Strona 1 z 1

Jak to jest być przegrywem?

: pn sty 12, 2026 5:44 pm
autor: William N. Patel
Ogólnie to nie była jakaś bardzo skomplikowana sprawa, ot, kolejny rozwód, w którym to kobieta cierpiała najbardziej. Było mi jej nawet trochę szkoda. Związała się z kompletnym frajerem, który porabiał ją... Być może od bardzo dawna. A ona? Znosiła to dzielnie przez lata, aż pewnego dnia nie wytrzymała i spakowała walizki. Tylko że pojawił się pewien problem, ona właściwie nic nie miała - jego dom, jego majątek, jego biznes. A ona - biedna żona, która poświęciła życie na zajmowanie się nie swoją chałupą. W tle wianuszek młodszych kochanek, przemoc psychiczna i ekonomiczna. W takich sytuacjach nawet cieszyłem się, że mogę komuś dokopać. Nie dosłownie oczywiście, chodziło raczej o mentalnego kopa prosto w rozdmuchane ego. Z początku nie wydawało się to aż tak proste, jasne, mogliśmy ugrać to i owo i raczej i tak dobrze byśmy na tym wyszli - podział majątku i do widzenia, ale kobieta była naprawdę rządna zemsty, a mnie w końcu udało się skontaktować z byłą kochanką, która chętnie zeznała przeciwko swojemu dawnemu lovelasowi. Jako dowody jej słowa, wspólne zdjęcia, zbereźne filmy, wyuzdane wiadomości, po prostu to nie mogło potoczyć się lepiej. Być może na początku ktoś jeszcze mógł pomyśleć, że również czuł się pokrzywdzony przez oschłą żonę, że w tym domu po prostu brakowało miłości, ale im bliżej końca, tym bardziej się pogrążał. Albo raczej to my go pogrążyliśmy. Byłem naprawdę zadowolony z wygranej, udało się ugrać wysokie alimenty na poszkodowaną, które jej ex będzie płacił być może do usranei śmierci. W sumie tego mu życzę. Po drugiej stronie barykady Melanie Campbell, nie wiem jak to się działo, ale zawsze gdy stawaliśmy przeciwko sobie, miała kurewskiego pecha do klientów, czasem nawet jej trochę współczułem. Po ogłoszeniu wyroku wychodzimy na korytarz, moja petentka płacze z radości i mocno ściska mi rękę, energicznie nią potrząsając. Dziękuje po raz chyba już tysięczny - Ależ cała przyjemność po mojej stronie, pani Beckett, sprawiedliwość znowu zwyciężyła - kiwam głową i puszczam jej oczko, na co z jej ust wydobywa się perlisty chichot, Melanie mija nas w drzwiach, więc żegnam się uprzejmie i ruszam za nią szybkim krokiem - Campbell poczekaj! Muszę cię o coś zapytać - wołam, a gdy nasze kroki się zrównują, wbijam spojrzenie w jej twarz i z bezczelnym uśmieszkiem rzucam - Jak to jest być przegrywem? Bo nie wiem - oczywiście, że wiedziałem. Nie oszukujemy się nikt z nas nie był idealny, czasem wygrywasz, czasem przegrywasz i tak to się toczy. Bywały trudniejsze i łatwiejsze sprawy, w tej konkretnej miałem sporo szczęścia, ale przecież nie byłbym sobą gdybym jej nie zaczepił. To chyba takie moje zboczenie zawodowe, rywalizacja nas napędzała, szczególnie gdy to ty triumfowałeś. Unoszę nieznacznie jedną brew.

Melanie Campbell

Jak to jest być przegrywem?

