Strona 1 z 2

I be like "no worries", then worries

: sob sty 17, 2026 1:16 pm
autor: Carrie Pillbury
Nie poznawała się ostatnio. A może raczej chciałaby tak powiedzieć, ponieważ pomimo dość niespodziewanych wydarzeń, które rozegrały się w ciągu kilku ostatnich dni, Carrie nadal pozostawała tą samą Carrie.
Nie była to też pierwsza szalona rzecz, na którą zdecydowała się w swoim życiu, a wiele osób najpewniej stwierdziłoby, że na piedestale wciąż utrzymuje się porzucenie prawniczej kariery akurat wtedy, kiedy prawie udało jej się dopiąć ją do końca. Sama zresztą też tak uważała, nawet jeżeli czuła przecież, że ta decyzja zrzuciła jej kamień z serca. Za jej sprawą nie czuła się więc s k o ł o w a n a, ponieważ już w tamtym momencie zdawała sobie sprawę z tego, że niczego innego nie chciała.
Tego samego nie mogła jednak powiedzieć w kwestii własnych u c z u ć.
Myśli o nich nie chciały jej ostatnio opuścić, dlatego robiła wszystko, aby jakoś je od siebie odpędzić. Zabrała się nawet za porządkowanie tego chaosu, który razem z wynajęciem podstarzałej ruiny przywitał ich na strychu. Do niedawna usilnie omijała to pomieszczenie w obawie przed tym, ile czasu pochłonie segregowanie ukrytych tutaj s k a r b ó w.
I nie pomyliła się, ale wcale nie dlatego, że zakopała się w ich ilości. Najwięcej czasu pochłonęło jej bowiem zaczytywanie się w pamiętniku, który znalazła gdzieś pośród zawartości jednej ze stert, którymi chwilę wcześniej się otoczyła. Nie zwróciła nawet uwagi na to, jak niestabilnie je ustawiła, więc kiedy z jednej z nich spadło coś z hukiem, poderwała się na równe nogi z niespodziewanym piskiem.
Zwyczajnie się wystraszyła.
Wychyliła się jednak, aby zerknąć w stronę drzwi, które prowadziły na strych. Być może obecność April powinna ją zaskoczyć, ale jednak skupiła się na tym, że odetchnęła z ulgą. — Cholera, przepraszam — skomentowała, kiedy dostrzegła, że u stóp dziewczyny leżało jakieś opasłe tomiszcze, które najpewniej to właśnie Carrie wcześniej ułożyła na szczycie innych, pozornie bezużytecznych rzeczy, które leżały obok. Niewiele brakowało, a książka pewnie wylądowałaby na jej głowie.
Skoro jednak nic się nie stało, nie było powodów, dla których musiałaby przesadnie się martwić. — Dałam się pochłonąć lekturze. Musiał tu wcześniej mieszkać ktoś, kto miał szalenie ciekawe życie — stwierdziła, unosząc ku górze niewielki pamiętnik, który przed chwilą zaprzątał jej głowę. Było to szalenie ciekawe znalezisko, choć jednocześnie sprawiło, że nici były z porządków, które wcześniej zaczęła, ponieważ to właśnie na nim skupiła się całkowicie.

