Strona 1 z 2

home is you

: wt sty 13, 2026 11:30 pm
autor: zaylee miller
043.
Zgodnie z ustaleniami, wraz z początkiem tygodnia Evina została poinformowana, że w końcu może wrócić do domu. Informacja była niczym długo wyczekiwane rozgrzeszenie. Nie oznaczała jeszcze końca leczenia ani pełnego powrotu do sił, ale była zalążkiem normalności, za którą obie tak bardzo tęskniły. Zaylee specjalnie urwała się wcześniej z pracy, jasno zaznaczając przełożonym, że od jutra do końca tygodnia bierze wolne z powodów prywatnych i że nie będzie dostępna dla nikogo — ani służbowo, ani na chwilę, ani tylko w nagłym wypadku. Nie musiała się tłumaczyć. W komisariacie i tak wszyscy wiedzieli, co wydarzyło się w chatce za miastem, a komisariat aż huczał od pozbawionych złośliwości plotek. Panowała tam rzadko spotykana jednomyślność. Wszyscy szczerze przejmowali się stanem Swanson, która przez lata pracy wypracowała sobie nie tylko respekt, ale i szczerą sympatię. Nawet przeklęta dyspozytorka Ruby Lewis poprosiła, żeby Miller przekazała Evinie życzenia szybkiego powrotu do zdrowia i do pracy. Oczywiście Zaylee nie powtórzyła tego narzeczonej. Załóżmy, że po prostu zapomniała.
W weekend zdołała posprzątać cały dom na błysk, przy czym pomagał jej zdeterminowany dziewięciolatek, który starannie ścierał kurze i odkurzał dywany. Salon był przygotowany tak, żeby Swanson miała pełną wygodę — narożna kanapa została rozłożona, a Miller ułożyła wokół mnóstwo wygodnych poduszek. Niektóre spiętrzyła specjalnie na unieruchomioną nogę, bo lekarz prowadzący wyraźnie powiedział, że Evina jak najczęściej powinna trzymać kończynę w górze, a Zaylee zamierzała dopilnować, aby ukochana trzymała się wszystkich zaleceń. Już i tak wystarczająco odpuściła, kiedy Swanson nawet nie chciała słuchać o poruszaniu się na wózku i zawzięcie twierdziła, że wystarczy zwykłe poruszanie się o kulach. Miller nie naciskała. Pomogła jej wsiąść do samochodu i pół godziny później otwierała drzwi do domu.
Poczekaj, pomogę ci — powiedziała po tym, jak weszły do środka. — Nie możesz być taka uparta — przypomniała jej, bo chcąc nie chcąc, teraz w dużej mierze była na łasce swojej kobiety. — Daj kurtkę i przysiądź na pufie — poprosiła i już miała zaproponować, że ściągnie jej buta, ale w porę ugryzła się w język. Wiedziała, że Evina nienawidzi być traktowana jak kaleka, pomimo że po części teraz kaleką była. Mimo to Zaylee umywała ręce. Chciała jednak, aby narzeczona miała świadomość, że była tutaj dla niej i wystarczyło poprosić, jeżeli z czymś sobie nie radziła. Nie było w tym niczego niewłaściwego ani wstydliwego. Swanson naprawdę nie musiała jej niczego udowadniać. Sama pomagała jej, gdy została postrzelona we wspólnocie chrześcijańskiej i w tym trudnym czasie, do którego przyczynił się Foster. Miller była wtedy w kompletnej rozsypce i gdyby nie Swanson, nie dałaby sobie rady.
Tak się złożyło, że nie zdążyłam przygotować żadnego wykwintnego dania — powiedziała z udawanym ubolewaniem, doskonale zdając sobie sprawę ze swoim marnych umiejętności kulinarnych. Dalej nie uważała, że były aż tak fatalne, ale wolała nie ryzykować spalenia kuchni. — Powiedz, na co masz ochotę — dodała, odwieszając na wieszak najpierw kurtkę narzeczonej, a potem swój płaszcz.

