Strona 1 z 2

Hello stranger

: wt sty 13, 2026 12:00 pm
autor: Matheo Bachmann
#1

Zupełnie szczerze mówiąc, nie wiedział nawet dlaczego zadawał sobie tyle trudu, żeby nie pić w swojej okolicy. Byłoby taniej, łatwiej wrócić do domu, wiedział dokładnie których lokali unikać i gdzie się nie zatruje jedząc o idiotycznie późnej (wczesnej?) porze.. A mimo to w większości przypadków, wieczory których nie spędzał w pracy, wolał spędzać w tym trochę zbyt posh miejscu. Może zaczynał mieć problem z alkoholem, albo może po prostu był zbyt uczulony na spotykanie ludzi z pracy, po pracy? Może. Nie miał ochoty się zastanawiać nad tym dłużej niż te kilka sekund, w których czekał aż barman poleje mu najzwyklejsze na świecie piwo. Nie chciał też się zastanawiać nad tym dlaczego tak właściwie sięgał po alkohol w pierwszym miejscu i dlaczego nie potrafił usiedzieć na dupie we własnym mieszkaniu spokojnie, bez czegoś, co mógł nazwać tylko lękiem. Dlaczego? A cholera wiedziała, on osobiście uważał, że wszystkie te pytania były zbyt poważne i cięły zbyt głęboko, by dotykać ich nawet dwumetrowym kijem. Nie i już.
Nie było nawet jeszcze wieczoru, lokal wydawał się drzemać, a personel wyraźnie przygotowywał się do większego ruchu w ciągu następnych kilku godzin. Wiedział, bo przecież też pracował w tej niewdzięcznej branży. Podziękował barmanowi skinieniem głowy i powlekł spojrzeniem po łebkach zgromadzonych osób i... Nie, żeby kogoś szukał, a przynajmniej nie-świadomie; tak sobie mówił za każdym razem, kiedy dostrzegał swoją znajomą nieznajomą. Nawet się lekko uśmiechnął, odwracając znów do barmana, prosząc by polał to, co tego wieczora ta konkretna kobieta piła.
- Hey, mam nadzieję, że the other guy wygląda gorzej? - rzucił, pół-żartem, pół-serio, stawiając oba trunki na stole. Zajmując miejsce, przesunął szklankę z jej alkoholowym wyborem delikatnie w jej stronę, by nie było żadnych nieporozumień i połączył tamten lekki uśmiech z uniesionymi brwiami. To nie był pierwszy raz i pewnie po tych kilku wieczorach spędzonych na rozmowach przy drinku powinien już znać jej imię, ale odnosił wrażenie, że zawarli jakiś niepisany pakt. Anonimowi.. alkoholicy...? Nie, nie, to brzmiało zbyt poważnie. Bardziej jak dwóch nieznajomych, którzy trochę za bardzo pilnowali swojej personalnej przestrzeni jeśli chodziło o dzielenie się czymkolwiek, nawet imionami? Tak, ta opcja pasowała mu bardziej.

Cynthia A. Ward

Hello stranger

: wt sty 13, 2026 7:10 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Trudno było jej siedzieć we własnym zaciszu domowym w samotności. Są ludzie, którzy lubią samotność, ale nie ma takich, którzy potrafią ją znieść. Do takich osób należała Ward. Ostatnio w jej życiu wydarzyło się zbyt dużo. Drama z ex-narzeczonym, zniknięcie Scotta, a na dodatek wypadek w taksówce. Choćby chciała chwycić za telefon, nie mogła z każdym problemem dzwonić do przyjaciółki. Mara, choć miała złote serce, nie mogła cały czas obrywać za jej życiowe wybory.
Tak trafiła do baru, gdzie chciała przeżyć cichy wieczór. Tłum ludzi przerywał myśli, idące w stronę wypadku samochodowego. Dalej była lekko poobijana, na policzku dalej goiła się rana zadana przez szkło. Przymknęła oczy, próbując uporządkować sobie w głowie wszystkie kwestię. Wszystko wydawało się być zbyt... skomplikowane. Na to mógł pomóc kufel piwa. Chłodne, lane, gorzkie piwo, które aż samo się piło. Nie potrzebowała towarzystwa, tak sobie wmawiała.
Wygląda — mruknęła pod nosem Cynthia, unosząc wzrok. Rzadko kiedy się uśmiechała, uniosła o kilka centymetrów kąciki ust na przywitanie. Nie znała jego imienia, wieku, ba nawet zawodu. Za to towarzystwo nieznajomego przynosiło do jej życia pewien rodzaj rozrywki, której sama nie była w stanie wytłumaczyć — chociaż czy taksówka w takim rozrachunku się liczy? — spytała niezręcznym tonem, drapiąc się po karku. Dokończyła ostatni łyk piwa, a dłońmi przybliżyła kolejny kufel. Następna kolejka będzie należało do jej portfela. Wydawać, by się to mogło dziwne, ale mieli własne rytuały.
Dachowałam w niej — powiedziała to niezwykle łagodnym tonem, jak na wagę całego wydarzenia — ale alkohol działa na mnie dalej tak samo dobrze — dodała po chwili, unosząc szkło, by napić się z niego łyka. Aż została jej delikatna pianka nad wargą. Wiele rzeczy w życiu Ward mogło się zmieniać, tak dalej uważała, że alkohol był lepszym i tańszym rodzajem terapii.
Kolejny wspólny wieczór, nieznajomy? — spytała, unosząc jedną z brwi ku górze. Czekała na decyzję, choć doskonale ją znała. Za każdym razem były to przypadkowe spotkania, krótkie rozmowy z delikatną chemią, sprawiającą, że język sam się rozplątywał.

