Strona 1 z 1
What could be done differently?
: sob sty 10, 2026 1:07 am
autor: Rohan Kim
Nocne dyżury były stratą czasu - Rohan nigdy nie powiedziałby tego głośno, ale tak właśnie myślał. Oczywiście, wypadki zdarzały się o każdej porze dnia i nocy, nie raz przecież operował idiotów poszkodowanych w jakimś zderzeniu samochodowym o trzeciej nad ranem, ale zdecydowana większość ciężkich przypadków trafiała do niego gdy to słońce przecinało nieboskłon, nie księżyc. Po zmroku działo się tak niewiele, że szpital momentami wyglądał jak wymarły. Ktoś zawsze był obecny i czuwał, pielęgniarki siedziały jednak w pokoju służbowym, plotkując, wymieniając się uwagami o ostatnich, nieprzyjemnych interakcjach z pacjentami lub po prostu narzekając na życie. Niewielka garstka lekarzy, która była dziś na dyżurze, korzystała z chwili wolnego by złapać chwilę odpoczynku. Cisza taka jak dziś należały do rzadkości, ale jednak się zdarzały. A ta noc była wyjątkowo spokojna, co sprawiało, że Rohan był wybitnie nie w sosie. Nikt nie lubił kiedy nie działo się absolutnie nic. Jedna z pielęgniarek, Marie, opowiadała każdemu, kto chciał jej słuchać, że to zawsze jest cisza przed burzą. że w momencie kiedy wszyscy się rozluźnią i kiedy ich czujność zostanie uśpiona, nagle coś jebnie. Kim nie znosił takiego pieprzenia, ale całe szczęście starczyło że tylko posyłał pielęgniarkom znaczące spojrzenie, a te szybko przestawały gadać o bzdurach. Przynajmniej w jego obecności, ale to mu wystarczyło.
Kolejną rzeczą, której mężczyzna nie trawił, były jego własne porażki. Bo właśnie w ten sposób postrzegał sytuacje, kiedy pacjent, którego miał pod opieką, jednak z jakiegoś powodu nie przeżywał. Nieudana operacja? To wszystko była wina jego braku umiejętności. Zbyt słaby organizm pacjenta? Najwyraźniej zabieg trwał zbyt długo. Nawet jeśli całe życie wmawiano mu, że nie wszystkich da się uratować, Rohan nigdy do końca się tym nie pogodził. Wierzył w swoje własne umiejętności. Gdy inni lekarze odpuszczali, on chciał próbować dalej. Na szczęście nie zawsze mu na to pozwalano. Ale to dlatego, nawet kiedy pogrzeb pacjenta zdążył się odbyć już dobrych kilka tygodni temu, Rohan nadal przeglądał starą kartę choroby, rozważając, co mógłby zrobić inaczej. Cisza trwająca na dyżurze sprzyjała niestety takim analizom, więc Kim zamiast uciąć sobie drzemkę i wyluzować nieco, po raz kolejny rozsiadł się w swoim gabinecie i zaczął przeglądać pliki z historią choroby.
Powiększenie zastawki mitralnej było tak banalna chorobą, że niemalże absurdalne wydawało się, że to właśnie to schorzenie było główną przyczyną zgonu pacjenta. Oczywiście przyczyniło się do tego więcej aspektów - dość zaawansowany wiek pacjenta, dodający mu uroku potrójny podbródek i fakt, że facet prawdopodobnie nie widział marchewki lub innego warzywa od czasów gimnazjum. Wtedy też chyba ostatni raz był u jakiegokolwiek lekarza. Stan pacjenta był więc dość poważny, jego schorzenie osiągnęło już zaawansowaną formę. Sprawnie przeprowadzona operacja pozwoliłaby mu się cieszyć egzystencją na tym padole łez jeszcze parę lat. Ale serce nie wytrzymało. Stanęło w trakcie zabiegu i nie udało się go już rozruszać.
I Rohan do tej pory był z tego powodu wściekły.
Stanley Knox
What could be done differently?
: sob sty 10, 2026 3:10 pm
autor: Stanley Knox
Knox w zasadzie lubił nocne dyżury, ale było kilka warunków. Pierwszy - panował względny spokój. Drugi - nie był jedynym chirurgiem na oddziale, który pozostawał do ratowania ludzkiego życia i zdrowia. Trzeci - nie był akurat potrzebny nigdzie indziej, więc mógł w spokoju nadrabiać zaległą dokumentację, która piętrzyła się na jego własnym biurku. Niby tylko trzy zasady, a jednak rzadko dawało się je spełnić. Tym razem zdarzył się cud i wszystkie trzy zostały odhaczone jako spełnione - świat się kończył.