April Finch

I be like "no worries", then worries

: sob sty 17, 2026 4:09 pm
autor: April Finch
W tym roku rzadko bywała we własnej sypialni. Wprawdzie minęło dopiero kilkanaście dni, ale jej matka już zaczęłaby narzekać, że traktuje dom jak hotel. Całe szczęście już z nią nie mieszkała. Jej współlokatorzy nie mieli takich problemów. Pewnie nawet trochę się cieszyli, bo to oznaczało święty spokój i łatwiejszy dostęp do łazienki. Pierwszą część miesiąca April totalnie przeimprezowała, często nawet tutaj nie śpiąc. Od kilku dni z kolei siedziała głównie w pracy i wracała tu tylko po to, żeby się przespać. Dzisiaj jednak naprawdę trudno było jej znaleźć sobie zajęcie. W jej biurowcu był ktoś właściwie o każdej porze dnia i nocy, więc mogłaby tam pojechać i się czymś zająć. Mogłaby też siedzieć zamknięta we własnym pokoju i po prostu działać stamtąd. Ale jakoś nie mogła się do tego wszystkiego zmusić. Powinna pewnie coś zjeść i trochę odpocząć, żeby nie zacząć zwariować. Gotowanie też jednak na ten moment ją przerastało. Snuła się po korytarzach, licząc, że los sam podsunie jej do rąk perfekcyjnie zajęcie.
Otwarte drzwi na strych były kuszące. Nie spędziła tam za dużo czasu, odkąd się wprowadziła. Zobaczyła tylko, jak bardzo jest do nieogarnięte i obiecała sobie, że na pewno w końcu weźmie udział w sprzątaniu. Dni mijały, a ona tam nie wracała. Teraz miała idealną okazję. Ktoś tam dzisiaj buszował. Albo mieli włamywacza. Tak czy siak, powinna sprawdzić.
— O matko, przepraszam. — Ach, ta kanadyjska uprzejmość. Przestraszyła się, że zniszczyła jakąś konstrukcję i pewnie jeszcze zrobiła tym komuś krzywdę. Rozejrzała się niepewnie w poszukiwaniu dodatkowych ofiar, ale chyba wszystko było okej. Carrie była w jednym kawałku, to najważniejsze.
— Mówisz? Ale to jakieś akcje jak w Mamma Mia? — Przeszła nad leżącą na podłodze książką i zaczęła się uważnie rozglądać. Chodziła od ściany do ściany, nucąc pod nosem Honey, honey które w filmie wpleciono w opowieść o seksualnych podbojach postaci granej przez Meryl Streep. Jeżeli pamiętnik faktycznie skrywał takie smaczki, to warto było zostać i posłuchać.
— Przyszłaś tu po prostu poczytać czy posprzątać? Bo jak to drugie, to mogę ci pomóc. — Nachyliła się nad jakimś zamkniętym pudłem z napisem kuchnia. Przejechała palcem po ściance i spojrzała na grubą warstwę kurzu, którą przy okazji zgarnęła. A może jednak lepiej będzie uciec do pracy?

Carrie Pillbury

I be like "no worries", then worries

: ndz sty 18, 2026 5:15 pm
autor: Carrie Pillbury
To miejsce miało być jednym z tych, które zwyczajnie lepiej jest omijać. Miała nie wracać tu po nic innego, jak ewentualne dorzucenie kolejnych rzeczy, które na dole wydawały się zupełnie zbędne. Mogli uczynić ze strychu coś w rodzaju tego pomieszczenia, które kryło się za zamkniętymi drzwiami w mieszkaniu Moniki Geller, co byłoby w porządku, bo czy przypadkiem nie każdy miał u siebie taki składzik?
Przez kilka pierwszych miesięcy ta wizja ani trochę jej nie przeszkadzała. Carrie wcale nie wyrywała się do tego, aby uprzątnąć panujący tu bałagan, ponieważ zwykle miała do roboty ciekawsze rzeczy. Szykowała się do prób, albo zwyczajnie pracowała w jakimś barze, aby mieć przynajmniej trochę środków, które były jej potrzebne do życia, skoro jej płaca za realizację przedstawienia była odsunięta w czasie do momentu, w którym ono rzeczywiście nie zostanie wystawione na deskach teatru.
A to cały czas odwlekało się w czasie.
Dziś jednak nie miała do roboty n i c, co narażało ją na konfrontację z uporczywymi myślami, od których za wszelką cenę chciała uciec. Zaszyła się więc na strychu i podjęła się zadania, które od długiego czasu nie zostało zrealizowane. Wszystko wydawało się bowiem lepsze od zaszycia się w pokoju i katowania się tym, co siedziało jej teraz w głowie.
Cholera, nie wiem. Jeśli tak, to do tych części jeszcze nie doszłam — stwierdziła i na szybko przekartkowała notes, który trzymała w dłoniach. W ten sposób nie była jednak w stanie wyłowić pikantniejszych smaczków, dlatego zamknęła go i odłożyła na bok. Zamierzała później zabrać go ze sobą na dół i wieczorem dokończyć lekturę.
Rozejrzała się po chaosie, który panował dookoła, a później wypuściła głośniej powietrze. — Potrzebowałam zajęcia, więc uznałam, że sprzątanie to nie będzie taki zły pomysł, ale… nie wiem, czy starczy mi na to doby — bo wszystkiego było tu zwyczajnie zbyt dużo.
Potarła dłońmi uda, chwilę po tym zdając sobie sprawę z innego, dość istotnego szczegółu. — Masz dzisiaj wolne? — zapytała, mając to dziwne wrażenie, że ostatnio praktycznie się nie widywały. Kiedy Carrie zaglądała do domu, bywał tu głównie samotny Toto, który dzielnie dotrzymywał jej towarzystwa, odkąd go adoptowała. I robił to wyłącznie w te dni, kiedy nie był pod opieką Lando, który zabrał go ostatnio, dzięki czemu dziś nie kręcił jej się pod nogami.

