Strona 1 z 1
Back to the town
: pn sty 12, 2026 12:41 pm
autor: Zella Gardner
Nie spodziewała się, że tak szybko zatęskni za domem.
Wyjazd Zelli do Vancouver trwał jedynie ponad miesiąc, natomiast taka ilość czasu wystarczyła jej w zupełności, by tylko utwierdzić się w swoim przekonaniu, że Toronto zawsze będzie dla niej czymś więcej. Wcześniej nie miała okazji wyjeżdżać na dłużej. Były to raczej wypady drobne, krótkie, niepozwalające na roztrząsanie tak poważnej kwestii jaką było poczucie przynależności. Może też zwyczajnie nie chciała jej rozgrzebywać po latach życia w niezbyt łatwym domu, z którego przy pierwszej lepszej okazji odeszła. Ale nawet upływu czasu, nawet mimo tego całego trudu, który doświadczyła, nie potrafiła zostawić wszystkiego za swoimi plecami. Czuła się wręcz, jakby bez tego całego bagażu życiowego była zwyczajnie pusta, nijaka.
Być może dlatego też wróciła na stare śmieci dużo szybciej niż przewidywała.
Ostatnie formalności z lokalem otwieranym w Vancouver były już dopięte, co też umożliwiało jej szybsze pożegnanie się z tamtym miastem. Jeszcze kilka dni przed wyjazdem miała jeszcze wątpliwości, myśli, żeby może zostać tutaj dłużej, dopilnować wszystkiego, spróbować się oswoić lepiej z nowym miejscem. Już wtedy była jednak świadoma faktu, że to nie miało sensu. Że prędzej czy później wróci tutaj, nawet nie czując, że w ogóle stąd wyjechała. I jej słowa się sprawdziły.
Z momentem, w którym weszła do swojego poprzedniego mieszkania, wiedziała że wróciła do domu. To był tylko kolejny, jasny sygnał. Żadnych przeprowadzek, długich, kilkumiesięcznych wyjazdów. Tu czuła się najlepiej, nawet mimo przeciwności losu, które za każdym razem wystawiały ją na ciężkie próby.
Nie czekała z niczym. Do pracy wróciła od razu, do życia towarzyskiego również. Nic dziwnego, bo w końcu to dawało jej też sens życia. Dodatkowo cieszyła się niezmiernie, bo z okazji jej powrotu mogła umówić się z bratem, który znalazł chwilę czasu na to, by wpaść do niej i pogadać. Od czasu rozmowy o meblach wymieniali wiadomości jedynie sporadycznie, a przez nagły wyjazd Zella nawet nie podesłała mu zdjęć nowych mebli, które kupiła wtedy na Black Friday. A to jego przecież pytała wtedy o radę, choć finalnie i tak zdecydowała się na zakupy stacjonarne, nie chcąc ryzykować dostawy bez ważnych elementów czy innych, słynnych dostawowych problemów.
Dzień przed przyjazdem Percivala wysprzątała całe mieszkanie, a kilka godzin przez jego przybyciem zajęła się kuchnią. Mieli dzisiaj wspólnie gotować, a przynajmniej taki był generalny zamysł. Co z tego wyjdzie - nie miała pewności. Najwyżej skończą z dowozem jeśli pół kuchni zostanie wysadzona w powietrze, a jedzenie zostanie zwęglone.
Percival Gardner
Back to the town
: pt sty 16, 2026 7:14 pm
autor: Percival Gardner
Nie był najlepszym bratem.