: wt sty 13, 2026 6:39 pm
autor: Melanie Campbell
Rozwody, drobne pozwy cywilne i ogólnie nic co mogłoby się wydawać ekscytujące i wymagające. Cóż jednak było się spodziewać po społeczeństwie, ludzie kradli i... dużo się rozwodzili, czasami i gruba sprawa się trafiła czyli małżeństwo. O dziwo jednak Toronto wydawało się nie być aż takie niebezpieczne jak chociaż kumple zza granicy czy Stany, ale to chyba nawet lepiej w jakimś stopniu, przynajmniej czuć można było się bezpiecznie. Z drugiej zaś jako prawnik z tego w sumie żyła, im sprawa ciekawsza czy bardziej medialna tym większe i grubsze mogło być jej wynagrodzenie. A nie oszukujmy się, Melanie zbierała nie tylko doświadczenie czy pulę klientów, zbierała także kapitał na własną kancelarię, na swój start, który w końcu dałby jej poczucie szczęścia. Skoro sama na podłożu miłosnym w kółko tylko cierpiała to chociaż mogła ten ból i złość, przerzucić na bardziej efektywne postępowanie w pracy.
Ludzie korzystali z jej usług chętnie, miała kilka stałych współprac z firmami, którym sprawdzała umowy czy doradzała w kwestii ich sporządzania, w międzyczasie dalej zajmowała się rozwodami, brała mniej czy bardziej efektowne, nie wybrzydzała i zawsze chciała pomóc. Nie ukrywała jednak tego, że wolała damskie grono klientek, faceci zawsze mieli coś za uszami bądź po prostu zachowali się tak jakby mieli ją przelecieć w ramach rozliczenia za usługi prawnicze. Ona jednak nie pałała chęcią do mieszania pracy z życiem, miała swoją godność i także swoje zainteresowanie gdziekolwiek nie poszła. Tu trafił się jej narcyz, gość który mamił i trochę za bardzo koloryzował swoją sytuację. Pytała go raz po raz o jego sprawy, o to czy jest coś co może odnaleźć druga strona na niego, cokolwiek obciążającego. Jako zwykł czaruś raz po raz powtarzał, że nie i dodatkowo głupkowato się uśmiechał. Campbell po części miała świadomość swojej sytuacji i tej całej pułapki. Stąd jedyne co jej przyszło to propozycja rozwodu na warunkach ugody z obu stron, bez orzekania o czyjeś winie.
Przeliczyła się mocno gdy druga strona odmówiła podpisania takowej, wyszła już wtedy wściekła z pokoju narad i czekała na swojego klienta i wyjaśnienia. Kolejne steki bzdur i kłamstwa z jego strony poskutkowały tylko tym, że narobiła sobie siary i przegrała tą sprawę. Patel przejrzał jej ruchy i zagrania, to czego się łapała i to, że poszukał kogoś kto był skłonny za parę zielonych opowiedzieć o romansie faceta. Melanie była rzecz jasna wściekła, ale rozumiała też to, że niepotrzebnie się produkowała, że mężczyźni już tak mają - ściemniają. Nie byłoby jej aż tak żal gdyby nie fakt kto stał po drugiej stronie, nie że to znowu przegrana z nim, takim prawnikiem jak Will. To zakrawało o jej dumę i trąciło nieco jeszcze bardziej niechęcią do prawnika, do świra którego w nim widziała za każdym razem. Nonszalancja, czasami granie na uczuciach i brak przygotowania podczas gdy ona znała chyba każdy szkopuł z pożycia tego już ex małżeństwa.
Porażka i jakieś bezsensowne komentarze od klienta sprawiały, że Campbell miała ochotę już się stamtąd zabrać, uciec od tej ponownej wyższości jaką musiała uznać, uciec od konfrontacji z dumnym jak paf Williamem. Omijała go za każdą taką porażką z lodem w spojrzeniu i kpiącą miną. Nienawidziła tego gościa, taka była prawda. Gdy jednak za nią powędrował, ona miała ochotę zawijać się do windy, to w jej stronę pędziła szybciej, ale te drogie jak cholera szpilki ograniczyły ją wtedy w ruchach. Cholera.
- Patel! Nie świętujesz z klientką? Jest teraz wolna w końcu i całkiem bogata, hmm? - zapytała kąśliwie, przewracając oczami na jego pytanie bo oczywiście wiało w nim tyle kutasiarstwa ile tylko mogło być. Typowy on. - Bardzo dumny jesteś, ze znów ze mną wygrywasz tak? Trochę to ujma, nie powiem - przegrywać z kolesiem, który czasem wygląda jakby się z odwyku wyrwał. - oczywiście nie mogła sobie darować, widziała po nim niekiedy to znużenie i zmęczenie, jakby wrócił z balangi na sale sądową.

William N. Patel

Jak to jest być przegrywem?

