Strona 1 z 2

in the middle of the storm

: ndz sty 18, 2026 2:11 am
autor: Alexander Hall
Trzy dni. Dokładnie tyle Alexander potrzebował, żeby wmówić sobie, że to, co znalazł w rękawie swojej kurtki, to tylko kawałek metalu, który nic nie znaczył. Siedemdziesiąt dwie godziny walki z własnym instynktem, który kazał mu wrócić pod ten sam adres, pod którym zostawił ją w sylwestrową noc. Wtedy wydawało mu się, że zamknięcie drzwi od strony pasażera było końcem przygody, na którą mu pozwalała już zbyt długo.
Mylił się. Cholernie się mylił.
Siedział w samochodzie pod jej kamienicą, wpatrując się w kierownicę. Światła miasta odbijały się w szybie, podkreślając jego zmęczenie. Wczorajsza walka wciąż dawała o sobie znać - każde głębsze nabranie powietrza drażniło obite żebra, a rozcięta warga, która dopiero co zaczęła się zrastać, pulsowała tępym rytmem przy każdym ruchu szczęki, ale to nie ból fizyczny był najgorszy. Najgorsze było to, że mimo upływu czasu, Lex wciąż czuł na swoich ustach smak jej pocałunku. To było jak fantomowy ból po czymś, czego nie powinien był dotykać - miękkość jej warg, ten desperacki żar i sposób, w jaki Madison na ułamek sekundy odebrała mu całą jego pewność siebie. Ten pocałunek nawiedzał go w nocy, mieszał się z zapachem potu na ringu i nie pozwalał mu skupić się na niczym innym. Cholera. Wyciągnął dłoń z kieszeni i spojrzał na bransoletkę. Srebrny łańcuszek oplótł mu palce, lśniąc w słabym świetle latarni. Bransoletka zapewne zaplątała się w jego kurtkę tamtej sylwestrowej nocy, jakby Maddie celowo zastawiła na nim sidła, z których nie mógł się wyplątać. Mógł ją wyrzucić. Mógł ją zanieść do baru, w którym pracowała Lennox. A jednak, zamiast tego, stał się zakładnikiem tego drobiazgu, który przypominał mu o tym, jak bardzo chciałby poczuć ten dotyk raz jeszcze. W końcu zdecydował się opuścić auto, nie dając sobie ani sekundy więcej na analizę tego, jak bardzo jest to głupie. Nie uprzedził jej, nie zadzwonił. Po prostu wszedł na górę, czując na karku ciężar każdej decyzji, która sprowadziła go pod te konkretne drzwi. Drzwi prowadzące do apartamentu Madison Lennox. Kiedy w końcu przed nimi stanął, przez chwilę po prostu patrzył na numer na drewnie. Numer jeden. Uniósł rękę i zapukał - trzy razy, krótko i konkretnie. Chwilę później zadzwonił dzwonkiem, bo dopiero wtedy ogarnął, że takowy się tutaj znajduje. Dźwięk dzwonka odbił się echem po korytarzu, który był dla niego zbyt jasny, zbyt czysty i zdecydowanie zbyt sterylny. Alexander rozejrzał się krótko, czując narastający dyskomfort. To nie była okolica dla kogoś takiego jak on. Fakt, że Madison była barmanką, kompletnie kłócił się z obrazem tej kamienicy - dobrej, prestiżowej dzielnicy, gdzie klatki schodowe lśniły, a powietrze nie śmierdziało tanim tytoniem i rozczarowaniem. Poczuł się jak... intruz. Wielki, poobijany facet w ciężkich butach i znoszonej kurtce, który wnosił do tego luksusowego spokoju zapach potu, adrenaliny i ulicznej walki. Przejechał wierzchem dłoni po ustach, a kiedy spojrzał na palce, zobaczył na nich świeży ślad krwi - warga znów pękła, pewnie z tego wszystkiego. Zaklął cicho pod nosem, czując, jak to miejsce niemal go onieśmiela. Co on tu robił? Stał pod jedynką z zakrwawioną twarzą, ściskając w kieszeni babską błyskotkę, jakby od tego zależało jego życie. Wyglądał raczej jak ktoś, kto przyszedł ściągnąć dług albo włamać się do środka, a nie jak gość, którego ktokolwiek chciałby zaprosić na herbatę. Już miał się odwrócić i po prostu zostawić tę bransoletkę pod wycieraczką, kiedy po drugiej stronie usłyszał stłumiony dźwięk kroków.

