Strona 1 z 5

between obsession and control

: śr sty 14, 2026 7:00 pm
autor: Pilar Stewart

020.
obsession never asks for permission.
it only waits for weakness.



Miała tam nie iść, potem miała iść, do południa znowu przeszła jej ochota, jednak finalnie na wieczór stwierdziła, że przecież nie będzie rezygnować z imprezy we względu na jednego Daltona. Niegroźnego Daltona swoją drogą, bo przecież miało być tam tyle ludzi, że może nawet uda się jej przebrnąć przez wieczór bez rozmowy z nim. Wiedziała, że będzie próbować, ale przecież Pilar mogła spokojne zakręcić się wokół innych ludzi.
I tak właśnie było. Bo chociaż Nick z a r e z e r w o w a ł im miejsca obok siebie (czytaj po prostu przyjechał wcześniej i postawił na stołku swoją kurtkę, mówiąc wszystkim, że to dla Pilar), ona sukcesywnie przez pierwszą godzinę imprezy spokojnie znajdowała sobie miejsce przy innych ludziach. A to z jednym musiała porozmawiać o ostatniej sprawie, z kimś innym miała przecież zaległego kieliszka do wypicia, potem ktoś sie siłował na rękę przy brzegu stołu, to oczywiste, że musiał dołączyć i takim sposobem nawet nie siadła przy nim porządnie.
Nie piła jakoś dużo, powoli sączyła jednego drinka, co jakiś czas tylko robiąc sobie przerwy na niewinne shoty. Było dobrze, przyjemnie, przy okazji wymieniła kilka wiadomości z Noriegą i poznała się z nowym zastępcą kierownika, który miał zaczął pracę w zeszłym tygodniu. Podpytał ją trochę o sprawę z kontenerami, jasno wyrażając swoje niezadowolenie z faktu, jak to wszystko wolno szło. Tylko co oni mogli? Potrzebowali przechwycić datę kolejnego transportu — bez tego i tak nie mogli zrobić nic więcej, a to zaś wymagało czasu. Jednak zanim Pilar zdążyła się z nim poklócić, że chuja wie, została zaciągnięta na pojedynek w piłkarzyki. Oczywiście skończyła w jednej drużynie z Beckiem i oczywiście skopali wszystkim tyłki, a kiedy wróciła na miejsce, Dalton już siedział krzesło obok tego, które przed chwilą okupowała Pilar. Dosiadła się niechętnie, zgarniając drinka, którego nie zdążyła wypić.
Zrobiłem coś nie tak? — odezwał się w końcu, jakby nie mogli cieszyć się swoim towarzystwem w ciszy. — Mam wrażenie, że mnie unikasz — jego ton był spokojny, chociaż gdyby Stewart odpowiednio się wsłuchała — a nie tylko myślała o sposobie jak tu się ulotnić — zauważyłaby też nutkę zestresowania.
Wydaje ci się — machnęła ręką. zerując alkohol. — Po prostu nie było okazji pogadać — zmyślała dalej. — Dobrze wiesz, jak ciężko się czasami spotkać całą ekipą — odwróciła się w jego stronę i zmusiła usta do uśmiechu. Nie miała ochoty z nim rozmawiać, a to głównie dlatego, że teraz jedyne o czym była w stanie myśleć, to te podejrzane zdjęcia. A przecież jeszcze nic nie zdążyła się w tej sprawie dowiedzieć.
Czyli między nami wszystko okej? — Dalton nie odpuszczał.
Wszystko okej — powtórzyła zaraz po nim, a on uśmiechnął się bezczelnie i wywalił rękę na oparcie krzesła, przy którym siedziała.
Ej gołąbki!! — głos Tobiego wybrzmiał gdzieś zza lady i minęło kilka dobrych sekund, nim Stewart zorientowała się, że chodzi o nich. — Chodźcie do zdjęcia — i to była idealna wymówką, której potrzebowała. Zerwała się z miejsca i chyba zrobiła to jakoś za szybko, bo nagle lekko zakręciło się jej w głowie. Zwaliła to jednak na szalejący błędnik i kompletnie ignorując symptom, poszła zapozować. Nim różowowłosa barmanka zrobiła im piąte zdjęcie (oczywiście każde w innej pozycji), Pilar czuła jak robi jej się ciało. Z początku myślała, że to kwestia nagłego skupiska ludzi, jednak to uczucie było jakieś wyjątkowo nienaturalna. Twarz cała ją piekła, a powieki zrobiły się jakieś cięższe. Przeczekała jednak całą sesję i dopiero potem oznajmiła, że idzie do łazienki. Po drodze ktoś pytał się jej jeszcze o coś związanego z Wyattem, ale jakoś nie potrafiła się skupić i jedynie oznajmiłą, że zaraz wróci i odpowie. Nie wróciła, ale do tego dojdziemy potem.
Bo kiedy Pilar w końcu znalazła się w toalecie, poczuła, jak znowu kręci się jej w głowie. Nogi miała jakieś miękkie, nie wspominając już o problemach z koordynacją, kiedy to z całej siły obiła się biodrem o wystający kran. Czuła, że coś jest nie tak, dlatego nie myśląc za wiele, złapała za telefon i wystukała numer Noriegi. Nie odebrał. Zdążyła zostawić więc kilka wiadomości nim ktoś zapukał do drzwi.


Kiedy Madox dotarł do baru, lokal był już po brzegi wypełniony policjantami. Zapewne kilka znajomych twarzy, ale i masa ludzi, których pierwszy raz widział na oczy. Niektórzy wciąż siedzieli przy stole, inni szarpali się o mikrofon do karaoke, a kilku delikwentów już zataczało się gdzieś na tyłach. Po Pilar nie było ani śladu, za to przy wysokiej ladzie siedziała dwójka facetów, spokojnie sącząca piwo.
Mówię ci Beck, że zrobiła go w dwóch rundach — prężny facet z wąsem machnął ręką wysoko, pokazując do swojego kumpla całe dwa palce.
Wcale mnie to nie dziwi — rzucił w odpowiedzi wysoki, dobrze zbudowany uczesany brunet — W końcu to Pilar — jego głos był rozbawiony. — Przecież ona jakby tylko chciała, to by pół komendy pokonała.
Ja już jej kiedyś powiedziałem, że ze mną nie będzie się siłować, bo muszę zachować chociaż resztki godności.

Madox A. Noriega

between obsession and control

: śr sty 14, 2026 8:08 pm
autor: Madox A. Noriega
24
She trusted the wrong glass.
She trusted the right man.

