This Wasn’t on My List
: wt gru 30, 2025 10:54 pm
Tegoroczne święta miały słodko-gorzki smak. A przecież lubiła święta! Zawsze miała wrażenie, że w tym okresie ludzie są jacyś tacy bardziej znośni, świat wydaje się ładniejszy, jej ojciec mniej pracował, a przy okazji była to jedna z niewielu okazji, gdy nie wszystko w ich domu musiało być od linijki. Miała same pozytywne wspomnienia.
Tylko teraz nie mogła pozbyć się wrażenia, że jej życie zaczyna się sypać jak domek z kart. Nie wiedziała już na czym stoi, nie miała pojęcia, co powinna z tym zrobić i nie była pewna, czy w ogóle powinna coś z tym robić. Może… może powinna po prostu odpuścić?
Dlatego, gdy podczas świątecznych zakupów wpadło jej w ręce (ekhm… samo nie wpadło, szukała tego z pełną premedytacją) coś, co przypomniało jej ten jeden wieczór, który spędziła w towarzystwie Harolda – nie roztrząsała, nie zastanawiała się jakie to może nieść za sobą konsekwencje i co to w ogóle znaczy, że o nim pomyślała. Po prostu przygotowała jeden dodatkowy prezent i miała nadzieję, że nie zrobi z siebie kompletnej idiotki, gdy mu go wręczy.
Największy świąteczny kurz już opadł, ludzie zaczynali powoli wracać do rzeczywistości albo wręcz przeciwnie – bardziej skupiali się na Nowym Roku niż na czymkolwiek innym. Ona tkwiła gdzieś pośrodku - nie potrafiąc zdecydować, czy najchętniej wróciłaby do tego, co miała, czy postawiła swoje życie na głowę w myśl zasady Nowy Rok, nowa ja.
Odpuść. Płyń z prądem… niech się dzieje!
Kolejny raz powtórzyła to sobie w myślach niczym mantrę i zaparkowała auto pod budynkiem, w którym mieszkał Carnegie. Wyrzuciła z głowy jakiekolwiek wątpliwości, z siedzenia pasażera zabrała ładnie zapakowany prezent i pewnym krokiem ruszyła do środka. Na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy Harold będzie w domu… po prostu miała taką nadzieję. Przeczucie. Gdyby jednak się nie udało – i tak zamierzała zostawić prezent pod drzwiami mężczyzny.
Serce zabiło jej mocniej i poczuła stres dopiero w momencie, gdy nacisnęła dzwonek i nastąpił ten moment oczekiwania. Szlag. Może jednak nie powinna? Zanim jednak zdążyła się wycofać – albo chociaż pomyśleć o ucieczce – drzwi od mieszkania się otworzyły, stanęła twarzą w twarz z Carnagie i automatycznie się uśmiechnęła.
- Spokojnie, nie zamieniam się w stalkerkę… – rzuciła na dzień dobry i wyciągnęła w stronę mężczyzny elegancko zapakowane pudełko z kokardą – Po prostu jest to moje spóźnione… Wesołych Świąt, Hal. – nawet jeśli już było po świętach – To nic takiego… po prostu wiem jak lubisz sztukę, więc zdobyłam dla ciebie album z reprodukcjami sztuki współczesnej. – starała się zabrzmieć poważnie, ale drżący kącik ust mógł ją trochę zdradzić. Nie udało jej się go przekonać do sztuki i nie zamierzała tego robić na siłę. Za to była całkiem spostrzegawcza i miała dobrą pamięć… więc w pudełku czekał na niego wiekowy komiks z podpisem, który miała nadzieję, że mu się spodoba.
Harold Carnegie
Tylko teraz nie mogła pozbyć się wrażenia, że jej życie zaczyna się sypać jak domek z kart. Nie wiedziała już na czym stoi, nie miała pojęcia, co powinna z tym zrobić i nie była pewna, czy w ogóle powinna coś z tym robić. Może… może powinna po prostu odpuścić?
Dlatego, gdy podczas świątecznych zakupów wpadło jej w ręce (ekhm… samo nie wpadło, szukała tego z pełną premedytacją) coś, co przypomniało jej ten jeden wieczór, który spędziła w towarzystwie Harolda – nie roztrząsała, nie zastanawiała się jakie to może nieść za sobą konsekwencje i co to w ogóle znaczy, że o nim pomyślała. Po prostu przygotowała jeden dodatkowy prezent i miała nadzieję, że nie zrobi z siebie kompletnej idiotki, gdy mu go wręczy.
Największy świąteczny kurz już opadł, ludzie zaczynali powoli wracać do rzeczywistości albo wręcz przeciwnie – bardziej skupiali się na Nowym Roku niż na czymkolwiek innym. Ona tkwiła gdzieś pośrodku - nie potrafiąc zdecydować, czy najchętniej wróciłaby do tego, co miała, czy postawiła swoje życie na głowę w myśl zasady Nowy Rok, nowa ja.
Odpuść. Płyń z prądem… niech się dzieje!
Kolejny raz powtórzyła to sobie w myślach niczym mantrę i zaparkowała auto pod budynkiem, w którym mieszkał Carnegie. Wyrzuciła z głowy jakiekolwiek wątpliwości, z siedzenia pasażera zabrała ładnie zapakowany prezent i pewnym krokiem ruszyła do środka. Na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy Harold będzie w domu… po prostu miała taką nadzieję. Przeczucie. Gdyby jednak się nie udało – i tak zamierzała zostawić prezent pod drzwiami mężczyzny.
Serce zabiło jej mocniej i poczuła stres dopiero w momencie, gdy nacisnęła dzwonek i nastąpił ten moment oczekiwania. Szlag. Może jednak nie powinna? Zanim jednak zdążyła się wycofać – albo chociaż pomyśleć o ucieczce – drzwi od mieszkania się otworzyły, stanęła twarzą w twarz z Carnagie i automatycznie się uśmiechnęła.
- Spokojnie, nie zamieniam się w stalkerkę… – rzuciła na dzień dobry i wyciągnęła w stronę mężczyzny elegancko zapakowane pudełko z kokardą – Po prostu jest to moje spóźnione… Wesołych Świąt, Hal. – nawet jeśli już było po świętach – To nic takiego… po prostu wiem jak lubisz sztukę, więc zdobyłam dla ciebie album z reprodukcjami sztuki współczesnej. – starała się zabrzmieć poważnie, ale drżący kącik ust mógł ją trochę zdradzić. Nie udało jej się go przekonać do sztuki i nie zamierzała tego robić na siłę. Za to była całkiem spostrzegawcza i miała dobrą pamięć… więc w pudełku czekał na niego wiekowy komiks z podpisem, który miała nadzieję, że mu się spodoba.
Harold Carnegie