Maddie Lennox

in the middle of the storm

: ndz sty 18, 2026 2:41 am
autor: Maddie Lennox
Tak jak myślała ostatnie trzy dni w pracy były najcięższymi z jakimi przyszło się jej zmierzyć i nie chodziło tutaj o trudnych klientów, natarczywych gości czy pomylone zamówienia, które wydawała. Stojąc za tym barem nie potrafiła myśleć o niczym innym niż o tamtej sylwestrowej nocy. Patrząc na pełen ludzi parkiet ona widziała tylko ich dwójkę, tańczących w ciszy, tak blisko siebie. Znów czuła te wszystkie skrajne emocje, jej serce biło szybciej, a oddech stawał się cięższy. Przez te trzy dni szukała go też w tłumie, nieświadomie (a może świadomie) rozglądała się po głównej sali klubu z głupią nadzieją, że może ich spojrzenia się spotkają. Niestety (a może stety?) tak się nie stało.
Dzisiejszego dnia zdecydowała się na wolne w pracy, potrzebowała chwili oddechu, potrzebowała czasu dla siebie aby jakoś ogarnąć się z tym wszystkim. Najlepszym sposobem na radzenie sobie z natłokiem myśli była kąpiel w wannie. Potem udała się do łazienki, nalała wody do wanny, po kilku minutach biała porcelana pełna była nie tylko wody ale i gęstej piany o przyjemnym zapachu. Weszła do niej i tak spędziła może z godzinę, przymknęła powieki i odpłynęła licząc, że cały ten bałagan, w którym się znalazła sam się posprząta.
Tuż po zamknięciu oczy widziała twarz Alexa, czuła jego oddech na swojej twarzy, a potem jego usta na swoich, tak miękkie i gorące, na języku czuła jego smak, a po jej ciele na samą myśl o tym wszystkim przeszły ciarki. I nie wiedziała czy jest na siebie zła za to że tak przepadła czy co, liczyła, że Hall też w jakimś stopniu czuje to samo co ona po tym sylwestrze.
Kiedy woda zrobiła się zimna wyszła z wanny i owinęła się ręcznikiem, mokre włosy przeczesała i pozwoliła aby resztki wody skapywały na jej nagie ramiona, a potem znikały w białym ręczniku. Chciała je wysuszyć, ale usłyszała dzwonek do drzwi. Nie spodziewała się nikogo konkretnego, szczególnie dzisiaj kiedy miała wolne i mało osób o tym wiedziało. W tym ręczniku skierowała się w stronę wejścia, otworzyła drzwi i zamarła na kilka sekund bez ruchu, bo przed nią stał Alex.
- Co Ty tutaj robisz? - zapytała zaskoczona patrząc na jego twarz. Od razu w oczy rzuciła jej się rozcięta warga, z której sączyła się krew.
- Wszystko okej? - zapytała, a w jej głosie bardzo łatwo było odnaleźć troskę, bo nie za bardzo wiedziała o co w tym wszystkim chodzi, co tutaj robił, szczególnie w takim stanie. Drgnęła, ruszyła się otwierając drzwi szeroko.
- Wejdź. - zaprosiła go do środka, chociaż jej mina i ton głosu nie sugerował, że była to prośba, był to raczej rozkaz. Bo nie ważne jak bardzo zimna i wredna potrafiła być, nie ważne jak ludzie się o niej wypowiadali lub co o niej myśleli, Maddie nigdy nie zamknęłaby drzwi przed człowiekiem, który potrzebuje pomocy.
A krwawiący Hall chyba zdecydowanie jej potrzebował.
Alexander Hall

