Strona 1 z 2

gdzie dwóch się bije, tam Harvick korzysta

: sob sty 03, 2026 2:01 am
autor: Stanley Knox
Harvick się jutro o wszystkim dowie. Sam mu się do wszystkiego przyznam i poproszę o wyciągnięcie konsekwencji - cokolwiek zasugeruje, tak będzie. Nie będę nic ukrywał - powiem od A do Z.
Tak brzmiała wiadomość, którą Knox wysłał do Wallace pod wieczór tego feralnego dnia, gdzie wejście do sali numer dziewięć zadziałało niczym iskra na beczce prochu - nastąpił niekontrolowany wybuch. O ile te kilka niemiłych słów padło na przestrzeni kilkunastu sekund, tak moralniak Stanleya trwał całe popołudnie. Dodać do tego z dwa, no dobra, trzy drinki i nie potrafił zmrużyć oczu, mając z tyłu głowy swoje zachowanie.
Tak źle się z tym czuł, że aż musiał zdobyć jej numer i ją po prostu przeprosić, obiecać poprawę. Savannah nie była niestety pomocna w tej kwestii, powołując się na odpowiednie przepisy i ustawy, które mówiły, że nie może tak o podawać prywatnych numerów swoich podopiecznych.
Tego samego nie można było jednak powiedzieć o innych rezydentach, którzy nie odmówili chirurgowi i udostępnili tak potrzebny w tamtej chwili numer. Być może pomogła jego pozycja i fakt, że miał pewne znajomości wśród wyżej postawionych osób w hierarchii szpitala, chociaż trzeba było podkreślić, że nic nikomu nie obiecał, bo wtedy mogłoby to podchodzić pod jakąś korupcję. Nikt przecież nie chciał żadnych problemów, prawda?
Zresztą to wszystko było robione w dobrej sprawie.
Następny poranek nie należał do najprostszych. Knox rozważał, czy może jednak nie powinien był tego mówić Harvickowi. Skoro Abigail stwierdziła, że nie ma takiej konieczności... to może jej nie było...?
Niestety była. Zarzekał się, że to zrobi. Powiedział A, teraz musiał powiedzieć B.
Jego kroki zawędrowały prosto do biura Harvicka. Zapukał, a następnie został zaproszony do środka. Nie omieszkał się również zapowiedzieć, że przychodzi z wrażliwym tematem. Profesor wysłuchał jego wersji wydarzeń, gdzie opowiedział o swoim zachowaniu, chociaż wspomniał tylko o wydarzeniach „po wybuchu spod dziewiątki”. Nie mówił nic o poprzednich perypetiach sprzed przybycia Savannah.
Wersja wydarzeń Knoxa została wysłuchana ze stoickim spokojem, a następnie skomentowana w krótki i zwięzły sposób - „Spokojnie, Stanley. Wszystko będzie w porządku”. W swoim Harvickowym stylu poklepał go również po plecach, ponownie zapewniając, że wszystko jest okej.
Kim on był, aby podważać słowa profesora?
A no łatwowiernym idiotą, bo było oczywiste, że coś kręcił. Blondyn dał się uśpić tej całej winie, do której się poczuwał. Te jego słodkie słówka, charyzma i talent mówcy - przepis na problemy. Harvick sprzedałby ich wszystkich na targu, a oni by mu jeszcze podziękowali.
O ile w tamtym momencie nie wiedział, że został uknuty sprytny plan, tak stojąc przed rozpiską operacji wiedział już, co tamten miał na myśli. Wszystko stało się nagle jasne jak słońce.
Pomyśleć, że to miała być tylko rutynowa kontrola. Chciał się tylko upewnić, że wszystko było tak, jak zostało to założone zawczasu. Niestety nie było - nastąpiły zmiany. Nowy asystent.
Sala 3. 10:00 | EVON Arthur - usunięcie wyrostka | KNOX Stanley - WALLACE Abigail
Ładnie to sobie Harvick wymyślił, a nawet przekreślił Harrisona z listy i dopisał ręcznie Abby.
Chciałem ją zablokować od dostępu do stołu, to teraz będę z nią kroił człowieka. No po prostu pięknie.
A Knox miał taki piękny plan, który zakładał, że będzie próbował jej unikać przez najbliższe dni. Cóż, życie rozdało inne karty i nie mógł nic na to poradzić.
Nie pozostało mu już nic innego, jak po prostu się przygotować do operacji. Na spokojnie przestudiował przypadek pacjenta, upewnił się, że cały zespół będzie w gotowości, co zostało mu potwierdzone. Dobry znak.
Do terminowego rozpoczęcia operacji zostało jeszcze kilka minut, a Stanley był już w trakcie dokładnej dezynfekcji rąk, aby w niedługim czasie móc założyć rękawiczki. Potem zostanie mu tylko poprawienie narzędzi, które musiały być perfekcyjnie ułożone.
Wtedy jednak w środku zjawiła się jego dzisiejsza pomocniczka i o ile na samym początku nie był zbyt chętny na większą pogawędkę, tak w końcu się przemógł. Jeszcze byli sami, chociaż w pomieszczeniu obok już trwało skrzętne przygotowanie pacjenta przez anestezjologa i pielęgniarki.
- Abigail - odezwał się, podnosząc wzrok w kierunku dużego lustra, które górowało nad umywalkami - Przepraszam raz jeszcze za swoje zachowanie. Niby wysłałem tego SMS-a, ale to nie jest to samo co powiedzenie tego wprost, więc dlatego to mówię, bo po prostu Ci się to należy - kontynuował, unosząc ręce do góry, aby pozbyć się nadmiarowej wody z dłoni.
- Powinienem był to powiedzieć od razu... No ale cóż... Nie zrobiłem tego niestety wtedy - przełknął ciężej ślinę - Niemniej jednak przyznaję, że pobrałaś Smithowi krew jak prawdziwa profesjonalistka. Nawet Savannah by się nie powstydziła takiej techniki. Niemalże książkowo. I to też nie dlatego, że teraz próbuję się wybielić, a fakt, że widziałem już setki pobrań i było to po prostu imponujące - pochwalił ją, a może wręcz docenił jej kunszt i umiejętności?
- Za chwilę jednak wchodzimy na salę operacyjną i o ile możemy dalej mieć sobie za złe różne zachowania, tak tam - skinął głową w kierunku pomieszczenia obok - Musimy być niczym dobrze działający szwajcarski zegarek. Cała reszta może być kontynuowana na szpitalnych korytarzach, ale nie na sali. Nie kiedy na szali stoi ludzkie zdrowie i życie - nabrał powietrza do płuc.
- Chciałbym, abyś przeprowadziła szycie po dzisiejszym zabiegu - stwierdził? Zaproponował? Wyciągnął dłoń na zgodę i wyszedł z okazją?
Na pewno nie brzmiało to jak rozkaz czy reprymenda. To chyba nie był taki zły znak.

