I can't help falling in love with you
: czw sty 01, 2026 5:01 pm
Pani Sanders; Lament młodej dziewczyny, co jakiś czas powracał do głowy Moiry, ach! Biedna pani Sanders, którą zległ sen wieczny. Nie czuła smutku, pamięć sięgała ku innym drobnym szczegółom z dnia porannego. Polakierowana drewniany trzonek łopaty, którą dzierżyła w swoich dłoniach i każde niezgrabne wgniecenie, niedoskonałość. Kończąc na piasku, ziemi, którą nadal czuła między palcami, mimo iż dawno już je umyła. Zapach ziemi, tak kojący, pachnący niczym niejedno ekstrawaganckie pachnidło. Kochała to, tak samo, jak lubiła smak alkoholu. Niczym wieczna nieupojona alkoholiczka. Tym sposobem spędzała swój wolny czas po pracy w tym dziwnym, ale przyjemnym barze. Ostatnio miała sporo na głowie; Natłok pracy co ją cieszyło, niezbyt przyjemne spotkanie z bratem, co już mniej. I spotkanie „jego”, wraz z obiektem jego westchnień, który to na jej widok, załączył tryb bojowego chomika, gotowego rzucić się do gardła Moiry, gdy ta tylko postanowi powiedzieć do jej wybranka coś więcej niż zwyczajowe „cześć”, tak jakby według jej szalonego mniemania, każdy ruch, gest wykonany przez rywalkę, miał za zadanie go kokietować. To oczywiście było wierutnym kłamstwem, poniekąd. Bo wiadomo nie od dziś, że w każdym kłamstwie znajduje się gram prawdy. Moira mogła powiedzieć, że wyleczyła się z tego fatalnego zauroczenia, mogła powiedzieć, że jej przeszło. Tak mogła tak wierutnie skłamać przed nią, przed samą sobą.
I tak właśnie skończyła raz jeszcze przyklejona do drinka. Raz jeszcze nie czuła smutku, a jakąś wypaczoną formę melancholii, która targała nią od samego rana. Siadła więc gdzieś w rogu, zamówiła jednego z tych fancy drinków z karty, by chociaż raz móc poczuć wyrzuty z ponownego upicia się, ale tym razem czymś innym niż czysta wódka. Ot co, taki mały irracjonalny wybryk Moiry dnia dzisiejszego. Nim do jej łapek dotarło ów alkoholowe niebo, postanowiła rozejrzeć się po lokalu i gościach bawiących się w nich. Jak na porę dnia, dzień tygodnia nie było tu sporych tłumów, co akurat dla niej było wielkim plusem. Nie miała ochoty na rozmowę z nikim, czy na picie drinków z natarczywym pseudo samcem alfa. Nie uważała się za jakąś wyjątkową piękność, lecz wiadomo, jak to działa w barach, czy na imprezach. Nie ważne z kim, nieważne do kogo byle zaglądnąć w kobiece majtki, lub też niekobiece? Nie ważne! Miejsce pod tym względem dzisiejszego dnia zdawało się idealne. Siedziała więc beztrosko, próbując po raz pierwszy zamówionego drinka i nastał zawód. Nie było to nic wyjątkowego, było dobre, ale nie wywoływało efektu wow. Była pewna jednego, więc tego raczej nie zamówi. W ruch poszła więc słomka, którą zaczęła bawić się szklance. Nowo przybyłe osoby, co jakiś czas przyglądali się jej z zaciekawieniem, posyłając nieśmiałe uśmiechy. Moira kilka razy zawiesiła na kimś swoje spojrzenie, lecz szybko wracała zainteresowaniem do wpół wypełnionej szklanki, dając tym samym do zrozumienia, że jednak nie jest zainteresowana.
