Strona 1 z 2

this was a fucking stupid idea

: wt sty 06, 2026 7:42 pm
autor: lyric hollis

008.
she said 'no', I said 'whatever'


Kurwa, jesteście pewne, że to jest dobry pomysł? — odezwał się Sony, kiedy w trójkę kucali nisko na nogach przed wielkim znakiem z napisem ZAKAZ WEJŚCIA. WSTĘP WZBRONIONY.
Znajdowali się marne kilka kilometrów za Toronto, tuż przy opuszczonej fabryce, gdzie produkowało się pociągi. Jakoś tak się zadziało, żę Ravy w końcu odezwała się do Lyric pewnego zimowego popołudnia i oznajmiła, że ona i chłopaki są jak najbardziej za, by utrzeć nosa G-Forcowi za to, co zrobił Kirze. Lyric z początku się wahała — nie chciała robić czegokolwiek za plecami Finch. W końcu dopiero co zakopały topór wojenny i się pogodziły. Nie chciała wchodzić między nią a jej znajomych, szczególnie, że jasno dała im do zrozumienia podczas ostatniego spotkania, że był to mocno chujowy pomysł, którego wcale nie pochwalała.
Ale Ravy nalegała.
Opowiedziała jej nawet o kilku innych przypadkach, w których George zachował się jak ostatni burak i użyła odpowiednich argumentów, by przekonać Hollis do swoich racji. A o to wcale nie było tak trudno. Dlatego spotkali się tuż przy ich bazie — Lyric oczywiście miała przy sobie cały gear z farbami, który planowali użyć na ich samochodach.
Luzuj, to dobry pomysł — odpowiedziała spokojnie, zaglądając przez płot na dwa ustawione samochody, wcale nie wyścigowe, przy których urzędowała grupka znajomych G-Forca.
Plan był prosty: Boost rzuca zaczepkę w postaci racy, łapie uwagę ekipy, czeka aż załadują się swoich samochodów, a następnie s p i e r d a l a, wyciągając ich z jamy. W tym czasie Lyric, Ravy i Sonic wpadają do środka, włamują się do garażu, gdzie trzymają wyścigowe auto G-Forca i całe je przemalowują.
Co mogło pójść nie tak?
Cóż, z pewnością kurwa wszystko.
Ale każda dobra zabawa wymagała nieco ryzyka i tutaj wcale nie było inaczej. Chociaż nazwanie tego, co mieli tutaj zrobić dobrą zabawą również było mocną przesadą.
A co jak złapią Boosta? — Sonic ponownie się odezwał, poprawiając czapkę, pod którą miał czarną kominiarkę.
Nie złapią.
A skąd to wiesz?
Bo mówiliście, że jest zajebistym kierowcą? — odpowiedziała pytaniem na pytanie. Lyric nie znała ich za dobrze. Snuła wnioski jedynie na podstawie informacji, które od nich dostawała, więc sama nie miała pojęcia, co on właściwie chciał od niej usłyszeć?
A jak… — zaczął znowu, jednak tym razem z miejsca zerwała się Ravy.
No przecież kurwa nie złapią, Son. Co ty baba jesteś? Od kiedy ty tak pieniasz? — spojrzała na niego z wyrzutem, a kumpel jedynie wzruszył ramionami.
Bo chociaż Ravy i Lyric nie miały o tym pojęcia, to Sonic naprawdę miał wątpliwości co do powodzenia misji. Miał ich aż tyle, że zanim dojechali jeszcze na miejsce w sekrecie napisał SMSa do Kiry z adresem, z dopiskiem, żeby przyjechała i przemówiła im wszystkim do rozumu.

kira finch

this was a fucking stupid idea

: wt sty 06, 2026 8:40 pm
autor: kira finch
013.
escape /ɪˈskeɪp/
verb
elude or get free from (someone)
"she drove along the dual carriageway to escape police"
To miał być spokojny wieczór. Miała spędzić go jedynie w towarzystwie swojego psa przed ogromnym telewizorem w pokoju kinowym w piwnicy, nadrabiając zaległe odcinki Stranger Things, pomimo że social media dawno huczały od spoilerów. Ulokowała się wygodnie na kanapie, kiedy niespodziewanie otrzymała wiadomość od Sonica. A ci idioci, z Hollis na czele, naprawdę zamierzali to zrobić. Chcieli obsmarować samochód G-Force'a, pomimo że wielokrotnie odradzała im ten beznadziejny pomysł.
Z początku chciała to olać. Odpisać, że ma wyjebane i że skoro sami się wpakowali w to gówno, to sami się z niego wygrzebią. Ale myśl, że coś może się wyjebać, nie dawała jej spokoju. Spodnie od pidżamy zamieniła na dresy, a pod luźną koszulkę ubrała sportowy stanik. Chwilę później siedziała już w żółtym Ferrari, gotowa, żeby podjechać w miejsce wskazane na lokalizacji przez Sonica. Przez zaśnieżone drogi połowa tras była zamknięta i musiała wybrać okrężną trasę, co zajmowało znacznie więcej czasu, niż przejazd przez środek miasta, ale nie dało się tego obejść. Pogoda zdecydowanie nie sprzyjała nocnym podróżom samochodowym.

