Strona 1 z 3
they looked at each other, baffled, in love and hate
: ndz sty 11, 2026 5:55 pm
autor: Lando Mangione
Nie do pojęcia było to co się dziś wydarzyło. Od skakania sobie do gardeł, co w przypadku Lando i Carrie było całkiem normalne, przeszli do całowania się na ulicy, czego w ich przypadku za normalne nie dało się uznać. Co więcej, na tym dziwne rzeczy się nie zakończyły, bo po tym nadeszła jeszcze droga powrotna do domu Pillbury, która upłynęła im w całkiem przyjaznej atmosferze. Było tak, jakby zapomnieli nie tylko o kłótni sprzed chwili, ale całym swoim konflikcie, który zamienili w koleżeńskie zaczepki i złośliwości, bo jasne, wciąż dokuczali sobie, ale nie było to przesiąknięte realną złośliwością i gniewem, jak to zwykle u nich wyglądało.
I gdyby Mangione był trzeźwy, pewnie byłby tym zaskoczony. Ale nie był i nie zauważał tego, jak dziwne to wszystko było. Po prostu żył tą chwilą i nie analizował jej, dobrze się bawiąc w towarzystwie Carrie, z którą przegadał całą drogę powrotną, nie uciekając też od drobnego kontaktu fizycznego. Nie wrócili do tego, co zaczęli na ulicy, ale Lando nie bał się dotknąć jej dłoni czy uda, na którym nawet zatrzymał dłoń na dłużej.
To wszystko wyglądało tak, jakby ktoś ich podmienił, ale pokazywało też, że mieli potencjał na to, by naprawić swoje stosunki… Gdyby tylko zdołali jakoś przemóc się i rozwiązać konflikt, który był o nic.
Niestety, nie wiadomo, czy kiedykolwiek zdołają to zrobić. Jeśli nie, przynajmniej będą mieli dzisiejszy wieczór, a raczej jego drugą połowę, jako jedyny czas, gdy nie mieli ochoty pozabijać się nawzajem, a nawet potrafili się ze sobą dobrze bawić.
A przynajmniej tak było w taksówce. Teraz zaś mieli przekonać się, jak to będzie poza nią. Lando podziękował znajomemu kierowcy i zapłacił mu, a choć wiedział, że będzie potrzebował transportu do domu, nie zatrzymywał go. Nie miał pojęcia, w ile pozbiera się z Toto do wyjazdu, a nie chciał płacić za postój, dlatego uznał, że później zorganizuje sobie kogoś nowego, a na razie pójdzie do domu razem z Carrie, z którą właśnie stał przed drzwiami.
Pillbury była zajęta przekopywaniem własnej torebki w poszukiwaniu kluczy, podczas gdy on stał obok, rozglądając się wokół i czekając. Kiedy usłyszał ich brzdęk i to, jak uderzyły o ziemię, zerknął w tamtym kierunku i nie czekał z pochyleniem się, żeby pozbierać je stamtąd, a potem przekazać kobiecie. – Jeszcze chwila i zacznę podejrzewać cię o to, że przeciągasz to celowo, żeby zbyt szybko się mnie nie pozbyć – uśmiechnął się zadziornie z uniesionymi brwiami, spoglądając teraz w oczy Carrie.
Carrie Pillbury
they looked at each other, baffled, in love and hate
: pn sty 12, 2026 5:57 pm
autor: Carrie Pillbury
Gdyby nie wypiła dziś o te kilka drinków za dużo, prawdopodobnie dostrzegłaby to, w jak irracjonalnym miejscu nagle się znaleźli. Jeszcze pewien czas temu skakali sobie do gardeł i w swoim towarzystwie nie byli w stanie wytrzymać dłużej, niż kilka minut, zanim wybuchał konflikt.
Dziś zresztą pokazali dokładnie to samo, choć podłoże dzisiejszej sprzeczki znajdowało się w zupełnie innym miejscu, niż wszystkich dotychczasowych. Dziś nie walczyli ze sobą o nic, a przerzucali się odpowiedzialnością za to, co wydarzyło się podczas ich poprzedniego spotkania. Paradoksalnie nie chodziło jednak o to, że do czegoś między nimi doszło.
Złość wezbrała w nich głównie dlatego, że się przed tym powstrzymali.
