gdzie dwóch się bije, tam Harvick korzysta
: sob sty 03, 2026 2:01 am
Harvick się jutro o wszystkim dowie. Sam mu się do wszystkiego przyznam i poproszę o wyciągnięcie konsekwencji - cokolwiek zasugeruje, tak będzie. Nie będę nic ukrywał - powiem od A do Z.
Tak brzmiała wiadomość, którą Knox wysłał do Wallace pod wieczór tego feralnego dnia, gdzie wejście do sali numer dziewięć zadziałało niczym iskra na beczce prochu - nastąpił niekontrolowany wybuch. O ile te kilka niemiłych słów padło na przestrzeni kilkunastu sekund, tak moralniak Stanleya trwał całe popołudnie. Dodać do tego z dwa, no dobra, trzy drinki i nie potrafił zmrużyć oczu, mając z tyłu głowy swoje zachowanie.
Tak źle się z tym czuł, że aż musiał zdobyć jej numer i ją po prostu przeprosić, obiecać poprawę. Savannah nie była niestety pomocna w tej kwestii, powołując się na odpowiednie przepisy i ustawy, które mówiły, że nie może tak o podawać prywatnych numerów swoich podopiecznych.
Tego samego nie można było jednak powiedzieć o innych rezydentach, którzy nie odmówili chirurgowi i udostępnili tak potrzebny w tamtej chwili numer. Być może pomogła jego pozycja i fakt, że miał pewne znajomości wśród wyżej postawionych osób w hierarchii szpitala, chociaż trzeba było podkreślić, że nic nikomu nie obiecał, bo wtedy mogłoby to podchodzić pod jakąś korupcję. Nikt przecież nie chciał żadnych problemów, prawda?
Zresztą to wszystko było robione w dobrej sprawie.
Następny poranek nie należał do najprostszych. Knox rozważał, czy może jednak nie powinien był tego mówić Harvickowi. Skoro Abigail stwierdziła, że nie ma takiej konieczności... to może jej nie było...?
Niestety była. Zarzekał się, że to zrobi. Powiedział A, teraz musiał powiedzieć B.
Jego kroki zawędrowały prosto do biura Harvicka. Zapukał, a następnie został zaproszony do środka. Nie omieszkał się również zapowiedzieć, że przychodzi z wrażliwym tematem. Profesor wysłuchał jego wersji wydarzeń, gdzie opowiedział o swoim zachowaniu, chociaż wspomniał tylko o wydarzeniach „po wybuchu spod dziewiątki”. Nie mówił nic o poprzednich perypetiach sprzed przybycia Savannah.
Wersja wydarzeń Knoxa została wysłuchana ze stoickim spokojem, a następnie skomentowana w krótki i zwięzły sposób - „Spokojnie, Stanley. Wszystko będzie w porządku”. W swoim Harvickowym stylu poklepał go również po plecach, ponownie zapewniając, że wszystko jest okej.
Kim on był, aby podważać słowa profesora?
A no łatwowiernym idiotą, bo było oczywiste, że coś kręcił. Blondyn dał się uśpić tej całej winie, do której się poczuwał. Te jego słodkie słówka, charyzma i talent mówcy - przepis na problemy. Harvick sprzedałby ich wszystkich na targu, a oni by mu jeszcze podziękowali.
O ile w tamtym momencie nie wiedział, że został uknuty sprytny plan, tak stojąc przed rozpiską operacji wiedział już, co tamten miał na myśli. Wszystko stało się nagle jasne jak słońce.
Pomyśleć, że to miała być tylko rutynowa kontrola. Chciał się tylko upewnić, że wszystko było tak, jak zostało to założone zawczasu. Niestety nie było - nastąpiły zmiany. Nowy asystent.
Sala 3. 10:00 | EVON Arthur - usunięcie wyrostka | KNOX Stanley - WALLACE Abigail
Ładnie to sobie Harvick wymyślił, a nawet przekreślił Harrisona z listy i dopisał ręcznie Abby.
Chciałem ją zablokować od dostępu do stołu, to teraz będę z nią kroił człowieka. No po prostu pięknie.
A Knox miał taki piękny plan, który zakładał, że będzie próbował jej unikać przez najbliższe dni. Cóż, życie rozdało inne karty i nie mógł nic na to poradzić.
Nie pozostało mu już nic innego, jak po prostu się przygotować do operacji. Na spokojnie przestudiował przypadek pacjenta, upewnił się, że cały zespół będzie w gotowości, co zostało mu potwierdzone. Dobry znak.
