Strona 1 z 1

bang bang

: sob gru 27, 2025 5:26 pm
autor: helena peregrine
21
Nie zdąża wyhamować; rozlega się jazgot gniecionego metalu, pas wbija jej się w klatkę piersiową i zostawia odparzenie na szyi, ale praktycznie tego nie zauważa. — KURRRRRRWAAAAAA! — wrzeszczy. A potem opiera czoło o kierownicę i oddycha głęboko, kilka razy, zanim jest w stanie przeanalizować sytuację.
Co za debil hamuje tak gwałtownie w tę pogodę?

Jeszcze rano to był zwykły opad śniegu, ale zanim Helena zdążyła wyjść z pracy, burza rozszalała się na dobre. Widoczność była znikoma, ale musiała przecież jakoś dostać się do domu – być może i spędziła już kilka nocy na komendzie, nie potrafiąc oderwać się od akt, ale dzisiaj już nikt nie chciał gadać z nią o sprawie Holdena – patrzyli tylko na nią twardo i mówili: "idź do domu, prześpij się". I taki właśnie był plan, dopóki jakiś pierdolony król szosy nie zajechał jej drogi. I najgorsze jest to, że to nie miało znaczenia, że to on nie potrafi jeździć – bo to ona będzie miała kłopoty. Chyba że uda im się dogadać.

Zwilża wargi językiem, włączając światła postojowe. Odpina pas i otwiera drzwi, z grobową miną wysiadając z auta, by obejrzeć zniszczenia. I już ma krzyczeć, że przeprasza, że pogoda, że zna dobrego mechanika, który na pewno wszystko wyklepie – ale potem zbliża się do sylwetki drugiego kierowcy na tyle blisko, by szczegóły twarzy wyłoniły się z bieli zamieci. Morda Gardnera kłuje w oczy bardziej, niż mróz w skórę i choćby chciała, nie jest w stanie skłonić się do przyjęcia tej przepraszająco-nautralnej postawy, którą planowała wybrnąć z całej sytuacji.

Ale przynajmniej sobie poużywa.
Pojebało cię? Zajechałeś mi drogę! — krzyczy, bo ma wrażenie, że wszechobecny śnieg wygłusza wszystkie dźwięki. Widoczność jest tak tragiczna, że wydaje się, jakby ona i Percival byli jedynymi osobami zawieszonymi w bieli. — Nie potrafisz jeździć? — dorzuca jeszcze. Nie było tak źle – jej Toyota zyskała kilka nowych rys i błotnik się przekrzywił, ale ten jazgot, który usłyszała, dochodził chyba raczej z auta Gardnera. I dobrze, chociaż tyle, aczkolwiek to wcale nie jest szczególnie pocieszające – bo chyba dzięki tej stłuczce właśnie utknęli pośrodku zamieci śnieżnej w swoim towarzystwie. Kto wie, kiedy w taką pogodę przyjedzie pomoc drogowa.