Kurwa — to pierwsze, co Ravy usłyszała, odbierając połączenie od Boosta. — Mamy, kurwa, problem.
Ravy wymieniła pospieszne spojrzenie z Lyric.
Jaki znowu problem? — zapytała, cmokając z niezadowoleniem.
Raca nie działa.
Jak to nie działa? — obruszyła się Ravy. Trochę za głośno, bo Sonic skarcił ją wzrokiem. — Przecież wszystko było przygotowane. Mówiłeś, że na pewno odpali.
Ale nie odpala! — tym razem to Boost uniósł się do słuchawki. — Co mam na to poradzić? Nie urodzę ci nowej racy!
I co teraz? — popatrzyła na Hollis z uniesionymi brwiami. — Bez tego nie uda mam się odciągnąć G-Force'a i reszty. Powinniśmy... — urwała, bo w tym momencie, kiedy robiła krok w bok, wpadła na jakąś starą, metalową beczkę ustawioną pod ogrodzeniem.
Metal zaskrzypiał głucho, a potem wszystko potoczyło się za szybko. Beczka zachwiała się, uderzając bokiem o ogrodzenie z niosącym się łomotem. Pusty środek odbił dźwięk echem, które poleciało wzdłuż płotu. Na chwilę zapadła głucha cisza. Sonic zastygł w bezruchu, a Ravy przycisnęła sobie dłoń do ust, wstrzymując oddech.
Co to było? — dobiegł stłumiony głos zza ogrodzenia.
Ej, słyszeliście? — dorzucił ktoś inny.
Pewnie kot... Albo szczur — mruknął trzeci, ale w jego tonie nie było już pewności.
Koty nie robią takiego hałasu, idioto.
Zamknij się i idź się rozejrzeć — to na pewno był głos G-Force'a. — Natychmiast!
Po drugiej stronie rozległ się szelest kroków, a potem skrzypienie śniegu pod stopami. Ravy automatycznie zacisnęła dłoń na przedramieniu Lyric, chociaż sama nie wiedziała, czy powinni tutaj zostać, czy lepiej byłoby zacząć spierdalać. Trudne się wylosowało.

lyric hollis

this was a fucking stupid idea

: wt sty 06, 2026 10:09 pm
autor: lyric hollis
Wszystko miało iść zgodnie z planem.
Musiało.
Przecież sprawdzili wszystko z pięć razy przed ruszeniem na miejsce. żadne z nich nie było żadnym żałosnym amatorem, żeby coś przeoczyć. No tylko racy w żaden sposób nie dało się sprawdzić. Bo jak? Przecież działała tylko raz. Niczym jebane confetti — nie dało się potem wsadzić wszystkiego magicznie do środka i na nowo odpalić.
No tylko jak się po chwili okazało; nie działała nawet raz.
Kurwa
Lyric poprawiła się nerwowo, przysuwając się bliżej Ravy i prawie wyrywając jej telefon.
Próbuj, kurwa — warknęła, chyba trochę za głośno, dopiero po chwili się zreflektowała. — Do skutku. W końcu zadziała — dodała już o wiele bardziej stonowanym tonem, a sama wychyliła się za murek, żeby sprawdzić, jak dokładnie miała się sytuacja. Tylko wtedy jak na złość, Ravy wpadła na jakąś beczkę, a dookoła wybrzmiał huk. Wystarczająco głośny, by zwrócić uwagę nie tylko wiewiórki, która nagle uciekła na drzewo, ale też ludzi G-Forca.
Kurwa, Ravy! — skarciła ją w sekundę, robiąc wielkie oczy w stronę dziewczyny.
Przepraszam, nie wiedziałam, że… — zaczęła się tłumaczyć, tylko nawet nie było jej dane dokończyć, bo dwójka ludzi Goerga już zaczęła kierować się w stronę hałasu, czyli kurwa ich. — Idą tu! — pisnęła, nim Lyric doskoczyła do niej i zakryła jej usta otwartą dłonią. Świetny pomysł — wydrzeć się akurat jak ktoś kierował się w twoją stronę.
Co robimy? — wyszeptał przerażony Sonic, grzebiąc coś w telefonie. Teraz chciało mu się do kogoś pisać? Kurwa, banda amatorów. Za jakie grzechy ona się zgodziła zrobić z nimi cokolwiek? A mogła to jakoś ogarnąć sama, zakręcić się, poszperać, dowiedzieć się, kiedy nikogo tutaj nie było i zakraść się. Przecież w tym też była dobra. Ale nie, ona musiała zabrać ze sobą całą ekipę Finch i teraz razem z tą ekipą beknie za całe przedsięwzięcie.
Chodźcie tu — zamachnęła się ręką, przesuwająć wzdłuż muru, zaraz za wielki kontener z gruzem, który leżał tu już chyba z dobre kilka lat i nikomu ani się śniło go wywozić. Serce biło jej jak szalone, kiedy słyszała zbliżające się głosy.
To było gdzieś tutaj… — odezwał się jeden z kumpli G-Forca.
Jak dla mnie to tylko jakieś zwierze, przecież tu co ktokolwiek by tutaj robił?
Nie wiem, ale skoro kazał nam to sprawdzić, to chodź, obejdziemy jeszcze dookoła… — męski głos zdawał się być coraz bliżej.
Hollis czuła sałatka z tuńczykiem, którą zjadła na obiad podchodzi jej pod samo gardło, a krew w żyłach zaczyna przepływać tak mocno i intensywnie, że słyszała bicie własnego serca nawet w uszach.
Kurwa.
Byli blisko. Zaraz za kontenerem, a oni nie mieli już żadnej drogi ucieczki. Chyba tylko jebany cud mógł ich jakoś uratować.
I wtedy, chyba jak na zawołanie ten cud przyszedł.
Głośny trzask wybrzmiał w oddali, a na niebie zaczął unosić się gęsty dym.
Co jest kurwa?! — krzyknął jeden z chłopaków, przytrzymując się frontu kontenera.
Patrz, ktoś tam jest! — kompletnie zmienili kierunek, biegnąć w stronę samochodów, by zapewne załadować się i ruszyć w pościg. Lyric odetchnęła z ulgą. Bo to naprawdę był jakiś cud, że ta raca jednak zadziałała. Teraz pozostawało już tylko poczekać aż odjadą i włamać się do garażu. Może teraz już nic ani nikt im nie przeszkodzi.
Zaraz wchodzimy — rzuciła stanowczym tonem, chociaż w środku wciąż drżała z przerażenia, które chwile temu zawładnęło jej ciałem.