O ile pierwszą część nocki spędził na wypełnianiu wszelkiej papierologii, zaczynając od tej najbardziej zaległej i idąc w kierunku tych bardziej aktualnych, blondyn czuł się coraz bardziej znudzony tym wszystkim. Obiecał sobie, że "tym razem to już na pewno będzie na bieżąco wypełniał te wszystkie akta". To oczywiście był czysty blef i szczere kłamstwo, bo każdy, kto znał Knoxa, wiedział, że dokumenty wypełnione na ostatnią chwilę to jego drugie imię.
Człowiek nie żył jednak tylko papierologią i Stanley porobiłby coś innego. Nikt nie umierał. Profesor Harvick był już dawno w domu i akurat nie przeprowadzał żadnego egzaminu dla studentów, więc nie mogli pograć zdalnie w szachy. Na plotki nie miał ochoty, bo pewnie musiałby wysłuchiwać o jakichś złamanych sercach czy innych zdradach lub - co gorsza - o jakimś stutysięcznym odcinku "Mody na Sukces".
Co mu pozostało zrobić? A odnaleźć Kima i może porobić coś ciekawego. Mogliby zagrać w chińczyka, chociaż mogło to być trochę rasistowskie, albo chociaż pójść na papierosa. Napić się kawy? Pokrążyć bez celu po szpitalu? No coś sobie wymyślą i dadzą radę.
Jako dobry kompan postanowił zrobić im po kubku czarnej lury, którą niektórzy mogliby nazwać kofeinowym trunkiem, i czym prędzej ruszył w podróż. Stanley obszedł kilka miejscówek, w których mógłby spotkać Rohana, i niestety jego misja spełzła na niczym, a rozpiska mówiła jasno, że był w szpitalu. Pozostała mu tylko jedna szansa - sprawdzić jego gabinet.
Kiedy podszedł pod drzwi, zauważył, że jakieś promienie światła dochodzą spod nich - trafiony, zatopiony. Zapukał i czym prędzej wszedł do środka.
- Co czytamy? - zapytał, przekraczając próg świątyni Kima, jakim było jego własne biuro - Chociaż w zasadzie to mam najpierw zagwozdkę, bo tak mnie teraz naszło - podszedł bliżej Rohana, stawiając kubki na biurku - Skoro istnieje powiedzenie, że "an apple a day keeps a doctor away", czy to oznacza, że jeżeli będziemy jedli jabłko codziennie, to będziemy mieli spokój od pracy? Czy po prostu wtedy mamy taką tarczę ochronną i nikt inny, kto jest doktorem, nie może się do nas zwracać? - podzielił się swoim spostrzeżeniem... pytaniem? Niewiadomą? Na pewno przedstawił pewne zagadnienie, które należało wyjaśnić, aby mogli przejść dalej.
Rohan Kim
What could be done differently?
: ndz sty 11, 2026 10:54 pm
autor: Rohan Kim
Wzrok Rohana skakał po linijkach tekstu, który tak dobrze znał, prześlizgiwał się po zdjęciach i wynikach badań, przywołując jednocześnie z pamięci wszystkie interakcje z pacjentem. Oczami wyobraźni widział także stół operacyjny, swoje ręce ściskające narzędzia operacyjne, krew, mężczyznę na stole, serce bijące w klatce. Otłuszczone, wyraźnie chore serce, które w którymś momencie gwałtownie przyspieszyło, by w końcu zatrzymać się na dobre. Reanimacja nie przyniosła skutku, a natarczywe wycie aparatury monitorującej wwiercało się w umysł Kima. Kolejny zgon. Kolejna porażka.
Pukanie gwałtownie wyrwało go ze skupienia, jego wzrok przeniósł się na drzwi, gdy zastanawiał się, kto postanowił pozawracać mu dupę. Czy może jednak w końcu było jakieś zadanie do wykonania, jakiś skręcony paluszek do nastawienia? Bo przecież gdyby chodziło o ratowanie życia, nikt nie bawiłby się w łagodne pukanie. Albo już dostałby wezwanie, albo drzwi otworzyłyby się z imponującym hukiem. Finalnie wszystkie podejrzenia Kima okazały się jednak błędne, kiedy w przejściu pokazała się osoba Knoxa, trzymająca w obu dłoniach po kubku kawy. Czyli nadal mieli luz. Trochę się rozczarował.