Evina J. Swanson

home is you

: śr sty 14, 2026 1:26 am
autor: Evina J. Swanson
Swanson miała spore szczęście, bo jej rekonwalescencja faktycznie przebiegała bez zbędnych problemów. Co prawda wydawało się przez chwilę jakby w kolano miał wejść stan zapalny, ale sytuację szybko opanowano i detektywka mogła opuścić mury szpitala po upłynięciu zapowiedzianego tygodnia. Wprost nie mogła się tego doczekać i naprawdę cieszyła się z tego, że nie musiała przebywać na sali ani dnia dłużej.
Nawet nie próbowała odwodzić narzeczonej od pomysłu, aby wziąć sobie wolne. Zasłużyła na nie. Zresztą pewnie i tak nie byłaby w stanie się skupić na pracy. Poza tym mogły dzięki temu w końcu odetchnąć oraz nadrobić chociaż odrobinę straconego czasu. W zasadzie nawet była jej wdzięczna za to, bo nawet jeśli każda miałaby zajmować się swoimi rzeczami to wciąż obecność drugiej osoby w pobliżu była niezwykle pokrzepiająca. Wystarczała sama świadomość tego, że Zaylee znajdowała się na wyciągnięcie ręki, aby Evina poczuła się nieco lepiej. Choć czar ten zapewne szybko uleci, gdy tylko koronerka będzie starała się jej matkować: upominać przy byle okazji oraz nadskakiwać na każdym kroku. Tego zdecydowanie nie potrzebowała.
Tak samo nie potrzebowała domu wysprzątanego niczym na test białej rękawiczki. Może i od dawna w nim nie była, ale to wciąż było jej miejsce, w którym czuła się komfortowo nawet jeśli nie było idealnie wypucowane. W sumie może zwłaszcza wtedy, gdy nie było. Przecież dopiero wtedy można było poczuć, że w tej przestrzeni ktoś żył, a nie służyła jedynie jako sceneria zdjęciowa do magazynu o wystroju wnętrz.
Oczywiście, że nie zatraciła na żadnym etapie tej swojej denerwującej dla Miller upartości. Nie chciała zgodzić się na wózek nie tylko dlatego, że uważała iż wtedy w ogóle będzie wyglądała jak zniedołężniała kaleka, ale była przekonana, że im szybciej zacznie choć odrobinę ruszać nogą tym lepiej. Mięśnie zaczną pracować i dużo łatwiej przyjdzie jej powrót do pełni zdrowia niż gdyby wiecznie ratowała się tym cholernym wózkiem.
Choć dalej przy nieostrożnym lub zbyt brawurowym na jej standardy ruchu kolano nakurwiało jak diabli.
- Daję sobie radę. Nie musisz mnie instruować - prychnęła odruchowo, ale była zbyt zmęczona, aby faktycznie wtłoczyć w te słowa faktyczną irytację.
Przysiadła jednak. Głównie po to, aby móc swobodnie zdjąć obuwie. W ten sposób było to o wiele wygodniejsze oraz miej bolesne. Nie musiała martwić się o zachowanie równowagi ani zbytnie zginanie przestrzelonego kolana.
Wiedziała, że jej drobna niesprawność nie była żadnym powodem do wstydu, ale nie przywykła do podobnych rzeczy. Zawsze była samowystarczalna najbardziej jak potrafiła, a teraz wiele podstawowych czynności stanowiło dla niej wyzwanie. Chciała jednak w miarę możliwości uporać się z każdym z nich bez niczyjej pomocy. W końcu nie mogła wymagać od Zaylee, aby znajdowała się przy niej praktycznie zawsze i wszędzie.
- Nie podejrzewałabym cię o wyprawienie uczty na moje przybycie - rzuciła zaczepnie po czym chwyciła ramię narzeczonej, aby pomóc sobie w podciągnięciu się do pozycji stojącej a następnie objęła ją wokół szyi. - Mam ochotę na pizzę i ciebie... Więcej mi nie trzeba.
Uśmiechnęła się do niej znacząco. W końcu miała coś obiecane. Miał to być niejaki powrót do przeszłości tylko z lekko zamienionymi rolami. Nie wymagała niczego więcej.