Hello stranger

: śr sty 14, 2026 2:45 am
autor: Matheo Bachmann
Lubił myśleć, że był naprawdę dobry w byciu samemu, serio. Okłamywał się, że całkiem mu odpowiadał brak grona bliskich osób, które denerwująco zaczepiałyby go co jakiś czas, sprawdzając czy się przypadkiem nie zapracował na śmierć. Uważał, że był odrobinę zbyt dobry w tym całym "sam ze sobą" i jedyne co mu doskwierało to cisza. Pewnie gdyby w niej chwilę dłużej posiedział, dowiedziałby się czegoś o sobie, ale nie, nie był na to jeszcze gotowy. Może kiedyś, może nigdy?
Zabawne też było na swój sposób, że szedł na ten swój dłuższy spacer do tej destylarni, by unikać "znajomych", ale w duchu cieszył się za każdym razem, kiedy dostrzegał tą konkretną kobietę. Bo nie była znajomą, mimo że przyznałby bez zawahania, że ją lubił? Może dlatego, że nigdy nie próbowała być niczym więcej i pozwalała na ten luźny, niezobowiązujący układ? Być może zwyczajnie lubił na nią patrzeć, a jej towarzystwo nie budziło nerwowości na dłuższą metę; nawet jeśli wspominała o poważniejszych rzeczach, jak dachowanie w taksówce.
Nie okazywał zazwyczaj empatii jako takiej, chociaż wiedział, że za grubą ścianą miał jej całkiem sporo.. Ale w tym przypadku poczuł lekki ścisk w żołądku, zerkając po raz kolejny na te zadrapania, które widział gołym okiem, marszcząc brwi nieświadomie. Wysłuchał je, nie wcinając swoich pięciu groszy, a na koniec skinął głową krótko.
- Liczy się. - odpowiedział prostu, już nie żartując, chociaż znów się lekko uśmiechnął, widząc piwowego wąsa. - Cieszę się, że cię widzę. - dodał, mając tak naprawdę na myśli, że generalnie wyszła z samochodowego wypadku z kilkoma siniakami i zadrapaniami. Znacznie lepsza opcja, niż wszystkie inne? Uniósł dłoń, niespiesznie przesuwając w kierunku jej twarzy, ale zatrzymując się na odległość, którą uważał za komfortową i niezagrażającą. Dorastając jako całkiem postawny facet, nauczył się szybko, że ludzie lubili postrzegać go jako zagrożenie. Nie miał jako takiego pozwolenia, żeby ją dotknąć, ale nie chciał z drugiej strony wprost powiedzieć, że ma nad swoją wargą pianę, więc.. Zachowując luźny, lekki uśmiech wykonał kciukiem gest, jakby pomagał na odległość? Jego oczy błysnęły rozbawieniem; tak, to było niepoważne, ale chciał jej po prostu dać kontrolę. Mogła przesunąć się bliżej jego dłoni i pozwolić sobie "pomóc", a po prostu wziąć jego gest i poradzić sobie sama? Mając kontekst jej widocznych obrażeń, zdawał sobie sprawę, że kwestia kontroli, kiedy całkiem niedawno ta została jej odebrana, może grać całkiem istotną, psychologiczną rolę. Nie chciał też, żeby czuła się jak ofiara, panna potrzebująca rycerza na białym rumaku, bo, powiedzmy sobie szczerze, odnosił wrażenie, że była całkiem samowystarczalna.
- Jeśli chcesz mi o tym powiedzieć, to możesz, a jeśli nie.. - zerknął na swoją prawą dłoń, którą opierał na chłodnym kuflu ze swoim piwem. - Blizny dodają charakteru. - rzucił lekko, unosząc tą dłoń, by łatwiej jej było zobaczyć mniejsze i większe błyszczące blizny na palcach po cięciach, kilka mniejszych na przedramionach po poparzeniach. Nie, nie uważał blizn za coś, co było hot, po prostu... Za część życia? Nie miał nic przeciwko swoim, były mu szczerze obojętne. A poza tym? Nawet z drobnymi bliznami, jej twarz byłaby tak samo atrakcyjna, jego skromnym zdaniem.
Uśmiechnął się, bardziej oczami, niż kącikami warg; można powiedzieć, że też nie miał tendencji do szczerzenia się na prawo i lewo. Pokiwał głową opuszczając spojrzenie na swoje piwo na moment, zanim podniósł je znów w kierunku oczu nieznajomej.
- Z chęcią. - był prawie przekonany, że znała jego odpowiedź. To nie był pierwszy wieczór, który spędzali na nieskomplikowanym czasie razem. Miłe towarzystwo, zimny alkohol, zdecydowanie zbyt drogie barowe przekąski i rozmawianie o czymkolwiek tylko chcieli? Tak, to było coś, czego zdecydowanie potrzebował tego wieczoru.

Cynthia A. Ward

Hello stranger

: śr sty 14, 2026 7:33 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Relacja z nieznajomym wydawała się być prosta. Nie wymagała od niej zaangażowania. Jednak kiedy tylko wychodziła samotnie do baru, próbowała znaleźć go wzrokiem. Gdy go nie było, czuła lekkie rozgoryczenie. Nic o niej nie wiedział. To powodowało, że mogła rozmawiać z nim, licząc, że nie spojrzy na nią ze współczuciem. Nie wiedział o chorobie nowotworowej, o zniknięciach ludzi, którzy się do niej zbliżali, ani nawet o tym jak często ocierała się od śmierci. Może dlatego rozmowa przychodziła jej naturalniej.
Ciebie też miło widzieć — stwierdziła Cynthia. Odkąd wyrwała się z objęć śmierci po raz trzeci, zaczęła bardziej doceniać to, co miała. Uniosła delikatnie oba kąciki ust ku górze. O ile rzadko kiedy mówiła w życiu codziennym, to alkohol działał na nią zbawiennie. Czarny strój podkreślał jedynie jej styl bycia. Delikatny makijaż ukrywał oznaki starzenia się. Za to nie była w stanie ukryć zdziwienia, malującego się na jej twarzy, kiedy Matheo uniósł dłoń.
W pierwszej chwili coś ją sparaliżowało. Dotyk był dla niej czymś intymnym, a on zatrzymał go. Kilka razy mrugnęła oczami, przetwarzając to, co się stało. Finalnie podsunęła się pod jego dłoń. Z jakiegoś powodu chciała móc mu ufać. Widzieli się parę razy, nigdy nie przekraczał magicznej bariery fizyczności. Nie wszystko była w stanie kontrolować, zdążyła się z tym pogodzić.
Byłam bardzo męskim facetem? — spytała, próbując obrócić sytuację w żart. Tylko głos miała aż nadto poważny. Nawet się nie uśmiechnęła. Sytuacja powinna rozładować napięcie, sprawić pojawienie się uśmiechu na twarzy, a zamiast tego Cynthia dała kolejny pokaz niezręczności.
Nie rozmawiajmy o trudnych rzeczach — poprosiła, wbijając w niego spojrzenie. Matheo miał być dla niej kimś, kto jej nie pozna. Mogli rozprawiać o trudach życia codziennego, narzekać na współpracowników, ale nigdy nie mówili, co naprawdę ich bolało. Nie zdradziłaby mu sekretów, bo wtedy... mógłby spojrzeć na nią w ten sam sposób co inni — jak je sobie zrobiłeś? — spytała z niekrytą ciekawością — o ile mogę spytać — dla niej była to swego rodzaju tajemnica, którą chciała odkryć. Mogła nie znać jego imienia, ale poznała charakter, sposób myślenia, a powoli zaczynała pragnąć większej wiedzy.
Cudownie — odpowiedziała krótko — to o czym dziś będziemy dyskutować? — zawsze musiał pojawić się krótki motyw spotkania. Coś co ciągnęłoby rozmowę, dzięki czemu dwójka ludzi nie będzie siedziała w ciszy przy alkoholu. Chociaż przy nim byłaby w stanie do tego przywyknąć.
Mam pomysł — stwierdziła, pozwalając, by zapadła krótka cisza, budująca ciekawość — jaki jest twój ulubiony alkohol i dlaczego? — spytała, czując, jakby właśnie odkryła ogień. Nigdy nie rozmawiali o własnych gustach, przystawali do tego, co zostało nalane do szkła.

