Strona 1 z 3

that awkward moment when…

: pt gru 26, 2025 1:20 pm
autor: Galen L. Wyatt
58
That awkward moment when
the story doesn’t match the suit.
Kolejny zwykły dzień, gdzieś w ferworze świątecznych przygotowań, którymi byli ogarnięci zwykli, szarzy ludzie. Bo Wyatt oczywiście nie było, zlecił ubieranie choinki, zlecił kupowanie prezentów, jedyne co musiał odhaczyć, to ta wizyta charytatywna w domu dziecka, z której Finch miała nagrywać relację, a później jeszcze to bezinteresowne spotkanie z seniorami. Bo z tym jej wcale nie kłamał. Nelly - ślicznej dziewczynie z jarmarku bożonarodzeniowego.
Jak się okazuje tylko z tym, bo teraz właśnie nie Gaspard, tylko Galen Wyatt, w tym swoim idealnie skrojonym garniturze od jakiegoś Armaniego, w tych bucikach z włoskiej skóry i eleganckim płaszczu wysiadał ze swojego... a dzisiaj Porsche. Małe, zgrabne, sportowe, a przede wszystkim szybkie auto, zaparkowane przy krawężniku, przed firmą. Bo przecież Galen nawet nie wiedział gdzie znajduje się parking. A zresztą zaraz ktoś odprowadzi jego samochód tam za niego... Jest, rzucił kluczyki chłopakowi, który zaraz je złapał, a później jeszcze poprawił poły swojego płaszcza, szaliczek z kaszmiru, który miał na szyi i zapiął guzik marynarki.
Obejrzał się przez ramię, bo silnik Porsche mruknął jak dziki kocur, a kiedy znowu skręcił się w kierunku wejścia do budynku, to wlazł w kogoś z impetem.
Znowu.
I znowu w nią. Już prędzej spodziewałby się tutaj świętego Mikołaja, albo własnej matki. Ale Nelly, akurat przed jego firmą? Odruchowo złapał ją za ramię, kiedy się zachwiała, bo ten oblodzony chodnik pod ich stopami wyglądał groźnie. Aż Wyatt sobie pomyślał, że musi to komuś zgłosić, przecież właśnie stali przed budynkiem, w którym na najwyższym piętrze znajdowało się jego biuro, oszklony, ogromny gabinet. W każdych normalnych warunkach, to on przecież by się nim chwalił, zawsze się chwalił. Tylko, że Gaspard nie miał takiego gabinetu, i takiego samochodu. Tylko czy Nelly widziała jak z niego wysiada? Nie miał też takiego garnituru. Chociaż może mógł mieć? Jeden dobrze skrojony garnitur. A nie tak jak Galen całą garderobę.
- Nelly... - mruknął wypuszczając powietrze z płuc, kiedy te jego niebieskie oczy zatrzymały się na jej twarzy. Wyglądał dziś zupełnie inaczej, a jednak te błękitne ślepia i zmierzwione włosy pozostały niezmienne. Tak jak ten blady uśmiech, który jej posłał.
Cieszył się, że ją widzi, ale nie tutaj, nie tak ubrany, nie kiedy wysiadł za swojego Porsche, które miał... Nie, ono już odjechało, bo Galen słyszał za plecami pomruk silnika, znał go doskonale.
- Co tu robisz? - wypalił nagle licząc tylko na to, że ona nie odwzajemni jego pytania - fajnie Cię widzieć - dodał w nadziei, że może jednak zmienią temat, może uda mu się ją zagadać - ale dzisiaj zimno, i w ogóle... miałem dzisiaj do Ciebie napisać, czy masz wolny ten weekend? To znaczy konkretnie sobotę - jeszcze tą przedświąteczną, bo w święta był ten cały bankiet, na który Galen jeszcze wcale nie miał planów. A właściwie coraz mniej chciało mu się tam iść, już wolałby siedzieć w domu.
Teraz też wolałby, żeby oni stali sobie na jarmarku, a on miał na sobie kraciastą koszulę w Wallmartu, tak było jakoś... prościej.

Nelly Rowley

that awkward moment when…

: sob gru 27, 2025 12:17 pm
autor: Nelly Rowley
Wyprawa do centrum przed pracą nie była Nelly ani trochę na rękę. Miała wiele ciekawszych i przyjemniejszych zajęć, jak choćby leżenie pod ciepłą kołderką, niżeli snucie się po mieście w tę pogodę. A trzeba przyznać, że był wyjątkowo mroźny dzień, bo minusowe temperatury dodatkowo potęgował okropny wiatr, który smagał brunetkę po zarumienionych policzkach. Policzki były bowiem jedną z nielicznych, odkrytych części jej ciała, jako że miała na sobie długi, ciepły płaszcz, kaptur na głowie i gruby szal okręcony dookoła szyi, który zasłaniał jej pół twarzy. Mimo takiego ubioru odczuwała przeszywający chłód, bo należała raczej do tych ciepłolubnych, ale nie mogła odmówić Pani Charlotte. Staruszka mieszkała sama, miała problemy z sercem i szybko się męczyła, więc poprosiła Nelly o odebranie jakiejś paczki, bo nie miała nikogo innego, kto byłby skory wyświadczyć jej taką przysługę. Na dobrą sprawę Nelly również była dla niej obcą osobą mieszkającą po sąsiedzku, ale przez te kilka miesięcy zdążyły się całkiem nieźle zaprzyjaźnić. Rowley robiła kobiecie zakupy, wpadała na herbatkę, a ta zasypywała ją opowieściami z młodości i piekła najlepsze na świecie ciastka z czekoladą. A Nelly uwielbiała starszych ludzi, miała do nich ogrom empatii i poczuła ciepło na serduszku, gdy poznany na jarmarku mężczyzna opowiedział jej o świątecznym graniu w bingo.
Teraz też chętnie napiłaby się czegoś ciepłego i zagrałaby w bingo, ale zamiast tego przemierzała oblodzony chodnik, co jakiś czas zerkając w telefon z odpaloną nawigacją. W pewnym momencie automatycznie podniosła wzrok na głośne, mijające ją porsche, ale nie dlatego, że była fanką motoryzacji, tylko bo instynkt kazał jej zlokalizować źródło hałasu. Widziała też kątem oka, że samochód zatrzymał się przy krawężniku kawałek dalej i że wysiadł z niego jakiś mężczyzna, ale nie przykładała do tego większej uwagi, bo chyba się zgubiła i zaczęła obracać zmarzniętymi palcami mapę na ekranie, mrużąc przy tym brwi z niezadowolenia, przez dłuższy czas nie patrząc przed siebie. I najwyraźniej to był błąd, bo zaraz znowu na kogoś wpadła, a telefon wyślizgnął jej się z dłoni i upadł na chodnik.
Wydała się z siebie bliżej nieokreślony dźwięk i szybko podniosła wzrok, a ku jej ogromnemu zdziwieniu, błękitne oczy, które napotkała, były znajome.
- Gaspard? - nie kryła swojego zaskoczenia. Patrzyła na niego przez chwilę, po czym przypomniała sobie o leżącym pod nogami telefonie i szybko się po niego schyliła. Szybka była pęknięta, ale Nelly tylko schowała go do kieszeni płaszcza, nie chcąc się tym teraz martwić.
- Mogę cię zapytać o to samo - uśmiechnęła się nieśmiało. - Nie wiem, czy mamy jakieś przyciąganie, czy serio jesteś porywaczem i mnie śledzisz, ale to mało prawdopodobne, żeby dwa razy wpaść na tę samą osobę w tak dużym mieście - powiedziała, jeszcze do końca nie dowierzając, że go znowu spotkała.
- Hmm tak, chyba nie mam żadnych planów na sobotę. Chyba, że już mam? - odpowiedziała, w głowie na szybko wertując swój grafik pracy. Nie mogła się jeszcze do końca skupić, bo w dalszym ciągu była trochę oszołomiona zderzeniem, zbitym telefonem i tym, jak Gaspard dzisiaj wyglądał. Przesunęła wzrokiem po jego sylwetce. Bardzo elegancko i seksownie, trzeba to przyznać, ale również całkowicie inaczej, niż wtedy na jarmarku. Nie dała się jednak zagadać i postanowiła rozwiać pytania, które kotłowały jej się teraz w głowie.
- A to głośne auto, to twoje? - zmarszczyła brwi, bo dałaby sobie palca uciąć, że widziała, jak z niego wysiada. - Byłam taka zamyślona, że mnie przestraszyło - dodała i pociągnęła szalik nieco niżej, bo czuła jak zaczyna jej parować od mówienia.

