Strona 1 z 3

dating isn't really our thing

: sob sty 17, 2026 8:15 pm
autor: zaylee miller
044.
Randki nigdy nie były w ich stylu. Ostatnia, na którą wyszły, zakończyła się interwencją ratunkową, bo jeden z facetów dostał odmy płucnej, a t‑shirt Swanson prawie stracił status ulubionego, nasiąkając cudzą krwią. Od tamtej pory zgodnie uznały, że odpuszczają sobie takie romantyczne wieczory. Ten wypad to miasta można było potraktować jak przedwczesne walentynki, których dotąd nie obchodziły i których zapewne nie zaczną celebrować także w tym roku. Zaylee i tak spędzi dzień zakochanych w prosektorium, po łokcie zanurzona w ludzkich narządach. Dla niej to było idealnie odzwierciedlenie tego, w jaki sposób najchętniej obchodziłaby podobne. Na szczęście Evina doskonale rozumiała jej osobliwą miłość do sekcji zwłok i nigdy nie miała jej tego za złe.
Na kolację wybrały przytulną knajpkę w północnej części Toronto, w której podobno serwowano najlepszy ramen. Miller zależało też na ciszy i umiarkowanym ruchu. Swanson dopiero co opuściła szpital i ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała, były dodatkowe bodźce. Miało być spokojnie i smacznie.
Uważaj, parking jest oblodzony — ostrzegła, wysiadając pierwsza.
Obeszła samochód i przytrzymała drzwi od strony pasażera, aby narzeczona mogła do niej dołączyć. Podała Evine kule i cofnęła się o pół kroku, dając jej przestrzeń i poczekała, aż sama ruszy w stronę restauracji. Nie wtrącała się i nie proponowała pomocy. Wychodziła z założenia, że jeśli Swanson będzie jej potrzebować, to o nią poprosi. Sama wielokrotnie podkreślała, że nie jest inwalidą. Co z tego, że teraz trochę była. Mimo wszystko Zaylee postanowiła się tego trzymać, nawet jeśli za każdym razem drgała, kiedy gumowe końcówki stukały o lód.
Zadziwiające, że nigdy tu nie byłyśmy — zauważyła, zerkając w kierunku oświetlonego budynku. Szła tuż obok, żeby w razie czego móc zareagować, ale jednocześnie nie na tyle blisko, aby naruszać niezależności ukochanej. Tak było fair.
Właściwie nie powinna być w szczególnym szoku, że do tej pory jeszcze tutaj nie zajrzały. Powód był bardzo prosty — rzadko chodziły po restauracjach. Brakowało im czasu, energii, a czasem zwykłej ochoty. Częściej zamawiały coś na wynos, bo tak było wygodniej. Ten wieczór stanowił wyjątek od reguły. Poza tym była to doskonała okazja, żeby Swanson w końcu wyszła z domu. Od przeszło tygodnia była uziemiona. W dodatku dostała kategoryczny zakaz samodzielnego chodzenia gdziekolwiek pod nieobecność Miller, która musiała wrócić do pracy. Tak było bezpieczniej. Zaylee nie chciała później słuchać, że ukochana straciła równowagę, wymyślając sobie spacer po osiedlu. To nie był jeszcze ten czas. Zwłaszcza przy pogodzie, gdzie temperatura wciąż spadała poniżej zera, a śnieg prószył nawet w drodze z parkingu do knajpy.

