Strona 1 z 2

La sala por el niño

: pt sty 02, 2026 10:22 pm
autor: Santiago de la Serna
Santiago ogólnie funkcjonował całkiem znośnie: był w stanie zrobić większość rzeczy, czasami nawet wyglądał prawie zdrowo; jednak miewał gorsze momenty od czasu do czasu - jak ten teraz.
Obudził się w środku nocy, dręczony koszmarami podszytymi strachem (do którego się oczywiście nie przyznawał) i poszedł do łazienki na chwiejnych nogach. Trzymał się ściany, bo nie ufał teraz swojemu ciału na tyle, żeby iść prosto. Dotarł jakoś do łazienki, ale gdy wstał z toalety, nogi się pod nim ugięły i runął, uderzając głową o wannę. Zamroczyło go - nawet nie wiedział, na jak długo, ale ocknął się na podłodze, czując ból w skroni i pewną nieprzyjemną lepkość.
Ostatnio nie czuł się najlepiej psychicznie - nawracały do niego uporczywie myśli o tym, że źle robi, dopuszczając Alvaro tak blisko do siebie: że nie powinien, bo niszczy mu tym życie, że przecież to wszystko się zaraz skończy i po raz drugi będą się żegnać. Że już raz zafundował mu swoją śmierć, a teraz naraża go na to po raz drugi. Znów myślał o tym, ile pięknych rzeczy jeszcze chciałby z nim zrobić, a których już najpewniej nie zrobi.
Miał coraz silniejsze poczucie, że przegrał życie - że spieprzył je sobie dokumentnie i zmarnował tych kilka lat, które mogli przeżyć razem w szczęściu. Podejmował w życiu same złe decyzje, był ogólnie nielubiany na własne życzenie, a teraz jeszcze ciągnął za sobą swojego przyjaciela. Leki w końcu przestaną w ogóle działać i wtedy nie będzie już w ogóle żadnej pomocy, żadnego ratunku, żadnych pożyczonych dni ani nawet godzin - był tym przerażony. A jeszcze bardziej przerażała go myśl, że wcześniej Alvaro go zostawi (tak, jak obiecał - taką obietnice Santiago na nim przecież wymógł) i będzie umierał sam. Nie chciał tego, potrzebował, żeby Salvatierra był przy nim, żeby go chociażby przytulił i pomógł przejść na drugą stronę. Nie zamierzał jednak tego wymagać i czuł do siebie odrazę, że w ogóle tego chciał.
Zwinął się na tej podłodze w kłębek i zaczął bezgłośnie płakać, obejmując kolana rękami. Miał tylko nadzieję, że wypłacze się, zanim Alvaro go znajdzie - oby spał smacznie do rana, kiedy już Santiago się uspokoi i będzie znów twierdził, że wszystko jest w porządku, a on niczym się w życiu nie przejmuje.

