Strona 1 z 1

You don't know who I am

: wt sty 06, 2026 4:16 am
autor: Elisabeth M. Gilbert
Elisabeth dzieliła swój czas pomiędzy pracę w Galerii a studiami. Jej dni były wypełnione obowiązkami, a mieszkanie coraz częściej stawało się jedynie miejscem, w którym zostawiała rzeczy. Rzadko bywała w domu w ciągu dnia, a zdarzało się, że nie wracała nawet na noc, zatrzymując się w hotelu lub u znajomych. Nie miała ich zbyt wielu, szczególnie takich, którym mogłaby zaufać. Samotność była jej codziennością, choć nauczyła się z nią żyć.
Dzisiejszy dzień miał być spokojny, wykłady, biblioteka, praca nad projektem. Jednak wszystko potoczyło się inaczej. Już od pewnego czasu jeden z chłopaków z roku wyraźnie się nią interesował. Elisabeth podejrzewała, że mu się podobała, bo jego obecność była niemal namacalna. Pojawiał się wszędzie tam, gdzie ona, jak cień, którego nie sposób zgubić. Starał się być uprzejmy, ale w jego gestach kryło się coś natarczywego. Ona widziała wszystko. Miała oczy dookoła głowy i była bardziej spostrzegawcza niż większość ludzi, choć nie zamierzała mu tego pokazywać. Wolała milczeć i obserwować.
Kiedy w końcu zapytał ją o randkę, Elisabeth poczuła irytację. Była zmęczona, zajęta, a myśl o spotkaniu z nim budziła w niej niechęć. Odmówiła spokojnie, bez złośliwości. Nie chciała go zranić, ale jego reakcja była jak uderzenie w mur. Od tamtej chwili jego zachowanie zmieniło się. Uprzejmość zniknęła, a w jej miejsce pojawiła się złośliwość. Jakby jego celem stało się uprzykrzenie jej życia. Spotykała go wszędzie, w bibliotece, na wykładach, w korytarzach. Każde miejsce, które kiedyś dawało jej spokój, stało się polem minowym.
Dziś sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. Elisabeth siedziała w bibliotece, w bocznym kącie, z dala od wejścia. Chciała ciszy, skupienia, ale nagle pojawił się on. Jego ton był prowokacyjny, słowa kąśliwe. Czuła, jak wzbiera w niej gniew, jak serce zaczyna bić szybciej, a oddech staje się ciężki. Myśli krzyczały: „Nie dam się złamać. Nie tutaj.” Spakowała rzeczy i wyszła, ignorując jego komentarze, choć każdy z nich był jak kolec wbijający się w jej skórę. Wokół zaczęła zbierać się grupka studentów, ciekawych zamieszania. To potęgowało jej wściekłość. Miała wrażenie, że wszyscy patrzą, oceniają, szepczą.
Na zewnątrz zamówiła taksówkę. W drodze do mieszkania czuła, jak emocje kipią w niej jak wrzątek. Gniew, bezsilność, rozczarowanie, wszystko mieszało się w jeden chaos. Chciała krzyczeć, płakać, wyładować to, co w niej siedziało, ale milczała. Kiedy wpadła do mieszkania, zatrzasnęła drzwi z hukiem. Aż ją roznosiło od środka. Tak dawno nie czuła w sobie tyle złości, tyle wewnętrznej wściekłości, a może też smutku. Ręce jej się trzęsły, serce waliło jak młot. Miała ochotę rzucić czymś, zniszczyć coś, by poczuć ulgę.
Zobaczyła Aresa w salonie, ale nawet się z nim nie przywitała. Zrzuciła buty w pośpiechu, torbę rzuciła na podłogę. Udała się do kuchni, nalała sobie szklankę wody i wrzuciła do niej kilka tabletek musujących na uspokojenie. Powinna była użyć jednej, ale wiedziała, że to nie wystarczy. Oddychając głęboko przez nos, zaciskała dłonie na szklance, jakby od tego zależało jej życie. Przymknęła oczy, próbując odzyskać kontrolę. W głowie wciąż dudniły słowa, obrazy, spojrzenia. Czuła, że stoi na krawędzi, ale wiedziała jedno..nie pozwoli, by ktoś ją złamał. Nigdy.



Ares Everhart