Gdyby Pillbury była w stanie się nad tym zastanowić, prawdopodobnie w jej głowie rozbrzmiałby jeszcze większy mętlik, niż dotychczas. Byłaby skołowana, czego teraz nie sposób było o niej powiedzieć. Teraz bawiła się przy nim po prostu d o b r z e, jednak nie to było w tym wszystkim najbardziej zadziwiające. O wiele bardziej zaskakujące wydawało się to, jak s w o b o d n i e się przy nim czuła.
Zupełnie tak, jakby wcale nie myślała, że był osobą, której na tym świecie nie lubiła najbardziej.
I może rzeczywiście wcale nie chciała aż tak szybko się go stąd pozbywać, choć to nie tak fakt miał przesądzić o tym, jak skuteczna była w poszukiwaniu kluczy. To o wiele bardziej utrudniał jej bałagan, który panował w jej torebce, w którym znajdowało się wszystko - począwszy od portfela, poprzez akcesoria do makijażu, a na woreczkach na psie odchody kończąc.
Nic dziwnego, że zajęło jej to sporo czasu, a poszukiwane klucze w końcu wylądowały na ziemi. Zanim sama zdołała się po nie schylić, Lando wyręczył ją i nie odmówił sobie przy tym pozornie uszczypliwego komentarza. P o z o r n i e, bo Carrie wcale nie odebrała go tak, jakby kryło się w nim coś złego.
Przejęła od niego klucze, a później zerknęła na niego z politowaniem, choć przez jej grymas przebijał się jeszcze uśmiech. — A może po prostu nie chcę wpuścić cię do środka? — zasugerowała, kiedy już przekręcała klucz w zamku. Chwilę później uporała się z nim, a drzwi były już otwarte, choć Pillbury wcale nie pospieszyła, aby nacisnąć klamkę. Zatrzymała na niej dłoń i obróciła się do drzwi tyłem, jak gdyby rzeczywiście zamierzała zatarasować Lando drogę.
Uznała to najwyraźniej za niezwykle zabawne, ponieważ grymas na jej twarzy dodatkowo się poszerzył, po raz kolejny dowodząc, że dziś nieszczególnie przejmowała się przy nim tym, że trochę się jednak wygłupiała. Nie przed nim, z nim.
Lando Mangione
they looked at each other, baffled, in love and hate
: pn sty 12, 2026 7:11 pm
autor: Lando Mangione
Trudno ocenić, które spotkanie było bardziej niewiarygodne – ostatnie podczas próby, czy dzisiejsze. Choć chyba szala przechylała się ku obecnemu ze względu na to, ile trwało, jak długo już nie skakali sobie do gardeł, no i fakt, że żadnemu raczej na razie nie spieszyło się do ucieczki.
Lando czuł się w towarzystwie Carrie dobrze i tak też się z nią bawił, co pewnie by go zaskoczyło, gdyby poświęcił chwilę na zastanowienie się nad tym. Ale tego nie robił, na razie po prostu bawiąc się, rozmawiając z Pillbury, przekomarzając się z nią i szukając okazji na choć maleńki kontakt fizyczny, co spodobało mu się już ostatnio, ale teraz na tym gruncie poczuł się nieco pewniej, skoro nigdzie nie uciekała i pokazała mu, że to chciała.
Kiedy nie próbowała mu dopiec i nie uderzała w jego czułe punkty, Carrie była naprawdę w porządku. I taką dziewczynę byłby zdolny polubić, może nawet bardzo, bo dziś dostrzegał jej urok jeszcze wyraźniej niż kiedykolwiek. Rozśmieszała go, rozumiała, a na dodatek świetnie całowała i miała uśmiech, dla którego można by było stracić głowę.
Na co dzień nie dostrzegał tego przez ich nieustające walki, ale czemu nie zauważył tego na początku ich znajomości? Gdyby to zrobił, to mogłoby naprawdę wiele między nimi zmienić, bo przecież w tych rzadkich momentach pokoju okazywało się, że nadawali na tych samych falach i mieli podobne wartości. Nie bez powodu oboje ruszyli na pomoc psu w potrzebie.