Alvaro Salvatierra

La sala por el niño

: sob sty 03, 2026 3:25 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro obudził się niedługo później, również dręczony bardzo nieprzyjemnymi snami - jego mózg postanowił płatać mu figle i mimo, że Salvatierra był szczęśliwy, bo spędzał dużo czasu ze swoim przyjacielem partnerem i mógł się cieszyć nie tylko jego towarzystwem, ale też tym, że Santiago wyglądał i czuł się (w jego oczach) coraz lepiej, to kochany móżdżek postanowił podsunąć mu w snach wspomnienia z tego nieszczęsnego tunelu, w którym - jak myślał przez półtorej roku - stracił miłość swojego życia. Po przebudzeniu siedział przez chwilę na łóżku, oddychając ciężko, z dłonią opartą o kołaczące się nieprzyjemnie i boleśnie serce, zanim wreszcie zorientował się, że druga połowa łóżka jest pusta. Przesunął dłonią po pościeli, sprawdzając czy jest jeszcze ciepła - co znaczyłoby, że Santiago chwilę temu wstał i np. poszedł do łazienki albo napić się wody - czy może zdążyła już wystygnąć i gdy upewnił się, że jednak pościel jest dość chłodna, to niemalże poderwał się z łóżka, od razu zrywając się na równe nogi. Narzucił na ramiona szlafrok, bo gdy tylko wyszedł spod kołdry to uderzył go nieprzyjemny chłód i ruszył na poszukiwania mężczyzny, oczywiście - jak to on - mając cały wachlarz możliwie jak najgorszych scenariuszy w głowie.
Traf chciał, że łazienka akurat była pierwszym pomieszczeniem, które sprawdził, bo to był chyba ten najbardziej prawdopodobny scenariusz - że Santiago poszedł do toalety, być może nie był w stanie samemu wrócić, bo mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa, jak to czasem się jeszcze zdarzało. Gdy otworzył sobie drzwi i zajrzał do środka niemal od razu zbladł, a jego serce zatrzymało się na moment.
- Mierda - wymamrotał pod nosem, wchodząc pospiesznie do środka i szybko dopadł do Santiago, klękając przy nim i łagodnie ujmując jego twarz w dłonie. Przyjrzał mu się, orientując się zaraz potem, że na jego głowie znajduje się czerwona ciecz, którą mogła być jedynie krew. Na moment pojawiły mu się mroczki przed oczami, bo myśl o tym, że on mógł sobie (nie)spokojnie spać dalej, a Santiago mógł nawet umrzeć na tej podłodze, gdyby uderzył się nieco mocniej, była chyba najbardziej przerażającą myślą, jaka ostatnio go nawiedziła. Na szczęście de la Serna był przytomny, nie wyglądało też na to, że zrobił sobie coś bardzo poważnego, ale chyba sam fakt, że najwyraźniej stracił równowagę i uderzył się w głowę sprawił, że puściły mu emocje i po prostu się rozpłakał. Salvatierra wiedział doskonale, że Santiago nie lubił okazywać takich emocji przy kimkolwiek, że nie znosił momentów, w których ktoś widział go słabym, więc postanowił nie skupiać się przesadnie na jego łzach, a zająć się po prostu uszkodzeniem głowy.
- No te preocupes, lo resolveremos pronto - pocałował go delikatnie w czoło i podniósł się na nogi, po czym przeszukał szybko apteczkę i wrócił do niego z wodą utlenioną, gazą jałową i bandażem. Ostrożnie pomógł mu usiąść, asekurując na wszelki wypadek jego kark i szyję, koniec końców opierając go plecami o wannę. Opatrzył mu ranę w milczeniu, od czasu do czasu gładząc go uspokajająco po klatce piersiowej lub ramieniu, a gdy opatrunek był już gotowy położył mu dłoń na policzku i znów pocałował jego czoło. - ¿Te sientes mareado?

Santiago de la Serna

La sala por el niño

: sob sty 03, 2026 9:11 pm
autor: Santiago de la Serna
Kiedy Santiago usłyszał odgłos kroków za drzwiami, zacisnął palce w swoich włosach, chowając twarz w dłoniach. Czyli jednak nie udało się ukryć przed Alvaro swojej chwili załamania... Próbował się uspokoić, powstrzymać płacz, żeby Palermo nie widział zbyt dużo z tego, co się z nim teraz działo, ale nie protestował przeciw temu, żeby mężczyzna opatrzył mu ranę na skroni - poddał się jego dłoniom; nie mając jednak odwagi na niego spojrzeć i zobaczyć wyrazu jego twarzy. Zamknął oczy, co i rusz wstrzymując oddech, żeby powstrzymać łzy napływające mu do oczu i próbując się w ten sposób uspokoić. Usiadł posłusznie, opierając plecy o wannę i odchylił głowę do tyłu, pociągając nosem i czując potworny wstyd.
- No - odpowiedział na jego pytanie nie do końca zgodnie z prawdą. Na szczęście jednak zawroty głowy były niewielkie i w jego ocenie wynikały raczej z osłabienia, a nie z tego, że się uderzył - Lo siento. No quería que me vieras así, esperaba que no despertaras hasta que me recompusiera.
Pociągnął znów nosem, już spokojniejszy - a przynajmniej udało mu się powstrzymać płacz. Otarł łzy z policzków i przełknął nerwowo ślinę.
- ¿Hoy decoramos la habitación de un bebé? - zapytał po chwili, patrząc na niego z nieco sztywnym uśmiechem - Me preguntaba qué preferiría: unicornios o dragones. ¿Qué opinas?
Owszem, swoim zwyczajem zmieniał temat, próbując odciągnąć uwagę od siebie: robił tak niemal za każdym razem, kiedy Palermo widział jakąś jego słabość. Przy okazji też próbował zamknąć swoje demony z powrotem w ich celi gdzieś z tyłu umysłu, nie myśleć w tym momencie więcej o tym, co będzie niedługo i że to, co teraz mieli, niedługo się skończy. Niestety jednak te myśli wracały do niego coraz częściej, a on miał coraz silniejsze poczucie, że czas ucieka mu między palcami, że przepływa między nimi coraz szybciej, a on nie potrafi go schwytać.