Percival Gardner

bang bang

: pn gru 29, 2025 11:05 am
autor: Percival Gardner
#5
Starał się być czujny, mimo że za sypiącym z nieba śniegiem nie nadążały nawet ulepszone wycieraczki. Przy takiej pogodzie ciężko było utrzymać na drodze równowagę, ale Gardner był dobrym kierowcą – zresztą, nawet gdyby nim nie był, uparłby się, że tak właśnie jest, i koniec kropka.
Raptowne szarpnięcie w bok sprawiło, że ścisnął mocniej skórzaną kierownicę, rzucając pod nosem wiązankę przekleństw. Usłyszał głośny trzask spowodowany uderzeniem. Zaraz po nim poczuł jak traci panowanie nad samochodem, nacisnął więc pedał z całej siły, próbując nie wpaść na słup sygnalizacji świetlnej. Z piskiem wyhamował w ostatnim momencie.
KURWA! — wrzasnął, zerkając w boczną szybę, ale i tak niczego przez nią nie widział.
Odpiął pas i wysiadł, z hukiem zamykając drzwi czarnego BMW. Zanim jeszcze spojrzał na w i n n e g o całego tego rozpierdolu, przeszedł do przodu, żeby przyjrzeć się zniszczeniom.
Kurwa mać! — krzyknął raz jeszcze.
„Pojebało cię? Zajechałeś mi drogę!”.
Dotarł do niego głos, ten cholernie irytujący głos, który kojarzył aż za dobrze; włosy zjeżyły mu się na głowie. Odwrócił się z prędkością światła, mrużąc oczy przed bijącym w nie śniegiem. Ledwo ją widział przez tą szalejącą śnieżycę, dopiero gdy podeszła bliżej mógł dostrzec, że słuch go nie mylił.
Ja nie potrafię jeździć?! Ja?! — Przysunął się na tyle blisko, że miał ją tuż przed sobą. — Rozjebałaś mi połowę zderzaka, pieprzona niedorajdo!
Obejrzał się za siebie, spoglądając w kierunku tego nieszczęsnego zderzaka, który wyglądał dosyć… marnie. Jego czarne dziecko (o które czasami dbał lepiej niż o własną żonę) ucierpiało, w tamtym momencie właśnie to liczyło się najbardziej.
Wątpię, że się kurwa wypłacisz — syknął, wracając wzrokiem do jej twarzy.
Patrzył na nią tak, jakby sekundy dzieliły go od zdzielenia Peregrine w łeb.

helena peregrine

bang bang

: pn gru 29, 2025 10:54 pm
autor: helena peregrine
Wszystko się w niej gotuje, gdy Gardner nazywa ją niedorajdą. Nie zdziwiłaby się, gdyby dookoła niej unosił się obłok pary, bo mimo pogody, aż zrobiło się jej ciepło.
I gdybyś potrafił jeździć, to nic by się nie wydarzyło — żachnęła się, wywracając oczami. — Wjebałeś mi się pod koła w ostatniej chwili. Mam to zresztą nagrane — dodaje. Jest pewna swego. Gdyby to ona popełniła błąd, w przeciwieństwie do niego nie miałaby oporów, by się do tego przyznać. Co prawda niekoniecznie przed nim – bo przecież ktoś taki jak on z pewnością wykorzystałby to przeciwko niej, nie zawahałby się nawet chwili. Jak podstawowe wartości ma docenić ktoś, kto ich nie ma? Dlatego tym lepiej się składa, że w tej sytuacji to ona ma rację.

Śmieje się gardłowo na jego słowa; z krtanią wciąż ściśniętą złością brzmi niemal szyderczo.
A co, przepraszam, masz zamiar zrobić? — pyta. W końcu wypłacać się będzie jej ubezpieczyciel – chyba że Percival planował dodatkowo uprzykrzyć jej życie. — Pozwiesz mnie za szkody emocjonalne, bo zderzak biednego BMW trochę ci się przekrzywił? — nie zatrzymuje się. – Brzmi nieźle jak na poważnego, silnego pana partnera w jeszcze poważniejszej kancelarii. Może się jeszcze rozpłacz i potup nogami na sali sądowej? — Naprawdę by się uśmiała, gdyby nie musiała znajdować się z nim teraz w tej sytuacji. Nigdy nie miała o nim wysokiego mniemania, ale nie podejrzewała go nigdy o stanie się wręcz karykaturą samego siebie.

Jej spojrzenie jeszcze przez chwilę ciska w niego klątwami, zanim Peregrine nie przystępuje do działania. W końcu nie ma zamiaru stać i się z nim przekrzykiwać. Chce tylko jak najszybciej wrócić do domu. — Może przydaj się na coś i zadzwoń po pomoc, zamiast się emocjonować? — rzuca. Tak naprawdę próbuje właśnie go wkurwić. Ot, instynkt. — Chyba że wolisz dogadać się po ludzku, żeby każde z nas mogło pojechać w swoją stronę — dodaje wątpiąco. Nie ma wielkich nadziei, że Gardner zachowa się ludzko, dlatego kieruje się do bagażnika po trójkąt ostrzegawczy, żeby ktoś jeszcze nie przypierdolił w jej auto, gdy tak tu stoją.