Abby Wallace

gdzie dwóch się bije, tam Harvick korzysta

: sob sty 03, 2026 6:18 pm
autor: Abby Wallace

007.
under the knife, under pressure


2 dni przed wyjazdem do Detroit.

Myślała, że prędko go nie zobaczy.
Łudziła się, że dzięki większej ilości dyżurów na intensywnej oraz onkologii będzie mogła chociaż przez jakiś czas unikać Knoxa i dać tej całej sytuacji, która miała miejsce nieco więcej czasu, by po prostu wyparowała z czasoprzestrzeni i ich głów.
Bo to już nawet nie chodziło o to, co jej powiedział — chociaż zrugał ją jak najgorszego szczeniaka — ale o to, co potem uczynił z tym faktem. Abby była człowiekiem pokojowym, nie biegała za konsekwencjami i naprawdę wolała, żeby coś rozeszło się po kościach, niż żeby zaraz pół szpitala wiedziało, że mieli zgrzyt. A tak właśnie się stało — już następnego dnia Harvic wygadał się komuś gdzieś na korytarzu, ktoś przez przypadek podsłuchał, podał dalej i jeszcze przed lunchem większość personelu wiedziała, że Abigail Wallace i Stanley Knox mieli na pieńku.
Tylko niby co?
Przecież ona mu nawet nie odpowiedziała. To nawet nie była kłótnia, a jednostronny monolog, na który Wallace jedynie skinęła głową. Jasne, w myślach obsmarowała go od góry do dołu, ale przecież o tym nie wiedział nikt. Dlaczego więc było to prezentowane jako kłótnia? Cóż, nie miała bladego pojęcia.
Tak samo jak nie miała pojęcia dlaczego nagle została przypisana na ogólną, kiedy tego dnia miała pomagać na onkologii. A jakby tego wszystkiego jeszcze było mało — dostała asystę przy operacji Knoxa. I niby super, operacja, każdy rezydent przecież tylko o tym marzył, chociaż tego dnia Abby miała mieszane uczucia.
Niemniej jednak bez zbędnego narzekania pojawiła się odpowiednio wcześnie na bloku, zapoznała z kartą pacjenta oraz planem operacji. Przebrała się w szatni, a następnie weszła do pomieszczenia z myjnią chirurgiczną. Jej spojrzenie od razu spoczęło na znajomej sylwetce. Westchnęła cicho i podeszła do kranu, zabierając się za mycie rąk.
Doktorze Knox — rzuciła chłodno, jednak w stu procentach profesjonalnie. Z innymi lekarzami była już na przysłowiowe ty jednak z Knoxem w żadnym wypadku. Zresztą nie było co się dziwić, biorąc pod uwagę jego p r o f e s j o n a l n e podejście do wszystkiego.
Westchnęła głośno gdy znowu zaczął ją przepraszać. Mięśnie mimowolnie się spięły, chociaż Abby nie dała tego po sobie znać. Przez moment pożałowała, że nie założyła maseczki bezpośrednio na twarz przed wejściem. Przynajmniej miałaby dobry pretekst, żeby mu nie odpowiadać.
Tak jak już wspomniałam w wiadomościach… — zaczęła spokojnie, unosząc spojrzenie do lustra, by spojrzeć na jego odbicie. — Nie ma problemu. Każdemu się zdarza. Nie chowam urazy i naprawdę nie potrzebuje kolejnych przeprosin. Dla mnie jeden, prosty komunikat jest zdecydowanie wystarczający — i mniej niezręczny. Bo jeszcze w SMSach mogła chociaż rozchodzić odpowiedź, zanim kliknęła wyślij. Tutaj natomiast stali ramię w ramię, a to czyniło atmosferę nad wyraz gęstą. A przecież mieli to już wyjaśnione. Po co więc odgrzebywać coś, co już dawno zostało zakopane?
Uniosła wysoko brew na uwagę o jej sposobie pobierania krwi. Aż tak mu zaimponowała? Nagle, pobieraniem krwi? Czy po prostu chciał się przymilić?
To tylko zwykłe pobranie — wzruszyła ramionami, okazując obojętność. — Nijak ma się do operacji na otwartym sercu czy mózgu — zauważyła. Co druga osoba w tym szpitalu potrafiła to zrobić, dlatego nie powinno to być nic niesamowitego — operacje natomiast były o wiele bardziej wymagające. Wymagały odpowiednich umiejętności i stalowej ręki, która nigdy się nie wahała.
Wysłuchała go uważnie, kiedy mówił o operacji, wejściu na sale i realcji, która powinni zachować i Abby już naprawdę nie wiedziała, czy Knox po prostu lubił sobie pogadać czy jednak miał tendencje do wyolbrzymiania?
Wiem, jak powinnam zachowywać się na sali operacyjnej — w jej głosie dało się słyszeć wyrzut. Odwróciła się w jego kierunku, łapiąc błękit oczu już nie przez wielkie lustro a twarzą w twarz. — Rozumiem, że dla doktora jestem pierwszorocznym rezydentem, ale to nie znaczy, że nie jestem odpowiednio przeszkolona — to że raz pogadały głupoty z facetem z windy, który był na wózku nie znaczył, że będzie sobie stroiła żarty podczas wycinania wyrostka z typem, który jest pod znieczuleniem. To chyba logiczne?
Dobrze — skomentowała krótko, kiedy wspomniał, że będzie mogła zaszyć pacjenta. Nie było to jakieś spełnienia marzeń, ale fakt, że będzie mogła zrobić cokolwiek wiecej na sali za drzwiami, budziło ekscytacje.