Hello stranger

: śr sty 14, 2026 9:28 pm
autor: Matheo Bachmann
Życie czasami ssie. Może i nie miał pojęcia o jej trudnościach, tak samo jak ona nie wiedziała o jego, ale zwykle miał w zwyczaju zakładać, że życie innych ludzi też nie jest usłane różami. Traktował ludzi wokół tak, jak sam chciałby być traktowany; z dużą dozą respektu, bez oceniania i zmuszania do czegokolwiek. Utrzymał łagodny wyraz własnej twarzy, nawet kiedy dostrzegł na jej wyraźne zdziwienie; jak najbardziej rozumiał wagę dotyku i nie był typem, który pchał by się z łapami nie proszony. Było też dla niego istotne, żeby zdawała sobie sprawę z tego braku przymusu do.. właściwie czegokolwiek. Mogła zignorować jego gest i rozmowa tak czy siak potoczyła by się dalej, a on nie czułby się w żaden sposób zraniony. Miała stu procentowe prawo do własnej autonomii, tak samo jak on miał prawo do swojej.. Dlatego kiedy przysunęła się do jego dłoni, uniósł lekko kąciki ust w łagodnym uśmiechu. Z tym niemym pozwoleniem, ujął jej podbródek delikatnie, sięgając kciukiem ponad jej wargi, by zgrabnym ruchem otrzeć pianę z jej skóry. Na makijażach się nie znał, więc nie mógł obiecać, że czegoś nie rozmazał, ale hey, w jego oczach wyglądała dobrze, z piwowym wąsem czy bez niego. Zabrał dłoń od jej twarzy, dłoń piany pozbył się przy pomocy serwetki, zagarniętej przez siebie wraz z ich trunkami z baru.
- Oh, jak najbardziej. - odbił pałeczkę, przybierając jej poważny ton na moment, nawet lekko zmarszczył brwi, jakby rozmawiali gorąco o polityce co najmniej. - Nie odważyłbym się nawet na sparing na rękę, a co dopiero.. - nie dokończył, pozwalając by jego głupi żarcik skończył konwersacje o wypadkach, dachowaniach, pobitych taksówkach czy innych męskich rzeczach. Przyjął do wiadomości, że chciała luźnego wieczoru, bez traum i jak najbardziej był w stanie się na to zgodzić.
Zerknął na swoje dłonie przelotnie, zanim podwinął ściągacze rękawów bluzy ponad łokcie, skoro była ciekawa historii jego kolekcji porażek w kuchni. Rozłożył dłonie na stole pomiędzy nimi, rozluźniając je, by dać jej możliwość oglądania z każdej strony, jakby chciała. To teraz on jej pozwalał na dotyk? Panie, co tu się działo tego wieczora...
- Jasne. Jestem kucharzem, więc można powiedzieć, że te blizny to historia moich porażek.. Albo lekcji, jeśli chcemy być pozytywni. - rozbawienie wkradło w ton jego głosu i na jego twarz. O ile ludzie, którzy jeszcze go dobrze nie poznali, byli przekonani, że jest sztywny jak kij, o tyle to wcale nie była prawda. Miał poczucie humoru.. na swój własny sposób. Czarne poczucie humoru w większości, a jego małe żarciki czasami nie lądowały tak, jak miały wylądować w założeniu. Zrzucał to na bycie obcokrajowcem? Tak, można tak powiedzieć. - W większości cięcia; albo mi się nóż ześlizgnął, albo czyściłem jakąś maszynę bez uwagi.. - kontynuował, opuszczając wzrok znów na swoje dłonie. Pozwolił, by lewe przedramię pozostało na stole z dłonią zwróconą ku sufitowi, prawą natomiast odwrócił wierzchem do góry, by łatwiej było zobaczyć zewnętrzną stronę prawego przedramienia. - Po tej stronie znacznie mniej, w większości blizny po oleju. Oprócz tej większej blizny, to była chochla z oleju. Zapomniałem, że wisiała obok komory, którą dopiero co opróżniłem i się oparłem. - wzruszył lekko ramionami, znów podnosząc na nią spojrzenie. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie były to jakoś specjalnie ekscytujące blizny, ale hey, zapytała, więc odpowiadał. Nie lubił się bawić w tajemniczość dla samego faktu tajemniczości. Nie był wylewny z natury, ale zapytany, nie miał problemu z opowiadaniem dłuższych historyjek.
Zaśmiał się lekko, gdy postanowiła sama sobie odpowiedzieć na własne pytanie, wybierając temat alkoholu. Pasowało, w końcu siedzieli w destylarni. Upił kilka łyków własnego piwa, kupując sobie czas na zastanowienie się, nawet wydał z siebie krótkie "hmmm" pomrukiem, ot, żeby nie pomyślała sobie, że ją ignorował. Gdzież by śmiał.
- Mój ojciec pewnie by chciał, żebym odpowiedział Kölsch albo chociaż Jägermeister, ale piwo jak piwo, a Jäger smakuje jak syrop na kaszel. - skrzywił się lekko, przywołując wspomnienie ostatniego razu, kiedy próbował dołączyć do ojca sączącego ziołowy likier, ale.. Nie, to po prostu nie było dla niego. Był też świadomy, że wymawianie niemieckich nazw lekko zachwieje wyuczony kanadyjski akcent, ale nie przejął się tym za bardzo. - Dobra, możesz się śmiać ze mnie, ale chyba lubię słodkie rzeczy. Mjød og Gløgg. - no to teraz narobił, dodając trzeci akcent do zabawy. Nie ukrywał nawet rozbawienia, zdając sobie sprawę, że kolejne zdania będą brzmiały jak hybryda trzech wszystkich trzech akcentów. - Oba działają świetnie na rozgrzanie; zarówno miód jak i grzane wino. Oba mają przyprawy, które się komplementują plus nie jesteś w stanie wypić zbyt dużo przez słodycz.. A przynajmniej ja nie jestem w stanie. - może dlatego, że trenował, ale jeśli pił alkohol, zazwyczaj zatrzymywał tą karuzelę, zanim zaczęła się kręcić zbyt szybko. Nie lubił być pijany i wiedział, że na następny dzień byłoby ciężko zmusić mięśnie do pracy.. Zabawa z alkoholem nie była warta czucia się jak stary trampek. Chciał zapytać o jej ulubione drinki (przydatne, na następny raz postarałby się zamówić dokładnie to, co lubiła), ale postanowił dać jej szansę na pytania, jeśli chciała wiedzieć więcej.

