A ride back home
: ndz gru 28, 2025 10:20 am
Nie czekał zbyt długo na telefon zwrotny.
Spodziewał się, że Senna nie będzie chciała zostać tam zbyt długo, ale może myślał, że skoro wróciła na „stare śmieci”, to odbierze ją koło pierwszej w nocy, a nie dwudziestej trzeciej. Chociaż on był ostatnią osobą, która powinna oceniać, bo samemu nie chodził na żadne imprezy i jakby został zaproszony… zapewne nie spędziłby tam zbyt wiele czasu. Jakby nie patrzeć, nie był osobą, którą bawiły takie spotkania, wspólne picie czy plotkowanie. W dupie miał większość ludzi, których spotykał. Nie odczuwał potrzeby, aby się z nimi integrować.
Więc rozumiał czemu Senna nie chciała tam zbyt długo siedzieć.
Podjechał po nią o wyznaczonej godzinie. Droga była praktycznie pusta, możliwe, że przez to, że większość ludzi już siedziała w domach lub szykowała się do faktycznych świąt. Sklepy były pozamykane, więc nie mogli drugi raz w ciągu dnia jechać do hipermarketu, bo zapomnieli wykupić połowę mięsa z mięsnego.
Chyba nigdy nie zrozumie tej fascynacji i szału świątecznego, nie tylko dlatego, że sam pochodził z Północy, gdzie jedzenie było luksusem. Zwyczajnie nie czuł tej magii. Nie rozumiał tradycji, która go omijała. Był ostatnią osobą do dekorowania domów, ubierania choinki oraz śpiewania kolęd. O tyle dobrze, że nie miał też teściów do których musiałby jeździć i nikt go nie wciskał w te brzydkie, kolorowe swetry.
Zatrzymał się pod budynkiem restauracji. Obserwował jak roześmiani i rozśpiewani ludzie wychodzą przez drzwi, chwiejąc się na boki. Już przez to mógł stwierdzić, że niektórym impreza się udała, o ile można to było opisać poprzez procentowe stężenie alkoholu we krwi.
Gdy dostrzegł doskonale znaną mu sylwetkę w długiej sukience okrytej płaszczem, odblokował auto, aby mogła wsiąść na miejsce pasażera.
— Jak się bawiłaś? — spytał, gdy zatrzasnęła drzwi za sobą. — Ktoś umarł?— Bo jeśli ktoś zgonował pod stołem, albo zrobił burdę przy szefie, to mógł chcieć tego posłuchać.
Odpalił auto, ignorując jakieś głośniejsze zawołania w kierunku Senny, gdy ta wsiadała do środka. Możliwe, że byli ciekawi kto po nią przyjechał, tylko, że Damon niespecjalnie miał ochotę się zapoznawać z pijanymi kolegami z medycznego środowiska. Dlatego też nie zwracając na nich większej uwagi, wycofał się i zwyczajnie odjechał w kierunku głównej drogi.
Niegrzecznie, Damon.
— Kopertę dostałaś? Warto było? — spytał, zerkając na nią kątem oka. W końcu to o to się rozchodziło. Miała tam dostać jakąś premię świąteczną czy coś. Osobiście uważał, że nie było jej to potrzebne, zwłaszcza kiedy samemu nareszcie zaczął zarabiać sam na siebie. I nie były to małe kwoty, bo Giovanni nie tylko zapewniał mu służbowy samochód czy telefon, ale też kartę, która była jego… wypłatą. O ile można było tak powiedzieć.
Zaprzedał mu duszę bez możliwości odwrotu. Więc chociaż mógł to wykorzystać.
Valkyrae Callahan
Spodziewał się, że Senna nie będzie chciała zostać tam zbyt długo, ale może myślał, że skoro wróciła na „stare śmieci”, to odbierze ją koło pierwszej w nocy, a nie dwudziestej trzeciej. Chociaż on był ostatnią osobą, która powinna oceniać, bo samemu nie chodził na żadne imprezy i jakby został zaproszony… zapewne nie spędziłby tam zbyt wiele czasu. Jakby nie patrzeć, nie był osobą, którą bawiły takie spotkania, wspólne picie czy plotkowanie. W dupie miał większość ludzi, których spotykał. Nie odczuwał potrzeby, aby się z nimi integrować.
Więc rozumiał czemu Senna nie chciała tam zbyt długo siedzieć.
Podjechał po nią o wyznaczonej godzinie. Droga była praktycznie pusta, możliwe, że przez to, że większość ludzi już siedziała w domach lub szykowała się do faktycznych świąt. Sklepy były pozamykane, więc nie mogli drugi raz w ciągu dnia jechać do hipermarketu, bo zapomnieli wykupić połowę mięsa z mięsnego.
Chyba nigdy nie zrozumie tej fascynacji i szału świątecznego, nie tylko dlatego, że sam pochodził z Północy, gdzie jedzenie było luksusem. Zwyczajnie nie czuł tej magii. Nie rozumiał tradycji, która go omijała. Był ostatnią osobą do dekorowania domów, ubierania choinki oraz śpiewania kolęd. O tyle dobrze, że nie miał też teściów do których musiałby jeździć i nikt go nie wciskał w te brzydkie, kolorowe swetry.
Zatrzymał się pod budynkiem restauracji. Obserwował jak roześmiani i rozśpiewani ludzie wychodzą przez drzwi, chwiejąc się na boki. Już przez to mógł stwierdzić, że niektórym impreza się udała, o ile można to było opisać poprzez procentowe stężenie alkoholu we krwi.
Gdy dostrzegł doskonale znaną mu sylwetkę w długiej sukience okrytej płaszczem, odblokował auto, aby mogła wsiąść na miejsce pasażera.
— Jak się bawiłaś? — spytał, gdy zatrzasnęła drzwi za sobą. — Ktoś umarł?— Bo jeśli ktoś zgonował pod stołem, albo zrobił burdę przy szefie, to mógł chcieć tego posłuchać.
Odpalił auto, ignorując jakieś głośniejsze zawołania w kierunku Senny, gdy ta wsiadała do środka. Możliwe, że byli ciekawi kto po nią przyjechał, tylko, że Damon niespecjalnie miał ochotę się zapoznawać z pijanymi kolegami z medycznego środowiska. Dlatego też nie zwracając na nich większej uwagi, wycofał się i zwyczajnie odjechał w kierunku głównej drogi.
Niegrzecznie, Damon.
— Kopertę dostałaś? Warto było? — spytał, zerkając na nią kątem oka. W końcu to o to się rozchodziło. Miała tam dostać jakąś premię świąteczną czy coś. Osobiście uważał, że nie było jej to potrzebne, zwłaszcza kiedy samemu nareszcie zaczął zarabiać sam na siebie. I nie były to małe kwoty, bo Giovanni nie tylko zapewniał mu służbowy samochód czy telefon, ale też kartę, która była jego… wypłatą. O ile można było tak powiedzieć.
Zaprzedał mu duszę bez możliwości odwrotu. Więc chociaż mógł to wykorzystać.
Valkyrae Callahan