they see us rolling
: pt sty 02, 2026 12:04 am
Ten dzień zaczął się zupełnie zwyczajnie. Standardowa zmiana, trochę sprzątania, trochę żartów z brygadą i nadzieja, że może dzisiaj nikt nie postanowi wjeżdżać samochodem w witrynę sklepu, ale przy okazji cicha nadzieja na autentyczny pożar. Ale los miał swoje poczucie humoru. I zaczęło się od telefonu z dyspozytorni, który poinformował, że będą potrzebni do dość specyficznego transportu. Nie pożar, niestety, nie wypadek, tylko asysta ratownicza przy pacjencie, którego nie da się wynieść standardowymi metodami. Klinika zajmująca się walką z otyłością poprosiła o wsparcie przy wyniesieniu jednej z osób na zabieg. Procedura niby rutynowa, ale przy takich gabarytach rutyna to akurat niewiele znaczyła. Do tego dochodziły wąskie klatki schodowe, brak windy i ryzyko, że ktoś coś sobie nadwyręży.
Wybrałby do pomocy Boltona, ale on, jako geniusz od brawurowego rodzicielstwa, dosłownie poprzedniego dnia postanowił się wspinać z córką na drzewo, co skończyło się nogą w gipsie i całkiem dobrymi żartami, które jeszcze pewnie długo będą mu zatruwać życie po powrocie z chorobowego.
Transport miał być dzisiaj, a on na jednostce miał okrojony, choć wcale nie gorszy wybór.
Przeszedł się więc po jednostce, odnajdując swoją potencjalną partnerkę w zbrodni. I do potencjalnej przepukliny.
— Teddy słuchaj. Mam dla ciebie na dzisiaj świetną rozrywkę — zaczął, zerkając jeszcze raz, krótko, na swój telefon. — Bolton, jak słyszałaś, sobie złamał nogę, a to on miał mi pomóc, ale to nawet lepiej. Wydajesz się idealna do tej roboty. — I jedyna, która została w jednostce na ten moment, która miała być dobrym zastępstwem dla spadającego z drzewa kolegi z brygady. Nie powiedział tez tego z przekąsem, a wręcz z teatralnością i przerysowaniem, którym miał zaznaczyć, jak wspaniała miałaby być w tym, o czym mówił.
— Oglądałaś kiedyś jeden z tych programów o — chrząknął wymownie — otyłych ludziach, którzy szukają pomocy i jeżdżą na operacje wycięcia żołądka i tak dalej? — Nie czekał na odpowiedź, tylko ciągnął dalej, by szybciej dobrnąć do sedna. — A kojarzysz te sceny, gdzie tych — kolejny raz odchrząknął znacząco — otyłych ludzi musi dźwigać cały zastęp straży pożarnej albo ratowników? No więc, tak się składa, że to twój szczęśliwy dzień. — Rozłożył dłonie na boki i wykonał słynne jazz hands, akcentując tym samym wyniosłość i prestiżowość wydarzenia, na które właśnie zamierzał świadomie ją skazać.
Ukłonił się zaraz potem lekko, jakby właśnie ogłosił listę zwycięzców na oscarowej gali, a nie fakt, że będą taszczyć trzystukilogramowego pacjenta z trzeciego piętra. I pewnie dlatego jego mina zdradzała coś pomiędzy autentycznym współczuciem a ogromną potrzebą udawania, że to zajebisty pomysł. W dodatku taki, z którego nie do końca był sposób na wyłganie się, bo praca to praca. Nie mogli dostawać zawsze i wszędzie pożarów do gaszenia, nawet jeśli nazwa sugerowała, że tym faktycznie się zajmowali.
W rzeczywistości, przez większość czasu, zajmowali się absolutnie wszystkim, tylko właśnie nie pożarami.
teddy darling
Wybrałby do pomocy Boltona, ale on, jako geniusz od brawurowego rodzicielstwa, dosłownie poprzedniego dnia postanowił się wspinać z córką na drzewo, co skończyło się nogą w gipsie i całkiem dobrymi żartami, które jeszcze pewnie długo będą mu zatruwać życie po powrocie z chorobowego.
Transport miał być dzisiaj, a on na jednostce miał okrojony, choć wcale nie gorszy wybór.
Przeszedł się więc po jednostce, odnajdując swoją potencjalną partnerkę w zbrodni. I do potencjalnej przepukliny.
— Teddy słuchaj. Mam dla ciebie na dzisiaj świetną rozrywkę — zaczął, zerkając jeszcze raz, krótko, na swój telefon. — Bolton, jak słyszałaś, sobie złamał nogę, a to on miał mi pomóc, ale to nawet lepiej. Wydajesz się idealna do tej roboty. — I jedyna, która została w jednostce na ten moment, która miała być dobrym zastępstwem dla spadającego z drzewa kolegi z brygady. Nie powiedział tez tego z przekąsem, a wręcz z teatralnością i przerysowaniem, którym miał zaznaczyć, jak wspaniała miałaby być w tym, o czym mówił.
— Oglądałaś kiedyś jeden z tych programów o — chrząknął wymownie — otyłych ludziach, którzy szukają pomocy i jeżdżą na operacje wycięcia żołądka i tak dalej? — Nie czekał na odpowiedź, tylko ciągnął dalej, by szybciej dobrnąć do sedna. — A kojarzysz te sceny, gdzie tych — kolejny raz odchrząknął znacząco — otyłych ludzi musi dźwigać cały zastęp straży pożarnej albo ratowników? No więc, tak się składa, że to twój szczęśliwy dzień. — Rozłożył dłonie na boki i wykonał słynne jazz hands, akcentując tym samym wyniosłość i prestiżowość wydarzenia, na które właśnie zamierzał świadomie ją skazać.
Ukłonił się zaraz potem lekko, jakby właśnie ogłosił listę zwycięzców na oscarowej gali, a nie fakt, że będą taszczyć trzystukilogramowego pacjenta z trzeciego piętra. I pewnie dlatego jego mina zdradzała coś pomiędzy autentycznym współczuciem a ogromną potrzebą udawania, że to zajebisty pomysł. W dodatku taki, z którego nie do końca był sposób na wyłganie się, bo praca to praca. Nie mogli dostawać zawsze i wszędzie pożarów do gaszenia, nawet jeśli nazwa sugerowała, że tym faktycznie się zajmowali.
W rzeczywistości, przez większość czasu, zajmowali się absolutnie wszystkim, tylko właśnie nie pożarami.
teddy darling