Cynthia A. Ward

Hello stranger

: śr sty 14, 2026 10:41 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Czuła się dziwnie, kiedy ją dotknął. W pierwszym momencie poczuła spięcie mięśni. Nie nawykła do bycia dotykaną przez innych ludzi. Przynosiło jej to coś w rodzaju drobnego stresu. Jednak po chwili poczuła rozluźnienie, wpatrywała się w niego wielkimi oczyma, a w żołądku czuła delikatny ucisk. Finalnie uśmiechnęła się szerzej niż zwykle.
Sparing ręką? Trenujesz coś? — spytała delikatnie zbita z tropu. Nie znali się. Przy każdej okazji wychodziły nowe fakty. Mogli przekraczać bariery powoli, dając sobie odrobinę wytchnienia. To właśnie lubiła w tych przypadkowych spotkaniach. Nie znał jej, a ona jego. Odkrywali się niczym dzieci świat nauki na lekcjach przyrody.
Otworzyła szerzej oczy, kiedy zaczął podwijać rękawy. Spojrzała na niego pytająco, zanim przejechała opuszkami palców po jego bliznach. Widziała w nich coś więcej. Doskonale zdawała sobie sprawę na pierwszy rzut oka, z czego one wynikały. Zbyt wiele raz studiowała medyczne sądowe przypadki i musiała rozwikłać najtrudniejsze tematy z nimi związane.
Kucharzem? — spytała, unosząc z powrotem na niego wzrok. Kolejna wiadomość, którą odhaczyła do jego listy — gdybyśmy nie widywali się tylko w barze, to poprosiłabym o posiłek — stwierdziła spokojnym tonem. Tyle ich spotkaniom wystarczało. Cynthia lubiła moment zaskoczenia. Mogli widzieć się kilka razy, ale za każdym razem wracała do niego, jak do kumpla, którego znała całe swoje życie — jakie jest twoje popisowe danie? — zagadnęła, czując w swoim brzuchu delikatny skurcz spowodowany głodem. Na samą myśl o idealnie zrobionym posiłku, żołądek dał o sobie znać, ale piwo idealnie go zapełni.
Musiało to boleć — stwierdziła, zatrzymując dłoń na większych bliznach. Zaczęła się zastanawiać, jaki dokładnie nóż mógł je spowodować, jak opisałaby sprawę. Na pierwszy rzut oka widziała jedynie zbyt wielką ilość krwi. Rany dłoń są jednymi z gorszych do zatamowania przez sporą ilość naczyń krwionośnych przepływających przez wrażliwe miejsca — podobno olej jest najgorszy — mruknęła pod nosem bardziej do samej siebie niż do niego. Finalnie jej dłoń wylądowała z powrotem na kuflu piwa, by za chwilę unieść go i upić solidnego łyka. Przez chwilę poczuła się, jakby wróciła do pracy. Zawodowo zajmowała się stwierdzaniem przyczyn obrażeń fizycznych. Życie kucharza nieważne, jak dobre by było, miało minusy. Każdy zawód niósł ryzyko.
Czemu akurat to miałby chcieć twój ojciec? — sama nie wiedziała, dlaczego akurat ze wszystkich jego słów, wyłapała akurat to. Słyszała akcent, ale w Toronto znajdowali się przeróżni ludzie. Niektórych akcent wynikał z rodziny, a innych z pochodzenia. Nigdy nie zadawała mu pytań wprost, kluczyła, by dostać informacje nie wprost.
Słodkie? — spytała, marszcząc brwi i zaśmiała się cicho — ile ty masz lat? — spytała żartobliwie, nie licząc na uzyskanie odpowiedzi. Nienawidziła słodyczy, koloru, ani niczego, co aż kipiało pozytywnością. Widziała w tym zły omen. Może znajomy nieznajomy też takim był?
Zdecydowanie bardziej cenię gorycz wina — stwierdziła poważnym tonem — wszystko, co jest słodkie, brzmi ohydnie — próbowała się wytłumaczyć. Nigdy nie była w stanie docenić czekolady, zwłaszcza odkąd widziała świat w szarości. Jak dotąd nikt nie był w stanie rozświetlić na nowo jej życia.
Nie zestawiłabym wina z grzanym winem — podsumowała finalnie, bo choć przyprawy mogły się ze sobą mieszać dla niej były to kompletnie obce jednostki. Jak ogień i woda.

