Strona 1 z 1

The smallest act of kindness is worth more than the grandest intention.

: pn sty 05, 2026 5:52 pm
autor: Warren Sinclair
003.

Nigdy nie potrafił odmówić pomocy, było to z pewnych powodów forma naiwności, zwłaszcza, że potrafił nawet zerwać się w środku nocy, żeby komuś pomóc, ale Warren już taki był, kiedy ktoś go o coś prosił to robił to, bo relacje z innymi ludźmi były dla niego ważne. Ares’a lubił, ten chłopak znał się na motocyklach i potrafił go nawet momentami rozbawić, nawet nie zdawał sobie sprawy, że w jego towarzystwie czuł się po prostu swobodnie, no i nie musiał nikogo udawać, co było na plus. Gdy dostał od niego wiadomość, oderwał się od swojego laptopa i wstał ubierając się w parę minut. Nie chciał, żeby biedny chłopak jeszcze długo marzł dlatego odpalił swojego chevroleta z którego był prawie tak samo dumny jak ze swojego motocykla zanim jeszcze się ubrał i wyjechał na drogę wsiadając za kółko.
Dojazd na miejsce zajął mu dodatkowych parę minut, podczas których w duchu przeklinał na pogodę, która z dnia na dzień robiła się coraz gorsza i zimniejsza. Kiedy dojechał pod wskazany przez chłopaka lokal zaparkował jak najbliżej gasząc silnik i wychodząc na tą okropną pogodę.
Skierował swoje kroki w stronę Aresa stojącego niedaleko motocykla i kiwnął mu lekko głową na powitanie.
Wybacz, ale nie mogłem być wcześniej, pogoda schodzi na psy — mruknął po chwili, uśmiechając się lekko w jego stronę i zmierzył wzrokiem jego maszynę, cmokając lekko, uwielbiał wszelkie motory, ale chłopak już się o tym przekonał, prawda?
Niestety, ale nie mam auta, żeby zabrać motocykl, musi tutaj zostać, albo poproszę znajomego, żeby podrzucił go pod wskazany adres — wyrzekł jeszcze po chwili lekko zacierając ręce, gdy zaczęło mu się robić trochę zimniej.
Zapewne zmarzłeś dzieciaku, mam nagrzany samochód — wskazał lekko głową na swojego zaparkowanego czarnego chevroleta, przenosząc powoli spojrzenie ponownie na Ares’a.
Musieli tutaj zostawić motocykl, chociaż na pewien czas aż ten nie zdecyduje co z nim zrobić, a na pewno musiał się rozgrzać, bo robiło się coraz zimniej ostatnimi dniami, a zwłaszcza gdy było ciemno to temperatura dawała w kość.

Ares Everhart

The smallest act of kindness is worth more than the grandest intention.

: śr sty 07, 2026 7:12 pm
autor: Ares Everhart
Ares zwykle starał się radzić sobie samodzielnie, mimo że wiedział, że w razie czego może liczyć choćby na swojego brata - gdyby potrzebował np. pożyczki albo noclegu, to Oleander raczej by mu nie odmówił. Dzisiaj jednak, męcząc się na tym przeklętym mrozie z niewspółpracującym motocyklem, do głowy nie przyszedł mu brat, tylko mężczyzna, któremu ostatnio próbował pomóc z jego Harleyem. Wracał do tego spotkania myślami kilka razy dziennie, wspominając zapach smaru i benzyny zmieszany z perfumami Warrena, powracając też myślami do momentu, w którym Sinclair otarł się o niego lekko, pochylając się do motocykla, co chwilę później skłoniło samego Aresa do ucieczki.
Traf jednak chciał, że będąc już pewnym, że jego maszyna nie odpali, napisał wiadomość właśnie do Warrena, a nie do brata, nie nawet do współlokatorki, nie do kogokolwiek innego. Nie był pewien dlaczego tak postąpił, ale jeśli miałby strzelać, to powiedziałby, że to kwestia tego, że czuł się przy nim po prostu bezpiecznie, a teraz tego poczucia bezpieczeństwa ewidentnie potrzebował. Zanim się obejrzał już wysłał smsa do Warrena, prosząc go, by odebrał go spod lokalu, w którym pracował. Szczerze mówiąc nawet nie spodziewał się odpowiedzi, a co dopiero tego, że Sinclair faktycznie pojawi się pod barem; tym niemniej ucieszył się szalenie na widok podjeżdżającego pod bar chevroleta, z którego chwilę po zaparkowaniu wysiadł mężczyzna. Ares uśmiechnął się szeroko na jego widok, poprawiając kurtkę, którą miał na sobie i nieco bardziej się nią otulając. Prawdopodobnie byłoby mu cieplej, gdyby założył szalik, czapkę i rękawiczki, ale cóż...
- Daj spokój, nie czekałem aż tak długo. Cieszę się, że chciało ci się przyjechać. - odparł ze szczerym uśmiechem. - I tak planowałem zostawić go tutaj do jutra, najwyżej przyjadę do roboty taksówką i wezwę jakąś pomoc drogową, poszukam mechanika, niech go obejrzy i zobaczy, czy da się jeszcze coś z niego zrobić. A potem albo go postawimy na nogi, albo oddam go na złom i kupię coś innego. Może się okazać, że wyjdzie taniej, niż naprawa tego - wskazał swojego gruchota ruchem głowy.
Chwilę później potarł dłońmi o siebie, żeby je nieco ogrzać, bo był dość porządnie zmarznięty - Warren miał rację, a gdy usłyszał o nagrzanym samochodzie uśmiechnął się szeroko i bez zastanowienia przytulił się do mężczyzny.
- Dziękuję, jesteś ekstra - wymamrotał cicho, z ustami przy skórze na jego szyi, chwilę później odrywając się od niego jednak i wskakując na przednie siedzenie pasażera. Pomacał się jeszcze po kieszeniach, żeby sprawdzić, czy na pewno ma przy sobie kluczyki od motocykla i telefon, a swoją torbę, do tej pory przewieszoną przez ramię, wrzucił na tylne siedzenie auta.
- Mam nadzieję, że nie zrezygnowałeś na rzecz mnie z czegoś super interesującego - rzucił jeszcze, gdy Warren już wsiadł za kierownicę, obracając się na chwilę przodem do niego. - Przepraszam, że napisałem właśnie do ciebie, jakoś tak... Po prostu o tobie pomyślałem. - wymamrotał, spuszczając wzrok, gdy zdał sobie sprawę z tego, że powiedział to na głos. Zaraz potem wtulił się plecami w oparcie siedzenia i zapiął pas. - W każdym razie: jeszcze raz dziękuję.

Warren Sinclair