Strona 1 z 1

family hide and seek

: wt sty 13, 2026 8:03 pm
autor: Mirabella Harrison
„You think I’m psycho, you think I’m gone; Tell the psychiatrist something is wrong”

Szum płynącej wody, barwiącej się na szkarłat; brzdęk upadającego metalu uderzającego o blat, by następnie odbić się kilkukrotnie o płytki położone na podłodze. Uniesiona dłoń w górę, puste spojrzenie pochłonięte sączącą się szkarłatną, życiodajną. Rozcięcie na skórze, niosące ze sobą powstałe delikatne pieczenie tańczące z bólem, robiącym mu za partnerkę. Pragnęła tego, kochała tę barwę, życiodajny płyn. Mirabella zaczynała powoli odpływać, będąc niczym w transie, dając się pochłonąć jeszcze bardziej, jeszcze głębiej. Gdy nagle jednym ruchem odwraca się w stronę nadchodzących kroków, sugerujących pojawienie się kogoś w kuchni, pozwalając, by krople jej krwi spłynęły w dół, tworząc ścieżkę krwi. – chyba powinniśmy pojechać do szpitala – powiedziała pusto i zimnie, gdy dostrzegła swojego brata.

- zaczekaj David, nie musimy tak pędzić. Przecież nie umieram, to tylko małe skaleczenie. – przebierała nogami, tak szybko, jak tylko mogła, a nawet wtedy miała spore problemy, by nadążyć za jego tempem. Kawałek delikatnego materiału, który miał robić za prowizoryczną gazę, zabarwił się już prawie cały, mieszając swoją szarość, ze szkarłatem jej jasnej krwi. W momencie przejścia przez główne drzwi szpitalnego oddziału ratunkowego charakterystyczny zapach uderzył w nozdrza Miry. Kiedyś brzydziła się go, był zbyt chemiczny, zbyt sterylny, a teraz go kochała. Przypominał jej o czystości, jak i również o śmierci niosącej się po salach segregacji, czy szpitalnych korytarzach. Być może nawet trochę rozumiała, dlaczego Ivy pokierowała swoją karierą właśnie w tę stronę. A może przynajmniej starała się ją zrozumieć, bo niektóre decyzje jak panią doktor, która powinna być ostoją ładu, były w jej wykonaniu bardziej chaotyczne, niż jej własny umysł. W recepcji panował sporawy ruch, więc nie oczekiwała, że zostanie przyjęta zbyt szybko, a jej rana zapewne również nie była jakaś priorytetowa.

Czyżby zaczynała żałować swoich słów wypowiedzianych w domu? Nawet jeśli w jakimś stopniu faktycznie tak było to za racji, że David pofatygował się, by z nią tu przyjechać, nie chciała mu teraz mówić, że właściwie mogą wrócić do domu i zwyczajnie to zakleić i zawiązać. A z biegiem czasu ciało samo się z tym upora, ot taka przecież natura ludzkiego ciała. – usiądę tam, postaram się to jakoś lepiej zabezpieczyć a ty, jeśli możesz, zabierz numerek, zgłoś mnie, czy jak działa ten ich system. – bywała w szpitalu, gdy była mała, gdy złamała rękę albo w odwiedzinach. Nigdy jednak nie zastanawiała się jak właściwie działa system przyjmowania pacjentów na oddziale ratunkowym. Wiedza bezużyteczna.

Jak powiedziała tak i zrobiła, nie czekając na odpowiedź brata, nie zważając na to, czy byłaby zgadzająca się z jej wytycznymi, czy też nie. Ruszyła powoli, obierając sobie za cel kilka krzesełek postawionych gdzieś na uboczu. Mijała kasłających ludzi, tych wyglądających na praktycznie zdrowych na pierwszy rzut oka, jak i również tych bladych, niczym rodząca się kostucha. Minęła parkę zakochanych, która zdawała się cicho narzekać na to, że czekają tak długo, a jego głowa boli tak mocno, że prawie kroczy już ścieżką umarłych. Usiadła za nimi, wsłuchując się w tyradę narzekań mężczyzny, samca alfa, który potrafił nawet warkliwie odpowiedzieć swej lubej. Przymknęła oczy, by zatopić się w ciszy, gdy nagle jakby w tym całym rozgardiaszu usłyszała coś znajomego. Nie Davida, kogoś również bliskiego. Prawie natychmiast się podniosła, płosząc tym marudną parkę zakochanych. Rozglądnęła się po sali i za jednym z parawanów dostrzegła znaną jej figurę, która zdawała się tylko omamem, marą na jawie. Zrobiła krok do przodu, spojrzała na Davida będącego gdzieś w oddali, a następnie pewnie ruszyła przed siebie, wyciągając rękę do kotary, gdy stanęła tuż przed nią. Dwa cienie muskały się, ofiara chorobliwego losu oraz KTOŚ. Już prawie miała ją pochwycić, sprawdzić, czy jej wypaczony umysł nie bawi się figlarnie z nią, gdy nagle usłyszała – przepraszam, ale nie może pani tam wejść – odwróciła się w stronę pielęgniarki, która ją powstrzymała, wydając z siebie dość wyraźnie „ohh”.