– I siebie przy okazji? Nie uwierzę, że tak byś się poświęciła, żeby mi dopiec – odparł, co było rzeczą, w którą trzeźwy też by nie uwierzył. Choćby uważała go za najgorszą osobę i taką, której nie lubiła najbardziej na świecie, nikt nie zdołałby mu wmówić, że dla jego nieszczęścia, siebie zdołałaby postawić w niekomfortowym położeniu. Dlatego teraz mógł powiedzieć to ze stuprocentową pewnością i do tego uśmiechnąć się łobuzersko, co miało dodatkowo podkreślić jego wiarę we własne słowa.
A widząc, co kombinowała, wcale nie przestał się uśmiechać. Zrobił ku niej krok, aby pokonać dzielący ich dystans, a później wychylić się w jej stronę, aby dosięgnąć do klamki, którą ona trzymała. A którą on teraz nacisnął, kładąc własną dłoń na jej. Z tej niedużej odległości nie przestawał patrzeć w jej oczy.
Carrie Pillbury
they looked at each other, baffled, in love and hate
: wt sty 13, 2026 6:12 pm
autor: Carrie Pillbury
Nie sposób nie zauważyć, że w ostatnim czasie w swojej obecności przekraczali własne granice. Przechodzili samych siebie, zupełnie nieplanowanie wykonując w tej relacji pewne postępy. Dla Carrie było to sporym zaskoczeniem już poprzedniego razu, co dodatkowo wywołało w jej umyśle mętlik. Naprawdę nie wiedziała, co powinna na ten temat myśleć, bo przecież wcześniej udowadniali, że nie lubili się ani trochę, a jednak teraz wcale nie uciekali przed swoją bliskością.
Za pierwszym razem to ona spanikowała, robiąc wszystko, aby znaleźć się poza zasięgiem jego wzroku. Zniknęła z teatru, ponieważ w tamtym momencie nie ufała samej sobie i nie wiedziała, czy przypadkiem nie zrobi czegoś, czego później przyjdzie jej pożałować. W pierwszej chwili wydawało jej się, że właśnie czymś takim miał stać się tamten pocałunek, ale nic bardziej mylnego.
Prędko okazało się, że jedynym, co przeszkadzało im tak bardzo był fakt, że nie pociągnęli tego dalej.
Dziś przynajmniej częściowo udało im się to nadrobić, chociaż zdaniem Carrie to nadal było m a ł o. Odrobinę żałowała, że jego znajomy taksówkarz zdołał im przeszkodzić, a to uczucie nasilało się za każdym razem, kiedy Lando decydował się choćby na przelotny dotyk. W takich chwilach wydawało jej się bowiem, że musiał pragnąć jej bliskości równie mocno, jak ona pragnęła jego.
Utkwiła spojrzenie w jego oczach, ani trochę nie skarżąc się na to, że w końcu sam zdecydował się przejąć inicjatywę i nacisnąć klamkę. Jeśli zamierzał otworzyć drzwi, Carrie trochę musiała mu w tym pomóc, wykonując kilka kroków do tyłu, aby umożliwić mu ich uchylenie. I zrobiła to, nie odsuwając się jednak wcale i nie skupiając się na niczym innym, poza jego twarzą.
Toto najwyraźniej spał już w najlepsze, ponieważ wcale nie wyszedł im naprzeciw. — Skąd pomysł, że chciałabym ci dopiec? Na zewnątrz jesteś po prostu trochę… sympatyczniejszy — stwierdziła w końcu i nieznacznie wzruszyła ramionami. Teraz miała przekonać się o tym, jak będzie w środku, co też nie zapowiadało się tak znów najgorzej, odkąd dziś dali własnemu napięciu ujście.
Dzięki temu oboje sprawiali wrażenie, jakby wcale nie mieli już ochoty się nawzajem pozabijać.
Lando Mangione
they looked at each other, baffled, in love and hate
: czw sty 15, 2026 7:15 pm
autor: Lando Mangione
Właśnie. Co było zaskakujące, to nie tamten pocałunek stanowił problem, tylko to, że przerwali go, zanim zdążyło wyniknąć z niego coś więcej. Zaostrzyli swój apetyt, a potem pozostali z niczym, poza jednym, wielkim rozczarowaniem. I ogromem frustracji, która się później nagromadziła.