Nie było mu do tego miana nawet blisko, choć przez całe życie sprawiał wrażenie osoby, która trzymała tę ferelną rodzinę w ryzach, jakby bez niego miała rozpaść się na milion małych kawałeczków. I pewnie by się rozpadła… Mimo że przez lata starał się oddzielać grubym murem od swojego pochodzenia, nie mógł wymazać z życia wszystkiego, a już z pewnością nie rodzeństwa, z którym łączyło go więcej ciężkich wspomnień niż z kimkolwiek innym na świecie. Unikał ich, skutecznie i mniej skutecznie, próbując ułożyć sobie to życie na własnych zasadach, ale oni nie dali mu o sobie zapomnieć. W szczególności najmłodsza z Gardnerów, która swoją obecność zaznaczała przy każdej możliwej okazji. Nie miał jej tego za złe – telefonów, sms-ów, zawziętych prób spotkania się z nim. Udawanie, że z patologiczną przeszłością nie miało się nic wspólnego, było po prostu o wiele łatwiejsze.
Skończyły mu się wymówki. Przy ostatnim sms-ie prawie jej napisał, że poniedziałkowy wieczór spędza z Gigi, ale w porę do niego dotarło, że Zella z jego żoną miała przecież całkiem dobry kontakt. Poza tym, mógł sobie udawać, grać obojętnego – tak naprawdę sam chciał ją zobaczyć. Upewnić się, że po powrocie do miasta niczego jej nie brakowało.
Kupił butelkę dobrego wina, białego, półwytrawnego, lekkiego. Jakiegoś z lepszej półki. Zjawił się punktualnie o umówionej godzinie, wszedł trochę jak do siebie, a trochę jak „pan wszystko oceniający”. Czyli jak zwykle. Szybki buziak w policzek, objęcie ramieniem; nie był najlepszy w wyrażanie tych prawdziwych uczuć.
Poszedł za nią do kuchni i zajął się otwieraniem wina. Charakterystyczne pyknięcie uwolniło z butelki cytrusowo-winny zapach.
— Uprzedzam, że nic się nie zmieniło, dalej kiepsko gotuję — rzucił, wyjmując z górnej szafki dwa kieliszki. Właściwie sam się obsłużył. Pamiętał też, że wspominała coś o wspólnym gotowaniu, a raczej jej gotowaniu, bo Percy w kuchni potrafił co najwyżej przeszkadzać.
— Co jemy? — spytał, nalewając im wina. Podał siostrze jeden kieliszek, przyglądając się jej nieco uważniej. Wyglądała jak Zella, ale mógłby przysiąc, że chyba trochę bledsza, chyba chudsza… — Marnie wyglądasz. W Vancouver źle karmią? — Upił łyk alkoholu. Lekka uszczypliwość w głosie maskowała faktyczną troskę.
Zella Gardner
Back to the town
: pn sty 19, 2026 11:34 am
autor: Zella Gardner
Żadne z nich nie było ani idealnym dzieckiem, ani tym bardziej rodzeństwem, mając (nie)przyjemność dorastania w patologicznym środowisku. Z konsekwencjami każdy radził sobie jak mógł, może niekoniecznie w zdrowy sposób, ale nikogo nie powinno to dziwić. Zelli również daleko było do ideału. W jej przypadku ten coping mechanism funkcjonował na zasadzie przetrwania w grupie, nie samodzielnie. Chociażby chciała, nie umiała zbyt długo przetrwać z daleka od najbliższych. Być może była to jedna z jej wad, że tak starała się za wszelką cenę utrzymywać kontakt z rodziną, nawet jeśli wiązało się to z bolesnymi wspomnieniami czy ich konsekwencjami. Zawsze miała z tyłu głowy zdanie, że przecież przetrwali to wszystko razem. Przynajmniej w jakimś sensie.
Szanowała jednak granice i nigdy przesadnie ich nie przekraczała. Nawet, jeśli jakieś wymówki nie zawsze brzmiały przekonująco. Bardzo jednak cieszyło ją to, że w ostateczności Percival przystał na spotkanie, zjawiając się w jej mieszkaniu. Oczywiście nie miała nic przeciwko temu, by sam się rozgościł. Jej dom to jego dom i tak dalej. Natomiast radość, jaka jej towarzyszyła w tym momencie, była wręcz podwójna. Będąc w Vancouver, była jeszcze dalej od bliskich niż zazwyczaj, przez co jej tęsknota tylko się potęgowała. A to był tylko kolejny plus, który przemawiał za jej powrotem w stare, może niezbyt dobre, ale wciąż znajome strony.