April Finch

I be like "no worries", then worries

: pn sty 19, 2026 11:02 am
autor: April Finch
Westchnęła zawiedziona, że tym razem będzie musiała obejść się smakiem i nie poczytają wspólnie pikantnych szczegółów z czyjegoś minionego życia seksualnego. Właściwie to powinna odczuwać raczej ulgę. Jej własne relacje pod tym względem były ostatnio w tak pokręconym stadium, że zdrowiej byłoby po prostu od tego wszystkiego odpocząć. Ostatecznie nie zaoferowała się do wspólnego czytania z Carrie, gdy współlokatorka dotrze już do idealnych momentów.
— Polecam metodę małych kroczków. Całości nie ogarnęłybyśmy nawet we dwie, ale jak zrobimy tutaj dzisiaj cokolwiek, to i tak będzie sukces w porównaniu do ostatnich miesięcy, nie? — Uśmiechnęła się przepraszająco, bo przecież to była też jej wina. Z początku angażowanie się w remont domu było dużo prostsze. Ostatnie tygodnie wszystko to jednak jakoś rozmyły. Przynajmniej nie unikała swoich zwykłych obowiązków. Nie była typem współlokatorki, który zostawia po sobie straszny syf i wojną psychologiczną zmusza pozostałych do ogarnięcia jej burdelu. Na bajzel pozwalała sobie tylko we własnej sypialni, o resztę dbała z należytym szacunkiem.
— Niestety wychodzę z założenia, że zawsze jestem w pracy. Ale dzisiaj chyba naprawdę to wszystko oleję. Więc jestem do twojej dyspozycji. — Rozłożyła szeroko ręce, dokładnie prezentując, co Carrie mogła wykorzystać. Drobne ciało April raczej nie zwiastowało przełączenia się w tryb perfekcyjnej sprzątaczki albo budowlańca, ale cóż. Przynajmniej miała wielkie serce i faktycznie chęci, a nimi dało się zwojować całkiem sporo. Na potwierdzenie tych słów przestawiła nawet kilka pudeł, tworząc z nich niewielką wieżę, by dostać się do kolejnych paczek, stojących do tej pory z tyłu. I wtedy zabrakło jej trochę pomysłów.
— To co, przyniosę piwo albo kawę, co tam wolisz i wytłumaczysz mi, skąd w tobie ta desperacja szukania jakiegokolwiek zajęcia, że aż musiało trafić na sprzątanie. — Klasnęła w dłonie, by dodać sobie nieco energii i animuszu. Questem na dziś było zostanie świetną kumpelą i doskonałą współlokatorką. To się dało zrobić. Najpierw poszła do kuchni, żeby przynieść napoje, na które zdecydowała się Pillbury.
— Nie plotkowałyśmy jakieś milion lat. Ale kojarzysz jeszcze, kim jestem i że tu mieszkam? Ty jesteś... Marrie, o ile mnie pamięć nie myli? — zażartowała, unosząc w jej stronę własną butelkę z piwem w geście toastu.