: wt sty 13, 2026 7:32 pm
autor: William N. Patel
Właściwie charyzma była moim największym atutem, zawsze wiedziałem co powiedzieć, zawsze miałem jakiegoś asa w rękawie, którego wyjmowałem w najmniej oczekiwanym momencie. Klienci cenili mnie za to, że nie wiedziałem kiedy odpuścić, właściwie nie odpuszczałem nigdy, dla dobra sprawy byłem gotów na wiele. Niejednokrotnie łamałem zasady i kształtowałem je na nowo na własnych warunkach, co dla niektórych było nie do pomyślenia. Jeden profesor powiedział mi kiedyś, że albo będę bardzo dobry albo wyląduję w więzieniu. Cóż, jak widać byłem najlepszy. Tam gdzie inni chowali głowę w piasek, tam ja byłem jak jebany taran, byłem w stanie zburzyć największe przeszkody i zbudować z nich kłody, które z uporem rzucałem pod nogi swoim przeciwnikom. Dlatego niejednokrotnie powierzano mi sprawy, których nikt inny nie chciał się podjąć, a każde zwycięstwo sprawiało, że czułem się jak jebany Bóg. Szczególnie gdy wygrywałem z kimś, kogo znałem. Jakie uczucia żywiłem do Campbell? Właściwie nie mogę powiedzieć, że negatywne, gdzieś w głębi szanowałem ją jako prawniczkę, była zawsze świetnie przygotowana, czego zaś nie można powiedzieć o mnie. Może trochę zbyt spięta, trochę za poważna. W sumie bawiło mnie to jak bardzo nie trawi mojej osoby, wierzyłem, że jeśli odniesie kolejną porażkę to następnym razem przygotuje się jeszcze dokładniej a czy nie o to w tym chodziło? By dawać z siebie nie sto, a dwieście procent? Chyba powinna być mi wdzięczna, doskonaliła się dzięki mnie - Jakoś nie jest w moim typie, za to widziałem, że ty chyba jesteś bardzo w typie swojego klienta, albo byłaś dopóki nie zjebałaś sprawy, trochę się wkurzył, co? No ale trzeba było pomyśleć zanim zaczął wkładać gdzie popadnie - wbijam kolejną szpile, a w zanadrzu miałem już następne - Hm, to może warto się zastanowić czy aby na pewno nadajesz się do tej roboty skoro przegrywasz z typem, który wygląda jakby się urwał z odwyku. Znowu - wzdycham teatralnie i wywracam oczami. Zdarzało mi się przyjść na kacu, miewałem podkrążone oczy i zatkane zatoki, dzisiaj o dziwo trzymałem się całkiem nieźle. Dosłownie poprzedniego wieczora dopinałem ostatnie sprawy, by dzisiaj móc triumfować - Chciałem cię zaprosić na triumfalnego drinka, bo dostałem tyle siana za tą sprawę, że już sam nie wiem co mam z nim robić, ale nie wyglądasz jakbyś miała co świętować. To jakie plany na popołudnie? Zapijanie porażki? - jeszcze jeden kołek wbity prosto w serce, chociaż w tym duecie to chyba ja byłem wampirem, który z satysfakcją wysysał z niej wszystkie siły życiowe.

Melanie Campbell

Jak to jest być przegrywem?

: wt sty 13, 2026 8:05 pm
autor: Melanie Campbell
Melanie ciągle się kształciła, spędzała czasami dnie w sądzie czy nad papierami w własnym gabinecie. Dużo poświęcała dla tej pracy, o jeszcze więcej walczyła czerpiąc z sugestii innych czy podziwiając tych wielki, którzy rządzili w mieście. Umiała w sztuczki i czasami je wykorzystywała, gdy jednak przychodziło jej się jej mierzyć z tym jednym rywalem, jakoś zawsze wychodziło wszystko inaczej niż planowała. Może zamiast do rozprawy bardziej przygotowała się pod presją aby po prostu go pokonać? Może to w tym tkwił szkopuł gdy po raz kolejny doszukiwała się problemu we własnej porażce, gdy analizowała poprzednie i praktycznie dążyła do perfekcji. Lubiła być pewna siebie, pokazywać tą manierę prawniczki sucz, którą to nie jednokroć podkreślała literatura czy kinematografia. Chciała być lepsza od niego, może i mieć sławę na resztę Toronto, podbić ten rynek. Czy czegoś jej brakowało? Pewnie czasami mocniejszego zdecydowania i porzucania emocji, tego że chwilami próbowała ale nie wystarczająco. Tutaj w sumie od startu czuła przegraną bo co mogłaby z tego ulepić? Poznała swojego klienta i sama na sobie odczuła jaki jest i co się kryje za tą jego skruchą. Można by powiedzieć wtopiła sama siebie już na starcie, naiwnie mu wierząc, że nie zdradził, że nie ma pojęcia o żadnych materiałach, które by go wtopiły. Wyszło jednak na końcu tak a nie inaczej, a Campbell odczuła ten strzał w policzek, drobny nokaut w skali całości jej potyczek z Willamem. To dziwne ale dręczyło ją to zawsze jak on może tak dobrze to rozgrywać, jak może udawać że jest porządnym graczem gdy wręcz chwilami biło od niego negatywną aurą. Tej przegranej nie mogło zakryć chyba nic drobnego, żaden drink lepszego alkoholu. Z tego wszystkiego to pewnie lepszym wyjściem będzie droga spódniczka czy torebka znanego projektanta. Coś mocnego i kobiecego dla podkreślenia i dowartościowania swojej kobiecości.
Nie chciała z nim się konfrontować po tym wszystkim, rozmawiać i udawać, że chociaż trochę go znosi bo nie było tak. Melanie mało w którym prawniku czy prawniczce widziała kogoś normalnego, kogoś z kim mogłaby się kumplować czy napić drinka. Ten zawód wyłączał pewną sferę emocji, wypluwał i przeżuwał choćby przez pryzmat rywalizacji - o wygraną, o klientów, o duże stawki.
- Cóż.. to już jego sprawa co robił i jak to rozegrał. Jak widać nie każdy jest szczery w swych intencjach i mowie ciała. Z gówna nic nie wykręcisz.. - prysnęła, z delikatnym wzruszeniem ramion, jakoby pokazując że to już za nią, że spłynęło i po prostu stało. Dla niej i tak facet od początku wydał się bawidamkiem, kimś kto mami dla swoich korzyści wykorzystując przy tym.. żonę, którą to jeszcze miał parę minut temu. - Nie Tobie kwestionować czy się nadaje czy nie. Po za tym jeśli radują Cię takie sprawy jak rozwody to widocznie masz niski sufit. - stwierdziła, tak aby nieco sobie dolać ciepłej energii do serca, do tego że to nie była jakaś wielka skala bitwy, że świat od tego się nie zawali.
- My i drink? Nie słyszysz jak to brzmi abstrakcyjnie? Nie żeby coś, ale nie kręcą mnie takie akcje, nie będę dalej Twoim obiektem do śmiechu, więc sorry ale zbastuje. Ty też powinieneś bo przyrzekam gdy tak za blisko mnie stoisz to trącisz wczorajszym dniem.. - nawet ten gustowny garnitur czy nonszalancko rozpięta koszula nie zakryje jego stylu bycia. Był zakręcony i kolorowy, bawił się w najlepsze a i tak koniec końców wygrywał, zaczynało więc to nasuwać pytanie czy to może ta "zabawa" i alkohol dają mu takie paliwo, że bez tego może być cienki.