Upustem dla niej miała być kolejna kłótnia, choć ta wcale nie działała tak, jak by tego Lando sobie życzył. Zamiast pomóc mu odreagować, tylko nakręcała go bardziej, sprawiając, że Mangione był dalszy poczucia ulgi niż wcześniej. To zmieniło się dopiero w momencie, gdy wreszcie się zamknęli i zamiast dalej skakać sobie do gardeł, pocałowali się. Dopiero wtedy poczuł, jakby przynajmniej część tego napięcia z niego zeszła. Tylko część, bo najwyraźniej także dla niego ten pocałunek to było za m a ł o.
Ale warunki, a także towarzystwo nie pozwalały im na to, by zrobić coś więcej. Musieli więc poprzestać na tym jednym pocałunku, ale mimo to nie opuszczały ich dobre nastroje, a także ta sympatia, która nagle się między nimi zrodziła.
To nadal było czymś zaskakującym, a jednak także pasującym, ponieważ Lando wcale nie czuł się teraz dziwnie. Nie umiał tego wyjaśnić, ale nie miał wrażenia, jakby w tym, co teraz się między nimi działo, było coś nienaturalnego, ale być może czuł się w ten sposób tylko ze względu na wypity alkohol, który wpływał na to, jak postrzegał pewne rzeczy.
– W domu też potrafię być całkiem sympatyczny. Szczególnie wtedy, jak ogrzeję sobie tyłek – wyznał, zwracając uwagę na pewną istotną kwestię – na dworze szło przemarznąć, dlatego Mangione nie pozwolił Pillbury dłużej się ociągać i w pewnym sensie zmusił ją do otwarcia drzwi, podążając za nią, aby dzielący ich dystans wcale się nie zwiększył, kiedy ona przesuwała się z drzwiami. Przez chwilę jeszcze pozostał w tej pozycji, aż w końcu sam zaprosił się do środka, skąd obejrzał się na szatynkę. I uśmiechnął się do niej łobuzersko.
– Wchodzisz? – zapytał, jakby był teraz u siebie. Najwyraźniej nie potrzebował wiele, nawet zachęty od gospodarza, żeby się rozgościć, ale coś mu podpowiadało, że tym razem wyjątkowo Carrie nie będzie miała nic przeciwko jego zuchwałości.
Carrie Pillbury
they looked at each other, baffled, in love and hate
: czw sty 15, 2026 9:44 pm
autor: Carrie Pillbury
Nie miała pojęcia, czy teraz zdołałaby się pohamować, gdyby ich do tego nie zmuszono.
Okoliczności nie były sprzyjające, ponieważ na dworze panowało przeszywające zimno, a oni znajdowali się z dala od domu któregokolwiek z nich. Nie mieli w pobliżu żadnej miejscówki, w której mogliby się zaszyć, aby skupić się tylko na sobie, zatem prawdopodobieństwo tego, że do czegokolwiek między nimi dojdzie, było minimalne już na samym początku.
A jednak wcale nie miała ochoty tego przerywać. W tamtym momencie skłonna była po prostu stać na tym zimnie i dalej delektować się smakiem jego ust, ponieważ ten wydawał jej się niesamowity. Nie potrafiła tego wyjaśnić, a jednak miała wrażenie, że nigdy wcześniej żaden pocałunek nie smakował tak dobrze.
Kiedy wytrzeźwieje, prawdopodobnie zrzuci to na alkohol.
Tymczasem pozostawała jednak skupiona na jego oczach. Wcześniej nie dostrzegała tego, że było w nich coś hipnotyzującego, jednak teraz nie umiała oderwać od nich wzroku. — Mogę pożyczyć ci koc, jeśli tego potrzebujesz — skomentowała i nieznacznie wzruszyła ramionami. To naprawdę była w stanie mu zaoferować, jednak nie o tym myślała, kiedy zmusił ją do tego, aby cofnęła się, tym samym otwierając przed nim drzwi.
Wyłącznie przez chwilę odprowadziła go wzrokiem, kiedy zdecydował się ją wyminąć. Zaraz bowiem zamknęła je za ich dwójką i zajęła się zapaleniem światła, kiedy jeszcze posłała mu pełne politowania spojrzenie wywołane jego pytaniem.
Ściągnęła własny płaszcz i umieściła go na wieszaku, a torebkę rzuciła gdzieś w kąt. To chyba w końcu obudziło Toto, który przygnał w ich stronę i przelotnie przywitał się z Carrie, aby moment później podreptać wesoło w kierunku Lando. W tym momencie Pillbury przystanęła w wejściu do salonu, z łagodnym uśmiechem na twarzy przyglądając się temu, jak ta dwójka się ze sobą witała.
