La sala por el niño
: pt sty 02, 2026 10:22 pm
Santiago ogólnie funkcjonował całkiem znośnie: był w stanie zrobić większość rzeczy, czasami nawet wyglądał prawie zdrowo; jednak miewał gorsze momenty od czasu do czasu - jak ten teraz.
Obudził się w środku nocy, dręczony koszmarami podszytymi strachem (do którego się oczywiście nie przyznawał) i poszedł do łazienki na chwiejnych nogach. Trzymał się ściany, bo nie ufał teraz swojemu ciału na tyle, żeby iść prosto. Dotarł jakoś do łazienki, ale gdy wstał z toalety, nogi się pod nim ugięły i runął, uderzając głową o wannę. Zamroczyło go - nawet nie wiedział, na jak długo, ale ocknął się na podłodze, czując ból w skroni i pewną nieprzyjemną lepkość.
Ostatnio nie czuł się najlepiej psychicznie - nawracały do niego uporczywie myśli o tym, że źle robi, dopuszczając Alvaro tak blisko do siebie: że nie powinien, bo niszczy mu tym życie, że przecież to wszystko się zaraz skończy i po raz drugi będą się żegnać. Że już raz zafundował mu swoją śmierć, a teraz naraża go na to po raz drugi. Znów myślał o tym, ile pięknych rzeczy jeszcze chciałby z nim zrobić, a których już najpewniej nie zrobi.
Miał coraz silniejsze poczucie, że przegrał życie - że spieprzył je sobie dokumentnie i zmarnował tych kilka lat, które mogli przeżyć razem w szczęściu. Podejmował w życiu same złe decyzje, był ogólnie nielubiany na własne życzenie, a teraz jeszcze ciągnął za sobą swojego przyjaciela. Leki w końcu przestaną w ogóle działać i wtedy nie będzie już w ogóle żadnej pomocy, żadnego ratunku, żadnych pożyczonych dni ani nawet godzin - był tym przerażony. A jeszcze bardziej przerażała go myśl, że wcześniej Alvaro go zostawi (tak, jak obiecał - taką obietnice Santiago na nim przecież wymógł) i będzie umierał sam. Nie chciał tego, potrzebował, żeby Salvatierra był przy nim, żeby go chociażby przytulił i pomógł przejść na drugą stronę. Nie zamierzał jednak tego wymagać i czuł do siebie odrazę, że w ogóle tego chciał.
Zwinął się na tej podłodze w kłębek i zaczął bezgłośnie płakać, obejmując kolana rękami. Miał tylko nadzieję, że wypłacze się, zanim Alvaro go znajdzie - oby spał smacznie do rana, kiedy już Santiago się uspokoi i będzie znów twierdził, że wszystko jest w porządku, a on niczym się w życiu nie przejmuje.
Alvaro Salvatierra
Obudził się w środku nocy, dręczony koszmarami podszytymi strachem (do którego się oczywiście nie przyznawał) i poszedł do łazienki na chwiejnych nogach. Trzymał się ściany, bo nie ufał teraz swojemu ciału na tyle, żeby iść prosto. Dotarł jakoś do łazienki, ale gdy wstał z toalety, nogi się pod nim ugięły i runął, uderzając głową o wannę. Zamroczyło go - nawet nie wiedział, na jak długo, ale ocknął się na podłodze, czując ból w skroni i pewną nieprzyjemną lepkość.
Ostatnio nie czuł się najlepiej psychicznie - nawracały do niego uporczywie myśli o tym, że źle robi, dopuszczając Alvaro tak blisko do siebie: że nie powinien, bo niszczy mu tym życie, że przecież to wszystko się zaraz skończy i po raz drugi będą się żegnać. Że już raz zafundował mu swoją śmierć, a teraz naraża go na to po raz drugi. Znów myślał o tym, ile pięknych rzeczy jeszcze chciałby z nim zrobić, a których już najpewniej nie zrobi.
Miał coraz silniejsze poczucie, że przegrał życie - że spieprzył je sobie dokumentnie i zmarnował tych kilka lat, które mogli przeżyć razem w szczęściu. Podejmował w życiu same złe decyzje, był ogólnie nielubiany na własne życzenie, a teraz jeszcze ciągnął za sobą swojego przyjaciela. Leki w końcu przestaną w ogóle działać i wtedy nie będzie już w ogóle żadnej pomocy, żadnego ratunku, żadnych pożyczonych dni ani nawet godzin - był tym przerażony. A jeszcze bardziej przerażała go myśl, że wcześniej Alvaro go zostawi (tak, jak obiecał - taką obietnice Santiago na nim przecież wymógł) i będzie umierał sam. Nie chciał tego, potrzebował, żeby Salvatierra był przy nim, żeby go chociażby przytulił i pomógł przejść na drugą stronę. Nie zamierzał jednak tego wymagać i czuł do siebie odrazę, że w ogóle tego chciał.
Zwinął się na tej podłodze w kłębek i zaczął bezgłośnie płakać, obejmując kolana rękami. Miał tylko nadzieję, że wypłacze się, zanim Alvaro go znajdzie - oby spał smacznie do rana, kiedy już Santiago się uspokoi i będzie znów twierdził, że wszystko jest w porządku, a on niczym się w życiu nie przejmuje.
Alvaro Salvatierra