That's one awkward ride
: pt sty 02, 2026 5:20 pm
wiz
Magiczny czas nowego roku. Cały świat szykował się na przywitanie tego, co ma być nowe, ekscytujące. Kanada świętuje ten dzień jako jedno z ostatnich państw, więc telewizja miała trochę czasu by znaleźć najlepsze kadry. Tak, by to świętowanie wyglądało lepiej niż w innych krajach. Bo jak wszyscy wiemy to zawsze są zawody. W Toronto nie było lepszego miejsca na obserwowanie fajerwerków, pokazu dronów, laserów, czy co tam w tym roku wymyślali niż CN Tower. Ich najwyższe, przeszklone piętra oferowały jeden z najlepszych widoków na panoramę miasta. Jako największa lokalna stacja oczywiście mieli wyłączność. Przygotowania trwały już od kilku dni. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, a to znaczyło wiele pracy dla Maxa. Jako producent musiał załatwić całe piętro, wszystkich techników, dźwiękowców oraz oczywiście gwiazdę wieczoru, więc jego podopieczną. O ten segment zabijało się wiele dziewczyn. Nie tylko prezenterek ale i reporterek. W końcu to zapisuje się poniekąd na kartach historii. Shepherd uciekł się do pewnego nepotyzmu bo jako producent decyzja należała do niego, więc oczywiście w roli została obsadzona Bronte. Nawet jeśli w ostatnich tygodniach ich relacja nie układała się jakoś szczególnie intymnie.
Sam Max nie musiał tu być. Miał zaufanie do całego zespołu. Sam nie występował. Nie miał nic do załatwienia, lecz zawsze twierdził, że jeśli ktoś zostaje po godzinach albo wkłada pracę w dni wolne, on też powinien to robić. Akurat tytułu tytana pracy nie można było mu odebrać. Wiele ze swoich scen wykonywał sam, nie potrzebował dublerów. Nie prosił kogoś o zrobienie czegoś, czego sam by nie zrobił. Więc ubrał się, jak wypadało na taką okazję, zamówił jedne z najlepszych ciast w mieście, trochę przekąsek. Tak by wszyscy, którzy pracują zamiast świętować z bliskimi mieli coś z tego wieczoru.
Wszystko poszło tak, jak zakładano. Bronte wyglądała zjawiskowo, z segmentem poradziła sobie świetnie. Na długo przed pierwszą w nocy wszyscy mogli się już zwijać. Niektórzy zostawali jeszcze by wyskoczyć na jakąś imprezę w mieście, jednakże on nie miał takich planów. Robił się już trochę za stary na huczne imprezowanie. Z resztą następnego dnia znów były segmenty noworoczne do poprowadzenia. Na pewno coś się wysypie. Wolał być na to w miarę przygotowany. Wszyscy dość szybko się rozeszli. Przynajmniej tak mu się wydawało. Kiedy pogasił już większość świateł udał się w stronę wind. Jedna z nich akurat się zamykała. Udało mu się ją zatrzymać. W środku zobaczył nikogo innego, jak blondynkę, z którą nawet dzisiaj za dużo nie porozmawiał. Posłał jej przelotny uśmiech i wkroczył do kabiny stając obok niej.
- Podwieźć Cię gdzieś? Impreza? Dom? - zagaił gdy kolejne z dziesiątek pięter znikały na wyświetlaczu - I wiem, że już to mówiłem, ale świetnie Ci dzisiaj poszło. - obrócił twarz w jej stronę z uprzejmym uśmiechem.
Więcej już nic nie powiedział. Nie miał pomysłu, co więcej mógłby powiedzieć. Ta cisza pomiędzy nimi robiła się trochę niezręczna i strasznie się przeciągała. Shepherd nie był fanem takich rozwiązań. Może nie był jakoś wielce przesądny, ale nie lubił wchodzić w nowy rok z nierozwiązanymi sprawami. Dlatego zanim drzwi na parterze zdążyły się rozsunąć wcisnął przycisk stop. Dzwoneczek zadzwonił, winda stanęła, lecz nie było żadnego zagrożenia.
- Myślę, że w nowy rok warto wchodzić z czystą kartą, więc zapytam wprost Bronte. Czy to między nami to była tylko chwilowa słabość? - zapytał otwarcie opierając się o ścianę kabiny - Mieliśmy wyskoczyć na randkę, zobaczyć, czy może być z tego coś więcej. Zapraszałem Cię dwa razy, dwa razy się zgodziłaś i dwa razy mnie wystawiłaś. - spoglądał na nią dość swobodnie, a w jego głosie nie było żadnej pretensji.
- Nie zrozum mnie źle. Mówiłem, że zaczekam, będę cierpliwy i jestem. Nie mam nawet problemu jeśli lubisz być zdobywana. Jestem w tym dobry. - uśmiechnął się zalotnie przekrzywiając lekko głowę - Po prostu myślę, że nowy rok jest dobrym momentem żeby podjąć w końcu jakąś decyzję. - patrzył w jej oczy szukając tam jakiejś odpowiedzi, która może nie padnie z jej ust.