kira finch

this was a fucking stupid idea

: wt sty 06, 2026 10:38 pm
autor: kira finch
Droga dłużyła jej się niemiłosiernie, ale każda próba przyspieszenia kończyła się poślizgiem. Władze Toronto zdecydowanie nie były przygotowane na kolejne opady śniegu i zima znów zaskoczyła kierowców. Zerknęła na uchwyt, na którym umieściła telefon, żeby zobaczyć, jak dokładnie kieruje ją nawigacja i dlaczego chciała poprowadzić ją przez szczere pole, ale zaraz zrozumiała, że ulica prowadząca do kryjówki G-Force również była zamknięta.
Wtedy przyszła kolejna wiadomość od Sonica. Pisana chyba w panice, bo zjadł kilka literek i zapomniał o przerwach między wyrazami.
Mamyprzejebane zaraz nas chybazna jdą!; gde jestess?11
Kira prychnęła pod nosem, zirytowana już samym faktem, że w ogóle musiała wyjść z domu. Cała ta sytuacja była absurdalna. Czy naprawdę żadne z nich nie rozumiało, jak fatalnym pomysłem było zadzieranie z ekipą McMillana? George nie należał do ludzi, którzy zapominają. Nie odpuszczał. Nigdy. Nawet jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem — a może właśnie wtedy najbardziej — zemsta była tylko kwestią czasu.
Podniosła wzrok, gdy nagle noc przeciął czerwony rozbłysk światła. Przez ułamek sekundy pomyślała o fajerwerkach, jako o spóźnionym pomyśle na świętowanie Nowego Roku, ale ta myśl zniknęła jednak równie szybko, jak się pojawiła. To była raca. Sygnał. Ktoś dał znak do działania.
Wcisnęła gaz do dechy i wtedy rozpoznała samochód Boosta; jechał naprzeciwko, a ludzie G-Force'a siedzieli mu na ogonie. Zdążyła tylko spojrzeć, ale wydawało jej się, że nie widziała wśród nich samego McMillana.
No ja pierdolę — syknęła pod nosem, zwiększając prędkość. Miała do pokonania siedem, może osiem kilometrów, o ile nawigacja nie robiła ją w przysłowiowego chuja.