Ivy Harrison David Harrison

family hide and seek

: sob sty 17, 2026 11:29 pm
autor: David Harrison
#2

David w swoich planach na ten dzień nie miał podróży do szpitala ale cóż, niektórych rzeczy nie dało się przewidzieć. Gdyby wiedział, że jego młodsza siostra się skaleczy, sam kazałby jej zostać w salonie by ogarnąć co trzeba w kuchni. No ale tak czy inaczej, gdy tylko usłyszał brzdęk metalu, krzyknął:
- Czy wszystko okej? - i nie słysząc odpowiedzi, zerwał się z kanapy, by następnie szybkim krokiem podbiegł do pomieszczenia, gdzie była Mirabella. Jasne, mógł to olać, bo przecież jemu też nie raz i nie dwa coś spadało, gdy przygotowywał sobie posiłek, lecz wolał sam sprawdzić, czy z siostrą wszystko było okej. Widząc krew, obudził aktywował się w nim żołnierski instynkt i bez zbędnego gadania, dał siostrze sporą ilość ręcznika papierowego, który przyłożył do jej rany (lub owinął wokół w zależności od tego, czy ta rana była na którymś palcu czy gdzieś na ręce). Nie protestował, tylko skinął głową i kilka minut później jechali do szpitala. Gdy stali na światłach, przed oczami pojawiło się wspomnienie w którym napastnik zaatakował go nożem podczas próby odbicia cywili na jednej z misji w jednym z krajów Bliskiego Wschodu. Doskonale to pamiętał, bo mało brakowało a byłoby po nim. Wystarczył jeden zły ruch... Zresztą nie tylko w wojsku miał przygody z nożownikami, bo i podczas łapania zbiegów także.
Jechał szybko, ponieważ ważna była każda minuta - poza tym miał wrażenie, że skóra Mirabelli zmieniła odcień Ale może mi się tylko wydaje...
Podjeżdżając pod szpital, zaparkował niemal pod samym wejściem, łamiąc przy tym kilka zasad, które w normalnych warunkach sam by potępił. Zgasił silnik, wysiadł pierwszy i obszedł auto, by pomóc Mirabelli. Jedną ręką otworzył drzwi, drugą już był gotów ją podtrzymać, jakby w każdej chwili mogła stracić równowagę.
- Już jesteśmy. - powiedział, jakby chciał poinformować siostrę, że nie musi się martwić, ponieważ dotarli do miejsca, gdzie zostanie jej udzielona profesjonalna pomoc. Wprowadził ją do środka niemal automatycznie, ignorując spojrzenia ludzi w poczekalni i krótkie, pytające spojrzenie ochroniarza. Do jego nozdrzy wdarł się charakterystyczny zapach lecz to nie na nim skupił swoją uwagę.
Gdy miał powiedzieć, żeby usiadła oraz wskazać miejsce, młodsza Harrison sama to zrobiła, na co David skinął głową.
- Zaraz do Ciebie przyjdę. - po tych słowach, jeszcze chwilę obserwował Mirabellę - choć walczył ze sobą, czy aby nie powinien jej odprowadzić na krzesło, lecz widząc, że daje radę iść, udał się czym prędzej do recepcji, gdzie wszystko wyjaśnił przyczynę obecności oraz podał dane siostry. Gdy wszystko zostało wklepane do systemu, zaczął iść tam, gdzie miała siedzieć Mira. Zaniepokoiło go, gdy nie zauważył siostry siedzącej przed salą, tylko znajdującą się wewnątrz jej - nie słyszał by byli wywoływani.
- Mirabella? - wypowiedział imię siostry jakby chciał sprawdzić czy na nie zareaguje.
- Dlaczego nie czekasz przed salą? - spytał, a widząc jak pielęgniarka na nich patrzy, wziął siostrę za rękę - tę której nie skaleczyła.
- Przepraszam, czekamy na lekarza. Siostra się skaleczyła i pewnie zaczyna majaczyć albo mieć zwidy z powodu utraty krwi.

