Strona 1 z 1

back to reality

: sob sty 10, 2026 1:22 am
autor: Blair Mayfield
001.

Nikt nie powiedział, że powrót z urlopu będzie łatwy. Zwłaszcza jeśli przez dobry tydzień wygrzewało się cztery litery na gorącej plaży, zajadając się różnymi rodzajami mango i popijając to orzeźwiającymi drinkami. Toronto nie było łaskawe i nie dość, że przywitało ich minusową temperaturą, to również niewielką warstwą śniegu, na widok której Blair nie potrafiła ukryć swojego rozczarowania. Zima zdecydowanie była jej najmniej ulubioną porą roku i po przyjeździe postanowiła zacząć odliczać do rozpoczęcia chociażby astronomicznej wiosny. Już nie nastawiała się na szybkie rozpoczęcie lata, bo przed sobą miała jeszcze przeżycie całego stycznia, który zawsze ciągnął się, jakby przynajmniej trwał pół roku.
Po przyjeździe rozpakowała wszystko co mogła, bo wiedziała, że żadne z nich nie będzie mieć od dnia następnego czasu na takie pierdoły. Jak się okazało, już nawet tego wieczora obowiązki wzywały — Charlie pojechał ratować siostrę, ona dostała piękne kwiaty i… finalnie zasnęła jak dziecko, kompletnie nieoczekiwanie, z zapalonym światłem i tylko brakowało odtwarzającego się w kółko tiktoka na telefonie. Całe szczęście, znalazła resztki siły, aby odłożyć go na szafkę nocną i przekręcić się na drugi bok, aby słodko spać do białego rana. I tu pojawiał się problem, bo powinna obudzić się zdecydowanie szybciej, skoro miała pojawić się w firmie wcześniej niż zazwyczaj. Słyszała jak jej narzeczony wstał, szykując się na poranny jogging, a mimo to postanowiła dać sobie dodatkowe piętnaście minut snu, które w rzeczywistości przeciągnęło się do pół godziny, przez co wyleciała z łóżka jak poparzona. Przygotowywanie się było istną walką z czasem, a musiała dzisiaj wyglądać naprawdę dobrze — zupełnie tak, jakby wcale nie zaspała i jakby zdążyła wypić swoją poranną kawę. Na dzień dobry czekało ją szybkie przeanalizowanie raportów, spotkanie zarządu po jej nieobecności i akurat dzisiaj miała brać udział w spotkaniu przetargowym, które musiało zakończyć się sukcesem. Nie traciła czasu nawet w drodze; zrezygnowała z samodzielnej jazdy samochodem tylko i wyłącznie dlatego, żeby przejrzeć meile, które zazwyczaj były jej częściową prasą podczas porannej kawusi. W tym przypadku, ani nie było kawusi, ani odczytanych meili, ani nawet nie wiedziała, co dzieje się branży. Czy może nagle się okaże, że nie ma gdzie wracać, bo podczas jej nieobecności wszystko upadło? Nie żałowała, że przez ten tydzień kompletnie odcięła się od obowiązków, bo realnie odpoczęła. Błogo wspominała ten czas, choć teraz czuła uciskający stres na jej żołądek (a może było to felerne mango?), bo nie tak zaplanowała sobie dzisiejszy poranek. W drodze do firmy wysłała też Charliemu wiadomość, że zaspała, więc wyleciała już do pracy, życząc mu przy okazji udanego dania.
Do trzynastej chodziła nie w humorze, bo nawet nie miała czasu, aby wypić kawę. Była to co najmniej tragedia i wiedział to każdy, kto widział, ile piła jej na co dzień. Głowa parowała jej od wszystkich informacji, nadal niedokończonego przetargu i jednej głównej myśli — że w tym momencie, dałaby się zabić za kawę z jej ulubionej kawiarni.
I wtedy dojrzała jego — jej księcia na białym koniu, a dokładniej z białym papierowym kubkiem w ręce, z kawą, o której fantazjowała przez ostatnie dziesięć minut. Pokerową minę zastąpił łagodny uśmiech, ale krył się w nim również cień ulgi. I to nie tylko przez widok kawy, co to to nie! Choć był to niepodważalnie miły dodatek, to jednak widok bliskiej osoby sprawił, że choć na chwilę z barków Blair zleciał cały ciężar, który nosiła od rana. — Aż mi serce szybciej zaczęło bić — rzuciła z rozbawieniem, podchodząc bliżej Marshalla. — Nie spodziewałam się ciebie tutaj, ale naprawdę cieszę się, że cię widzę — westchnęła nieco ciszej, kątem oka zerkając za siebie, ale z ulgą zaobserwowała, że od sali konferencyjnej nie przypałętał się za nią żaden ogon. Nareszcie chwila spokoju.