Hello stranger

: śr sty 14, 2026 11:55 pm
autor: Matheo Bachmann
W jakiś dziwny dla siebie sposób, całkowicie rozumiał całą tą niemą wymianę jaka między nimi zaszła. Delikatne spięcie, które odbiło się na jej twarzy i w oczach, a za którym zaraz podążył spokój, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że wcale jej nie zagrażał. Rozumiał, był całkiem pewny, że zareagowałby podobnie, gdyby sięgnęła do jego twarzy. Jego spojrzenie tylko na moment zjechało na jej usta, podświadomie zwilżył własne wargi, zanim lekko się uśmiechnął i odwrócił spojrzenie, zabierając rękę. Lubił ją, nawet jeśli nie znał jej na wylot i wiedział tylko tyle, ile sama chciała mu powiedzieć; mimo to, lubił ją na tyle, żeby się nie zapędzać w głupie powierzchowne myśli i zachcianki. Nie, nie, tylko by wszystko popsuł.
- Nie jestem dobry w opisywaniu rzeczy. - rzucił, rozbawiony, gdy zapytała czy coś trenuje. - Miałem na myśli.. No, wiesz, bicie się na rękę? Tak to się mówi? - tym razem zaśmiał się szczerze, sam z siebie, bo cholera, niby w praktyce spędził większość swojego życia w Kanadzie, a jednak dalej czasami musiał się zastanawiać jak coś powiedzieć. Zamiast się pocić nad opisami, podparł rękę na stole przy pomocy łokcia, udając, że chwyta jakąś niewidoczną dłoń. Spiął nawet mięśnie przedramienia i biceps, żeby się bardziej wczuć w swoją małą pantomimę, zanim przechylił rękę w jedną, a potem drugą stronę; przez cały ten czas uśmiechał się znacznie szerzej niż miał to w zwyczaju, wyraźnie bawiąc się przednio.
Obserwował jej palce, eksplorujące kolejne mniejsze i większe pamiątki po porażkach, starając się przy tym nie spinać mięśni; dał jej pozwolenie, otwarte zaproszenie które postanowiła wziąć. Łagodny dotyk przywołał znajomy lekki uścisk w okolicach żołądka, a za nim chowający się drobny dreszcz przebiegający od karku, w obie strony do barków. Przyjemny? Lekko rozpraszający? Obie te rzeczy mogły być prawdą w tym samym momencie. Pokiwał głową z prostym "mhm" kiedy zapytała o jego zawód, zaraz potem zaśmiał się lekko pod nosem.
- Nie wiem czy mam jakieś. Dla siebie lubię włoską.. Definitywnie jestem mistrzem makaronów. - rzucił pół-żartem, pół-serio, bo o ile nie poszedłby ze swoimi daniami do Masterchef czy innego show, o tyle dobry makaron jeszcze nigdy go nie zawiódł. Wiedział natomiast, że to nie było dla każdego, wiadomo, gusta i guściki. - Jaką kuchnię lubisz? - zapytał, zamiast proponować spotkanie się w innym miejscu, czy wyskakiwać z jakimś bardziej ambitnym planem. Jasne, nie będzie ze sobą nosił opakowania z jedzeniem za każdym razem jak wychodzi się napić poza bar w jego miejscu pracy, ale... Pomyślał o tym, jako dobra wiedza na przyszłość.
- Tak, kilka jedyny przypadek, gdzie musiałem się zgodzić na szpital i szwy. - cięcie, na którym się skupiła, było dość głębokie, po wewnętrznej stronie dłoni, w miejscu, w którym kończył się mięsień odpowiadający za ruszanie kciukiem. Po obu stronach blizny nadal było widać specyficzne, równe kropki, pamiątki po wspomnianych szwach, nawet po kilku latach. - Oba przypadki pieką idiotycznie pod prysznicem. - postawił na ten werdykt, zanim opuścił rękawy, pozwalając, by wróciły na swoje miejsce. Nie miał opinii, gdyby miał wybrać, to wybrałby nie robienia sobie krzywdy w pracy czy po pracy.. Głównie dlatego, że lubił się ruszać, a pot miał tendencję irytować rany.
- Niemiec. Wiesz.. Dumą narodową Oktoberfest. - nawet jeśli nie uważał własnego ojca za jakiegoś specjalnego fanatyka czy konesera, definitywnie nazwałby go patriotą do bólu. Byłby pierwszy, by opowiedzieć każdemu nieznajomemu, z największymi szczegółami, o wszystkich tradycjach, festiwalach, zwyczajach.. Wszystkim, co uważał za interesujące. Był na swój sposób uroczy, przynajmniej w oczach Theo, nawet jeśli słyszał te historie po tysiąc razy. - Moje pełne imię to złamanie języka dla Kanadyjczyków. - dodał jako mały fun fact, stwierdzając, że skoro już się dzielił drobnostkami, to czemu by nie wspomnieć o swoim pomieszanym pochodzeniu. Nie musiała ciągnąć go za język, nie miał nic przeciwko. - Matheo Arvid Bachmann. Zwykle mówię, że jestem Theo. - dodał, wzruszając ramionami. - Ale nie martw się, możesz być dalej anonimowa jak chcesz. - posłał jej oczko, z wymalowanym lekkim, wyraźnie rozbawionym uśmiechem. Nic na siłę, prawda? Jeśli lubiła być tajemnicza i figurować w jego głowie jako "znajoma nieznajoma", był z tym całkowicie w porządku, serio.
Był prawie pewny, że zaśmiała się po raz pierwszy, odkąd się poznali. Nie mógł powstrzymać zadowolonego uśmiechu i podświadomie sam się lekko zaśmiał.
- Hey, śmiej się ile chcesz, uwielbiam słodycze, okay? Gdyby nie siłownia, to byłbym kulką, serio. - rozłożył ramiona na boki, próbując pokazać jej, jak duży by był, gdyby się nadmiernie nie ruszał i, o ile była to prawda, o tyle nie sądził, by było z nim tak źle. Tak, lubił słodycze, wszystkie, jak leci, lubił słodkie drinki i nie miał nic przeciwko tych kolorowych też. W gruncie rzeczy lubił też żartować i bawić swoje towarzystwo w ten, czy inny sposób; przy pierwszym poznaniu sprawiał wrażenie zbyt poważnego i sztywnego, ale z biegiem czasu okazywał się właśnie takim całkiem pozytywnym facetem. Wino całkiem do niej pasowało, musiał przyznać, że dopełniało wizerunku.
- Tak, widzę to. Poważna, profesjonalna, elegancka, z kieliszkiem wina.. Ale serio, jeśli kiedyś pojedziesz w jakieś góry, nie ma nic lepszego od wieczoru na dywanie, przed kominkiem, z grzańcem i dobrym towarzystwem. - tak szybko, jak to powiedział, zdał sobie sprawę z tego, że mógł zabrzmieć trochę dwuznacznie, ale postanowił się nie poprawiać i zdecydowanie nie przepraszać. Byli dorośli, nie sądził, żeby miała mieć mu za złe? W końcu nie proponował być tym towarzystwem, nawet jeśli brzmiało to dla niego całkiem atrakcyjnie. - Pójdę po więcej dla siebie. Chcesz się przerzucić na wino, jeśli jakieś tu mają? - zapytał, zręcznie łapiąc puste szklanki i podnosząc się z własnego miejsca. Nie pamiętał, czy w ogóle kiedykolwiek zerknął na menu lokalu, szczerze mówiąc, jego zwykłe zamówienie było bardzo proste.