zaylee miller

home is you

: śr sty 14, 2026 12:09 pm
autor: zaylee miller
Oczywiście, że musiała ją instruować. Nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Evinie to nie przypadnie do gustu i że wywoła irytację. Może nawet cichy sprzeciw. Ale nie miało to dla niej większego znaczenia. W jej świecie ta niechęć była jedynie efektem braku zrozumienia, a nie realnym argumentem. Zaylee nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby się mylić. W jej mniemaniu zawsze miała rację i była nieomylna. Dlatego zerknęła z pobłażaniem na narzeczoną, która jednak przysiadła na pufie. I po co była ta złośliwość?
Serio? — uniosła jedną brew, pozwalając się objąć wokół szyi. — Ja bym się obraziła bez wystawnego przyjęcia na moją cześć — odbiła piłeczkę, ale kiedy to Swanson odbierała ją ze szpitala, pizza była wtedy szczytem jej najskrytszych marzeń po tych żałosnych posiłkach w szpitalu. Na samą myśl o galaretkach w kubeczku dostawała mdłości.
Dom był wysprzątany na błysk nie dlatego, że wszystko musiała lśnić na powrót Eviny. Został doprowadzony do perfekcji, bo Miller była jebaną pedantką. Poza tym w ostatnich dniach nie miała czasu na konkretne porządki, a przy dwóch liniejących kotach wystarczyły dwa dni bez odkurzania, żeby Zaylee znajdowała ich sierść nawet w kawie.
Musnęła usta narzeczonej i wskazała podbródkiem w kierunku salonu, dając do zrozumienia, że jeśli chciała nacieszyć się jej obecnością, powinna w tym momencie sięgnąć po kule i zmienić lokalizację. Na żarcie będą musiały trochę poczekać. W teorii mogły zamówić dostawę wcześniej, ale w praktyce nie miały pojęcia, ile zajmie im powrót ze szpitala. Zima w mieście nie odpuszczała, w nocy napadał świeży śnieg, a korki na najbardziej ruchliwych odcinkach ciągnęły się przez kilka kilometrów. Na szczęście nie musiały pchać się przez całe centrum, żeby dojechać do domu.
Kiedy weszły w głąb pomieszczenia, Rademenes miaukną i podszedł bliżej, żeby przywitać się ze Swanson; otarł się o jej zdrową nogę i zamruczał. Elvira, niczym niewzruszona księżniczka, wylegiwała się na parapecie, korzystając z ciepła, jakie dawał kaloryfer. Istniało jakieś prawdopodobieństwo, że potem zreflektuje się i zaznaczy swoją obecność, ale na razie nie było co na to liczyć. Może i Swanson była jej ulubienicą, jednak to ona musiała mieć ochotę i nastrój na atencję i pieszczoty.
Skoro mnie już masz, to pozostaje ci wybranie filmu i pizzy — Miller rzuciła pilot na rozłożoną kanapę. — Przynajmniej nie musimy skąpić na dodatkach — stwierdziła, bo kiedy zamawiały coś z Samem, trzeba było zrezygnować z niektórych składników. Zwykle była to papryka, ale Młody nie przepadał też za cebulą na pizzy, kukurydzą, szpinakiem, karczochami... I chociaż nigdy nic nie mówił, to potem wygrzebywał składniki i odsuwał je na brzeg talerza, tłumacząc, że już nie może. Zaylee znała prawdę i wiedziała, że ta niemoc jest po prostu wywołana niechęcią do warzyw, choć i tak chłopiec poczynił niezły progres od początku ich znajomości i dzielnie wsuwał wszystko, w bezpieczny sposób zachęcany jakimiś nagrodami. Nie było to nic wielkiego, raczej możliwość wyboru, w jaki sposób będą później spędzać czas albo zdecydowanie o rodzaju deseru. Najważniejsze jednak, że działało i nie trzeba było wpychać w niego warzyw siłą.

Evina J. Swanson

home is you

: śr sty 14, 2026 3:38 pm
autor: Evina J. Swanson
Zdążyła już dawno przyqyknąć do tego, że Zaylee musiała mieć pewne rzeczy pod kontrolą i wyjątkowo się wymądrzać. Zwłaszcza, gdy chodziło o kwestie zdrowotne. Wykorzystywała wtedy całe swoje medyczne wykształcenie jak mogła, roztaczając wokół Swanson nadopiekuńczą aurę.
Zdawała sobie sprawę, że zapewne mało co będzie w stanie ugrać, bo jeśli nie zostanie w końcu nakłoniona przez narzeczoną to zawsze mogło ją pokonać własne ciało. Niestety znajdowało się dalej w niezwykle kiepskim atanie, a wszystkiego nie mogła zrobić napędzana samą siłą woli.
- Widzisz... Bo ja jestem prostą kobietą o prostych potrzebach -  odparła z zaczepnym uśmiechem, mimowolnie używając narzeczonej, na której szyi się uwiesiła do tego, aby nieco odciążyć chorą nogę i zachować równowagę.
Dawno już pogodziła się z myślą, że planowała poślubić pedantkę, a zatem jej życie będzie składało się z bitw toczonych o to, że zostawiła cos gdzieś gdzie nie powinna albo nie sprzątnęła po sobie wystarczająco dokładnie. Była jednak w stanie znosić te niedogodności tak długo jak były one ceną za to, aby żyć z koronerką u boku. Była to ofiara, na którą była gotowa.
Była całkiem zadowolona ze swojego obecnego położenia, ale gdy tylko zauważyła to krótkie skinięcie w stronę salonu postanowiła posłuchać Miller i udać się w tamtym kierunku. Rzecz jasna powoli i niezwykle ostrożnie choć nawet wtedy czuła dojmujący ból w kolanie.
- Chcesz, żebym czuła się jak w haremie sułtana Sulejmana? - zapytała z rozbawieniem, spoglądając na całą hałdę poduszek, którymi zawalona była kanapa.
Nie sądziła, aby to wszystko było aż tak bardzo potrzebne. Niemniej opadła twardo na kanapę i skrzywiła się na chwilę z bólu, starając się odnaleźć jakąś dogodną pozycję na meblu, co nie należało do najprostszych. W końcu jednak jakimś cudem skuliła się na boku i poczekała na to, aż narzeczona do niej dołączy. Wpierw jednak uczynił to Rademenes, który już po chwili wskoczył na posłanie i zaczął mruczeć tuż przy jej twarzy na co Swanson zareagowała ochoczym drapaniem go pod mordką.
- Film... obejrzałabym w sumie coś akcji. Ostatnio chyba wleciał jakiś kryminał na netflixa. Koreański, ale podobno dobry - mruknęła w zamyśleniu, a czarny kocur skulił się w pobliżu jej brzucha, przywierając do niego grzbietem.
Jeśli chodziło o filmy to Evina preferowała również te posiadające w sobie całą dozę akcji, napięcia lub też zagadek, które widz mógł starać się rozwikłać razem z bohaterami. Nienawidziła za to kiedy twórcy postanawiali robić z oglądających idiotów.
- Korzystamy z tego, że nie ma młodego i bierzemy wszystko, czego nie lubi? - zasugerowała ze śmiechem, gdy tylko sięgnęła po pilot od telewizora. - Proponuję boczek, paprykę, cebulę i ogórek konserwowy...
W przyszłości na pewno będą musiały popracować nad dietą dziewięciolatka i wymyślić sposoby na przemycanie mu większej ilości warzyw do posiłków. Były mu potrzebne do tego, aby się prawidłowo rozwijał, ale nie sądziła, aby na tym etapie na Sama zadziałał argument, że jak je zje to urośnie duży i silny przez co stanie się większy od swoich rówieśników. Chociaż kto wie...