Wiele wymagało od Rohana przyzwyczajenie się do obyczajów społecznych panujących w tym kraju, jakże innych od tych pochodzących z Korei. Tutaj nikt nie zrywał się z krzesła na widok osoby starszej ledwie kilka miesięcy, żeby powitać ją z honorami. Rohan wciąż jednak z pewną pokorą i niemym podziękowaniem pochylił głowę, zanim obiema dłońmi ujął kubek kawy postawiony na blacie. Poszperał w swojej szufladzie, wynajdując tam śmietankę, którą zaoferował także Stanleyowi. Nie byłby w stanie przełknąć czarnej kawy, nawet takiej parzonej z najlepszych, najbardziej aromatycznych ziaren.
- Hę? - w pierwszej chwili pytanie związane z jabłkiem lekko go zaskoczyło. Dobrze wiedział jednak że tłumaczenie prawdziwego znaczenia tego powiedzenia byłoby pozbawione sensu i Rohan tylko by się tym ośmieszył. Dobrze, mógł więc pobawić się w te gierkę. - A chciałbyś mieć taką tarczę? Od innych doktorów? To by się chyba trochę mijało z celem, prawda? - odpowiedział pytaniem. Może trzymałoby to na dystans Collinsa, który lubił się przechwalać swoimi osiągnięciami, albo Heathrow, która pomimo swoich umiejętności była absurdalnie wręcz irytująca, ale miało to także wady. Niemożliwym byłoby na przykład wspólne przeprowadzanie operacji, albo uczenie się od innych, starszych stażem i doświadczeniem. - Nie mógłbyś wtedy przyjść tutaj i przynieść mi kawy, ani porozmawiać ze mną o przypadkach, które mnie nurtują. Zerknij na to, kojarzysz tego faceta? - Rohan uznał, że skoro już ma obok siebie innego specjalistę, może urządzą sobie burzę mózgów we dwoje. Co prawda pacjentowi i tak to już nie mogło pomóc, ale wciąż mogli wynieść z tego jakąś naukę na przyszłość. Tak aby spróbować uleczyć kolejnego spasionego frajera, który zjawi się w szpitalu na ostatnią chwilę.
- Myślisz, że dało się coś zrobić inaczej? Więcej? - Rohan zaoferował Knoxowi drugie krzesło i odwrócił lekko monitor, aby ułatwić mu zajrzenie w akta. Samo imię pacjenta na pewno nic by mu nie powiedziało, ale cały opis choroby i powód zgonu mężczyzny były opisane bardzo dokładnie. Kim także miewał zaległości w swojej papierologii, był jednak nieco bardziej zorganizowany w tej kwestii niż jego starszy kolega.
Stanley Knox
What could be done differently?
: pn sty 12, 2026 8:32 pm
autor: Stanley Knox
Knox ciągle zapominał, że Kim pochodził z jakiejś tam odległej Azji i miał wpojony dużo większy szacunek do starszych niż sam Stanley. Oczywiście to nie było tak, że blondyn nienawidził osób z większym stażem wiekowym czy doświadczeniem od siebie, ale podchodził do nich z inną dozą szacunku.
Nic więc dziwnego, że każde takie zagranie Rohana, jak skinienie głową czy ukłon, były traktowane przez jego kolegę jako małe zaskoczenie czy zdziwienie. Szybko to jednak mijało, a niebieskooki łączył kropki i rozumiał, że była to po prostu nieodłączna część jestestwa tego Koreańczyka.
Na śmietankę uniósł tylko dłoń w geście odmowy. Kawa musiała wybudzać i sprawiać cierpienie, a taka czarna, gorąca lura była najlepsza. Nic tak człowieka nie stawiało na nogi jak taki napitek i papieros. O ile to drugie musiało poczekać, tak to pierwsze miało zostać zaraz skonsumowane.
- Mi to w sumie obojętne. Może byłoby to rzeczywiście trochę smutne, bo bym siedział tylko z papierologią, a tak to mogę przyjść i ci trochę poprzeszkadzać - powiedział szczerze, bez owijania w bawełnę. W końcu co go będzie kłamał, skoro byli po jednym fachu?
- Już wiem, co będziemy dzisiaj robić w takim razie - dodał z lekkim uśmiechem, bo debaty z Kimem były bardzo ciekawe i edukacyjne. Fakt, inni mogliby uznać ich za chorych psychicznie i opętanych, ale oni już tak mieli, że poddawali analizie dziwne przypadki, a to wszystko w imię nauki i samorozwoju.