in the middle of the storm

: ndz sty 18, 2026 8:22 pm
autor: Alexander Hall
Gdy klucz szczęknął w zamku, Lex instynktownie spiął mięśnie, jakby przygotowywał się na przyjęcie ciosu, ale to, co nastąpiło po otwarciu drzwi, uderzyło go znacznie mocniej niż jakikolwiek prawy sierpowy.
Zobaczył . Znowu.
Wystarczył ułamek sekundy, by wszystkie logiczne argumenty, które układał w głowie przez ostatnie siedemdziesiąt dwie godziny, legły w gruzach. Spojrzał w jej brązowe oczy i poczuł, jak grunt usuwa mu się spod nóg. To było to samo spojrzenie, które więziło go w barze - głębokie, inteligentne i tak cholernie znajome, jakby znali się od lat, a nie od kilku miesięcy. W jednej chwili poczuł to samo uderzenie ciepła, które towarzyszyło mu tamtej nocy w klubie. Ten specyficzny rodzaj gorąca, który nie miał nic wspólnego z temperaturą otoczenia, a z jej obecnością. Mógł kłamać przed samym sobą, ale widząc jej twarz - teraz tak blisko, w miękkim świetle przedpokoju - musiał sam przed sobą przyznać. To nie bransoletka go tu sprowadziła - sprowadził go ten głód, którego nie potrafił niczym nasycić.
Alexander stał w progu, czując się jak absolutny idiota. Maddie stała naprzeciwko niego ubrana tylko w biały ręcznik, z wilgotną skórą, na której wciąż perliły się krople wody i poczuł, jak resztki jego przygotowanej pewności siebie rozsypują się w pył. Zapach kobiecego żelu pod prysznic uderzył go mocniej niż jakikolwiek gaz łzawiący, a widok nagich ramion Maddie sprawił, że na moment zapomniał, jak się oddycha. W jego głowie huczała tylko jedna myśl. Wpadłeś, Hall. Po same uszy. Jego wzrok, dotąd uciekający gdzieś na boki, teraz zjechał na jej usta, a potem wrócił do jej oczu. Widział w nich troskę, która była ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewał.
Wait a second.
- Przyniosłem ci... - zaczął, ale jego głos brzmiał tak, jakby przeszedł przez maszynkę do mięsa. Gwałtownie odchrząknął, czując, że zapach jej mokrego ciała i ciepło bijące z mieszkania kompletnie go rozbrajają.
Maddie rozkazała mu wejść, a on, mimo że zazwyczaj nikogo nie słuchał, po prostu poszedł za nią, jakby nie miał innego wyjścia. Przestąpił próg jej mieszkania, czując, jak ciężkie, ośnieżone buty zostawiają ślady na czystej podłodze. Czuł się tu jeszcze bardziej nie na miejscu niż na klatce schodowej. Zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie plecami, jakby potrzebował jakiegokolwiek punktu podparcia. Przejechał językiem po pękniętej wardze, krzywiąc się mimowolnie, gdy poczuł metaliczny posmak krwi.
- To nic wielkiego. Ten drugi wygląda gorzej, uwierz mi - wymruczał, widząc jej wzrok skupiony na jego wardze. Tym razem udało mu się wygrać walkę i zgarnął za nią całkiem niezły hajs. Nagle spuścił wzrok. Cholera. Dlaczego jej powiedział, że „ten drugi wygląda gorzej”? Powiedział to, zanim zdążył ugryźć się w język - a przecież nie chciał, żeby wiedziała o nielegalnych walkach na pieniądze, a już tym bardziej nie miał ochoty tłumaczyć się z tego, jak sobie dorabiał do domowego budżetu. Miał tylko nadzieję, że Madison nie będzie drążyć tematu jego obrażeń i nie zacznie zadawać pytań, na które nie chciał odpowiadać. Dlatego to była pora na taktyczną zmianę tematu. Wyciągnął z kieszeni bransoletkę, a srebrny łańcuszek zatańczył między jego palcami. - Znalazłem to w kurtce. Zaplątało się w sylwestra.
Prawda była taka, że czuł się tu jak absolutny intruz. Alexander Hall, który na ringu nie bał się niczego, teraz kompletnie stracił rezon, stojąc w przedpokoju Lennox. To nie był jego teren. Było tu czysto, ładnie tu pachniało, na obojczykach Maddie wciąż tkwiły kropelki wody po kąpieli... Jezu, widok Maddie w tym ręczniku, tak bliskiej i niemal nagiej, sprawiał, że.... kurwa, no nie wiedział co, wszystkie myśli wyparowały mu z głowy i czuł się jak skończony idiota. Przez chwilę panowała gęsta cisza, w której słychać było tylko jego cięższy oddech. Lex wbił wzrok w bransoletkę, potem na moment zerknął na nagie ramiona Lennox i natychmiast uciekł spojrzeniem gdzieś w stronę ściany, czując, że zaraz całkiem zapomni języka w gębie.
- A tak w ogóle... to cześć - wychrypiał w końcu, niemal pod nosem, uświadamiając sobie, że nawet się nie przywitał. Przejechał wolną dłonią po karku, czując się jak dzieciak, który został przyłapany na czymś, czego nie potrafił wyjaśnić.

