Hello stranger
: wt sty 13, 2026 12:00 pm
#1
Zupełnie szczerze mówiąc, nie wiedział nawet dlaczego zadawał sobie tyle trudu, żeby nie pić w swojej okolicy. Byłoby taniej, łatwiej wrócić do domu, wiedział dokładnie których lokali unikać i gdzie się nie zatruje jedząc o idiotycznie późnej (wczesnej?) porze.. A mimo to w większości przypadków, wieczory których nie spędzał w pracy, wolał spędzać w tym trochę zbyt posh miejscu. Może zaczynał mieć problem z alkoholem, albo może po prostu był zbyt uczulony na spotykanie ludzi z pracy, po pracy? Może. Nie miał ochoty się zastanawiać nad tym dłużej niż te kilka sekund, w których czekał aż barman poleje mu najzwyklejsze na świecie piwo. Nie chciał też się zastanawiać nad tym dlaczego tak właściwie sięgał po alkohol w pierwszym miejscu i dlaczego nie potrafił usiedzieć na dupie we własnym mieszkaniu spokojnie, bez czegoś, co mógł nazwać tylko lękiem. Dlaczego? A cholera wiedziała, on osobiście uważał, że wszystkie te pytania były zbyt poważne i cięły zbyt głęboko, by dotykać ich nawet dwumetrowym kijem. Nie i już.
Nie było nawet jeszcze wieczoru, lokal wydawał się drzemać, a personel wyraźnie przygotowywał się do większego ruchu w ciągu następnych kilku godzin. Wiedział, bo przecież też pracował w tej niewdzięcznej branży. Podziękował barmanowi skinieniem głowy i powlekł spojrzeniem po łebkach zgromadzonych osób i... Nie, żeby kogoś szukał, a przynajmniej nie-świadomie; tak sobie mówił za każdym razem, kiedy dostrzegał swoją znajomą nieznajomą. Nawet się lekko uśmiechnął, odwracając znów do barmana, prosząc by polał to, co tego wieczora ta konkretna kobieta piła.
- Hey, mam nadzieję, że the other guy wygląda gorzej? - rzucił, pół-żartem, pół-serio, stawiając oba trunki na stole. Zajmując miejsce, przesunął szklankę z jej alkoholowym wyborem delikatnie w jej stronę, by nie było żadnych nieporozumień i połączył tamten lekki uśmiech z uniesionymi brwiami. To nie był pierwszy raz i pewnie po tych kilku wieczorach spędzonych na rozmowach przy drinku powinien już znać jej imię, ale odnosił wrażenie, że zawarli jakiś niepisany pakt. Anonimowi.. alkoholicy...? Nie, nie, to brzmiało zbyt poważnie. Bardziej jak dwóch nieznajomych, którzy trochę za bardzo pilnowali swojej personalnej przestrzeni jeśli chodziło o dzielenie się czymkolwiek, nawet imionami? Tak, ta opcja pasowała mu bardziej.
Cynthia A. Ward
Zupełnie szczerze mówiąc, nie wiedział nawet dlaczego zadawał sobie tyle trudu, żeby nie pić w swojej okolicy. Byłoby taniej, łatwiej wrócić do domu, wiedział dokładnie których lokali unikać i gdzie się nie zatruje jedząc o idiotycznie późnej (wczesnej?) porze.. A mimo to w większości przypadków, wieczory których nie spędzał w pracy, wolał spędzać w tym trochę zbyt posh miejscu. Może zaczynał mieć problem z alkoholem, albo może po prostu był zbyt uczulony na spotykanie ludzi z pracy, po pracy? Może. Nie miał ochoty się zastanawiać nad tym dłużej niż te kilka sekund, w których czekał aż barman poleje mu najzwyklejsze na świecie piwo. Nie chciał też się zastanawiać nad tym dlaczego tak właściwie sięgał po alkohol w pierwszym miejscu i dlaczego nie potrafił usiedzieć na dupie we własnym mieszkaniu spokojnie, bez czegoś, co mógł nazwać tylko lękiem. Dlaczego? A cholera wiedziała, on osobiście uważał, że wszystkie te pytania były zbyt poważne i cięły zbyt głęboko, by dotykać ich nawet dwumetrowym kijem. Nie i już.
Nie było nawet jeszcze wieczoru, lokal wydawał się drzemać, a personel wyraźnie przygotowywał się do większego ruchu w ciągu następnych kilku godzin. Wiedział, bo przecież też pracował w tej niewdzięcznej branży. Podziękował barmanowi skinieniem głowy i powlekł spojrzeniem po łebkach zgromadzonych osób i... Nie, żeby kogoś szukał, a przynajmniej nie-świadomie; tak sobie mówił za każdym razem, kiedy dostrzegał swoją znajomą nieznajomą. Nawet się lekko uśmiechnął, odwracając znów do barmana, prosząc by polał to, co tego wieczora ta konkretna kobieta piła.
- Hey, mam nadzieję, że the other guy wygląda gorzej? - rzucił, pół-żartem, pół-serio, stawiając oba trunki na stole. Zajmując miejsce, przesunął szklankę z jej alkoholowym wyborem delikatnie w jej stronę, by nie było żadnych nieporozumień i połączył tamten lekki uśmiech z uniesionymi brwiami. To nie był pierwszy raz i pewnie po tych kilku wieczorach spędzonych na rozmowach przy drinku powinien już znać jej imię, ale odnosił wrażenie, że zawarli jakiś niepisany pakt. Anonimowi.. alkoholicy...? Nie, nie, to brzmiało zbyt poważnie. Bardziej jak dwóch nieznajomych, którzy trochę za bardzo pilnowali swojej personalnej przestrzeni jeśli chodziło o dzielenie się czymkolwiek, nawet imionami? Tak, ta opcja pasowała mu bardziej.
Cynthia A. Ward