It’s our second chance
: pt sty 16, 2026 11:13 pm
outfit do uwiedzenia przyjaciela
Wieczór w palmiarni był wyjątkowy i na pewno niezapomniany. Do domu wróciła z głową pełną burzy myśli i to nie tak jak wcześniej sądziła - na temat projektu nad którym pracowała. Cały czas myślała o Dominicu - jego historii jak odkrył to miejsce, jego wrażliwej i romantycznej duszy, którą przed nią odkrył, a przede wszystkim tej chwili, gdy leżeli na podłodze wpatrując się w gwiazdy. Nie miała świadomości czy trwała ona pięć minut czy godzinę. Każde uderzenie serce. Każdy odgłos oddechu. Każdy ruch dłoni na jej. Wszystko czuła intensywniej jakby na zwolnionym filmie, a jednocześnie było tego za mało. Zasypiając miała przed oczami jego twarz, gdy wpatrywał się w nią tak intensywnie, że pomimo pełnego ubrania, poczuła się naga. Jakby odnalazł klucz do jej duszy i wszedł do środka poznając jej myśli i pragnienie, bo jego kolejny ruch był dokładnie tym o czym marzyła. Pragnęła posmakować jego warg. Zatopić język w jego ustach i całkowicie oddać się tej chwili. Czując palce na brodzie delikatnie drgnęła, a jej myśli zaczęły uciekać jeszcze dalej. Mimo, że jeszcze jej nie pocałował, ona już wiedziała, że gdy to w końcu zrobi, to nie będzie w stanie się zatrzymać. Pragnęła znacznie więcej niż jeden, intensywny pocałunek. Pragnęła, aby tymi pocałunkami naznaczył całe jej ciało. Z tymi marzeniami zasypiała tamtego wieczoru.
Lecz nastał kolejny dzień, a wraz z nim pojawiły się wyrzuty sumienia, których wcześniej zabrakło. Wystarczyło zobaczyć tylko porannego smsa od Josha życzącego jej powodzenia na prezentacji. Trochę się pośpieszył, ale to było miłe i tak. Podziękowała mu i poprawiła go, że to jutro jest ten dzień, który będzie jej być albo nie być w tej firmie. Dlatego jak zwykle do biura przyjechała znacznie wcześniej, by wykorzystać jak najwięcej czasu nad projektem. Tak bardzo się mu poświęciła, że jak ognia unikała Dominica, który całe szczęście jej tego nie utrudniał jakoś. Nie wracała do poprzedniego wieczoru, bała się poruszyć ten temat.
Natomiast prawie zeszła na zawał występując w piątek na spotkaniu. Wszystko miała sprawdzone (przez Dominica również) i była gotowa na ewentualne pytania. Widać było, że przygotowała się znakomicie i na jej szczęście inni też to dostrzegli powierzając jej pierwszy, własny projekt. Pierwszą osobą, której się tym pochwaliła był oczywiście Reyes. Wyszła ze spotkania żwawym krokiem i musiała się pilnować, by nie pobiec do jego gabinetu. Wparowała tam bez pukania i od razu rzuciła mu się w ramiona zmuszając go do wstania od biurka.
- Udało się!- wyjaśniła zawieszając mu ręce na szyi i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że to mogło być ponownie niekomfortowe. Szybko się odsunęła, podziękowała za pomoc i przez resztę dnia dalej unikała. Wiedziała, że muszą przegadać pewne tematy i to co między nimi zaszło, ale nie była na to gotowa.
Przez weekend chciała świętować z Joshem swój sukces. Tak chyba robią pary, prawda? Wspierają się podczas porażek i razem celebrują sukcesy. Niestety miał on inne plany, które nie wypada już odwołać - ani w piątek ani w sobotę. Drugiego dnia przyjaciółka zrobiła jej wykład, że zachowuje się żałośnie i powinna się też zabawić bez faceta. O dziwo nie trzeba było Skye długo dzisiaj do tego przekonywać, ponieważ wiedziała, że dziewczyna ma rację. Dlatego przyszykowała się zakładając sukienkę idealnie podkreślającą jej wszystkie walory i ruszyła z przyjaciółką do klubu.
Nie bawiły się w żadne drinki, a wybrały shoty, które piły jedne za drugim na zmianę lądując na parkiecie. Kręciło się wokół nich kilku facetów, ale Skye pomimo alkoholu we krwi trzymała klasę i każdego spływała. Nie była żadnym zainteresowana, chciała się bawić sama ze sobą. Dać się porwać muzyce i całkowicie zresetować. Nie potrzebowała do tego facetów, bo już jeden ją olał i wczoraj i dzisiaj. I wiele razy wcześniej.
Mimo, że dziewczyny miały za sobą już kilka wypitych kolejek, podeszły do baru po kolejną. Ponownie podbił do nich jakiś mężczyzna, ale tym razem dosyć namolny. Skye stała przodem do baru, tylko przewracała oczami i odtrącała non stop jego dłoń ze swojej talii i powtarzając .- Nie jesteśmy zainteresowane, daj nam spokój- była coraz bardziej poirytowana jego zachowaniem i olewaniem przez barmana, że stoją tutaj dobre kilka minut i wciąż nie udało im się niczego zamówić. Czasami jednak dobrze było pójść do klubu ze swoim facetem, który chociaż działał odstraszająco na innych.