back to reality

: ndz sty 11, 2026 2:44 pm
autor: Charlie Marshall
Dla Charlesa Marshalla pojęcie „zaspać” istniało jedynie w kategoriach błędu statystycznego. Mimo że noc w apartamencie Charity zakończyła się późno, a jego żołądek wciąż wysyłał sygnały ostrzegawcze po hawajskim mango i zapachu kebaba Cory, wstał o piątej rano. Jogging na mroźnym powietrzu Toronto był jedynym sposobem, by wypłukać z systemu resztki tequili i rodzinnych dramatów. Gdy wrócił do ich wspólnego apartamentu, Blair już nie było, a krótka wiadomość o jej porannej porażce z budzikiem wywołała u niego cień pobłażliwego uśmiechu. Charlie nie znosił chaosu, ale u Blair potrafił go zaakceptować - była jedyną osobą, przy której nie musiał poprawiać spinek w mankietach co trzydzieści sekund.
Od ósmej siedział już w swoim gabinecie w Northland Power, robiąc to, co potrafił najlepiej: przekuwając chaos w tabelki. Jako wiceprezes spędził poranek na „rzeczach wiceprezesowych” - podpisał trzy kontrakty, które Cherry prawdopodobnie zgubiłaby na biurku, odbył sztywną wideokonferencję z Londynem i zganił dział marketingu za zbyt „mało prestiżową” czcionkę w nowym raporcie. Jednak gdy wybiła trzynasta, poczuł, że szklane ściany biurowca zaczynają go dusić. Wizja samotnego lunchu nad sałatką była równie ekscytująca co czytanie regulaminu giełdy, dlatego podjął szybką, strategiczną decyzję.
Pojawił się w biurze panny-jeszcze-Mayfield dokładnie wtedy, gdy najbardziej go potrzebowała. Wyglądał nienagannie - ciemny, wełniany płaszcz i idealnie zawiązany szalik dodawały mu powagi, ale gdy tylko ją dostrzegł, jego wyraz twarzy natychmiast złagodniał. Zrobił krok w jej stronę, ignorując biurowy dystans, i nachylił się, by złożyć krótki, miękki pocałunek na jej policzku. Pachniała spokojem, którego tak bardzo mu brakowało od momentu wylądowania w Toronto.
- Dzień dobry, uciekinierko - mruknął cicho blisko jej ucha, zanim wyprostował się i podał jej kubek. - Twoje serce bije szybciej na widok kofeiny czy narzeczonego? Bo jeśli to pierwsze, będę musiał poważnie porozmawiać z baristą o tym, że próbuje skraść moją rolę.
Przyjrzał się z lekkim uśmiechem na ustach. Wyglądała ślicznie, jak zwykle. Poprawił mankiet koszuli i spojrzał na nią pytająco, tym razem z błyskiem w oku, który sugerował, że nie przyjmie odmowy.
- Słyszałem o przetargu. Oboje wiemy, że zmieciesz konkurencję z planszy, zanim zdążą otworzyć teczki z ofertami - zaczął, opierając się o krzesło. - Ale nikt nie wygrywa wojen na pusty żołądek, zwłaszcza po poranku, który najwyraźniej próbował cię pokonać. Zrobiłem ci kawowy desant, ale moją prawdziwą misją jest wyciągnięcie cię stąd na... - zawiesił głos i zerknął na zegarek. - ... co najmniej godzinę. Świat się nie zawali, jeśli konkurenci poczekają dziesięć minut dłużej, a ja nie zamierzam jeść lunchu w towarzystwie własnych myśli o fuzjach i mango.
Zrobił pauzę, zawieszając na niej wzrok z tą swoją specyficzną, pewną siebie miną.
- Więc nie daj się prosić, Blair. Stolik już czeka, a ja mam zamiar przez najbliższą godzinę nie słyszeć o Northland Power, spięciach w zarządzie ani o tym, co jeszcze planują nabroić moje siostry. Tylko ty, ja i przyzwoite jedzenie. Idziesz?
Nie czekając na formalną zgodę, bo w głębi duszy wiedział, że Blair potrzebuje tej przerwy tak samo jak on, Charlie cofnął się o krok i wskazał dłonią w stronę wyjścia z jej biura. Uniósł nieznacznie brwi, czekając, aż narzeczona odłoży raporty i pozwoli mu przejąć stery nad resztą tego popołudnia.