zaylee miller

home is you

: śr sty 14, 2026 5:00 pm
autor: zaylee miller
Nie miała oporów, żeby sprzątać po narzeczonej, kiedy ta zostawiła kubek na kuchennym blacie albo nie złożyła koca po zakończonym seansie na dole. Właściwie Zaylee robiła to zupełnie mechanicznie, jakby miała niekontrolowany odruch. Widząc coś, co zaburzało jej wizję porządków, natychmiast to poprawiała. Wyjątek stanowił Sam, który nagminnie zostawiał na podłodze brudne t-shity i skarpetki. Musiała go wtedy zaganiać do kosza na pranie, żeby weszło mu to w nawyk. I tak już wystarczająco przymykała oko na niedomknięte szafki czy zostawione w pospiechu obuwie, o które można było się zabić. Poza tym wychodziła z prostego założenia, że skoro Evina znosiła jej pedantyzm tak długo, to chyba po prostu zdążyła pogodzić się, że wybranka jej serca cierpi na to okropne, nieuleczalne schorzenie.
Chcę, żebyś trzymała nogę wysoko — poprawiła ją, bo poduszki były nie tylko dla wygody, a pozycja, jaką przybrała Swanson sprawiła, że Miller uniosła wysoko brwi. — Zdajesz sobie sprawę, że tak tylko ją obciążasz? Jak chcesz leżeć na boku, to przynajmniej włóż jedną między nogi — sięgnęła po poduszkę i cisnęła nią w narzeczoną. Dostrzegła jednak, jak ta rozchyla usta, żeby skomentować polecenie, więc wymierzyła w nią ostrzegawczo palcem. — Poduszkę, Swanson — zaznaczyła, chociaż niewątpliwie ta wolałaby mieć między nogami coś innego. Albo raczej kogoś.
Przysiadła na łóżku, obserwując, jak kocur łasi się do długo nieobecnej Eviny. No cóż, nie tylko ona zdążyła się za nią stęsknić. Zresztą nawet Elvira postanowiła porzucić parapet i wskoczyła na oparcie kanapy, domagając się atencji. Świetnie. Nawet ona nie miała takiego powitania od swojej pierworodnej, kiedy wracała do domu po zakończonej w środku nocy zmianie.
Koreański kryminał — powtórzyła po niej bez przekonania, po czym uniosła ręce w obronnym geście. — Dobra, dzisiaj ty tu rządzisz — dodała i sama nie wierzyła, że kiedykolwiek to powie. Co strach o życie i zdrowie bliskiej osoby robił z człowiekiem? Albo może to miłość była temu winna? Dalej nie pojmowała, jakim cudem Evina wciąż miała ochotę oglądać podobne produkcje, kiedy sama na co dzień siedziała w wydziale zabójstw. Pewnie z tych samych względów, co Miller sięgała do snu po książki o autopsji.
Zaśmiała się na pomysł upchnięcia na pizzy składników, których Młody szczerze nie znosił. To był genialny pomysł. Zwłaszcza, że ona sama uwielbiała wszystko. Ale to akurat żadna nowość, że Zaylee wciągała żarcie jak odkurzacz.
Sammy puściłby pawia, słysząc, że chcesz dać na pizzę ogórki konserwowe — parsknęła pod nosem i usadowiła się na kanapie obok narzeczonej. Musiała uważać, żeby przypadkowo nie zahaczyć o ustabilizowane ortezą kolano. Ale kiedy już przyjęła dogodną pozycję, sięgnęła po komórkę i zamówiła pizzę z dodatkami wymienionymi przez Swanson. Jej naprawdę było wszystko jedno. Dopóki nie wiedziała, że ciasto leżało na ziemi w brudzie i zarazkach, z przyjemnością pochłonie każdy kawałek. — Gotowe. A teraz zostaw tego kota i chodź do mnie — rozpostarła ramiona, aby narzeczona mogła się w nią wtulić. Pieprzone futrzaki.