Percival Gardner

bang bang

: czw sty 01, 2026 9:38 pm
autor: Percival Gardner
Nic by się nie wydarzyło, gdybyś patrzyła, kurwa, jak jedziesz! — wrzasnął. — Mam to nagrane tak samo jak ty, zapewne lepszą kamerą. — Nie byłby sobą, gdyby nie dodał do tego wszystkiego słowa lepsza.
Gdy usłyszał jej gardłowy śmiech przyszło mu na myśl tylko jedno:
Bezczelna gówniara — syknął.
„A co, przepraszam, masz zamiar zrobić?”.
Wiesz, ile taki zderzak biednego BMW kosztuje, Peregrine? Masz w ogóle pojęcie, ile ci pociągną z ubezpieczenia? — W całej tej szalejącej śnieżycy nie było widać dokładnie wszystkich szkód, ale w tamtym momencie był święcie przekonany, że Helena będzie musiała zapłacić i ze swojej kieszeni. — Lepiej od razu pomyśl o jakiejś dodatkowej pożyczce — skwitował.
Na jej kolejne słowa aż się zaczerwienił, a przynajmniej takie odniósł wrażenie, bo zrobiło mu się jakoś nagle gorąco, mimo mroźnego śniegu, który walił w nich bez opamiętania.
A ciebie co, z przedszkola wypuścili?
Pokręcił głową z niedowierzaniem. Absurdalne były ich docinki, tak jak cała ta sytuacja. Chyba mniej by się złościł, gdyby uderzyła w niego, idącego na piechotę, zamiast w pachnące nowością, ulepszeniami i kupą wydanego szmalu auto.
Ściągnął zębami rękawiczkę z prawej dłoni i sięgnął do kieszeni płaszcza, w której zwykł trzymać telefon. Przy takiej pogodzie wybieranie czegokolwiek na dotykowym ekranie było totalną udręką. Jeszcze chwila, a zamiast numeru do pomocy drogowej, spływające po ekranie krople wybrałyby numer Philipsa. Przyłożył sobie komórkę do ucha, czekając na połączenie. — Dogadać się? To z tobą tak się da? — Sygnał był na tyle słaby, że za pierwszym razem nigdzie się nie dodzwonił. Przy drugim podejściu zaczynał czuć, że zamarzają mu palce. Wreszcie ktoś odebrał, a Gardner podał wszystkie niezbędne szczegóły, powtarzając się chyba ze trzy razy. Już prawie miał się rozłączyć, kiedy usłyszał od strony swojego samochodu nagły huk. Wgnieciony w połowie zderzak właśnie runął na jezdnię, co prawda tylko z boku, ale…
KURWA!
— Słucham? — Mężczyzna, z którym rozmawiał, wyraźnie się zdziwił.
Nie do pana! Ile mamy czekać?
— Godz-… d… dwóch…
Posłał Helenie rozwścieczone spojrzenie.
Odpadnie coś jeszcze i nie ręczę za siebie — rzucił bardziej pod nosem niż do niej, ciskając telefon z powrotem do kieszeni. — Godzina, w porywach do półtorej. Przy takich warunkach mogą się tu pojawić nawet za dwie.
On też wystawił trójkąt ostrzegawczy za swój samochód i wrócił do kobiety, patrząc na nią z niechęcią.
Zadowolona? Nie zamierzam tu stać jak kołek przez kilka godzin. Wracam do auta.
I to powiedziawszy podszedł do czarnego BMW, starając się nie wywalić na oblodzonej drodze. Złapał za klamkę i…
Szlag by to!
Pociągnął kilka razy. Nic. Spróbował zamknąć i otworzyć drzwi pilotem. Nic. Zacięły się, przymarzły na amen.