Madox nie lubił tych imprez dla małolatów, dużo się działo, było głośno, muzyka dudniła w uszach, bo odbiegała od tej, która grała w Emptiness na codzień, ale Maddie uważała, że powinni otworzyć się też na młodsze towarzystwo, a wszystko dlatego, że ta młodzież decydowała się na te bardziej fikuśne, drogie drinki. Zarabiali w takie wieczory więcej, ale więcej też było sprzątania, trzeba było dłużej pracować, bo młodzi zazwyczaj rozbijali się tutaj do samego rana, a przede wszystkim, to zawsze, ale to zawsze, się coś odjebało.
I dzisiaj też Noriega już miał się zbierać, na spokojnie jechać na zakupy, a później może nawet trochę posprzątać mieszkanie, zanim Pilar wróci z tej swojej imprezy. To miał być spokojny wieczór, może zrobią jakieś kanapki, ona mu opowie co robiła na tym policyjnym spędzie, a on jej co się znowu odwaliło w klubie.
A mianowicie jakiś wystrzelony małolat wyrwał... kibel. I Madox przez chwilę stał w łazience dochodząc się z Maddie, co tutaj mogło się wydarzyć i czy kończą imprezę. W końcu się ugiął i powiedział, że nie muszą, ale ona ma tutaj wszystkiego pilnować, bo on się zwija. Tylko zanim jeszcze opuścił klub, to on już odczytał te dziwne smsy od Pilar i chociaż w pierwszej chwili naprawdę pomyślał, że za dużo wypiła i będą mieć powtórkę z rozrywki, tylko tym razem to on będzie musiał pilnować pijanej Stewart, to jednak kiedy nie odebrała od niego telefonu, od razu coś mu się wydało nie tak. Nawet nie powiedział Maddie, że wychodzi, złapał tylko kurtkę, a już po chwili wsiadał do tego czarnego, dużego suva, którym blondynka sobie jeździła na pazury, przy okazji już sprawdzał w google te bary koło komendy, bo Pilar nie podała mu nazwy. Dobrze, że to zdjęcie mu wysłała, bo szybko zlokalizował tą czaszkę na jakimś zdjęciu. Przynajmniej wiedział, gdzie ma jechać.
Jeszcze kilka razy próbował się do niej dodzwonić, ale tym razem ona nie odbierała.
Kurwa.
Jeśli chciała mu napędzić stracha za to co on jej odwalił wczoraj, to jej się udało. Modlił się w duchu, żeby tak było. Albo, żeby po prostu Pilar wypiła za dużo i właśnie skończyła w toalecie z głową zawieszoną nad muszlą klozetową.
Zaparkował pod barem, a już po chwili wszedł do środka, naciągnął na głowę kaptur bluzy, bo jeśli ona jest w kiblu i uda mu się ją przechwycić, to raczej nie powinien się rzucać w oczy. Pierwsza opcja to oczywiście były łazienki, najpierw damskie, a później nawet jeszcze męskie. Ale jej nie było. Jeszcze kilka razy próbował dzwonić, tylko to też na nic.
Rozejrzał się po barze szukając jej, ale też Daltona, tylko, że jego również nigdzie nie było. A to sprawiło, że w głowie zapaliła mu się jakaś czerwona lampka.
Kurwa. Kurwa.
No przecież nie będzie się o nią wypytywał. Bo ich nic nie łączy, tak? Chociaż może powinien?
Stanął przy barze i ściągnął kaptur z głowy, bo to był koniec jego akcji incognito i wtedy do jego uszu dotarła ta rozmowa. Oczywiście, że od razu wychwycił jej imię. Przez chwilę słuchał o czym mówią, a nawet zamówił sobie jakieś małe piwo, tak dla niepoznaki, bo przecież nie będzie go pił. Odwrócił się do rozmawiających policjantów. Z fartem, bo jednego z nich znał.
- O, cześć Beck - przywitał się z brunetem i nawet zbił z nim piątkę, bo tak, akurat się znali, czasem spotykali się na treningach, a nawet zdarzyło im się w ramach takowego dać sobie po mordach. Podał rękę jego towarzyszowi.
- Jakaś impreza firmowa? Tyle tu policji, że aż poczułem się nieswojo - rzucił i wywrócił oczami, na co Beck parsknął śmiechem.
- A co Madox masz coś na sumieniu? A co cię tutaj właściwie przygnało? - chyba Beck musiał być dobrym detektywem, skoro od razu wyczaił to, że to nie są regiony Madoxa. Ale Noriega też nie był głupi, powiódł spojrzeniem po barze i zatrzymał je na stoliku, gdzie kilka odstawionych dziewcząt piło szoty, na pewno nie kojarzył ich z policją.
- Dziewczyna mnie tu wyciągnęła, ale poszła przywitać się z koleżankami - mruknął jakby był z tego faktu niezadowolony i wskazał głową na te panienki. Od razu wszyscy trzej spojrzeli w ich kierunku, dużo krótkich spódniczek jak na metr kwadratowy.
- A słuchaj jest Dalton, mam do niego taką małą sprawę - zapytał jakby nigdy nic, a Beck rozejrzał się dookoła.
- A wiesz kręcił się tutaj gdzieś ze Stewart - też ich nigdzie nie widział, wzruszył ramionami, a Madox aż drgnął, chociaż zaraz podniósł do ust piwo, nie upił, tylko zamoczył usta.
- Ale chujowe piwo tu mają - zrzucił wszystko na to, a zaraz z tą swoją nonszalancją oparł się plecami o bar i rozejrzał znowu - no to co? Zawinęli już? - zapytał jakby nigdy nic, a przy okazji jeszcze zerknął na telefon. Ale wciąż nie miał od niej żadnych wiadomości.
Kurwa. Kurwa. Kurwa.

Pilar Stewart

between obsession and control

: śr sty 14, 2026 9:17 pm
autor: Pilar Stewart
Pilar, jesteś tutaj? — męski głos zza drzwi wybrzmiał gdzieś w jej uszach, jednak było to dziwnie odległe doświadczenie. Jakby zamiast metr dalej ktoś znajdował się z dobry kilometr. Z początku nie zlokalizowała właściciela i nawet nie próbowała, bo wciąż stukała smsy do Madoxa. Przychodziło jej to wyjątkowo ciężko i sama nie wiedziała, czy to kwestia alkoholu, tego jednego szota za dużo, czy faktycznie coś się jej działo. Przecież nie wybiła dużo. Praktycznie nigdy nie upijała się do tego stanu. Coś musiało być nie tak. — Pilar? — stukanie wcale nie ustawało, a ona jakby od niechcenia machnęła ręką w powietrzu.
Za-ję-tę — wypowiedziała na jakieś dziwne raty, jakby nawet mówienie sprawiało jej problem. Było jej kurewsko ciepło. gorąco wręcz, że aż wyciągnęła kolorową koszulę ze spodni i spróbowała odpiąć guzik. Na marne.
Osunęła się na podłogę i znowu odblokowała telefon. Coś zdecydowanie było nie tak. To nie było normalne upojenie alkoholowe. Tylko co? Nie mogła myśleć. Kurwa, wszystko było jakieś takie powolne, tępe, niewyraźne. Spięła się w sobie, by chociaż wysłać mu pinezkę z lokalizacją, ale wtedy ktoś wszedł do łazienki i przykucnął zaraz przy niej.
Hej, Pilar, wszystko gra? — męskie dłonie ujęły jej policzki, a kiedy jej spojrzenie — ciężkie jak skurwysyn — podniosło się w końcu w górę, zobaczyła przed sobą nikogo innego jak Daltona. — Hej — znowu się przywitał? — Wszystko jest okej — i pogłaskał ją po włosach?
Nie czuję się za dobrze — mruknęła pod nosem i wyciągnęła rękę po telefon, który teraz on trzymał w dłoni, jednak nim zdążyła go złapać, Dalton się przesunął.
To nie będzie ci potrzebne — jego głos był spokojny. Jakoś dziwnie spokojny, jak na kogoś kto znalazł ledwo przytomną koleżankę na podłodze łazienki. — Ja ci pomogę — skinęła głową na te słowa. Potrzebowała jego pomocy. Za nic nie była w stanie sama wstać, a tym bardziej myśleć. Bo może gdyby chociaż umysł miała świadomy, od razu by się zorientowała, że jego zachowanie było grubo podejrzane. Zamiast tego zarzuciła rękę wokół jego szyi i pozwoliła się podnieść.
Ciągle kręciło się jej w głowie, a do tego światło tak obrzydliwie raziło ją w oczy. Nie mogła na nie patrzeć. Na nic nie mogła patrzeć. Przebierała nogami bardziej dla zasady, niż faktycznie używając siły mięśni, bo Dalton trzymał ją tak mocno, że ledwo sięgała podłogi.
Łoooo, a Stewart co jest? — kolejny męski głos odezwał się gdzieś w oddali. A może blisko? Nie miała za nic pojęcia.
Upiła się — to akurat był Dalton. Jego już potrafiłą rozpoznać. — To te wasze szoty ją tak poskładały.
Stewart?! Jak ona ma łeb nie do zdarcia.
No widzisz, Toby, jednak nie.
I co z nią zrobimy? Może trzeba jej zamówić taksówkę?