— Chcesz herbatę? — zapytała, nadal nie odrywając się od framugi, w której przystanęła. Oparła o nią nawet czoło, teraz lustrując Lando spojrzeniem z lekko przechyloną głową. Nie potrafiła tego wyjaśnić, ale w jego dzisiejszym wydaniu dostrzegała coś uroczego.
Czy to znaczy, że była n a p r a w d ę pijana?
Lando Mangione
they looked at each other, baffled, in love and hate
: pt sty 16, 2026 5:28 pm
autor: Lando Mangione
Lando być może również by się nie powstrzymywał, gdyby im nie przerwano. Być może też poszukałby sposobu, aby pójść o krok dalej, choć pole manewru mieli bardzo ograniczone przez to, że byli daleko od swoich domów, a temperatury na dworze nie były zachęcające do przygód na świeżym powietrzu.
Mangione był jednak tak rozpalony, że naprawdę nie chciał zniechęcać się przez jakiekolwiek przeszkody. Pojawiła się jednak jedna, którą trudno było przeskoczyć, kiedy już sprowadziła ich na ziemię. Musieli wpakować się do taksówki, a tam musieli być grzeczni. Lando nie zamierzał nic robić na tylnym siedzeniu w aucie swojego znajomego, byłoby to zbyt niezręczne, dlatego jedyne, do czego się uciekał, to ten drobny kontakt fizyczny, z pomocą którego zaczepiał Carrie, a przy okazji sygnalizował, że nie stracił nią zainteresowania.
Bo właśnie, choć pojawienie się taksówki sprowadziło ich na ziemię, to wcale nie znaczy, że brunet otrząsnął się spod uroku Pillbury. Wciąż był nią oczarowany i łaknął jej, mimo że nawet po wyjściu z taksówki nie wykonał żadnych poważniejszych kroków, jedynie złapał jej dłoń, gdy otwierał drzwi do jej mieszkania. Ale spojrzenia, które jej posyłał, a także uśmiechy, jakie wywoływała, nie powinny pozostawiać żadnych wątpliwości.
– Liczyłem, że sama mnie ogrzejesz, ale koc też się nada – wzruszył ramionami w geście bezradności. Co miał począć? Na myśl przychodziło lepsze rozwiązanie, ale jak miał być koc, to niech będzie koc. Lando mógł tylko uśmiechnąć się łobuzersko, jakby teraz wiele traciła.
Mangione nie zdążył pozbyć się płaszcza. Kiedy już chciał się za to wziąć, został “zaatakowany” przez Toto, którego nie mógł zignorować. Na jego widok Lando kucnął, aby móc przywitać się z nim jak należy – głaszcząc go, drapiąc i przyjmując od niego psie buziaki. I tak, od razu rozmawiał z nim tym typowym, zarezerwowanym dla zwierząt i dzieci głosem. – Poproszę – odpowiedział Carrie, gdy udało mu się na chwilę oderwać od psich całusów, którymi ich pupil cały czas go zasypywał. I robił to jeszcze przez chwilę, aż w końcu pozwolił Lando wyprostować się i zdjąć płaszcz oraz buty, których pozbył się, żeby nie nabrudzić w domu Carrie.
Choć mu nie przeszkadzał, Toto cały czas mu asystował, z zaciekawieniem spoglądając na kieszeń, w której zwykle nosił smaczki. Dziś ich jednak nie miał – nie był gotowy na to spotkanie, za co nie zapomniał przeprosić pupila. Nie spodziewał się przecież, że wpadnie dziś na Pillbury i postanowi z nią wrócić, niby odebrać psa, a jednak zatrzymał się tu na dłużej.
Carrie Pillbury
they looked at each other, baffled, in love and hate
: sob sty 17, 2026 12:04 pm
autor: Carrie Pillbury
Carrie nie była jedną z tych osób, które w kwestii fizycznej bliskości były przesadnie ryzykowne. Nie była też jedną z tych, które seks ceniły sobie ponad wszystko, dlatego kiedy wylądowali w taksówce, na ten moment sprawa była dla niej przegrana.