Bronte Rosenthal-Murray
Magiczny czas nowego roku. Cały świat szykował się na przywitanie tego, co ma być nowe, ekscytujące. Kanada świętuje ten dzień jako jedno z ostatnich państw, więc telewizja miała trochę czasu by znaleźć najlepsze kadry. Tak, by to świętowanie wyglądało lepiej niż w innych krajach. Bo jak wszyscy wiemy to zawsze są zawody. W Toronto nie było lepszego miejsca na obserwowanie fajerwerków, pokazu dronów, laserów, czy co tam w tym roku wymyślali niż CN Tower. Ich najwyższe, przeszklone piętra oferowały jeden z najlepszych widoków na panoramę miasta. Jako największa lokalna stacja oczywiście mieli wyłączność. Przygotowania trwały już od kilku dni. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, a to znaczyło wiele pracy dla Maxa. Jako producent musiał załatwić całe piętro, wszystkich techników, dźwiękowców oraz oczywiście gwiazdę wieczoru, więc jego podopieczną. O ten segment zabijało się wiele dziewczyn. Nie tylko prezenterek ale i reporterek. W końcu to zapisuje się poniekąd na kartach historii. Shepherd uciekł się do pewnego nepotyzmu bo jako producent decyzja należała do niego, więc oczywiście w roli została obsadzona Bronte. Nawet jeśli w ostatnich tygodniach ich relacja nie układała się jakoś szczególnie intymnie.
Sam Max nie musiał tu być. Miał zaufanie do całego zespołu. Sam nie występował. Nie miał nic do załatwienia, lecz zawsze twierdził, że jeśli ktoś zostaje po godzinach albo wkłada pracę w dni wolne, on też powinien to robić. Akurat tytułu tytana pracy nie można było mu odebrać. Wiele ze swoich scen wykonywał sam, nie potrzebował dublerów. Nie prosił kogoś o zrobienie czegoś, czego sam by nie zrobił. Więc ubrał się, jak wypadało na taką okazję, zamówił jedne z najlepszych ciast w mieście, trochę przekąsek. Tak by wszyscy, którzy pracują zamiast świętować z bliskimi mieli coś z tego wieczoru.
Wszystko poszło tak, jak zakładano. Bronte wyglądała zjawiskowo, z segmentem poradziła sobie świetnie. Na długo przed pierwszą w nocy wszyscy mogli się już zwijać. Niektórzy zostawali jeszcze by wyskoczyć na jakąś imprezę w mieście, jednakże on nie miał takich planów. Robił się już trochę za stary na huczne imprezowanie. Z resztą następnego dnia znów były segmenty noworoczne do poprowadzenia. Na pewno coś się wysypie. Wolał być na to w miarę przygotowany. Wszyscy dość szybko się rozeszli. Przynajmniej tak mu się wydawało. Kiedy pogasił już większość świateł udał się w stronę wind. Jedna z nich akurat się zamykała. Udało mu się ją zatrzymać. W środku zobaczył nikogo innego, jak blondynkę, z którą nawet dzisiaj za dużo nie porozmawiał. Posłał jej przelotny uśmiech i wkroczył do kabiny stając obok niej.
- Podwieźć Cię gdzieś? Impreza? Dom? - zagaił gdy kolejne z dziesiątek pięter znikały na wyświetlaczu - I wiem, że już to mówiłem, ale świetnie Ci dzisiaj poszło. - obrócił twarz w jej stronę z uprzejmym uśmiechem.
Więcej już nic nie powiedział. Nie miał pomysłu, co więcej mógłby powiedzieć. Ta cisza pomiędzy nimi robiła się trochę niezręczna i strasznie się przeciągała. Shepherd nie był fanem takich rozwiązań. Może nie był jakoś wielce przesądny, ale nie lubił wchodzić w nowy rok z nierozwiązanymi sprawami. Dlatego zanim drzwi na parterze zdążyły się rozsunąć wcisnął przycisk stop. Dzwoneczek zadzwonił, winda stanęła, lecz nie było żadnego zagrożenia.
- Myślę, że w nowy rok warto wchodzić z czystą kartą, więc zapytam wprost Bronte. Czy to między nami to była tylko chwilowa słabość? - zapytał otwarcie opierając się o ścianę kabiny - Mieliśmy wyskoczyć na randkę, zobaczyć, czy może być z tego coś więcej. Zapraszałem Cię dwa razy, dwa razy się zgodziłaś i dwa razy mnie wystawiłaś. - spoglądał na nią dość swobodnie, a w jego głosie nie było żadnej pretensji.
- Nie zrozum mnie źle. Mówiłem, że zaczekam, będę cierpliwy i jestem. Nie mam nawet problemu jeśli lubisz być zdobywana. Jestem w tym dobry. - uśmiechnął się zalotnie przekrzywiając lekko głowę - Po prostu myślę, że nowy rok jest dobrym momentem żeby podjąć w końcu jakąś decyzję. - patrzył w jej oczy szukając tam jakiejś odpowiedzi, która może nie padnie z jej ust.
Bronte Rosenthal-Murray