Strona 1 z 1

W zlepku niedomówień; prawdy i kłamstw

: pn sty 12, 2026 7:19 pm
autor: Nicholas Falcone
3
outfit
June Harrison


Pełen sprzeczności w sercu przyjmował na barki trud postawienia kropki nad ich kształtującą się relacją – decyzyjnie; po męsku, tak jak wypadało. Zaabsorbowany trudnościami życia codziennego, musząc łączyć dwa światy ze sobą i balansując na skraju odkrycia, bywało, że unikał czujnego wzroku Harrison z obawy, ale i również lęku przed tym, co ta odkryje na serca dnie. Obdarzona zmysłem zaglądania pod cudze maski przedzierała się w labiryntach knowań, fikcji, kryminału, co dnia. A jego osoba stojąca w obrazie sprzecznym z wszystkim, tym w co wierzyła wydawała się, tak obca i jednocześnie tak bliska.
Przyjaźń, a może coś więcej?
Długo rozpamiętywał pocałunek – ten efekt wykalkulowanej czułości zrodzony z chwili namiętności, gdy poddali się temu uniesieniu w pełni obezwładnieni urokiem chwili. Alkohol? Nie stanowił usprawiedliwienia ni wymówki od popełnionego wykroczenia na drodze ku przyjaźni. Czy w danej chwili słabością było ujawnienie swoich potrzeb? Egoistycznie wykorzystał chwilę? A może zrobił to, co powinien od dłuższego czasu przestając bawić się i igrać z cieniami?
Wątpliwości.
Brak fundamentu zaufania. Czy mogli zbudować coś, cokolwiek bez jakiegokolwiek oparcia? Czy wystarczą te tygodnie spędzane ze sobą na rozmowach? Jej praca… to był największy problem; zmora prześladująca jego myśli we śnie i na jawie. Jakby nie potrafił rozdzielić June – tej prywatnie poznanej, od surowej i lojalnej służbie; policjantki.
Proponował kolację, lecz w jego stylu w ich stylu… Bez splendoru i pustego przepychu. W świetle świec i atmosferze domowego wytchnienia, a jednocześnie z całą tą procedurą pięknych kreacji i możliwością odurzenia zmysłów wyglądem. To za jego sprawą padło na mieszkanie June, czuł się tu swobodnie, a kuchnia zdawała się przestronniejsza niż ta jego. Co więcej, obiecał, że przygotuje coś, czego nauczył się na zajęciach kulinarnych, na jakie chodził dwa razy w miesiącu. Lubił to robić – gotować, był w tym dobry, to naturalna precyzja łączyła się z wyczuciem, jakby rozumiał melodie graną w składnikach i innych komponentach. Łączył je zmyślnie, budując smak, a Harrison była świadkiem oraz testerką jego popisów. Pierwszą osobą, dla jakiej gotował z pasji.
Za chwilę podaje do stołu — upomniał June, bo ta jakby na złość jemu musiała się stroić, chociaż zapewniał, że mogłaby wyjść w samym dresie, a i tak byłaby najpiękniejsza. Nigdy nie zrozumie kobiet. Ale może to i lepiej? Świadomość pojęcia czegoś niepojętego wiązała się w jego mniemaniu z geniuszem lub chorobą psychiczną.
Przejrzał kątem oka playlistę na aplikacji mobilnej i zdecydowanym ruchem wybrał włoski klasyk z lat 2000 na przystawkę, aby rozbudzić apetyt.
Bruschetta z pomidorkami, świeżą bazylią i świeżo mielonym pieprzem, udekorowana plastrami parmezanu do tego półmisek wędlin dojrzewających, ser i oliwki oraz wino; czerwone – wytrawne. Było to idealne rozpoczęcie w nawiązaniu do jego korzeni – rzekomych, prawdopodobnych. W końcu to były jedynie pogłoski, ale nie martwił się tym; nie zatruwał umysłu genealogią. Czuł się sobą, a przy niej odnosił wrażenie, że może być kimś lepszym.
Czy była to wyłącznie iluzja?
Rytmiczna sycylijska melodia rozbrzmiała w jadalni wlewając do zimowego Kanadyjskiego anturażu odrobinę lata.