Stanley Knox

gdzie dwóch się bije, tam Harvick korzysta

: ndz sty 04, 2026 11:52 am
autor: Stanley Knox
Nie zakładałby, że Harvick będzie tak gadał na lewo i prawo. W końcu był jego przełożonym, a Knox przyszedł do niego z problemem zawodowym, nie prywatnym, chociaż panowie dobrze się znali i kolegowali.
Nigdzie nie wspomniał, że ten temat powinien wyjść poza cztery ściany jego biura. Stanley myślał, że tak rzeczywiście było, ale wszystko wskazywało na to, że się mylił. Tego jednak jeszcze nie mógł wiedzieć.
Z drugiej strony jasno nakreślił, że ją niesłusznie zjebał. Nigdzie nie powiedział o żadnej kłótni, a jedynie o swoim wybuchu i fakcie, że przypadkowo zastosował pewnego rodzaju przemoc - o ile tak można nazwać zaciskanie jej nadgarstka i blokowanie jej własnej woli.
Czy w takim razie zasługiwała na przeprosiny w cztery oczy?
Jak najbardziej, bo została niesłusznie tak potraktowana.
To było trochę jak z rozstaniem - trzeba było mieć odwagę cywilną, aby powiedzieć to w twarz drugiej osobie, a nie załatwiać wszystko poprzez te całe wiadomości. Szkaradztwo XXI wieku.
Na jej słowa odnośnie „tylko zwykłego pobrania” pokręcił głową, chociaż pojawił się lekki, niemal niedostrzegalny uśmiech w kącikach jego ust. W końcu to „zwykłe pobranie” było podstawową metodą oceny stanu pacjenta. Dziewięćdziesiąt procent zabiegów i profilaktyki wymagało pobrania krwi, a nie grzebania w czyimś sercu lub mózgu. Zrobienie tego w precyzyjny sposób powinno zostać docenione. Wystarczyło spojrzeć na niektórych osobników - innych rezydentów - aby dostrzec, że to wcale nie była taka podstawowa umiejętność. Oczywiście takich kompetencji oczekiwałby od zawodowej pielęgniarki, a nie świeżo upieczonego adepta.
- O zabiegi na otwartym sercu nie masz co się martwić. Przy dobrych wiatrach albo przy podchodzeniu do innych spraw tak jak do pobierania krwi, za jakieś dwadzieścia lat będziesz w stanie to wykonać samodzielnie - marne pocieszenie, ale takie były realia. W tych słowach nie było też żadnego jadu związanego z ich wcześniejszymi wydarzeniami. Knox chciał jedynie podkreślić, że jeżeli będzie podchodziła do anatomii serca z taką dokładnością jak do pobierania krwi, to czeka ją świetlana przyszłość.
Kardiochirurgia nie była prosta i w całej Kanadzie było może dwustu czy trzystu specjalistów, którzy się tym zajmowali. Jeżeli Abigail nie wycofa się ze swojego postanowienia, to była jeszcze daleka droga przed nią, ale najpewniej usłana wieloma sukcesami.
- Pewne procedury wymagają ode mnie powiedzenia pewnych słów w kierunku pierwszaków, więc muszę to zrobić albo sam wystawię się na ewentualne problemy. To nic personalnego - odparł, również odwracając głowę w jej kierunku, bo trochę to wymusiła. Knox preferował w tej chwili spojrzenia na linii Stanley - lustro - Abigail, bo gwarantowały pewną dozę ochrony.
- Niezmiernie mnie to cieszy, że jesteś odpowiednio przeszkolona. Napawa to optymizmem na przyszłość - przystąpił do zakładania rękawiczek, stosując technikę „zamkniętą”, uciekając na chwilę wzrokiem. Antyseptyka była podstawą, a przy okazji świetną wymówką, aby spojrzeć na coś innego.
Kiwnął głową na jej potwierdzenie. Blondyn sprawdzał jej podejście, a w głowie miał już nieco odmienną wizję. Ta jednak musiała poczekać na moment przedstawienia planu operacji z resztą personelu.
- To teraz jeszcze wymyśl repertuar muzyczny, który będzie leciał na sali - zakomunikował, powracając do niej wzrokiem. Puszczanie muzyki było normalną procedurą, która pozwalała się odstresować i pomagała w trakcie operacji. Oczywiście głośność musiała być dostosowana tak, aby nie zakłócać komunikacji na sali, ale Stanley często z tego korzystał, oddając wybór repertuaru swoim partnerom od skalpela. Chcąc lub nie chcąc, Abigail właśnie miała zostać taką partnerką.
- Jeżeli jesteś gotowa, daj znać - poprosił, dalej się jej przyglądając - Zawołamy Katy, która nałoży maski, i będziemy mogli udać się do środka. Potem tylko jeszcze szybki briefing i rozpoczniemy operację - dodał, chociaż chyba nie musiał tego robić, wszak Wallace znała procedury.
Ale tak jak już jej powiedział - był do tego zmuszony, bo wymagały tego niektóre zasady i reguły.