Ravy kucała nisko za kontenerem, próbując opanować rwący oddech. Była przekonana, zresztą zupełnie jak Lyric i Sonic, że zaraz zostaną przyłapani na gorącym uczynku, co skończy się porządnym łomotem ze strony G-Force'a i jego ziomków. Ale wtedy niebo w oddali rozbłysło czerwoną poświatą, a to oznaczało, że Boostowi w końcu udało się odpalić racę. Jebany kamień z serca.
Kroki i głosy stały się coraz cichsze, aż w końcu zostały zastąpione przez ryk odpalanego silnika i pisk opon. Rybka połknęła haczyk.
Sonic otarł czoło wierzchem dłoni i stanął na palcach, żeby zajrzeć przez ogrodzenie. Plac wyglądał czysto.
Na pewno chcemy to zrobić? — zapytał. Jeszcze mieli szansę, żeby się wycofać. Później będzie po prostu na to za późno. — Może lepiej...
Och, zamknij się — uciszyła go Ravy. — Lyric mówi, że idziemy, więc idziemy. Przestań trzęść portkami, bo naprawdę zaczynam myśleć, że trzy razy zesrałeś się w gacie — burknęła z nieukrywaną pogardą.
Sonic westchnął z rezygnacją, ale ostatecznie skinął głową. Nawet zaproponował, że pójdzie pierwszy. Skradał się za ogrodzeniem, aż w końcu dotarł to otwartej na oścież bramy; ekipa G-Force'a nie zdążyła jej zamknąć, rzucając się w pogoń za Boostem.
Nie ma co zwlekać — stwierdził Sonic, wyciągając zza pazuchy puszkę z niezmywalnym sprejem. Podszedł bliżej zaparkowanego przed wjazdem do garażu Porsche i nacisnął na zawór. Farba wystrzeliła pod ciśnieniem, a on zaczął bazgrać na tylnej szybie dużego kutasa. — Hehe — zarechotał głupkowato, kiedy w powietrzu unosił się charakterystyczny dźwięk. Ssssssss.
CHYBA WAS, KURWA, POJEBAŁO — donośny, męski głos rozbrzmiał od strony garażu, z którego wyłonił się nikt inny, jak sam George McMillan w towarzystwie dwóch kumpli. No i chuj, no i cześć.

lyric hollis

this was a fucking stupid idea

: pt sty 09, 2026 2:06 pm
autor: lyric hollis
Było chujowo.
Nic nie szło zgodnie z planem.
A jednak w pewnym momencie — kiedy Boost w końcu odpalił racę — wydawało się, że wszystko wróciło na odpowiednie tory. Ziomki G-Forca rzuciły się w pogoń za czarnym samochodem, z piskiem opon opuszczając teren i tym samym dając Lyric i ekipie zielone światło do działania.
Kucała za kontenerem, przysłuchując się wymianie zdań pomiędzy Ravy a Sonicem, przy okazji wyglądając się raz po raz znad płotu, by wyrać odpowiedni moment, by ruszyć na samochód Georga. I wszystko super, tylko tak się zapatrzyła, że nawet nie zakodowała momentu, w którym Sonic postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Co jest?! — tylko tyle zdążyła z siebie wydusić, nim chłopak poderwał się z miejsca i już potrząsając farbą podbiegł do fury, malując na niej WIELKIEGO kutasa. — Ja pierdole — już pomijając fakt, że zrobił to brzydko i krzywo — a jednak Hollis uwielbiałą symetrię i staranne pociągnięcia farbą — to jeszcze nie poczekał na znak.
Powinni przecież pierwsze upewnić się, że na pewno nikogo nie było już w garażu. Przez to chowanie się za kontenerami nie mieli pewności, że wszyscy załadowali się do samochodów.
I jak się kurwa po chwili okazało, miała rację.
Twarz G-Forca była kompletnie czerwona, gdy wyłonił się zza drzwi, krocząc w ich stronę. Powiedzieć, że był wkurwiony, to jak nic nie powiedzieć. On aż K I P I A Ł ze złości. Wyglądał, jakby chciał ich rozszarpać na strzępy, a jego kumple wcale nie wyglądali inaczej.
Kurwa — przeklnęła pod nosem, wyrywając się w stronę Sonica. Chłopak był tak zaaferowany swoim pięknym dziełem, że nawet nie zwrócił uwagi na fakt, że zostali bezczelnie przyłapani na gorącym uczynku.
Zaperdole was!!!! — głos Goerga ponownie wyleciał w eter, powodując u Lyric monumentalną gęsią skórkę. Nie żartował. On naprawdę był gotowy ich dorwać. A przecież Hollis nie mogła na to pozwolić.
Oj — Sonic stanął jak wryty ze sprejem w powietrzu, gapiąc się tępo w stronę zbliżających się trójki facetów i dopiero kiedy Lyric szarpnęła go za kurtkę, ruszył się z miejsca.
Spierdalamy!! — ryknęła, może nieco głośniej niż planowała, ale to już były czyste emocje. Jej serce waliło mocno, adrenalina już buzowałą w żyłach i całe kurwa szczęście, bo dodała jej siły w nogach, której normalnie nie miała. — Na drogę! — wskazała kierunek ucieczki, widząc kątem oka, jak Ravy chciała znowu chować się za kontener. Tylko przecież to nic by nie dało.
Ich jedynym ratunkiem w tej katastrofalnej sytuacji była nadzieja, że ktoś będzie przejeżdżał, a oni będą mogli błagać o podwózkę. Chociaż z drugiej strony, kto zatrzymałby się pośrodku niczego, widząc trzech uciekających debili? No chyba tylko policja.