Blair Mayfield

back to reality

: ndz sty 11, 2026 10:07 pm
autor: Blair Mayfield
Chaos nie był dla niej czymś standardowym i powodował stres za każdym razem, gdy tylko się pojawiał. Jakiekolwiek sytuacje, całe szczęście, działy się poza zasięgiem oczu osób trzecich, choć niewątpliwie Charles miał już okazję oglądać to tornado i to jeszcze w pierwszym rzędzie. W tym poukładanym świecie, takie zawirowania nie były dobrze postrzegane, lecz wbrew pozorom, wtedy Blair miała wrażenie, że żyje — że oprócz bycia poważną panią wiceprezes, poza byciem córeczką, która obecnie ogarniała ten cały firmowy bajzel, była człowiekiem, któremu zdarzały się, tak zwane przez niektórych, błędy systemowe. I choć nie były czymś przyjemnym, to nieco urzeczywistniały ten czasami nierealny świat, w którym się znajdowała.
Uśmiechnęła się lekko, czując krótkiego buziaka i takie momenty sprawiały, że jej serce przyspieszało swoje tempo. I to niekoniecznie widok kawy tak na nią działał, w tym przypadku jej narzeczony robił dobrą robotę, bo same małe gesty czy ciche słowa do ucha sprawiały, że miękła. — Cześć, bohaterze — odpowiedziała mu, odbierając od niego kubek i od razu biorąc z niego łyka. Przymknęła oczy, czując cudowny smak jeszcze nieco ciepłej kawy. — W takim razie, może nie powinnam odpowiadać. To naprawdę dobry barista — stwierdziła z niewinnym uśmiechem i posłała mu w powietrzu buziaka.
Odłożyła na biurko teczkę z dokumentami i po jednym spojrzeniu wiedziała, że jego wzrok kryje pod sobą jakiś podstęp. Oparła się o krawędź swojego biurka, w spokoju wysłuchała go i delektując się napojem, pokiwała głową. Miał rację, świat się nie zawali, ale… — Myśli o mango raczej nie są takie złe — rzuciła z rozbawieniem, na sekundę przypominając sobie Hawaje i błogi czas z ostatniego tygodnia, lecz nie mogła zawędrować do swoich myśli na zbyt długo. Rzeczywistość na nią czekała, wręcz tupała nogą, a ona właśnie dostała przepustkę, żeby uciec stąd chociaż na godzinę. Aż na godzinę. — Namówiłeś, choć nie wiem czy to nie jest kwestia tego, że nie umiem ci odmówić. — Pokiwała głową z rozbawieniem, odkładając kubek na biurko i podchodząc do niego, zarzuciła mu luźno ręce na ramiona. Splotła swoje dłonie za jego karkiem, a jej mina jasno sugerowała, że obmyślała właśnie plan idealny, oczywiście że odklejony od panującej rzeczywistości. — Możesz też upozorować moje porwanie i oddać mnie dopiero jutro. Nieco dramaturgii, może ktoś się przejmie… a mi bardzooo nie chce się dziś tu być — zaproponowała ze słodką miną, choć odpowiedź była jasna; i ona, i on mieli obowiązki, z których musieli się wywiązać. Co prawda, przetarg odbędzie się i bez jej obecności, choć zdecydowanie zmniejszyłyby się szanse powodzenia. Mimo, że zazwyczaj w nich nie uczestniczy, teraz zażyczyli sobie jej obecności. A czego nie zrobi się dla wielomilionowej inwestycji?
— Tylko będę potrzebowała poruszenia jednego z zakazanych tematów, bo bardzo interesuje mnie, co nabroiły wczoraj twoje siostry. — Ani z jedną, ani z drugą jeszcze nie rozmawiała od ich przyjazdu. Wieczorem będzie musiała zadzwonić do Charity na ploteczki, bo nieco stęskniła się za swoją przyjaciółką przez ten tydzień. Zjechała dłońmi na jego ramiona i lekko strzepała jednego małego paproszka; uroki wełny i jej przyczepności. — I oczywiście, że idę — odpowiedziała, cofając się do swojego biurka, żeby zgarnąć z niego telefon i kawę. Kierując się do windy, szybko napisała swojej asystentce, że wychodzi z narzeczonym na obiad, między słowami sugerując, że mają truć jej tyłek tylko w momentach, kiedy firma stanie w płomieniach. Work life balance, czy coś w tym stylu, a przynajmniej utrzyma te pozory podczas pierwszego tygodnia po powrocie z wakacji. — Gdzie mnie zabierasz? — zapytała, odbierając swój płaszcz i szal, którym obwiązała się odpowiednio, aby nieco przykryć sobie nim również głowę.

Charlie Marshall