Z pokazanego krzesła skorzystał i przysiadł się obok Rohana, odstawiając na razie kubek gdzieś na blat. Jego oczy zaraz pognały w kierunku monitora, aby zaznajomić się z przypadłością. Kilka czy kilkanaście dobrych sekund biegały od lewej do prawej, poznając akta, które ukazał mu Rohan.
- Miał nadwagę od dłuższego czasu? - zapytał - Bo jeżeli tak i nic z tym faktem nie robił, to ja się wcale nie dziwię, że serce wykitowało. Gdyby nie serce, to zapewne płuca byłyby drugie do kolekcji. Wiesz, jak ciężko musiało im być, żeby taką tuszę podnieść? To nie przelewki... - rzucił w ramach pierwszego komentarza - Ile w sumie ważył pacjent? I przy jakim wzroście? Bo wnioskuję, że atleta był z niego taki jak ze mnie Wietnamczyk, czyli żaden - dodał jeszcze. Czy jego osąd mógł być pośpieszny? Tak. Ale czy miał podstawy, aby coś takiego powiedzieć? Jeszcze jak. Z przedstawionych dokumentów, a przynajmniej ich pierwszej części, wszystko wskazywało na to, że mieli do czynienia z potężnym zawodnikiem. Dosłownie potężnym.
- Przywieźli go karetką na ostatnią chwilę i od razu pod skalpel? Czy sam się zgłosił i postanowił zmienić swoje życie na lepsze? - dopytywał o szczegóły, aby móc przedstawić szerszą i bardziej rozbudowaną opinię na zaistniałą sytuację.
Czy opisywany przypadek był ludzką tragedią? Oczywiście, że tak. To była tragedia dla lekarza, pacjenta i rodziny. Z drugiej zaś strony, większość chirurgów miała swój mały cmentarzyk. Nie było nieomylnych fachowców w tej branży, a nawet kilka sekund opóźnienia w rozpoczęciu operacji mogło być fatalne w skutkach. Jak było tutaj? To dopiero miało zostać ujawnione Knoxowi.
Rohan Kim
What could be done differently?
: śr sty 21, 2026 9:12 pm
autor: Rohan Kim
Przynajmniej Knox nie był rasistą i nawet jeśli zwyczaje Kima go zaskakiwały, to nie robił z tego afery. Rohan nie był w Kanadzie wcale długo ale spotkał się już z kilkoma przypadkami, gdy komuś bardzo "przeszkadzały" jego maniery. Kim dość szybko potrafił tracić cierpliwość, ale w przypadku takich sytuacji, zwykle udawało mu się zachowywać zimną krew i tylko obrzucać ewentualnego szydercę spojrzeniem pełnym politowania. Ale ogółem nie mógł narzekać, Kanada i tak była dużo bardziej przyjazna niż na przykład Ameryka. Rohan nie chciał nawet się cofać do wspomnień z lat, kiedy mieszkał w Stanach. Dzicz, zwyczajna dzicz na każdym kroku.
- Nie miałbyś się też jak w ogóle nauczyć swojego fachu w praktyce, nie zbliżając się do innych doktorów podczas operacji - zauważył też, chowając śmietankę do szafki. Może więc lepiej że jabłka nie mają takich dziwnych właściwości. Łatwiej im się dzięki temu żyło.
Badanie i analiza przypadków, które się nie powiodły, wcale nie były czymś nienaturalnym. Z każdej lekcji trzeba było wyciągnąć nauczkę, nawet z porażek. A może właśnie szczególnie z porażek. każdy kto uważał inaczej, był idiotą i bezmyślnym ignorantem i Kim zamierzał trzymać się tego stanowiska do upadłego. To dlatego z zadowoleniem przyjął fakt, że Knox zdecydował się dołączyć do niego w analizie tego jednego pacjenta.
- Praktycznie od dzieciństwa - odpowiedział od razu. - Jak go ważyli w szpitalu to waga pokazała chyba ponad 150 kilo. I wiesz, ja sobie doskonale zdaję sprawę, że to wszystko były czynniki które tylko utrudniały udaną operacje i zmniejszały szanse pacjenta, ale nie o to chodzi, aby szukać tutaj wymówek. - Kim skrzywił się lekko, upijając łyk swojej kawy. Bo tak, to były dla niego wymówki. owszem, ogólny stan pacjenta był prawie że tragiczny. Może nie był zaniedbanym bezdomnym, ale tusza, zła dieta, papierosy, alkohol, absolutny brak ruchu - to wszystko się na nim odbiły i sprawiły że każdy jeden jego organ pracował na trzy etaty. Ale to serce faktycznie obrywało najmocniej.