Evina J. Swanson

dating isn't really our thing

: sob sty 17, 2026 10:45 pm
autor: Evina J. Swanson
Niemal od samego początku zgodnie twierdziły, że randki nie były dla nich. Nie potrzebowały ich. One po prostu gdzieś wychodziły jeśli tylko miały ochotę. Randki z kolei polegały na poznawaniu drugiej osoby, żywieniu wobec niej jakichś oczekiwań oraz wiązały się z całą gamą nieprzyjemnego small talku oraz odpowiadania na cały arkusz pytań. One tego nie potrzebowały. Znały się w końcu doskonale, a ich związek był niezwykle silny i nie potrzebował ubarwień w postaci takich zabaw.
Niewątpliwie jednak podobne wyjście do knajpki serwującej dobry ramen można było uznać za randkę. Choć może był to raczej pomysł Zaylee na to jak umilić marudnej detektywce na zwolnieniu lekarskim dzień i wprowadzić w jej życie nieco kolorytu oraz dostarczy jej pewnego urozmaicenia. W takim zaś razie Swanson naprawdę nie mogła nic przeciwko takim randkom.
- Przecież widzę. Dam radę - zapewniła ją i trochę niechętnie przyjęła od niej oferowane kule.
Nie podobało jej się to, ale musiała korzystać z tego wsparcia, aby poruszać się w jakikolwiek sposób. Noga wciąż znajdowała się w stanie, który uniemożliwiał jej swobodne poruszanie się. Ponadto bolało jak diabli, ale w swoim uporze Evina starała się ograniczyć korzystanie ze środków przeciwbólowych jak tylko się dało, co nie zawsze jej się udawało.
- Pewnie zajrzałybyśmy tu wcześniej gdyby lokal był bliżej komendy. Po prostu się nie złożyło, żebyśmy miały tu po drodze - stwierdziła, skupiając się wybitnie mocno na tym, aby jednak nie wyrżnąć nigdzie orła o czym świadczyły mocno ściągnięte brwi.
W końcu jeśli już nie zamawiały czegoś na wynos to najczęściej zaglądały do lokali, które albo znajdowały się w pobliżu siedziby policji albo znajdowały się gdzieś po drodze, gdy wracały z jakiegoś miejsca zbrodni czy innego służbowego wyjścia. Dlatego też przez tak długi czas nie miały okazji do odwiedzenia tego konkretnego lokalu.
Zatrzymała się tuż przed drzwiami, czekając na to aż Miller je otworzy, bo sama miałaby z tym zdecydowanie zbyt duży problem. Mimo wszystko nie miała tak wielkiego problemu z korzystania ze wsparcia narzeczonej, gdy było to tylko konieczne.
Przekuśtykała przez próg i rozejrzała się po wnętrzu, kontemplując jego wygląd. Z pewnością wyglądało to jak lokal z wyższej półki. Coś zupełnie innego niż typowe bary czy knajpki z szybkim lub domowym żarciem, w których zwykle lądowały. Ten wieczór na pewno miał być wyjątkowy.