Maddie Lennox

in the middle of the storm

: ndz sty 18, 2026 9:55 pm
autor: Maddie Lennox
Był ostatnią osobą, której spodziewała się dzisiaj w swoim własnym apartamencie. I nie do końca wiedziała czy powinna się z tego cieszyć czy może przeczuwać coś złego. W pierwszej sekundzie planowała mu zamknąć drzwi przed nosem bo była w takim szoku, że "problem", który starała się ogarnąć i rozwiązać stanął tuż przed nią. W kolejnych kilku sekundach widząc jego zakrwawione usta chciała złożyć na nich pocałunek, tak jakby jej własne miały jakąś magiczną moc leczenia.
Zmarszczyła brwii słysząc ton jego głosu, spodziewała się raczej jakiegoś głupiego tekstu, ironicznego uśmiechu czy taniej bajery, a tutaj proszę.
Ruszyła przed nim, słyszała jego ciężkie kroki i to jak zamyka drzwi, zatrzymała się w wejściu tuż do wielkiego salonu i odwróciła w jego stronę.
- Co przyniosłeś? - zapytała unosząc brew w górę i nie odrywając od niego swojego badawczego spojrzenia. Miała nadzieje, że nie była to jakaś tania wymówka, też po głowie jej chodziło skąd do cholery wiedział które drzwi były tymi jej. Może strzelał i mu się po prostu udało? No takiego szczęścia u niego to by się nie spodziewała.
Znów zatrzymała wzrok na jego rozwalonej wardze, widziała jak końcem języka ją oblizuje, a potem krzywi się z niesmakiem. Zacisnęła usta w wąską kreskę bo cisnęło jej się wiele słów na usta, szczególnie po tym jak usłyszała, że ten drugi wygląda gorzej. Jak z dzieckiem...
- Zastanawiam się czy jeden spokojny dzień by Cię zabił? Czy jak to działa? - rzuciła wywracając oczami z tonem trochę pretensjonalnym. Nie miała zamiaru olewać tematu, ale nie chciała atakować go w progu bo bała się, że uciekając wyjdzie raz z jej drzwiami. Dostrzegła kolejną zmianę na jego twarzy, jakby właśnie dotarły do niego jego własne słowa, które chyba nie powinny opuszczać zranionych ust. Jeszcze niedawno żałowała, że nie potrafiła go odczytać, a dzisiaj...był zagubiony jak dziecko i totalnie nie potrafił tego ukryć, a tym bardziej sobie z tym poradzić.
Już miała pytać o jakiej bransoletce mówił, ale dostrzegła srebrny łańcuszek w jego dłoniach, instynktownie jedną dłonią dotknęła nadgarstka drugiej i poczuła, że faktycznie w zlepku trzech innych nie poczuła tej najbardziej lekkiej i delikatnej.
- Nawet nie zauważyłam, że ją zgubiłam. - odparła zgodnie z prawdą i przeniosła spojrzenie z błyskotki na Alexa, nie czuła od niego Vibe tego złego chłopca, który dostaje wszystko to co chce, był jak zwykły chłopak, który czuł się odrobinę...zagubiony? Onieśmielony? A może zawstydzony? I w końcu uderzyła ją ta myśl, stała przecież w samym krótkim ręczniku, bosymi stopami dotykając zimnej podłogi, z lekko mokrymi włosami, kroplami spływającymi po jej ramionach.
- Cześć. - parsknęła już całkowicie rozbawiona nie mogą się powstrzymać widząc to jak odwraca od niej wzrok. Jeszcze trzy dni temu gotowy był rozebrać ją na środku parkietu, a dzisiaj... No nie wytrzyma.
- Wybacz, pierwszy raz widzę Cię w tym stanie. - starała się wytłumaczyć swoje rozbawienie, nie chodziło jej o obitą buzię tylko całokształt. Zrobiła kilka kroków w jego stronę, tym razem to ona zakłóciła jego przestrzeń osobistą. Uniosła dłoń i z delikatnością wyplątała swoją bransoletkę z jego dłoni.
- Zawstydziłam Cię? - zapytała, a drugą wolną ręką delikatnie chwyciła za jego podbródek zmuszając go aby spojrzał na nią, obróciła jego twarzą z lewo na prawo, a potem znów na wprost siebie.
- Siadaj, powinnam mieć gdzieś apteczkę, zaraz to ogarniemy. - to znów nie była propozycja, tylko stwierdzenie faktu bo nie miała zamiaru go nigdzie teraz wypuszczać, szczególnie do momentu aż porządnie mu tego nie opatrzy.
- Tylko się ubiorę, bo boję się, że zaraz mi tutaj zejdziesz na zawał czy coś. - dodała, ale dalej nie ruszyła się z miejsca, patrzyła na jego twarz, a w jej oczach tańczyły ogniki rozbawienia, w dalszym ciągu swoimi palcami trzymała jego brodę stojąc zbyt blisko.
Alexander Hall