Galen L. Wyatt

that awkward moment when…

: sob gru 27, 2025 2:32 pm
autor: Galen L. Wyatt
Te jego niebieskie oczy zaraz powędrowały za jej telefonem, który upadł na lód, Galen mógł sobie wyobrazić jak teraz wyglądał, w pierwszej chwili nawet chciał się po niego schylić, ale kiedy Nelly wypowiedziała to jego imię. A właściwie nie jego, tylko to którym jej się przedstawił, to on sobie uzmysłowił, że przecież no tak, on dla niej był Gaspardem z domkiem na przedmieściach i jakąś nudną posadką. Zerknął w dół, kiedy podnosiła telefon, na ten pęknięty wyświetlacz. Jako Galen Wyatt mógłby jej w tej chwili sprezentować nowy telefon, jaki tylko chciała. Galen sam tak często zmieniał telefony, ostatnio jeden kazał wyrzucić w barze. W ogóle nie szanował tych swoich. Ale ona może szanowała, może był dla niej cenny. Zaczął się nad tym zastanawiać i dopiero jej kolejne słowa sprowadziły go na ziemię.
- To chyba to przyciąganie, tylko jest jakieś... nie za dobrze wymierzone, skoro cały czas na siebie wpadamy - uśmiechnął się blado zawieszając tęczówki na jej pięknych, brązowych oczach. I jak tu się dziwić, że go niej ciągnęło? Skoro ona miała takie oczy?
Bo ciągnęło. Chociaż powinien już stać w tej bajecznej, oszklonej windzie i jechać na najwyższe piętro, to on sterczał przed budynkiem. Z nią.
Uśmiechnął się szerzej, kiedy powiedziała to chyba, że już mam, a później nawet puścił do niej oczko.
- Zgadza się już masz, to będzie niespodzianka, ale... możesz założyć szpilki - powiedział i uniósł zadziornie brew, ale tak by chyba powiedział Galen Wyatt, który podjechałby Lambo, albo Porsche, a potem zabrał ją na jakąś wytworną kolację. A Gaspard?
- Ale niekoniecznie, bo w sumie będziemy pewnie robić trochę kilometrów, w końcu mam Ci pokazać Toronto - jeszcze nie miał tego zaplanowanego, bo Galen lubił działać impulsywnie, spontanicznie. Ale Wyatt mógł to robić, mógł zabrać ją na kolację do najlepszej restauracji w mieście, zabrać ją na jakiś punkt widokowy, gdzie na jego życzenie zaserwują truskawki i szampana, albo pokaz fajerwerków, mógł sobie ten punkt widokowy wynająć, żeby było romantycznie, żeby zrobić na niej wrażenie. A na co mógł sobie pozwolić Gaspard? Galen się nie umiał jeszcze w tym odnaleźć, ale będzie musiał rzeczywiście o tym pomyśleć. Może dzisiaj w pracy, pomiędzy nudnym spotkaniami?
Te jego niebieskie tęczówki wpatrywały się intensywnie w jej piękne, duże oczy, a na jego twarzy malował się delikatny uśmiech, tylko kiedy zapytała o to auto, to on momentalnie spełzł. Czyli jednak zauważyła, że to jego Porsche. Czy przeciętnego Gasparda jest stać na takie auto? Aż się zaczął zastanawiać czym jeżdżą jego pracownicy, ale żaden nie miał najnowszego Porsche.
- Mojego szefa - wypalił praktycznie od razu, zanim to przemyślał - ale kazał mi go zatankować. A co? Podoba Ci się? Może bym go jakoś... - rozgadał się, już miał powiedzieć, że go pożyczy, albo coś, ale wtedy Nelly powiedziała, że ją wystraszyło, a Galen ściągnął brwi - tak, jest głośne - pokiwał głową - ja mam elektryka, jest cichutki - no i cóż, teraz Galen będzie musiał na sobotę kupić elektryka. Wypożyczy go pewnie, często to robił.
- Spieszysz się gdzieś? Może dasz się zaprosić na kawę? - zapytał nagle, żeby znowu zmienić temat. Z tego Porsche. Albo może, żeby spędzić z nią trochę więcej czasu, niż ta chwilka na chodniku przed jego biurem? Co prawda miał zaraz zaczynać spotkanie, ale wystarczy jeden telefon i będzie mógł to przecież przesunąć. Jako Galen Wyatt, mógł wszystko.
Ale jeszcze nie do końca wybadał na co mógł sobie pozwalać jako Gaspard. Na kawę chyba przecież mógł?