kira finch

this was a fucking stupid idea

: pt sty 09, 2026 5:04 pm
autor: kira finch
Trzy zakapturzone sylwetki wybiegły niespodziewanie na drogę i Kira w ostatnim momencie zahamowała. Ulice były śliskie i czas reakcji znacznie się wydłużał, więc naprawdę niewiele brakowało, żeby potrąciła — jak się szybko okazało — samą Lyric Hollis. Finch aż wstrzymała oddech, zaciskając mocniej palce na kierownicy.
Czy was do reszty popierdoliło?! — wydarła się przez uchyloną szybę. Szybko jednak zrozumiała, co dokładnie się działo, bo G-Force i jego dwóch napakowanych kumpli właśnie wybiegali przez otwartą bramę. — Na co czekacie? Wsiadajcie! — wykonała zamaszysty gest ręką, jakby Lyric, Ravy i Sonic potrzebowali jakiegoś specjalnego zaproszenia. — No dalej! — ponagliła ich, a kiedy cała trójka zapakowała się do Ferrari, cofnęła gwałtownie, tym samym powodując, że McMillan, który usiłował rzucić na na maskę, z łoskotem wylądował na oblodzonej drodze.
Finch wykonała manewr ostrego skrętu w prawo i wyminęła G-Force'a, jadąc przez chwilę zaśnieżonym poboczem, aż w końcu z powrotem wyjechała na ulicę.
Co wam strzeliło do głowy? — prychnęła, zerkając z ukosa na Hollis, która zajęła miejsce pasażera, po czym spojrzała w lusterko wsteczne, żeby skarcić spojrzeniem Ravy i Sonica. — Mówiłam wam, że to jest chujowy pomysł. Dlaczego nie mogliście mnie posłuchać? Gdyby nie Sonny...
Zaraz — odezwała się Ravy. — To twoja robota? — ściągnęła brwi, patrząc wymownie na Sonica. — Dałeś znać Kirze gdzie jesteśmy?!
I dobrze się stało! — odparował natychmiast, krzyżując ręce na klatce piersiowej. — Inaczej dostalibyśmy wpierdol!
Z twojej winy, bo zamiast poczekać, to...
Zamknijcie się! Oboje! — warknęła Finch, dodając gazu. — Mamy ogon — mruknęła, bo w oddali dostrzegła jadące za nim Porsche G-Force'a.
Musiała ich zgubić. Tylko w jaki sposób? Nic nie wskazywało na to, że George McMillan dopuści tak łatwo. Kiedy tylko Kira zwiększała prędkość, on także przyspieszał. W końcu zrównał się z nimi, szyba opuściła się i przez okno wyjrzał jeden z jego goryli. W pierwszej chwili pomyślała, że trzyma w ręce broń, ale to był tylko kamień. Albo aż kamień, którym wycelował w szybę od strony Kiry.
Kamień uderzył z głuchym trzaskiem. Szyba eksplodowała pajęczyną pęknięć, a potem rozsypała się w grad ostrych odłamków, które jak deszcz szkła wpadły do wnętrza Ferrari. Finch zareagowała instynktownie — gwałtownie uchyliła głowę, czując, jak kilka drobnych kawałków rozcina jej policzek. Zaskoczenie na ułamek sekundy odebrały koncentrację, kierownica szarpnęła w bok, tył samochodu zarzuciło na oblodzonym asfalcie.
Trzymajcie się! — poleciła, kiedy pojazd zatańczył niebezpiecznie przy poboczu, tracąc przyczepność. Linia drogi zamazała się przed oczami Kiry, a serce podeszło do gardła. Przez moment miała paskudne wrażenie, że wszystko wymyka się spod kontroli. Zacisnęła zęby, walcząc z kierownicą, próbując odzyskać panowanie, zanim McMillan i jego ludzie wykorzystają tę krótką, ale niebezpieczną słabość i całkowicie wypchną ich z drogi.