in the middle of the storm

: ndz sty 18, 2026 11:53 pm
autor: Alexander Hall
Czuł na sobie jej badawczy wzrok i nienawidził faktu, że jest dla niej taką otwartą księgą. Przez ostatnie trzy dni, tak naprawdę od ich pocałunku, nie zamienili ani słowa, więc wejście do jej mieszkania z brudnymi buciorami było dla niego jak wejście na ring bez rękawic. Czuł się wystawiony na ciosy, których nie potrafił zablokować. Fakt, że Maddie widziała go w tym stanie, po prostu uderzał w jego męskie ego. Gdy wywróciła oczami, pytając o ten „spokojny dzień”, poczuł, jak ta lodowata niepewność w jego piersi zaczyna topnieć, ustępując miejsca irytacji, która była o wiele bardziej komfortowa.
- Spokojny dzień? Lennox, wiesz dobrze, że zazwyczaj szukam kłopotów, a ty najwyraźniej jesteś ich centrum - odparował, a w jego głosie, dotąd niepewnym, pojawiła się znajoma, zaczepna nuta.
Im dłużej na nią patrzył - na ten biały ręcznik i mokre włosy - tym bardziej jego „zagubienie” zmieniało się w coś znacznie bardziej niebezpiecznego. Skoro i tak już tu był, skoro i tak złamał wszystkie swoje zasady, by przynieść jej tę głupią bransoletkę, czy musiał jeszcze dłużej udawać grzecznego chłopca? Przecież w swoim życiu widział niejedną nagą kobietę. Przerabiał to setki razy i zazwyczaj nie robiło to na nim większego wrażenia - ciało było tylko ciałem. Ale Maddie... nie była jak wszystkie inne. Widok jej wilgotnej skóry i ramion, z których spływały krople wody, uderzał w niego z siłą, której nie potrafił zablokować. Musiał walczyć ze sobą, żeby nie gapić się zbyt bezczelnie. W końcu nie chciał wyjść na jakiegoś pieprzonego zboczeńca, który ślini się na widok ręcznika. Najgorsze w tym wszystkim było to, że chyba faktycznie zaczynało mu zależeć. A to było w chuj zgubne. Uczucia w jego świecie były jak odsłonięta garda, prędzej czy później kończyły się nokautem.
Gdy Madison parsknęła tym swoim rozbawionym „cześć”, znów poczuł, jak krew uderza mu do głowy. To śmiałe, prowokacyjne spojrzenie, którym go mierzyła, sprawiło, że resztki jego onieśmielenia zniknęły w ułamku sekundy. Pamiętał smak jej ust z Sylwestra i pamiętał, jak drżała pod jego dotykiem - to dawało mu prawo do bycia kimś więcej niż tylko pokornym gościem, prawda? Mimo że pierwszy raz widział tak zajebiste nogi...
Kiedy podeszła bliżej i wyplątała bransoletkę z jego dłoni, Lex nie odsunął ręki. Zamiast tego pozwolił, by jego palce przesunęły się po jej wilgotnej skórze, niemal przypadkiem zahaczając o jej nadgarstek.