William N. Patel

Jak to jest być przegrywem?

: czw sty 15, 2026 5:14 pm
autor: William N. Patel
- Chyba nikogo nie bawią rozwody, to po prostu wyjątkowo proste sprawy - wzruszam ramionami - Ale najwidoczniej nie dla wszystkich - oczywiście wciąż pije do jej porażki. Niemniej tak ten świat działał od zawsze, że ktoś musiał przegrać by wygrać mógł ktoś - Niczego nie kwestionuję, ale statystyki mówią same za siebie - tyle, że tak naprawdę to w dupie byłem i gówno widziałem, raczej nie mierzyła się tylko ze mną, musiała mieć na koncie równie dużo sukcesów, bo w przeciwnym wypadku rynek sam by ją wygryzł. Nasz zawód miał to do siebie, że jeśli byłeś słaby to odpadałeś już na starcie. Tutaj trzeba było mieć stalowe jaja i twarde dupsko. Ale czułem pewnego rodzaju satysfakcję, kiedy mogłem dołożyć swoje trzy grosze. Powinna być do tego przyzwyczajona, w końcu to nie pierwszy i nie ostatni raz.
- To nie wczorajszy dzień tylko Dior - i to nie byle jaki bo Sauvage, zapach prawdziwego mężczyzny - pieprz i bergamotka na wstępie, co dawało iście świeży początek, w sercu elegancka lawenda, kwiatowe geranium i orientalna paczula, na koniec drzewny, szlachetny aromat cedru, żywiczno balsamiczny ciepły akord labdanum oraz nieco piżmowy abroksan, dla mnie doskonałe, a do tego niezwykle trwałe. Poza tym fantastycznie maskowały woń zarwanej nocki - No trudno, chyba jakoś to przeżyję, chciałem być miły - raczej chciałem się z niej jeszcze trochę ponabijać, na fali swojej kolejnej wygranej. Zwykle jakiekolwiek towarzystwo było lepsze niż żadne, a mnie osobiście Campbell jakoś specjalnie nie przeszkadzała. Raczej nie będziemy przyjaciółmi, ani nawet znajomymi, zresztą była dla mnie zbyt sztywna, propozycję drinka rzuciłem bardziej dla beki, naprawdę bym się zdziwił, gdyby się zgodziła. Nie spodziewałem się po niej takiej spontaniczności, plan dnia pewnie miała ułożony od dwóch tygodni - Góra czy dół? - pytam, gdy docieramy do windy, wciskam guzik i patrzę na powoli zmieniające się cyferki, jedzie do nas z samego dołu, więc może to chwilę potrwać - Gdybyś czasem była trochę milsza, to mógłbym udzielić ci kilku wskazówek, dostrzegam pewne mankamenty w twoim działaniu - kiwam delikatnie głową, wbijając w nią spojrzenie, chociaż nie sądziłem by chciała słuchać. Zanim poszedłem na prawo robiłem pierwszy stopień z psychologii, więc można powiedzieć, że znałem się trochę na ludziach, być może zwracałem uwagę na detale, których nie dostrzegał szary zjadacz chleba niepowiązany z tematem. Poza tym człowiecze umysły, relacje, życie w społeczeństwie to były rzeczy, które naprawdę mnie interesowały, czytałem mnóstwo książek na ten temat, jedną miałem nawet teraz w torbie. Do naszych uszu dociera dźwięk zatrzymującej się windy i szuranie ciężkich, rozsuwających się drzwi. Wpuszczam ją pierwszą, nawet nie fatyguję się by nacisnąć guzik, bo i tak jadę tam gdzie ona, niezależnie od tego, gdzie właściwie się udaje. Chyba odczepię się dopiero jak zatrzaśnie mi drzwi przed nosem. Jesteśmy tu sami, więc zmniejszam dystans między nami, zwieszając się nad dziewczyną, opieram rękę o ścianę, gdzieś w okolicach jej głowy - A teraz co czujesz? - ciężko stwierdzić czy wciąż jestem w świecie zapachów, czy już emocji. Drzwi zasuwają się powoli, ale zanim zamkną się na amen dociera do nas czyjś krzyk - Halo! Proszę zatrzymać windę!... - odwracam się w tamtym kierunku i odruchowo, dosłownie w ostatniej chwili wsuwam stopę w szczelinę.