zaylee miller

dating isn't really our thing

: ndz sty 18, 2026 12:22 pm
autor: zaylee miller
Jeszcze tego brakowało, żeby zaczęły wypytywać się nawzajem o ulubione kolory i zainteresowania. Ich relacja całkowicie ominęła ten etap. Znały się od wielu lat, a wszystko inne wypływało naturalnie z rozmów. Dla Zaylee randki były czymś jednorazowym — kolacja, jeden albo dwa drinki i rzucone w biegu do zobaczenia, które nigdy nie dochodziło do skutku. Tymczasem one wracały do wspólnego domu, gdzie czekały koty i w którym już wkrótce miał zamieszkać dziewięcioletni chłopiec. Nic w tym układzie nie przypominało przelotnej przygody. Ich związek miał zbyt solidne fundamenty, aby bawić się w podobne rzeczy.
Z drugiej strony było coś przyjemnego w zabieraniu narzeczonej na randkę. W ten sposób udowadniały, że nie są zgnuśniałymi, uzależnionymi od pracy babami. Nijak miało się to do prawdy, bo najchętniej żadna z nich nie opuszczałaby komisariatu, ale potrzebowały jakieś odmiany. Nie za często. Tak od czasu do czasu, żeby nie zwariować.
Mogliby serwować ramen w The Last Alibi — stwierdziła, wchodząc za Eviną do restauracji. Kiedy nawiązywała do knajpy przy komisariacie, przytrzymała Swanson drzwi, żeby ta nie zahaczyła o nie kulami. W żadnym wypadku nie był to romantyczny gest, tego też nigdy nie przerabiały. Nie otwierały sobie drzwi ani nie odsuwały krzeseł przy stole. W oczach Miller nie było to konieczne. Obie były wystarczająco niezależne na coś podobnego.
Niby Kinton Ramen wyglądał jak lokal z nieco wyższej półki, to na pewno nie była jakaś zajebiście ekskluzywna restauracja. Wewnątrz panował klimatyczny półmrok, które rozświetlały papierowe lampiony, a ściany były wyłożone ciemnym drewnem, gdzieniegdzie ozdobionym prostymi grafikami przedstawiającymi falujące morze, gałęzie wiśni i kaligraficzne znaki. Przy długim barze z jasnego drewna stały wysokie stołki, a zza lady dobiegały głosy kucharzy. Na stołach nie było żadnych zbędnych ozdób, jedynie serwetniki, buteleczki z olejem chili i pojemniki z przyprawami. Niewątpliwie miało to swój klimat.
Zaylee nie robiła rezerwacji. Przypuszczała, że knajpka nie będzie przesadnie okupowana i nie myliła się. Zresztą nigdy nie robiły rezerwacji, kiedy wiedziały, że ich plany mogą się zmienić. W ostatniej chwili Miller mogła zostać wezwana na miejsce jakiegoś zdarzenia, żeby stwierdzić zgon, co zdarzało się już niejednokrotnie. Zajęły miejsce przy stoliku na końcu sali, gdzie Evina mogła swobodnie wyprostować nogę albo ułożyć ją na sąsiednim krześle. Miller sięgnęła po menu i tutaj zaczynały się schody, bo zjadłaby unoszące się w powietrzu zapachy sprawiały, że zjadłaby dosłownie wszystko. Przyjrzała się wszystkim pozycjom i westchnęła, dając narzeczonej do zrozumienia, że nie potrafi zdecydować się tylko na jedno danie.

Evina J. Swanson

dating isn't really our thing

: ndz sty 18, 2026 2:00 pm
autor: Evina J. Swanson
Nie cierpiały banałów. Lubiły konkrety i przechodzenie do rzeczy. Zero niepotrzebnych zabaw i mało interesujących rozmów, które wydawały się całkowicie zbędne oraz niekomfortowe. Dla Swanson randki bardziej przypominały rozmowę kwalifikacyjną, sprawdzająca czy warto zabrać kogoś do łóżka, bo nawet jeśli miała to być jednorazowa przygoda to nie każdy na nią zasługiwał.
Z nimi jednak było inaczej. Żyły razem już od dłuższego czasu i wiedziały, że warto na siebie poświęcić całą resztę życia. Układały swoją przyszłość i na pewno nie potrzebowały dodatkowego dreszczyku emocji, bo to zyskiwały już dzięki swojej pracy. Chociaż na pewno miło było od czasu do czasu znaleźć czas na to, aby gdzieś wyjść i zrobić z wolnym czasem coś innego niż zwykle.
- Wątpię czy mają tam kogoś kto zrobiłby porządny ramen. Za to to, co podają jest obłędne - skomentowała jeszcze odnosząc się do knajpki w pobliżu siedziby policji.
Był to raczej zwyczajny diner, serwujący w miarę szybko proste posiłki dla zapracowanych gliniarzy oraz innych pracowników komendy, którzy nie mogli sobie pozwolić na jakieś większe wyjście. Może ujęte w ten sposób nie brzmiało to zbyt zachwycająco, ale było tam naprawdę smacznie.
Dosyć szybko obie wyśledziły wolny stolik z tyłu, który oferował nie tylko dosyć sporą wygodę, ale także odpowiednią dozę prywatności. Wydał się być dla nich zatem oczywistym wyborem. Jedyną niedogodnością było jednak to, że Swanson musiała jakoś przemierzyć o kulach całą tę odległość.
W końcu jednak opadła na wygodne siedzenie i zerknęła na menu, które przedstawiało się dosyć imponująco. Każda z pozycji choć wydawała się do siebie podobna to oferowała jednak inne smaki i doświadczenia.
- Pomóc ci z wyborem? - dopytała jeszcze, widząc jak narzeczona przygląda się karcie dań.
Obstawiała, że pewnie i tak będą od siebie podjadać, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby wspólnie wybrały to, co brzmiało w tym momencie najlepiej dla ich dwójki. Zresztą miały czas na to, aby się porządnie namyślić.