- Śmiej się, ile chcesz, ale trzy dni temu na parkiecie nie byłaś taka wygadana, kiedy sprawdzałem, jak smakujesz - mruknął w odpowiedzi. Powoli wracał do siebie i szok wywołany widokiem jej prawie-nagiego ciała mijał. Przesunął wzrokiem po jej odkrytych ramionach, nie kryjąc już tego, o czym właśnie myślał. Skoro ona była na tyle odważna, by stać przed nim prawie naga, on nie zamierzał być gorszy w tej grze. Poczuł, jak pod dotykiem jej palców na podbródku cały jego opór topnieje, choć wciąż starał się zachować kamienną twarz. Kiedy obracała jego głowę, badając rany, Lex wbił wzrok w jej oczy, a w kąciku jego ust - mimo bólu - przybłąkał się ten sam niebezpieczny uśmiech, który Madison widziała w sylwestrową noc.
- Zawstydziłaś? - powtórzył, a na jego poobijanej twarzy odmalował się cień tego bezczelnego uśmiechu, który tak dobrze znała. - Powiedzmy, że to nowa sytuacja. Zazwyczaj, kiedy kobieta dotyka mojej twarzy w jej własnym mieszkaniu, nie szuka na niej ran do opatrzenia.
Siadaj, powinnam mieć gdzieś apteczkę, zaraz to ogarniemy. Mimo że kazała mu usiąść, Lex odruchowo spiął mięśnie i lekko odsunął jej dłoń od swojego podbródka, choć nie wypuścił jej palców od razu.
- Daj spokój, to nic takiego. Wygląda gorzej, niż boli, serio. Przerabiałem gorsze rzeczy - zaprotestował, siląc się na swój zwykły, lekceważący ton, jakby rozcięta warga i krew na koszulce były tylko drobną niedogodnością. - Serioo.
Jednak słowa to było jedno, a czyny - drugie. Długo się nie zastanawiał i kiedy ruszył za nią w stronę salonu, zdejmując powoli kurtkę, protest zamarł mu na ustach. Wielkie, panoramiczne okna odsłaniały nocną panoramę Toronto, która z tej wysokości zapierała dech w piersiach. Morze świateł pod nimi wyglądało nierealnie, a luksus tego miejsca uderzył go ze zdwojoną siłą. Skąd barmanka ma na to wszystko hajs, do cholery? - pomyślał, omiatając wzrokiem designerskie meble i przestrzeń, która kosztowała fortunę. To nie był apartament kogoś, kto żyje z napiwków za lanie tequili. Kim do cholery była Madison Lennox?
- Dobra, wygrałaś. Usiądę, bo widok z tego twojego gniazdka jest wart twojego marudzenia - rzucił z błyskiem rozbawienia w oczach, opadając na sofę, która była zdecydowanie zbyt luksusowa dla kogoś jego pokroju. Kiedy odwróciła się na pięcie, by pójść po ubrania i apteczkę, Lex odprowadził ją wzrokiem, bezczelnie i powoli przesuwając spojrzeniem po jej plecach. Cały ten "zagubiony chłopak" z przedpokoju zniknął bez śladu. - Na pewno chcesz się ubierać? - zawołał za nią, a w jego głosie nie było już ani śladu niepewności. - Bo szczerze mówiąc, Lennox, w tym wydaniu twoje metody leczenia wydają mi się znacznie skuteczniejsze!
Przesunął dłonią po miękkim obiciu kanapy i spojrzał przez gigantyczne okno na panoramę miasta. Był poobijany, zmęczony i prawdopodobnie pakował się w kolejne kłopoty, ale w tej konkretnej chwili, czekając aż Madison wróci, czuł, że wygrywa życie.