Carrie Pillbury

I be like "no worries", then worries

: pn sty 19, 2026 8:07 pm
autor: Carrie Pillbury
Ogarnięcie tego bałaganu było nie tyle trudne, co zwyczajnie zniechęcające. Carrie nie była w stanie obudzić w sobie względem tego żadnego zapału, ponieważ było tego po prostu za dużo. Właśnie dlatego tak bardzo odwlekała to w czasie, woląc skupić się na rzeczach, które były bardziej naglące, ponieważ mogły utrudniać im funkcjonowanie w domu. Na strych rzadko kiedy ktoś zaglądał, więc zalegające tu kartony jakoś szczególnie im nie przeszkadzały.
Co innego, gdyby coś się w nich zalęgło.
Carrie musiała więc przyznać jej rację. Zrobienie c z e g o k o l w i e k i tak byłoby sporym postępem, dlatego w odpowiedzi nieznacznie pokiwała głową. — Idealnie, chociaż babski wieczór powinnyśmy chyba spędzać w nieco dogodniejszych warunkach — nie wspominając o tym, że przecież cały czas było jeszcze popołudnie. W dodatku wcale nie tak późne.
Zaraz jednak okazało się, że porządki także były w stanie sobie uprzyjemnić, z czego Carys zdała sobie sprawę, kiedy April wspomniała o napojach. A choć ostatnie wydarzenia sugerowały, że od alkoholu powinna się trzymać z dala, po tej propozycji odpowiedź mogła być tylko jedna. — Poproszę piwo! Najlepiej to o smaku liczi, powinno być jeszcze w lodówce — dokładnie to, które smakiem bardziej przypominało sok, dzięki czemu Carrie była w stanie wlać go w siebie ogrom i nawet jakoś mocno tego nie odczuwała. Pomijając oczywiście wzmożoną chęć biegania do toalety, ale czy to nie był skutek działania wszelkich napojów?
Kiedy April zniknęła na dole, Carrie zajęła się przygotowaniem dwóch pudeł - jedno zamierzała przeznaczyć na te rzeczy, które nadawały się wyłącznie do wywalenia, drugie zaś na te, które warto byłoby zachować, albo przynajmniej zadbać o to, aby w rękach kogoś innego zyskały drugie życie.
Poprawiała właśnie włosy, kiedy Finch wróciła na górę. Związała je nieco ciaśniej, a później przejęła od niej butelkę i od razu pociągnęła kilka łyków z jej zawartości. Zaśmiała się, kiedy w końcu oderwała szyjkę od ust. — Nie mogłabym zostać Scarlett? — zapytała przekornie. Odstawiła butelkę gdzieś na bok i sięgnęła po jeden z kartonów, aby zacząć przeglądać jego zawartość. Zanim się odezwała, skinęła jeszcze głową w stronę piwa. — Jeśli mamy nadrobić wszystkie plotki, będę potrzebowała tego więcej, więc… Ty zaczynaj. Gdzie się ostatnio podziewałaś? — bo przecież zauważyła to, jak mało bywała tu ostatnio nocami.
Nie bez powodu sama nie wstydziła się zaprosić tutaj wtedy gości.