zaylee miller

dating isn't really our thing

: ndz sty 18, 2026 5:34 pm
autor: zaylee miller
W przeszłości jednorazowe, niezobowiązujące przygody miały sens, biorąc pod uwagę ilość czasu, jaką Zaylee spędzała w pracy. Gdzieś pomiędzy nimi wplątywała się w związki, które może i trwały długo, ale w rzeczywistości nie miały prawa bytu. Prędzej czy później każdy, z kim się wiązała, dochodził do wniosku, że nie chce takiej relacji. Relacji, w której Miller stawiała swoją karierę ponad wspólną przyszłość. Może po prostu nie zależało jej aż tak bardzo, a może nigdy nie trafiła na kogoś, kto potrafiłby zaakceptować jej tryb życia. Kiedy związała się z Eviną, coś się zmieniło. Praca wciąż pozostawała dla niej ważna, bo była częścią jej tożsamości i ambicji, ale Zaylee nauczyła się ją wyważać. Fakt, że Swanson również była pracoholiczką, paradoksalnie tylko im pomógł. Rozumiały swoje obowiązki, długie godziny i zmęczenie, a jednocześnie potrafiły świadomie wybierać siebie nawzajem, kiedy miało to znaczenie.
Karty dań powinny zawężać się do maksymalnie dziesięciu pozycji — stwierdziła, przerzucając drugą stronę menu. — Zwłaszcza, że niektóre z nich różnią się tylko dodatkami i bazą — na pewno dla wielu ludzi miało to znaczenie i wywar robił kolosalną różnicę, ale Miller była kobietą wychowaną na przedmieściach niedużego miasta, więc nie potrzebowała wymyślnych potraw. Uwielbiała jedzenie samo w sobie, niezależnie od wszystkiego. — Czym różni się baza z sosu sojowego od pasty miso, która też jest sojowa? Poza konsystencją, oczywiście — uniosła wysoko brwi, a potem pokręciła głową, bo według nie shoyu ramen i miso ramen właściwie było dla niej tym samym. — Chciałabym coś, co nie będzie słodkie, tylko słone. I żeby nie pływały w środku fermentowane pędy bambusa — zaznaczyła, tym samym prosząc narzeczoną o radę. Nie poprosiła jej wprost, ale dała wytyczne, więc to mówiło samo za siebie.
Zaylee nigdy nie była wybredna względem dodatków, ale te pędy jakoś do niej nie przemawiała. Nie lubiła ciągnących i gumowych dodatków, które właziły między zęby. Cholera, zamówienie na wynos było jednak łatwiejsze. Człowiek klikał cokolwiek bez jakiegoś większego zastanowienia i potem jadł to, co mu przywieźli. A tutaj trzeba było udawać, że się na tym znało, żeby przypadkiem nikt nie spojrzał krzywo. Nie, żeby Miller jakoś szczególnie się tym przejmowała, ale nie lubiła pokazywać, że czegoś nie wiedziała, a same nazwy zup, w dodatku bez obrazków, niewiele jej mówiły. Wiedziała tyle, że różniły się intensywnością wywaru i dodatkami, ale czym więcej, to już nie miała pewności.
A ty co bierzesz? — dopytała, mrużąc przy tym oczy. Swanson musiała mieć świadomość, że jeśli zamówi coś, co posmakuje Miller bardziej, to będzie mogła pożegnać się na dobre ze swoją zupą, zamieniając się miskami z koronerką. Tak to właśnie działało. Akurat pod tym względem Zaylee nie różniła się szczególnie od dziewięcioletniego Samuela.

