between obsession and control
: śr sty 14, 2026 7:00 pm
020.
obsession never asks for permission.
it only waits for weakness.
Miała tam nie iść, potem miała iść, do południa znowu przeszła jej ochota, jednak finalnie na wieczór stwierdziła, że przecież nie będzie rezygnować z imprezy we względu na jednego Daltona. Niegroźnego Daltona swoją drogą, bo przecież miało być tam tyle ludzi, że może nawet uda się jej przebrnąć przez wieczór bez rozmowy z nim. Wiedziała, że będzie próbować, ale przecież Pilar mogła spokojne zakręcić się wokół innych ludzi.
I tak właśnie było. Bo chociaż Nick z a r e z e r w o w a ł im miejsca obok siebie (czytaj po prostu przyjechał wcześniej i postawił na stołku swoją kurtkę, mówiąc wszystkim, że to dla Pilar), ona sukcesywnie przez pierwszą godzinę imprezy spokojnie znajdowała sobie miejsce przy innych ludziach. A to z jednym musiała porozmawiać o ostatniej sprawie, z kimś innym miała przecież zaległego kieliszka do wypicia, potem ktoś sie siłował na rękę przy brzegu stołu, to oczywiste, że musiał dołączyć i takim sposobem nawet nie siadła przy nim porządnie.
Nie piła jakoś dużo, powoli sączyła jednego drinka, co jakiś czas tylko robiąc sobie przerwy na niewinne shoty. Było dobrze, przyjemnie, przy okazji wymieniła kilka wiadomości z Noriegą i poznała się z nowym zastępcą kierownika, który miał zaczął pracę w zeszłym tygodniu. Podpytał ją trochę o sprawę z kontenerami, jasno wyrażając swoje niezadowolenie z faktu, jak to wszystko wolno szło. Tylko co oni mogli? Potrzebowali przechwycić datę kolejnego transportu — bez tego i tak nie mogli zrobić nic więcej, a to zaś wymagało czasu. Jednak zanim Pilar zdążyła się z nim poklócić, że chuja wie, została zaciągnięta na pojedynek w piłkarzyki. Oczywiście skończyła w jednej drużynie z Beckiem i oczywiście skopali wszystkim tyłki, a kiedy wróciła na miejsce, Dalton już siedział krzesło obok tego, które przed chwilą okupowała Pilar. Dosiadła się niechętnie, zgarniając drinka, którego nie zdążyła wypić.
— Zrobiłem coś nie tak? — odezwał się w końcu, jakby nie mogli cieszyć się swoim towarzystwem w ciszy. — Mam wrażenie, że mnie unikasz — jego ton był spokojny, chociaż gdyby Stewart odpowiednio się wsłuchała — a nie tylko myślała o sposobie jak tu się ulotnić — zauważyłaby też nutkę zestresowania.
— Wydaje ci się — machnęła ręką. zerując alkohol. — Po prostu nie było okazji pogadać — zmyślała dalej. — Dobrze wiesz, jak ciężko się czasami spotkać całą ekipą — odwróciła się w jego stronę i zmusiła usta do uśmiechu. Nie miała ochoty z nim rozmawiać, a to głównie dlatego, że teraz jedyne o czym była w stanie myśleć, to te podejrzane zdjęcia. A przecież jeszcze nic nie zdążyła się w tej sprawie dowiedzieć.
— Czyli między nami wszystko okej? — Dalton nie odpuszczał.
— Wszystko okej — powtórzyła zaraz po nim, a on uśmiechnął się bezczelnie i wywalił rękę na oparcie krzesła, przy którym siedziała.
— Ej gołąbki!! — głos Tobiego wybrzmiał gdzieś zza lady i minęło kilka dobrych sekund, nim Stewart zorientowała się, że chodzi o nich. — Chodźcie do zdjęcia — i to była idealna wymówką, której potrzebowała. Zerwała się z miejsca i chyba zrobiła to jakoś za szybko, bo nagle lekko zakręciło się jej w głowie. Zwaliła to jednak na szalejący błędnik i kompletnie ignorując symptom, poszła zapozować. Nim różowowłosa barmanka zrobiła im piąte zdjęcie (oczywiście każde w innej pozycji), Pilar czuła jak robi jej się ciało. Z początku myślała, że to kwestia nagłego skupiska ludzi, jednak to uczucie było jakieś wyjątkowo nienaturalna. Twarz cała ją piekła, a powieki zrobiły się jakieś cięższe. Przeczekała jednak całą sesję i dopiero potem oznajmiła, że idzie do łazienki. Po drodze ktoś pytał się jej jeszcze o coś związanego z Wyattem, ale jakoś nie potrafiła się skupić i jedynie oznajmiłą, że zaraz wróci i odpowie. Nie wróciła, ale do tego dojdziemy potem.
Bo kiedy Pilar w końcu znalazła się w toalecie, poczuła, jak znowu kręci się jej w głowie. Nogi miała jakieś miękkie, nie wspominając już o problemach z koordynacją, kiedy to z całej siły obiła się biodrem o wystający kran. Czuła, że coś jest nie tak, dlatego nie myśląc za wiele, złapała za telefon i wystukała numer Noriegi. Nie odebrał. Zdążyła zostawić więc kilka wiadomości nim ktoś zapukał do drzwi.
Kiedy Madox dotarł do baru, lokal był już po brzegi wypełniony policjantami. Zapewne kilka znajomych twarzy, ale i masa ludzi, których pierwszy raz widział na oczy. Niektórzy wciąż siedzieli przy stole, inni szarpali się o mikrofon do karaoke, a kilku delikwentów już zataczało się gdzieś na tyłach. Po Pilar nie było ani śladu, za to przy wysokiej ladzie siedziała dwójka facetów, spokojnie sącząca piwo.
— Mówię ci Beck, że zrobiła go w dwóch rundach — prężny facet z wąsem machnął ręką wysoko, pokazując do swojego kumpla całe dwa palce.
— Wcale mnie to nie dziwi — rzucił w odpowiedzi wysoki, dobrze
— Ja już jej kiedyś powiedziałem, że ze mną nie będzie się siłować, bo muszę zachować chociaż resztki godności.
Madox A. Noriega