Nie znaczy to jednak, że ani razu nie pomyślała o tym, jak bardzo chciała, aby jego dłoń kontynuowała swoją wędrówkę prosto pod materiał jej spódnicy. Kiedy przesuwał ją po jej udzie, pozostawiał po sobie wręcz palące uczucie przyjemnego mrowienia, które wyłącznie wzmagało pożądanie, z którym raz po raz spoglądała ukradkiem w jego kierunku. Na ustach przecież nadal czuła smak jego ust i zwyczajnie ż a ł o w a ł a, że dziś nie sprzyjały im okoliczności.
Przynajmniej do chwili, w której nie trafili do jej domu, tym samym tworząc sobie idealną okazję ku temu, aby w końcu skupić się na sobie. A choć napięcie nadal było wyczuwalne w atmosferze między ich dwójką, z jakiegoś powodu żadne z nich nie zdecydowało się na przekroczenie tej jednej granicy, która cały czas się między nimi znajdowała.
I którą Carrie miała nadzieję, że Lando przekroczy już przy drzwiach. Skłamałaby mówiąc, że nie chciała, żeby ją wtedy pocałował.
Znaleźli się jednak w środku, a tam dołączył do nich też Toto, który pozostawał w pełni skupiony na szatynie. Nie było to niczym zaskakującym, skoro w ciągu ostatnich dni czas spędzał głównie z Carrie, więc musiał nieźle stęsknić się za Lando. Teraz, kiedy Pillbury sama nie spoglądała na niego tak, jakby był największym wrzodem na jej tyłku, nawet to rozumiała. — Nie wiedziałam, że poddajesz się tak łatwo — odbiła piłeczkę i poruszyła zaczepnie brwiami, jak gdyby rzucała mu teraz jakieś wyzwanie. I może tak właśnie było, skoro w pamięci nadal miała to, jak podziałało to na niego ostatnim razem.
Lubiła go prowokować, choć tym razem wykorzystywała to w nieco innym celu.
Jeszcze przez chwilę przyglądała się temu, jak ta dwójka wymienia się czułościami, po czym w końcu zdecydowała się na moment zniknąć w kuchni. Wstawiła wodę, przygotowała dwa kubki, a później to właśnie z nimi wróciła do salonu, gdzie ustawiła je na niewielkim kawowym stoliku. Później usadowiła się na kanapie, wciągając na nią kolana.
Kiedy dla odmiany Toto zakręcił się obok niej, podrapała go za uchem. — To… Jak bardzo stary zrobiłeś się dzisiaj? — zapytała, spoglądając na Mangione kątem oka. Wykrzywiła też usta w pełnym rozbawienia grymasie, naturalnie wyłącznie się z nim drocząc. Nie miała pojęcia, ile dokładnie miał lat, choć spodziewała się, że był od niej nieco starszy, choć raczej nie na tyle, aby ta różnica wydawała się jakaś ogromna.
Lando Mangione
they looked at each other, baffled, in love and hate
: sob sty 17, 2026 6:25 pm
autor: Lando Mangione
Nie tylko Carrie doprowadzała do szaleństwa ta przerwa. W drodze do jej domu Lando czuł się tak, jakby musiał toczyć walkę z samym sobą, powstrzymując się przed zrobieniem czegokolwiek, mimo że miał ją na wyciągnięcie ręki, a ona spoglądała na niego w t e n sposób. Jaki facet mógłby się temu oprzeć? Mangione wcale nie był tak silny, stąd wziął się ten jego delikatny dotyk, który w tamtej chwili był jedynym, na co mógł sobie pozwolić.
Pod jej drzwiami, gdy stał przed nią, również myślał, że zaraz wrócą do tego, co miało miejsce pod barem. Być może niepotrzebnie czekał na jej ruch i powinien sam coś zrobić, czego pożałował dopiero w środku, gdzie zdał sobie sprawę z tego, że ten moment minął, a sytuacja posunęła się na tyle do przodu, że trudno im będzie znów wywołać taki moment z Toto obok i nimi zajętymi innymi rzeczami.
Nie odpowiedział nic, ale uśmiech, który teraz przyozdobił jego twarz, powinien wiele powiedzieć jej na temat tego, jakie myśli zagościły w jego głowie. Podpowiadał on, że być może Lando wcale nie zamierzał tak łatwo się poddać, szczególnie po takiej z a c h ę c i e.