lyric hollis

this was a fucking stupid idea

: sob sty 10, 2026 3:41 pm
autor: lyric hollis
Serce biło jej jak oszalałe, podczas gdy nogi przebierały równym tempem. Nie miała pojęcia, gdzie powinni uciekać. W las? Żeby spróbować ich zgubić? Czy może jednak wzdłuż drogi i liczyć na to, że ktoś w końcu będzie przejeżdżać? W końcu zabijanie ludzie w biały dzień raczej nie przechodziło w Toronto. To nie Stany.
Decyzją Hollis było, by trzymać się jednak drogi, chociaż kiedy G-Force była coraz bliżej, w głowie miała taką pojedyncza myśl, że jednak była to zła decyzja. Że w ogóle przyjście tutaj dzisiaj to była za decyzja, a już na pewno angażowanie w to znajomych Kiry. A mogła zająć się tym sama. Mogła to zrobić w spokoju, pod osłoną nocy i zapewne z powodzeniem. Tylko teraz już nie było co gdybać, bo mleko się rozlało, a oni musieli spierdalać przed siebie ile sił w nogach.
I chociaż tej siły z początku było całkiem sporo, tak już po chwili każde z nich opadało z sił. Wróg był coraz bliżej i gdyby nie żółte ferrari, które z piskiem opon zahamowało tuż przed nimi — z pewnością byliby straceni.
Lyric w jednej chwili stanęła jak wryta, kompletnie nie rozumiejąc, co robiła tutaj Kira, jednak sytuacja wymagała na niej szybkiego działania a nie myślenia, dlatego wcisnęła się do środka bez większego zastanowienia.
Oddychała ciężko. Klatka piersiowa piekła ją niemiłosiernie, szczególnie, gdy Goerge próbował rzucić się na maskę. Wariat. No kurwa wariat. Kira ruszyła przed siebie, wprawiając samochód w najwyższe obroty, a Lyric odwróciła się energicznie, spoglądając w tylną szybę.
Porsche z wielkim kutasem namalowanym różową farbą już podjeżdżało po G-Forca. Chciała poinformować o tym Finch, przekrzyczeć jakoś tą kłótnie, która nagle miała miejsce w pojeździe, jednak Kira zdawała się również to zauważyć, oznajmiając, że mają ogon.
Trzymajcie się.
Polecenie, które opuściło jej usta było z jednej strony spodziewane i oczywiste, a jednak Lyric momentalnie poczuła, jak ją mdli. Już i tak przemieszczali sie szybko, a kiedy Finch wcisnęła gaz do dechy, wszystko dosłownie podeszło jej do gardła. Przed oczami w sekundę porobiły się mroczki, a ciało zalała niekontrolowany gorąc, który drapał skórę.
Kira — rzuciła krótko, łapiąc jej spojrzenie w tylnym lusterku. Nie miała zamiaru mówić przy wszystkich, że zaraz wyzionie tu ducha, a tym bardziej z jakiego powodu. Wystarczył fakt, że Finch widziała. Chociaż przecież nie mogła z tym nic zrobić. Musiała ich jakoś zgubić. Szczególnie po tym, jak Goerge nagle RZUCIŁ kamieniem w boczną szybę samochodu Kiry.
Ja pierdole — krzyknęła, przymykając powieki i kuląc się w miejscu. Siedziała zaraz za Finch, dlatego większość szła spadła na nia pod wpływem wiatru, który nagle wdarł się do środka. Czuła jak szkło harata jej dłonie, którymi się zasłoniła oraz wplata we gęste włosy, grzęznąć w bujnych lokach.
I jak już przyjęła taką skuloną pozycję, z głową między nogami, tak nawet nie miała zamiaru się podnieść. Po pierwsze bo bała się rozsypanego szkła, a po drugie nie chciała za nic widzieć tej prędkości, którą nagle zaczęli osiągać.
KIRA UWAŻAJ!!! — krzyknęła Ravy, jednak Lyric nie miała pojęcia, o czym dokładnie była mowa.

kira finch

this was a fucking stupid idea

: sob sty 10, 2026 4:33 pm
autor: kira finch
Policzek piekł niemiłosiernie, ale adrenalina skutecznie odciągała myśli od bólu. Nie miała czasu na zastanawianie się nad tym, czy Hollis mogło być niedobrze. To naprawdę nie była pora ani miejsce na panikę, nad którą Lyric i tak prawdopodobnie nie potrafiłaby zapanować. Teraz na Kira miała na głowie znacznie ważniejsze rzeczy. Miło byłoby uniknąć rozbicia się na przydrożnym drzewie, chociaż przez chwilę Finch była pewna, że tak właśnie się stanie.
Z amoku wyrwał ją krzyk Ravy. Instynktownie skręciła kierownicą, wpadając w poślizg, który wydawał się trudny do opanowania. Ferrari przeleciało tuż obok Porsche, a Kira mogłaby przysiąc, że w tym krótkim ułamku sekundy spojrzeli sobie z G-Force prosto w oczy. Trochę jak w filmowym zwolnionym tempie. I to był moment prawdy. Które mu z nich puszczą nerwy? Kto pierwszy straci panowanie nad pojazdem?
Samochody minęły się o centymetry. Ferrari zakręciło się na oblodzonym asfalcie, a Porsche wypadło z ulicy i wylądowało w zaśnieżonym rowie. W powietrzu rozległ się głuchy łomot zgniecionej blachy. Kira wyłączyła silnik i odsunęła się nieco od kierownicy, próbując uspokoić oddech.
Jesteście cali? — zapytała, spoglądając na wbitego w fotel Sonica. Oczy miał wielkie jak monety i wciąż zaciskał drżące palce na podłokietnikach. Kira odpięła pas i odwróciła się, żeby zorientować się sytuacji. Ravy przyciskała sobie rękę do klatki piersiowej, a Lyric kuliła się za fotelem kierowcy. — Hej, wszystko w porządku? — powtórzyła, na co Ravy skinęła niepewnie głową.
Krwawisz — zauważyła, wskazując na rozcięty policzek Finch.
Co? — Kira przystawiła policzek do lusterka wstecznego, oceniając obrażenia. — To nic takiego — mruknęła i otarła krew wierzchem dłoni, po czym spojrzała przez szybkę na ugrzęźnięte w rowie Porsche.
Nikt nie wychodził na zewnątrz. Nie zakodowała też żadnego ruchu. Maska była zgnieciona, a zniszczenia odsłoniły silnik. Sonic poprawił się w swoim fotelu, w końcu odzyskując głos.
Powinniśmy sprawdzić czy żyją? — zapytał, ale chyba sam nie uważał, żeby to był dobry pomysł.
Zwariowałeś! — obruszyła się Ravy. — To może być pułapka! Pewnie tylko udają, a jak podejdziemy bliżej, to od razu się na nas rzucą!
Finch wzięła głęboki oddech i nacisnęła na klamkę. Do Ferrari momentalnie wpadło mroźne powietrze. Wysiadła i otworzyła tylne drzwi, żeby Hollis również mogła opuścić samochód.
Kira, co ty wyprawiasz! — zawołała od razu Ravy. — Pojebało cię? Spadajmy stąd! — jęknęła błagalnie. Tylko Finch wcale nie była pewna, czy powinni pozostawić tutaj G-Force'a i jego kumpli. Zmiażdżony przód Porsche wyglądał dość niepokojąco. O ile nie chcieli im pomagać osobiście, to powinni przynajmniej anonimowo wezwać odpowiednie służby i dopiero potem zawinąć się z miejsca zdarzenia. Ojciec McMillana pracował w policji. Nikt im nie uwierzy, że Kira przejeżdżała tędy przypadkowo.