Beck lubił Madoxa. Jasne, uważał go za chorego pojeba, który wiecznie ładował się w kłopoty, ale lubił go. Zawsze dobrze robiło się z nim interesy i za dobrą wymianą, potrafił przekazywać naprawdę przydatne informacje. Nie wspominając o tym, że był świetnym partnerem do treningów i do picia. Nie raz przecież zerowali wspólnie butelkę w Emptiness, dyskutując o kobietach, alkoholu i innych lokalach. Chociaż akurat tutaj faktycznie się go nie spodziewał, szczególnie nie w dzień, kiedy kręciło się tutaj więcej psów niż szarych obywatel, ale skoro był tutaj z dziewczyną, można mu było tylko współczuć. Z drugiej strony, Beck był świetnym gliną, dociekliwym, dlatego to pytanie o Nicka naturalnie go zaciekawiło.
A co to za sprawa do Daltona? — dopytał, przyglądając mu się uważnie. — Nie mów, że ty też jesteś wkręcony w te pojebane zakłady — pokręcił głową z niedowierzaniem, bo jednak Madox kompletnie nie pasował mu na faceta, który bawiłby się w te sprawy, ale z drugiej strony Dalton wszystkim ostatnio truł o tym dupę, więc Beck wcale by sie nie zdziwił, gdyby dorwał i Noriegę. Chociaż sądząc po jego wyrazie twarzy, raczej nie miał pojęcia o czym mowa. — A jak nie wiesz o co chodzi, to nie będe cię zanudzać, ale wkręcił się ostatnio w jakąś bukmacherkę, ale zamiast obstawiać coś normalnego, to wyobraź sobie, że zakłada na wyścigi… psów! Że zwierząt w sensie. Psów kurwa, czaisz to? — zaśmiał się głośno, a jego towarzysz tylko prychnął pod nosem.
Podobno klepie na tym jakiś kosmiczny hajs — podrapał się po wąsie, prostując jego brzegi. — Nawet mówił dzisiaj, że musi jeszcze skoczyć na stacje za komisariatem, obstawić jakiś duży wyścig.
Przysięgam, jeszcze raz kurwa słyszę o tych psach, to się porzygam — trzeci mężczyzna pojawił się nagle przy barze, spoglądając po kumplach, by finalnie zawiesić spojrzenie na Madoxie. — A ten co tu, kurwa, robi? Kłopotów szukasz, Noriega?
Toby, daj spokój — Beck strzelił go w łeb i podsunął pod nos browara, którego wcześniej zamówił dla kumpla.

Madox A. Noriega

between obsession and control

: śr sty 14, 2026 9:59 pm
autor: Madox A. Noriega
Zerknął nerwowo na zegarek, bo chyba wcale nie miał czasu stać tutaj i klepać o jakiś pierdołach, nie po to tutaj przyszedł... Chociaż jego rzekoma dziewczyna zaczęła się bawić w najlepsze i właśnie próbowała wejść na stolik, a jej koleżanki ją z niego ściągnęły. Na szczęście nikt tego nie zauważył, oprócz Noriegi, bo Beck już pytał o Daltona. Madox podrapał się po karku.
- A wiesz, mówiłem ci, takie tam w Emptiness - rzucił wymijająco, ale oczywiście, że już kiedyś po pijaku mu się skarżył, że Dalton węszy za jakimiś prochami i do tego chce go w to wrobić, a przecież Madox był czyściutki... Wtedy, jeszcze. Kiedy Beck coś zaczął o jakiś zakładach, to Noriega znowu zerknął na telefon, ci-sza.
Uniósł jedną brew z niemym pytanie malującym się na twarzy, bo pierwsze o tym słyszał, ale zaraz się wszystkiego dowiedział. Jednak policja to też lubiła sobie pogadać, zwłaszcza kiedy te procenty krążyły w żyłach, a przecież Madox z tym swoim ciemnym spojrzeniem, to idealnie nadawał się na słuchacza, rzeczywiście słuchał, ale miał w dupie jakieś wyścigi psów. Chociaż nie dał tego po sobie poznać.
Nawet parsknął śmiechem, razem z Beckiem.
- Ja jebie, dobrze, że nie w jakieś walki karłów - równie absurdalne? Bardziej? Becka rozbawiło, bo najpierw spojrzał na Madoxa, a później walnął go z pięści w ramię, mocno. Ale nie byli panienkami, zawsze się napierdalali z całej siły, nikt nikomu nie dawał taryfy ulgowej.
Jedna rzecz go zainteresowała...
- Na stację za komisariatem? Na tego Petro Canada? Można tam robić zakłady? - zapytał, chociaż szczerze go to jebało, czy można tam robić zakłady. No ale chciał się upewnić, że o tej samej stacji mówią. Spojrzał znowu na zegarek na nadgarstku dochodziła dziesiąta, o dziesiątej zamykają te zakłady. Nie to, że Madox bawił się w bukmacherkę, ale czasem z nostalgii to sobie obstawiał mecze kolumbijskich klubów piłkarskich, tak dla zabawy, i tego, żeby mieć o czym potem pogadać z Tio.
Już miał się zawijać, ale wtedy pojawił się ten trzeci gliniarz, Toby, a z nim Madox nie za bardzo się lubił. Po prostu kiedyś dał mu trochę zły cynk i gościu miał z tego powodu nieprzyjemności u szefa, ale czy to jego wina? Mógł sobie to przecież sprawdzić, a nie ślepo wierzyć w Noriegę.
- Właśnie się zwijam, chyba już nie jestem potrzebny - znowu strzelił oczami w kierunku balujących dziewczyn, ale zaraz wskazał palcem jakąś brunetkę po drugiej stronie baru - ej czy to Stewart? - wszyscy się obejrzeli, ale Beck szybciutko pokręcił głową.
- E, nieeee... - gościu z wąsem jeszcze się przyglądał, ale odezwał się Toby - ile wyście wychlali Beck? Poskładały ją szoty i Dalton postanowił ją odwieźć do domu - nie mówił do Madoxa, ale przecież on na to liczył, na to czekał, chociaż aż ścisnęło go w żołądku, kiedy to usłyszał. Pierdolony Dalton. Co on odpierdalał?
Beck już zaczął się coś tam tłumaczyć, że wcale nie wypili tak dużo, jego kumpel z wąsem nawet dodał, że Stewart nie piła z nimi wszystkich kolejek, ale Madox już nie słuchał.
- Dobra, spierdalam chłopaki - machnął tylko ręką i zostawił to swoje wcale nie upite piwo. Na blondynkę, która była niby jego dziewczyną nawet nie spojrzał, tylko wyszedł szybkim krokiem z baru.
Znowu do niej dzwonił, do Pilar, ale tym razem od razu łapała go poczta, raz się nabrał i kiedy usłyszał jej głos serce zabiło mu mocniej. Nawet do głowy wpadła mu taka myśl, że zaraz mu powie, że to żart, ale nic takiego się nie stało. Przeklinał w duchu, że pozwolił jej iść na tę imprezę i to jeszcze wiedząc, że będzie tutaj Dalton.
Wsiadł do auta i zjechał z krawężnika wznosząc w powietrze tumany śniegu.
Stacja. Liczył na to, że ten idiota pojechał tam obstawić te wyścigi psów. Cięgnie swój do swego.
Przy okazji szukał już w telefonie kogoś, kto mógłby mu skołować adres Nicka Daltona. Beck odpadał, jeszcze jakby był sam, to może by go urobił, ale nie z koleżkami, a jednak na razie nie zamierzał mu mówić co się dzieje. Chociaż może powinien?
Już widział, jak Stewart by go potem z tego powodu chciała zabić. Tylko jeśli ona...
Co jeśli teraz działa jej się krzywda?
Zaparkował krzywo przed stacją, gdzieś na tyłach, bo to jego wielkie auto rzucało się w oczy. Ale zaraz stanął przed budynkiem i się rozejrzał, kilka samochodów i kilka osób w budynku.
A Pilar?
Albo chociaż Nick Dalton w tym swoim jebanym melanżowym płaszczyku?