Nelly Rowley

that awkward moment when…

: sob gru 27, 2025 4:14 pm
autor: Nelly Rowley
Być może dla Galena Wyatta kupienie nowego telefonu było drobnostką, ale dla Nelly był to poważny wydatek, który trzeba było dobrze przemyśleć i wpisać w budżet, żeby potem starczyło na całą resztę. Na pewno nie zgodziłaby się na taki prezent, bo był zwyczajnie zbyt drogi. A Nelly nie potrafiła przyjmować drogich prezentów. I choć nie miała czasu, by przyjrzeć się uszkodzeniom, to miała szczerą nadzieję, że poszła tylko szybka, a ekran nadal jest cały, co umożliwiłoby jej dalsze korzystanie.
- Racja, ale tym razem to była moja wina, przyznaje - powiedziała. - Więc chyba jest jeden do jednego, hmm? - dodała i przytrzymała kontakt wzrokowy, a jej oczy były wesołe i błyszczące. Właściwie, po tym jak jej telefon gruchnął o chodnik, to wcale nie powinny takie być, ale obecność Gasparda sprawiła, że jakoś wyjątkowo szybko o tym zapomniała.
Uśmiechnęła się szerzej na słowa mężczyzny, ale gdy padło słowo szpilki, Nelly szybko zaczęła analizować w głowie, czy ma jakiekolwiek w swojej garderobie, a jeśli nie, to skąd je weźmie. Odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że jednak nie będą one koniecznie.
- Mogę założyć, ale skoro mamy dużo chodzić, to przygotuj się, że od pewnego momentu będziesz musiał mnie nosić na rękach - wzruszyła ramionami, lojalnie uprzedzając. I jeszcze te oblodzone chodniki… Tak, to byłoby katastrofalne w skutkach, bo nawet w zimowych traperach wczoraj prawie straciła zęby pod swoim blokiem. A uzębienie akurat miała ładne i wolałaby, żeby takie zostało.
Uniosła brew, gdy okazało się, że sportowe auto należy do szefa Gasparda.
- Serio bogaci ludzie są na tyle leniwi, że nawet nie tankują swoich własnych samochodów? - zapytała, trochę z niedowierzaniem, trochę w ramach żartu. Gdyby ona miała tak drogi i tak ładny samochód, to pewnie wykorzystywałaby każdą okazję, żeby się nim przejechać, więc było to dla niej totalnie niezrozumiałe.
- Jest ładne - przyznała bez większego entuzjazmu. Nigdy nie imponowały jej drogie fury, więc Galen nie spotkał się z żadnymi zachwytami z jej strony. Nie było też tak, że się ich bała i pewnie w innych okolicznościach, gdyby jej mózg nie był w pełni skupiony na rozszyfrowaniu mapy, to nie przestraszyłaby się pomruku, jakie wydało porsche, gdy ją mijało.
Właściwie, to z tego całego zamieszania Nelly nie zwróciła nawet uwagi, pod jakim budynkiem aktualnie się znajduje. Nie, żeby jej cokolwiek mówiła ta lokalizacja, bo totalnie nie znała jeszcze miasta, ale gdy powiodła wzrokiem do góry, po fasadzie wieżowca, to stwierdziła w myślach, że wygląda imponująco.
- Właściwie, to nie. Nie spieszę się - przeniosła spojrzenie z budynku na swojego rozmówcę, a na jej ustach ponownie zagościł uśmiech.
- Dam się zaprosić na kawę, ale musisz mi pomóc rozszyfrować jeden adres. Moja sąsiadka poprosiła mnie, żebym odebrała jej jakieś włóczki i za cholerę nie mogę znaleźć tego sklepu - postanowiła skorzystać z okazji, że Gaspard na pewno znał okolicę dużo lepiej od niej. W końcu tu pracował.
- Wiesz już, do jakiej kawiarni idziemy?

Galen L. Wyatt

that awkward moment when…

: ndz gru 28, 2025 4:58 pm
autor: Galen L. Wyatt
Dla Galena Wyatta nowy telefon to był... tani prezent. Jak on na pierwszej randce potrafił inwestować w diamenty, miał facet gest. Tylko, że teraz przed Nelly to wcale nie stał Galen Wyatt w swoim płaszczu wartym tyle, co trzy telefony, tylko Gaspard. Pewnie w płaszczu z dyskontu, który miał tylko tak wyglądać.
- Tak szczerze to też powinienem bardziej zwracać uwagę, jak chodzę - podrapał się po karku patrząc w jej oczy. Podobały mu się, ona mu się podobała, miała w sobie coś takiego... normalnego. Bez tych szpilek, bez posępnej miny, która miała mówić, że jest lepsza, tak jak te wszystkie jego modelki. Wszystkie kobiety... no dobra, prawie wszystkie, z którymi spotykał się Galen Wyatt.
- Zrobimy jakąś tabelkę, za trzy zderzenia będzie kara? - uniósł zaczepnie jedną brew - ale jak któreś z nas zaliczy drugie, to wybiera w kinie film, czy coś takiego? - tak, Galen chciał po prostu zasugerować, że chciał ją jeszcze gdzieś zaprosić, do kina właśnie może? Mogłoby być fajnie, bo wieki nie był w kinie, po pierwsze szkoda było mu na to czasu, po drugie... telewizor w jego apartamencie był tak wielki jak kinowy ekran.
Na jej kolejne słowa, na temat szpilek, Galen uśmiechnął się szeroko, jakoś tak szczerze.
- Taki miałem plan... Kazać Ci założyć szpilki, a później nosić Cię na rękach Nelly - powiedział i puścił do niej oczko - jestem winny - dodał powoli, z tymi intensywnie niebieskimi tęczówkami zawieszonymi na jej ślicznej buzi. Dopiero kiedy zaczęli rozmawiać o tym aucie, to Galen obejrzał się przez ramię, ale go już nie było. Przez jego twarz przemknął jakiś cień wraz z jej kolejnymi słowami, skrzywił się delikatnie, bo coś o tym wiedział. Galen nigdy sam nie tankował swojego samochodu, on go nawet sam nie odstawiał na parking, podstawiali mu go pod drzwi, kiedy wychodził.
- No tak... Nawet ich nie parkują - rzucił zanim zdążył ugryźć się w język - dupkowate, nie? - uznał, że Gasprad tak właśnie by to ocenił, jako dupkowate zachowanie jego szefa dupka. Na to jej jest ładne, Galen lekko drgnął, bo przecież te jego samochody to był jego konik, jego ukochane zabaweczki, największa miłość. One były piękne. Zachwycające.
Ale dla niej ładne, może dla Gasparda też?
- Auto powinno być praktyczne, a nie ładne, co nie? - co on właśnie powiedział? Aż sam w to nie uwierzył, jego niebieskie oczy na moment zaszły jakąś dziwną mgłą. Praktyczne auto? Może jakiś rodzinny suv?
Aż pokręcił głową na te myśli.
Zaproponował jej kawę, żeby rzeczywiście już się nad tym nie głowić, nad praktycznymi samochodami, a zresztą... On przecież chciał z nią wypić kawę, tak po prostu.
Jego niebieskie tęczówki powiodły za jej spojrzeniem, gdy patrzyła na ten budynek. Galen też tak na niego patrzył, lata temu, jako dzieciak, kiedy przychodził do ojca, do biura. Budynek był zachwycający. A widok z samej góry, to była po prostu bajka.
- No to fajnie, ja muszę tylko wykonać jeden telefon i też mogę iść - stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Jeden telefon, w którym musi postawić na nogi pół firmy, bo go nie będzie na ważnym spotkaniu, bo idzie sobie wypić kawę z nowopoznaną dziewczyną. Ciekawe.
Zerknął na swojego rolexa, jeszcze kilka minut miał, pójdą do kawiarni i wtedy on się urwie na moment, żeby zadzwonić, taki miał plan.
Pokiwał głową, kiedy powiedziała mu, żeby jej pomógł rozszyfrować adres. Chociaż to pewnie nie będzie takie proste, bo Galen wszędzie wysyłał pracowników, on mało rzeczy robił sam. Oni nawet kawę mu przynosili, a zresztą miał ten swój fikuśny ekspres, w którym sobie parzył nowojorską gejszę.
- Razem na pewno go znajdziemy - odpowiedział po chwili, no przecież są mapy Google, zlokalizują go, a jak nie to Galen tam kogoś wyśle... Chociaż, chyba nie dzisiaj.
Rozejrzał się, bo nie wiedział gdzie tutaj jest kawiarnia, z klientami chodził do takich, gdzie kawę piło się na dachu budynku, albo w ogóle w jakimś pokoju ze szkła. A najczęściej to jednak raczył ich kawą u siebie, bo ta jego kawa, to pewnie kilka patyków za worek. Przechylił na bok głowę i przypomniał sobie, jak ostatnio jakieś jego pracownice mówiły o pysznej kawie gdzieś tutaj w okolicy.
- Jest tutaj taka kawiarnia... - zaczął i zastanowił się czy dziwne będzie, jak on sprawdzi to w googlach, ale stwierdził, że dziwne.
Jak one mówiły? Na rogu?
I rzeczywiście, na szczęście, na rogu ulicy, przy której oni sobie stali, znajdowała się ta nowa kawiarnia.
- O tam - Galen się uśmiechnął, bo w zasadzie to ucieszył się, że jednak znalazł jakąś kawiarnię. A po naprawdę krótkim spacerku, już byli w środku. Wnętrze było przytulne, nowoczesne i nawet było kilka pustych stolików, bo pewnie większość normalnych ludzi była w pracy, a to wcale nie była pora lunchowa, czy coś.
Galen sięgnął do Nelly po kurtkę, żeby pomóc jej ją zdjąć, skoro nie było nikogo, kto zrobiłby to za niego. W jego drogich restauracjach zawsze był taki ktoś.
- Tylko zadzwonię i zaraz wracam, dobrze? - zapytał, kiedy odwiesił jej kurtkę, a później ten swój elegancki płaszcz. Miał na sobie czarny garnitur od Armaniego, idealnie białą koszulę. Wyglądał dobrze. Jak zwykle zresztą.
Stanął z boku i chwilę rozmawiał przez telefon gestykulując przy tym dłonią, bo oczywiście usłyszał, że jak jego może nie być. Ale Galen wyjaśnił, że normalnie, i że wcale nie wie o której przyjdzie, może wcale? Musieli sobie radzić bez niego. Proste.