Alvaro Salvatierra

La sala por el niño

: sob sty 03, 2026 9:32 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Palermo czasem sam się sobie dziwił, że miał do niego aż tak dużą cierpliwość i chyba nawet nie do końca wiedział z czego ta cierpliwość wynikała. Fakt był taki, że gdyby ktokolwiek inny niż Santiago przejawiał wiele z jego zachowań i cech, to lałby tą osobę po mordzie, a gdy chodziło o de la Sernę, to już zachowywał się kompletnie inaczej. Znacznie więcej był w stanie wybaczyć, więcej rzeczy tolerował i czasem mogło się nawet wydawać, że nie widzi - albo nie chce widzieć - żadnej z jego wad, których (obiektywnie rzecz biorąc) trochę jednak Santiago miał. Teraz, patrząc na niego i oglądając sobie jego głowę z każdej strony, żeby zobaczyć, czy tamto miejsce było jedynym, które ucierpiało tej nocy, widział w nim bezbronną istotę, którą złodziej tak bardzo nie chciał być, nawet jeśli jedynie przy nim, nawet jeśli tylko Palermo mógłby się o tym kiedykolwiek dowiedzieć.
- No tienes que disculparte conmigo, no es tu culpa. - pokręcił głową z delikatnym uśmiechem i pogłaskał go łagodnie po policzku.
Zmiana tematu, czyli coś co Santiago robił dosłownie zawsze w momentach, w których działo się z nim cokolwiek złego, sprawiła, że popatrzył na niego ostrzegawczo. To chyba jedna z niewielu cech, które dostrzegał w nim i które uważał za niekoniecznie fajnie, delikatnie mówiąc - to, że zawsze negował sytuacje, w których przejawiał jakąś słabość, w których poczuł się gorzej albo okazał zbyt wiele emocji i nagle zaczynał pierdolić mówić o zupełnie czymś innym.
- Estás cambiando de tema otra vez. Sabes que no me gusta. - przyłożył palec wskazujący do jego nosa i puknął go lekko, trochę jakby karcił małe dziecko za kłamanie mu w żywe oczy. I trochę tak w sumie było, bo może i Santiago nie był już małym chłopcem, a facetem po pięćdziesiątce, ale czasami się tak zachowywał. - Sí, hoy estamos decorando una habitación para la peque. - uśmiechnął się, mimo wszystko nie chcąc go dręczyć zbyt długo; zasygnalizował, że nie lubi zmian tematu, ale nie znaczyło to, że musieli rozmawiać teraz o tej sytuacji sprzed chwili. - ¿Qué tal dragones y unicornios juntos? Nadie dijo que no pudieran vivir en la misma tierra.

