something ain't right here
: pn sty 12, 2026 11:01 pm
#1
David siedział w swoim gabinecie przy biurku, pijąc trzecią herbatę (czarną z torebki) i przeglądając akta jednej ze świeższych spraw. Czytał już je wcześniej, lecz mimo to, chciał je przeczytać ponownie, by zwrócić uwagę na kilka informacji. Zatrzymał się na chwilę tuż przy danych personalnych ofiary. Ashley Potts, lat dziewiętnaście. Studentka pierwszego roku, brak kartoteki, brak chorób przewlekłych... Standardowo. pomyślał, bo chyba zdziwiłoby go o wiele bardziej, gdyby chodziło o kogoś z przeciwnymi informacjami. Harrison przeczytał jeszcze kilka rzeczy z akt i gdy już miał wrażenie, że lepiej wszystko pamięta, odłożył akta na pobliskie biurko, a następnie przetarł oczy, jakby za długo patrzył w jedno miejsce. W raporcie toksykologicznym było więcej białych plam niż konkretów tj. alkohol w ilości znikomej, brak amfetaminy, brak MDMA, brak benzo. Za to lakoniczna adnotacja lekarza dyżurnego: „reakcja nietypowa, możliwy związek z nieznaną substancją psychoaktywną; halucynacje, nagły spadek ciśnienia, niewydolność oddechowa”. Ktoś bardzo się postarał, żeby nie było się czego uczepić. Pytanie kto to zrobił i dlaczego... co te dzieciaki biorą. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. David westchnął, bo doskonale wiedział, że ludzie lubili eksperymentować i sprawdzać swoje granice.
Drzwi gabinetu otworzyły się bez pukania, a Harrison szybko podniósł głowę - choć po takim wejściu doskonale wiedział, kto właśnie przekraczał próg.
- Zdecydowałeś się?- dotarło pytanie do jego uszu od naczelnika wydziału. David spojrzał to na akta, to na naczelnika i tak kilka razy, aż wreszcie skinął głową. Naczelnik klasnął w dłonie i pokazał dwa kciuki uniesione do góry, ciesząc się z podjętej przez detektywa decyzji.
- To lepiej się zbieraj, bo Twoja towarzyszka już na Ciebie czeka. - Posłusznie więc czym prędzej opuścił swój gabinet i skierował się do miejsca, gdzie czekał na niego nikt inny jak sama Pilar we własnej osobie.
Plan był prosty - wchodzą do klubu pod przykrywką, próbują zdobyć to, co zażyła Ashley i spadają.
Spotkali się przed klubem wieczorem - on nie chcąc rzucać się w oczy, ubrał się tak, jak - wydawało mu się że - ubierają się młodzi do klubów, czyli ciemne spodnie i granatowy t-shirt, a na to starą kurtkę jeansową, która już trochę wyblakła.
- Ciekawe jak szybko nam to pójdzie. - powiedział do Pilar, zastanawiając się nad tym, jak najlepiej będzie spróbować przekonać sprzedawcę i dystrybutora do tego, by im dał to, po co przyszli.
Tak czy inaczej, po chwili, David ruszył do wejścia i zaczął się rozglądać za dilerem.
- Myślisz, że zaszczyci nas dzisiaj swoją obecnością? - spytał Pilar, kiedy stanęła tuż obok niego. Oczywiście pierwsze co zrobił, to ruszył w kierunku baru, gdzie zajął miejsce na stołku i czytał kartę drinków.
Pilar Stewart
David siedział w swoim gabinecie przy biurku, pijąc trzecią herbatę (czarną z torebki) i przeglądając akta jednej ze świeższych spraw. Czytał już je wcześniej, lecz mimo to, chciał je przeczytać ponownie, by zwrócić uwagę na kilka informacji. Zatrzymał się na chwilę tuż przy danych personalnych ofiary. Ashley Potts, lat dziewiętnaście. Studentka pierwszego roku, brak kartoteki, brak chorób przewlekłych... Standardowo. pomyślał, bo chyba zdziwiłoby go o wiele bardziej, gdyby chodziło o kogoś z przeciwnymi informacjami. Harrison przeczytał jeszcze kilka rzeczy z akt i gdy już miał wrażenie, że lepiej wszystko pamięta, odłożył akta na pobliskie biurko, a następnie przetarł oczy, jakby za długo patrzył w jedno miejsce. W raporcie toksykologicznym było więcej białych plam niż konkretów tj. alkohol w ilości znikomej, brak amfetaminy, brak MDMA, brak benzo. Za to lakoniczna adnotacja lekarza dyżurnego: „reakcja nietypowa, możliwy związek z nieznaną substancją psychoaktywną; halucynacje, nagły spadek ciśnienia, niewydolność oddechowa”. Ktoś bardzo się postarał, żeby nie było się czego uczepić. Pytanie kto to zrobił i dlaczego... co te dzieciaki biorą. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. David westchnął, bo doskonale wiedział, że ludzie lubili eksperymentować i sprawdzać swoje granice.
Drzwi gabinetu otworzyły się bez pukania, a Harrison szybko podniósł głowę - choć po takim wejściu doskonale wiedział, kto właśnie przekraczał próg.
- Zdecydowałeś się?- dotarło pytanie do jego uszu od naczelnika wydziału. David spojrzał to na akta, to na naczelnika i tak kilka razy, aż wreszcie skinął głową. Naczelnik klasnął w dłonie i pokazał dwa kciuki uniesione do góry, ciesząc się z podjętej przez detektywa decyzji.
- To lepiej się zbieraj, bo Twoja towarzyszka już na Ciebie czeka. - Posłusznie więc czym prędzej opuścił swój gabinet i skierował się do miejsca, gdzie czekał na niego nikt inny jak sama Pilar we własnej osobie.
Plan był prosty - wchodzą do klubu pod przykrywką, próbują zdobyć to, co zażyła Ashley i spadają.
Spotkali się przed klubem wieczorem - on nie chcąc rzucać się w oczy, ubrał się tak, jak - wydawało mu się że - ubierają się młodzi do klubów, czyli ciemne spodnie i granatowy t-shirt, a na to starą kurtkę jeansową, która już trochę wyblakła.
- Ciekawe jak szybko nam to pójdzie. - powiedział do Pilar, zastanawiając się nad tym, jak najlepiej będzie spróbować przekonać sprzedawcę i dystrybutora do tego, by im dał to, po co przyszli.
Tak czy inaczej, po chwili, David ruszył do wejścia i zaczął się rozglądać za dilerem.
- Myślisz, że zaszczyci nas dzisiaj swoją obecnością? - spytał Pilar, kiedy stanęła tuż obok niego. Oczywiście pierwsze co zrobił, to ruszył w kierunku baru, gdzie zajął miejsce na stołku i czytał kartę drinków.
Pilar Stewart