Melanie Campbell

Jak to jest być przegrywem?

: sob sty 17, 2026 10:06 pm
autor: Melanie Campbell
Irytował ją swoimi tekstami i tym, że jawnie jej dogryzał i kpił za każdym razem gdy to ona przełyka gorycz porażki. Nawet jeśli w pewnej chwili było to niczym rywalizacja dla nich, spotykać się często i na kolejnych rozprawach, to wciąż budził u niej jakieś negatywne odczucia. Gdy tylko otwierał buzię tracił na swojej atrakcyjności i był po prostu krnąbrny. Trochę to dawało mu przewagi bo na końcu to on się cieszył a ona musiała z kamienną twarzą wychodzi z rozprawy, trzymając w sobie emocje. Co tym razem? Może zajrzy do klubu bokserskiego swojego ex aby się wyżyć? A może wypali skręta na dachu ze starą przyjaciółką, przeklinając tego palanta? Opcji było wiele na zakrycie tego, że się przejmowała przegraną. - Jeśli jarają Cię te związane z rozwodami to okej, możesz skakać z radości, że w tym prowadzisz. Tylko to będzie jedyna statystyka w której zobaczysz się wyżej ode mnie. - jej ego też było wysokie, przechwałki i mocne teksty miały dodawać jej skrzydeł, a rywali gnieść w ścianę, tak po prostu. Zresztą jej zdanie było proste - ona wciąż się rozwijała, wciąż łapała doświadczenie i pewnie zagrania od innych dążąc do najlepszej wersji siebie, do Melanie Campbell w prime.
- Dior Sauvage? Zapach zdrajcy i manipulatora, a więc najgorsze co może być? Serio? Zmienił byś na Toma Forda czy inne... lepsze zapachy. - oczywiście udała, że się krztusi i zamachnęła ręką aby odgonić od siebie to połączenie o którym każdy poradnik mówił jako.. niebezpieczne. Zresztą renoma i skala sławy tego zapachu była przeróżna, niektórzy twierdzili iż to schyłek tej serii, populizm i renoma zabiła dobry towar. - Prawnik miły? Chyba tylko jak coś chcesz. - rzuciła włosem i ruszyła szybciej aby go już zniechęcić ale był jak ta mucha menda, jak ten rzep psiego ogona, jak ten papier toaletowy, kiedy przyklei się do buta. Nie chciała a jednak musiała dalej z nim iść obok, gdy doganiał ją do windy i jeszcze chamsko się do niej pakował. Bucywoł i nic więcej.
- Dół. Potrzebuje powietrza po tych Twoich zapach i... Twoim widoku triumfu. - jej słowa były po części prawdą, ale wredny uśmiech miał zakryć w sumie i jej ciało i jej myśli. Nie chciała aby ją dalej napastował i się pierzył jak paw dumnie. Zresztą gdy spojrzeć na wiek to wydawało jej się, że jest młodszy od niej albo przynajmniej tak jej się obiło o uszy. Wygląd jednak wskazywałby inaczej ale chyba logiczne co na to wpływało, niestety. - Chcesz mi dawać porady? Naprawdę? Może otwórz swoją szkółkę dopiero albo kancelarię. Bo zdaje mi się, że sam jesteś kimś kto jeszcze nie dostał po tyłku i leci n na picu trochę. Zresztą parę minut z Tobą obok to dla mnie męka.. - stwierdziła, ale z westchnięciem już wsiadła do tej winy, chcąc już wynieść się stąd i opuścił mury sądu. Na dziś miała już chyba spokój, a resztę rzeczy nawet jeśli mogła jeszcze przygotować w domu, w ciszy.
Nie wiedziała w sumie do końca o co mu chodzi i po co ta szopka dla rozrywki, a już na pewno miała ochotę zdzielić mu w twarz za te zagrywki. Myślał, że tego jego ruchy i kocie oczy sprawią, że jej zmiękną kolana albo że ona złagodnieje? Pewnie gdyby tylko zostali sami w tej windzie to dostałby strzał w twarz albo w krocze co najwyżej bo sorki, ale jego urok nie działał na nią, irytował ją dosłownie - a przynajmniej to najgłośniej manifestowała w swojej głowie. Przecież nie będzie myśleć o innych rzeczach co nasuwają często same filmy w kwestii wind i pary w niej...
Odsunęła się mocniej od niego, skrywając w drugim kącie windy, a jej wzrok karcił i jeszcze mocniej podkreślał jej ciśnienie. Nie odezwała się gdy wsiadła osoba, a po niej na następnych piętrach i kolejne. Niektórzy ubywali, a potem znowu trochę ich przybywało, więc siłą rzeczy wylądowała na nim, nieco z wynikającej sytuacji niż samej chęci. - Zamilcz okej! I ani waż się tykać mojego tyłka. - szepnęła do niego i pogroziła mu palcem bo ich katorga i tak miała trwać parę sekund. Może o parę za długo ale kto by to liczył..