Santiago de la Serna

La sala por el niño

: sob sty 03, 2026 9:51 pm
autor: Santiago de la Serna
Głupawy i sztywny uśmiech zszedł mu z twarzy, kiedy Palermo go skarcił - Santiago uważał, że całkiem słusznie. Owszem, on sam wiedział doskonale, że to, co robił, to pierdolenie, w pewnym sensie kłamstwo; jemu samemu nieraz przeszkadzało to zachowanie, choć jednocześnie nie bardzo umiał z tego zrezygnować. Ukrywanie swoich słabości, emocji i uczuć było jego mechanizmem obronnym przed światem, który zdecydowanie nie był dobry jako ogół; nauczył się tego jeszcze jako dziecko i po pięćdziesięciu latach trudno mu było tego nie robić. Zdarzało się, że jego samego brzydziło takie zachowanie, kiedy rozmawiał z Alvaro albo kiedy ktoś ewidentnie zauważył, co się z nim naprawdę dzieje i Santiago wiedział, że ta osoba wcale nie chce mu w tym momencie zrobić żadnej krzywdy z tego powodu. Mimo wszystko bał się przyznać do słabości - choć nie do końca wiedział, czego konkretnie się w tym boi.
Teraz jednak opuścił głowę, wbijając wzrok w podłogę i analizując w myślach tę sytuację. Z jednej strony chciał się bardziej otworzyć przed Palermo (zresztą pracował nad tym od kiedy Salvatierra pojawił się ponownie w jego życiu); a z drugiej bał się tego nieokreślonego czegoś.
- No quiero que veas mis debilidades - wymamrotał w końcu cicho i dość niewyraźnie - No quiero que nadie los vea o siquiera piense que los tengo. Tengo miedo de esto. Y al mismo tiempo, ahora soy más débil que nunca y jamás seré quien una vez fui, incluso si realmente quisiera.
Westchnął ciężko i potarł nos dłonią, nieświadomie chcąc jakoś ukryć to, co właśnie powiedział. Od jakiegoś czasu też chciał wyrzucić z siebie wszystko, co nagromadziło się w nim przez lata, chciał opowiedzieć Alvaro o swoim życiu, dzieciństwie, o tym, dlaczego jest, jaki jest - bo analizował samego siebie i swoje zachowania, więc doszedł do tego, dlaczego się taki stał. Ale to nie było takie łatwe, żeby wyrazić to na głos, nawet jeśli miałby to zrobić przed kimś, kogo tak bardzo kochał.

Alvaro Salvatierra

La sala por el niño

: ndz sty 04, 2026 2:56 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Zauważył, że wyraz twarzy Santiago zmienił się od razu po tym, gdy skarcił go za zmianę tematu; w swojej głowie przyznał sobie za to punkt, uznając, że jest to jednak jakieś osiągnięcie. Przyjrzał mu się uważnie, mrużąc lekko oczy, jakby badając czy na pewno do de la Serny dotarło to, co mu powiedział - że nie lubi tego, jak zmienia temat, w domyśle uważając, że to po prostu typowe pierdolenie, które ma odwrócić uwagę od prawdziwego, wartościowego tematu. Wyglądało jednak na to, że Santiago zrobiło się głupio i że faktycznie wziął sobie do serca to skarcenie go przez Palermo, bo niedługo później opuścił głowę i odezwał się, tym razem mówiąc o emocjach i trudnościach, a nie o malowaniu ścian w pokoju dziecięcym. Swoją drogą, Palermo był z siebie w pewnym sensie dumny, bo ostatnio coraz częściej był w stanie sygnalizować to, czego potrzebuje a co mu się nie podoba, więc chyba trochę dorastał pod tym względem. Cóż, szkoda że dopiero w wieku czterdziestu lat.
- Lo se - skinął głową, gdy mężczyzna powiedział, że nie chce, by Salvatierra widział jego słabości. - Pero cada uno tiene sus debilidades. Tú has visto las mías muchas veces y me has ayudado a salir del abismo más de una vez. - usiadł obok niego, również opierając plecy o wannę i położył dłoń na jego dłoni, ostrożnie splatając ze sobą ich palce. Po krótkiej chwili wahania, wsłuchując się w jego kolejne słowa, położył mu głowę na ramieniu i westchnął cicho. - Solo porque veo tus debilidades no me hace respetarte menos. No me hace amarte menos. - przymknął lekko oczy i wziął głębszy oddech, po czym dodał jeszcze, nieco ciszej. - No tienes que ser quien eras antes. La gente cambia, y eso está bien. Yo tampoco soy del todo quien era... por lo que pasó en el túnel, por el nacimiento de Tiago... - podniósł głowę z jego ramienia i przysunął sobie ich splecione dłonie do twarzy, muskając delikatnie wargami każdy z jego palców. - Pero mi amor por ti no cambia. Solo se hace más fuerte y más... maduro.