helena peregrine

bang bang

: ndz sty 04, 2026 6:59 pm
autor: helena peregrine
Wywraca oczami; ciężko brać na poważnie cokolwiek, co mówi karykatura. Peregrine mogłaby grać w bingo. Argument wieku, stanu majątkowego – są. Odwracanie kota ogonem – jak zawsze. Jeszcze tylko próby rzucenia złego światła na jej charakter i będzie komplet.
Lepiej się już tak nie zamartwiaj tym, co ja zrobię, jak już zatrujesz mi życie — rzuca ironicznie. Nie ma zamiaru przerzucać się z nim takimi komentarzami, dopóki nie zobaczą faktycznego stanu uszkodzeń na samochodach. Nie miała też zamiaru łatwo dawać za wygraną i pozwalać się zastraszać, chociaż akurat fakt, że Gardner ją lekceważy, działa na jej korzyść. Też mogła narobić mu problemów, a on nawet by nie wiedział, skąd się wzięły. Tyle tylko, że dla niej nie była to pierwsza myśl, gdy tylko coś nie idzie po jej myśli.
Muszę zaczerpnąć inspiracji ze źródła, żeby dobrze opisać to, co widzę — odcina się – tak a propo tego, że nie chce przerzucać się docinkami. Nie potrafi się powstrzymać – wszystko, co opuszcza jego usta, jedynie ją wkurwia. Nawet nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego Gardner ma aż taki talent do zachodzenia jej za skórę. I to wkurwia ją tym bardziej.

Prawie parska śmiechem na jego pytanie. Fakt, jej też byłoby ciężko nie dać się ponieść emocjom i racjonalnie dojść do porozumienia. Pierwszy prawie trafny przytyk. Helena zazwyczaj nie miała większego problemu, żeby się dogadać, ale nie miała żadnej cierpliwości do wygodnego zaginania prawdy, a w tym Gardner przecież zrobił karierę.
W rzeczy samej, kurwa — mruczy do siebie pod nosem, gdy zza pleców słyszy okrzyk Percivala. — A nawet kurwa mać — mamrocze dalej, próbując rozładować chociaż część napięcia, żeby przypadkiem zaraz nie rozładowało się samo, gdy pięść Peregrine rozkwasi mu nos. Nie spieszy się z ustawianiem trójkąta, bo to przynajmniej zawsze jakiś względny odpoczynek od jego towarzystwa. Szkoda, że taki krótki.
A ty kiedykolwiek za siebie ręczysz? Ryzykowne — znowu nie może się powstrzymać, chociaż przynajmniej teraz wypowiada słowa nisko, nie starając się przekrzyczeć warunków atmosferycznych. Może zginą w hałasie. — Kurwa... — powtarza znowu. Nie minęło jeszcze dziesięć minut, a ona już ma dosyć. Daleko jej było do zadowolenia. — No i fajnie, wypierdalaj — rzuca. Znowu nie udaje się jej zatrzymać komentarza. Sama staje przy drzwiach toyoty – ale zanim zdąża wsiąść i zatrzasnąć je za sobą, słyszy, jak Gardner zmaga się z własnym autem. Walczy z przemożną ochotą, by udać, że niczego nie dostrzega. Mogłaby po prostu zatrzasnąć drzwi, puścić Fionę Apple na pełen regulator i zająć się czytaniem akt, które spoczywały w teczce na fotelu pasażera.

Rzuca pod nosem kolejne przekleństwo. — Spróbuj ze wszystkich stron — sugeruje, obserwując z grobowym wyrazem twarzy, jak próby spełzają na niczym.
Nie zaprasza go do siebie. Ale też nie wsiada. Przygląda mu się jednak, jakby czekała, aż poprosi ją o pomoc. Chyba że wolał się uprzeć i stać na mroźnym śniegu, który jeszcze zaczął zacinać przy wzmożonym wietrze.