Evina J. Swanson

dating isn't really our thing

: ndz sty 18, 2026 9:00 pm
autor: Evina J. Swanson
Na samym początku Swanson zakładała, że one także będą może niekoniecznie jednorazową, ale na pewno raczej krótkotrwałą przygodą polegającą na namiętnym seksie w trakcie rozwiązywania sprawy pewnej denatki. Coś co pozwoliłoby im na rozładowanie stresu i towarzyszącego im napięcia, gdy tylko ścierały się ze sobą nienauczone jeszcze wspólnej koegzystencji.
- Za dużo opcji daje ci paraliż decyzyjny? - rzuciła z pewnym rozbawieniem, ale szczerze to po trosze się z tym zgadzała.
Wtedy pomocny okazywał się system eliminacji. Powoli Evina była w stanie odkryć to, czego pragnęła poprzez wykreślanie pozycji zawierających ten jeden składnik, którego nie lubiła lub nie miała na niego ochoty. Mogło to być jednak nieco trudniejsze w sytuacji koronerki, która była w stanie zjeść dosłownie wszystko.
- Pasta miso ma chyba jeszcze nieco inny posmak. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale na pewno ma to znaczenie - powiedziała z pewnym namysłem, nie potrafiąc do końca znaleźć odpowiednich słów. - Może w takim razie coś z grzybkami enoki? I na pewno coś, co nie ma kukurydzy.
One były słonawe. To już było coś, bo chociaż w ten sposób udało im się zawęzić listę ich opcji. Swanson też miała kilka pozycji, które wykreśliła. Wszelkie fermentowane rzeczy były dosyć ryzykownym posunięciem, bo czasem miewały bardzo specyficzny posmak. Wszystko zależało od konkretnego przepisu.
- Myślałam w sumie o szesnastce - odpowiedziała, wskazując numer pozycji, która ją najbardziej zaintrygowała. - Brzmi całkiem dobrze. Baza sojowa, enoki, zielona cebulka...
Brzmiało jak coś zdecydowanie dla niej. Podobnie jak pewnie połowa innych pozycji, ale z jakiegoś powodu właśnie ta wydawała się przemawiać do niej w tym momencie najbardziej. Starała się jednak nie nastawiać, bo zawsze mogła stracić swój obiad na poczet doktor Miller.

zaylee miller

dating isn't really our thing

: ndz sty 18, 2026 10:38 pm
autor: zaylee miller
To było w gruncie rzeczy naprawdę zabawne, że przez większość czasu potrafiła podejmować decyzje w każdej dziedzinie życia bez najmniejszego zawahania. Sprawy ważne, poważne, a nawet ryzykowne nie stanowiły dla niej problemu. A jednak kiedy przychodziło do wyboru durnej zupy, stawała się kompletnie bezradna. Wszystko przez to, że Miller pochłonąłby dosłownie wszystko, co znalazłoby się na stole. Problem polegał na tym, że nie dało się zamówić wszystkiego naraz. To byłoby nierozsądne, a Zaylee nie mogła pozwolić sobie na brak rozsądku nawet w tak błahych sytuacjach.
Potakiwała głową, bo dla niej wszystko brzmiało tak samo. Zwłaszcza te cholerne bazy.
To ja wezmę dwunastkę — zdecydowała w końcu. — Z pastą miso, czosnkiem, kiełkami fasoli, imbirem i plastrami wieprzowiny. To mój ostateczny wybór, bo im dłużej będę się zastanawiać, tym dłużej będziemy głodne — wetchnęła, odkładając menu na brzeg stolika, żeby przypadkiem przeglądanie innych pozycji nie okazało się zbyt kuszące. — Podejdę tam i złożę zamówienie. Tak będzie szybciej. Szesnastka, tak? — upewniła się, zerkając na narzeczoną. — Bez kukurydzy — zakodowała i wstała od stolika, ruszając w kierunku długiej lady.
Zaylee nie była księżniczką. Nie oczekiwała, że łaskawie przyjdzie i ją obsłuży. Zwłaszcza kiedy była głodna, a na jedzenie trzeba było jeszcze potem czekać. Zamówiła to, co obie wybrały, ale zostawiła otwarty rachunek. Kto wie, może jeszcze będą mieć ochotę spróbować czegoś więcej. Chociaż widząc te ogromne miski, które serwowano innym gościom, jedna porcja wydawała się wystarczająca. Nawet jak na możliwości Miller i jej żołądek bez dna.
Piętnaście minut — oznajmiła, gdy już wróciła do stolika i rozsiadła się na swoim miejscu. — Oby byli słowni, inaczej nie ręczę za siebie — dodała, ale w żartach. Jasna sprawa, że na głodzie stawała się nieco agresywna, ale teraz nie mówiła poważnie. Zacznie być poważna, jeśli czas oczekiwania wydłuży się o połowę. — Wygodnie ci z tą nogą? — zajrzała pod stolik, żeby ocenić pozycję, w jakiej Swanson trzymała kończynę. — Nie wolisz czegoś sobie podłożyć? — zapytała, choć powinna stwierdzić, że tak byłoby najlepiej, jednak nie chciała jej niczego narzucać. Bardzo starała się nie ingerować w rekonwalescencję narzeczonej i tylko czasami sugerowała, co zrobiłaby inaczej. Wiedziała jednak, że wyłącznie zakłócała tym spokojną głowę narzeczonej, a to zupełnie nie było potrzebne. Poza tym na razie przestrzegała wszystkich zaleceń lekarzy, więc nie musiała ciągle jej upominać.