Abby Wallace

gdzie dwóch się bije, tam Harvick korzysta

: wt sty 06, 2026 10:12 am
autor: Abby Wallace
Dwadzieścia lat. To kurwa pocieszył.
Jakby nie wystarczył fakt, że człowiek już prawie połowę swojego życia spędził na wieloletnich studiach i praktykach, że czekały jeszcze lata rezydentury — wciąż trzeba było przepracować jeszcze drugie tyle, żeby samemu przeprowadzić operacje. Z drugiej strony, dobrze wiedziała na co sie pisze. Nie bez powodu nie chciała zostać pierwszym lepszym lekarzem rodzinnym, który przepisuje recepty i leczy grypy. Ona chciała leczyć życia. Wykonywać pracę, która pozwalała ludziom zostać dłużej na świecie, czuć, bawić się, śmiać i czerpać pełnymi garściami. Za taką cenę nawet perspektywa dwudziestu lat była jeszcze do zniesienia.
Chociaż nie do zniesienia było to, jak Knox mówił o procedurach. Rozumiała jego profesjonalizm, a jednak czasami naprawdę go nie kupowała. Jakoś nie była w stanie uwierzyć, że jeden człowiek potrafił być tak zafiksowany na punkcie zasad jak on. I to już nawet nie chodziło tylko o salę operacyjną, ale przecież fakt, że pomimo jej zapewnień że jest okej on i tak poszedł się podłożyć do Harvica.
Kto tak robi?
Kto naumyślnie rzuca sobie kłody pod nogi tylko w imię zasad?
Z pewnością nikt normalny.
Wspaniale — westchnęła w końcu, zmuszając się do jakiejkolwiek odpowiedzi na jego słowa. — Skoro procedury mamy już za sobą, rozumiem, że możemy przejść do rzeczy przyjemnych? — chociaż może ona również nie była normalna, skoro nazywała wycięcie wyrostka czymś p r z y j e m n y m? A może było to zwykłe zboczenie robocze? W końcu każdemu znane było powiedzenie, że praca powinna sprawiać przyjemność. Jeden lubił grzebać w ziemi, drugi w komputerze, a jeszcze inni — jak ona i Knox — lubili grzebać w ludziach. Proste? Proste.
Chociaż wcale nie takie proste okazało się pytanie o dobór repertuaru muzycznego. Lubiła za dużo rzeczy i miała zbyt specyficznie porobione playlisty, by mogła teraz tak od ręki podać po prostu jeden gatunek muzyczny, który by ją zadowolił.
Może Bach albo Beethoven? — zaproponowała w pierwszej chwili, gryząc się w brzeg policzka, próbując zachować odpowiednią powagę. Jednak po chwili faktycznie spoważniała, dochodząc do piorunującego wniosku, że przecież nie znała gustu muzycznego Knoxa i co jeśli jemu ten pomysł faktycznie się spodoba? Wtedy. Kurwa. Przypał. Dlatego od razu odchrząknęła i na nowo wbiła spojrzenie w jego niebieskie oczy. — Może być Green Day — stwierdziła w końcu. Nasłuchała się w trakcie praktyk już wielu różnych repertuarów i łatwo było zauważyć, że do smętów operowało się raczej średnio, a punk rock? Punk rock zdawał się być idealnym motywatorem do żwawej pracy.
No chyba, że doktor woli coś… nudniejszego, to chciała powiedzieć. — ...innego, to też git — wzruszyła ramionami. Nie miała zamiaru mu znowu podpaść, dlaczego absolutnie nie miałaby nic przeciwko, jakby jednak chciał zmienić jej wybór. Aż tak jej nie zależało na tym Green Day — tak rzuciła pierwsze lepsze, co jej przyszło do głowy. Lubiła wielu artystów i nigdy nie ograniczała się do jednego gatunku.
Wołajmy Katy — odezwała się po chwili. — Nie ma co kazać pacjentowi czekać. Za długo też nie można spać — stwierdziła bardziej żartem niżeli miało to cokolwiek więcej wnieść do rozmowy lub prezentować jakieś faktyczne skutki uboczne.
Wspólnie poczekali na pielęgniarkę, która założyła Abby rękawiczki jak i maseczkę, i chociaż Wallace chciała uraczyć ją szczerym uśmiechem, nie był on już widoczny na jej twarzy. Jedynie oczy wystawały z całego outfitu, a zaraz potem zatrzymały się na tych Knoxa.
Możemy ruszać.

Stanley Knox

gdzie dwóch się bije, tam Harvick korzysta

: wt sty 06, 2026 7:31 pm
autor: Stanley Knox
Przejść do rzeczy przyjemnych? Knox tylko zmrużył oko, bo ostatnio oglądał Dextera, tylko tam to policjant miał dziwne zainteresowania, a tutaj Abigail wychodziła z takim stwierdzeniem. To też nie było tak, że ją oskarżał o jakieś nocne wypady, aby kogoś pociąć w jakiejś bocznej uliczce, ale było to dosyć interesujące stwierdzenie, które padło z jej ust. Bo o ile nie miała aparycji seryjnego mordercy, tak tkwiła w tym nuta niepewności.
Ale czy nie mówiła prawdy? No trochę mówiła, bo Stanley też lubił sobie pociąć człowieka, coś mu pomieszać w bebechach, a potem go zszyć. Czy to już było zboczenie zawodowe?
Gdyby to miała operować teraz z Harvickiem, to zapewne by się jej nawet nie zapytał, bo to on był szefem i on zawsze decydował o repertuarze, ale zapewne spodobałaby mu się propozycja Bacha czy Beethovena. Knoxowi było to w zasadzie obojętne - liczył się fakt, że coś im będzie grało w tle i nie będą tylko słyszeli własnych oddechów, ssaka czy innych aparatur medycznych.
- No to będzie Green Day - kiwnął głową - I nie doktor, a Stanley. Na sali nie ma miejsca na te wszystkie zwroty, tytuły i inne takie rzeczy - dodał jeszcze, aby mieli jasność. Nie było to wypowiedziane w tonie reprymendy, który mogła już poznać, a raczej w ramach małej ciekawostki. Harvick też zostawał Harvickiem, bo nikt nie miał czasu na to, aby wymienić jego wszystkie tytuły i godności do każdego pytania czy stwierdzenia.
Słysząc jej mały żarcik, blondyn obniżył głowę, aby się przypadkiem nie roześmiać, bo Arthurowi to było wszystko obojętne, ile będzie spał, i w zasadzie to mogli poprosić anestezjologa, aby dorzucił mu jeszcze jedną dawkę. Szkoda, że nie miał już maski założonej, bo tak to mógłby się uśmiechnąć pod nosem, a tak to musiał wystarczyć uniesiony kącik ust.
Knox jednak długo nie zwlekał i poprosił Katy o pomoc oraz upewnienie się, że na sali rzeczywiście poleci Green Day - tak jak sobie zażyczyła Wallace. O ile wpierw założyła maseczkę niebieskookiemu, tak kiedy robiła, pomagała Abigail, zacisnęła kciuki, chcąc jej pokazać, że wspiera ją w tym wejściu na salę. Katy naprawdę jej kibicowała i chciała, aby wszystko poszło bez żadnych problemów.
- Ruszajmy więc - oparł się plecami na drzwi, aby te się otworzyły - Będzie dobrze - rzucił jeszcze, przepuszczając Wallce przodem. Czemu to powiedział? A bo Knox zmienił plan działania, chociaż Abby nie mogła o tym jeszcze wiedzieć.
Kiedy znaleźli się już wszyscy na sali, w całym komplecie, Stanley - tak jak przystało na niego i jego przypadłość - zaczął poprawiać narzędzia, aby były perfekcyjnie ułożone. Nie mówił nic w tym czasie, a jedynie lekko je przesuwał przy użyciu małego palca. Muzyka zaczęła po cichu grać w tle.
- Dobrze - zaczął, kończąc swoje małe poprawki - Zaczniemy od stop-time'u, później ustalimy przebieg operacji krok po kroki i zaczniemy działać - rozejrzał się po wszystkich swoich współpracownikach, którzy stali teraz nad pacjentem. Ich zespół liczył pięć osób - Stanley jako chirurg główny, Abigail jako asystent chirurga, Kate jako pielęgniarka pomagająca, Martha jako pielęgniarka operacyjna i Tom jako anestezjolog. Wszystkim poświęcił sekundę, może dwie, a Wallace z cztery.
- Martha, jakbyś mogła spojrzeć na opaskę na ramieniu pacjenta i potwierdzić. Katy to samo, ale z karty pacjenta- poprosił - Evon Arthur, mężczyzna, wiek 38, usunięcie wyrostka robaczkowego, brak przeciwwskazań na metodę laparoskopową - spojrzał to na jedną, to na drugą. Obydwie kiwnęły głową, a następnie upewnili się, że wszystkie potrzebne narzędzia są w normie oraz żadne alergie czy antybiotyki nie przeszkadzają w kontynuacji procesu. Nie omieszkał też sprawdzić, czy mają zapas krwi na czarną godzinę.
Procedury, procedury i jeszcze raz - procedury.
- Dobrze. Jedno za nami - westchnął - Teraz plan działania. Zaczynamy od nacięć w trzech miejscach. Zielona sekcja to nacięcie dla laparoskopu, dwie czerwona na narzędzia. Wprowadzimy igłę Veressa i podamy dwutlenek węgla, który wypełni jamę brzuszną. Następnie wprowadzimy laparoskop, który pozwoli nam wszystko lepiej widzieć, by chwilę później wprowadzić narzędzia chirurgiczne. Prowadzimy operację, czyli usuwamy wyrostek. Pozbywamy się gazu, zszywamy pacjenta i oddajemy go do sali wybudzeń - wytłumaczył, rozglądając się ponownie po całej załodze.
- Podział zadań: Tom - pilnowanie stanu pacjenta, Martha - wsparcie mnie i Abigail, Katy - wsparcie Marthy- rozdał polecenia do pozostałych członków zespołu medycznego, a następnie przeniósł spojrzenie na Abby - Nacięcie pacjenta - Abigail. Wprowadzenie igły Veressa - Abigail. Wprowadzenie laparoskopu i kontrolowanie go - Abigail. Wprowadzenie narzędzi i wycięcie wyrostka - Stanley. Pozbycie się gazu - Abigail. Zszycie pacjenta - Abigail - nabrał powietrza do płuc - Wykonamy to wszystko powoli, praktyka czyni mistrza. Będę tłumaczyć w razie potrzeb. Jak poczujesz się niepewnie, daj mi znać. Przejmę stery, dobrze? - wbił swoje tęczówki w jej własne.
- Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub spostrzeżenia? - zapytał ogółu na sali.