Do terminowego rozpoczęcia operacji zostało jeszcze kilka minut, a Stanley był już w trakcie dokładnej dezynfekcji rąk, aby w niedługim czasie móc założyć rękawiczki. Potem zostanie mu tylko poprawienie narzędzi, które musiały być perfekcyjnie ułożone.
Wtedy jednak w środku zjawiła się jego dzisiejsza pomocniczka i o ile na samym początku nie był zbyt chętny na większą pogawędkę, tak w końcu się przemógł. Jeszcze byli sami, chociaż w pomieszczeniu obok już trwało skrzętne przygotowanie pacjenta przez anestezjologa i pielęgniarki.
- Abigail - odezwał się, podnosząc wzrok w kierunku dużego lustra, które górowało nad umywalkami - Przepraszam raz jeszcze za swoje zachowanie. Niby wysłałem tego SMS-a, ale to nie jest to samo co powiedzenie tego wprost, więc dlatego to mówię, bo po prostu Ci się to należy - kontynuował, unosząc ręce do góry, aby pozbyć się nadmiarowej wody z dłoni.
- Powinienem był to powiedzieć od razu... No ale cóż... Nie zrobiłem tego niestety wtedy - przełknął ciężej ślinę - Niemniej jednak przyznaję, że pobrałaś Smithowi krew jak prawdziwa profesjonalistka. Nawet Savannah by się nie powstydziła takiej techniki. Niemalże książkowo. I to też nie dlatego, że teraz próbuję się wybielić, a fakt, że widziałem już setki pobrań i było to po prostu imponujące - pochwalił ją, a może wręcz docenił jej kunszt i umiejętności?
- Za chwilę jednak wchodzimy na salę operacyjną i o ile możemy dalej mieć sobie za złe różne zachowania, tak tam - skinął głową w kierunku pomieszczenia obok - Musimy być niczym dobrze działający szwajcarski zegarek. Cała reszta może być kontynuowana na szpitalnych korytarzach, ale nie na sali. Nie kiedy na szali stoi ludzkie zdrowie i życie - nabrał powietrza do płuc.
- Chciałbym, abyś przeprowadziła szycie po dzisiejszym zabiegu - stwierdził? Zaproponował? Wyciągnął dłoń na zgodę i wyszedł z okazją?
Na pewno nie brzmiało to jak rozkaz czy reprymenda. To chyba nie był taki zły znak.
Abby Wallace
Tak brzmiała wiadomość, którą Knox wysłał do Wallace pod wieczór tego feralnego dnia, gdzie wejście do sali numer dziewięć zadziałało niczym iskra na beczce prochu - nastąpił niekontrolowany wybuch. O ile te kilka niemiłych słów padło na przestrzeni kilkunastu sekund, tak moralniak Stanleya trwał całe popołudnie. Dodać do tego z dwa, no dobra, trzy drinki i nie potrafił zmrużyć oczu, mając z tyłu głowy swoje zachowanie.
Tak źle się z tym czuł, że aż musiał zdobyć jej numer i ją po prostu przeprosić, obiecać poprawę. Savannah nie była niestety pomocna w tej kwestii, powołując się na odpowiednie przepisy i ustawy, które mówiły, że nie może tak o podawać prywatnych numerów swoich podopiecznych.
Tego samego nie można było jednak powiedzieć o innych rezydentach, którzy nie odmówili chirurgowi i udostępnili tak potrzebny w tamtej chwili numer. Być może pomogła jego pozycja i fakt, że miał pewne znajomości wśród wyżej postawionych osób w hierarchii szpitala, chociaż trzeba było podkreślić, że nic nikomu nie obiecał, bo wtedy mogłoby to podchodzić pod jakąś korupcję. Nikt przecież nie chciał żadnych problemów, prawda?
Zresztą to wszystko było robione w dobrej sprawie.
Następny poranek nie należał do najprostszych. Knox rozważał, czy może jednak nie powinien był tego mówić Harvickowi. Skoro Abigail stwierdziła, że nie ma takiej konieczności... to może jej nie było...?
Niestety była. Zarzekał się, że to zrobi. Powiedział A, teraz musiał powiedzieć B.
Jego kroki zawędrowały prosto do biura Harvicka. Zapukał, a następnie został zaproszony do środka. Nie omieszkał się również zapowiedzieć, że przychodzi z wrażliwym tematem. Profesor wysłuchał jego wersji wydarzeń, gdzie opowiedział o swoim zachowaniu, chociaż wspomniał tylko o wydarzeniach „po wybuchu spod dziewiątki”. Nie mówił nic o poprzednich perypetiach sprzed przybycia Savannah.