Evina J. Swanson

dating isn't really our thing

: ndz sty 18, 2026 11:07 pm
autor: Evina J. Swanson
Wybór obiadu wydawał się być jedną z najtrudniejszych do podjęcia życiowych decyzji. Być może dlatego, że nie uruchamiał w człowieku żadnego mechanizmu, który był odpowiedzialny za dokonanie rozsądnego wyboru. Nie było tutaj w zasadzie żadnych konsekwencji. Nie pociągał za sobą nic i nie wpływał w żaden sposób na życie wybierającego poza tym, że przez najbliższy kwadrans towarzyszyć mu będzie taka, a nie inna potrawa. Być może właśnie dlatego było to tak skomplikowane.
- Świetnie. W takim razie decyzja podjęta - skwitowała, gdy tylko w końcu postanowiły, co takiego chciały wziąć. - Jasne. Będę czekać z utęsknieniem...
Podążyła za nią wzrokiem do lady, za którą znajdowali się kucharze. To nie tak, że nie mogła wytrzymać nawet minuty bez obecności koronerki, ale zrobiła to raczej odruchowo. Dobiegały ją jedynie ściszone dźwięki rozmowy, która tam się toczyła, a po krótkiej chwili zarejestrowała powrót narzeczonej do stolika.
- Jakoś to wytrzymasz, kochanie - rzuciła z lekkim rozbawieniem. - Ruch spory nie jest to pewnie uda im się wyrobić.
Widziała to zmartwione spojrzenie. Domyślała się także tego, że brakowało wyłącznie chwili do tego, aby Zaylee przeszła w pełen tryb poważnego lekarza i zaczęła zbytnio skupiać się na tej cholernej nodze, która wciąż co chwila rwała ją bólem, ale taka była już cena za próbę ograniczenia środków przeciwbólowych.
- Hej - odezwała się, starając się zwrócić jej uwagę i sięgnęła ponad stolikiem, aby móc ująć jej podbródek i unieść głowę. - Nie myśl o tej cholernej nodze. Skup się na mnie. Jest dobrze... Może lepiej opowiedz mi co ostatnio było w pracy?
Nie cierpiała faktu, że musiała siedzieć wiecznie w domu odcięta całkowicie od pracy, która często zapewniała jej rozrywkę i odpowiednią stymulację umysłową. Ciekawiło ją jednak jakie przypadki ostatnio otrzymała koronerka. Może znowu trafiło jej się jakieś zabójstwo, które mogłoby trafić do Swanson, gdyby nie jej niedyspozycja?