April Finch

I be like "no worries", then worries

: pn sty 19, 2026 9:18 pm
autor: April Finch
Wspólne sprzątanie budowało charakter. Tak przynajmniej twierdziła pani Finch, gdy starała się zmusić córki do wykonywania swoich obowiązków. Żadna z sióstr w to raczej nie wierzyła, ale jak trzeba było wziąć się do roboty, to jakoś się brały. A przynajmniej tak było w przypadku April. Była najstarsza i przez większość życia ciążyło jej to na głowie. Starała się być tą najbardziej rozsądną, odpowiedzialną i posłuszną. I to się właściwie zazwyczaj udawało. Kiedy opowiadała to znajomym poznanym w dorosłości, często załamywali nad tym ręce. To jakie muszą być te pozostałe Finch, skoro ta była najgrzeczniejszą i najbardziej ogarniętą? Cóż, jest jak jest, rodzice musieli się z tym pogodzić. Przynajmniej wpoili jej zdolności wykonywania dokładnie swoich obowiązków, dlatego zanim jeszcze zaczęły porządnie rozmowę, przyniosła na strych jakąś miotłę, ręczniki papierowe i coś w sprayu do zapanowania nad kurzem.
— Żebyś potem wzdychała za brakiem Rhetta? Nie ma opcji. — Prychnęła rozbawiona. Zorganizowanie jej Rhetta Butlera na poczekaniu mogłoby być skomplikowane. Szczególnie biorąc pod uwagę, jak wyidealizowany wizerunek potencjalnego księcia z bajki miały fanki powieści pokroju Przeminęło z wiatrem. Niestety większość porządnych gości, których znała Finch było albo po ślubie albo było homoseksualnych. Albo homoseksualnych i po ślubie.
— Dziewczyno, a gdzie ja się nie podziewałam. — Pokręciła głową zażenowana sama sobą i upiła kilka łyków z butelki. Odstawiła szkło na bok tak, żeby go zaraz nie przewrócić i wzięła się za segregowanie wcześniej odłożonego pudła z napisem kuchnia. Podziałka, którą wymyśliła Carrie, była raczej prosta do skumania, a graty z pudła proste do posortowania. Zapowiadało się na to, że większość rzeczy będzie do wywalenia. Ale może znajdą się perełki?
— Dobra, to tak w telegraficznym skrócie. Przespałam się z Bonnie i przespałam się z Teddy. Z Teddy nawet kilkukrotnie. Spędziłyśmy razem Sylwestra, a ja potem popadłam w jakąś furię przerażenia, że ona mnie wcale nie chce tak na serio i zaraz popsuję piętnaście lat przyjaźni. Nie odzywałam się do niej przez dwa tygodnie, na zmianę siedząc w robocie albo na imprezach i puszczając się na prawo i lewo, więc no, wtedy tu nawet nie sypiałam. Potem się pokłóciłyśmy, ja na moment popadłam w depresję i spędzałam już każdą możliwą godzinę w biurze, wracając tutaj tylko na sen, a w ogóle to jeszcze mnie dobija, że zaraz mam trzydziestkę no i tak to się jakoś toczy. — Wystrzeliwała z siebie słowa w tempie karabinu maszynowego, nie dając Carrie nawet momentu na wzięcie porządnego oddechu, a co dopiero przerwanie jej. Do Bonnie wzdychała od dłuższego czasu, o czym pewnie Pillbury miała okazję kiedyś posłuchać. Zawsze jednak była pewna, że Miller jest hetero. Z kolei flirtów z Teddy, którą znała się od liceum, nigdy nie brała na poważnie, zawsze były tylko przyjaciółkami. Biorąc pod uwagę, że obie zaliczyła w grudniu, to bilans miała niezły. Uśmiechnęła się bezradnie do współlokatorki i wzruszyła ramionami. Odłożyła talerz w herubinki na stos rzeczy z potencjałem do sprzedania.