Wersja wydarzeń Knoxa została wysłuchana ze stoickim spokojem, a następnie skomentowana w krótki i zwięzły sposób - „Spokojnie, Stanley. Wszystko będzie w porządku”. W swoim Harvickowym stylu poklepał go również po plecach, ponownie zapewniając, że wszystko jest okej.
Kim on był, aby podważać słowa profesora?
A no łatwowiernym idiotą, bo było oczywiste, że coś kręcił. Blondyn dał się uśpić tej całej winie, do której się poczuwał. Te jego słodkie słówka, charyzma i talent mówcy - przepis na problemy. Harvick sprzedałby ich wszystkich na targu, a oni by mu jeszcze podziękowali.
O ile w tamtym momencie nie wiedział, że został uknuty sprytny plan, tak stojąc przed rozpiską operacji wiedział już, co tamten miał na myśli. Wszystko stało się nagle jasne jak słońce.
Pomyśleć, że to miała być tylko rutynowa kontrola. Chciał się tylko upewnić, że wszystko było tak, jak zostało to założone zawczasu. Niestety nie było - nastąpiły zmiany. Nowy asystent.
Sala 3. 10:00 | EVON Arthur - usunięcie wyrostka | KNOX Stanley - WALLACE Abigail
Ładnie to sobie Harvick wymyślił, a nawet przekreślił Harrisona z listy i dopisał ręcznie Abby.
Chciałem ją zablokować od dostępu do stołu, to teraz będę z nią kroił człowieka. No po prostu pięknie.
A Knox miał taki piękny plan, który zakładał, że będzie próbował jej unikać przez najbliższe dni. Cóż, życie rozdało inne karty i nie mógł nic na to poradzić.
Nie pozostało mu już nic innego, jak po prostu się przygotować do operacji. Na spokojnie przestudiował przypadek pacjenta, upewnił się, że cały zespół będzie w gotowości, co zostało mu potwierdzone. Dobry znak.
Do terminowego rozpoczęcia operacji zostało jeszcze kilka minut, a Stanley był już w trakcie dokładnej dezynfekcji rąk, aby w niedługim czasie móc założyć rękawiczki. Potem zostanie mu tylko poprawienie narzędzi, które musiały być perfekcyjnie ułożone.
Wtedy jednak w środku zjawiła się jego dzisiejsza pomocniczka i o ile na samym początku nie był zbyt chętny na większą pogawędkę, tak w końcu się przemógł. Jeszcze byli sami, chociaż w pomieszczeniu obok już trwało skrzętne przygotowanie pacjenta przez anestezjologa i pielęgniarki.
- Abigail - odezwał się, podnosząc wzrok w kierunku dużego lustra, które górowało nad umywalkami - Przepraszam raz jeszcze za swoje zachowanie. Niby wysłałem tego SMS-a, ale to nie jest to samo co powiedzenie tego wprost, więc dlatego to mówię, bo po prostu Ci się to należy - kontynuował, unosząc ręce do góry, aby pozbyć się nadmiarowej wody z dłoni.
- Powinienem był to powiedzieć od razu... No ale cóż... Nie zrobiłem tego niestety wtedy - przełknął ciężej ślinę - Niemniej jednak przyznaję, że pobrałaś Smithowi krew jak prawdziwa profesjonalistka. Nawet Savannah by się nie powstydziła takiej techniki. Niemalże książkowo. I to też nie dlatego, że teraz próbuję się wybielić, a fakt, że widziałem już setki pobrań i było to po prostu imponujące - pochwalił ją, a może wręcz docenił jej kunszt i umiejętności?
- Za chwilę jednak wchodzimy na salę operacyjną i o ile możemy dalej mieć sobie za złe różne zachowania, tak tam - skinął głową w kierunku pomieszczenia obok - Musimy być niczym dobrze działający szwajcarski zegarek. Cała reszta może być kontynuowana na szpitalnych korytarzach, ale nie na sali. Nie kiedy na szali stoi ludzkie zdrowie i życie - nabrał powietrza do płuc.
- Chciałbym, abyś przeprowadziła szycie po dzisiejszym zabiegu - stwierdził? Zaproponował? Wyciągnął dłoń na zgodę i wyszedł z okazją?
Na pewno nie brzmiało to jak rozkaz czy reprymenda. To chyba nie był taki zły znak.
Abby Wallace