Cynthia A. Ward

Hello stranger

: czw sty 15, 2026 8:46 am
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Patrzyła na niego z delikatnym zdziwieniem. Może gdyby nie była sobą, zaśmiałaby się uroczo. Zamiast tego milczała, próbując przetworzyć informacje, którymi się z nią podzielił. Sparing na rękę. Powoli docierało do niej odpowiednie słowo. Sama nie miała w sobie nic ze sportowca. Czasami lubiła pobiegać ze słuchawkami w uszach, ale na tym to się najczęściej kończyło.
Siłowanie się? — spytała finalnie, widząc jego prezentację — tak to się nazywa — często obserwowała mężczyzn, kiedy była dwudziestolatką, którzy próbowali wygrać walkę na siłę po paru piwach. Zdecydowanie oto właśnie mu chodziło. Kilka razy mrugnęła oczami, próbując uporządkować sobie całą sytuację. Aż jego uśmiech ją zarażał. Było łatwiej, kiedy ktoś nie znał jej ciemnej strony.
Delikatnie dotykała każdą bliznę po kolei. Matheo tak jak ona miał historię do opowiedzenia. Może mniej mroczną, ale coraz bardziej przekonywała samą siebie do poznania go.
Włoską — odpowiedziała na jego pytanie. Tylko była zdecydowanie mniej wymagająca, więc po chwili dodała — albo kogoś, coś niezrobione przez moje dłonie — jedzenie wykonane przez inną osobą należało do jej ulubionych. Przede wszystkim z tego względu, że sama nie musiała go przygotowywać, a widziała w tym swego rodzaju rytuał — ale to chyba każdy to lubi, co? — zagadnęła Theo. Pewnie nawet on jako kucharz uwielbiał zjeść posiłek przygotowany przez inną osobę. Przez żołądek do serca było stwierdzeniem, które naprawdę działało.
Musisz na siebie uważać — stwierdziła, odsuwając od niego własne dłonie. Uniosła wzrok, spoglądając na niego badawczo. Ciekawiło ją, w jaki sposób wyglądały sceny zranienia sekunda po sekundzie, ale nie chciała dopytywać. Byłoby to zbyt drastyczne. Widziała miejsca po szwach, była w stanie ocenić głębokość rany. Tyle jej wystarczyło — zapamiętam. — mruknęła krótko, potakując głową. Co prawda jej nigdy olej nie zaatakował, ale na studiach widziała różną głębokość poparzeń. Zdawała sobie sprawę, jak bolesne potrafiły one być.
Oh, teraz rozumiem. Ja jestem stąd — sama podzieliła się z nim oczywistym faktem. Wyglądała na Kanadyjkę z krwi i kości, ale też w ten sam sposób mówiła do niego, bez rzutu pretensji, czy jakichkolwiek oczekiwań — nie muszę tego wymawiać, prawda? — spytała lekko nerwowym tonem, słysząc jego pełne imię. Znając wszystkie trudne łacińskie nazwy, biologiczne oraz medyczne słownictwo, potrafiła oszacować własne możliwości, a jednak nie chciała nawet podjąć próby — Theo — powtórzyła bardziej dla siebie, patrząc mu w oczy. Pasowało do niego to imię. Naprawdę. Chciała móc zobaczyć w nim, kogoś więcej, znajomego, ale już nieznajomego.
Cynthia — powiedziała po kilku dłuższych momentach ciszy, której pozwoliła zapaść. Dał jej przyzwolenie na bycie tajemnicą, ale to mogła mu powiedzieć. Przestali być wobec siebie bezimiennymi ludźmi.
Ty? Kulką? — dopytała z delikatnym zdziwieniem, marszcząc przy tym brwi — nie łączy mi się to — nie liczyła się ilość słodyczy, Theo w jej wyobraźni nie mógłby być większy. Co prawda był niesamowicie wysoki, a kiedy tylko na niego patrzyła, musiała zadzierać brodę. Z tego powodu nie była w stanie wyobrazić go sobie jako kulkę, czy grubaska. Słodkie rozłożyłoby się na całe jego ciało.
Zapamiętam — mruknęła Cynthia. Może czuła delikatną sugestię, ale kolejnego urlop czeka ją za dobrych parę lat. Teraz nie miało do żadnego, większego znaczenia — chociaż bąbelki do prosecco przed telewizorem uważam za zdecydowanie lepsze — wyjazd po ostatnim wypadku nie wchodził w grę. Nie chciała nawet zmieniać miejsca własnego przebywania. Uniwersytet i jej mieszkania było w jednej dzielnicy Toronto. Tyle było dla niej wystarczające, by móc w spokoju przeżyć kolejne dni.
Piwo — odpowiedziała krótko — nie będę mieszała — w jej wykonaniu zawsze źle się to kończyło. Trzecie piwo też było w stanie dokonać żywotu. Na całe szczęście miała blisko do domu, a w razie czego wezwie przyjacielską pomoc w roli Mary.
Chcesz mnie o coś zapytać, Theo? — spytała, kiedy już wrócił. To ona zadawała w większości przypadków pytania, ale role musiały się odwrócić.