William N. Patel

Jak to jest być przegrywem?

: śr sty 21, 2026 7:18 pm
autor: William N. Patel
- No tak, tak, jasne - mówię, mój ton jest po prostu lekceważący, bo i nie traktowałem jej do końca poważnie. Mogła sobie gadać co chce, na mnie nie robiło to większego wrażenia - Zdrajca i manipulator pachnie paczulą? Nie wiedziałem - wzruszam ramionami, ja lubiłem takie zapachy z orientalnym twistem, czasem nawet w domu odpalałem kadzidełka, szczególnie kiedy chciałem zatuszować zapach blantów - Toma Forda? Tom Ford jest dla pozerów - dzielę się z nią swoją opinią, chociaż pewnie ma to w głębokim poważaniu. Ja byłem prostym facetem, jak już kupiłem jedne perfumy, to pewnie będę się nimi psikal do końca życia. Zresztą co roku dostawałem nową butelkę od mamy pod choinkę, więc chyba nie miałem wyboru, dobrze, że chociaż naprawdę mi się podobały - a to prawnik nie może być miły? Strasznie chujowe masz o nas zdanie - ja zawsze byłem miły dla klientów, dla rywali niezbyt. Ale wierzyłem, że ci wszyscy ludzie, którzy przychodzili do nas ze swoimi problemami zasługiwali na odrobinę empatii. Mogłem pokazywać rogi na sali sądowej i walczyć o swoje jak lew, jednak poza nią byłem całkiem przyjemnym facetem. Może nie dla niej, tylko ona wcale nie miała ochoty mnie poznać - Też się chętnie przewietrzę - i tak nie miałem nic lepszego do roboty, przynajmniej zapale, potem w planach miałem drinka, jak się okazuje samotnego. Z drugiej strony nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem sobie towarzystwa i tym razem pewnie będzie podobnie. Jeśli nie charyzmą to zawsze można było kogoś kupić pieniędzmi, ludzie uwielbiali jak się im stawiało, a ja miałem portfel wypchany po brzegi, kilka dolców mniej nie robiło mi różnicy - Nie bawi mnie nauczanie, dla ciebie chciałem zrobić koleżeński wyjątek - wzruszam ramionami i uśmiecham się kpiąco - Tak mówisz? A może po prostu jestem na tyle dobry, że nie dostanę po tyłku, czy ci się to podoba czy nie. Pomyśl o tym - wiadomo, że trochę bujam, ale przecież to było wpisane w nasz zawód. Ignorantia facti non nocet, jak to mówiła jedna z łacińskich sentencji - No to przygotuj się na więcej męki - straszna z niej męczennica, może po śmierci zostanie świętą. A potem wiszę nad nią w windzie i w milczeniu wbijam spojrzenie w jej oczy, zupełnie jakbym chciał coś z nich wyczytać. Nie bez powodu mówi się, że to zwierciadła duszy, ale tym razem miałem za mało czasu. Ktoś wchodzi do windy, a ja się prostuję i witam krótkim skinieniem głowy. Jedziemy w milczeniu, tylko relaksacyjna muzyczka wypełnia ciszę. Wsuwam dłonie w kieszenie i tupię lekko jedną nogą, w myślach licząc kolejne piętra. Winda jedzie najpierw w górę, zbierając ludzi z całego pionu - kolejni wsiadają i wysiadają, a my z Melanie jesteśmy coraz bliżej siebie i kiedy ktoś jeszcze się dopycha, szturchając Campbell na tyle, żeby dosłownie wpadła w moje ramiona, to odruchowo obejmuję ją jedną ręką w talii - Męczennico, czemu się tak lepisz, zmieniłaś zdanie? - rzucam szeptem, ponownie wbijając spojrzenie w jej twarz. Gdyby nie powiedziała o tym tyłku to nawet bym na to nie wpadł, a tak? Poczułem, że właśnie coś zostało mi zasugerowane, więc niby to mimochodem opuszczam dłoń na jej pośladki. Ktoś obok chrząka głośno i słyszę ciche - Nie przeszkadzam wam czasem? - koleś strasznie się krzywi, a ja kręcę głową - Nie, ależ skąd, my tak zawsze po wspólnej sprawie, polecam spróbować - mówię. Ja i tak mam opinie zjeba i w ogóle mi to nie przeszkadza, prawdę mówiąc mam głęboko w dupie co sądzi o mnie sztywne, prawnicze towarzystwo, wystarczyło zaufanie wśród klientów. Ale ona? Ona przecież była nienaganna, chociaż może nie do końca, skoro bujała się ze mną? Facet wywraca oczami i gromi spojrzeniem Melanie, a potem przeciska się do wyjścia. Na pierwszym piętrze robi się zdecydowanie luźniej, więc wypuszczam ją z uścisku, na sam dól docieramy w cztery osoby. Oczywiście idę za nią na zewnątrz, a gdy tylko przekraczamy próg, od razu sięgam po papierosy i umieszczam sobie jednego między wargami. Srebrną papierośnicę wyciągam także w jej stronę, w środku krótkie, własnoręcznie skręcone petki. Patrzę na nią z niemym pytaniem wymalowanym na twarzy - chcesz?