Nelly Rowley

that awkward moment when…

: pn gru 29, 2025 3:10 pm
autor: Nelly Rowley
- Zabrzmiało to trochę… dwuznacznie - złapała go za język i uśmiechając się, zmrużyła lekko oczy, przybierając nieco podejrzliwą minę. Szczególnie ta druga część, o tym, że jedno zaliczy drugie. - I to chyba oznacza, że w dalszym ciągu zamierzasz na mnie wpadać… Wchodzę w to - dodała po chwili. Skoro wszechświat dziwnym sposobem ich do siebie przyciągał, to co mieli biedni do powiedzenia? Mogli jedynie się temu poddać i zobaczyć, co wydarzy się dalej, choć Nelly miała nadzieję, że następnym razem ich zderzenie będzie… mniej kosztowne.
- W takim razie jeszcze to rozważę. Te szpilki. Nie ukrywam, że trochę mnie teraz zachęciłeś - przechyliła głowę na bok, łagodnie wpatrując się w twarz mężczyzny. Nie umknął jej uwadze również lekki grymas, który pojawił się na twarzy Gasparda, gdy rzuciła o snobistycznych zwyczajach bogatych ludzi, ale odebrała go raczej jako aprobatę. W końcu w swoich najśmielszych przypuszczeniach nie zakładała, że Gaspard jest jednym z nich.
- Trochę próżne - wzruszyła ramionami. Dla Nelly takie właśnie było, bo ona wszystko robiła sama i nie wyobrażała sobie kimś się wyręczać. Nawet nie miała takich możliwości i musiała dźwigać te głupie skrzynki z pomarańczami do grzańców, mimo tego, że odpadały jej od tego ręce.
- Ładne auta są fajnie, ale więcej miejsca daje różne możliwości - uniosła brew. - A w takim porsche pewnie nie ma go zbyt wiele, szczególnie z tyłu.
Czy rzeczywiście to powiedziała? Chyba zbyt głośno myślała. Zresztą, co ona mogła wiedzieć o samochodach, większość swojego życia jeździła komunikacją miejską i nie była żadną ekspertką.
Jej przemyślenia przerwał głos mężczyzny, więc obdarzyła go w odpowiedzi szczerym uśmiechem. Zdążyła już nawet nabrać ochoty na coś ciepłego do picia, bo ta pogoda nie rozpieszczała i szczerze powiedziawszy, chętnie zagrzałaby się w przytulnej kawiarni. Na dodatek w miłym towarzystwie.
Na szczęście uwaga Cornelii nie skupiła się zbyt długo na drogim zegarku, który spoczywał na nadgarstku jej towarzysza. Nie była również zbyt dobrze w nich obeznana, bo przecież nie każdy mógł pozwolić sobie na takie cacko, które kosztowało pewnie znacznie więcej, niż jej roczna pensja.
Ucieszyła się, gdy Gaspard zgodził się pomóc jej w zlokalizowaniu sklepu z włóczką, po czym obejrzała się przez ramię, by odnaleźć wzrokiem kawiarnię na rogu, o której powiedział. Następnie ruszyła u jego boku do lokalu, uważnie stawiając kroki, by nie poślizgnąć się na oblodzonym chodniku, co z pewnością nie miałoby nic wspólnego z gracją.
Gdy znaleźli się na miejscu, oddała mężczyźnie swój płaszcz i podziękowała za pomoc.
- Nie ma problemu, poczekam - powiedziała i popatrzyła, jak odchodzi na bok. Miała chwilę czasu, by mu się przyjrzeć i ocenić jego elegancki ubiór. Być może nie wiedziała, że to garnitur od Armaniego, ale doceniła, jak dobrze był skrojony i jak dobrze Gaspard w nim wyglądał. Całkiem inaczej, niż w kraciastej koszuli z Walmartu, ale podobał jej się w obu wersjach. Gdyby miała okazję, to pewnie sama chętnie ładniej ubierałaby się do pracy. Nie chciała jednak tak bezwstydnie taksować go spojrzeniem, więc zaraz przeniosła wzrok na tablicę z dostępnymi kawami, zastanawiając się, na co ma ochotę. Wybór był spory, a ona nie była pewna, czy ma bardziej smaka na klasykę, czy na coś słodkiego. Finalnie zdecydowała się na flat white.
- Wszystko w porządku? - zapytała, gdy mężczyzna skończył rozmawiać. A gdy zamówili już kawy, zaproponowała stolik w rogu sali, tuż przy oknie, który wyglądał bardzo przytulnie i prywatnie.
- Do twarzy ci w tym garniturze - skomplementowała, gdy już usiedli i odwiesiła niewielką torebkę na oparcie krzesła. - Zawsze tak dobrze wyglądasz w pracy? - zapytała i uśmiechnęła się kącikiem ust. Zastanawiała się, czy był to jego codzienny dresscode, czy może tylko akurat dzisiaj się tak ubrał.
- Właściwie, to czym się zajmujesz? Oprócz tankowania drogich aut - pociągnęła temat dalej, wpatrując się w Gasparda z zainteresowaniem.