Abby Wallace

gdzie dwóch się bije, tam Harvick korzysta

: czw sty 08, 2026 11:41 pm
autor: Abby Wallace
Zdziwiła się, kiedy kazał do siebie mówić po imieniu. Raczej nie było tego w procedurach, a lekarze zazwyczaj woleli, by zwracano się do nich po nazwisku, nawet jeśli ucinało się z przodu doktorze. Tylko może jemu to wcale nie przeszkadzało? Abby jeszcze sama nie wiedziała, jak do tego podejść. Z jednej strony łamało to pewne granice i tworzyło relacje o wiele bardziej ludzką, normalna, a jednak w tym samym czasie gubiło gdzieś ten cały profesjonalizm, na którego punkcie Knox zdawał się mieć nie małego bzika.
I może nawet zastanawiałąby się nad tym jeszcze dłużej, rozkminiała i rozkładała na czynniki pierwsze, jednak nie było na to czasu — pacjent czekał już na sole, uśpiony i gotowy do operacji. Skinęła więc jedynie głową, dając mu znać, że przyjęła wszystko do wiadomości, a kiedy maska i rękawice znalazły się tam gdzie powinny, ruszyła na salę.
Spojrzała na niego przelotnie dopiero, gdy przepuścił ją w drzwiach. Chociaż doceniła ten drobny gest w postaci słów otuchy, Knox i tak nie mógł zobaczyć delikatnego uśmiechu, który mu posłała.
Sala operacyjna uderzyła ją jasnym, chłodnym światłem lamp, które wisiały tuż nad stołem. Było tu cicho — tylko rytmiczne piknięcia aparatury i szmer rozmów w tle, które pielęgniarki prowadziły z anestezjologiem. W powietrzu czuć było zapach środków dezynfekcyjnych, ten sam, który towarzyszył już jej od lat. Serio, czuła go częściej, niż swoje własne perfumy.
Uniosła delikatnie podbródek, słuchając rozdzielanych zadań — i choć pod grubą warstwą materiału maski nie było widać nawet skrawka jej twarzy, oczy zdradzały jedno: skupienie. Bo chociaż Wallace na co dzień była wyjątkowo narwana, tak kiedy sytuacja tego wymagała, potrafiła się należycie skupić.
Plan, który wyłożył Knox, z początku ją zaskoczył. Nie spodziewała się po nim tak wielkiego kredytu zaufania. Nacięcia. Veress. Kamera. Zszycie. Więcej, niż zakładała. Zdecydowanie więcej, niż spodziewała się po kimś, kto jeszcze niedawno zrugał ją od góry do dołu. Przez moment zastanawiała się, skąd wzięła się u niego ta nagła zmiana serca, jednak nie było czasu na dłuższe rozkminianie.
Pacjent leżał już znieczulony, spokojny, oddychający równym rytmem pod opieką anestezjologa. Na jego brzuchu były zaznaczone punkty wejścia. Abby spojrzała na nie krótko.
Mogę zaczynać? — spytała, chcąc się jeszcze upewnić, że Stanley nie planował jeszcze przechodzić przez jakiekolwiek inne procedury.
Gdy dostała zielone światło, kontynuowała.
Pierwsze nacięcie było niewielkie. Skóra ustąpiła pod ostrzem bez oporu, a ona poczuła, jak ciało automatycznie przechodzi w tryb pracy. Ręce działały pewnie, bez drżenia. Kamerę wprowadzono delikatnie, a ekran już po chwili pokazał odpowiedni obraz.
Widoczność dobra — rzuciła Katy, kontrolując parametry.
Abby skinęła głową, nawet na nią nie patrząc. Wzrok miała utkwiony w ekranie, gdzie wnętrze jamy brzusznej rysowało się wyraźnie. Dokładnie tak, jak powinno. Dobrze. Prowadziła laparoskop spokojnie, bez gwałtownych ruchów, korygując kąt o kilka stopni, kiedy obraz tego wymagał.
CO2 podany — odezwał się Tom od strony aparatury.
Widzę — odpowiedziała krótko, obserwując, jak przestrzeń robocza stopniowo się otwiera. — Ciśnienie w normie.
Dopiero wtedy, na ułamek sekundy, zerknęła w bok — nie na Knoxa wprost, raczej w jego stronę, żeby się przypadkiem nie rozproszyć. Chciała mieć pewność, że widzi to samo, co ona. Że obraz jest czytelny, a tempo odpowiednie. Skorygowała jeszcze raz ustawienie kamery.
Możesz wchodzić z narzędziami — dodała, cofając się minimalnie, żeby dać mu przestrzeń.