Słysząc jego słowa, uśmiechnęła się tylko pod nosem, kierując swoje kroki do jednej z kuchennych szafek, z zamiarem wyciągnięcia potrzebnej jej patelni i kilku innych rzeczy.
— Spokojnie, poradzimy sobie. Ja ogarnę, ale musisz mi chociaż pomóc pokroić składniki. Albo podać miskę. — odparła, nie kryjąc się nawet z faktem, że nie zamierzała pozwolić mu siedzieć i czekać na gotowe. Odłożyła wyciągnięte przedmioty na blat, jednocześnie odwracając się w kierunku brata.
— A masz na coś szczególną ochotę? Wstępnie myślałam o czymś niewymagającym, może makaron tagiatelle z wędzonym łososiem i jakimiś warzywami? — przy tym nie było żadnej większej filozofii, a tym samym jej kuchnia raczej nie powinna pójść z dymem. — Chyba, że wolisz coś z innym mięsem, wtedy też coś wymyślę. — dodała po krótkiej chwili, przyjmując kieliszek od brata z cichym „dziękuję” w odpowiedzi. Sama w diecie nie stosowała mięsa poza rybą, ale nie była tą osobą, która narzucała koniecznie swoje nawyki innym.
— Tam karmiłam się głównie pośpiechem i pracą, może dlatego tak wyglądam. — mruknęła w odpowiedzi, a drobny uśmieszek na jej twarzy był widoczny ledwie przez parę sekund, zanim podniosła kieliszek do ust by napić się odrobiny wina. Zaraz potem wzruszyła ramionami, odstawiając naczynie na blat kuchenny i kierując się w stronę lodówki. To była prawda, była zbyt mocno zajęta. Możliwe, że wpłynęło to na jej nawyki żywieniowe, które dopiero teraz wracały do normalności.
Percival Gardner
Back to the town
: ndz sty 25, 2026 10:38 pm
autor: Percival Gardner
— Z krojeniem sobie poradzę, o ile… — Zaśmiał się. — Nie będziesz mi wytykać grubości kawałków. — Upił kolejny łyk wina. — Robiliśmy kiedyś z Gigi tatara na kolację, niby nic, nie? Przygotować mięso, doprawić, no i pokroić składniki… — Uniósł brwi na samo wspomnienie względnie normalnego wieczoru, który za sprawą zbyt grubych kawałków przerodził się w kolejną bezsensowną kłótnię. — Zgadnij kto potem sam jadł tego tatara, bo wszystko było pokrojone nie tak, jak miało być. — Odchrząknął. Z perspektywy Gardnera wyglądało to właśnie w ten sposób: on kroił, Gigi narzekała. Część opowieści ze swoim niepotrzebnym wzburzeniem jakoś zawsze mu gdzieś umykała. A wystarczyło zamienić jego nieumiejętność gotowania w jeden wielki żart. — Ale my… — Już miał dodać „my teraz zresztą wiecznie się kłócimy”; w ostatniej chwili urwał, zdając sobie sprawę z tego, że wcale nie chciał o tym myśleć – tym bardziej rozmawiać. Prawie machnął ręką. — Może być tagliatelle, może być łosoś. — Raptownie zmienił więc temat. Wybór jedzenia był znacznie bezpieczniejszy, choć szczerze powiedziawszy było mu też wszystko jedno, co zjedzą.
Wolał skupić się na tu i teraz. Po raz pierwszy od dawna. Gdyby Georgina to widziała, dopiero miałaby być o co zła. Źle pokrojone warzywa to przy obecności męża w jej życiu malutki pikuś.
„Tam karmiłam się głównie pośpiechem i pracą, może dlatego tak wyglądam”.