Galen L. Wyatt

that awkward moment when…

: wt gru 30, 2025 11:46 pm
autor: Galen L. Wyatt
Galen w zasadzie lubił dwuznaczności, chociaż tym razem chyba nawet tego nie przemyślał, nie zrobił tego z tą swoją pełną premedytacją. Nawet uśmiechnął się jakoś niewinnie, chociaż nie do końca, kiedy Nelly mu to wypomniała.
- Tak właściwie to nie ja wpadam, to jakieś dziwne przyciąganie - powiedział i mrugnął do niej jednym okiem, zaczepnie. Chociaż Galen sam w sobie był nieostrożny, wiecznie zawieszony gdzieś pomiędzy swoją firmą, spotkaniami i tym całym światem drogich samochodów i zegarków. A teraz jakby nagle z niego spadł, gdzieś do jakiejś bardziej normalnej scenerii. Takiej naturalnej. Szczerej.
Podobało mu się to, te spotkania z Nelly, gdzie on nie był oceniany przez pryzmat bogatego dupka. Uśmiechnął się na te szpilki, chciałby zobaczyć ją w szpilkach, bo już doszli do tego, że gdyby miała je na sobie, to byłaby idealnego wzrostu, żeby mogli się całować. Aż na moment zawiesił wzrok na jej pełnych ustach, bo Galen to jednak bardzo łatwo się rozpraszał.
- Bogaci ludzie są próżni - stwierdził marszcząc nos, bo Galen przecież znał to doskonale, z autopsji. Sam był próżny do tego stopnia, że on miał u siebie w apartamencie dziewczynę, która układała mu rzeczy w szafkach.
Kiedy powiedziała o tych możliwościach większych aut, to Wyatt aż wstrzymał powietrze, drgnął, bo on akurat kiedy nie jeździł sportowym Porsche, to ostatnio woził się Lambo, z dużą tylną kanapą, której możliwości już poznał. Zresztą... Jego Porsche też dawało wiele, naprawdę wiele możliwości. Powieka mu drgnęła.
- A jakie możliwości? - zapytał głupio, bo przecież Galen Wyatt, to akurat tak doskonale znał możliwości, które dawały mu jego piękne samochody. Wiele, wiele mo-żli-wo-ści - Porsche tylko się takie wydaje, ale jest tam dużo miejsca, żeby... - zaczął, ale chyba w porę urwał, zanim dokładnie jej zobrazował, co może dziać się w Porsche. A mogło dużo - jest całkiem przestronne, tak zauważyłem - znowu się zafiksował na tych swoich samochodach. Galen mógłby o tym gadać i rozmyślać godzinami. Na szczęście zlokalizował tę kawiarnię, do której chciał ją zaprosić, myśli znowu wróciły do Nelly, kiedy otwierał przed nią drzwi, żeby wpuścić ją przodem do środka.
Rozmowa przez telefon Galena rzeczywiście trwała krótko, ale przy tym Wyatt zrobił te kilka kroków po kawiarni, gestykulując do tego żywo, poprawił swoją nieskazitelną koszulę, wsunął rękę do kieszeni. Biła od niego ta jego typowa pewność siebie, kogoś, kto siedzi sobie na szczycie First Canadian Place, w swoim gabinecie z widokiem na całe Toronto. Trochę to nie pasowało do wizji Gasparda, który tylko tam pracował, który tylko jeździł sobie elektrykiem i miał domek na przedmieściach.
Kiedy wreszcie stanął przy Nelly i powiódł spojrzeniem po tych kawach aż uniósł do góry jedną brew. Jakieś dziwne nazwy, dziwne smaki, a do tego jakieś posypki. Galen uznawał tylko czarną kawę, świeżo zmieloną, ściągał ją sobie z Nowego Jorku na przykład, bo sprowadził kiedyś taką, żeby poczęstować swojego gościa, który właśnie stamtąd przyjechał, zasmakowała mu. Tylko, że tutaj nie widział żadnej nowojorskiej gejszy. Wybrał zwykłą americano.
- Tak, akurat dzisiaj mamy trochę luzu w pracy, właściwie to może nawet nie będę musiał iść do biura - skłamał, okrutnie skłamał, bo właśnie cały Northex stanął na głowie, tylko dlatego, że Galen wykręcił się z ważnego spotkania. Ale przecież już ostatnio ich na tym punkcie uczulał, musieli sobie radzić bez niego. Radzili sobie wtedy, kiedy miał zawał i dochodził do siebie. A on wtedy sobie obiecał, że będzie mniej pracował. Nie wyszło, ale teraz mógł to zmienić. Zacząć w tej właśnie chwili.
Oczywiście, że kiedy znaleźli się przy stoliku, to Galen musiał odsunąć krzesło Nelly i je za nią zasunąć. Musiał. to było silniejsze od niego, chociaż czy normalni ludzie tak robili? Elita, w której obracał się Wyatt zdecydowanie tak. Usiadł na przeciwko i oparł łokieć na stoliku chociaż to też było nie do końca grzeczne, ale Galen ułożył policzek na nadgarstku, a niebieskie oczy utkwił w Nelly.
- Lepiej w garniturze, niż w koszuli w kratę? - zapytał jakoś tak lekko, bo go to ciekawiło, czy Galen Wyatt zyskuje dzięki tym swoim obrzydliwie drogim garniakom. On był pewny, że tak, dużo punktów do pewności siebie.
- Nie zawsze, jak mam jakieś ważniejsze spotkania - wypalił, było w tym trochę prawdy, że chodził czasem do biura bardziej na luzie, może nie tak jak mógłby chodzić jako jakiś tam Gaspard, ale mniej oficjalnie, nie na czarno-biało chociażby, jak dzisiaj. Dzisiaj miało być oficjalnie.
- Albo jak tankuje auto mojego szefa - dodał zaraz, chociaż brzmiało to bez sensu, no ale jakby miał rzeczywiście ważne spotkanie, to przecież jako zwykły Gaspard nie mógłby się z niego urwać. Galen zaczynał się gubić w zeznaniach, troszeczkę.
Uniósł jedną brew kiedy zapytała czym się zajmuje, odruchowo, szybciej niż zdążył to przemyśleć, nad tym zapanować. Czym on się mógł zajmować?
- Pracuję w takiej firmie, która... Stawiają stalowe konstrukcje, pracuję w biurze... wiesz klikam sobie na komputerze, nuda - to robili jego podrzędni pracownicy? Klikali coś sobie na komputerze? Właściwie nie, ale Galen tak rzadko miał z nimi do czynienia, że nie wiedział. On zajmował się czymś zdecydowanie innym, kontrahentami. Umowami, na grube miliony dolarów. Nowymi filiami na całym świecie. Tym, żeby te jego stalowe konstrukcje podbiły świat, czasem liczył sobie na oko ile stali potrzebują do danej budowli, odwiedzał budowy, sprawdzał gęstość stali. Miał dużo rzeczy na głowie, ale zgoła innych niż ci jego biurowi pracownicy. Czy zajmował się na przykład Chris?
Aż podrapał się po głowie, bo nie wiedział.
- W tamtym budynku przed którym na siebie wpadliśmy, jest bajeczny prawda? - szybka zmiana tematu, aby dała się na to złapać.