Mirabella Harrison Ivy Harrison

family hide and seek

: ndz sty 18, 2026 10:45 am
autor: Ivy Harrison
Mirabella Harrison, David Harrison

Miała dziwne przeczucie, że dzisiejszy dyżur zakończy się katastrofą. W jej domu buszował wesoły psiak, a ona tkwiła tutaj, zastanawiając się, co zrobi. Szesnastogodzinne dyżury nie miały w swojej istocie nic łatwego, ani prostego. Dłużyły się bardziej niż flaki z olejem, a każda godzina wydawała się być nieskończonością.
Dzisiaj pomagała na oddziale ratunkowym. Najgorszy ze wszystkich możliwych oddziałów chirurgii. To tutaj musiała wznosić własną wytrzymałość na wysoki poziom. Każdy przypadek mógł się pojawić. Chociaż dziś nic jej nie zaskoczyło. Nie było żadnych wypadków samochodowych, ani katastrof w fabrykach. Właściwie czuła się jak ryba we wodzie. Jedyne co ją zaskoczyło to klocek lego w nosie. Tu musiała wezwać lekarza prowadzącego. Nie miała zielonego pojęcia, w jaki sposób do niego dojść, by nie sprowokować krwotoku. Nos był stosunkowo łatwy do uszkodzenia, przez sporą ilość naczynek, która się w nim znajdowała.
Kolejne dreszcze pojawiły się na jej ciele, kiedy wraz z lekarzem prowadzącym informowała pacjenta o zakończeniu leczenia. Czuła się, jakby ktoś właśnie ją obgadywał. To nieprzyjemne uczucie rozlało się po całym jej ciele. Tylko dalej nie była w stanie poznać odpowiedniego wytłumaczenia. Wszystko zadziało się idealnie. Nie miała na co narzekać.
Dostała kolejne zlecenie. Przyjrzenie się skaleczeniu. Chyba łatwiejszego przypadku nie mogła dostać. Nie spojrzała nawet w kartę pacjenta. Wcześniej Mirabellę wraz z Davidem zaprowadzili na jedno z łóżek szpitalnych zasłoniętych kotarą. Ivy już zaczynała ją odsłaniać, ale wtedy usłyszała znajome głosy. Cała się wyprostowała, a każdy z jej mięśni się spiął. Rodzeństwo o jej pobycie w Toronto nie miało dowiedzieć się w taki sposób.
Pan doktor zaraz do Państwa przyjdzie — specjalnie zmodulowała głos, by nie brzmieć identycznie jak ona. Nie widzieli twarzy, ani ciała, głos zmieniła. Jej plan musiał podziałać, prawda? Wszystko by poszło sprawnie, gdyby pielęgniarka nie popchnęła ją przypadkiem na kotarę. Przez krótki moment straciła równowagę, wpadając wprost na łóżko, na którym siedziała Mira. Wszystkimi włosami zasłoniła twarz. Nie mogli jej poznać. — przepraszam, przeprowadzam proces ewakuacji — a najlepiej szybkiego spierdolenia. Trzymała włosy, byle nie mogli jej poznać. Zapomniała tylko o plakietce z przepięknym napisem Ivy Harrison.