W zlepku niedomówień; prawdy i kłamstw

: pt sty 16, 2026 8:25 pm
autor: June Harrison
outfit 1
outfit 2


Nie miała już najmniejszej ochoty na rozmyślania o tym, czy to co robiła, było właściwe. Jej niewiedza w pewnych kwestiach sprawiała, że rozpatrywała wszystkie „za” i „przeciw” zupełnie inaczej niż on. Nie miała pojęcia z jakim dylematem przyszło mu się mierzyć i ile tak naprawdę ryzykowali w tej sytuacji oboje - zarówno on jak i ona narażali tym swoje kariery, z tą różnicą tylko, że Harrison robiła to zupełnie nieświadomie. Wkraczała w tę relację niemal na oślep, nie zdając sobie sprawy z czyhających na nią, wielce prawdopodobnych konsekwencji jej decyzji. W przeciwieństwie do Falcone - ufała mu i przez myśl nawet jej nie przeszło, że być może kiedyś okaże się to dla niej zgubne; że popełnia wielki błąd. Na samym początku znajomości, gdy był jedynie kimś kogo twarz zapisała się w pamięci jako tego sąsiada, któremu wlepiła mandat i kogo mijała na korytarzu, czy w windzie, wymieniając tylko krótkie powitania, podchodziła do niego z rezerwą. Dopiero sytuacja po nieudanej randce, gdy stanął w jej obronie, podczas gdy ją nagle sparaliżowało (co już samo w sobie było dziwne), pozwoliła jej zobaczyć go w nieco innym świetle. Nagle, z tego tajemniczego nieznajomego, stał się uprzejmym, uczynnym sąsiadem, z którym coraz chętniej i coraz częściej spędzała razem czas. Zdołał uśpić jej czujność.
Niewiele zmieniło się od ich wypadu do baru, gdzie Nicholas miał okazję poznać jej znajomych i to właśnie tego samego wieczoru pocałował ją po raz pierwszy. Nadal się spotykali, tak jak zwykle, tyle że od tamtego momentu te ich zwyczajne spotkania dwójki znajomych, miały być randkami. Cieszyło ją to. Nick wydawał się być porządnym facetem i kimś, z kim czuła, że ma szansę zbudować coś głębokiego i trwałego. Koniec z tinderowymi niewypałami.
Ich pierwszy pocałunek wspominała z uśmiechem. Był niemalże idealny - na pewno przerósł jej dotychczasowe wyobrażenia. Chciała wierzyć, że nie był on jedynie wynikiem nagłego impulsu, ale czymś więcej; obietnicą czegoś więcej. Nie składała też winy na alkohol, bo przecież jej towarzysz był tego wieczoru zupełnie trzeźwy, a ona sama wypiła jedynie dwa drinki - to zdecydowanie za mało, by pozbawić ją rozumu.
Tego dnia miała nieco więcej czasu niż zazwyczaj - wystarczająco dużo, by mogli zjeść razem kolację, a nawet się na tę okazję wystroić. Falcone zadecydował, że sam zajmie się gotowaniem, a policjantka miała jedynie udostępnić mu swoją kuchnię, na co oczywiście z radością się zgodziła.
Kiedy przyszedł do niej dużo wcześniej, by wszystko przygotować, to rzeczywiście otworzyła mu drzwi ubrana w jeden ze swoich sportowych setów. I nie, nie zamierzała go posłuchać i w takim surowym stanie zasiąść do kolacji, po prostu nie zdążyła się jeszcze umalować i przebrać. Lustrując go od stóp do głów, uśmiechnęła się lekko i cicho prychnęła. — Och Juuune, będziesz wyglądać pięknie, nawet w dresie i bez makijażu — odezwała się, zniżając głos, jakby próbowała naśladować ton Nicholasa, gdy powtarzała jego słowa — Tymczasem sam przychodzi odstawiony! — wykrzyknęła oskarżycielsko i zaraz podeszła do niego bliżej, rozbawiona, by skraść mu małego całusa — Świetnie wyglądasz. Ja potrzebuję jeszcze pół godzinki.
Po tej krótkiej wymianie, zaprosiła go do kuchni, chociaż przecież już i tak doskonale wiedział gdzie co się znajduje, a sama zniknęła w łazience. Zapowiadane przez nią pół godzinki przeciągnęło się dokładnie do czterdziestu trzech minut, co i tak nie było długim czasem, biorąc pod uwagę, że doprowadzała do ładu włosy i robiła makijaż. Na szczęście, od samego początku nie zamierzała go posłuchać i nie przyjmowała opcji, w której na ich randkowej kolacji wystąpiła by w dresie. O nie! Wyciągnęła z głębi szafy chyba najseksowniejszą kieckę jaka miała, włosy ułożyła w lekkie fale, a całość dopełnił delikatny makijaż. Dobrze się poczuła w tej odsłonie, pewniej. To miła odmiana od codziennego luźnego stylu, czy policyjnego munduru.
Signor Falcone… — odezwała się, naśladując tym razem miękki, włoski akcent. Zerkając na stół, z uznaniem pokiwała głową, po czym podeszła bliżej, by w końcu objąć mężczyznę — Wspaniale to wygląda. Dziękuję, Nick.