Dominic Reyes
Wieczór w palmiarni był wyjątkowy i na pewno niezapomniany. Do domu wróciła z głową pełną burzy myśli i to nie tak jak wcześniej sądziła - na temat projektu nad którym pracowała. Cały czas myślała o Dominicu - jego historii jak odkrył to miejsce, jego wrażliwej i romantycznej duszy, którą przed nią odkrył, a przede wszystkim tej chwili, gdy leżeli na podłodze wpatrując się w gwiazdy. Nie miała świadomości czy trwała ona pięć minut czy godzinę. Każde uderzenie serce. Każdy odgłos oddechu. Każdy ruch dłoni na jej. Wszystko czuła intensywniej jakby na zwolnionym filmie, a jednocześnie było tego za mało. Zasypiając miała przed oczami jego twarz, gdy wpatrywał się w nią tak intensywnie, że pomimo pełnego ubrania, poczuła się naga. Jakby odnalazł klucz do jej duszy i wszedł do środka poznając jej myśli i pragnienie, bo jego kolejny ruch był dokładnie tym o czym marzyła. Pragnęła posmakować jego warg. Zatopić język w jego ustach i całkowicie oddać się tej chwili. Czując palce na brodzie delikatnie drgnęła, a jej myśli zaczęły uciekać jeszcze dalej. Mimo, że jeszcze jej nie pocałował, ona już wiedziała, że gdy to w końcu zrobi, to nie będzie w stanie się zatrzymać. Pragnęła znacznie więcej niż jeden, intensywny pocałunek. Pragnęła, aby tymi pocałunkami naznaczył całe jej ciało. Z tymi marzeniami zasypiała tamtego wieczoru.
Lecz nastał kolejny dzień, a wraz z nim pojawiły się wyrzuty sumienia, których wcześniej zabrakło. Wystarczyło zobaczyć tylko porannego smsa od Josha życzącego jej powodzenia na prezentacji. Trochę się pośpieszył, ale to było miłe i tak. Podziękowała mu i poprawiła go, że to jutro jest ten dzień, który będzie jej być albo nie być w tej firmie. Dlatego jak zwykle do biura przyjechała znacznie wcześniej, by wykorzystać jak najwięcej czasu nad projektem. Tak bardzo się mu poświęciła, że jak ognia unikała Dominica, który całe szczęście jej tego nie utrudniał jakoś. Nie wracała do poprzedniego wieczoru, bała się poruszyć ten temat.
Natomiast prawie zeszła na zawał występując w piątek na spotkaniu. Wszystko miała sprawdzone (przez Dominica również) i była gotowa na ewentualne pytania. Widać było, że przygotowała się znakomicie i na jej szczęście inni też to dostrzegli powierzając jej pierwszy, własny projekt. Pierwszą osobą, której się tym pochwaliła był oczywiście Reyes. Wyszła ze spotkania żwawym krokiem i musiała się pilnować, by nie pobiec do jego gabinetu. Wparowała tam bez pukania i od razu rzuciła mu się w ramiona zmuszając go do wstania od biurka.
- Udało się!- wyjaśniła zawieszając mu ręce na szyi i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że to mogło być ponownie niekomfortowe. Szybko się odsunęła, podziękowała za pomoc i przez resztę dnia dalej unikała. Wiedziała, że muszą przegadać pewne tematy i to co między nimi zaszło, ale nie była na to gotowa.
Przez weekend chciała świętować z Joshem swój sukces. Tak chyba robią pary, prawda? Wspierają się podczas porażek i razem celebrują sukcesy. Niestety miał on inne plany, które nie wypada już odwołać - ani w piątek ani w sobotę. Drugiego dnia przyjaciółka zrobiła jej wykład, że zachowuje się żałośnie i powinna się też zabawić bez faceta. O dziwo nie trzeba było Skye długo dzisiaj do tego przekonywać, ponieważ wiedziała, że dziewczyna ma rację. Dlatego przyszykowała się zakładając sukienkę idealnie podkreślającą jej wszystkie walory i ruszyła z przyjaciółką do klubu.
Nie bawiły się w żadne drinki, a wybrały shoty, które piły jedne za drugim na zmianę lądując na parkiecie. Kręciło się wokół nich kilku facetów, ale Skye pomimo alkoholu we krwi trzymała klasę i każdego spływała. Nie była żadnym zainteresowana, chciała się bawić sama ze sobą. Dać się porwać muzyce i całkowicie zresetować. Nie potrzebowała do tego facetów, bo już jeden ją olał i wczoraj i dzisiaj. I wiele razy wcześniej.
Mimo, że dziewczyny miały za sobą już kilka wypitych kolejek, podeszły do baru po kolejną. Ponownie podbił do nich jakiś mężczyzna, ale tym razem dosyć namolny. Skye stała przodem do baru, tylko przewracała oczami i odtrącała non stop jego dłoń ze swojej talii i powtarzając .- Nie jesteśmy zainteresowane, daj nam spokój- była coraz bardziej poirytowana jego zachowaniem i olewaniem przez barmana, że stoją tutaj dobre kilka minut i wciąż nie udało im się niczego zamówić. Czasami jednak dobrze było pójść do klubu ze swoim facetem, który chociaż działał odstraszająco na innych.
Dominic Reyes