Stanley Knox

gdzie dwóch się bije, tam Harvick korzysta

: sob sty 10, 2026 4:33 pm
autor: Stanley Knox
Nikt nie zgłosił żadnych pytań, zażaleń czy uwag, więc wszystko wskazywało na to, że byli gotowi. Mogli zaczynać operację.
Knox kiwnął głową Wallace na znak zgody, aby mogła przystąpić do działania. Zgodnie z przyjętymi zasadami przeszli przez wszystkie potrzebne procedury - pacjent i jego przypadłość zostały potwierdzone, zadania oddelegowane, a wszelka potrzebna aparatura również była na miejscu. Jego podopieczna miała zielone światło - pierwsze nacięcie mogło zostać wykonane.
O ile Stanley tkwił w bezruchu, tak jego oczy bacznie obserwowały działania Abigail. Chciała złapać jakiś przyrząd? Wzrok blondyna podążał za jej dłońmi, śledząc to, co będzie robiła. Przesuwała je nad pacjentem? Knox robił to samo.
Nie komentował nic, nie robił min, nie robił niczego. Oddychał i tylko obserwował. Notował. Zapewne też oceniał, chociaż starał się nie zdradzać zbyt wiele przy pomocy swojej mimiki - tu z pomocą przychodziła maseczka i czepek, które idealnie przysłaniały twarz.
Z drugiej strony Wallace nie popełniała żadnych błędów, więc nie było się do czego przyczepić. Nacięcie? Dobry, sprawny ruch - odpowiednio dobrana siła i szybkość. Ręka? Stabilna, pewna, rozluźniona. Pierwszy punkt z listy odhaczony - ocena pozytywna.
Punkt drugi - laparoskop. Wprowadzony odpowiednio, powoli. Operowanie urządzeniem? Na plus, bez zbędnego pośpiechu - w końcu to nie był żaden wyścig. Kamera z sekundy na sekundę pozwalała zobaczyć coraz więcej, a Abigail podążała w poprawnym kierunku, namierzając w końcu punkt docelowy. Knox również mógł uznać to zadanie za zaliczone.
Podanie CO2 przez Toma sprawiło, że wszystko stało się jasne i widoczne jak na dłoni. Piękny wyrostek, to znaczy straszliwa przypadłość powodująca wiele bólu pacjentowi, ale wspaniały przypadek do przeprowadzenia operacji. Takie małe zboczenie, które objawiało się wraz z kolejnymi zabiegami.
- Dziękuję - zwrócił się do Abigail, wpatrując się jeszcze przez chwilę w nacięte ciało pacjenta, by następnie przenieść wzrok w kierunku monitora - Spokojnie. Starczy miejsca dla wszystkich - zapewnił ją, nie przesuwając się ani o krok w żadną ze stron.
Powieka mu zadrgała, oko się zmrużyło. Na krótką chwilę nawet odłączył się od rzeczywistości, choć szybko do niej powrócił. Mieli rozciętego klienta i musieli poskładać go w spójną całość.
- Dobrze. Przechodzimy do sedna operacji - zakomunikował i czym prędzej wprowadził narzędzia do brzucha pacjenta. Powoli i z gracją godną baletnicy podążył w kierunku wyrostka, który obserwował przy pomocy kamery. Wzrok Knoxa wędrował między jego dłońmi a tym, co pokazywał laparoskop.
- Mamy odnalezioną naszą przypadłość. Trzeba ją wypreparować i usunąć - kiwnął głową w stronę monitora, choć było to raczej przerostem formy nad treścią, bo wszyscy i tak obserwowali teraz ekran i widzieli dokładnie to samo - wyrostek przed wycięciem. Stanley jednak miał zamiar tłumaczyć i opowiadać o tym, co robi, aby Abigail mogła wykorzystać tę wiedzę w przyszłych przypadkach, a może nawet samodzielnie przeprowadzić taką procedurę - oczywiście pod obserwacją bardziej doświadczonego chirurga, ale mogłaby wtedy wykonać wszystkie zadania od A do Z.
- Podciągamy krezkę, następnie korzystamy z koagulacji bipolarnej, aby uzyskać lepszą widoczność, szybszą hemostazę i zminimalizować uszkodzenia otaczających tkanek - tłumaczył, wykonując dokładnie te czynności, o których mówił. Ponownie spokojnie i bez pośpiechu - zupełnie jakby miał na to cały dzień.
Muzyka cicho grała w tle, aparatura pikała, a blondyn skupiał się na ekranie, choć od czasu do czasu jego wzrok przenosił się również na parametry pacjenta.
- Teraz podwiązujemy kolegę i zamykamy podstawę wyrostka - jak powiedział, tak zrobił - I odcinamy wy-ro-stek - mówiąc te słowa, sprawnym ruchem pozbył się przypadłości, która trapiła ich dzisiejszego pacjenta. Nie dostrzegł żadnych pozostałości zapalnych ani zanieczyszczeń, więc pozostało jedynie upewnić się, że nigdzie nie doszło do krwawienia.
- Jakieś krwawienie? - zapytał zespół, aby wszyscy również rzucili okiem - Poruszaj proszę, Abigail, i sprawdź okolicę. Jeżeli nie będzie nic, możemy usuwać narzędzia i zamykać pacjenta - zakomunikował, przenosząc spojrzenie w kierunku Wallace. Trochę wyglądało to na "Kubrick stare" pod względem pochylonej głowy, chociaż nie było w tym żadnego szaleństwa czy obłędu, a fakt, że Knox spoglądał na ciało pacjenta.