Nelly Rowley

that awkward moment when…

: śr gru 31, 2025 1:28 pm
autor: Nelly Rowley
Nelly również lubiła bawić się słowami, szczególnie wtedy, gdy miała do tego odpowiedniego kompana, nie krępującego się, by pójść dalej w tę grę i odpłacić jej pięknym za nadobne.
- A więc sugerujesz, że cię pociągam? - zapytała prowokacyjnie, wpatrując się swoimi dużymi, brązowymi oczami w błękitne oczy Gasparda. Na jej ustach majaczył rozbawiony uśmieszek, bo choć nie sądziła, że w jakikolwiek sposób uda jej się go zawstydzić, to była zwyczajnie ciekawa odpowiedzi. Nie zakładała przecież, że może teraz zaprzeczyć. Na tyle, na ile potrafiła czytać ludzi, to doskonale widziała, jak na nią patrzy. Widziała również, jak wędruje wzrokiem po jej twarzy i starannie wyłapywała te drobne szczegóły, jak chociażby to, że zawieszał spojrzenie na jej ustach.
- W końcu stać ich na to - uśmiechnęła się blado. Czy było to dobre usprawiedliwienie? W mniemaniu Nelly raczej nie, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że pieniądz rządził światem i bogacze mogli pozwalać sobie na więcej, niż przeciętny obywatel. Życie na stercie pieniędzy było tak bardzo inne od życia Cornelii, że ta nawet nie potrafiła sobie go do końca zwizualizować. A wyobraźnie to ona akurat miała dość bujną.
- Na przykład możliwości na fajną randkę - wzruszyła ramionami z miną niewiniątka. - Och na pewno widziałeś te wszystkie rolki na instagramie. Otwarta klapa bagażnika, położone siedzenia i ładny widoczek w tle. Jakieś przekąski i tandetna komedia romantyczna. Do tego potrzeba chyba sporo miejsca… z tyłu - próbowała się wybielić, choć jej zadziorny uśmieszek nieco ją demaskował. Nie walczyła z nim za wszelką cenę. Nie potrafiła przy Gaspardzie dobrze kamuflować swoich myśli, a jej usta samoistnie wyginały się w wesołą podkówkę.
Uśmiech na jej twarzy wywoływały też te wszystkie drobne gesty, którymi ją obdarzał, jak przepuszczenie w drzwiach czy odsunięcie krzesła. Poniekąd było to dla Nelly coś nowego. Fakt, faktem spotykała się już z facetami, którzy mieli przebłyski szarmanckości ale… no właśnie, tylko przebłyski. A Gaspard wydawał się robić to wszystko bardzo naturalnie, jakby wcale nie musiał o tym myśleć. Imponował jej tym, bo w domu widziała całkiem inne wzorce, a jej matka mogła zapomnieć o takich uprzejmościach ze strony swojego męża, który - krótko mówiąc - miał wszystko i wszystkich w dupie.
- W takim razie mam szczęście, że akurat dzisiaj na ciebie wpadłam. Szkoda by było, gdybyśmy musieli pić tę kawę w pośpiechu - uwierzyła mu bez cienia wątpliwości. No bo jaki pracownik mógłby tak po prostu decydować o swoich godzinach pracy i o tym, czy w ogóle się w niej pojawi? Najwyraźniej rzeczywiście mieli luz. O ile było to w ogóle możliwe w tak dużej firmie, ale Nelly nie miała bladego pojęcia jak to wszystko funkcjonuje. Jedyna wiedza jaką miała, to ta z opowieści i z seriali, ale na pewno nie z autopsji.
Pytanie, które zaraz padło z jego ust, sprawiło, że Rowley musiała się chwilę zastanowić nad odpowiedzią. Lepiej to byłoby bez.
Przygryzła wnętrze policzka i przez moment przyglądała się Gaspardowi.
- Hmm, nie powiedziałabym, że lepiej. Tamta koszula pasowała ci do oczu - powiedziała w końcu, finalnie nie wydając jednoznacznego werdyktu. Była niezdecydowana, a to chyba oznaczało, że w obydwu wersjach podobał się jej tak samo.
- A więc musisz ubierać się w garnitur, żebyś był godzien usiąść za kierownicą tego porsche? Dobrze rozumiem? - uniosła brew, bo ewidentnie coś jej tutaj nie pasowało, ale rozbawienie w oczach sugerowało, że nie podejrzewała żadnego przekrętu. Zakładała raczej, że mężczyzna zwyczajnie źle dobrał słowa i się w tym wszystkim zaplątał. Każdemu się przecież może zdarzyć.
Pokiwała ze zrozumieniem głową, gdy mocno skrótowo opisał jej swoje obowiązki. Klikanie na klawiaturze faktycznie brzmiało jak nuda, ale przynajmniej nie musiał dźwigać skrzynek, ani stać cały dzień na mrozie. Siedział w ciepłym biurze, tankował drogie auta i wychodził na kawę kiedy chciał. Brzmiało całkiem spoko, aż Nelly gdzieś w głębi ducha trochę mu pozazdrościła.
- Och tak, rzeczywiście chwyta za oko - przyznała bez zawahania. - Właściwie, to pochodzę z małego miasteczka, więc wszystkie te wieżowce robią na mnie wrażenie - Port Hope było wszakże płaskie, miało starą zabudowę i niczym nie przypominało nowoczesnego Toronto. A Nelly całe swoje życie spędziła w jednym miejscu - aż do teraz - więc nie zdążyła jeszcze przywyknąć do nowych widoków.
Kątem oka zauważyła kobietę, która wyszła zza lady z dwoma kawami na tacy i skierowała swoje kroki w ich stronę. Brunetka posłała jej ciepły uśmiech i podziękowała, gdy filiżanka z aromatycznym napojem spoczęła na stoliku tuż przed nią. A gdy ta tylko odeszła, Nelly upiła niewielki łyk swojej kawy, delektując się jej dobrze wyważonym smakiem. Trzeba przyznać, że była dużo smaczniejsza, niż ten przelew, który robiła sobie w mieszkaniu.
- Kurcze, zachwycałam się tak tym diabelskim młynem, a ty pewnie masz lepsze widoki z biura - powiedziała odstawiając filiżankę na blat. Nie była ani trochę świadoma tego, że nad jej górną wargą widniał wąs ze spienionego mleka.