Santiago de la Serna

La sala por el niño

: ndz sty 04, 2026 3:30 pm
autor: Santiago de la Serna
Spojrzał na ich splecione palce i po chwili ścisnął jego dłoń nieco mocniej, czując przypływ miłości, niosącej jednocześnie ból powodowany myślą o tym, kim był i jak się zachowywał - ponownie pomyślał, że wszystko spieprzył. Powinien był znacznie wcześniej - wiele lat temu - wyznać Alvaro miłość, tym bardziej, że zdawał sobie sprawę z jego uczuć. Powinien był żyć z nim szczęśliwie tyle czasu, ile tylko było mu dane. Jednocześnie wciąż miał wątpliwości, czy rzeczywiście byłoby to dobrym pomysłem, bo przecież w ten sposób świadomie narażałby Palermo na utratę tego szczęścia już niedługo. Co prawda spodziewał się, że jego życie potrwa krócej, niż faktycznie trwało... ale wciąż wiedział, że nie zostało mu dużo czasu.
Mimo wszystko żałował, że nie powiedział mu o swoich uczuciach wcześniej.
Przyłożył usta do jego włosów, kiedy Alvaro położył mu głowę na ramieniu i westchnął ciężko.
- Yo... - zaczął i zaciął się na chwilę - Ojalá no tuviera debilidades. Me enseñaron que un hombre no debe tenerlas, y mucho menos mostrarlas. Por eso he sido un hijo de puta toda mi vida. Por eso mucha gente pensaba que yo carecía completamente de empatía y de capacidad para sentir sentimientos más profundos y hice todo lo posible para que la gente lo creyera.
Zamknął oczy z kolejnym ciężkim westchnieniem, wciąż z twarzą we włosach Salvatierry.
- Me odio.
Zakręciło mu się w głowie z emocji - nie był pewien, czy nie powiedział za dużo. Co prawda wiedział też, że Alvaro nie powiedziałby mu nic złego z tego powodu, ale miał wrażenie, że brzmi teraz, jakby się nad sobą użalał. A może faktycznie się użalał, tylko nie chciał się do tego przed samym sobą przyznać, więc tylko wmawiał sobie, że teraz tłumaczy się Alvaro ze swojego zachowania...? Może to wcale nie było tłumaczenie się, tylko właśnie użalanie? Sam nie był pewien, ale kiedy pomyślał o tej drugiej możliwości, stwierdził, że dość tego dobrego: nie będzie się użalał. Jeśli nawet, to może sobie to robić w samotności (tak, jak przez ostatnie półtora roku), a nie tak, żeby ktokolwiek to widział.