- Przywieźli go karetką, ale jego stan nie był wtedy jeszcze krytyczny. Operację miał po dwóch dniach. - zdążyli jeszcze zrobić cały komplet badań i dojść do wniosku, że operacja, a potem drastyczna zmiana przyzwyczajeń pacjenta, to jedyne co może pomóc mu w przedłużeniu swojego życia. Niestety serce postanowiło jednak poddać się na stole operacyjnym - Sam przypadek tej zastawki był wręcz podręcznikowy. Jasne, jej stan był już zaawansowany, ale to nie było nic, czego nie byłbym w stanie naprawić. Nie było to łatwe, ale nie było też awykonalne. Gdybym tylko był szybszy, może udałoby się go zamknąć i dziś jeszcze by żył... - zaczął głośno myśleć. Rohan nie chciał znać odpowiedzi, co było powodem śmierci pacjenta. Tego był świadom doskonale. Sam wypisywał papiery i kartę zgonu. Chciał wiedzieć czego nie zrobił, czego zrobił za mało lub źle - Nie będę najlepszy, jeśli tacy pacjenci będą mi schodzić na stole.
Stanley Knox
What could be done differently?
: ndz sty 25, 2026 6:33 pm
autor: Stanley Knox
Rohan miał trochę racji, a nawet trochę więcej, niż Knox chciałby przyznać. Bez zbliżania się do innych doktorów nie mógłby się nauczyć swojego fachu, zresztą Kim miałby dokładnie to samo co on. Z drugiej strony było to tylko pytanie przerywnikowe, które miało pobudzić ich szare komórki do działania, wszak Stanley nie wiedział, że ciekawa dokumentacja czekała tuż za rogiem.
Jednak to nie odpowiedź dotycząca jabłka była szokująca, a fakt dotyczący wagi zmarłego pacjenta. Sto pięćdziesiąt kilogramów?! Knox musiał aż zamrugać kilkukrotnie oczami, bo nie wierzył w to, co słyszał. Gdyby mówili o jakimś kulturyście, to byłoby całkowicie inaczej, ponieważ mięśnie były cięższe od tłuszczu i tak duża waga nie musiała oznaczać nadwagi. Oczywiście taki osobnik musiałby mieć wtedy lekko ponad dwa metry wzrostu i być solidnie zbudowanym, co jednak nie tyczyło się mężczyzny z dokumentacji. Ten po prostu cierpiał na nadwagę.
- Praktycznie od dzieciństwa nadwaga i nikt nic z tym faktem nie zrobił? I ty jeszcze masz czelność poszukiwać winy u siebie? - upewnił się, że dobrze zrozumiał swojego kompana, bo ten musiał solidnie bredzić. Rohan zrobił tyle, ile mógł. To był beznadziejny przypadek i niestety trafiło na niego. Wszyscy chirurdzy mieli takie same szanse na powodzenie tej operacji - tyczyło to się Kima, Knoxa, Harvicka i wszystkich innych.
- Wiesz, sam fakt, że przywieźli go karetką, mówi, że było źle - próbował jakoś to wytłumaczyć Rohanowi, bo wierzył, że tamten zrobił wszystko, co mógł - Naprawdę, zrobiłeś, co mogłeś. Nie jesteś cudotwórcą. Jesteś lekarzem, chirurgiem. Ratujesz ludzi i takie rzeczy się zdarzają - upił kawy, zdając sobie sprawę, że to jeszcze nie był koniec dyskusji - Prędkość to nie wszystko. Liczy się precyzja i dobrze wykonany zabieg. Pomyślałeś w drugą stronę? A co, jeżeli byś się pospieszył i rzeczywiście zdążył, ale popełnił przy okazji jakiś inny błąd, który by go posłał na drugi świat? Wtedy byłbyś bardziej zadowolony z takiego obrotu spraw? Czy dalej byś siedział i się zamartwiał tamtą sprawą? - zapytał trochę retorycznie, bo znał odpowiedź. Kim by siedział i miesiąc, aby połączyć wszystkie kropki, które miałyby mu powiedzieć, gdzie były błędy. Problem w tym, że tu ewidentnie problem leżał w innym miejscu.