Hello stranger

: czw sty 15, 2026 9:57 am
autor: Matheo Bachmann
Tak, wywoływanie na jej twarzy uśmiechu, musiało znajdować się dość wysoko na jego liście ulubionych rzeczy. Zauważył całkiem szybko po poznaniu jej, że nie uśmiechała się często. Nie potrzebował dyplomów czy być w jakikolwiek sposób mądry, żeby wywnioskować, że życie dawało jej po dupie częściej, niż mogła sobie na to pozwolić. Nie liczyło się tak naprawdę co się działo, czy działo się teraz, miesiąc, rok temu; życie zdecydowanie nie było obiektywne i zdawał sobie sprawę z tego, że coś, co uznałby za błahostkę, mogło być ekstremalnie traumatyczne dla osoby obok. Podświadomie dlatego też nie lubił się dzielić faktami o sobie tak sam z siebie, łatwiej mu było kontrolować słowotok, gdy był pytany o szczegóły. A i dodatkowo miał wtedy pewność, że nie zanudza drugiej osoby, win-win.
- Dziękuję, tak, to miałem na myśli. - przyklasnął, kiedy w jego głowie kliknęło, nawet jeśli samo w sobie słowo miało mało sensu. Siłowanie się, w jego głowie, to było jakieś judo czy inne sumo.. Ale postanowił zachować to dla siebie i tylko się do niej uśmiechał, wdzięczny za podpowiedź. - Zdecydowanie nie mój sport, wolę podnosić ciężkie rzeczy. - wzruszył lekko ramionami, nie mogąc sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek siłował się z kimś na rękę. Bił się kiedyś, za gówniarza, ale to na tym się kończyło. Zabawy po pijaku nie były jego ulubionymi, zdecydowanie.
- Definitywnie muszę ci kiedyś coś ugotować w takim razie. - logistyka nie miała większego znaczenia, prawda? Kiedyś było w przyszłości, w dodatku takiej, która nie miała jeszcze naklejki z konkretną datą. Możliwości były nieskończone i kto wie, może kiedyś rzeczywiście da się zaprosić do jego małego mieszkania na makaron? Co jak co, ale makarony się nie nadawały na piknikowe jedzenie, jakkolwiek zabawna by ta myśl nie była. - Pracuję w kuchni od zawsze i, szczerze, znudziło mi się w którymś momencie zamawianie staffów. Wolę sobie przygotować na co tam mam ochotę na kilka dni i brać ze sobą pudełka. - to raz, a dwa.. Był wybredny. Zrzucał to na wykształcenie wśród snobów, ale chcąc nie chcąc musiał wykształcić dobrą paletę, także jak już zamawiał coś do jedzenia, musiało to coś być sprawdzone i powtarzalne. Jak kebab na rogu czy McD, jeśli z rzadka zdarzyło mu się przesadzić z alkoholem.
- Nie miałem żadnego wypadku w tym stylu od lat. Po wyższej szkole wydawało mi się, że jestem kolejnym Ramseyem, bravado robiło swoje i zwykle kończyło się na pokrwawionym blacie. - zmarszczył lekko brwi na wspomnienie swojej młodszej wersji. Był prawie pewny, że każdy patrzył w przeszłość na własne zachowanie z dozą niesmaku, może szczyptą niezręczności.. Ale młody Theo zdecydowanie nie był kimś, z kim starszy Theo mógłby się zakumplować. Głowa we własnym tyłku jak większość Sous Chef. Zdał sobie jednak sprawę z tego, że większość ludzi nie lubiła opisów zawierających groteskowe szczegóły, szybko więc dodał: - Wybacz za niesmaczny detal.. I dziękuję za troskę. - posłał jej lekki uśmiech, uważając, że jakkolwiek przelotna by ta uwaga o uważaniu na siebie nie była, zasługiwała na podziękowanie. W czasach w których empatii trzeba się było doszukiwać w ludziach z lupą, nawet taka lekko rzucona troska się liczyła.
Pokręcił tylko głową, po raz kolejny wyraźnie rozbawiony, gdy zapytała o wymogi wymawiania jego pełnego imienia.
- Theo wystarczy. - uśmiechnął się szczerze, a uśmiech ten tylko się poszerzył, kiedy zdradziła mu swoje imię. Cynthia. Pasowało jej, miało w sobie coś wykwintnego, zdecydowanie poważnego i może nieco tajemniczego; interesującego ponadto. - Miło cię poznać, Cynthia. - odpowiedział miękko, lekko skinął głową w niemym podziękowaniu za uchylenie rąbka tajemnicy. Miło było powiązać twarz z imieniem. Oba były bardzo ładne w jego mniemaniu.
- Nie mogę sobie wyobrazić też, ale pewnie żadna waga by nie była w stanie tego znieść. - pociągnął żart, pozwalając sobie na szczery śmiech. Był wysoki, miał całkiem sporo mięśni i wiedział jako fakt, że był ciężki nawet nie będąc kulą. - Miałbym własną grawitację. - dodał rozbawiony, unosząc lekko ręce ponad stół, jakby chciał sprawdzić, czy puste kufle same się do niego przesuną... Nie, nawet nie drgnęły, cholera, wyraźnie musiał popracować nad większymi mięśniami? Może? Nawet jeśli mięśnie same w sobie były tak naprawdę tylko efektem ubocznym bycia absolutnie nadpobudliwym i uzależnionym od siłowni.
- Mogę to szanować. Nawet jeśli ciężko by mi było usiedzieć w jednym miejscu na dłuższą chwilę. - przyznał, bo jednak siedzenie przed telewizorem nie było dla niego. Może gdyby siedział na podłodze? Mógł wtedy dowolnie zmieniać pozycje co jakiś czas i uniknąć nieprzyjemnego zastania mięśni..? Dni wolne były ciężkie z tego powodu, ilość wykonanych kroków i tak zwykle była idiotycznie duża, nawet kiedy naprawdę się starał usiedzieć na tyłku. Nie było łatwo.
Przyjął decyzję o wyborze alkoholowym skinięciem głowy, stwierdzając w duchu, że nie-mieszanie było zdecydowanie zdrowszą opcją. Zamienił puste kufle na dwa pełne, zajmując to samo miejsce co poprzednio. Po raz kolejny kupił sobie odrobinę czasu krótkim mruknięciem, upijając kilka łyków świeżo nalanego, zimnego piwa. Takie było najlepsze, nawet jeśli zostawiało piwne wąsy.
- Zapytałbym o zawód, skoro już znasz mój, ale mam wrażenie, że możesz pracować dla rządu i to może być sekret. - rzucił, żartując tylko po części. Za każdym razem kiedy się spotykali, była tą elokwentną stroną, zwłaszcza w morzu jego chaotyczności; przynajmniej tak to wyglądało w jego percepcji. Był pewny, że miała wykształcenie i była oczytana, zawsze elegancko odziana w swoją czerń, nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek widział ją w bardziej "casual" ciuchach i w jakiś sposób całkiem to do niej pasowało. Krzyczało szpieg albo jakaś inna federalna figura, nie? - Wydaje mi się też, że wszystko, co przychodzi mi do głowy, jest nieprzyjemnie ciężkie... I nie chciałbym wytrącać cię z dobrego nastroju, wiesz? Całkiem lubię twój uśmiech. - przyznał w końcu, jak na siebie wyjątkowo szczerze, przesuwając palcami dłoni po oszronionym kuflu piwa. Praca, dlaczego zawsze czerń, rodzina, zainteresowania, nawet zwierzęta czy współpracownicy; wszystko to mogło szarpnąć za struny i odtrącić ją w ciemny kąt, a tego by naprawdę nie chciał. - Nie chcę cię ciągnąć za język, szanuję.... jak to się nazywa? Bariery?.. No, wiesz... grenser....? - nie miał pojęcia dlaczego z trzech języków, które znał biegle, nie mógł sobie przypomnieć tego słowa w żadnym innym, oprócz norweskiego. Zmarszczył brwi, zaraz potem je uniósł, pochylając głowę do własnej dłoni, by potrzeć środek własnego czoła i skroń. Jego mózg był śmieszkiem, czasami przestawał działać, zdarzało się.