Alvaro Salvatierra

La sala por el niño

: ndz sty 04, 2026 8:58 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro starał się nie myśleć o tych straconych latach i nie rozpatrywać tego co było przez pryzmat "co by było, gdyby wcześniej wyznał mi miłość"; wiedział, że to w żaden sposób nie cofnie czasu i nie sprawi, że wszystko potoczy się inaczej. Akurat w tym przypadku nie miał mu za złe tego, że w jakimś sensie - w swoim mniemaniu głównie - zaprzepaścił te lata, które mogli spędzić razem ciesząc się życiem, swoją bliskością i po prostu być razem. Jedyne co miał mu za złe, to że nie powiedział mu o swojej chorobie i że pozwolił mu myśleć, że przez te półtorej roku nie żył. Tego tak łatwo nie był w stanie zapomnieć, mimo że starał się ten "błąd" wybaczyć i nie wypominał tego Santiago na każdym kroku.
Podobało mu się to, że mężczyzna wtulił twarz w jego włosy - ten gest wydał mu się bardzo czuły i naprawdę aż zrobiło mu się cieplej na sercu. Santiago nie okazywał czułości jakoś przesadnie często, choć Alvaro i tak miał wrażenie, że uczył się tego przy nim i że naprawdę się starał.
- Nunca creí que no tuvieras empatía ni sentimientos más profundos. - westchnął cicho, przykrywając ich splecione dłonie swoją drugą dłonią, jakby tym gestem chciał mu pokazać, że jest przy nim i że wszystko będzie dobrze, póki są razem. - Gracias por decirme esto. Significa mucho para mí. - wtulił się w niego ufnie jeszcze na jakiś czas, milcząc przez chwilę i słuchając, jeśli Santiago zdecydował się powiedzieć coś jeszcze.
W końcu jednak podniósł się z chłodnych kafelków i pomógł wstać także swojemu przyjacielowi, ale tylko na tyle, na ile Santiago potrzebował jego pomocy czy asekuracji. Alvaro nauczył się pomagać w taki sposób, żeby nie narzucać się z tą pomocą, a jedynie oferować możliwość, bo wiedział, że de la Serna nie lubił być słaby i nie lubił, jeśli mu się pomagało. Najchętniej robiłby wszystko sam, nawet jeśli nie zawsze był w stanie i Alvaro, znający go od wieków, doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Antes de ir a decorar la habitación de Tiago, deberíamos dormir un poco. No lo haremos en plena noche. También me gustaría acurrucarme contigo, si no te importa. - oświadczył po drodze do sypialni, obejmując go czule w pasie, przez co mógł go w razie czego asekurować, gdyby zakręciło mu się w głowie. Miał jednak nadzieję, że to uderzenie nie będzie miało większych konsekwencji, a że jeśli nawet coś zacznie się dziać, to Tiago mu o tym powie, po prostu.

Santiago de la Serna

La sala por el niño

: ndz sty 04, 2026 9:35 pm
autor: Santiago de la Serna
Santiago niby zdawał sobie sprawę z tego, że Alvaro nie uważa go za pozbawionego uczuć; ale i tak potrzebował mu powiedzieć, że to nieprawda.
To zdecydowanie była zła noc - najwyraźniej dla nich obu, skoro Alvaro też się obudził, akurat o podobnej porze, co Tiago. De la Serna czuł się fatalnie: jakby teraz zwaliło mu się na głowę wszystko, cały świat, całe jego sukinsyństwo, które stosował. Z jednej strony żałował, że taki był, bo przez to nikt go nie lubił; a z drugiej strony czuł, że po prostu musiał zachowywać się w ten sposób, bo inaczej byłby wzięty za słabego i nie dałby sobie rady z dowodzeniem ludźmi. Nie słuchaliby go, nie miałby autorytetu.
Wstał z podłogi, nie chcąc pomocy partnera - faktycznie wolał zawsze robić wszystko sam i nawet kiedy nie dawał rady ukryć całej swojej słabości, to w każdym razie robił wszystko, żeby pokazać, że jest lepiej, niż w rzeczywistości. Wstawało mu się dość trudno, bo nogi mu trochę drżały i nieco odmawiały posłuszeństwa, ale w końcu - opierając się o wannę - wstał. Mimo wszystko teraz czuł się lepiej, gdy wyrzucił z siebie choć część tego, co leżało mu na sercu i gdy powiedział na głos Palermo, że nie jest w rzeczywistości takim gnojem, na jakiego pozował; że czuł, że musi ukrywać wszelkie słabości (mimo, że dla Salvatierry było to oczywiste).
- Dragones y unicornios - powiedział z lekkim uśmiechem, idąc z przyjacielem do sypialni. Pozwolił mu się objąć w pasie, ale starał się iść mimo wszystko bez jego pomocy... przynajmniej przez część drogi, bo mniej więcej w połowie korytarza w końcu objął jego ramiona i wsparł się na nim. Dałby radę dojść do pokoju sam, ale uczył się przyjmować jego pomoc. Ale jego i tylko jego - pielęgniarce nadal odmawiał pozwolenia na pomaganie mu, kiedy tylko (choćby wielkim wysiłkiem) mógł daną rzecz zrobić sam. Prawdopodobnie pod względem maskowania się przed całym światem był po prostu niewyuczalny.
- Te quiero - wymamrotał, gdy już położył się obok Alvaro niepewnie, kładąc mu głowę na ramieniu. Po chwili wtulił się w niego, chowając twarz w jego szyi - Te amo - wyszeptał - Y gracias por querer estar conmigo a pesar de todo. Por no odiarme. Por... Por querer incluso tener una habitación aquí para el pequeño, a pesar de todo el daño que te he hecho en mi vida.
Westchnął ciężko i pogładził kciukiem jego kark, który obejmował czule dłonią.
- ¿Por qué te despertaste ahora? ¿Tuviste una pesadilla?