Pilar Stewart

between obsession and control

: śr sty 14, 2026 10:41 pm
autor: Pilar Stewart
Nie miała pojęcia, ile dokładnie stali w tym przejściu i rozmawiali. Ich głosy rozmywały się gdzieś w tle, a Pilar jedynie myślała o tym, że czuje się okropnie i zastanawiała, kiedy Madox w końcu po nią przyjedzie. Czy w ogóle przyjedzie. Nawet chciała powiedzieć o tym Nickowi, że przecież może ją odstawić gdzieś do kąta na krzesło, a Noriega już się nią zajmie, tylko kiedy otworzyła usta, z jej gardła nie wydobył się żaden dzwięk. Nic. Straciła mowę? Czy kurwa zwoje w mózgu się nagle jakoś dziwacznie poprzekręcały? Spróbowała unieść rękę i szturchnąć Daltona.
No już już, już idziemy — rzucił w odpowiedzi. Chyba do niej? — Dobra, Toby, to jak już wszystko ustalone, to my spadamy. Sam widzisz, że Stewart już bardzo chce jechać — a to już chyba nie mówił do niej? Wszystko się jej mieszało. Uniosła jeszcze przelotnie ciężkie spojrzenie na Tobiego, który teraz oddalał się w kierunku baru. Wiedział coś? No teraz już się i tak chyba nie dowiemy.
Znowu byli w ruchu, a zaraz potem siedziała na jakimś stołku. Chiwała się tak mocno, że finalnie musiała podeprzeć się ręką o głowę, żeby nie wywinąć orła.
No, jeszcze druga ręką, słońce — Dalton mruczał coś w oddali, albo tak naprawdę stał blisko, tylko ona miała jakiś gorszy słuch. Coś podniosło jej rękę, a zaraz potem drugą i zrobiło się jej jeszcze cieplej.
Kurtka.
Nie chciała kurtki. Chciała przecież poczekać na Madoxa.
Nie chciała nigdzie iść, a jednak znowu jej ciało uniosło się w górę i ruszyli.
Chłód Toronto w sekundę uderzył ją w twarz i zapiekł policzki, jednak ból również wydawał się jej dziwnie odległy. Jakby dochodził do niej w jakiś pojebanym, zwolnionym tempie.
Znowu spróbowała mu powiedzieć, że nigdzie nie chce jechać.
Znowu na marne, bo on już pakował ją do samochodu. I chyba nawet zapiął jej pas? Tak, zdecydowanie zapiął jej pas, bo coś zaczęło uwierać ją w żebra. Koślawie złapała za materiał.
Zostaw — odezwał się Dalton. — I tak jedziemy tylko kawałek. Poczekasz na mnie w aucie, a ja zaraz wracam.


Petro Canada oznaczone pięknym białym liściem na czerwonym tle jak zwykle zapraszało klientów wielkimi neonami rozstawionymi na zewnątrz i reklamami informującymi o najnowszych promocjach na pięć hot-dogów w cenie trzech. Tylko kto normalny jadłby na raz aż pięć hot-dogów? Na pewno nie Cherry Marshall, bo to z psów przecież. Wnętrze wyglądało jak każde inne — masa półek z różnymi produktami, lodówki z alkoholem i stoisko do zakładów tuż przy kasie.
Karren, która była na nocnej zmianie jak zwykle z gumą w ustach krzątała się za ladą, podjadając już czwartą paczkę orzeszków ziemnych, które niby były po terminie, ale przecież nie będą ich wyrzucać, skoro można było je zjeść. I pewnie opierdalałaby się tak jeszcze trochę, ale musiała w końcu iść po miotłę i posprzątać rozjebane słoiki z ogórkami, które strącił ten dziwny typ z komendy, kiedy wbiegł tu jak oparzony i obstawiał znowu te zasrane psy.
W dupach się ludziom poprzewracało już od tych zakładów. Gdyby to od niej zależało, już dawno wyjebałaby tą maszynę w pizdu, ale co zrobić, jak szef chciał tak, a nie inaczej? No więc poszła sprzątać, mając szczerą nadzieję, że już nikt nie będzie zakłócać jej spokoju i będzie mogła ponapierdalać w kolejny level candy crusha.