Abby Wallace

gdzie dwóch się bije, tam Harvick korzysta

: pn sty 12, 2026 5:50 pm
autor: Abby Wallace
Czuła na sobie jego wzrok.
Nawet kiedy wykonywała nacięcie i ustawiała się do niego tyłem, wprowadzając laparoskop — czuła jego spojrzenie na własnych plecach, a przede wszystkim rękach. Szukał powodu, żeby się doczepić? Znowu chciał ją zgrugać? Czy tym razem faktycznie po prostu postanowił być dobrym mentorem i nauczycielem i po prostu nadzorować? Z początku sama nie miała pojęcia, która opcja aktualnie siedziała w jego głowie.
Dopiero po chwili, kiedy to Abby wykonywała kolejne czynności, a z jego ust nie wybrzmiewała żadna uwaga, doszła do wniosu, że może faktycznie nie szło jej najgorzej. Doceniła u niego ten brak czepialstwa i nawet uśmiechnęła się pod nosem, czego akurat nikt nie mógł zobaczyć. A może było to spowodowane nie tylko brakiem poprawek ale po prostu samym faktem, że była właśnie częścią operacji?
Niby była to rzecz, przez którą przechodzili wszyscy rezydenci, ale przecież doskonale wiedziała, jak c i ę ż k o było się dostać na blok na pierwszym roku i jeszcze zrobić coś więcej niż szycie na koniec. Pierwszoroczniaki raczej oglądali zabiegi z galerii na górze, ewentualnie stojąc biernie obok i powtarzając w głowie wszystko, co oni by zrobili, gdyby tylko dostali szanse. A tu proszę — nie dość, że mogła zrobić o wiele więcej niż szycie, to jeszcze na tak wczesnym etapie. Chyba będzie musiała schować dumę do kieszeni i podziękować Knoxowi po operacji.
Zrobiła krok w tył, by zrobić mu miejsce, a jednak on przywołał ją bliżej, dlatego bez większego zawahania faktycznie wróciła na swoje miejsce, teraz stojąc tuż obok, z widokiem na ekran i jego dłonie pracujące z niemal podręcznikową precyzją.
Abby przenosiła wzrok raz na ekran, raz na jego ręce, próbując połączyć jedno z drugim. Obraz z laparoskopu był czysty i wyraźny (dzięki Tom) — wyrostek prezentował się dokładnie tak, jak na rycinach z podręczników, tylko że teraz nie był płaski i papierowy.
Słuchała uważnie, kiedy tłumaczył kolejne kroki. Nie mówił za dużo, ale wystarczająco, żeby wszystko miało sens. Podciągnięcie krezki. Koagulacja. Kontrola. Każde słowo trafiało na swoje miejsce, a ona w myślach układała sobie to wszystko krok po kroku, jakby już za chwilę miała zrobić to sama (może za kilka lat).
Muzyka w tle niemal zniknęła, a przynajmniej Wallace zdawała się jej nie zauważać. Była za bardzo skupiona na pacjencie i rękach Knoxa. Trzymała laparoskop stabilnie, reagując na najmniejsze ruchy S t a n l e y a, korygując obraz o milimetry, gdy było trzeba. Nienaganna praca zespołowa.
Kiedy wyrostek został odcięty, poczuła krótkie ukłucie satysfakcji. Taki moment, jakby właśnie coś wygrali, chociaż w rzeczywistości to pacjent na stole wygrał szansę na lepsze życie. Ale oni również mogli traktować to jako sukces.
Operacja weszła w fazę domykania.
Na pytanie o krwawienie zareagowała od razu. Delikatnie poruszyła kamerą, przesuwając obraz wzdłuż operowanego obszaru. Sprawdzała dokładnie, cyz nie ma tam nic nipokojącego. Raz jeszcze. I jeszcze raz.
Czysto — powiedziała w końcu. — Nic nie widzę — chociaż dla pewności zmieniła jeszcze kąt, przybliżyła obraz, a potem cofnęła go nieco. Przezorny zwsze ubezpieczony, nie? Nadal nic. Dokładnie tak, jak powinno być. I zajebiście. Znowu uśmiechnęła się pod nosem.
Wygląda na to, że możemy zamykać? — dopytała jeszcze dla pewności. Niby sam to powiedział, ale przecież tutaj nie było miejsca na jakieś niedopowiedzenia, czy pomyłki. Poza tym, nie chciała mu znowu podpaść. — Dokto… — zawahała się, prostując. — Stanley. Jaka decyzja?

