Filthy little thief
: pn sty 05, 2026 10:30 pm
Rohan rzadko kiedy odwiedzał nowe miejsca. Miał swoje przyzwyczajenia i rutyny, schematy zachowań, którymi kierował się niemalże każdego dnia. Pozwalało mu to na podążanie z góry ustalonym, znajomym rytmem. Czuł się komfortowo, nie musząc co chwila zerkać na zegarek, aby upewnić się, że wciąż posiada zapas czasu i zdąży pojawić się w pracy o ustalonej godzinie. W szpitalu dość mu było zdarzeń losowych, żaden dzień nie był podobny do poprzedniego. Raz do jego zadań należało obejrzenie kilku stłuczonych kolanek, innym razem gorączkowo walczył o życie kogoś, kto doczekał się nowego serca do przeszczepu, a jeszcze innym musiał ratować gangusa postrzelonego w ulicznych porachunkach. W prywatnym życiu preferował jednak rutynę.
Starczył jednak jeden telefon, aby go z tej rutyny wyrwać. Podczas rozmowy mężczyzna zachował zimny profesjonalizm, ale gdy tylko połączenie zostało zakończone, Rohan najpierw cisnął pod nosem siarczystym przekleństwem, a potem komórką, która wylądowała na siedzeniu obok. Skierował samochód na inny pas ruchu, bo cel jego podróży właśnie uległ zmianie. Zajechawszy na miejsce obrzucił okolicę lekko podirytowanym spojrzeniem. Nie pił jeszcze tego ranka kawy. Wiedział, że na pewno ktoś zaraz przyniósłby mu kubek, nie godził się jednak na picie takiej lury. Zlokalizował szyld jakiejś kawiarni i to ją obrał sobie na cel, chociaż wciąż miał do przejścia spory kawałek. Jedyne na co teraz liczył, to to, że tutejszy ekspres do kawy stanie na wysokości zadania.
W tym momencie nikt nie mógł liczyć na przyjazne spojrzenie, ani ekspedientki, ani inni klienci lokalu. Przekroczywszy próg kawiarni, Rohan strząsnął z kołnierza płaszcza śnieg, który zdążył tam osiąść. Nie spojrzał nawet na menu, mając już sprecyzowane zamówienie i nie dbając o to, ile za nie zapłaci. Przestąpił niecierpliwie z nogi na nogę dwa razy, zmuszony poczekać na swoją kolej. Nie to, że spieszyło mu się aż tak bardzo. Po prostu nienawidził czekać.
- Dzień dobry. Dużą kawę z mlekiem na wynos. To wszystko - rzucił do ekspedientki, wkładając pod pachę swoją markową, skórzaną teczkę z dokumentami i licząc na to, że dziewczyna daruje sobie usilne namawianie go do zakupu jeszcze czegoś. Zapłacił zegarkiem, bo tak było najwygodniej. Na pracownicę kawiarni zaraz przestał zwracać uwagę - głównie dlatego że znów ktoś zaczął się do niego dobijać telefonicznie. Gdy tym razem odebrał, nadal stojąc przy ladzie, zrobił to przez słuchawkę bezprzewodową, nie komórkę. I nie był tak opanowany jak wcześniej - Czego chcesz?
Kade Briar
Starczył jednak jeden telefon, aby go z tej rutyny wyrwać. Podczas rozmowy mężczyzna zachował zimny profesjonalizm, ale gdy tylko połączenie zostało zakończone, Rohan najpierw cisnął pod nosem siarczystym przekleństwem, a potem komórką, która wylądowała na siedzeniu obok. Skierował samochód na inny pas ruchu, bo cel jego podróży właśnie uległ zmianie. Zajechawszy na miejsce obrzucił okolicę lekko podirytowanym spojrzeniem. Nie pił jeszcze tego ranka kawy. Wiedział, że na pewno ktoś zaraz przyniósłby mu kubek, nie godził się jednak na picie takiej lury. Zlokalizował szyld jakiejś kawiarni i to ją obrał sobie na cel, chociaż wciąż miał do przejścia spory kawałek. Jedyne na co teraz liczył, to to, że tutejszy ekspres do kawy stanie na wysokości zadania.
W tym momencie nikt nie mógł liczyć na przyjazne spojrzenie, ani ekspedientki, ani inni klienci lokalu. Przekroczywszy próg kawiarni, Rohan strząsnął z kołnierza płaszcza śnieg, który zdążył tam osiąść. Nie spojrzał nawet na menu, mając już sprecyzowane zamówienie i nie dbając o to, ile za nie zapłaci. Przestąpił niecierpliwie z nogi na nogę dwa razy, zmuszony poczekać na swoją kolej. Nie to, że spieszyło mu się aż tak bardzo. Po prostu nienawidził czekać.
- Dzień dobry. Dużą kawę z mlekiem na wynos. To wszystko - rzucił do ekspedientki, wkładając pod pachę swoją markową, skórzaną teczkę z dokumentami i licząc na to, że dziewczyna daruje sobie usilne namawianie go do zakupu jeszcze czegoś. Zapłacił zegarkiem, bo tak było najwygodniej. Na pracownicę kawiarni zaraz przestał zwracać uwagę - głównie dlatego że znów ktoś zaczął się do niego dobijać telefonicznie. Gdy tym razem odebrał, nadal stojąc przy ladzie, zrobił to przez słuchawkę bezprzewodową, nie komórkę. I nie był tak opanowany jak wcześniej - Czego chcesz?
Kade Briar