Madox A. Noriega

between obsession and control

: śr sty 14, 2026 11:29 pm
autor: Madox A. Noriega
Madox zrobił szybką rundę wokół tych aut, które stały na parkingu, ale przecież wiedział jak wyglądało to należące do Daltona, jechali nim wczoraj. Audi. Tylko, że go już nie było. Chyba nie powinien tracić czasu, a jednak wszedł do środka, na stację, i prawie wlazł w te rozwalone po całej podłodze ogórki i szkła, odskoczył do tyłu, a jego spojrzenie padło na kasjerkę.
- O, kurwa... - mruknął, a dziewczyna spojrzała na niego krzywo - wybacz, to ja... - zaczął, ale przecież nie byłby sobą, gdyby nie zapytał - co tutaj się odjebało? - kolejne krzywe spojrzenie, ale Noriega posłał jej jakiś szczery uśmiech, a potem nawet na palcach wyminął te szkła i jej podsunął wiadro do mopa, żeby nie musiała lecieć z nim przez sklep. No i chyba odrobinę ją tym kupił, bo Karren uśmiechnęła się delikatnie.
- A jakiś psychol rozwalił te ogórki, bo tak pędził, że wlazł w te słoiki - pokręciła głową i Madox też to zrobił, chociaż w głowie już miał... Jaki psychol? Dalton?
Prawdziwy psychol.
- No jak można takiego stojaka nie zauważyć - znowu jej podsunął wiaderko, kiedy ona tak wycierała ta szkła, a właściwie to rozpierdalała to wszystko po podłodze jeszcze bardziej, bo już jej spojrzenie wisiało na Madoxie.
- A to w ogóle dziwny typ... Policjant.
- No psy są dziwne... - rzucił Madox, ale chyba dziewczyna podzielała to zdanie, bo pokiwała głową.
- On obstawia jakieś wyścigi psów, kiedyś mi godzinę o tym nawijał - westchnęła ciężko, za to Noriega się spiął. Dobra, byli tutaj. Już miał się wycofać, nie tracić dalej czasu, ale dziewczyna znowu się odezwała.
- A dzisiaj to wpadł, obstawił te wyścigi, wziął linkę holowniczą i trzy butelki wódki i rozwalił ten stojak - i chociaż Madox przez moment chciał powiedzieć trzy butelki wódki i linka holownicza, po chuj mu to?, to jednak nie zdążył, bo wtedy zadzwonił mu telefon...
Od razu wyjął go z kieszeni, ale oczywiście, że to nie było Pilar. Zerknął na Karren jeszcze raz.
- Wybacz - rzucił i wyszedł ze stacji. Ona chyba liczyła, że jeszcze wróci, ale Noriega przeszedł przed oknem, w jedną i drugą stronę rozmawiając przez telefon.
- Cześć Linda... No wiem, ale akurat nie było mnie w mieście - zanim jeszcze wszedł na stację to już wiedział do kogo ma pisać. Do Lindy z recepcji. Znali się dość dobrze, bo Madox swego czasu często bywał na posterunku, miał jakiś dozór i musiał się tam stawiać. Ale to było dawno, ale już wtedy zagadał do Lindy.
- No pewnie, że ci załatwię... Wejściówki na imprezę, a chcesz loże VIP? Jeszcze mam wolne miejsce, ile potrzebujesz?... Dla ciebie wszystko - już skręcił za róg stacji i oparł się o swój samochód - ale wiesz, zależy mi na tym adresie... No na pewno, żadne kłopoty, przecież wiesz, że potrafię być dyskretny - wiedziała. Ale to nie tak, że Madox ją podrywał, chociaż była ładna, a przede wszystkim to umiała się bawić. Uwielbiała mieszać kolorowe drinki i jakieś piksy, a później godzinami szaleć na parkiecie. Ale Madox był dyskretny, nikt nie musiał przecież wiedzieć.
- Co będziesz tylko chciała, wiesz, że dla ciebie zawsze mam najlepszy sort - Madox nie bawił się w jakieś MDMA, ale dla niej zawsze coś tam załatwił - będę ci wisiał przysługę. No tak, wejściówki, towar i przysługa, a co jeszcze być chciała? - niecierpliwił się, obszedł już samochód dookoła, aż w końcu wsiadł za kierownicę. Postukał w nią palcami ze zniecierpliwieniem.
- Dobra, masz to jak w banku, wyślij smsem - rozłączył się i cały czas obracał w palcach telefon czekając na tę wiadomość od Lindy. W końcu wysłała mu jakiś adres, ale tylko numer budynku, żadnego numeru mieszkania, mimo to Madox już go wklepywał w nawigację i wyjeżdżał z parkingu. A przy okazji dzwonił na głośniku do Lindy.
- No a numer mieszkania?
- Nie wiem Madox, mam dzisiaj wolne, ja po prostu... Znam ten adres, bo raz mnie do siebie zaprosił.
- Dalton?
- No, Dalton, a co? Po co Ty w ogóle do niego jedziesz? On dzisiaj jest na tej imprezie komendanta.
- Nie ma go, zresztą... Powiedz mi które to mieszkanie.
- Najpierw mi powiedz po co tam jedziesz?
- Bo mam interes... kurwa.
- Wiesz co Madox, jak tak mamy gadać, to spierdalaj - rozłączyła się. Cudownie.
Już wyjechał przed stację, kiedy zapaliła mu się kontrolka paliwa, oczywiście Maddie wszystko wyjeździła i nawet nie raczyła zatankować. Nawet go to nie zdziwiło, ale znowu tracił czas, bo musiał zatankować, no i znowu wszedł na stację, a przy kasie okazało się, że zapomniał portfela, wiec musiał zapłacić telefonem. Ale Karren robiła aktualizację terminala. Świetnie. No zajebiście.

Pilar Stewart

between obsession and control

: czw sty 15, 2026 10:01 am
autor: Pilar Stewart
Czekała na niego w aucie. A właściwie to próbowała z niego wyjść — oczywiście nieudolnie, bo ręce miała kurewsko ciężkie. Jakby każde podniesienie chociażby pojedynczego palca wymagało od niej stu procentowego skupienia i zawzięcia. Dlatego do czasu, kiedy jej dłoń w pełni wylądowała na klamce od drzwi, Dalton już wrócił do pojazdu. Nie za bardzo wiedziała, gdzie się znajdowali, bo obrzydliwie czerwone światła ciągle raziły ją w oczy.
Hej, a ty gdzie się wybierasz, piękna — rzucił chyba w jej kierunku, a następnie coś szarpnęło jej dłoń, która osadziła się na szybie i po chwili znowu leżała między jej udami. — Już jedziemy. Musiałem tylko załatwić jedną rzecz — dodał, a ona resztkami świadomości, pomyślała głupio, żę do domu. Co prawda miała dzisiaj nocować u Noriegi, ale przecież dom i tak był lepszy niż cokolwiek innego.
Bo jechali do d o m u, prawda?
Dal-ton — chciała go o to zapytać. Upewnić się, że wiedział, gdzie jechać.
Spokojnie, Pilar — przerwał jej praktycznie od razu. — Będziesz zadowolona, obiecuję.
Na to już nic mu nie odpowiedziała. Nie miała na to siły. Spuściła głowę i przymknęła na moment oczy. Niby do jej świadomości dochodziły jakieś pojedyncze bodźce jak dmuchanie ogrzewania tuż przy jej udzie, głośne stukanie palców o kierownice, przejeżdżające obok samochodu i mijane światła, jednak Stewart nie miała pojęcia, co się działo. Jej ciało powoli się wyłączało, a umysł był kompletnie otumaniony. Wiedziała, że coś było nie tak, a jednak nie miała mocny przerobowych, by zrobić z tym cokolwiek.
Samochód w końcu się zatrzymał, a Dalton znowu wyskoczył z niego jak oparzony. Zostawił ją na krótki moment i już po chwili otwierał drzwi po jej stronie, wpuszczając do auta obrzydliwy chłód panujący na zewnątrz.
Do-m? — wymruczała, gdy odpinał jej pas i wsuwał dłonie pod kolana, by zaraz unieść ją w górę.
Nie dom — rzucił niby koło jej ucha, a jednak jego głos wciąż robił się coraz bardziej odległy. — Mam dla ciebie coś o wiele lepszego, Pilar. Będziesz zachwycona — ciągle nawijał niosąc ją pierwsze na prosto, a potem najprawdopodobniej po jakiś schodach, bo jej ciało unosiło się i opadało. — To znaczy może warunki nie są najlepsze… bo widzisz, miał być jakiś zajebisty pięciogwiazdkowy hotel, ale przecież nikt by mnie tak po prostu tam nie wpuścił z taką prawie nieprzytomną dziewczyną, nie? Nawet jakbym im powiedział, że się zalałaś w trupa. Dlatego jesteśmy tutaj. Ale tutaj też będzie miło. Zobaczysz.