Nicholas Falcone

W zlepku niedomówień; prawdy i kłamstw

: pt sty 23, 2026 6:55 pm
autor: Nicholas Falcone
Muzyka karmiła stęsknioną duszę; dając ukojenie w tym, co kotłowało się pod blond czupryną, tak wiele sprzecznych myśli tam toczyło swą batalię, że trudności odczuwał na myśl o konsekwencjach swych czynów na arenie tej relacji, jakby idąc za ciosem, mógł ją skrzywdzić bardziej, niż bardzo, a ona? Czy widziała w tym nadzieję na cokolwiek głębszego; czy jeno chwilowe ukojenie wynikające z braku bliskiego sercu mężczyzny? Jak go postrzegała na przestrzeni ostatnich tygodni, miesięcy? Znajomość wiodąca przez koleżeństwo i dawkowaną przyjaźń mogło zaowocować i owszem związkiem - czymś głębszym, ale mogło okazać się wyłącznie wielką katastrofą.
Zatruty myślami działał jak z automatu, gdy podawał do stołu i przygotowywał potrawy, był skupiony na swoich zadaniach, bez dwóch zdań odnajdując się w kuchennej przestrzeni, bardziej niż dobrze. Lubił gotować, to go uspokajało, kołysało w harmonii, jaka często była nadszarpnięta przez wydarzenia z pracy, to również dawało możliwość, aby otworzyć się przed June jeszcze bardziej.
Wyglądała zjawiskowo.
Trudno było temu wszak zaprzeczyć.
Poprowadził do stołu, bez słowa odsunął, krzesło zapraszając, by mogła się rozsiąść, choć tylko na moment ulotne mgnienie jej własna kuchnia zmieniła wystrój na nieco bardziej pasujący klimatowi, jaki nadawał od samego początku.
Drobiazg, to naprawdę nic takiego — odparował momentalnie, czując gorąc rozlewający się po wnętrzu. Chciał wierzyć, że to przypadkowa reakcja, może gorąc pomieszczenia, mimo że wietrzył skutecznie, by powietrzenie nie osiadało, a wypływało z pomieszczenia: — Ślicznie wyglądasz — komplementuje; sięgając wzrokiem ku przyjemnym mu regionom jej ciała, na jakie dopiero od niedawna zaczął zwracać większą uwagę, bo wcześniej starał się tego nie robić w sposób wyzywający, by nie stracić tego, co połączyło dwie dusze.
Jak spędziłaś ostatnie dnie? — zagaduje również, siadając przy stole i odczekawszy, aż kobieta sięgnie pierwsza po przystawkę, nałożył sobie kąsek jedzenia; nie był głodny. Podczas gotowania próbował, znacznie bardziej wolał delektować się chwilą konsumpcji jego potraw przez inne osoby. Dlatego złączył dłonie pod czujnym przewodnictwem przedramion, oparł się na blacie stolika – wpatrzony w oczy policjantki. — Mam nadzieje, że trudy wykonywanej profesji nie pozbawiły cię apetytu, ani tym bardziej humoru? — pamiętał z opowieści, to przez, co nieraz musiała przejść i współczuł partnerce bardzo. Kobieta w tym świecie nie miała łatwo, wręcz przeciwnie, była zawsze i nieustannie na celowniku oraz… ustach, co bardziej kąśliwych.
W kolejce stoi zupa cebulowa, która wprawdzie stoi w sporze z tym, co ci dziś tu oferuje, lecz zapewniam, jest adekwatna do aury panującej za oknem — wstał wraz z tymi słowami i z porcelanową wazą powrócił do stołu. Do ozdoby były grzanki natarte czosnkiem, ale w delikatnych ilościach, bez przesadyzmu. Mieli posmakować, a nie stawiać sidła przeciw krwiopijcom.