Stanley Knox

gdzie dwóch się bije, tam Harvick korzysta

: pn sty 12, 2026 10:14 pm
autor: Stanley Knox
Prawdę mówiąc, to bardzo dobrze szło jej operowanie laparoskopem jak na kogoś z jej stażem. Instynktownie przesuwała kamerę w miejsce, w którym akurat była potrzebna. Obraz nie latał, nie był chaotyczny - był po prostu w sam raz. A to wszystko bez konieczności posłania wrogiego spojrzenia spod uniesionej brwi, tak jak to miało miejsce w przypadku kilku innych rezydentów, z którymi przyszło mu dzielić stół operacyjny. Nawet Harvick otrzymał takie spojrzenie, bo źle mu pokazywał. W końcu sobie świecił, czy jemu? Odpowiedź była prosta.
Czapki z głów panno Wallace.
Mając wiedzę, że potrafiła współpracować, a nawet podświadomie odczytywać stan operacji i nanosić korekty do narzędzi, którymi operowała, Knox musiał się porządnie zastanowić. Z pewnym trudem - bo jednak dalej była świeżoupieczonym pierwszakiem - ale naprawdę dawała radę, co czyniło z niej wartościową osobą pośród zespołu w trakcie operacji.
Czysto. Rzeczywiście tak było. Czysto. Żadnych mikrourazów czy krwotoków, które wymusiłyby na nich diametralnej zmiany podejścia do sytuacji.
Ponownie sprawnie prześledziła okolicę, pozwalając im, aby upewnili się co do stanu pacjenta. Znowu stabilnie, pewnie i bez zawahania. Zupełnie jakby robiła to od dobrych piętnastu lat, a przecież ludzie z takim stażem nie korzystali z laparoskopu z taką gracją, a Wallace? Ona była w swoim świecie, żywiole? Po prostu nie mieściło to się w głowie.
I ponownie Stanley był w szoku. Zmrużył oko, przyglądając się temu, jak posługiwała się laparoskopem - po prostu wow. Gdyby nie fakt, że mieli maski, czapki i rękawiczki, to, przejechałby zaraz po swojej twarzy w zdziwieniu.
Teraz, chociaż jego mina była skryta w tym, co blokowało go od przetarcia twarzy, mógł się dziwić do woli, a i tak by nikt tego nie zauważył. No chyba, że ktoś nauczył się czytać jego wyrazy twarzy, które mówiły wiele - jeżeli nie wszystko.
- Czysto - powtórzył, zgadzając się z jej opinią - Można zamykać - rzucił do zespołu, chociaż to było polecenie skierowane do konkretnej osoby - Czyń honory, Abigail - zwrócił się de facto do niej, odsuwając na bok, aby miała więcej miejsca i swobody do manewrowania. W końcu to Abby miała szyć według pierwszej wersji Knoxa. Miała tylko szyć - tak jak jej powiedział w trakcie sterylizacji rąk, a jednak zrobiła dużo więcej.
- Katy, proszę odnotować godzinę. Przyda się do raportu - odhaczał kolejne polecenia ze swojej listy - Martha, proszę przygotować narzędzia do szycia. Wycinek jak zawsze należy odesłać na badania. Tom, wybudzanie pacjenta i jego kontrola, jak zostanie przeniesiony na salę wybudzeniową - posłał po kolei spojrzenia po wszystkich, ignorując jednak Wallace, która miała ważniejsze zadanie w tej chwili i musiała pozostać skupiona.
- 10:35 - odparła wcześniej poproszona pielęgniarka.
- Szybko poszło - skwitował, samemu rzucając okiem w kierunku zegarka. Rzeczywiście. Trzydzieści minut. Sam w to nie wierzył.
- Jak skończymy, to nie uciekaj. Chciałbym zamienić z tobą jeszcze parę słów - zakomunikował, spoglądając, jak pielęgniarki uwijają się z przygotowaniami do szycia. W mgnieniu oka przygotowały i przesunęły wszelkie potrzebne materiały i narzędzia, aby Wallace mogła przeprowadzić ostatni element operacji.
Sam Knox dalej stał kawałek dalej i chociaż patrzył jej na dłonie, nie było w tym nic złego. Liczyło się dobro pacjenta.
Abby Wallace

gdzie dwóch się bije, tam Harvick korzysta

: wt sty 13, 2026 7:02 pm
autor: Abby Wallace
Abby była chaotyczna. Potrafiła mówić bez ładu i składu, zachowywać się nieodpowiednio przy pacjentach, przekraczając granice profesjonalizmu, jednak kiedy przychodziło co do czego — wiedziała co robić. Kiedy miała w ręce narzędzia, skupiała się w stu procentach. Czasami nawet aż za bardzo. Potrafiłą zakręcić się na czynności tak bardzo, że nawet nie zauważyłby, gdyby obok wzniecił się pożar. I to chyba też była do końca dobra cecha, bo jednak jako lekarz powinna być w tym samym czasie responsywna na to, co działo się dookoła. Ale przecież nikt nie był idealny, a ona miała jeszcze masę nauki przed sobą.
Operacja faktycznie poszła szybko i gładko, jednak nie była to przecież tylko i wyłącznie zasługą jej odpowiedniego operowania laparoskopem jak i zwinnych palców Knoxa oraz jego ogólnych umiejętności. Bo gdyby cokolwiek poszło nie tak; gdyby pojawiło się jakieś krwawienie lub stan pacjenta się pogorszył — wcale nie byłoby tak kolorowo. Musieli więc przede wszystkim złożyć podziękowania w stronę losu, który tym razem był dla nich łaskawy. A przynajmniej dla Wallace, bo z pewnością Knoxa nie ruszyłyby nawet takie odchyły od normy. Na pewno miał za sobą już masę operacji, kiedy coś poszło nie tak i doskonale umiałby nad tym zapanować. Ona? Niekoniecznie.
Skinęła głową , gdy oznajmił, że mogła zabrać się za szycie. Tylko na moment ich spojrzenia się spotkały, bo już po chwili Abby odwracała się w stronę Marthy, przejmując od niej igłę z nicią. Ujęła narzędzie pewnie, zresztą jak zawsze, bo akurat szycie było jej ulubioną czynnością na praktykach, oczywiście zaraz po pobieraniu krwi. Wallace chyba po prostu lubiła igły.
Zerknęła jeszcze raz na pole operacyjne: macięcia były czyste, niewielkie, dokładnie takie, jakie powinny być po laparoskopii. Dobrze przygotowane do zamknięcia.
Pierwszy szew poszedł gładko. Igła przeszła przez skórę pod odpowiednim kątem.. Wyczuwała opór tkanek niemal instynktownie — wiedziała, gdzie przebić, jak głęboko i kiedy pociągnąć nić. Szło dobrze. Zawiązała węzeł pewnie, ale bez przesady, zostawiając skórę idealnie zbliżoną, ale nie ściągniętą.
Kolejne szwy pojawiały się jeden po drugim. Równe odstępy, wiadomo. Ten sam nacisk, tak jak uczyli. Jej dłonie poruszały się spokojnie, niemal automatycznie, a ona znowu się na chwilę odcięła. Aparatura pikała gdzieś w tle, ktoś coś notował i nawet nie zauważyła, kiedy piosenka w tle przełączyła się na kolejną.
Odsunęła się o krok, kiedy skończyła i spojrzała na Knoxa.
Gotowe — jej głos był spokojny, chociaż w tonie gdzieś było słychać delikatne zdenerwowanie, które pojawiało się wręcz naturalnie, kiedy ktoś miał ją oceniać. Wszystko jednak zdawało się być w należytym porządku i można było przejść do ostatnich już czynności.
Skinęła głową, gdy Stanley oznajmił, żeby poczekała, bo chciał zamienić z nią jeszcze kilka słów. Nie miała pojęcia, o co może chodzić, ale przecież i tak nie miała zamiaru teraz uciekać? Może jednak zrobiła coś i tak i znowu chciał ją opieprzyć? A może tak dla odmiany pochwalić? Nie miała pojęcia.
Szybko poszła się przebrać, wyrzucając finalnie fartuch, rękawice i maskę do kosza, przeszła przez odpowiednie procedury post-operacyjne, a już po chwili wyszła na korytarz. Po Knoxie nie było jeszcze ani śladu, więc oparła się o ścianę i czekała, przy okazji zachodząc w głowę, co dokładnie mógł od niej chcieć.

Stanley Knox