Evina J. Swanson

home is you

: śr sty 14, 2026 10:25 pm
autor: Evina J. Swanson
Chyba obie już pogodziły się z myślą, że pod pewnymi względami były one wyjątkowo niekompatybilne. To już była swego rodzaju rutyna i tradycja. Evina zostawiała jedną rzecz w danym miejscu, a potem jej szukała, bo Zaylee odłożyła ją zupełnie gdzie indziej, tam gdzie podobno powinna się znajdować. Całe szczęście, że nie wzbudzało to zbyt wielu negatywnych emocji i jeszcze żadna nie próbowała przegryźć drugiej tchawicy z tego powodu.
- Domyślam się... Zresztą jak mogę obciążać nogę skoro leży na górze? - dopytała, bo jak dla niej całkiem logiczne było, że skoro leżała na zdrowym boku to nie mogła zanadto obciążać stawu w przestrzelonym kolanie.
Słysząc komentarz narzeczonej odnośnie poduszki wypowiedziany w słowach, które można było odebrać jako dwuznaczne, uniosła jedynie brew i miała już coś powiedzieć, ale Zaylee już dobrze przewidziała jej reakcję.
- Już myślałam, że chcesz mi zaproponować coś innego niż poduszkę - odparła w końcu, wsuwając niechętnie złapaną poduszkę pod kolano.
Elvira w końcu też wykazała zainteresowanie Swanson, która wyciągnęła rękę w jej kierunku i podrapała ją po pokrytej miękkim futerkiem kociej piersi na co odpowiedziało jej przyjemne dla ucha mruczenie.
- Zobaczymy... Sama nie wiem, co bym chciała - stwierdziła, wzruszając ramionami, bo pewnie po opisie filmu się przekona czy był to dobry pomysł.
Nie była szczególną fanką koreańskiego kina chociaż takie hity jak chociażby Oldboy niezwykle jej się podobały. Pewnie skończy się na tym, że zacznie przewijać po prostu ofertę portali streamingowych, aby wyśledzić coś w interesującym ją klimacie.
Uśmiechnęła się na samą wzmiankę o tym jakie obrzydzenie u dziewięciolatka wywołałby ich pomysł, aby umieścić na pizzy tyle nielubianych przez niego składników. W tym ogórka, który na pewno nie odpowiadałby mu w tym daniu.
- Całe szczęście nie ma go tutaj. Kto wie... może niedługo zaczniemy zajadać się jakąś faszerowaną papryką lub innymi specjałami warzywnymi ze świadomością, że Samuel by tego nie tknął - zaśmiała się, starając się sobie to wyobrazić.
To był również jakiś pomysł. Powoli wyobrażała sobie jak nagle przestawiają się na o wiele zdrowszą kuchnię dlatego, że z Samem nie mogły liczyć na jedzenie takich specjałów. Chociaż nie wiedziała czy faktycznie aż tak stęskniłyby się za paprykami, szparagami czy czym jeszcze wzgardziłby młody.
Przez moment spoglądała na narzeczoną, która zachęcała ją do tego, aby przysunęła się bliżej. Na ogół Evina raczej nie należała do ludzi, którzy jakoś szczególnie uwielbiali ciągły kontakt fizyczny oraz trwające w nieskończoność uściski, ale teraz... Teraz potrzebowała tego. To był jeden z tych dni, gdy tym, co miała ochotę najbardziej zrobić było zwyczajne wtulenie się w bok koronerki oraz rozkoszowanie się ciepłem jej ciała.
Dlatego też powoli przesunęła się na kanapie i przymknęła oczy, gdy tylko jej głowa znalazła się w zagłębieniu szyi Miller. Zacisnęła ramiona wokół niej. Niespecjalnie mocno. Lekko, ale na tyle pewnie, aby nie było wątpliwości odnośnie jej intencji.
Pozwoliła sobie na ten moment spokoju. Na to, aby miarowo wciągać i wydychać powietrze, skupiając się jedynie na tym fakcie, że istniała, a wraz z nią istniała również Zaylee. Po tym wszystkim, co miało miejsce w przeciągu ostatnich tygodni nie miała ochoty na myślenie o czymkolwiek.