Alvaro Salvatierra

La sala por el niño

: pn sty 05, 2026 7:48 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Tak, Alvaro zgodziłby się ze stwierdzeniem, że ta noc nie należała do najlepszych. Coś musiało wisieć w powietrzu, skoro obaj obudzili się w środku nocy i skoro obaj mieli koszmary - o koszmarach Santiago Alvaro nie wiedział, to prawda, ale ewidentnie był w kiepskim stanie psychofizycznym i raczej nie chodziło tylko o to, że znów mięśnie odmawiały mu posłuszeństwa (bo to się czasem zdarzało). Pójście ponownie do łóżka i położenie się spać na jeszcze parę godzin wydawało się więc całkiem dobrym i rozsądnym pomysłem; była opcja, że nie uda im się już zasnąć, ale jeśli by się nie położyli, to nie przekonaliby się, czy ten plan się nie powiedzie.
Uniósł rękę, oferując mu w ten sposób objęcie i możliwość położenia się na swoim ramieniu, a gdy tylko Santiago ułożył się wygodnie Salvatierra przytulił policzek do jego głowy i przymknął oczy. Otulił też ich obu kołdrą, bo jednak zima także w Toronto dawała się we znaki i dom dość mocno się wychładzał nocami, a nie chciał żeby Santi się przeziębił. O samego z siebie dbał trochę mniej, była to sprawa ewidentnie drugorzędna, ale de la Serna miał czuć się dobrze i być zdrowy, koniec kropka.
- Yo también te amo, mi hermoso - uśmiechnął się szeroko, słysząc wyznanie miłości i to w dodatku podwójne; nadal nie mógł się nadziwić ile szczęścia sprawiało mu coś tak przyziemnego, ale w ustach Santiago brzmiało to jak najpiękniejsza melodia świata i mógłby tego słuchać w nieskończoność. - No tienes que agradecerme. No te odiaría en absoluto. Y claro que quiero que el pequeño tenga su propia habitación aquí, porque... porque me gustaría vivir aquí contigo. - nie był pewien, czy nie posuwa się za daleko mówiąc te słowa, ale miał nadzieję, że nie.
Milczał przez chwilę, zastanawiając się nie tyle nad odpowiedzią, ile nad tym, czy mówić mu dokładnie o tym co mu się śniło, gdy jednak zachować to dla siebie. Z drugiej strony... chciał, żeby Santi był z nim szczery, a więc powinien też to odwzajemniać.
- Sí, tuve pesadillas. Soñé con el túnel, con ese momento en que pensé que te había perdido. - zawahał się chwilę, a jego palce zacisnęły się mocniej we włosach mężczyzny, zanim wreszcie dodał. - Probablemente fue el mejor y el peor día de mi vida al mismo tiempo.

Santiago de la Serna