blind-impostor valentine's date
: sob sty 17, 2026 8:46 pm
Clyde D. Welch
Nie lubiła tego dnia i całej tej otoczki wokół tego typu rzeczy. Zazwyczaj gdy przychodził ten dzień w kalendarzu była sama, nie miała nikogo i musiała znosić te katusze w postaci wystaw serduszek i innych pierdół w sklepach, w różnych miejscach. Gdyby mogła to przespałaby ten dzień aby nie widzieć zakochanych, całych tych nawoływań do miłości, romantycznych piosenek lecących w radiu. To było dla niej jak okropny co roczny żart, z ludzi takich jak ona z resztą. Gdy więc znów zbliżała się owa data miała zamiar nie robić praktycznie nic, omijać to co ckliwe i czerwone, a przy tym... obejrzeć co najwyżej komedię czy inny film, w którym będzie jak najmniej takich czułości.
Coś ją tknęło jednak gdy wzięła kilka dni wcześniej do ręki telefon i bawiła się apką. Tinder w jej wieku? To trochę brzmiało jak akt desperacji, jak poszukiwanie kogokolwiek kto się napatoczy. Nie ufała nigdy takim akcjom, bo to równoważyło się głównie z zaczepką na jednorazowy numer czy inne cuda. W teorii nie chciała wariatów w swoim życiu, a już na pewno przebojów które mogłyby tylko dorzucić jej problemów czy zmartwień. Czy w dzisiejszych czasach dało się znaleźć kogoś rzetelnego i prawdziwego? Chyba liczyła, że tak ale jej sceptycyzm bił na kilometr gdy odrzucała każdego kolejnego kandydata w apce. Nie widziała sensu w ich opisach, nie widziała szczerości w oczach, a nawet chyba po prostu - nie widziała swojego typu. Może była za dumna i za bardzo pyszna w tym? Trudno.
Gdy odrzuciła parę typów, może i po jakimś czasie wybrała też tą pozytywną stronę, ale o tym już nie myślała. Odrzuciła telefon i apkę na parę następnych dni, więc dopiero zaskoczyła się po jakimś czasie, gdy dostała powiadomienie. Koleś którego dała w prawo odezwał się do niej sam. Nie było w niej jakiejś wielkiej ekscytacji, jako pani prawnik nauczyła się podchodzić do pewnych rzeczy z dużą dozą rezerwy i wycofania. Życie ją tego nauczyło, przeżuło i wypluło gdy na przykład ekscytowała się rozprawą i myślała, że złapała oskarżyciela czy obronę w garści. Puff, kurz upadał a ona dostawała po tyłku.
W doborze randki, również nie chciała wyjść na podekscytowaną i nakręconą. Fakt, że dawno nie miała faceta dokładał jej do zmartwień, ale wciąż - nie widziała sensu aby rzucać się na pierwsze świeże mięso. Gdy jednak rozmowa podłapała dobry tor, a ona sama czekała w napięciu na kolejną wiadomość od przystojniaka, nadeszła propozycja. Zamarła gdy napisał jej, który dzień chcę wybrać na ich pierwsze spotkanie, na ich kolacje. To był mocny ruch i zagranie, a sam wybór miejsca z tą kolacją na dachu - kupił ją w całości. Miała się uchronić przed pochopnymi decyzjami, miała być ostrożna wiedząc jak kruche jej serce potrafiło być gdy w grę wchodziły relacje z facetami. Mimo pewnych za i przeciw jednak w to weszła, szykowała się z zapałem i tańczyła przed lustrem dobierając gustowne kolczyki. Serduszka i kwiatki. Najgorszy dzień na pierwszą randkę ever.
A mimo to, największa przeciwniczka walentynek Melanie Campbell udała się na to spotkanie z podekscytowaniem i spięciem w kolanach. Nakręciła się, a przecież tak bardzo miała uważać...
Nie lubiła tego dnia i całej tej otoczki wokół tego typu rzeczy. Zazwyczaj gdy przychodził ten dzień w kalendarzu była sama, nie miała nikogo i musiała znosić te katusze w postaci wystaw serduszek i innych pierdół w sklepach, w różnych miejscach. Gdyby mogła to przespałaby ten dzień aby nie widzieć zakochanych, całych tych nawoływań do miłości, romantycznych piosenek lecących w radiu. To było dla niej jak okropny co roczny żart, z ludzi takich jak ona z resztą. Gdy więc znów zbliżała się owa data miała zamiar nie robić praktycznie nic, omijać to co ckliwe i czerwone, a przy tym... obejrzeć co najwyżej komedię czy inny film, w którym będzie jak najmniej takich czułości.
Coś ją tknęło jednak gdy wzięła kilka dni wcześniej do ręki telefon i bawiła się apką. Tinder w jej wieku? To trochę brzmiało jak akt desperacji, jak poszukiwanie kogokolwiek kto się napatoczy. Nie ufała nigdy takim akcjom, bo to równoważyło się głównie z zaczepką na jednorazowy numer czy inne cuda. W teorii nie chciała wariatów w swoim życiu, a już na pewno przebojów które mogłyby tylko dorzucić jej problemów czy zmartwień. Czy w dzisiejszych czasach dało się znaleźć kogoś rzetelnego i prawdziwego? Chyba liczyła, że tak ale jej sceptycyzm bił na kilometr gdy odrzucała każdego kolejnego kandydata w apce. Nie widziała sensu w ich opisach, nie widziała szczerości w oczach, a nawet chyba po prostu - nie widziała swojego typu. Może była za dumna i za bardzo pyszna w tym? Trudno.
Gdy odrzuciła parę typów, może i po jakimś czasie wybrała też tą pozytywną stronę, ale o tym już nie myślała. Odrzuciła telefon i apkę na parę następnych dni, więc dopiero zaskoczyła się po jakimś czasie, gdy dostała powiadomienie. Koleś którego dała w prawo odezwał się do niej sam. Nie było w niej jakiejś wielkiej ekscytacji, jako pani prawnik nauczyła się podchodzić do pewnych rzeczy z dużą dozą rezerwy i wycofania. Życie ją tego nauczyło, przeżuło i wypluło gdy na przykład ekscytowała się rozprawą i myślała, że złapała oskarżyciela czy obronę w garści. Puff, kurz upadał a ona dostawała po tyłku.
W doborze randki, również nie chciała wyjść na podekscytowaną i nakręconą. Fakt, że dawno nie miała faceta dokładał jej do zmartwień, ale wciąż - nie widziała sensu aby rzucać się na pierwsze świeże mięso. Gdy jednak rozmowa podłapała dobry tor, a ona sama czekała w napięciu na kolejną wiadomość od przystojniaka, nadeszła propozycja. Zamarła gdy napisał jej, który dzień chcę wybrać na ich pierwsze spotkanie, na ich kolacje. To był mocny ruch i zagranie, a sam wybór miejsca z tą kolacją na dachu - kupił ją w całości. Miała się uchronić przed pochopnymi decyzjami, miała być ostrożna wiedząc jak kruche jej serce potrafiło być gdy w grę wchodziły relacje z facetami. Mimo pewnych za i przeciw jednak w to weszła, szykowała się z zapałem i tańczyła przed lustrem dobierając gustowne kolczyki. Serduszka i kwiatki. Najgorszy dzień na pierwszą randkę ever.
A mimo to, największa przeciwniczka walentynek Melanie Campbell udała się na to spotkanie z podekscytowaniem i spięciem w kolanach. Nakręciła się, a przecież tak bardzo miała uważać...