Percival Gardner

bang bang

: śr sty 07, 2026 11:06 am
autor: Percival Gardner
Poziom jego irytacji z każdą minutą zdawał się być coraz bardziej absurdalny, ale Peregrine najwyraźniej miała talent do podnoszenia mu ciśnienia zupełnie jak Gigi. Za każdym pieprzonym spotkaniem skuteczniej niż poprzednio. Nie zastanawiał się nad tym głębiej – co właściwie sprawiało, że denerwowała go aż tak bardzo – zrzucając wszystko na jej wybujałe ego i charakter szczekliwej chihuahuy. No i ta wszędobylskość, dziwnym trafem wpadali na siebie zdecydowanie zbyt często.
„…co ja zrobię, jak już zatrujesz mi życie”.
Prychnięcie jakoś tak samo wyrwało się z jego ust. Resztę jej mrukliwych odpowiedzi starał się puścić mimo uszu, bardziej skupiony na wyłapaniu sensu zdania w słuchawce telefonu, niż na jej niezdolności do powstrzymania się od jakiegokolwiek piśnięcia.
Jak na zawołanie odwrócił jednak głowę, gdy dotarło do niego to bezceremonialne „no i fajnie, wypierdalaj”.
Walczył z tą cholerną klamką przez dłuższą chwilę, a kiedy Helena zasugerowała, żeby spróbował ze wszystkich stron, syknął pod nosem coś w stylu niezrozumiałego „co ty nie powiesz” i obszedł auto. Pociągnął za drugą klamkę. Nic. Znowu użył pilota. Nadal nic. Wszystko mu podpowiadało, że nie wygra z zamarzniętymi drzwiami. No chyba, że chciał mieć do naprawy i je…
Zerknął na Peregrine, bijąc się z myślami.
Kurwa…
Ruszył w jej stronę, a kiedy zatrzymał się tuż obok, rzucił głośniej przez zacinający wiatr, jakby nigdy nic:
Wpuść mnie. — Jakby to było oczywiste, że tak właśnie powinna zrobić. Typowo, panie Gardner – żadnego proszę, po prostu wpuść mnie. Widziała, że nie otworzy tego auta, a on nie zamierzał zamarznąć tam na śmierć, zanim ktokolwiek do nich przyjedzie. Jej mina natomiast wskazywała na wiele, tylko nie to, że chciałaby go wpuścić do swojego samochodu. — Chcesz mnie wykończyć w tak żałosny sposób? Stać cię na więcej — dodał, zmieniając ton głosu na bardziej… zadziorny. Miły? Musiał przecież spróbować jakoś tą hienę udobruchać.

helena peregrine

bang bang

: czw sty 08, 2026 5:33 pm
autor: helena peregrine
W pierwszym odruchu marszczy brwi, jakby zabrakło jej energii na pełną reakcję. Gardner wciąż przesuwał jej granicę niedowierzania; naprawdę? Nie potrafił nawet teraz wykrzesać z siebie głupiej uprzejmości?
Oczywiście, że nie chce wpuszczać go do swojego samochodu. A jednak pozostawienie kogoś na pewną śmierć też nie było w jej stylu, chociaż... jeśli już kogoś by miała zostawić na mrozie, byłby to właśnie Percival Gardner, który ewidentnie domagał się jakiejś lekcji.

Prycha, gdy ten przybiera ten ton, który już wcześniej słyszała na sali sądowej; nigdy jednak nie zwracał się tak do niej. — Nie sądzisz, że to by był właśnie poetycki koniec? — W jej głosie słychać ślad rozbawienia, chociaż generalnie do śmiechu jej nie jest. Gardner kończący swój żywot przez to, że wkurwił jedyną osobę, która mogła mu teraz ofiarować pomoc jednak wizją całkiem zabawną. — Ciebie też — dodaje zaraz nieustępliwie, opierając łokieć o dach toyoty, dając do zrozumienia, że jej się nie spieszy, nawet jeśli sama wolałaby się już znaleźć w środku. — Chyba że jednak potrzebujesz tego powrotu do przedszkola? — Już nawet nie próbuje powstrzymywać się od uszczypliwości – szczególnie, że Gardner mógł się co najwyżej obrazić i postanowić zamarznąć. — Jestem pewna, że przerabialiście magiczne słowa, może jednak pamiętasz — dodaje zachęcającym tonem, jakby faktycznie mówiła do nieporadnego dzieciaka. Może nawet nie było Gardnerowi do takiego daleko, przynajmniej w kwestii inteligencji emocjonalnej.
A potem zwyczajnie wbija w Percivala wyczekujące spojrzenie, dając mu do zrozumienia, że nie mówi poważnie, ale naprawdę nie ma zamiaru wpuszczać go do swojego auta, jeśli jej o to nie poprosi. W końcu jej teren – jej zasady, powinien od początku zdawać sobie z tego sprawę. Bo o tym, że z Peregrine w pewnych kwestiach nie było dyskusji, zapewne już wie.

Percival Gardner