Zaczęło się robić tłoczno w okolicach miejscach, gdzie spoczywała swoim prawie zdechłym ciałkiem. I gdy szklanka z wcześniej zamówionym trunkiem została osuszona do dna, zamówiła tym razem czystą i postanowiła przenieść się na drugą stronę, która stała się bardziej przyjemna. Minęła jedną, drugą parę i gry prawie wpadła na trzecią, nie udało się jej zapanować nad ruchem i wylądowała na stole, zaliczając drobną wpadkę. I pewnie byłaby sensacją przez drobną chwilę, gdyby nie fakt, że przy stole właśnie ktoś się pojawił i został grzecznie poczęstowany jej szotem wprost na ubranie. Podniosła wzrok, na jak się okazało ciemnowłosą dziewczynę, mrużąc przy tym oczy, lustrując ją, z tym poczuciem winy w oczach. Tylko, czy było jej przykro z powodu tego, że dziewczyna teraz będzie pachnieć wódką, bardziej niż wtedy gdy opuści to miejsce, czy był to wyrzut wobec samej siebie, za zmarnowanie tak dobrego napoju. – i po ptakach.. – podniosła się i przysunęła się delikatnie do nieznajomej, spoglądając w jej ciemne oczka. – przepraszam śliczna, tego stolika tam nie było chwilę temu...prawda? Mam nadzieję, że nic ci nie jest i … wiesz, że jesteś całkiem śliczna? – bezpośredniość i brak poczucia winy, cała Moira.
Claire Price
I tak właśnie skończyła raz jeszcze przyklejona do drinka. Raz jeszcze nie czuła smutku, a jakąś wypaczoną formę melancholii, która targała nią od samego rana. Siadła więc gdzieś w rogu, zamówiła jednego z tych fancy drinków z karty, by chociaż raz móc poczuć wyrzuty z ponownego upicia się, ale tym razem czymś innym niż czysta wódka. Ot co, taki mały irracjonalny wybryk Moiry dnia dzisiejszego. Nim do jej łapek dotarło ów alkoholowe niebo, postanowiła rozejrzeć się po lokalu i gościach bawiących się w nich. Jak na porę dnia, dzień tygodnia nie było tu sporych tłumów, co akurat dla niej było wielkim plusem. Nie miała ochoty na rozmowę z nikim, czy na picie drinków z natarczywym pseudo samcem alfa. Nie uważała się za jakąś wyjątkową piękność, lecz wiadomo, jak to działa w barach, czy na imprezach. Nie ważne z kim, nieważne do kogo byle zaglądnąć w kobiece majtki, lub też niekobiece? Nie ważne! Miejsce pod tym względem dzisiejszego dnia zdawało się idealne. Siedziała więc beztrosko, próbując po raz pierwszy zamówionego drinka i nastał zawód. Nie było to nic wyjątkowego, było dobre, ale nie wywoływało efektu wow. Była pewna jednego, więc tego raczej nie zamówi. W ruch poszła więc słomka, którą zaczęła bawić się szklance. Nowo przybyłe osoby, co jakiś czas przyglądali się jej z zaciekawieniem, posyłając nieśmiałe uśmiechy. Moira kilka razy zawiesiła na kimś swoje spojrzenie, lecz szybko wracała zainteresowaniem do wpół wypełnionej szklanki, dając tym samym do zrozumienia, że jednak nie jest zainteresowana.
Zaczęło się robić tłoczno w okolicach miejscach, gdzie spoczywała swoim prawie zdechłym ciałkiem. I gdy szklanka z wcześniej zamówionym trunkiem została osuszona do dna, zamówiła tym razem czystą i postanowiła przenieść się na drugą stronę, która stała się bardziej przyjemna. Minęła jedną, drugą parę i gry prawie wpadła na trzecią, nie udało się jej zapanować nad ruchem i wylądowała na stole, zaliczając drobną wpadkę. I pewnie byłaby sensacją przez drobną chwilę, gdyby nie fakt, że przy stole właśnie ktoś się pojawił i został grzecznie poczęstowany jej szotem wprost na ubranie. Podniosła wzrok, na jak się okazało ciemnowłosą dziewczynę, mrużąc przy tym oczy, lustrując ją, z tym poczuciem winy w oczach. Tylko, czy było jej przykro z powodu tego, że dziewczyna teraz będzie pachnieć wódką, bardziej niż wtedy gdy opuści to miejsce, czy był to wyrzut wobec samej siebie, za zmarnowanie tak dobrego napoju. – i po ptakach.. – podniosła się i przysunęła się delikatnie do nieznajomej, spoglądając w jej ciemne oczka. – przepraszam śliczna, tego stolika tam nie było chwilę temu...prawda? Mam nadzieję, że nic ci nie jest i … wiesz, że jesteś całkiem śliczna? – bezpośredniość i brak poczucia winy, cała Moira.
Claire Price