June Harrison

W zlepku niedomówień; prawdy i kłamstw

: śr sty 28, 2026 9:53 pm
autor: June Harrison
Po tym jak zakończył się jej długoletni związek z Devonem, Harrison nie miała zbyt wielu pozytywnych doświadczeń na polu randkowym. Poznani na tinderze faceci za każdym razem ją rozczarowywali. Ci, z którymi to znajomi próbowali ją zeswatać, także po jednym, góra dwóch spotkaniach okazywali się totalnym niewypałem. June powoli zaczynała wierzyć, że to może z nią jest coś nie tak, skoro z żadnym z nich nie udało się stworzyć niczego na dłużej. To między innymi dlatego na samym początku podchodziła do relacji z Nicholasem z taką rezerwą. Myślała po prostu, że pozostając w tej strefie koleżeńskiej, czy przyjaznej - będzie bezpiecznie i nic nie miało prawa się w ten sposób popsuć.
Tylko że nie potrafiła się długo okłamywać. Chciała czegoś więcej i chyba nie wybaczyłaby tego sobie, gdyby nie spróbowała - nawet za cenę przyjaźni, czy dalszej znajomości. Nie wynikało to jedynie ze zbyt długiego osamotnienia, które czuła. Nie szukała przecież jednorazowej przygody, czegoś co przez chwilę uśmierzy ból i sprawi, że poczuje się lepiej ze sobą. Pragnęła czegoś głębszego - chciała w końcu znów móc poczuć motyle w brzuchu, może nawet zakochać się i dać się totalnie ogłupić tej miłości. Tęskniła za bliskością, łaknęła jej, ale z drugiej strony nie chciała byle kogo w roli partnera. Być może to kolejny jej problem - szukała ideału, kogoś wyjątkowego i nie miała najmniejszego zamiaru obniżać swoich standardów tylko po to, by władować się w związek bez przyszłości z kimś przypadkowym. Przy Falcone, pierwszy raz od dawna, czuła, że to ktoś odpowiedni dla niej. Ktoś, kto był wart tego, by zaryzykowała i zaangażowała się całą sobą. Ktoś, kto był wart zajęcia miejsca w jej sercu na długo.
Wcale nie — odpowiedziała od razu, kręcąc przy tym lekko głową i siadając przy stole — Tobie może się tak wydawać, bo po prostu lubisz to robić, ale naprawdę mało jest na świecie facetów, którzy z chęcią gotują dla s- — przerwała. Dla swoich kobiet.…kogoś innego — uśmiechnęła się delikatnie i sięgnęła po przystawkę, by zamaskować swoją krótką, niezręczną pauzę. Nie był to pierwszy raz, kiedy dla niej gotował, ale czuła, że tego wieczoru wyjątkowo się postarał i naprawdę doceniała to wszystko - od jedzenia, przez romantyczny klimat, aż po jego dżentelmeńskie gesty. Już zaczęła żałować, że nie mogła obserwować całego procesu przygotowywania potraw - oglądanie Nicholasa w akcji było świetną rozrywką i od dawna pobudzało zmysły policjantki.
Uniosła wzrok, słysząc komplement z jego ust i cicho podziękowała. Jej uwadze nie umknęło to w jaki sposób zaczął się jej przyglądać i gdzie dokładnie zerkał. Strój najwyraźniej spełnił swoje zadanie. Chciała, by patrzył - już nie jak na miłą sąsiadkę, z którą lubił spędzać czas na rozmowach i oglądaniu filmów, ale jak na obiekt pożądania. Chciała się mu podobać dokładnie w taki sam sposób w jaki on pociągał ją.
Praca, praca, praca… nic szczególnego. Może poza tym, że mam ostatnio wrażenie, że więcej czasu spędzam na komisariacie niż w mieszkaniu — pożaliła się, tym bardziej widząc wartość w każdej wolnej chwili, którą mogła spędzić z nim. Nie mogła jednak narzekać, bo przecież sama tego właśnie chciała. Dostała upragniony awans, na który ciężko zapracowała i wiedziała z czym się to wiąże - większa ilość obowiązków i mniej czasu, to logiczne. Była szczęśliwa, że w końcu doceniono jej wysiłki i od tamtej pory, za każdym razem, gdy wracała zmęczona do domu, czuła się spełniona.
Przeciwnie, mam przez to jeszcze większy apetyt — odpowiedziała, już z większym entuzjazmem i w końcu wzięła pierwszy kęs, przymykając przy tym oczy do czasu aż wszystko powoli przeżuła, delektując się smakiem. — Nick! Jak zwykle, nie-bo w gę-bie! — przekazała szefowi kuchni swe uznanie, gdy skończyła kawałek bruschetty i ocierając usta serwetką, wybałuszyła oczy na zapowiedź zupy cebulowej - nie żeby była jej największą fanką, ucieszyłaby się chyba na wszystko co było gorące i nieprzetworzone, jako że czasu na gotowanie i zjedzenie czegoś… normalnego, też nie miała. Nie była co do jedzenia zbyt wybredna - do tej pory zadowalała ją zimna owsianka, jakiś owoc pochłonięty w biegu, no i oczywiście klasyk, czyli kawa i pączek. Dobrym, domowym jedzeniem mogła uraczyć się tylko w wolne od pracy dni.
A jak tobie minęły ostatnie dni?beze mnie. - dodała w myślach, i oparła podbródek na dłoni, przyglądając się z uśmiechem jak podawał danie na stół — Dużo pracy? — dopytała jeszcze, gdy nalewał już zupy do misek i po raz kolejny tego wieczoru przeskanowała wzrokiem jego sylwetkę — Jestem pełna podziwu, że nałożyłeś do gotowania białą koszulę i ani trochę się przy tym nie pobrudziłeś. Czyżbyś paradował tutaj w moim słodkim fartuszku, a ja to wszystko przegapiłam?


Nicholas Falcone