a mogłaś wszystkiemu zapobiec
: sob gru 27, 2025 1:13 am
Ostatni tydzień w jego życiu nie należał do tych udanych. Krótko mówiąc; był fatalny. Starcie z dawną przyjaciółką ze studiów, podczas którego musiał odbyć nieprzyjemną rozmowę, nie należało do momentów, do których będzie miło wracać. Oprócz tego, kilkadziesiąt godzin później, razem z dwójką poznanych zawodowo goryli, został zmuszony do wyciągnięcia długu od jednej z dziewczyn. Sprzeciwiała się ona oddania mieszkania w zamian za spłatę rodzinnych zobowiązań. To wszystko sprawiło, że wewnątrz poczuł się paskudnie. Kiedyś, będąc młodym i nieopierzonym adwokatem, patrzył na ludzką krzywdę bez cienia wyrzutów sumienia. Dał się skusić magii pieniądza; ilości zer na koncie, które pojawiały się po każdej zakończonej sprawie. Teraz, gdy pieniądze przestały robić na nim jakiekolwiek wrażenie, po raz pierwszy spojrzał na ludzką stronę tego biznesu i zrozumiał, jak bardzo jest ona pozbawiona moralnego kręgosłupa.
Miał przejebane. Wiedział o tym doskonale od momentu gdy godzinę po zajściu zjawił się w salonie swojego mieszkania i ledwo powstrzymał partnerkę przed wezwaniem karetki; a tym bardziej policji. Grupa, do której należał, nie była zwyczajną organizacją przestępczą działającą na małą skalę. Była to mocno globalna sieć. I choć brzmiało to jak bajka opowiadana niegrzecznym dzieciom na dobranoc, tak Devon wiedział doskonale, że ludzie stojący na samym szczycie mieli kontakty i wpływy nie tylko u swoich, lecz także w służbach. Najgorsze było to, że po raz pierwszy w życiu został pozbawiony tego charakterystycznego błysku i pewności siebie, widocznych zawsze przy jego triumfach. Wiedział, że życie jego oraz jego najbliższych jest zagrożone; i nie potrafił znaleźć wyjścia, które uszczęśliwiłoby każdą ze stron.
A wystarczyło przecież, żeby Charity podpisała ten cholerny dokument i wszystko byłoby załatwione. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że misja odebrania majątku dziewczynie była jego karą za niezałatwione sprawy z kobietą, do której czuł minimalną słabość. Od dawna z Lacey mu się nie układało, a propozycja otwartego związku sprawiła, że przestał blokować się uczuciowo tak jak dawniej. Marshall spodobała mu się od pierwszego momentu, gdy poznał ją na studiach. Jednak związek z jego ówczesną dziewczyną, June, sprawił, że wolał pozostawić relację z Cherry na stopie przyjacielskiej, a potem na linii frontu niż ryzykować komplikacje, które nikomu wtedy nie były potrzebne.
Od kilkunastu godzin czuł się lepiej. Choć wciąż bolało go w okolicy żeber zranionych sztyletem, postanowił wyjść z domu i odetchnąć od natłoku negatywnych myśli. Oczywiście, w każdej sekundzie towarzyszyło mu poczucie zagrożenia czające się z tyłu głowy. Za każdym razem, gdy wracał myślami do tamtych wydarzeń, wiedział jednak jedno; gdyby chcieli, weszliby i zlikwidowali go nawet we własnej posiadłości, nie zostawiając po sobie żadnych śladów. Dlatego wybór padł na prestiżowy bar do którego zaglądał zawsze, gdy coś zaczynało się sypać. Uwielbiał tutejsze drinki, do których miał ogromną słabość. Za każdym razem wychodził z chudszym portfelem i brakiem problemów, które znikały wraz z kolejnymi łykami.
Na miejscu od razu zmierzył wzrokiem każdego, kto znalazł się w jego polu widzenia. Na szczęście panował półmrok, a głośna muzyka skutecznie zagłuszała myśli. Gdy ruszył w stronę barmana, zajął jedno z wolnych miejsc, siadając obok kobiety, której przyjrzał się uważniej. - No chyba sobie kurwa żartujesz - powiedział, nie dowierzając temu, kogo ujrzał. Ze wszystkich możliwych osób musiała to być ona Cherry Marshall
Miał przejebane. Wiedział o tym doskonale od momentu gdy godzinę po zajściu zjawił się w salonie swojego mieszkania i ledwo powstrzymał partnerkę przed wezwaniem karetki; a tym bardziej policji. Grupa, do której należał, nie była zwyczajną organizacją przestępczą działającą na małą skalę. Była to mocno globalna sieć. I choć brzmiało to jak bajka opowiadana niegrzecznym dzieciom na dobranoc, tak Devon wiedział doskonale, że ludzie stojący na samym szczycie mieli kontakty i wpływy nie tylko u swoich, lecz także w służbach. Najgorsze było to, że po raz pierwszy w życiu został pozbawiony tego charakterystycznego błysku i pewności siebie, widocznych zawsze przy jego triumfach. Wiedział, że życie jego oraz jego najbliższych jest zagrożone; i nie potrafił znaleźć wyjścia, które uszczęśliwiłoby każdą ze stron.
A wystarczyło przecież, żeby Charity podpisała ten cholerny dokument i wszystko byłoby załatwione. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że misja odebrania majątku dziewczynie była jego karą za niezałatwione sprawy z kobietą, do której czuł minimalną słabość. Od dawna z Lacey mu się nie układało, a propozycja otwartego związku sprawiła, że przestał blokować się uczuciowo tak jak dawniej. Marshall spodobała mu się od pierwszego momentu, gdy poznał ją na studiach. Jednak związek z jego ówczesną dziewczyną, June, sprawił, że wolał pozostawić relację z Cherry na stopie przyjacielskiej, a potem na linii frontu niż ryzykować komplikacje, które nikomu wtedy nie były potrzebne.
Od kilkunastu godzin czuł się lepiej. Choć wciąż bolało go w okolicy żeber zranionych sztyletem, postanowił wyjść z domu i odetchnąć od natłoku negatywnych myśli. Oczywiście, w każdej sekundzie towarzyszyło mu poczucie zagrożenia czające się z tyłu głowy. Za każdym razem, gdy wracał myślami do tamtych wydarzeń, wiedział jednak jedno; gdyby chcieli, weszliby i zlikwidowali go nawet we własnej posiadłości, nie zostawiając po sobie żadnych śladów. Dlatego wybór padł na prestiżowy bar do którego zaglądał zawsze, gdy coś zaczynało się sypać. Uwielbiał tutejsze drinki, do których miał ogromną słabość. Za każdym razem wychodził z chudszym portfelem i brakiem problemów, które znikały wraz z kolejnymi łykami.
Na miejscu od razu zmierzył wzrokiem każdego, kto znalazł się w jego polu widzenia. Na szczęście panował półmrok, a głośna muzyka skutecznie zagłuszała myśli. Gdy ruszył w stronę barmana, zajął jedno z wolnych miejsc, siadając obok kobiety, której przyjrzał się uważniej. - No chyba sobie kurwa żartujesz - powiedział, nie dowierzając temu, kogo ujrzał. Ze wszystkich możliwych osób musiała to być ona Cherry Marshall