Cynthia A. Ward

Hello stranger

: czw sty 15, 2026 2:46 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Z każdą kolejną sekundą trwania ich rozmowy miała wrażenie, że wychodzą coraz to nowe fakty. Jak dotąd nie brała tego za pewnik, mogli rozmawiać o losowych przedmiotach, filmach, alkoholu, ale rzadko kiedy pytania były zadawane w stronę alkoholowego duetu. Im dłużej trwała rozmowa, tym bardziej chciała móc ją pociągnąć, dowiedzieć się czegoś o Theo, nawet jeśli nie miała odwagi, by zadawać pytania. Każde mocniejsze odkrycie się mogło zniszczyć ich bajkę.
To w sumie co dokładnie trenujesz? — zagadnęła finalnie. Słyszała o siłowni, ale nigdy nie zadawała tak konkretnych pytań wprost. Zmrużyła delikatnie oczy, zastanawiając się, w jakim sporcie by go widziała. Każdy wydawał się być odpowiedni i... aż myśli powędrowały w stronę, którą nie powinny. Ten rodzaj znajomości opierał się na rozmowach, nie na dotyku i intymności.
Trzymam Cię za słowo — stwierdziła Ward, czując delikatny zgrzyt. Mogliby się spotkać nie w barze? W trakcie dnia zjeść obiad? W ten sposób poznają się normalni ludzie? Zaczynają rozmawiać, aż zacznie się tak kleić, że ust przed wypowiadaniem słów nie da się zatrzymać — rozumiem. Ja czasem nie mam czasu na gotowanie — rzuciła, wzruszając delikatnie ramionami. Dlatego zamawiała posiłki. Grzebanie przy zwłokach spędzało jej sen z powiek. Bywały momenty, w których była wybudzana, żeby pojechać jako ekspert bezpośrednio na miejsce zbrodni. W jej trybie życia nie było nic standardowego.
Czyli spokorniałeś pod wpływem czasu? — podsumowała go krótko, unosząc zaledwie jedną z brwi ku górze. Nie czuła między nimi jakiejś zaskakującej różnicy wieku. Wszystko przyjmowała, jako standardowe zachowanie, nic nadzwyczajnego. Cynthia też dorosła. Zmieniła się na bardziej chłodną, racjonalną wersję samej siebie — spokojnie, dla mnie to nic takiego — stwierdziła, unosząc kąciki ust na parę centymetrów. Przez pracę mało rzeczy naprawdę ją brzydziło. Widywała larwy muchówek w zwłokach, rozkładające się narządy, czuła gazy. Zobaczyła wszystko, czego standardowy śmiertelnik by unikał jak ognia.
Ciebie też miło poznać — rzuciła, zawieszając na nim spojrzenie ciut dłużej, niż sama by się po samej sobie tego spodziewała. W Theo było coś przyciągającego w sposób wręcz magnetyczny. Chciała móc go poznać bliżej, a jednocześnie rękoma i nogami odpychała myśli, że mogłoby do tego dojść.
Drugi śmiech w trakcie jednego spotkania. Coś zaskakującego jak na Cynthię. Jednak wyobraźnia sama zadziałała. Wielki, grubasek Theo na wadze oraz jego własna grawitacja. Może był to zwykły, krótki chichot, ale aż musiała zasłonić usta dłonią.
Mówisz, jakbyś chciał ten czas spędzić ze mną — stwierdziła, słysząc jego komentarz o prosecco przed telewizorem. Lubiła odpoczywać na łonie natury. Tam faktycznie odpoczywała, ale nie chciała wsiadać w najbliższym czasie do żadnego samochodu. Czułaby się w nim obco, jakby wyjęta z własnej skóry.
Pracuję na uniwersytecie — o prowadzeniu sekcji zwłok wolała nie mówić. Wtedy zostałaby faktycznie ponukarkiem dla niego — możesz spytać — zachęciła go Ward, dając mu wprost pozwolenie. Ona zdała mu niecodzienne pytania — właśnie dlatego, że lubisz mój uśmiech — nie wymagał nic od ich relacji, ona po prostu trwała, idąc naturalnym rytmem. Pytanie brzmiało, ile mogła mu zdradzić pod wpływem alkoholu, gdy jej granicy się rozmywały.
Już nigdy możemy się nie zobaczyć, Theo — stwierdziła finalnie Cynthia — ja to wiem i ty też to wiesz — ich spotkania generował przypadek, szczęśliwy traf. Następne spotkanie mogło okazać się niewypałem.