La Piel que Habito
: pt sty 16, 2026 8:57 pm
Nocne niebo rozświetlane przez miliony gwiazd świeciło nad głową lekko zmęczonego i wyraźnie przygnębionego chłopaka, którego życie zostało niecały rok temu wywrócone do góry nogami - w momencie, gdy ojciec wyrzucił go z domu i gdy wylądował na ulicy, zdany wyłącznie na siebie. Czternastoletni Alvaro Salvatierra nie miał rodziny, bo gdy ojciec go wyrzucił, to jego matka była już martwa od kilku lat i musiał liczyć na siebie, nie miał innego wyjścia. Dźwięki tanga pulsowały mu pod stopami, tak typowe dla nocnego Buenos Aires, że w pewnym sensie niezastąpione i niemożliwe do podrobienia gdziekolwiek indziej na świecie. Chciał zarobić jeszcze trochę tej nocy, dlatego rozglądał się w poszukiwaniu lokalu, w którym mógłby spróbować znaleźć kolejnego klienta. Był przekonany, że uda mu się poznać kogoś jeszcze, być może nawet - jeśli dobrze pójdzie - spędzić tę noc w jakimś pokoju hotelowym albo w czyimś mieszkaniu... Mniejsza o to gdzie, ale najważniejsze, że nie na ulicy. W lipcu temperatury w Buenos Aires nie były przesadnie wysokie, a w nocy oscylowały gdzieś pomiędzy 5 a 15 stopniami celsjusza; zwykle jednak termometry pokazywały średnio 8 stopni. Bądźmy szczerzy, nie była to pogoda sprzyjająca spaniu pod gołym niebem. Liczył na to, że tę noc uda mu się spędzić po prostu w cieple.
Wszedł do losowego lokalu, do pierwszego lepszego baru, który akurat minął i który był otwarty. Nie był to jego pierwszy raz w tym barze, bywał w tym miejscu już wcześniej, więc bez większych problemów udało mu się kupić jakiegoś kolorowego drinka. Rozejrzał się, próbując jak najszybciej ogarnąć wzrokiem dzisiejszą klientelę, żeby mniej więcej zorientować się jakie ma opcje i decyzję podjął właściwie natychmiast, gdy tylko jego spojrzenie padło na siedzącego przy stoliku w kącie młodego mężczyznę, schludnie i dość elegancko ubranego, który w dłoni trzymał nóżkę kieliszka z winem. Miał w sobie coś magnetycznego, bo nie tylko Alvaro go wypatrzył - siedzące przy pobliskim stoliku kobiety szeptały cos między sobą, zerkając na niego non stop, wyraźnie zainteresowane. Czy były jakiekolwiek szanse na to, że ktoś tak elegancki i przystojny zwróci uwagę na kogoś takiego jak Salvatierra? Na biednego dzieciaka w nieco za dużej koszuli i z wytartymi dżinsami, w nieco znoszonej już kurtce, który w dodatku nie dość, że dosyć niski jak na chłopaka, to jeszcze lekko wychudzony i blady? No cóż, musiał jednak spróbować, bo zdecydowanie bardziej wolał żałować, że palnie coś głupiego, niż żałować, że w ogóle nie spróbuje.
Wziął więc łyka swojego drinka na odwagę, odetchnął głęboko i podszedł do stolika mężczyzny, siląc się na pewną nonszalancję w poruszaniu się, która w jego mniemaniu miała go czynić mniej oczywistym jako prostytutka, która miałaby sprawić, że nie zostanie skreślony już na starcie.
- Hola hermoso, ¿puedo unirme a ti? - zagadnął go, z dłonią opartą o biodro, w drugiej wciąż trzymając szklaneczkę z kolorowym płynem. - Pareces estar esperando a alguien. ¿Quizás a mí? - błysnął zębami w uśmiechu i odgarnął włosy z czoła ruchem głowy, nie odrywając od niego jasnych oczu.
Santiago de la Serna