Galen L. Wyatt

that awkward moment when…

: ndz sty 04, 2026 6:40 pm
autor: Galen L. Wyatt
- Tak, ale to siła wyższa - odpowiedział od razu na jej pytanie, czy go pociąga. Pociągała, podobała mu się, jej uśmiech, jej oczy, i burza czarnych włosów, które teraz lepiły się do zaróżowionych, zmarzniętych policzków. Mógł się do tego przyznać, bo Wyatt nigdy nie był facetem odpornym na kobiece piękno, na jakiekolwiek piękno właściwie, i też się tego nie wstydził. Potrafił się otwarcie przyznać. A przede wszystkim to potrafił w takie słowne zaczepki i mógłby to robić cały dzień... i noc.
Na jej kolejne słowa jeden kącik jego ust uniósł się do góry, bo takie były fakty, Galena Wyatta było stać na to, żeby wyręczyć się kimś w tych bardziej prozaicznych czynnościach, a on wtedy mógł poświęcać swój cenny czas na coś innego. Czas to pieniądz - tak zawsze uważał Galen, dlatego on czasem tak agresywnie atakował tych swoich inwestorów, nie tracił czasu, zazwyczaj jednak na tym korzystał.
Ściągnął do siebie brwi, kiedy opowiadała mu o tych możliwościach dużych samochodów na fajną randkę, bo prawda jest taka, że Wyatt nigdy sobie czegoś takiego nie wyobrażał, randka w samochodzie? Kiedy on mógł ją zabrać na taką randkę wszędzie, wynająć specjalnie dla niej restaurację, zamek, albo nawet statek kosmiczny. Ale może Gaspardowi by się podobało na takiej randce? Znowu sięgnął do swojego karku, żeby się po nim podrapać.
- W sumie brzmi fajnie - stwierdził, ale znowu skłamał, bo dla niego fajna randka, to była przejażdżka tym jego Porsche, gaz do dechy, tak, żeby serce w piersi zaczęło bić szybciej, żeby adrenalina krążyła w żyłach. Tak się nad tym zamyślił, że może nie zauważył tego jej zadziornego uśmiechu, a może jednak zauważył, bo zaraz zapytał.
- Podpowiadasz mi pomysł na fajną randkę? - uśmiechnął się - a taka opcja, Porshe, dwieście sześćdziesiąt na liczniku i adrenalina, która uderza do głowy? Podobno bogaci ludzie się tak bawią... - był tak ciekawy tego, co ona na to powie, że po prostu musiał zapytać.
Musiał też zachowywać się na poziomie, bo może i grał kogoś zupełnie innego, ale przecież to wszystko było w nim głęboko zakorzenione, przez już jego matkę, która go tego uczyła, jako dzieciaka, że dziewczynkom się ustępuje na przykład.
- Właściwie to możemy tu siedzieć do wieczora - znowu mrugnął do niej tym niebieskim okiem, pochylając się nieco nad stolikiem. Nawet miał coś dodać, że potem mogą zjeść kolację ze śniadaniem w jakiejś świetnej restauracji. Ale zastanowił się nad tym, czy Gaspard też może sobie na coś takiego pozwolić? Czy on w ogóle miał takie teksty?
Ale skoro nie miał, to był zupełnie inny od Galena. A w końcu Wyatt chciał, żeby jakaś kobieta zobaczyła w nim coś dobrego, w nim, takim, jakim był. Gubił się. Od razu stwierdził, że musi to przedyskutować ze swoją terapeutką. Nowy problem Galena Wyatta. Udawać, czy nie udawać?
Spojrzał w jej duże, błyszczące oczy i stwierdził, że jeszcze trochę to pociągnie, poudaje... skromnego, porządnego Gasprada. Cóż.
- Mam też taki stalowy garnitur, który idealnie pasuje do tych oczu - powiedział zanim znowu zdążył to przemyśleć, ale fakty były takie, że Wyatt miał ze dwieście garniturów i miał też takie, które podkreślały jego intensywnie niebieskie oczy, z premedytacją, pełną. Bo Galen zdawał sobie doskonale sprawę z tego jak wygląda, z tego jak to jego spojrzenie działa na kobiety i teraz też ono błądziło gdzieś po twarzy Nelly, po jej pięknych oczach, ale też tych pełnych ustach.
Na jej kolejne słowa parsknął śmiechem, krótko, ale szczerze, bo to nie prawda, Galen jeździł Porsche nawet w tej koszuli z Wallmartu, albo skórzanej kurtce, mimo to odpowiedział.
- Tak... Absurdalnie to brzmi, prawda? Ale mój szef jest dziwny - nawet się nad tym zamyślił, jakby miał szefa Galena Wyatta. Tylko Galen wcale nie kazał swoim pracownikom tankować mu auta w garniakach - on uważa, że trzeba się prezentować za kierownicą, sam całe życie chodzi w garniturach - pochylił się w jej kierunku ściszając głos, sam robił z siebie jeszcze większego dupka niż był, zakładając, że jego szefem jest Galen Wyatt, no ładnie.
Jego usta od razu wygięły się w szeroki uśmiech, kiedy Nelly przyznała, że wieżowce robią na niej wrażenie, a kiedy wspomniała o tym miasteczku, to zawiesił się jeszcze niżej nad stolikiem, bliżej niej.
- A z jakiego? - naprawdę był tego ciekawy. Właściwie bywał i w małych, malowniczych miasteczkach, uwielbiał ich klimat, ale nigdy w takim nie żył, nie wiedział jak to jest. Chociaż willa Wyattów znajdowała się pod miastem, ale to wciąż nie to samo.
Kiedy podeszła do nich kelnerka, to Galen trochę niechętnie, ale opadł plecami na oparcie swojego krzesła. Galen Wyatt lubił przekraczać granice, nie respektował ich, Gasprad chyba też. Chociaż w tej chwili się zdystansował. Sięgnął po swoją filiżankę, upił łyk kawy i prawie się nią zachłysnął, kiedy powiedziała o tych widokach z biura, odkasłał odkładając filiżankę.
- Właściwie to my nie, ale szef ma - biura Galena Wyatta znajdowało się na rogu budynku, było oszklone, miał całe Toronto u stóp. Uwielbiał ten widok.
Nawet coś mu przyszło do głowy i może zapytałby, czy chciałaby to zobaczyć, tylko wtedy dostrzegł to spienione mleko nad jej górną wargą. Gaspard powinien jej o tym powiedzieć? Może.
Ale Galen Wyatt zdecydowanie zrobiłby coś innego... i to właśnie zrobił. Sięgnął po serwetkę, a później swobodnie, jakby to było najnormalniejszą rzeczą na świecie, sięgnął do jej policzka, oparł chłodne palce na jej miękkiej skórze, a serwetką starł ten biały wąs. Niebieskie tęczówki utkwione były w jej brązowych oczach.
- Mle-ko - wyjaśnił jej, dopiero po chili zabierając dłoń - dlatego ja piję czarną - znowu się do niej uśmiechnął, a potem upił łyk tej swojej kawy, miał w biurze lepszą, ale ta wcale nie było najgorsza, a już na pewno nadrabiało towarzystwo, którego w biurze nie miał.
- A Ty Nelly też masz dzisiaj wolne? - zapytał i przechylił na bok głowę - mogę cię dzisiaj zabrać na tę randkę niespodziankę? - wypalił. Przecież mówił coś o sobocie. Miał się na to przygotować, tylko, że Galen Wyatt nigdy nie umiał czekać. Galen działał i dzisiaj chyba też postanowił to pociągnąć dalej, iść za ciosem, zwłaszcza, że w jego głowie, już się wyklarował, jakiś tam pomysł.
Szalony pomysł.