Melanie Campbell

Jak to jest być przegrywem?

: ndz sty 25, 2026 3:18 pm
autor: Melanie Campbell
- Idealne do braku manier i rynsztoku, więc tak. Przeżuty i wypluty to zapach, już nie taki ekskluzywny jak myślisz. Może pora na zmianę? - nie żeby mu chciała to proponować bo jednak dla ludzi jego pokroju to pewnie idealne perfumy, zresztą to pasuje do danej grupy. Faceci którzy mieli klasę lubili czasem eksperymentować, zmieniać swoje zapachy pod różne okazje czy kobiece noski.. Nie żeby coś, ale Melanie również lubiła zmiany, kiedy trzeba było dusiła swoimi perfumami i to dość dosłownie - był to ostry zapach pewnej siebie kobiety. Innymi razy potrafiła być kusicielska i subtelna w jednym, dobierając odpowiednią grupę zapachów razem. On? Najwyraźniej w dupie był i gówno się znał na tym.
- Serio? Myślisz prawnik dla prawnika będzie miły tak, o? Przecież to rywalizacja jak na ringu, raz padam ja innym razem padniesz ty. No sorrki ale z dziubków sobie spijać niczego nie będziemy. - jej ton mówił jasno co myśli, że nie ma nic na świecie co zmieni jej zdanie no chyba że worek zielonych, które chętnie przygarnie aby wystartować z pomysłem własnej kancelarii, takiej sygnowanej jej nazwiskiem. Na to jednak musiała zapracować, nawet takimi gówno rozprawami jak ta, którą z Williamem ostatecznie przegrała. To jednak ją nieco tchnęło, była bardziej jadowita i bardziej czujna na jego słowa czy obecność. Co jak co ale prawnicy to dupki i do tego bajeranci, a tych nie chciała w swoim życiu, zbyt skupiona już była na sobie samej. Nie było jej więc w głowie spoufalać się z osobnikami, których traktowała jako przeciwników i jako dupków samych w sobie. Nawet jeśli niektórzy tak jak ona potrafi ściągnąć po pracy czy wyjściu z sądu "maskę" twardego zawodnika, wciąż trzymała się w ryzach aby nie ciągnęło ją do takich romansów w pracy. Choćby nie wiadomo jak przystojny i czarujący był pan prawnik. Nie to nie. Pytanie na jak długo te zasady się zdadzą.
Nie odezwała się więcej wsiadając do windy, wzrok który mu posłała mówił chyba sam za siebie, że ma się po prostu zamknąć. Irytował ją równie mocno co ta winda, która nagle zachciała wozić wszystkich po tych piętrach jakby w ramach wycieczki. W teorii to było parę sekund, może minut ale dalej - irytowała się tym miejscem, dusiła porażką, którą miała zamiar zapić w zaciszu własnego mieszkania. Ścisk oraz szczyt godzinowy trafił się im akurat teraz, gdy musieli znów być w pobliżu siebie. Ten facet ją męczył, nawet jeśli miał w sobie jakiś tajemniczy urok oraz niewyparzoną gębę.
- William.. - syknęła pod nosem, mając zamiar wbić mu swoją szpilkę w stopę. Nie oponowała przed tym, wpatrując się przy okazji jak dzielnie wytrzymuje i jeszcze ma tą energię wykłócić się z obcym typem. Ten chyba sam w sobie zirytował ją bardziej niż Patel dzisiaj, a to nowość.
- Dotknij mnie jeszcze raz a dostaniesz w twarz.. - rzuciła do jego ucha, a potem sprawnie się od niego odsunęła, zdejmując jego dłoń z własnego ciała jakby ją normalnie parzyła. Jeszcze raz posłała mu ten wzrok, który miał podkreślić, że nie żartuje i w końcu wybuchnie sama i nie będzie się hamować faktem, że znajdują się w sądzie. Winda wreszcie wylądowała na dole na co Melanie zrobiło się nieco lżej, już nie tak duszno pod względem zapachów, które mieszały się w metalowej klatce. Haust świeżego powietrza to coś czego potrzebowała od samego momentu wyjścia z sali sądowej, powiew chłodnego powietrza na gotującą się ze złości głowę. - Będziesz za mną szedł aż do domu? Nie truj się tym stary. - stwierdziła ale mimo to przystanęła na moment jeszcze. Chwilę się wahała nad jego niemą propozycją ale machnęła dłonią i nie skorzystała finalnie, zbyt mocno szanowała swoje ciało. Zamiast tego zatem wyciągnęła telefon aby dla pewności sprawdzić czy jej grafik na dzisiaj już jest done i finito, a następny przystanek to: dom i dobre wino.