- Nie musisz być najlepszy. To nie są zawody. To nie jest turniej. Tu się nie liczy statystyka, że Ty zrobiłeś 30 operacji, a ja tylko 10. To nie o to w tym wszystkim chodzi - zakręcił kubkiem po blacie - Skoro jesteś tu, teraz, w tej chwili i na tym stanowisku, oznacza to jedno. Jesteś dobry w swoim fachu. Na tyle dobry, że ktoś powierzył Ci ludzkie życie do ratowania, a nie każde życie da się uratować. Wiem, że może brzmi to podle i źle, ale takie są fakty. Na pewno mówili Wam to na studiach - zastukał palcem w swoją głowę - Musisz to sobie tutaj ułożyć, bo inaczej się wykończysz, Rohan. Naprawdę - wbił swój wzrok w twarz Kima, chcąc upewnić się, że zrozumie pewne rzeczy. Bez tego nie mogli przejść do dalszej analizy.
- Jesteś fachowcem, dobrym fachowcem, tak?
Rohan Kim
What could be done differently?
: pt sty 30, 2026 6:36 pm
autor: Rohan Kim
Rohan tylko westchnął cicho. Tak, to wszystko co mówił Knox miało sens, brzmiało bardzo racjonalnie i była to sama prawda. Problem polegał na tym, że Kim nie był w stanie się z tym pogodzić. Kiedy inni mówili "więcej nie da się zrobić", on grzebał dalej. Rozmyślał, rozważał. Czasem aż do przesady, czasem mniej przejmując sie komfortem samego pacjenta niż nikłymi szansami na wyleczenie lub chociażby przeżycie chorego. Bo nawet w omawianym przez nich dziś przypadku nie było gwarancji, że po udanej operacji facet długo by pożył. Na pewno nie z taką nadwagą.
- Właśnie w tym problem, Stanley, że muszę być - odpowiedział, nie patrząc na mężczyznę, a wpatrując się w ekran monitora. I nie chodziło tu wcale o żadną statystykę. Rohan nie oglądał się na innych - szczególnie tych, którzy nie mieli żadnych większych ambicji. Nie, on był w nieustannym wyścigu ze sobą samym. Tego uczono go od najmłodszych lat. Żaden profesor, żaden wykładowca czy nauczyciel nie wbił mu tego do głowy. Nie, to wszystko był wynik nacisków jego ojca. Kim senior był niemal idealnym, niemalże memicznym przykładem azjatyckiego rodziciela, który od swojej pociechy wymaga niemożliwego. I Rohan może nawet po części zdawał sobie z tego sprawę, niemniej te nauki tak już wsiąkły w jego jestestwo, że po prostu już inaczej nie umiał.
Kiedy Knox wspomniał, że podczas pośpiechu Kim mógłby popełnić jakiś błąd, Koreańczyk spojrzał na swojego towarzysza niemal urażonym wzrokiem. Oczywiście rozumiał, że stwierdzenie to było czysto hipotetyczne, niemniej poczuł się delikatnie dotknięty takimi słowami. Nie rozgrzebywał jednak tego tematu. Nie było sensu, tylko by się jeszcze bardziej zirytował. Starczyła mu świadomość, że on nie popełniał błędów.
- Każdy głupi może machać skalpelem i twierdzić że ratuje życie. Dobrze wiem, że łatwo jest zrzucić winę na stan samego pacjenta, jego wagę i ogólne zaniedbanie. Ale mimo wszystko uważam to za swoją porażkę. Facet powinien wyjechać z tej sali operacyjnej żywy. Jak długo by później pożył, to już nie byłaby moja sprawa. - to właśnie z powodu tego oschłego podejścia i niemal bolesnego perfekcjonizmu Rohan nie cieszył się wcale sympatią wśród wielu kolegów po fachu. Kiedy inni próbowali pogodzić jakoś komfort pacjenta z szukaniem sposobu na leczenie, Kim był dużo bardziej skoncentrowany na samym rozwiązaniu problemu. Podejście niemalże "po trupach do celu"... z tą różnicą, że jego celem było niedopuszczenie aby były jakiekolwiek "trupy".
- Z takim podejściem nie będziemy ratować ciężkich przypadków, które wymagają niekonwencjonalnych metod. Bo jak jedna osoba powie że "się nie da", to reszta pójdzie jej śladem i pacjent, którego z odrobiną kreatywności i wiedzy dałoby się uratować, zostanie spisany na straty. - odpowiedział, ciągnąc kolejny łyk kawy. - Oczywiście że jestem fachowcem, ale to nie znaczy że zamierzam spoczywać na laurach.
Stanley Knox