Carrie Pillbury

I be like "no worries", then worries

: ndz sty 25, 2026 2:21 pm
autor: Carrie Pillbury
Prawdę powiedziawszy Carrie nawet porządnie sobie tego nie zaplanowała. Nie przygotowała się w ogóle do tego, aby realnie cokolwiek tutaj uporządkować, ponieważ wybranie się na strych miało stanowić dla niej formę ucieczki przed tym, co naprawdę jej doskwierało. Chciała zająć czymś ręce, aby odgonić myśli, które w ciągu ostatnich dni atakowały ją ze zdwojoną siłą, na co nie była przygotowana.
Nie była też gotowa na ten chaos, który p r z y p a d k o w o wkradł się do jej pozornie uporządkowanego życia. Pozornie, ponieważ od niemal roku cały czas podejmowała decyzje, które wiele osób uznałoby za nierozsądne. Najpierw rzuciła swoją jedyną szansę na zapoczątkowanie prawniczej kariery na krótko po tym, jak skończyła studia i przed sobą miała wyłącznie ostatni etap, aby dopiąć to wszystko na ostatni guzik, a później jeszcze skończyła bez dachu nad głową, który z dobrej woli zapewniali jej rodzice.
Została z niczym, a przynajmniej tak wyglądało to pozornie, ponieważ nadal miała przy sobie przyjaciół, z którymi łatwiej było jej przez to przebrnąć. Dzięki takim osobom, jak April, nie czuła, że całkowicie nawaliła. A choć nie mówiła o tym głośno, była jej za to naprawdę wdzięczna. — Trochę byłoby za czym wzdychać — skomentowała, a na jej usta wkradło się rozbawienie. Finch miała ten nieopisany talent do tego, by wydobywać z niej uśmiech nawet wtedy, kiedy Carrie bynajmniej nie miała ochoty sobie na niego pozwalać.
Potrzebowała jednak chwili na to, aby zapanować nad napływem informacji, które nagle wyrzucać zaczęła z siebie April. Znały się nie od dziś i Carrie wiedziała, że w jej życiu niekiedy działo się d u ż o, jednak teraz miała poważny problem, aby nad tym wszystkim nadążyć. Właśnie dlatego sama na moment porzuciła segregowanie, którym zajmowała się do tej pory. — Cholera, kiedy się ostatnio widziałyśmy? — zastanowiła się nad tym, całkiem poważnie próbując sobie to przekalkulować. Na podstawie jej opowieści miała wrażenie, że minęły całe wieki.
Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, a później nerwowo ją przygryzła. — To co właściwie się teraz z wami dzieje? Dogadałyście się? — zapytała, ponownie sięgając po butelkę z piwem, z której zdecydowała się upić kilka większych łyków.
Z jednej strony pocieszającym powinno wydawać jej się to, że nie tylko jej życie uczuciowe stanowiło obecnie tak duże zamieszanie, ale z jakiegoś powodu wcale nie czuła się tak, jakby zaraz miała zacząć skakać z radości. Wręcz przeciwnie, wolałaby mieć możliwość zdjęcia z jej barków choćby kilku trosk. — Cały czas zapominam, jaka jesteś stara — dodała w ramach żartu. Zważywszy na to, że życie rzekomo zaczyna się dopiero po czterdziestce, April nie miała jeszcze żadnego powodu, by przejmować się swoim wiekiem.

April Finch

I be like "no worries", then worries

: pn sty 26, 2026 11:02 am
autor: April Finch
Sprzątanie takich miejsc mogło działać jako dobre uziemienie. Ogarnięcie danej przestrzeni to powtarzalna czynność, a takie przecież potrafiły uspokoić rozkołatane umysły. Dodatkowo, to praca, która dawała wymierne efekty. Nawet jeśli miałby ogarnąć tylko jakiś skrawek, na pewno po wszystkim zauważą różnicę. A to oznaczało potencjalny dopływ dopaminy do mózgu. Przy zawirowaniach, na jakie sobie pozwalały, coś tak prozaicznego może faktycznie okazać się zbawienne. Sama pewnie teraz nie zakasałaby rękawów i nie poddała się pokusie ogarniania tego. Zatopiłaby się pewnie w pracy, a jednak robota kreatywna dawała całkiem inny rodzaj radości. No i jej efekty nie były takie namacalne, co utrudniało czerpanie z niej korzyści.
— To wszystko działo się nie dalej niż w święta. — Prychnęła rozbawiona. Faktycznie jej historia brzmiała tak, jakby nagromadziła tych wydarzeń z całego roku jak nie lepiej. A to nawet nie był cały miesiąc. To dopiero było wykańczające! Może gdyby rozłożyła sobie te dramaty w czasie, teraz czułaby się lepiej? Chociaż z drugiej strony, męczyłaby się z nimi bardzo długo. Jakby się tak dawała trawić przez kilka miesięcy, to teraz też byłaby wymęczona. Tak źle i tak niedobrze.
— Chyba tak. Zachowujemy się dużo normalniej. Rozmawiamy regularnie, to już coś. Ale sama już nie wiem, w co ja się wkręciłam i dokąd to doprowadzi. Zazwyczaj uznaję, że w tym cała zabawa, ale trochę boję się, jak poradzimy sobie z kolejnym potencjalnym kryzysem. — Wpatrywała się przez moment w bibeloty z pudła. Co rusz traciła głowę dla nowej kobiety. Zatracała się w świeżej miłości, a potem cierpiała po złamanym sercu. Jej relacje nigdy nie trwały zbyt długo, co często było jej winą. Z Teddy powinno być inaczej. Przecież znały się od liceum, nie powinny dać się popsuć jakimś głupotom. Trudno było jednak zdecydować, gdzie kończy się zabawa i sprawiedliwość, a gdzie zaczyna niebezpieczeństwo i realna krzywda. Będzie musiała przekonać się na własnej skórze. Westchnęła teatralnie, ukrywając na moment twarz w dłoniach. Jedno było pewne, od narzekania nic dobrego się nie wydarzy, niczyja relacja się nie poprawi. I tego powinna się trzymać.
— To teraz ty, młoda. Przebij mnie. — Wycelowała w nią szyjką butelki i ponagliła ruchem ręki. Wcześniej Carrie zapowiedziała swoje dramaty dość zjawiskowo. April miała trochę nadzieję, że faktycznie jej sytuacja była bardziej pokręcona. Z egoistycznych pobudek chciała przez moment nie czuć się jakaś najgorsza w świecie. Ale przecież nie życzyła Pillbury źle. Niech dramaty będą wielkie, ale łatwe i szybkie do rozwiązania!

