Fire-set cover-up
: wt sty 13, 2026 6:39 pm
Rocket Wilder
Od wypadku minął już tydzień, dwa, lub trzy. Sama Cynthia nie do końca była w stanie stwierdzić, ile czasu minęło. Czuła w żołądku dziwne skurcze, kiedy tylko przypominała sobie rozgrywającą sie scenę przed jej oczyma. Miała dosyć wszystkiego, jednak... wróciła do pracy. Żebra dalej jej doskwierały, bardziej rozbudowane ruchy sprawiały jej problemy. Jednak wrodzony pracoholizm ani na moment nie pozwolił się jej zatrzymać.
Ten dzień miał być zwyczajny. Świeżo co zaparzona kawa, śniadanie w pokoju socjalnym w samotności. Każdy wymarzony punkt programu dnia Cynthii wydawał się spełniać. Ona sama też zaczynała widzieć w tym głębszy sens. Praca w ciszy, spokojnie wykonywane cięcia, zapach środków dezynfekujących i utrwalających preparaty biologiczne.
Dzień idealny.
Do czasu aż dowiedziała się, że przy jednej z sekcji ma towarzyszyć jej pewien strażak. Nienawidziła rozpraszaczy. Powodowały u niej wielki ból głowy. Prosektorium było dla niej miejscem, w którym w żaden sposób nie powinna być kwestionowana cisza. Za to tego dnia wszystko miało się zmienić. Jeden niezbyt specjalny przypadek. Niezbyt znaczący, smutny i powodujący ból głowy. Podpalenia, w których służby miały coś do powiedzenia, męczyły ją. Sama byłaby w stanie rozwiązać zagadkę. Martwe ciała przypominały jej otwartą księgę.
Zdążyła uszykować stół sekcyjny, denat leżał na nim, a ona już się denerwowała. Przygotowała sobie spokojnie pole do cięcia, choć z tych zwłok niezbyt wiele zostało. Antropolog sądowy miałby tutaj większy sens. Identyfikacja wstępna ofiary prawie, że w całości spalonej. W powietrzu unosił się nieznośny zapach nie do opanowania.
— Spóźniony — mruknęła pod nosem Cynthia, nawet nie unosząc wzroku znad denata — nie rozumiem, po co wezwali tu strażaka. Sama bym sobie poradziła — dodała dla zwykłej złośliwości. Przyzwyczaiła się do obecności różnych osób. Adwokatów, studentów, policjantów, ale strażacy w większości działali ją na nerwy. Nawet po ostatnim dachowaniu, a może przede wszystkim po nim, czuła nieprzyjemny ścisk w żołądku.
— ... Rocket? — spytała lekko skonsternowana, kiedy uniosła wzrok. Przez moment po jej ciele przeszły nieprzyjemne dreszcze. Przed oczyma zamiast mężczyzny ponownie zobaczyła sceny z taksówki przed oczyma oraz ten huk, który rozchodził się, gdy auto dachowało.
Od wypadku minął już tydzień, dwa, lub trzy. Sama Cynthia nie do końca była w stanie stwierdzić, ile czasu minęło. Czuła w żołądku dziwne skurcze, kiedy tylko przypominała sobie rozgrywającą sie scenę przed jej oczyma. Miała dosyć wszystkiego, jednak... wróciła do pracy. Żebra dalej jej doskwierały, bardziej rozbudowane ruchy sprawiały jej problemy. Jednak wrodzony pracoholizm ani na moment nie pozwolił się jej zatrzymać.
Ten dzień miał być zwyczajny. Świeżo co zaparzona kawa, śniadanie w pokoju socjalnym w samotności. Każdy wymarzony punkt programu dnia Cynthii wydawał się spełniać. Ona sama też zaczynała widzieć w tym głębszy sens. Praca w ciszy, spokojnie wykonywane cięcia, zapach środków dezynfekujących i utrwalających preparaty biologiczne.
Dzień idealny.
Do czasu aż dowiedziała się, że przy jednej z sekcji ma towarzyszyć jej pewien strażak. Nienawidziła rozpraszaczy. Powodowały u niej wielki ból głowy. Prosektorium było dla niej miejscem, w którym w żaden sposób nie powinna być kwestionowana cisza. Za to tego dnia wszystko miało się zmienić. Jeden niezbyt specjalny przypadek. Niezbyt znaczący, smutny i powodujący ból głowy. Podpalenia, w których służby miały coś do powiedzenia, męczyły ją. Sama byłaby w stanie rozwiązać zagadkę. Martwe ciała przypominały jej otwartą księgę.
Zdążyła uszykować stół sekcyjny, denat leżał na nim, a ona już się denerwowała. Przygotowała sobie spokojnie pole do cięcia, choć z tych zwłok niezbyt wiele zostało. Antropolog sądowy miałby tutaj większy sens. Identyfikacja wstępna ofiary prawie, że w całości spalonej. W powietrzu unosił się nieznośny zapach nie do opanowania.
— Spóźniony — mruknęła pod nosem Cynthia, nawet nie unosząc wzroku znad denata — nie rozumiem, po co wezwali tu strażaka. Sama bym sobie poradziła — dodała dla zwykłej złośliwości. Przyzwyczaiła się do obecności różnych osób. Adwokatów, studentów, policjantów, ale strażacy w większości działali ją na nerwy. Nawet po ostatnim dachowaniu, a może przede wszystkim po nim, czuła nieprzyjemny ścisk w żołądku.
— ... Rocket? — spytała lekko skonsternowana, kiedy uniosła wzrok. Przez moment po jej ciele przeszły nieprzyjemne dreszcze. Przed oczyma zamiast mężczyzny ponownie zobaczyła sceny z taksówki przed oczyma oraz ten huk, który rozchodził się, gdy auto dachowało.