I broke my rules for you
: pn gru 29, 2025 7:23 pm
Od czasu przeprowadzki do Toronto cały czas czuła, że musi coś u d o w o d n i ć. Wiedziała, że dorównanie ojcu będzie dla niej nie lada wyzwaniem, ale jednocześnie tkwiła też w poczuciu tego, że znajdowała się na stanowisku, do którego się nadawała.
Jeszcze na studiach włożyła ogrom pracy w to, aby jak najlepiej się do tego przygotować, choć przecież teoria i oceny niewiele miały wspólnego z tym, jak prężnie rozwijał się prawdziwy biznes. Tego nauczyła się przede wszystkim od ojca, przez długie lata obserwując to, jak postępował ze swoimi kontrahentami. Wydawało jej się, że była w stanie wychwycić wszystko, ale mimo to nie dostrzegła tego, że przez przeszło dwie dekady rodzinne kasyna były wyłącznie p r z y k r y w k ą.
Nie dostrzegła tego, że od samego początku chodziło o coś więcej, a teraz nie wiedziała, czy takiemu wyzwaniu będzie w stanie sprostać.
Nie wiedziała też, czy któregoś razu jego w r o g o w i e nie odezwą się tutaj. Nadal bywały noce, kiedy nie była w stanie zasnąć, a sen przychodził dopiero po połknięciu podwójnej dawki nasennych tabletek. To właśnie wtedy myślami cofała się do wypadku, który to wszystko zapoczątkował. Do wypadku, który w końcu zmusił go do tego, aby wyznał jej prawdę.
Ona zaś zmuszona była to zaakceptować. Tak po prostu przyjęła do wiadomości to, że jej ojciec bawił się w najlepsze w przestępczym półświatku, nierzadko najpewniej posuwając się do rzeczy, o których ona nie śmiała nawet myśleć. Do rzeczy, których sama prawdopodobnie nie byłaby w stanie zrobić.
Może dlatego przez tak długi czas nie chciał jej zaufać?
W ten sposób uczulił ją jednak, że musiała być ostrożniejsza. Musiała uważnie sprawdzać każdą osobę, z którą zamierzała współpracować, jednocześnie nie mając ochoty wykorzystywać do tego jego ludzi. Wiedziała przecież, że na bieżąco mu wszystko raportowali, a Mindy nieszczególnie lubiła, kiedy ktoś patrzył jej na ręce. Wolała robić wszystko po swojemu, a do tego potrzebowała pomocy.
Właśnie dlatego zaoferowała dziś Victorowi kolację w swojej ulubionej restauracji. Nie umywała się ona do tych, które znała z Yellowknife, ale była całkiem w p o r z ą d k u. Uzyskawszy odpowiedź obiecała tam na niego zaczekać. I to właśnie robiła, sącząc leniwie zawartość szkła z czerwonym winem, kiedy w końcu Murray zamajaczył jej na horyzoncie. Zadbała oczywiście o stolik w dość ustronnym miejscu.
— Pozwoliłam sobie już zamówić — oznajmiła, wykrzywiając usta w łagodnym uśmiechu. Zaraz też skinęła dłonią na kelnera, chcąc w ten sposób dać mu znać, że mógł napełnić winem kolejny kieliszek. — Mam do ciebie małą prośbę, ale uznałam, że najpierw możemy się najeść. Na mój koszt — w końcu to ona go tu dzisiaj zaprosiła, choć patrząc na to, jak zamożni byli ich ojcowie, żadne z nich nie miało zbiednieć od takiego wydatku.
Victor Murray
Jeszcze na studiach włożyła ogrom pracy w to, aby jak najlepiej się do tego przygotować, choć przecież teoria i oceny niewiele miały wspólnego z tym, jak prężnie rozwijał się prawdziwy biznes. Tego nauczyła się przede wszystkim od ojca, przez długie lata obserwując to, jak postępował ze swoimi kontrahentami. Wydawało jej się, że była w stanie wychwycić wszystko, ale mimo to nie dostrzegła tego, że przez przeszło dwie dekady rodzinne kasyna były wyłącznie p r z y k r y w k ą.
Nie dostrzegła tego, że od samego początku chodziło o coś więcej, a teraz nie wiedziała, czy takiemu wyzwaniu będzie w stanie sprostać.
Nie wiedziała też, czy któregoś razu jego w r o g o w i e nie odezwą się tutaj. Nadal bywały noce, kiedy nie była w stanie zasnąć, a sen przychodził dopiero po połknięciu podwójnej dawki nasennych tabletek. To właśnie wtedy myślami cofała się do wypadku, który to wszystko zapoczątkował. Do wypadku, który w końcu zmusił go do tego, aby wyznał jej prawdę.
Ona zaś zmuszona była to zaakceptować. Tak po prostu przyjęła do wiadomości to, że jej ojciec bawił się w najlepsze w przestępczym półświatku, nierzadko najpewniej posuwając się do rzeczy, o których ona nie śmiała nawet myśleć. Do rzeczy, których sama prawdopodobnie nie byłaby w stanie zrobić.
Może dlatego przez tak długi czas nie chciał jej zaufać?
W ten sposób uczulił ją jednak, że musiała być ostrożniejsza. Musiała uważnie sprawdzać każdą osobę, z którą zamierzała współpracować, jednocześnie nie mając ochoty wykorzystywać do tego jego ludzi. Wiedziała przecież, że na bieżąco mu wszystko raportowali, a Mindy nieszczególnie lubiła, kiedy ktoś patrzył jej na ręce. Wolała robić wszystko po swojemu, a do tego potrzebowała pomocy.
Właśnie dlatego zaoferowała dziś Victorowi kolację w swojej ulubionej restauracji. Nie umywała się ona do tych, które znała z Yellowknife, ale była całkiem w p o r z ą d k u. Uzyskawszy odpowiedź obiecała tam na niego zaczekać. I to właśnie robiła, sącząc leniwie zawartość szkła z czerwonym winem, kiedy w końcu Murray zamajaczył jej na horyzoncie. Zadbała oczywiście o stolik w dość ustronnym miejscu.
— Pozwoliłam sobie już zamówić — oznajmiła, wykrzywiając usta w łagodnym uśmiechu. Zaraz też skinęła dłonią na kelnera, chcąc w ten sposób dać mu znać, że mógł napełnić winem kolejny kieliszek. — Mam do ciebie małą prośbę, ale uznałam, że najpierw możemy się najeść. Na mój koszt — w końcu to ona go tu dzisiaj zaprosiła, choć patrząc na to, jak zamożni byli ich ojcowie, żadne z nich nie miało zbiednieć od takiego wydatku.
Victor Murray