jednak nie zamierzała się teraz rozpraszać. Usiadła przy swoim biurku, uruchomiła komputer i dopisała kilka szczegółów do notatek. Gdy dostała wiadomość, że Ryan Lee przybył na posterunek, chwyciła dokumenty i ruszyła w kierunku sali wykorzystywanej do mniej oficjalnych przesłuchań. Nie zamierzała stawiać pilotowi żadnych zarzutów – przynajmniej na razie, bo pozostawał niewinny, dopóki śledztwo nie wykaże inaczej.
Otworzyła drzwi do pomieszczenia, w którym mężczyzna już czekał przy stoliku.
– Witam, panie Lee. Nazywam się Anais Beaumont i jestem jednym z detektywów pracujących nad sprawą dotyczącą lotu, którego był pan pilotem – powiedziała na przywitanie. Z kieszeni wyjęła dyktafon, włączyła go i położyła na stoliku w równej odległości pomiędzy nimi.
– Mam nadzieję, że nie ma pan nic przeciwko, jeśli ta rozmowa zostanie nagrana? Nic nie jest panu w tym momencie zarzucane, oczekujemy jedynie odpowiedzi na kilka pytań… – dodała, starając się brzmieć możliwie przyjaźnie. Ostatnie, czego chciała Anais, to by osoba, która dobrowolnie przyszła, zamknęła się w sobie.
Ryan Lee
Jej dom był jasny, minimalistyczny, z kilkoma akcentami zdradzającymi jej charakter – na parapecie stały doniczki z sukulentami, a na ścianie wisiała mapa świata z zaznaczonymi miejscami, w których była. W kuchni pachniało świeżo zmieloną kawą, a na blacie leżał otwarty notes z wczorajszymi zapiskami. Anais przeszła boso po chłodnej podłodze, czując, jak jej ciało powoli budzi się do życia. „Jeszcze godzina… muszę się ogarnąć” – pomyślała, nalewając sobie szklankę wody.
Przy biurku rozłożyła dokumenty, markerem zaznaczając najważniejsze punkty. Na ekranie laptopa otworzyła raporty dotyczące lotu – nazwiska, daty, numery rejsów. „Nie mogę go spłoszyć. Musi poczuć, że to tylko rutyna.” Wiedziała jednak, że w jej pytaniach kryje się ostrze – jedno nieostrożne słowo i mężczyzna zamknie się w sobie. W głowie układała scenariusze: zacznie od neutralnych pytań, potem przejdzie do szczegółów.
Spojrzała na zegarek. Czas płynął szybciej niż chciała. Wstała, otworzyła szafę i przez chwilę zastanawiała się, co założyć. Musiała wyglądać profesjonalnie, ale nie onieśmielająco. Wybrała granatową koszulę, czarne spodnie i klasyczne botki. Włosy związała w luźny kucyk, zostawiając kilka pasm miękko opadających na twarz. W lustrze zobaczyła odbicie kobiety gotowej na grę, w której stawką jest prawda. „Czas to pieniądz” – pomyślała, poprawiając mankiet koszuli. Jeszcze szybki rzut oka na notatki, telefon do kieszeni, klucze w dłoń. Gdy zamykała drzwi, poczuła, że wchodzi w dzień, który może przynieść odpowiedzi… albo jeszcze więcej pytań.
Dotarła do głównego budynku policji, witając się po drodze z innymi i zamieniając kilka słów tu i ówdzie, jednak nie zamierzała się teraz rozpraszać. Usiadła przy swoim biurku, uruchomiła komputer i dopisała kilka szczegółów do notatek. Gdy dostała wiadomość, że Ryan Lee przybył na posterunek, chwyciła dokumenty i ruszyła w kierunku sali wykorzystywanej do mniej oficjalnych przesłuchań. Nie zamierzała stawiać pilotowi żadnych zarzutów – przynajmniej na razie, bo pozostawał niewinny, dopóki śledztwo nie wykaże inaczej.
Otworzyła drzwi do pomieszczenia, w którym mężczyzna już czekał przy stoliku.
– Witam, panie Lee. Nazywam się Anais Beaumont i jestem jednym z detektywów pracujących nad sprawą dotyczącą lotu, którego był pan pilotem – powiedziała na przywitanie. Z kieszeni wyjęła dyktafon, włączyła go i położyła na stoliku w równej odległości pomiędzy nimi.
– Mam nadzieję, że nie ma pan nic przeciwko, jeśli ta rozmowa zostanie nagrana? Nic nie jest panu w tym momencie zarzucane, oczekujemy jedynie odpowiedzi na kilka pytań… – dodała, starając się brzmieć możliwie przyjaźnie. Ostatnie, czego chciała Anais, to by osoba, która dobrowolnie przyszła, zamknęła się w sobie.
Ryan Lee