Carrie Pillbury

I be like "no worries", then worries

: pn sty 26, 2026 6:00 pm
autor: Carrie Pillbury
Może był to po prostu ten etap życia, w którym wszystko dzieje się jakby w przyspieszonym tempie? Carrie miała wrażenie, że w ciągu minionego roku wszystko wywróciło jej się do góry nogami. Podjęła szereg niespodziewanych decyzji, częściowo takich, których sama wcześniej by się po sobie nie spodziewała. Nie czuła się z nimi źle, choć musiała na nowo przyzwyczaić się do tego, jaki kształt obrało jej życie.
Miała jednak nadzieję, że w którymś momencie w końcu poczuje się z niego zadowolona.
Obawiała się jednak tego, że gdzieś w tym chaosie zatraciła także własny rozsądek. Udowodniła to w szczególności ostatnio, kiedy nagle ten sam mężczyzna, z którym zacięcie walczyła od kilku miesięcy, zaczął budzić w niej uczucia, których Carrie tak do końca nie rozumiała. Nie wiedziała, dlaczego w ogóle spojrzała na Lando i n a c z e j, nie wiedziała też, dlaczego pozwoliła temu trwać.
Dostrzegła teraz jednak, że w podejmowanych przez nią decyzjach wcale nie musiało być niczego dziwnego, ponieważ inne, bliskie jej osoby także potrafiły wpędzić się w niezłe szaleństwo. Może nawet większe od tego, w którym utknęła ona.
Przez to, jakie tory obrała rozmowa, cholernie ciężko było jej się skupić na sprzątaniu. Nic więc dziwnego, że zawartość tego pudła, które sama sobie wybrała, wcale nie zaczęła się zmniejszać. Przeciwnie do zawartości jej butelki. Piwa ubywało stamtąd całkiem sporo. — Więc… czujesz coś do niej? — zapytała, obracając w dłoniach butelkę. Jasne, należała do grona tych osób, które wcale nie uważały przygodnego seksu za coś złego, ale jednocześnie wiedziała też, że mieszanie go do przyjaźni nigdy nie kończyło się d o b r z e. Podobnie zresztą jak mieszanie go z pracą, a na to przecież sama się zdecydowała.
Właściwie… — zaczęła, podczas gdy jedna z jej dłoni wylądowała na karku, który w nerwowym geście potarła. — Chyba nie jestem w stanie. Nie zaliczyłam swojej przyjaciółki, ani… jak to ujęłaś? Nie puszczałam się na prawo i lewo? Ale mi chyba też sytuacja wymknęła się trochę spod kontroli — stwierdziła, tym razem nieco uważniej skupiając się na sortowaniu zawartości pudła. Trochę dlatego, że wolała nie spoglądać na April, kiedy wyrzucała z siebie te rzeczy, które najwyraźniej trochę ją jednak krępowały.
Pamiętasz, jak narzekałam, że muszę występować ze skończonym dupkiem? Tym, z którym znalazłam Toto. Okazuje się, że nie zawsze nim jest. Trzeba tylko trochę zająć mu usta — przyznała, wyciągając z pudła jakąś starą, zakurzoną szmatkę, którą zaraz z obrzydzeniem wrzuciła do tego kartonu, który przeznaczony był na rzeczy do wyrzucenia. — Nocował tu raz, jak cię nie było — a jego obecność nie ograniczyła się do n o c o w a n i a, jednak tę kwestię Carrie wolała pozostawić w domyśle.

