the forty year old baby
: pt sty 02, 2026 10:00 pm
Nie spodziewała się o tej porze niczyjej wizyty. Stojąc w kuchni w szlafroku przed otwartą na oścież lodówką, zadrżała, jakby ktoś wyrwał ją z głębokiego transu. Najpierw głośne stukanie w drzwi, zaraz potem dzwonek. Odstawiła kieliszek niedopitego czerwonego wina na blat kuchennej wyspy i powoli ruszyła przez długi korytarz do wejścia. Przez ułamek sekundy pomyślała, że to może Xavier, choć przecież miał być poza miastem jeszcze przez kolejny tydzień i raczej powiadomiłby ją, gdyby zamierzał wrócić wcześniej. Pewnie też nie pukałby do drzwi własnego domu, tylko po prostu użyłby klucza.
Poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku, gdy przez szybę dostrzegła światła radiowozu. Już bez zbędnego wahania, rzuciła się do drzwi, by otworzyć. Na progu stało dwóch policjantów, a pomiędzy nimi - Gavin. Miał rozciętą wargę i opuchniętą kość policzkową, a przy tym typowy dla niego od zawsze, lekko łobuzerski uśmieszek.
— Dobry wieczór. Pani Fraser? — odezwał się jeden z funkcjonariuszy.
— Beckett. Louise Beckett. — poprawiła go szybko, nie odrywając wzroku od Gavina, a konkretnie od jego obitej facjaty. Zmarszczyła brwi, nic z tego nie rozumiejąc, a głos uwiązł jej w gardle.
— Doszło do bójki w barze. Naprawdę nic poważnego, ale uznaliśmy, że lepiej, żeby brat nie wracał sam. Podał nam ten adres. — wyjaśnił zaraz na szczęście, zanim w ogóle zdążyła zapytać.
— Oczywiście, dziękuję — odparła dopiero po chwili, próbując to sobie ułożyć w głowie, choć w całej tej złości jaka się w niej zebrała, miała ochotę odpowiedzieć im “ten pan tu nie mieszka” albo zatrzasnąć drzwi przed nosem… albo jedno i drugie. Nie miała pojęcia co takiego strzeliło mu do głowy, by wdawać się w takie szarpaniny, ale póki co nie odezwała się do niego słowem. Dopiero gdy policjanci, po krótkim pouczeniu, odjechali i zamknęła za nimi drzwi, wlepiła w niego ponownie swój pełen zawodu wzrok.
— Lepiej żebyś miał dobrą wymówkę. Co ty wyprawiasz, Gavin? — spytała spokojnie, trochę chłodno — Cieszę się, że dobry humor cię nie opuszcza — dodała zaraz, bo nadal uśmiechał się do niej głupkowato, jakby cała sytuacja mocno go bawiła.
Wskazując na kanapę w salonie bez słowa, dała znak, by usiadł, a sama wróciła na moment do kuchni, by wyjąć z zamrażarki paczkę lodu, którą owinęła ścierką.
— Rozumu nie masz za grosz, ale masz za to szczęście. Mogli cię przymknąć. To cud, że spędzisz noc tutaj, a nie na komisariacie — zauważyła, podając mu zimny okład, po czym usiadła w fotelu naprzeciwko. — Ach, właśnie! Czemu akurat tutaj? Wstyd ci przed córką, ale nie przede mną?
Gavin Fraser
Poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku, gdy przez szybę dostrzegła światła radiowozu. Już bez zbędnego wahania, rzuciła się do drzwi, by otworzyć. Na progu stało dwóch policjantów, a pomiędzy nimi - Gavin. Miał rozciętą wargę i opuchniętą kość policzkową, a przy tym typowy dla niego od zawsze, lekko łobuzerski uśmieszek.
— Dobry wieczór. Pani Fraser? — odezwał się jeden z funkcjonariuszy.
— Beckett. Louise Beckett. — poprawiła go szybko, nie odrywając wzroku od Gavina, a konkretnie od jego obitej facjaty. Zmarszczyła brwi, nic z tego nie rozumiejąc, a głos uwiązł jej w gardle.
— Doszło do bójki w barze. Naprawdę nic poważnego, ale uznaliśmy, że lepiej, żeby brat nie wracał sam. Podał nam ten adres. — wyjaśnił zaraz na szczęście, zanim w ogóle zdążyła zapytać.
— Oczywiście, dziękuję — odparła dopiero po chwili, próbując to sobie ułożyć w głowie, choć w całej tej złości jaka się w niej zebrała, miała ochotę odpowiedzieć im “ten pan tu nie mieszka” albo zatrzasnąć drzwi przed nosem… albo jedno i drugie. Nie miała pojęcia co takiego strzeliło mu do głowy, by wdawać się w takie szarpaniny, ale póki co nie odezwała się do niego słowem. Dopiero gdy policjanci, po krótkim pouczeniu, odjechali i zamknęła za nimi drzwi, wlepiła w niego ponownie swój pełen zawodu wzrok.
— Lepiej żebyś miał dobrą wymówkę. Co ty wyprawiasz, Gavin? — spytała spokojnie, trochę chłodno — Cieszę się, że dobry humor cię nie opuszcza — dodała zaraz, bo nadal uśmiechał się do niej głupkowato, jakby cała sytuacja mocno go bawiła.
Wskazując na kanapę w salonie bez słowa, dała znak, by usiadł, a sama wróciła na moment do kuchni, by wyjąć z zamrażarki paczkę lodu, którą owinęła ścierką.
— Rozumu nie masz za grosz, ale masz za to szczęście. Mogli cię przymknąć. To cud, że spędzisz noc tutaj, a nie na komisariacie — zauważyła, podając mu zimny okład, po czym usiadła w fotelu naprzeciwko. — Ach, właśnie! Czemu akurat tutaj? Wstyd ci przed córką, ale nie przede mną?
Gavin Fraser