Strona 1 z 1

Settimana bianca

: śr sty 07, 2026 5:34 pm
autor: Diana Carissoni
001.
Mount Columbia.
Tradycji white week nie musiało się koniecznie piastować w takich Alpach czy innych, włoskich regionach górskich. Z pewnością rodzina ich za to nie wydziedziczy po takiej wycieczce, zwłaszcza że mieszkali tutaj, w Kanadzie, od naprawdę wielu lat. Licząc nie tylko cały żywot Fillippo, ale również i wszystkie lata życia Diany, a to był już cholerny szmat czasu. Prawda była taka, że włoska kultura potrafiła żyć wszędzie i funkcjonować w praktycznie każdym miejscu na ziemi. A też nie wszystkie zwyczaje się praktykowało tak, jak kiedyś. Settimana bianca pewnie nie dla każdej osoby o włoskiej krwi był czymś koniecznym, a może nawet i dla samych Carissonich było to trochę bardziej jak przyzwyczajenie, hobby lub coś, co poszczególni członkowie rodziny lubili świętować.
Dla Diany był to nie tyle że okres ważny pod względem tradycyjnym, ale bardziej służył w ramach odpoczynku, wyciszenia, a także pomagał uporać się z ostatnimi nićmi łączącymi ją z poprzednim rokiem. Dodatkowo była to okazja do spędzenia czasu z rodziną. W tym roku padło na Filippo, z którym ostatnio nie miała się częściej spotkać. Ona miała pracę, swoje "zajęcia" i taski do wykonania, on miał studia i swoje zainteresowania. Nie znaczyło to jednak, że wcale nie byli blisko. Starsza Carissoni miała szczerą nadzieję, że brat dalej uważa ją za kogoś ważnego, a nie za tą "głupią siostrę", która co kilka dni pyta się co u niego i truje mu dupę. Ale nawet jeśli tak właśnie prezentowałby się jej obraz w jego oczach... Nie, nie zmieniłaby się. Za żadne skarby. Mógł o tym zapomnieć. W takich rodzinach siostra-przylepa była czymś koniecznym do posiadania.
Na miejsce przybyli wspólnie, bo Diana nie ominęłaby okazji, by skorzystać z możliwości zostania pasażerską księżniczką swojego brata, który akurat miał pełne prawo jazdy. Wybieranie się tutaj motocyklem było też dość ryzykowne, bo górski klimat może i nie zagroziłby maszynie, ale ich zdrowiu już bardziej. A przecież nie przyjechali tutaj się zaprawić, tylko skorzystać z uroków górskich widoków! I nie tylko.
Nie była świadoma planów Filipka, ale u niej wyglądało to tak samo, jak zwykle - róbta co chceta. Na pewno nie odpuści swojego ulubionego snowboardingu, natomiast poważnie rozważała też wybranie się na jakiś górski hiking. Szczerze to nawet na samą górę by wlazła, ale miała znikome pojęcie o tym, jak dobrze się do tego przygotować, a jednak nie była tak lekkomyślna, by ot tak stwierdzić to sobie i tam pójść. Z pewnością poruszy ten temat z bratem, a może wtedy spróbują coś wspólnie pokminić. Bo plany na spontanie były dużo lepsze niż takie zaplanowane ileś czasu wprzód!
Na chwilę obecną siedzieli sobie w resorcie, kończąc śniadanie. Diana przeglądała już coś na telefonie, jak przystało na osobę uzależnioną. Albo przynajmniej udającą, że chodziło tylko i wyłącznie o czystą pracę pod szyldem pomocy innym, mniej utalentowanym w tym, jak tańczyć jak Danielka z Katseye. Albo przynajmniej w jakimś podobnym stopniu.

Filippo Carissoni