zaylee miller

dating isn't really our thing

: ndz sty 18, 2026 11:53 pm
autor: zaylee miller
Dobra, weź po prostu przyznaj, że chciałaś mi się pogapić na tyłek — powiedziała, wracając do tego, jak rzekomo Swanson wyczekiwała na nią z utęsknieniem. Gówno prawda. Nie było jej trzydzieści sekund. Pewnie gdyby to ona musiała pójść złożyć zamówienie, zajęłoby to znacznie więcej czasu i wtedy to Zaylee dopiero mogłaby mówić o prawdziwej tęsknocie. I niepokoju, który towarzyszył jej za każdym razem, kiedy Swanson zapierała się na kulach. To nie jej wina, że nie ufała im w taką pogodę. Na zewnątrz było ślisko, a podłoga w restauracji, chociaż regularnie przecierana i tak miała na sobie ślady roztopionego śniegu.
Ściągnęła brwi, kiedy narzeczona uniosła jej podbródek. Złapała ją za przegub i złożyła pocałunek na jej otwartej dłoni.
Skupiam się na tobie — zastrzegła natychmiast. — To twoja noga — zauważyła. Zboczenie zawodowe mieszało się z prywatną troską o zdrowie ukochanej, a to w przypadku Miller była jedną z najgorszych kombinacji. Stawała się wtedy aż nazbyt przewrażliwiona, co najwyraźniej nie umknęło Evinie.
Na pytanie o pracę nieco się ożywiła. Zabębniła palcami o blat stolika i przywarła plecami do oparcia krzesła, próbując wrzucić na luz. W końcu kochała gadać o prosektorium.
Znaleziono w parku faceta z ranami kłutymi, ale nie doszukiwałabym się w tym niczego niezwykłego. Został okradziony, więc chodziło o pieniądze — zaczęła, przypominając sobie resztę przypadków z tego tygodnia. — We wtorek na budowie znaleźli robotnika nadzianego na wystający pręt. Podejrzewają, że ktoś go zepchnął, ale wydaje mi się, że gość poślizgnął się i spadł — wzruszyła ramionami. Żadne ślady nie prowadziły do zabójstwa z premedytacją. Nic też nie wskazywało na to, żeby ktokolwiek znajdował się z nim na rusztowaniu przed wypadkiem. — Co jeszcze... Ach, kolejny karambol na czterysta jedynce. Najwięcej ofiar było w autobusie wycieczki szkolnej. Dzieciaki w wieku dziesięciu do dwunastu lat. Nie wzięłam tego, oddałam sekcje Hackmanowi i Pattersonowi — powiedziała i posłała uśmiech kelnerowi, który właśnie przyniósł im zieloną herbatę i oznajmił, że to darmowy poczęstunek. Cudnie, Evina będzie zachwycona.
Dla Miller autopsje dziecięce zawsze były najtrudniejsze. Niby już dawno się uodporniła, ale odkąd w ich życiu pojawił się Samuel, coś jej odkleiło i każdy przypadek starała się wcisnąć innemu koronerowi. Nie zawsze było to możliwe, ale jeśli było, to chętnie korzystała z takich okazji. Nie mogła nic poradzić na to, że rozkrajając dziecięce ciała od razu miała przed oczami Młodego. To chore, przecież zawsze potrafiła oddzielić pracę od emocji, jednak chyba instynkt macierzyński zbyt mocno się w niej zakorzeniał.
Ogólnie nic, czego mogłabyś żałować — powiedziała, bo wśród zgonów nie było żadne zabójstwa, które mogłyby zainteresować Swanson. — Ale jak będziesz grzeczna, to mogę pogadać ze Sloanem, żeby udostępnił mi jakieś nowe akta — mrugnęła do niej porozumiewawczo. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak bardzo narzeczonej brakowało pracy. I chociaż miała odpoczywać, to przynajmniej w taki sposób mogła zapewnić jej ciekawe zajęcie, kiedy sama była poza domem.