Na chwilę Toto skradł całą jego uwagę, ale w końcu musiał zakończyć czułości z ich psem, żeby rozebrać się z rzeczy, w których od razu zaczęło mu się robić gorąco, gdy byli w środku. Właściwie to było mu w nich ciepło od momentu, gdy pocałował Carrie przed barem, więc tym bardziej musiał je z siebie w końcu zrzucić.
A kiedy Pillbury udała się do kuchni, on znalazł drogę do salonu, w którym gościł nie po raz pierwszy. Zaglądał tu przecież wcześniej, choć wtedy całą swoją uwagę poświęcał Toto. Teraz miała ją dla siebie Carrie, obok której usiadł na kanapie, gdy dołączyła do niego w pokoju.
Siadając zgarnął jeszcze swój kubek ze stolika, aby napić się ciepłej kawy. Nie lubił czekać na to, aż wystygnie. Miał wtedy wrażenie, że traciła wszystko, co było w niej najlepsze. Dlatego to znad kubka spojrzał na szatynkę, gdy wbiła mu tę drobną szpilę. – Trzydzieści jeden lat. Prawie jestem w połowie drogi do grobu. Tak szybko nas wykańczacie – zażartował, przy czym na koniec poruszył zaczepnie brwiami i w ten sam sposób uśmiechnął się do Carrie. Choć był to mały przytyk w jej strony, nie miał tak złośliwego wydźwięku, jak bywało to zwykle, gdy z nią rozmawiał.
Tym razem nie żartował z niej, tylko próbował żartować z nią.
Carrie Pillbury
they looked at each other, baffled, in love and hate
: ndz sty 18, 2026 4:49 pm
autor: Carrie Pillbury
Nigdy nie pomyślałaby nawet, że to mogłoby okazać się takie trudne. Nie pomyślałaby, że to właśnie Lando mógłby doprowadzić ją na skraj wytrzymałości swoją bliskością, której ona teraz była tak bardzo złakniona.
Potrzebowała od niego c z e g o k o l w i e k. Jakiegoś drobnego sygnału, którym pokazałby jej, że to, co miało miejsce przed barem, nie było wyłącznie głupim błędem. Mógł to być przecież impuls, którego bardzo szybko przyszłoby im pożałować, zupełnie tak, jak wtedy, kiedy to Carrie zdała sobie sprawę z tego, co wyprawiali na próbie. Tym razem miała jednak wrażenie, że było inaczej, a Lando dał jej potwierdzenie, kiedy po wszystkim sam zaczął szukać z nią kontaktu.
Nie tylko to odkrycie, ale też sam jego dotyk był niesamowicie przyjemny.
Nic dziwnego, że Carrie pragnęła go w i ę c e j. Z tego samego powodu jej słowa nie były tylko głupią zaczepką, ale realnym odzwierciedleniem tego, czego w tym momencie mogła pragnąć. Wcale nie chciała bowiem, aby ponownie stracił nią zainteresowanie. Wolała, żeby to na niej pozostał skupiony, choć przez krótką chwilę mogła podzielić się nim z Toto.
Ale tylko na moment.
Gdy wróciła do salonu i usadowiła się na kanapie, psiak powędrował na swoje legowisko i to tam ułożył się wygodnie. Gdyby godzina była choć trochę wcześniejsza, prawdopodobnie nie dałby im spokoju i tylko czekałby na kolejne zabawy, jednak o tak późnej porze był zwyczajnym śpiochem. Mógł zainteresować się nimi na chwilę, ale najwyraźniej wcale nie chciał, żeby ktokolwiek przeszkadzał mu w spaniu.
Sięgnęła po własny kubek, a później spojrzała na Lando z politowaniem, które w jej spojrzeniu mieszało się z rozbawieniem. Oparła ciepłe naczynie na własnym udzie, a łokieć wolnej ręki oparła o oparcie kanapy tak, aby chwilę później wygodnie oprzeć policzek o wnętrze własnej dłoni. — A ciebie kto dokładnie wykańcza? — zapytała, omiatając jego sylwetkę spojrzeniem.
Nie miała pojęcia, jak wyglądała jego s y t u a c j a. Nie wiedziała, czy z kimś aktualnie randkował, choć gdyby tak było, czy to z nią całowałby się pod tym barem? Mimowolnie zastanowiła się teraz nad tym, kiedy na niego spoglądała. Gdyby zapytał, pewnie stwierdziłaby, że pytała dla koleżanki.
Lando Mangione