— Mhm… właśnie widzę.
Gdy Zella podeszła do lodówki, Percy rozejrzał się po wnętrzu mieszkania widocznego z kuchni. Nie pamiętał kiedy ostatnio ją odwiedził.
— Wszystko w porządku? — rzucił zza ramienia — Tak ogólnie? — i podszedł do framugi, o którą się oparł. Patrzył po meblach, próbując zgadnąć, które były nowe. — Szybko wróciłaś. — Zerknął w jej kierunku, obserwując jak krząta się przy blacie.
Wyjazd siostry nie był dla niego wielkim zaskoczeniem. Układała sobie życie, radziła sobie. I nagle wróciła; szybciej niż się spodziewał. Coś mu w tym nie pasowało. Mógłby to uczucie porównać do ciszy przed burzą.
Zella Gardner
Back to the town
: śr sty 28, 2026 3:42 pm
autor: Zella Gardner
— Słuchaj… Dopóki to jest zjadliwe, to mogę zjeść nawet jedzenie w kształcie klocków Lego. — parsknęła, nie kryjąc nawet swojego rozbawionego uśmiechu. Zrobiła sobie krótką przerwę na kolejny łyk wina, po czym wróciła do kuchennych przygotowań, w międzyczasie słuchając uważnie historii Percivala. Zmarszczyła delikatnie brwi, kiwając zauważalnie głową w trakcie mycia naszykowanych uprzednio naczyń. Pewnie i tak coś jeszcze im będzie potrzebne, ale to ogarnie na bieżąco. — Wiesz, ja bym akurat zjadła. Najwidoczniej Gigi chciała też zjeść ładniejszy posiłek. Czasami dla ludzi ma to większe znaczenie. — tu wzruszyła ramionami, odkładając wszystko na bok i otrzepując dłonie z wody. Sięgnęła po kuchenny ręcznik oraz po ścierkę, by dobrze przetrzeć jeszcze naczynia. Obróciła się wtedy w kierunku Percivala, a na jej twarzy zakwitł lekko zaintrygowany wyraz. — Ale wy co? — mruknęła, unosząc jedną z brwi ku górze, tym samym pokazując, że bez odpowiedzi raczej nie odpuści. Zella była dość wścibska, choć kwestie, w których sobie na to pozwalała, były dość wybiórcze. I zależne od jej humoru czy zainteresowania. Westchnęła jedynie, gdy jej brat zmienił temat, chwilowo wycofując swoje działa, ale już planowała wrócić do tego tematu później. — Super! Łososia przyrządziłam już wcześniej, więc chociaż jedną rzecz mamy z głowy. — aż klasnęła w dłonie na samą myśl o tym. Zajmą się zatem ugotowaniem makaronu oraz pokrojeniem warzyw. Jej kuchnia mogła pozostać zatem bezpieczna, o ile to ona zajmie się dopilnowaniem wody.
W reakcji na odpowiedź na jej opłakany wygląd jedynie uśmiechnęła się pod nosem, nie przerywając tym razem wyjmowania składników z lodówki. Choć, nie wiedzieć czemu, kolejne pytania pełne troski sprawiły, że nie do końca wiedziała, jak ma się czuć.
— Jest okej. — jej odpowiedź była zdawkowa, co mogła w razie potrzeby obronić swoim skupieniem na obecnie wykonywanej czynności. Zaraz jednak wzruszyła ramionami, przerywając tym samym spacer od lodówki do blatu. — Powiem szczerze, że… Vancouver to nie to samo co Toronto. I chyba zaczęło mi to doskwierać. — nie wyjaśniało to wiele, ale sama do końca nie była pewna, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodziło. Wiedziała natomiast jedno. Tutaj czuła się lepiej, nawet mimo wszystkiego, co spotkało ją na terenie tego samego miasta. Czyżby jakaś udziwniona wersja syndromu Sztokholmskiego? Kto wie.
Percival Gardner