i feel like shit
: czw sty 08, 2026 1:13 pm
after fifteen shots of Jameson
the morning always hurts. I feel like shit.
Obudził się daleko stąd, w którymś z pobliskich miast, odruchowo mocniej ciągnąc coś, co przypominało kołdrę, ale gwałtownie wciągnął powietrze w płuca. Bezwiednie chwycił dolną część pleców dłonią, po czym mocno uścisnął bolące miejsce. Czuł się tak, jakby z każdym poruszeniem odnawiały się stare pęknięcia, stłuczenia i złamania. Od razu się obudził.
Głowa pękała mu tępym bólem.
Westchnął, starając się przypomnieć sobie, co, do diabła, się działo. Ale nieważne, jak bardzo próbował, i tak pamiętał jedynie wycinek ostatnich paru dni: lejącego się Jamesona, barmana wołającego: “trzecia godzina, panowie. Zbieramy się”, a potem wycieczkę w poszukiwaniu czegoś z procentami celem zwieńczenia (któregoś z kolei) dnia. Tyle. Skąd wzięła się dziewczyna obok, czemu leżał w dżinsach, gdzie byli — usilnie o tym myślał, jak na razie jednak bez większych skutków. Aż wreszcie pogodził się z tym, z czym pogodzić się musiał: to, dlaczego spał na podłodze hotelowego pokoju, co robił ostatnich parę dni, a także czemu nieznajoma obok leżała w ubraniu bez ruchu, już na zawsze pozostanie niezgłębioną tajemnicą pokroju rasgueado. O wiele lepiej pamiętał decyzję, charakterystyczne: “przyszedłem tylko na jednego” powtarzane ze śmiechem zarówno do barmana, jak i kolegów, niż to, co rzeczywiście robił. Łapiąc swoją komórkę, a obcą odrzucając gdzieś w bok, dostrzegł parę nieodczytanych wiadomości i nieodebranych połączeń, niemniej jednak wolał oszczędzić sobie historii.
Trudno.
Crowe leżał tak chwilę, pozwalając sobie odsapnąć, przede wszystkim jednak — przywyknąć do bólu, zanim wreszcie podniósł się z widocznym wysiłkiem. Otrząśnięcie się chwilę mu zajęło, ale potem chwycił bluzę z oparcia fotela i wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami.
Jadąc z miasteczka oddalonego o pół godziny od Toronto, boleśnie uświadomił sobie jedno: “chujowo” to mało powiedziane. Raczej czuł się jak gówno. Trzęsące się dłonie mocno zaciskał a to łapiąc kierownicę, a to dźwignię zmiany biegów. Co chwilę przełykał ślinę. Jak to dobrze, że tak szybko znalazł kluczyki w bluzie.
Wciąż bił się z myślami, próbując zdecydować, czy powinien sprawdzić kartę kredytową, ale przynajmniej dotarł do domu bez ani jednej kontroli. Trochę krzywo zaparkował forda, tylnym kołem zatrzymując się na trawniku sąsiadów, ale zgasił silnik. Idąc do domu, dwukrotnie upuścił klucze i minęło dobrych parę minut, zanim zorientował się, gdzie upadły.
Kiedy wreszcie zamknął za sobą drzwi z głośnym trzaskiem, stracił równowagę. Oparł się więc dłonią o szafkę stojącą nieopodal wejścia, strącając jednocześnie jakąś tandetną wazę, której — mógł przysiąc — jeszcze tydzień temu tutaj nie było.
Trochę po omacku odłożył klucze, dopiero teraz podnosząc wzrok.
Zamarł dosłownie na sekundę.
— Schudłaś — powiedział jedynie, od razu rozpoznając młodszą siostrę, chociaż ostatnio widzieli się tak dawno temu. Od niechcenia pogłaskał oba psy, jednocześnie odsuwając od siebie ich duże cielska. Wyminął dziewczynę, od razu idąc do kuchni w poszukiwaniu piwa.
Ramona Crowe