family hide and seek

: pn sty 26, 2026 9:36 pm
autor: Mirabella Harrison
Mało potrzebny akt panki. Nie umierała, nie czuła się jakoś specjalnie źle, nie była tragi ofiarą, która wymagała interwencji medycznej na już. Gdyby miała tylko dostęp do szafki z medycznym osprzętem, sama mogłaby zaszyć sobie ranę. Robiła to pewnie lepiej niż niejeden lekarz, ale sytuacja była jaka była i musiała się zdać na przydzielonego jej lekarza. Nie odpowiedziała nic na słowa brata, kiwając jedynie przecząco by zasygnalizować pielęgniarce, że nic takiego nie ma miejsca. Uwagę Miry przyciągało coś innego, a raczej ktoś inny. Persona, która w swoim kalecznym pokazie, wylądowała tuż obok niej. Blond włosy protekcjonalnie zasłoniły twarz niezdarnej lekarki, która z takiej perspektywy wyglądała jak ktoś nieznajomy, nic nieznaczący. I pewnie cała uwaga ulotniłaby się wraz z całym tym chwilowym zainteresowaniem, lecz wypowiedziane przez nią słowa, poruszyły odpowiednie trybiki w głowie Miry. Nie ich znaczenie, a ton oraz barwa głosu płynącego z ust nieznajomej. Niby inna, ale jakoś nieznacznie znajoma tak jakby nieudolnie zmieniona. Czy to możliwe, że się nie myliła? Czy może jednak David miał rację, a utrata tak nic nieznaczącej ilości krwi, w jej aktualnym stanie, doprowadzał jej umysł do niemrawych fantazji słuchowych.

Minęła drobna chwila, nim jej umysł się ocknął, a jej wzrok powędrował na lekarski kitel w poszukiwaniu plakietki z wybitymi personaliami. Panienka była jednak zbyt niecierpliwa i wierzgała zbyt mocno, przez co wszystko było praktycznie zasłonięte. Wyciągnęła dłoń, by chwycić ją za fartuch, lecz nim doszło do tego aktu, który był brakiem poszanowania jej przestrzeni osobistej, pielęgniarka, która stała i przyglądała się całemu temu teatrzykowi, dostrzegając rozcięcie na dłoni Miry, chwyciła ją, by chwilowo zatamować ponowny potok krwi, niwecząc tym samym jej próbę dorwania tego ważnego kawałka plastiku. Warknęła, zasyczała lekko z powodu bólu, przenosząc wzrok na kobietę, mierząc ją swoim zwyczajnym zimnym spojrzeniem, by kolejno przenieść swoją uwagę na Davida. Niech przynajmniej się przyda do czegoś poza panikowaniem za ich obu. – albo utrata krwi sprawia, że zaczynam słyszeć omamy albo ta osoba, która przeprowadza ewakuację to osoba, której nie powinno tutaj aktualnie być. – pewnie potrwa to jeszcze kilka sekund, zanim ta „uciekająca pani doktor”, zwlecze się z łóżka i ucieknie. Niestety nie może nakazać bratu, by ją przytrzymał, bo może to się źle dla nich skończyć. Spotkanie z ochroną lub co gorsze z policją, która zmarnuje im tylko czas.

Dodatkowo gmeranie pielęgniarki przy jej dłoni oraz powstały przy tym ból, nie pomagał w spokojnym myśleniu. A przecież to wszystko mogła rozwiązać o wiele prościej, gdyby tylko klarowność umysłu nadeszła w odpowiednim czasie. Chciała szarpnąć dłonią, lecz uścisk barczystej pielęgniarki był dla niej o wiele zbyt mocny. A jej chrząknięcie mogło odznaczać, że poczuła jej nieudolną próbę. Niecierpliwość zaczynała się niebezpiecznie wzbierać w Mirze. Sekunda, sekunda i następna sekunda, aż nagle poczuła swobodę w dłoni, która opadła, gdy pielęgniarski diabeł zakończył swoją powinność, tamując prowizorycznie jej krwawieniem, by następnie posprzątać zużyte gazy i udać się w miejsce, gdzie będzie mogła je zutylizować.

- pani doktor... – być może Mira mogła wyglądać na flegmatyczkę, ale refleks miała bardzo dobry i mimo że nie miała aktualnie sprawnych obu dłoni, jedna wystarczyłaby chwycić ułamek białego kitla i powstrzymać nieznajomą blondynkę, przed dalszą ucieczką. – i wiem, być może zwariowałam, ale musisz mi pomóc, by nie uciekła – powiedziała spokojnie, przypominając sobie o obecności jeszcze jednej persony, dla której jej poczynania zapewne nie wyglądały na normalne. Nie miał jednak dużo czasu na podjęcie decyzji, bo właśnie ją puściła, gdyż nie miała już więcej siły, by ją utrzymać.

Ivy Harrison David Harrison