lyric hollis

this was a fucking stupid idea

: sob sty 10, 2026 7:03 pm
autor: lyric hollis
Nie wiedziała, co się działo. Przez kilka minut kompletnie nie ogarniała rzeczywistości. Nie patrzyła — twardo trzymała głowę między nogami, nawet na moment jej nie unosząc, po tym jak kupa szkła wylądowała na jej twarzy i włosach.
Chociaż nic nie widziała, czuła prędkość samochodu w sposobie, w jaki jej ciało wciskało się w fotel oraz to, jak rzucało nią, kiedy Kira wchodziła w zakręty. Tak samo nie wiedziała, co działo się w momencie ostrzeżenia przez Ravy. Dopiero głośny huk, który wybrzmiał gdzieś za oknem sprawił, że się podniosła. Dokładnie w tym samym czasie, kiedy Finch hamowała samochód.
W pierwszej kolejności spojrzała po znajomych (o ile można im było przypisać taką łatkę), by zatrzymać wzrok nieco dłużej na twarzy Kiry. Z jej policzka sączyła się solidka stróżka krwi, która momentalnie przyprawiła Lyric o jeszcze większe mdłości. Aż własna twarz ją zapiekła. Tylko jak się po chwili okazało, twarz bolała ją nie na widok rany Finch a tych własnych. Były to o wiele płytsze zadrapania, ale za to liczniejsze. Miała je praktycznie na całej twarzy, jakby zadrapał ją jakiś kocur.
Nie było jednak czasu się tym przejmować, bo już się okazało, że Porsche G-Forca wylądowało w rowie. Lyric spojrzała w tamtym kierunku — nie wyglądało to najlepiej. Ba, kurwa, wyglądało to t r a g i c z n i e. Aż na nowo serce podeszło jej do gardła. George mógł być skończonym debilem, ale przecież nie zasłużył sobie na tak okrutny los. Tylko z drugiej strony — czy oni przypadkiem nie pójdą siedzieć, jeśli wyjdzie, że maczali w tym palce? Nim zdążyła się nad tym głębiej zastanowić, Kira już wysiadała z samochodu.
Finch!!! — krzyknęła w jej kierunku, ale oczywiście blondynka nic sobie z tego nie zrobiła i już z pojedynkę kierowała się w stronę rozwalonego Porche.
Chwila zawahania.
Decyzja.
Ja pierdole — fuknęła pod nosem i już sama odpinała pas bezpieczeństwa.
A ty co wyprawiasz?! — Ravy aż krzyknęła przy jej uchu, łapiąc ją zaraz nad łokciem.
No jak to co?! — spojrzała na nią z równie intensywną stanowczością. — Przecież nie może tam iść sama — jej ton był pretensjonalny i słusznie. Bo akurat Lyric powinna być ostatnią osobą z całej tej grupy, która przejmowałaby się losem Kiry, a jednak jako jedyna wyszła za nią z samochodu.
Finch, poczekaj! — rzuciła, podbiegajac bliżej, a kilka kawałków szkła posypało się z jej bujnych włosów prosto na oblodzony asfalt. — Poczekaj, proszę — sięgnęła do przodu i zacisnęła palce na materiale jej kurtki, a następnie szarpnęła. Chciała, by w końcu się zatrzymała, chociaż na moment i na nią spojrzała. — Możemy to zrobić kurwa ostrożnie? Ravy może mieć rację, mogę tylko tam czekać — wyjaśniła już o wiele spokojniej, a następnie puściła ją wolno. Cóż, patrząc po poziomie rozjebania maski, sytuacja wcale nie wydawała się być ustawką, a poziom zagrożenia ich życia dość poważny.
Hollis wychyliła się, zaglądając na przednie siedzenia. G-Force razem z jego kumplem mieli głowy oparte o poduszki powietrzne, a dookoła była masa krwi. Nie wyglądało to za dobrze.
Trzeba zadzwonić po pomoc — rzuciła krótko, czując, jak znowu robi jej się niedobrze, a serce podchodzi do samego gardła. — Chociaż na pogotowie.