zaylee miller

home is you

: czw sty 15, 2026 11:23 am
autor: zaylee miller
Była lekarzem, więc dobrze wiedziała, co było najlepsze dla nogi narzeczonej. Nic dziwnego, że spojrzała na ukochaną w taki sposób, jakby zobaczyła ją pierwszy raz w życiu. A to wszystko przez jej pytanie.
Skarbie — zaczęła tonem, którym posługiwała się, rozmawiając z praktykantami. Wprawdzie nie nazywała ich skarbami, raczej żółtodziobami albo niedomyłkami i to wyłącznie w swojej głowie, ale barwa głosu była podobna. — Dzięki poduszce masz prawidłowe ułożenie bioder. Bez tego miednica skręca się i przenosi napięcie na chore kolano. W ten sposób zmniejszasz ucisk i rozluźniasz stawy, a lepsze ułożenie nóg to automatycznie mniejsze napięcie naczyń krwionośnych — wyjaśniła, muskając ustami jej policzek. — Swoją głowę między twoimi nogami zaproponuję ci, kiedy już poczujesz się trochę lepiej — dodała z zawadiackim uśmiechem.
Nie chciała przesadzać. Wolała, żeby Evina dochodziła powoli, ale do siebie. Minął tydzień od drugiej operacji, gdyby je nadwyrężyła, to dopiero byłby strzał w kolano. Zaylee na pewno nie zamierzała być powodem, dla którego od razu po wyjściu ze szpitala obciążyła staw kolanowy.
W tym momencie było jej wszystko jedno, co obejrzą. Chciała cieszyć się bliskością Swanson, zadowolona, że nie musi dzielić się nią z nikim innym. W przyszłości będzie musiała chyba ściągać Samuela siłą z kanapy, który przez chwilę nieuwagi zajmie jej miejsca, bo przecież ona pierwsza zajęła sobie wygodną pozycję na ramieniu ukochanej. Najwyżej wtedy zagrozi mu papryką albo innym warzywem, które znajdowały się na liście rzeczy, za jakim Sammy szczerze nie przepadał.
Żadna z nich nigdy nie była zbyt wylewna, jeśli chodzi o gesty czy słowa. Raczej ograniczały się do uścisku dłoni i muśnięć ust. Bywały jednak takie momenty, jak ten, kiedy potrzebowały poczuć, że wszystko jest w porządku. Miały za sobą wyczerpujący okres, który zdewastował je psychicznie. Najpierw Foster, potem Blythe... Miller naprawdę potrzebowała wyciszenia i chwili oddechu. Odnajdowała to wszystko w ramionach Eviny, po cichu licząc, że w najbliższym czasie tak już zostanie, a ich jedynym zmartwieniem będzie organizacja ślubu i formalności związane z adopcją Samuela. Jednak gdzieś z tyłu głowy wciąż tliła się myśl, że w jej zawodach to niemożliwe. Że zawsze będzie jakiś Foster czy inny Blythe, którzy zakłócą ich spokój. Może nie w takim stopniu, jak dotychczas, ale nie opędzą się od seryjnych morderców i trupów.
Przepraszam, że nacisnęłam na spust — powiedziała, gładząc ją po włosach. Może niepotrzebnie, jednak czuła, że to wymaga wyjaśnień. Jakoś nie miały okazji, żeby to wyjaśnić, a przecież Zaylee zdawała sobie sprawę, że Swanson miała do niej cichy żal. To ona chciała wymierzyć ostateczną sprawiedliwość, a Miller jej to odebrała. Dalej uważała, że postąpiła słusznie. Narzeczona musiała to zrozumieć. Zrobiła to dla ich dobra. Gdyby Blythe'owi udało się resztkami sił sięgnąć po broń i oddać strzał, mogłoby to się skończyć tragicznie. Nie mogła do tego dopuścić.