Nelly Rowley

that awkward moment when…

: wt sty 06, 2026 12:14 am
autor: Nelly Rowley
Uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy potwierdził. Czymkolwiek była ta ,,siła wyższa’’, to najwyraźniej robiła kawał dobrej roboty, bo całkiem skutecznie ich do siebie zbliżała, nawet jeśli póki co tylko w siebie wpadali. Ale to przecież niedługo miało się zmienić, bo chyba zaproszenie na sobotę było oficjalne, więc wreszcie nie spotkają się przypadkiem, tylko w jakiś bardziej zaplanowany i kontrolowany sposób.
- Wydajesz się być osobą, której nie trzeba nic podpowiadać - odparła i puściła Gaspardowi zaczepne oczko. Co prawda nie poznała jeszcze możliwości jego kreatywności, ale skrycie liczyła, że nie należał do grona facetów, którym wszystko trzeba było podstawiać pod nos. W końcu co to za frajda, gdy sama wszystko planujesz, a potem jeszcze liczysz, że chłop czegoś nie poplącze i nie spartaczy? Taka randka w bagażniku - w mniemaniu Cornelii - była fajna i romantyczna. Ona w przeciwieństwie do Galena miała bardziej przyziemne spojrzenie na świat. Nie mogła sobie wynająć ani zamku, ani restauracji, ani statku kosmicznego. Właściwie na samochód również nie było jej aktualnie stać, więc pozostało mieć nadzieję, że potencjalny towarzysz randki takowy będzie posiadał. Ale cóż - były to tylko wyidealizowane scenariusze z jakichś rolek na instagramie, a nie prawdziwe życie, więc mogła sobie wzdychać i marzyć, a to wcale nie musiało się spełnić.
- Lubię adrenalinę - stwierdziła bez zawahania, zgodnie z prawdą. Jej definicja adrenaliny zapewne całkowicie różniła się od tej, którą teraz miał w głowie Galen, ale odczucia na pewno były podobne. - Ale nigdy nie siedziałam w porsche i nie zapowiada się, żeby to się zmieniło - dodała. Bo niby jak? Nikt, kogo znała, nie posiadał takiego samochodu. Wyłapała natomiast, jak ochoczo i z jakim błyskiem w oku Gaspard mówi o tym samochodzie, więc przechyliła głowę na bok i popatrzyła na niego badawczo.
- Ale ty chyba coś o tym wiesz? O tej adrenalinie przy dwustu sześćdziesięciu na liczniku? - zapytała. Nie zdziwiłaby się ani trochę, gdyby się okazało, że wykorzystywał przejażdżki na stację benzynową również do innych celów. Będąc w jego butach, pewnie też by to rozważyła.
Pokręciła z rozbawieniem głową, gdy powiedział, że mogą tu zostać do wieczora. Nie była pewna, czy kawiarnie były tak długo otwarte, ale zważając na pogodę za oknem, była skłonna rozważyć tę propozycję. Miała tutaj miłe towarzystwo i pyszną kawę, więc co jeszcze było jej potrzebne do szczęścia? No może jakiś kawałek ciasta, ale z tym też nie powinno być problemu, bo gablotka stała pełna.
- Musiałabym sama ocenić, podobno faceci nie znają się na kolorach - odparła na wzmiankę o stalowym garniturze. Oczyma wyobraźni zwizualizowała go sobie w głowie i w myślach stwierdziła, że faktycznie mógłby wyglądać dobrze. Szczególnie jeśli był tak dobrze skrojony i dopasowany, jak ten dzisiaj.
Zachichotała, gdy Gaspard ściszył głos, bo wyglądało to, jakby zdradzał jej jakiś największy sekret firmy. A ona nawet nie miała pojęcia, kim jest jego szef, choć po tych kilku zdaniach zdążyła sobie wyrobić o nim pewną opinię i zaszufladkować jako bogatego, próżnego i uwielbiającego garnitury. Gdyby tylko wiedziała, że ów szef i mężczyzna siedzący naprzeciwko niej to ta sama osoba… Ale nie wiedziała i chyba parsknęłaby śmiechem, gdyby ktoś próbował ją uświadomić, bo przecież Gaspard był inny. Był bardziej taki jak ona, a nie jakiś nadziany snob.
- Port Hope. Słyszałeś kiedyś o nim? Założę się, że nie, bo tam nic ciekawego nie ma - narzuciła mu swoją opinie. - A teraz to już na pewno nie, bo przeprowadziłam się na stałe do Toronto - dodała i uśmiechnęła się szerzej. Nie tęskniła. Nie miała za kim, a miejsce samo w sobie było po prostu przeciętne. W Toronto czuła się jeszcze obco, ale powoli, stopniowo zadomawiała się coraz bardziej.
Była akurat podczas picia kawy, gdy usłyszała, że najpiękniejszy widok z biura ma szef. Było to dość logiczne. Ten, kto ma władzę, zagarnia najlepsze rzeczy dla siebie.
Już miała odpowiedzieć, gdy zobaczyła wzrok Gasparda skupiony na jej ustach, przez co poczuła się lekko skonfundowana. Patrzyła, jak sięga po serwetkę, a potem zbliża dłoń do jej twarzy i zamarła w bezruchu, nie uciekając od jego dotyku. Wlepiła brązowe oczy w błękitne tęczówki mężczyzny i zaczęła szukać w nich odpowiedzi, którą zaraz też otrzymała.
- Och… - westchnęła, ale nie poczuła się zawstydzona. - A może dlatego ja z piję mlekiem? Żeby potem przystojni blondyni przychodzili mi na ratunek z chusteczką? - postanowiła przekuć to na swoją korzyść i uśmiechając się kącikiem ust, ułożyła palce na ciepłej filiżance.
Zamyśliła się, nieświadomie przygryzając dolną wargę, gdy zapytał, czy też ma dzisiaj wolne. Właściwie to nie miała, ale propozycja randki niespodzianki była na tyle kusząca, że zaczęła bić się z myślami i na szybko wymyślać dobrą wymówkę dla Jacka. Było zimno, przecież każdego mogła rozłożyć niespodziewanie grypa.
- Właściwie, to tak, nie mam już żadnych planów - odpowiedziała po chwili. Wiedziała, że ta decyzja nie była do końca dobra, ale tak bardzo miała to teraz w nosie. - Nie spodziewałam się dzisiaj takiej propozycji, więc niespodzianka się udała - zaśmiała się, w nieoczywistych słowach wyrażając swoją aprobatę.
- Ale niestety nie mam przy sobie szpilek. Czyli z noszenia na rękach nici? - rzuciła zaczepnie i zrobiła smutną minkę. Nie oczekiwała tego, tak tylko się trochę droczyła. Była podekscytowana i zaciekawiona, bo wychodząc z domu nie pomyślałaby, że jej dzień potoczy się w taki szalony sposób. A właściwie, to dawno nie była taka szczęśliwa.

Galen L. Wyatt