William N. Patel

Jak to jest być przegrywem?

: czw sty 29, 2026 10:27 am
autor: William N. Patel
Pochylam się nieznacznie w jej stronę, żeby zaciągnąć się zapachem jej perfum, mocnym i duszącym - A ty co? Zapach przegranej? - śmieję się, prawda, w dupie byłem i gówno widziałem, to nie była moja dziedzina, ale widziałem kiedyś taką buteleczkę w kształcie szpilki i tak, to by mi pasowało do Melanie, ostatecznie wszędzie gdzie się pojawiała wyprzedzał ja głośny stukot obcasów - No z takim podejściem to nic dziwnego, że każdy poszedłby że sobą na noże, masz strasznie zamkniętą głowę - rywalizacja rywalizacją, wiadomo, że każdy się lubił pośmiać z przegranego i powtykać przeciwnikowi, ale przecież ostatecznie wszyscy byliśmy po prostu ludźmi. Niektórych nawet mógłbym polubić, mieliśmy podobne zainteresowania i problemy, czemu nie mogliśmy porzucić skostniałych ram i zamiast wiecznie walczyć to spróbować stworzyć jakąś społeczność? Mój ojciec był taki sam - kurewsko poklamkowany, wszędzie widział konkurencję, chociaż był tak dobry w swoim fachu, że nikt by mu nie podskoczył, pragnął bym kiedyś był taki sam, a ta presja doprowadzała mnie czasem do załamania, które leczyłem kolejną dawką prochów, mniej lub bardziej legalnych. I tak to się kręci i będzie kręcić dopóki nie zdechnę. Teraz jednak jedziemy windą i znowu się trzeba wdać w pyskówkę z innymi, bo przecież za mało mamy kłótni na salach sądowych. Unoszę w obronnym geście obie ręce - A wiesz, że grozi za to do 6 miesięcy więzienia lub 5000 grzywny? - pytam. Jeśli będziemy rozpatrywać to w kontekście pobicia, póki co na szczęście skończyło się na groźbach. Wychodzę za nią - Nie, już mi się znudziło - stwierdzam, trochę niewyraźnie, bo między wargami już ściskam papierosa - Dla ciebie chyba byłoby lepiej jakbym się zatruł - skąd ta nagła troska? Albo raczej jej namiastka? Jeden mniej to przecież mniejsza konkurencja. Zatrzaskuję papierośnicę i chowam ją do kieszeni, w zamian sięgając po ciężką, otwieraną zapalniczkę z wygrawerowanym lwem. Otwieram ją z cichym klikiem i odpalam papierosa, potem zamykam z głośniejszym kliknięciem, znowu ląduje w kieszeni. Mocno zaciągam się dymem. Podobnie jak Mel wyciągam telefon i sprawdzam whatsupa, messenger i smsy - To do następnego, przygotuj się lepiej to może w końcu wygrasz - rzucam Campbell na pożegnanie i pewnie byśmy się rozeszli aż los znowu nie zechce przeciąć naszych dróg, ale wtedy podchodzi do nas jakaś kobieta, wychodzi z budynku sądu i staje gdzieś między mną i Mel - Dzień dobry, pani Campbell, panie Patel - kiwa głową najpierw w kierunku dziewczyny, a potem moim - Możemy porozmawiać? - pyta, ja unoszę w zdziwieniu jedną brew. Zerkam przelotem na Melanie - O co chodzi? - próbuje się dowiedzieć, jednak uśmiecha się tylko tajemniczo - To dosyć... Delikatna sprawa, wolałabym ją omówić w nieco bardziej ustronnym miejscu - rzuca. Patrzy to na mnie to na Mel i ja też zerkam na obie - Masz tu jakieś biuro, czy coś? - pytam prawniczki, ja swoje miałem w kancelarii, w której byłem zatrudniony, ale ona chyba głównie pracowała w sądzie? Nie interesowałem się aż tak. Nie powiem, byłem ciekaw co to za sprawa.

Melanie Campbell