dating isn't really our thing
: sob sty 17, 2026 8:15 pm
044.
Na kolację wybrały przytulną knajpkę w północnej części Toronto, w której podobno serwowano najlepszy ramen. Miller zależało też na ciszy i umiarkowanym ruchu. Swanson dopiero co opuściła szpital i ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała, były dodatkowe bodźce. Miało być spokojnie i smacznie.
— Uważaj, parking jest oblodzony — ostrzegła, wysiadając pierwsza.
Obeszła samochód i przytrzymała drzwi od strony pasażera, aby narzeczona mogła do niej dołączyć. Podała Evine kule i cofnęła się o pół kroku, dając jej przestrzeń i poczekała, aż sama ruszy w stronę restauracji. Nie wtrącała się i nie proponowała pomocy. Wychodziła z założenia, że jeśli Swanson będzie jej potrzebować, to o nią poprosi. Sama wielokrotnie podkreślała, że nie jest inwalidą. Co z tego, że teraz trochę była. Mimo wszystko Zaylee postanowiła się tego trzymać, nawet jeśli za każdym razem drgała, kiedy gumowe końcówki stukały o lód.
— Zadziwiające, że nigdy tu nie byłyśmy — zauważyła, zerkając w kierunku oświetlonego budynku. Szła tuż obok, żeby w razie czego móc zareagować, ale jednocześnie nie na tyle blisko, aby naruszać niezależności ukochanej. Tak było fair.
Właściwie nie powinna być w szczególnym szoku, że do tej pory jeszcze tutaj nie zajrzały. Powód był bardzo prosty — rzadko chodziły po restauracjach. Brakowało im czasu, energii, a czasem zwykłej ochoty. Częściej zamawiały coś na wynos, bo tak było wygodniej. Ten wieczór stanowił wyjątek od reguły. Poza tym była to doskonała okazja, żeby Swanson w końcu wyszła z domu. Od przeszło tygodnia była uziemiona. W dodatku dostała kategoryczny zakaz samodzielnego chodzenia gdziekolwiek pod nieobecność Miller, która musiała wrócić do pracy. Tak było bezpieczniej. Zaylee nie chciała później słuchać, że ukochana straciła równowagę, wymyślając sobie spacer po osiedlu. To nie był jeszcze ten czas. Zwłaszcza przy pogodzie, gdzie temperatura wciąż spadała poniżej zera, a śnieg prószył nawet w drodze z parkingu do knajpy.
Evina J. Swanson