kira finch

this was a fucking stupid idea

: ndz sty 11, 2026 10:00 pm
autor: kira finch
Była wystarczająco zdeterminowana, żeby iść i sprawdzić, czy G-Force i jego kumple byli cali. To był jeden z przejawów człowieczeństwa Kiry. Nie mogła stać bezczynnie i wpatrywać się w Porsche, które wylądowało w rowie ze zmiażdżonym przodem. Wyglądało to po prostu źle. Skasowane samochody były jak metalowa pułapka. Zwłaszcza takie z silnikiem na wierzchu, z którego zaczęło się kopcić. Jeszcze tego brakowało, żeby doszło do wybuchu i żeby McMillan i reszta spłonęli żywcem (albo i nie żywcem) w pojeździe.
Co?! — wydarła się, czując, jak Hollis szarpie ją za kurtkę. — Czego chcesz? Mało ci problemów? — warknęła przez zaciśnięte zęby. — Po co żeście się tam pchali? Naprawdę zbagatelizowaliście wszystko, co powiedziałam i dopiero na własnej skórze musieliście przekonać się, że to chujowy pomysł? — prychnęła pogardliwie, a potem wzięła głęboki oddech, znów ocierając policzek wierzchem dłoni. Krew z rany rozmazała jej się na połowie twarzy. Przestąpiła z nogi na nogę, wciskając ręce w kieszenie kurtki. — Sorry — zreflektowała się po chwili zastanowienia.
Nie mogła przecież wyżywać się na niej, bo to i tak już niczego nie zmieni. Finch dawała się ponieść takim emocjom tylko w skrajnych sytuacjach, a ta sytuacja niewątpliwie była skrajna. Wychyliła się i spojrzała ponad ramieniem Lyric na Sonica i Ravy, którzy nie byli zbyt skorzy do pomocy.
Zrobimy to ostrożnie. Trzymaj się z tyłu — poleciła, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku rowu. Ześlizgnęła się w dół po stromym zboczu, ale zanim pociągnęła za klamkę, zajrzała do Porsche przez rozbitą szybę.
George McMillan leżał z poharataną twarzą na kierownicy, a z jego czoła sączyła się stróżka krwi. Był nieprzytomny. Zresztą jak pozostała dwójka. Kira otworzyła drzwi i sprawdziła puls. Nie znała się na medycynie, ale pod palcami wyczuła rytmiczne drgania.
Żyje, ale musimy go stąd wyciągnąć — poinformowała Lyric i skinęła głową na Sonica i Ravy, którzy niechętnie ruszyli w ich stronę. — Ravy, dzwoń pod numer alarmowy. Daj im znać o wypadku za miastem. Za lokalizację podaj numer na słupku. I absolutnie nie podawaj swoich danych — zaznaczyła, bo naprawdę lepiej będzie, jeśli pozostaną anonimowi. — Sonny, pomóż mi wyciągnąć G-Force'a. Przytrzymaj mu głowę. Właśnie tak — pochwaliła, kiedy kumpel unieruchomił nieprzytomnego zjeba. — Ja wezmę za nogi. Lyric, otwórz tylne drzwi — wydała kolejne polecenie, kiedy razem z Sonicem umieszczali McMillana pod drzewem. — Dobra, teraz tych dwóch — wskazała podbródkiem na pasażerów.
Chwilę później cała, wciąż żywa trójka znalazła się poza Porsche. Odciągnęli ich z dala od samochodu, gdyby ten nagle stanął w płomieniach. Tak trzeba było zrobić i tak było bezpiecznie.
Przyjadą do piętnastu minut — oznajmiła Ravy, ukrywając telefon w kieszeni. — Co teraz? — dopytała, kiedy Finch ustawiała na drodze trójkąt ostrzegawczy, żeby inni kierowcy wiedzieli, że w tym miejscu doszło do zdarzenia.
Będziemy się zawijać — oznajmiła i kątem oka zerknęła na Hollis, a dokładnie na jej poranioną twarz i dłonie. — W bagażniku mam apteczkę — poinstruowała, jeszcze raz upewniając się, czy poszkodowani są wystarczająco dobrze zabezpieczeni. Głupio by teraz było, gdyby wjechała w nich jakaś rozpędzona ciężarówka.

lyric hollis