Evina J. Swanson

home is you

: czw sty 15, 2026 4:04 pm
autor: Evina J. Swanson
Wiedziała, że swoim cwaniactwem wystawia się jedynie na kolejny wykład odnośnie tego czemu taka a nie inna praktyka miała przysporzyć się jej szybszemu powrotowi do zdrowia. Oczywiści, że Zaylee zapewne miała racje, a jej wykształcenie medyczne biło zwyczajny chłopski rozum Eviny, który podpowiadał jej podobne zachowania.
Nie mogła zaoponować w żaden sposób na jej słowa. Brzmiało to całkiem sensownie, ale zamiast myśleć o skrętach miednicy czy nacisku wywieranym na stawy, bo bardziej jej uwagę przyciągnęła ostatnia uwaga, która sprawiła, że w jej głowie pojawiły się lubieżne myśli oraz przyjemne ciepło rozlewające się leniwie po całym ciele.
- Ty na moją zawsze możesz liczyć - zapewniła, bo nic nie stało na przeszkodzie, aby zadbała o zaspokojenie pragnień narzeczonej.
Wiedziała doskonale, że Zaylee miała swoje potrzeby. Poza pracą rzecz jasna seks, kawa i papierosy były czymś bez czego nie wyobrażała sobie życia. Swanson z kolei na pewno nie była na tyle niepełnosprawna, aby nie móc się zająć swoją kobietą. Zresztą nawet jeśli Miller niczego nie oczekiwała w zamian to chyba należało jej się jakieś podziękowanie za tak dobrze sprawowaną opiekę, a to był sposób dobry jak każdy inny, aby pokazać swoją wdzięczność.
Nie potrzebowały wielkich gestów czy ciągłej bliskości. Nie znaczyło to wcale, że nie potrafiły przesiedzieć pół wieczoru na kanapie, oglądając coś na streamingach i opierając się o sobie lub obejmując ramieniem. Było to jednak naturalne. Nienachalne i często motywowane tym, że tak było im po prostu wygodnie.
Były jednak także momenty takie jak ten. Takie, w których ta bliskość zyskiwała nowy wymiar i znaczenie. Byłą ciszą. Dawała wsparcie i ukojenie, gdy było trzeba oraz zapewniała o tym, że wciąż były razem i stawią wspólnie czoła wszelkim problemom. Właśnie w takich momentach można było zamknąć oczy i poczuć się bezpiecznie. Zanurzyć się w tym przyjemnym uczuciu i sprawić, że nie istniało nic więcej ponad obejmujące ramiona oraz stabilne bicie serca słyszane tuż obok.
Oddychała miarowo i spokojnie. Na razie mogła nacieszyć się tą chwilą spokoju, na który nie mogła zbyt często liczyć. Nie sądziła aby przez cały swój okres rekonwalescencji zatęskniła za wszystkimi tymi komplikacjami, które niosła za sobą ich praca. Przynajmniej na jakiś czas nie miała być uwikłana w kolejne sprawy, które odbijały się na nich zdecydowanie bardziej niż powinny.
Uniosła głowę, gdy w końcu usłyszała słowa, które wyciągnęły ją z tego przyjemnego stanu zawieszenia. Musiała jej spojrzeć w oczy. Chciała zobaczyć, co kryło się w tych cudnych czekoladowych tęczówkach, gdy wypowiadała przeprosiny.
- Nie powinnaś tego robić - powiedziała i poczuła jak gardło starało jej się zacisnąć na wypowiedzianej kwestii przez wzbierające w niej emocje. - Prosiłam cię o broń.
Nie zamierzała znowu tłumaczyć tego dlaczego jej zdaniem to do niej należało oddanie ostatecznego strzału w kierunku Blythe'a. Czuła, że to była jej powinność. Sprawa toczyła się między nimi. Może przy okazji zahaczała ona w pewien sposób o Zaylee i również wpływała na nią, ale przez cały czas chodziło o to, co znajdowało się pomiędzy Swanson a złapanym przez nią lata temu mordercą.