Na stacji Karen latała z mopem, przy okazji próbując obsługiwać ludzi w międzyczasie i kurwa powtarzać im, że jakby mogli, to żeby jednak nie wchodzili w breje po konserwowych, bo nie dość, że jej to rozniosą, to jeszcze będą kurwić. Ale czy ktoś się tym przejmował? Oczywiście, że kurwa nie. No, może tylko ten jeden facet, który podsunął jej wiadro. On był w porządku. Przystojny nawet. Nie widziała go tu wcześniej, a zdecydowanie powinien częściej wpadać. Może jakiś nowy policjant? Przecież głównie tylko oni tutaj wpadali, jeszcze o takiej porze. Mięśnie w sumie miał niczego sobie i wyglądał, jakby umiał się bić. Aż się Karen cała zaczerwieniła, jak się tak do niej uśmiechnął i nawet chciała go zagadać o tym jego najprawdopodobniej koledze, który obstawiał zakłady, tylko ktoś do niego zadzwonił. A szkoda, bo nie dość, że miała plan mu oddać ten telefon, który zgubił wariat od psów, to jeszcze może podsunąć swój numer, ale skoro typ się zwinął, raczej nie będzie z tego happy endu.
No tylko, że po chwili, jak na jakieś zawołanie z niebios on jednak wrócił, a Karen uznała to za momentalny znak od losu, że tak właśnie miało być. Bo przecież normalnie tak się nie dzieje, że człowiek sobie o czymś pomyśli, a potem to się dzieje, nie?
Jednak wróciłeś — zauważyła, trzepocząc rzęsami, wciąż mieląc różową gumę balonową w ustach. — Strasznie szybko wyszedłeś — bo przecież nawet nic nie kupił. Ale tym razem przyszedł zatankować i to już miało większy sens. Szkoda tylko, że terminal znowu odpierdalał i się zwieszał, chociaż Karen znowu potraktowała to jako znak od niebios. Spojrzała na mężczyznę.
A ty też jesteś z policji? — zagadała, przyglądając mu się uważnie. — Wyglądasz, jakbyś był — aż jej strzeliła bańka, którą zrobiła z gumy, którą już po chwili pozbierała z ust zamaszystym ruchem języka. — Bo jak jesteś, to może byś wziął jedną rzecz dla tego od zakładów? — dodała po chwili i schyliła się pod ladę, wyciągając z niej wyłączony telefon należący do Pilar. Pokazała go facetowi, ale przecież mu nie podała. Karen nie była głupia i przecież musiała pierwsze się dowiedzieć, czy on faktycznie go zna. Ale pewnie powiedział jej, że tak, więc finalnie położyła go na ladzie. — Zgubił go jak wpadł na te ogórki. Nawet krzyczałam za nim, że mu wypadło, ale typ chyba się śpieszył. Na jakąś akcje pewnie — nachyliła się przez ladę, przyglądając mu sie i przy okazji podkreślając ładnie swój dekolt. — Chociaż wcześniej jeszcze wypytywał o motele w okolicy. Myślisz, że szuka jakiegoś zbiega? Ja pierdole, może jakiegoś gwałciciela albo porywacza? Oni to zawsze te swoje laski biorą do moteli, nie? — oczy zrobiła wielkie jak pięciozłotówki, chyba bardziej zszokowana tym, że sama doszła do tak mądrych wniosków niż cokolwiek innego. I pomyśleć, że tak marnowała się na tej stacji. No jakieś nieporozumienie. Chociaż kiedy tak patrzyła na hot pana policjanta, pomyślała, że może on by ją mógł wkręcić, jakby się tak wokół niego zakręciła. Dlatego nim oddała mu ten znaleziony telefon, zgarnęła jeszcze jakaś starą fakturę, zapisała na niej swój numer i przesunęła obie rzeczy w stronę mężczyzny.
Proszę — uśmiechnęła się zalotnie, oczywiście przez przypadek muskając jego palce przy wymiance. Nawet go przy sobie na moment przytrzymała. — Jakbyś potrzebował pomocy z pracą albo… — zmierzyła go wzrokiem. — z czymś innym, to zadzwoń — i przygryzła wargę, a w tym czasie terminal wydał z siebie dźwięk, tylko potwierdzając Karen, że przecież wszystko było darem od losu, bo proszę bardzo terminal nie dział akurat tyle, ile ona potrzebowała, żeby dać mu swój numer.
A potem już obserwowała, jak mężczyzna wychodzi pospiesznie ze stacji i ładuje się do samochodu. Ciekawe czy jechał do jednego z tych moteli, o których wspomniała, żeby pomóc koledze? Wydawał sie jakiś przejęty. No tylko skąd będzie wiedział, który, a tym bardziej który pokój? A na pewno sobie poradzi i zagada do kogoś na miejscu. Przecież on taki pomocy i gadatliwy. Aż sobie Karen westchnęła, mając nadzieje, że jeszcze kiedyś tu do niej wróci. Albo zadzowni!

