Bogactwo to stan umysłu, nie konta
: pn sty 12, 2026 7:57 pm
W sobotę przed akcją z Madoxem, Peach zaczęła dzień od przebieżki nad rzeką. Trochę sie zmęczyła, ale to nic, bo przecież po to sie biega, żeby się zmęczyć. Nie chciała za bardzo spędzać czasu w domu z ćpunem Williamem, który pewnie znów w piątek zabalował, a jej boyfriend to się wcale do niej nie odezwał, więc piąteczek spędziła sama pod kocykiem oglądając nowy film na Netlixie "Ludzie których poznajemy na wakacjach". No bardzo jej się spodobał ten film, trochę sobie pochlipala, trochę się pośmiała i na sam koniec to już miała takie głębokie przemyślenia o swoim związku że napisała do swojej psiapsi Elisabeth M. Gilbert smska w sprawie tego, czy nie pójdą jutro (czyli teraz) na brunch. Okazało sie, że jej psiapsi jest zalatana, wiec się umówiły na kolejne dni, a swoją drogą to dobrze, bo rano wyskoczyło jej powiadomienie o tym, ze miała przyjść na jakieś wydarzenie w Polonez cafe. Zrobić jakieś relacje za karton kawy i jakieś szarlotki z bitą smietaną. I lot w business clas do Polski, ale pewnie i tak tego nie użyje, no chyba że po to, żeby się przespać w Lot-cie, jak bedzie juz miała na prawde dosć Williama.
No wiec przyszła do tego Poloneza, nagrała jakieś storiski, porobiła fotki sobie jak je szarlotkę i w sumie gotowa była wyjść, ale wtedy przyuważyła starego znajomego który siedział przy stoliku z ze swoją randeczką. Parsknęła pod nosem, bo co jak co, ale akurat w takiej dziurze to się nie spodziewała spotkać Galen L. Wyatt którego znała od podstawówki z tego, że jak pobrudził skarpetki to rodzice wyjebywali je i kupowali mu nowe. I wszystkie z jakiejś alpaki. Na początku pomyślała, że może chciał sobie kupić tę kawiarnię, ale w sumie to wygląda jak na date, a nie na spotkaniu biznesowym
- O maj gasz, co ty tu robisz Galen, skończyła się kawa w Hazeltonie? - staje przy jego stoliku taka odjebana w piórka i sukienkę z cekinami i biżu, i nawet spogląda z zaciekawieniem w stronę randki Galena, ale zaraz wraca do niego spojrzeniem, bo ewidentnie tu się dzieją jakieś charytatywne sprawy.
No wiec przyszła do tego Poloneza, nagrała jakieś storiski, porobiła fotki sobie jak je szarlotkę i w sumie gotowa była wyjść, ale wtedy przyuważyła starego znajomego który siedział przy stoliku z ze swoją randeczką. Parsknęła pod nosem, bo co jak co, ale akurat w takiej dziurze to się nie spodziewała spotkać Galen L. Wyatt którego znała od podstawówki z tego, że jak pobrudził skarpetki to rodzice wyjebywali je i kupowali mu nowe. I wszystkie z jakiejś alpaki. Na początku pomyślała, że może chciał sobie kupić tę kawiarnię, ale w sumie to wygląda jak na date, a nie na spotkaniu biznesowym
- O maj gasz, co ty tu robisz Galen, skończyła się kawa w Hazeltonie? - staje przy jego stoliku taka odjebana w piórka i sukienkę z cekinami i biżu, i nawet spogląda z zaciekawieniem w stronę randki Galena, ale zaraz wraca do niego spojrzeniem, bo ewidentnie tu się dzieją jakieś charytatywne sprawy.