Soul gym?
: czw sty 15, 2026 10:45 am
#2
Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem myśl o odwróceniu się na pięcie i wróceniu do domu, wkradła mu się do głowy tyle razy w ciągu pół godziny. Siedział na tym niewygodnym krześle, nieświadomie podrzucając kolanami nerwowo, rozglądając się wokół tak mocno, że prawdopodobnie miał to później poczuć w karku. Zanotował w głowie wszystkie wyjścia, gdzie mógł się ulotnić, gdyby jednak chęć ucieczki wygrała, spięta twarz i zmarszczone brwi skutecznie odstraszały ludzi przechodzących obok, bo właśnie taka była ich funkcja. Tak czy siak, był nadmiernie czujny, co najmniej jakby zamiast w klimatyzowanym pomieszczeniu w środku dnia, znajdował się w środku jakiegoś pustkowia, otoczony przez drapieżniki. Nie powinno go tutaj w ogóle być. Nie miał jako takich problemów, nie sądził, żeby był od czegokolwiek uzależniony, a gdyby ktoś mu powiedział, że powinien przestać trząść tak nogami i ściskać własne dłonie, to by go prawdopodobnie wyśmiał. Był stratą czasu dla tej doktor, którą poleciła mu znajoma w pracy, i marnowaniem zasobów dla ludzi, którzy naprawdę potrzebowali pomocy. Nie on. On sobie radził świetnie, tylko czasami był zbyt nerwowy.
Złapał głębszy oddech i wstrzymał na moment powietrze, czując skręt w żołądku, gdy tylko usłyszał kolejną zabawnie brzmiącą wersję swojego nazwiska, ale zamiast kogokolwiek poprawiać, skinął głową, wstając sztywno. Wypuścił powietrze z płuc dopiero, gdy wszedł do gabinetu płomiennowłosej pani doktor.
- Hey. Z góry przepraszam za niezręczność, okay? W życiu nie byłem w takim miejscu i nawet nie wiem o czym mam mówić..? Jestem lepszy w odpowiadaniu na pytania. - mówiąc, czuł jak bardzo spiętą ma szczękę, głównie dlatego, że naprawdę starał się przepraszająco uśmiechnąć do kobiety przed sobą. Jasne, zapłacił za jej czas, ale nie mógł strzepnąć tego poczucia, że marnuje jej czas i w dodatku zachowuje się jak dupek, nie znający podstaw kultury. "Hey"? Serio? Rozważał w myślach, czy powinien od razu powiedzieć, że nie jest Kanadyjczykiem z krwi i kości, a "hei" było regularnym powitaniem w jego kraju, czy może zachować to dla siebie. Nie znosił czuć się niezręcznie, a nie mógł nazwać inaczej spięcia, które czuł, gdy tak sobie sztywno stał blisko wejścia, czekając na jakąś komendę i nie wiedząc co do cholery ze sobą zrobić.
Mara Lakefield
Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem myśl o odwróceniu się na pięcie i wróceniu do domu, wkradła mu się do głowy tyle razy w ciągu pół godziny. Siedział na tym niewygodnym krześle, nieświadomie podrzucając kolanami nerwowo, rozglądając się wokół tak mocno, że prawdopodobnie miał to później poczuć w karku. Zanotował w głowie wszystkie wyjścia, gdzie mógł się ulotnić, gdyby jednak chęć ucieczki wygrała, spięta twarz i zmarszczone brwi skutecznie odstraszały ludzi przechodzących obok, bo właśnie taka była ich funkcja. Tak czy siak, był nadmiernie czujny, co najmniej jakby zamiast w klimatyzowanym pomieszczeniu w środku dnia, znajdował się w środku jakiegoś pustkowia, otoczony przez drapieżniki. Nie powinno go tutaj w ogóle być. Nie miał jako takich problemów, nie sądził, żeby był od czegokolwiek uzależniony, a gdyby ktoś mu powiedział, że powinien przestać trząść tak nogami i ściskać własne dłonie, to by go prawdopodobnie wyśmiał. Był stratą czasu dla tej doktor, którą poleciła mu znajoma w pracy, i marnowaniem zasobów dla ludzi, którzy naprawdę potrzebowali pomocy. Nie on. On sobie radził świetnie, tylko czasami był zbyt nerwowy.
Złapał głębszy oddech i wstrzymał na moment powietrze, czując skręt w żołądku, gdy tylko usłyszał kolejną zabawnie brzmiącą wersję swojego nazwiska, ale zamiast kogokolwiek poprawiać, skinął głową, wstając sztywno. Wypuścił powietrze z płuc dopiero, gdy wszedł do gabinetu płomiennowłosej pani doktor.
- Hey. Z góry przepraszam za niezręczność, okay? W życiu nie byłem w takim miejscu i nawet nie wiem o czym mam mówić..? Jestem lepszy w odpowiadaniu na pytania. - mówiąc, czuł jak bardzo spiętą ma szczękę, głównie dlatego, że naprawdę starał się przepraszająco uśmiechnąć do kobiety przed sobą. Jasne, zapłacił za jej czas, ale nie mógł strzepnąć tego poczucia, że marnuje jej czas i w dodatku zachowuje się jak dupek, nie znający podstaw kultury. "Hey"? Serio? Rozważał w myślach, czy powinien od razu powiedzieć, że nie jest Kanadyjczykiem z krwi i kości, a "hei" było regularnym powitaniem w jego kraju, czy może zachować to dla siebie. Nie znosił czuć się niezręcznie, a nie mógł nazwać inaczej spięcia, które czuł, gdy tak sobie sztywno stał blisko wejścia, czekając na jakąś komendę i nie wiedząc co do cholery ze sobą zrobić.
Mara Lakefield