zaylee miller

home is you

: czw sty 15, 2026 4:33 pm
autor: zaylee miller
Za każdym razem, gdy narzeczona zgłaszała jakieś obiekcje, Zaylee brała na siebie niewdzięczną rolę tej, sprowadzając ją na ziemię medycznymi mądrościami i rzeczowymi argumenty. A Evina dzielnie to wszystko znosiła. Na jej miejscu Miller już dawno dostałaby pierdolca i trzasnęła drzwiami w takim szale, aż te wypadłyby z zawiasów. Widocznie miłość potrafiła zrobić z człowiekiem naprawdę dziwne rzeczy.
Seks mógł wyjątkowo poczekać. Właśni z racji tego, że Zaylee była lekarzem i wiedziała, czym może skończyć się nadwyrężenie kolana. Nie chciała z powrotem zawozić jej do szpitala tylko dlatego, że Swanson za mocno zgięła nogę albo w przypływie emocji Miller, wierzgając własnymi kończynami, przypadkowo ją urazi. Na razie miały inną sprawę do przegadania, której nie mogły odwlekać w nieskończoność. Bliskość, film i pizza mogły chwilowo poczekać.
Podniosła na nią spojrzenie i ściągnęła lekko brwi. Jeśli Evina uważała, że dostrzeże w jej źrenicach wyrzuty sumienia, to Zaylee będzie musiała ją rozczarować. Zrobiła to, co uważała w tamtym momencie za słuszne. Działała instynktownie, a impuls kazał jej sięgnąć po broń. Naciskając na spust chyba już po prostu nie myślała. Była wściekła, rozgoryczona i nabuzowana zbyt dużą dawką adrenaliny.
Wiem — odparła krótko. Nie miała nic na swoje usprawiedliwienie, a jednak czuła, że narzeczona zasługuje na wyjaśnienia, co nią wtedy kierowało. — Nie chciałam, żeby znowu cię skrzywdził. To był odruch. I tak, to była twoja sprawa — skinęła lekko głową, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo Swanson liczyła na wyrównanie rachunków i domknięcie tematu do końca. — Może nie upoważniało mnie to strzału, ale to też była moja wojna — przypomniała jej, jak wiele przeszły przez Blythe'a. Te wszystkie groźby, przez które nie mogły zmrużyć oka i wszechobecny niepokój. — Nie przepraszam za to, że to zrobiłam — zaznaczyła, bo tutaj akurat nie było za co przepraszać. Blythe zasługiwał na śmierć. — Przepraszam, że nie pozwoliłam ci tego zakończyć tak, jak chciałaś. Ale gdybym miała zrobić to po raz kolejny, zrobiłabym to znowu. I wiem, że zrobiłabyś dla mnie to samo — Zaylee nie mogła nic poradzić na to, że chęć strzału okazała się silniejsza. Ten zwyrol zniszczył wystarczająco namieszał. Najpierw Foster, teraz on. Nie chciała jednak sprzeczać się o to, która z nich miała rację i żeby znów coś je poróżniło.
Milczała przez chwilę, bez słowa wpatrując się w jasne tęczówki ukochanej. Kochała te oczy. Mogłaby za nie zabić. I dokładnie to zrobiła. W tamtym momencie wszystko inne nie miało znaczenia.
Jestem zmęczona ilością psychopatów w naszym życiu — wyznała, opierając czoło o czoło Eviny. Jej słowa były szczere. Ale i tak najgorsza była świadomość, że — tak, jak kiedyś już powiedziała — zawsze znajdzie się jakiś psychol, który napsuje im krwi. Może sytuacja nie będzie dotyczyła bezpośrednio ich życia, ale jeszcze niejednokrotnie przysiądą wspólnie nad jakąś sprawą, zmęczone faktem, że ta zaczyna je przerastać.

Evina J. Swanson

home is you

: czw sty 15, 2026 10:25 pm
autor: Evina J. Swanson
Chyba po prostu przywykła już do tego gadania. Możliwe nawet, że nie do końca go słuchała tylko po prostu rejestrowała, że Zaylee coś tam mówiła w tle. W każdym razie jakoś jeszcze to znosiła. Tak samo jak Miller znosiła to, że w tak wielu kwestiach detektywka jej jednak nie słuchała i twierdziła uparcie, że wiedziała lepiej... Lub też takie można było odnieść wrażenie po jej czynach.
Może to była też jakaś jej skłonność do ryzykowania, ale Evina była pewna, że znalazłyby jakiś w miarę bezpieczny sposób, aby móc się sobą nacieszyć. Wszystko zależało jedynie od chęci oraz wyobraźni. Zapewne ta wyobraźnia w przypadku Swanson nie była nastawiona konkretnie pod wizualizację przypadków nieszczęśliwych wypadków w łóżku.
Ten jeden grymas, który pojawił się na twarzy koronerki sprawił, że na chwilę Evina poczuła, że znowu są o krok od jakiejś ich przedmałżeńskiej kłótni, ale całe szczęście ze strony Zaylee nie padły żadne słowa, które mogłyby ją wywołać.
Rozumiała ten odruch. Sama chciała ukatrupić Fostera jak tylko dostał się w jej ręce. Najlepiej tak, aby cierpiał przed śmiercią i to najdłużej jak się dało. Niestety nie miała ku temu narzędzi ani sposobności...
Wciąż jednak miała żal do narzeczonej. Czuła, że nie zamknęła do końca swoich spraw. Nie zakończyła ich samodzielnie tak jak powinna. Właśnie to ją bolało najbardziej. To, że Miller nie dała jej nawet szansy na to, aby stało się tak jak faktycznie tego chciała.
- Myślisz, że rozwaliłabym mu łeb bez pytania ciebie czego byś chciała? Bez zaoferowania tobie opcji tego, abyś zdecydowała, co ma się z nim stać? - zapytała wprost, wpatrując się intensywnie w ciemne oczy narzeczonej.
Nie miała nawet czasu, aby cokolwiek powiedzieć. Prosiła o broń, aby samej skończyć z tym wszystkim, ale rzecz jasna Miller kompletnie jej nie słuchała. Musiała zrobić wszystko sama. Było to niesamowicie frustrujące.
Westchnęła ciężko, gdy tylko poczuła jak koronerka opiera o nią swoje czoło. Przyniosło jej to pewne ukojenie nerwów chociaż nie do końca. Ona też była tym wszystkim cholernie zmęczona. Musiała to przyznać. Nie chciała się kłócić. Liczyła po prostu na miły wieczór z pizzą oraz jakimś durnym filmem. Jednak chyba musiały naprawdę wpierw przedyskutować ze sobą tę jedną sprawę.

zaylee miller