A Forever Home for a Dog
: ndz gru 28, 2025 11:10 pm
Alexander Hall
Okres około świąteczny w schronisku był najgorszym czasem, z którym musiała się mierzyć. Powroty prezentów powodowały prawdziwy ból głowy. Czasami miała wrażenie, że w tym okresie pojawiało się zdecydowanie więcej podopiecznych. W każdym roku wyglądało to identycznie. Z tego powodu nie lubiła końcówki roku. Próbowała odnaleźć w nim wiele razy pokłady nadziei, ale za każdym razem serce bolało ją bardziej.
Ludzka okropność wydawała się jej być z roku na rok coraz bardziej brutalna. Smutne miny, szczenięce szczekanie i te niespełnione oczekiwania. To potrafiło rozdzierać serce. Dzieliło je na dwa kawałki. Ludzie byli prawdziwymi bestiami. Za to ona musiała zwracać się do nich z takim samym szacunkiem, delikatnym uśmiechem. Uprzejmość była za każdym razem tak samo sztuczna. Pies zdążył się przyzwyczaić do właścicieli, a oni postanowili wynieść go do śmietnika jak resztki jedzenia po Wigilii.
Z tego powodu Erza była przemęczona. Brwi jej drgała za każdym razem w ten sam nerwowy sposób, kiedy tylko ktoś wchodził do schroniska. Nieważne, kogo widziała. W głowie słyszała złą wiadomość. Schronisko było przepełnione, a ona powoli chorowała na pierdoloną bezsilność. Sama nie wiedziała, co powinna zrobić dalej. Nawet nie uniosła wzroku, kiedy Alexander wszedł do pomieszczenia. Słyszała już spodziewaną formułkę.
— Dzień dobry — mruknęła, finalnie unosząc wzrok na mężczyznę. Doskonale wiedziała, co zaraz usłyszy. Typowa formułka o niegrzecznym szczeniaku. W głowie zaczęła się już szykować na ostateczną informację — a pan przyszedł... — zaczęła lekko zmęczonym tonem. Niby mogła szykować się na najlepsze, ale spodziewała się najgorszego — oddać psa? Czy w jakim celu? — z jej głosy wybrzmiewała bezsilność. Miała dosyć schroniska. Chciała móc poczuć chwilowy przypływ dopaminy, ale teraz już niczego się nie spodziewała. Nie było szans na nadzieję.
Okres około świąteczny w schronisku był najgorszym czasem, z którym musiała się mierzyć. Powroty prezentów powodowały prawdziwy ból głowy. Czasami miała wrażenie, że w tym okresie pojawiało się zdecydowanie więcej podopiecznych. W każdym roku wyglądało to identycznie. Z tego powodu nie lubiła końcówki roku. Próbowała odnaleźć w nim wiele razy pokłady nadziei, ale za każdym razem serce bolało ją bardziej.
Ludzka okropność wydawała się jej być z roku na rok coraz bardziej brutalna. Smutne miny, szczenięce szczekanie i te niespełnione oczekiwania. To potrafiło rozdzierać serce. Dzieliło je na dwa kawałki. Ludzie byli prawdziwymi bestiami. Za to ona musiała zwracać się do nich z takim samym szacunkiem, delikatnym uśmiechem. Uprzejmość była za każdym razem tak samo sztuczna. Pies zdążył się przyzwyczaić do właścicieli, a oni postanowili wynieść go do śmietnika jak resztki jedzenia po Wigilii.
Z tego powodu Erza była przemęczona. Brwi jej drgała za każdym razem w ten sam nerwowy sposób, kiedy tylko ktoś wchodził do schroniska. Nieważne, kogo widziała. W głowie słyszała złą wiadomość. Schronisko było przepełnione, a ona powoli chorowała na pierdoloną bezsilność. Sama nie wiedziała, co powinna zrobić dalej. Nawet nie uniosła wzroku, kiedy Alexander wszedł do pomieszczenia. Słyszała już spodziewaną formułkę.
— Dzień dobry — mruknęła, finalnie unosząc wzrok na mężczyznę. Doskonale wiedziała, co zaraz usłyszy. Typowa formułka o niegrzecznym szczeniaku. W głowie zaczęła się już szykować na ostateczną informację — a pan przyszedł... — zaczęła lekko zmęczonym tonem. Niby mogła szykować się na najlepsze, ale spodziewała się najgorszego — oddać psa? Czy w jakim celu? — z jej głosy wybrzmiewała bezsilność. Miała dosyć schroniska. Chciała móc poczuć chwilowy przypływ dopaminy, ale teraz już niczego się nie spodziewała. Nie było szans na nadzieję.