Madox A. Noriega

between obsession and control

: czw sty 15, 2026 12:40 pm
autor: Madox A. Noriega
Wcale nie chciał wracać na stację, bo chciał jechać do Daltona, bo głupio wierzył, że on właśnie tam zabrał Pilar. Bo gdzie? Przecież nie do pięciogwiazdkowego hotelu. Najwięcej przestępstw dzieje się w domach, w czterech ścianach, a przynajmniej tak uważał Noriega, ale może on po prostu nie znał się za bardzo na takich śledztwach?
Zaraz się okaże jednak, że na całe szczęście Karren się znała, bo oglądała wszystkie seriale kryminalne i dokumenty o gwałcicielach na netfliksie, czy coś...
- Ważny telefon, ale zapomniałem zatankować - aż pokręcił głową, jakby on też był jakiś rozkojarzony. Może trochę był? Nie spojrzał nawet na kontrolkę z paliwem, dopiero kiedy zaświeciła na czerwono, to dotarło, dobrze, że on akurat był na stacji, a nie gdzieś w drodze. Trochę szczęścia jednak miał... A zaraz się okaże, że nawet więcej niż przypuszczał.
Uniósł jedną brew na to pytanie o policję, ale zaraz pochylił się delikatnie do przodu, żeby ściszyć głos.
- Wiesz... Karren - szybkie spojrzenie na jej plakietkę na piersi, znowu Karen? Ciekawe. - To jest ściśle tajne - puścił do niej oczko, ale Karen uznała, że chyba tak, bo zaraz mu powiedziała, że tak wygląda. Madox się tylko uśmiechnął, sam nie wiedział, czy dobrze, że wygląda na psa, czy jednak nie, ale dzisiaj chyba dobrze, bo dziewczyna kontynuowała, a jak powiedziała o tej jednej rzeczy należącej do Daltona, to wypalił chyba nawet szybciej niż powinien.
- Pewnie, akurat do niego jadę - bo taki miał przecież plan...
Serce mu na moment stanęło, kiedy Karen położyła na ladzie telefon należący do Pilar, poznał go od razu, bo przecież ostatnio mu go dała, żeby sobie przyświecił, w tym domu dziecka. Pokazała mu jak go odblokować? Na moment przymknął powieki starając sobie przypomnieć jak ona łączyła te kropki.
Ale zaraz jego ciemne tęczówki znowu zatrzymały się na twarzy Karen, bo ona wciąż nawijała.
- Pewnie na akcję... - nawet nie zerknął w jej dekolt, bo on już się zastanawiał co mu po tym telefonie Pilar, nawet jak go odblokuje to co? Musiał jechać do Daltona i tyle. Tylko, że zaraz Karen powiedziała coś, co go oświeciło. Dalton wypytywał o motele... Bo gwałciciele i porywacze biorą tam swoje laski, aż go zemdliło.
- A mówił coś jeszcze Karen? - zapytał spokojnie, chociaż już przestąpił z nogi na nogę. Dziewczyna podrapała się po blond czuprynie i znowu strzeliła balonem z gumy do żucia, tym razem musiała ściągnąć ją tipsem z czubka nosa.
- Coś, że nie lubi Chinatown, ale ja nie rozumiem przecież to zajebista dzielnica i niedaleko do Parkdale, a tam jest naprawdę ładnie, cisza, spokój, można się zaszyć - Karen się rozmarzyła, a już zaraz zapisywała mu swój numer i podawała go razem z telefonem Stewart. I chociaż Madox się uśmiechnął to wcale nie było mu do śmiechu, zgarnął to wszystko do kieszeni, a kiedy terminal wydał z siebie dźwięk gotowości, to przyłożył do niego swój telefon i już zaraz leciał do wyjścia. Odwrócił się jeszcze do Karen i machnął do niej ręką, bo w zasadzie to mu pomogła.
- Dzięki Karen, zadzwonię - obiecał, chociaż pewnie to się nigdy nie stanie, z drugiej strony... Karen miała łeb, i Madox już kiedy wsiadał do auta wpisywał w wyszukiwarkę motele w Parkdale. Tylko teraz po co mu ten adres Daltona? Ale w sumie może jeszcze się przyda? Jakby kiedyś musiał jechać spuścić mu wpierdol. Mógł to zrobić już wczoraj, a on tylko grzecznie przytakiwał, kiedy Pilar powiedziała, że nic z tym nie zrobi.
Tylko, że Dalton postanowił, że zadziała, on już pewnie wczoraj to wiedział, kiedy tak ją namawiał na tą imprezę.
Z tych wszystkich myśli wyrwał go sms od Lindy...
13
Tylko po co mu to teraz?
W Parkdale były trzy motele. Jeden z nich znał, speluna, dużo pijanych ludzi, często odsyłali tam ludzi w taksówkach z Emptiness, kiedy już nie domagali. Madox nawet znał się z właścicielem. Ale odpada, Dalton nie byłby taki głupi, żeby narażać się na to, że w pewnym momencie jakieś najebusy mu przeszkodzą. A każdy wiedział, że tak to tam wygląda. Wszedł w zdjęcia drugiego, a potem trzeciego. Tak się zaaferował tymi fotografiami, że zahamował gwałtownie przed światłami i telefon wpadł mu pod siedzenie, a kiedy go wyciągnął, to akurat włączyło mu się jakieś zdjęcie z galerii jednego z tych moteli, drzwi z numerem 13, a kolejne zdjęcie to jakiś romantyczny pokoik z dużym łożem i zasłonkami w oknach. Pierdolony romantyk Dalton musiał wybrać coś takiego, a przynajmniej według Madoxa.
Więc on znowu na to swoje wyczucie, na tego swojego farta podjechał pod ten Park Motel, który pokazały mu google. Zaparkował przed i od razu wypadł z samochodu rozglądając się za autem Daltona. Cisza, spokój, żadnej żywej duszy... Tylko ten mrugający szyld nad drzwiami, który wskazywał wolne pokoje.

Pilar Stewart

between obsession and control

: czw sty 15, 2026 1:27 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
jak kogoś tiggerują psychopaci i próby gwałtu to ten, lepiej nie czytać
Najwięcej przestępstw faktycznie działo się domach. W przytulnych czterech ścianach. I Nick Dalton również o tym wiedział. Nauczony doświadczeniem doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli cokolwiek z jego planu by się wyjebało, dom byłby pierwszym miejscem, gdzie ktokolwiek będzie go szukać. Dlatego właśnie postawił na motel.
Specjalnie wybrał też taki nieco dalej od komenty i gdzie na sto procent nikt z policji by się nie kręcił. W końcu spotkanie w tamtej chwili kogokolwiek znajomego graniczyło z wielkim niepowodzeniem jego planu, a przecież na to nie mógł sobie pozwolić.
Bo to miał być jego dzień.
Wieczór, w którym Pilar w końcu przejrzy na oczy. Zrozumie, że tylko on potrafił się nią dobrze zająć, tylko on ją rozumiał i tylko on był dla niej odpowiednim partnerem. Przecież to było oczywiste. Żaden mężczyzna w jej życiu nikt się tak o nią nie troszczył, był tego pewien. Wiedział przecież, jakie wiodła życie.
Wiedział też, że nie za często miewała gości. W końcu przesiadywał pod jej mieszkaniem wystarczająco długo by wiedzieć, z kim się spotykała. Jedynie Noriega w ostatnim czasie zaczął mu mocno śmierdzieć z tym swoim pierdolonym wciskaniem nosa w nieswoje sprawy, ale akurat na niego też miał swoje sposoby; zaczynając od podstawionych prochów w klubie, a kończąc na planach, które dopiero miały się ziścić. Jednak tego wieczoru Dalton nie miał zamiaru się nim przejmować. Bo w końcu miał spędzić trochę czasu sam na sam z Pilar.
Czekał na to. Kurwa, jak on na to czekał. I jasne, może okoliczności nie były najlepsze — w końcu wolał ją o wiele bardziej, kiedy patrzyła na niego tymi wielkimi, pięknymi oczami, kiedy uśmiechała się słodko i poprawiała gęste włosy w taki sposób, że aż mu zapierało dech w piersi — ale pracował z tym, co miał. A w tym przypadku nie miał innego wyjścia. Musiał sobie nieco pomóc prochami.
Ostatnio wcale nie chciała z nim rozmawiać, unikała go i jemu to się kurewsko nie podobało. Nie tak zachowuje się kobieta, w której się zakochał. Lubił jej narwany charakter, ale ostatnio denerwowało go jej zachowanie. To jak chłodna dla niego była, jak zachowywała się tak, jakby to, co się między nimi stało nigdy nie miało miejsca. A przecież miało! I on akurat za nic nie potrafił o tym zapomnieć. Marzył o niej, śnił, codziennie, starał sie, a ona ciągle go zbywała. I dzisiaj to miało się skończyć. Bo dzisiaj znowu będzie mógł ją mieć. Tylko dla siebie. Kochać ją, najpiękniej jak tylko potrafił. Do tego stopnia, że ona w końcu zrozumie, że przecież byli dla siebie stworzeni.
Jesteśmy na miejscu — rzucił krótko, przyglądając się jej nad wyraz spokojnej twarzy. Była taka cicha, nie unosiła się, p o s ł u s z n a. Podobało mu się to. Bardzo. Pogładził jej włosy wewnętrzną częścią dłoni, która przytrzymywał jej śliczną głowę, a następnie wszedł do odpowiedniego pokoju, by już po chwili ułożyć ją starannie na łóżku.
Była śliczna.
Przez krótką chwilę stał i po prostu się w nią wpatrywał. Dopiero po chwili wrócił do drzwi, by zamknąć je na cztery spusty. Nawet przesunął komodę, która stała pod oknem tak na wszelki wypadek. Przecież nie był idiotą. Dobrze wiedział, jak ważne było zabezpieczenie w takich sytuacjach. Bo chociaż jego głowa żyła w świecie delulu, wmawiająć sobie, że Pilar w końcu odwzajemni jego uczucia, w tym samym czasie w pełni świadomie zdawał sobie sprawę, że to co robił, nie było zgodne z prawem. Akurat on wiedział o tym bardzo dobrze.