Evina J. Swanson

dating isn't really our thing

: pn sty 19, 2026 1:50 am
autor: Evina J. Swanson
Uniosła w odpowiedzi kącik ust w delikatnym uśmiechu, którego nie mogła powstrzymać. Cóż to był powód dobry jak każdy inny. Na pewno dużo przyjemniejsze było wodzenie wzrokiem za Zaylee niż wlepianie go chociażby w ekran smartfona czy też kontemplowanie minimalistycznego wystroju lokalu.
- Przez grzeczność nie zaprzeczę - odparła tonem, który sugerował, że Miller jak najbardziej miała rację, co do jej intencji, bo może jednak dokładnie o to jej chodziło.
Pogładziła kciukiem policzek narzeczonej niejako w odpowiedzi na ten pieszczotliwy pocałunek, który koronerka złożyła na wnętrzu jej dłoni po czym ponownie odchyliła się i oparła o oparcie krzesła, które miała za sobą.
- Może i tak, ale zdecydowanie wolę patrzeć w te piękne oczy niż żeby cały czas zerkały pod stół - odparowała, decydując się na zdecydowanie zbyt wiele tekstów rodem z komedii romantycznej niż normalnie przewidywały to ich standardy.
Być może to była atmosfera nadciągających walentynek i pierwszej od dawna randki, a może po prostu usilnie starała się w jakiś sposób oderwać myśli Zaylee od przestrzelonego kolana i skupić je na nietypowym zachowaniu. Tak czy siak: liczyła na to, że powstrzyma ją to od ciągłego zerkania czy też dopytywania czy wszystko było w porządku. Nawet jeśli zdarzyłby się moment, w którym Swanson ściągnęłaby w bólu brwi lub zacisnęła mocniej zęby.
Praca była tematem, który zawsze potrafił je z powodzeniem pochłonąć. Uwielbiała ten błysk w oczach Miller, gdy tylko miała okazję do tego, aby opowiadać o przypadkach, które trafiły na jej stół w prosektorium. Była w tym naprawdę nietypowa pasja oraz emocje niewystępujące w żadnym innym momencie. Domyślała się też, że zapewne sama też mogła sprawiać takie wrażenie, gdy tylko mogła zejść w rozmowie na temat badanych morderstw. W końcu pod tym względem się nie różniły zanadto.
- Czyli zwykła napaść rabunkowa zmieniona w prymitywne morderstwo; wypadek na budowie, który mógł być pewnie zostać uchwycony na monitoringu oraz wypadek drogowy... Nie brzmi to na jakieś fascynujące przypadki - przytaknęła, bo faktycznie nie wydawało to się być niczym, co mogłoby ją bardziej zainteresować.
Zdawała sobie sprawę z tego, że autopsje dzieci były dla Zaylee ciężkim tematem. Zwłaszcza ostatnio, gdy w ich życiu pojawił się Sam, rozgaszczający się w nim coraz bardziej z każdym kolejnym dniem. Miller od samego początku wydawała się typem nadopiekuńczej matki, która wszędzie widzi niebezpieczeństwo i groźbę śmierci. Trudno ją było za to winić skoro w pracy widziała naprawdę różne, a czasami wręcz absurdalne powody zgonów ludzi w każdym możliwym wieku. Wiedziała też, że wyobraźnie potrafiła nieraz ponieść, więc nie trzeba było wiele, aby koronerka zaczęła sobie wyobrażać podobne scenariusze z Samuelem w roli głównej.
- Rozmawiałam już wcześniej ze Sloanem... - odpowiedziała, sięgając po aromatyczną herbatę, którą chwilę wcześniej przyniósł im kelner. - Powiedział, że jak tylko poczuję się lepiej to może zarzucić mi część spraw z archiwum do ponownego rozpatrzenia... Nic ekscytującego. Raczej robota polegająca na siedzeniu w aktach. Archiwiści mieliby nawet mi przynosić na biurko materiały.
Była to zdecydowanie bardziej siedząca i mało wymagająca praca. Głównie musiałaby sprawdzić czy w sprawach, które miały być ponownie otwarte do rozpatrzenia wszystko było oryginalnie poprawnie przeprowadzone, czy coś komuś umknęło albo czy nie istniały dowody, które można byłoby ponownie przebadać za pomocą współczesnych technologii, aby uzyskać nowe informacje. Dodatkowo biorąc pod uwagę, że przez wiele lat ślady w kluczowych miejscach dawno już przepadły, a potencjalni świadkowie mogli poumierać to raczej nie miałaby nawet po co wychodzić osobiście poza teren komendy.

zaylee miller