April Finch

I be like "no worries", then worries

: pn sty 26, 2026 9:45 pm
autor: April Finch
Udało jej się ogarnąć odrobinkę chaosu z pudła, ale opróżnianie butelki szło dużo łatwiej. Z takim podejściem faktycznie daleko nie zajdą. Ale na pewno potem się rozkręcą! Wygadają się, a potem przecież będą musiały wyżyć się jakoś emocjonalnie, przenieść gdzieś własne problemy, a zakurzone graty grzecznie czekały na swoją kolej. Coś z tego w końcu będzie, na pewno.
Otworzyła usta, chcąc od razu udzielić odpowiedzi. Nie odezwała się jednak. Zamknęła je z powrotem i zamyśliła się na moment. Pytanie było banalne, a odpowiedź strasznie skomplikowana. Powinna zacząć się nad nią poważnie zastanawiać. Rozmowa z Carrie nie musiała być momentem podjęcia ostatecznych decyzji ani uporządkowania każdej myśli, ale na pewno da jej kopa do spojrzenia szczerze we własną głowę. Nie może przecież unikać odpowiedzi na to pytanie w nieskończoność.
— Kocham ją do szaleństwa, tego jestem pewna. Ale nie wiem, czy w taki sposób, w jaki powinnam. Nawet nie wiem, w jaki właściwie powinnam — wyjaśniła po chwili milczenia, wpatrując się w szyjkę od butelki. Kochała ją przecież od liceum. Była jej najlepszą przyjaciółką i gdyby tylko mogła, uchyliła by jej nieba. Ale z przyjacielskiej miłości nie robi się przecież takich rzeczy. Nie sypia się ze sobą i nie robi awantur o nic. Może więc te uczucia już dawno przekroczyły poziom, na którym plasowały się od lat? Nie była pewna. Nie miała też pojęcia, który poziom był dla niej teraz najzdrowszy. Strasznie ją to frustrowało. Kochała kochać ponad wszystko. Rzadko aż tak gubiła się we własnych uczuciach. To w ogóle nie było przyjemne.
Usiadła wygodniej, wsłuchując się w opowieść współlokatorki. Może skupienie się na cudzych problemach da jej odpowiedzi do swoich własnych? To byłoby bardzo wygodne. Jej dylematy nie były takie pokręcone jak te Finch. To akurat dobrze. Lepiej jak skupią się na czymś mniej wielowątkowym. Pokiwała głową na znak, że nadal pamięta jej narzekania na scenicznego partnera. Upiła kilka łyków piwa, ekscytując się na myśl o historii płomiennego romansu, którą spodziewała się usłyszeć.
— Carys Pillbury! Korzystasz z mojej nieobecności pełną parą. — Wyszczerzyła się, zadowolona z takiego początku. Cieszyła się, że całkowitym przypadkiem mogła zagwarantować jej nieco swobody w przyjemnym spędzaniu czasu.
— No dobra, to co dalej? Oprócz tego, że będziesz teraz wymuszać na nim duble scen pocałunków. Fajny z niego dupek? — Zlustrowała ją uważnie wzrokiem, jakby szukała na niej jakichś potwierdzeń trwania tego romansu. Niestety nie miała nigdzie przyczepionej plakietki z pikantnymi opisami ich upojnych prób, musiała opierać się tylko na tym, co Carrie powie jej z własnej woli.

Carrie Pillbury