Park Motel przy Pakdale był miejsem, w którym kręciły się wszelkie typy ludzi — od biznesmenów, którzy potrzebowali wynająć sobie dziwkę na jedną noc, przez nieszczęśliwe kobiety, które uciekały od swoich agresywnych mężów z dwójką dzieci i potrzeby miejsca, by przeczekać największą burzę, aż po ludzi spod ciemnej gwiazdy, którzy zajmowali się handlem narkotyków lub praniem brudnych pieniędzy. Cała ta klientela jednak wcale nie robiła wrażenie na Josephie, który pracował tu już dobre czterdzieści lat.
Zawsze powtarzał, że Park Motel swoje lata świetności miał już za sobą, kiedy to jego dziadek zakładał to miejsce ze swoim współpracownikiem Walterem. Joseph miał kontynuować rodzinną tradycję, zrobić z tego miejsca coś jeszcze bardziej wspaniałego, ale wnuczek Waltera zakręcił się w wokół jakiś szemranych prawników i odebrał mu połowę dziedzictwa przejmując całe miejsce. Z dobroci serca — a raczej litości — pozwolił Johsepowi tu pracować, jednak tylko i wyłącznie jako dozorca i pomoc. A Joseph? Poszedł na to, bo przecież ten motel to było całe jego dzieciństwo i wspomnienia po nieżyjącym już ojcu.
Dzisiejszego wieczoru również był na miejscu, akurat sprzątając rozjebane meble po jakiejś bijatyce, która miała miejsce dzień wcześniej. Przerzucał rozwalone szafki do wielkiego kontenera, kiedy czarny suv zaparkował na jednym z miejsc parkingowych, a dziwny facet wypadł z niego jak oparzony.
Panie! Gdzie się panu tak śpieszy? — krzyknął w jego kierunku, przy okazji wrzucając drewno do kontenera. — Lepiej tu chodź i mi pomóż — poprosił, bo przecież miał do wyjebania jeszcze wielką szafę, a plecy już miał nie te. — Trzeba to wielkie o tam wrzucić o tutaj — poinstruował go, bo oczywiście założył ze facet mu pomoże. Bo czemu miał mu odmówić?
Co wy wszyscy młodzi ludzie ostatnio tacy nerwowi? — zapytał po chwili, przyglądając mu się uważnie. — Co jeden tu do nas przyjeżdża to bardziej zestresowany… a weź jeszcze tą jedną szafkę mi przynieś, co? — naprawdę nie zostało tego wiele, a on naprawdę potrzebował pomocy. Aż przejechał zmęczoną dłonią po twarzy i poprawił czarny kaszkiecik. — Przyjechałeś wynająć jakiś pokój? Jak tak, to trzeba będzie sprawdzić z Tracy w recepcji, bo dzisiaj dużo gości mamy. Ponad dwadzieścia pokoi zajętych. Rozumiesz? Szaleństwo jakieś.

Madox A. Noriega

between obsession and control

: czw sty 15, 2026 2:34 pm
autor: Madox A. Noriega
Podjechał pod Park Motel, zaparkował krzywo, gdzieś na samym końcu, nawet nie tracił czasu na to, żeby skorygować ustawienie auta, chociaż parking był pełny, dziwne, jak na takie miejsce. Dużo samochodów ustawionych równiusieńko, więc zanim Madox dostrzegł Audi Daltona, to przeszedł wzdłuż parkingu.
Jest. Audi. Ruszył w jego kierunku i zajrzał przez szybę, ale zanim jeszcze chwycił za klamkę, zanim zdążył zrobić cokolwiek innego, okazało się, że jednak nie jest tutaj sam. Zatrzymał się w pół kroku i odwrócił w kierunku podstarzałego mężczyzny w kaszkiecie. Śpieszył się?
Oczywiście. Nie mógł tracić czasu, nie chciał, w głowie miał już różne czarne scenariusze. Może jednak powinien zawiadomić policję? Zadzwonić do Becka i powiedzieć mu, że Daltona pojebało?
Schował ręce do kieszeni kurtki przekładając w palcach telefon Pilar.
- Mam... - zaczął i już chciał powiedzieć, że ma coś ważnego do zrobienia, bo miał... Tylko, że on wcale nie wiedział gdzie ma iść. Do 13? Bo tak mu wskazywały wszystkie znaki na niebie i ziemi? No chyba nie.
Podszedł do mężczyzny i bez gadania schylił się, żeby mu pomóc zbierać jakieś kawałki krzeseł.
- Co tu się odjebało? - rzucił zanim zdążył ugryźć się w język, a dziadek zacmokał dwa razy.
- No odjebało się, takie małolaty się tu wczoraj pobili, na piętrze, cały pokój roznieśli, pokój numer 13, pechowy - dobra, przynajmniej Madox już wiedział, że to nie ta pechowa trzynastka, bo ona była rozniesiona. Miał już pytać o coś jeszcze, ale mężczyzna wskazał mu jakieś połamane drzwi od szafy, wyglądały jakby ktoś je wyważył z kopa, albo może walnął w nie z całej siły głową. Zacisnął palce na drewnie i wrzucił je do kontenera, może zamachując się trochę mocniej niż powinien? Ale nie mógł tu dłużej sterczeć...
- Wszyscy się gdzieś spieszą... - rzucił, a w głowie od razu pojawiło się pytanie - Dalton, czy on tutaj się gdzieś spieszył? - Dziewczyna na mnie czeka... - dodał, zawsze te dziewczyny, ale to był jakiś taki uniwersalny temat i dziadek też go chyba podłapał, bo zaraz zacmokał znowu.
- A ładna ta dziewczyna? - zapytał opierając się o kontener, Madox w międzyczasie poszedł po tę szafkę. Wziął ją bez problemu i zaraz już rzucał do środka śmietnika.
- Piękna, taka brunetka, brązowe oczy, marzenie... - powiedział, a dziadek poprawił kaszkiecik, chwilę nad czymś myślał drapiąc się po skroni. Widział ją? Widział Pilar z Daltonem?
Ale zaraz zapytał o ten pokój. I Madox się zastanowił, dwadzieścia pokoi zajętych. Nie będzie sprawdzał dwudziestu pokoi po kolei.
- Właściwie to... szukam kogoś - powinien to mówić? Nie powinien? On mu pomógł, to może staruszek się odwdzięczy? Zwłaszcza, że Madox schylił się, żeby wyzbierać jeszcze inne połamane kawałki.
- Przyjechali tamtym audi - wskazał na samochód Daltona.
Dziadek zmarszczył brwi, może zastanawiał się czy ta brunetka, z którą pojawił się tu Dalton to właśnie ta jego dziewczyna? Może rozważał, czy oni o nią zrobią mu tutaj kolejną burdę?
- Facet zostawił u mnie telefon, chciałem mu go oddać, zanim wrócę do domu, do dziewczyny - dodał, nawet wyciągnął z kieszeni ten telefon Stewart, żeby mu go zaprezentować. Chciał go trochę uspokoić, że on tutaj nie zamierza robić żadnych rozrób, ale dziadek wciąż się zastanawiał.
- Teraz bez telefonu, to jak bez ręki, ciekawe czy będzie miał jak zapłacić za pokój... - przełożył w palcach telefon i wsunął go do kieszeni. Ale to chyba już przekonało Josepha? Zerknął w kierunku audi, a później piętra, no i jeszcze recepcji, gdzie Tracy rejestrowała kolejnego klienta. Może Madoxowi łatwiej byłoby zagadać właśnie Tracy?

Pilar Stewart