Maddie Lennox

in the middle of the storm

: pn sty 19, 2026 2:07 am
autor: Maddie Lennox
Już myślała, że walka, którą stoczył i o której nie chciał jej mówić sprawiła, że w jego głowie poprzestawiały się pewne elementy, przepaliły styki i ogólnie katastrofa, ale szybko zauważyła zmianę nie tylko na jego twarzy, ale również i w postawie. Po chwili z jego ust padły zaczepne słowa, a ona gdzieś tam w głębi siebie poczuła jak delikatny kamień spada jej z serca.
- Czyli coś Cię do mnie jednak ciągnie, Hall. Bo to nie ja pojawiłam się pod Twoimi drzwiami. - wypomniała mu z bezczelnym uśmiechem na ustach. Takiego go właśnie lubiła, chłopaka z pazurem, z którym mogła przerzucać się zdaniami, był w tym wszystkim naturalny rytm. Nie była nauczona bliskości, ciepła i tego całego "uroczego" klimatu. Nigdy nie chciała i nigdy nie oczekiwała od niego aby był grzecznym chłopcem, akceptowała go takim jakim był, nawet jeśli swoim zachowaniem i głupimi tekstami doprowadzał ją do szwedzkiej pasji. Skłamała by mówiąc, że widząc go zagubionego nie była wcale zauroczona, miło czasem zobaczyć kogoś inną twarz.
Poczuła ciarki kiedy swoimi opuszkami palców przejechał po jej nadgarstku, uśmiech i całe rozbawienie momentalnie zeszło jej z twarzy, kiedy poruszył kwestię sylwestra. Nie powinna być zdziwiona, sama przecież myślała, że wcześniej czy później to wykorzysta przeciw niej.
- Ty sprawdzałeś? A to nie było tak, że ja pocałowałam Ciebie? - zapytała unosząc brwii w górę, próbowała wdrapać się na pozycję wygranej, ale im głębiej w las tym gorzej. Znów wracali do swojego standardu, przepychanek słownych i była prawie przekonana, że Hall czuł się w tym tak samo dobrze jak ona. Nie ma co się oszukiwać, żadne z nich nie było dobre w tych "miłych i dobrych" uczuciach, byli niszczycielami, chamskimi i bezczelnymi.
- Zazwyczaj pod moimi drzwiami nie pojawiają się pobici faceci, jak widzisz dzisiejszy dzień zaskoczył Nas oboje. - była w formie, bo słowa leciały z jej ust jak z jakiejś dobrej maszyny, szybkie i zgrabne, pełne pewności siebie i zaczepności. Jej ciało zareagowało na jego wzrok szybciej niż jej mózg, czuła pieczenie, czuła jak pojawiają się pierwsze ciarki i czuła jak ciepło zaczynało płynąć w tą samą stronę gdzie zmierzał jego wzrok. Aby utrzeć mu bardziej nosa mogłaby pozbyć się tego ręcznika, sprawdzić jego silną wolę i go sprowokować, ale w głowie zamiast tego miała milion pytań. Jedno z nich było takie skąd do diabła miał rozciętą wargę i z kim się bił. Lennox była ciekawska, lubiła wiedzieć dużo, a szczególnie jeśli ktoś wpadł w jakieś kłopoty, a patrząc na Halla to wcale nie była zdziwiona. Po prostu...martwiła się o niego.
- Czy ja pytałam? Masz siadać i tyle, za chwilę będziesz się tłumaczył, przygotuj jakąś dobrą bajkę, bo może i jestem blondynką, ale nie jestem naiwna. - ostrzegła go chociaż wcale nie musiała, liczyła, że jednak powie jej prawdę, bo tak szczerze to nawet do głowy jej nie przyszło, że bójka o jakiej myślała była walką, nielegalną i do tego za pieniądze. Uwolniła swoje palce z tych jego z delikatnością, ruszyła do wielkiego salonu i ręką zaprosiła go do środka. Wywróciła oczami na jego słowa i kątem oka spojrzała na niego.
- Znam zdecydowanie lepszy widok, który by Ci się spodobał. - ten ton był tak bardzo hooooot, brzmiało to niemalże jak propozycja, ale nim zdążył cokolwiek zrobić albo powiedzieć Maddie zniknęła za kolejną ścianą, poszła do sypialni i z szafy wyciągnęła krótkie spodenki i koszulkę na ramiączkach, które szybko na siebie narzuciła. Włosy zostawiła luźno, bosymi stopami skierowała się do łazienki i z szafki wyciągnęła apteczkę, a potem powoli wróciła do salonu.
- Jeszcze nie zaczęłam Cię leczyć, a Ty już wiesz co będzie skuteczne. Po prostu przyznaj, że chciałeś abym zrzuciła ten ręcznik. - rzuciła zaczepnie wchodząc do środka, skierowała się do kanapy, na której siedział, usiadła obok na stoliku położyła apteczkę i otworzyła ją wyciągając z niej gaziki oraz butelkę z wodą utlenioną. Zmoczyła gazik, butelkę odstawiła i obróciła się w stronę Alexa. Tym razem jednak nie poprosiła, nie wydała rozkazu, jakby nigdy nic złapała go poraz kolejny za podbródek i skierowała w swoją stronę. Z największa delikatnością na jaką ją było stać przyłożyła gazik do jego wargi, naprawdę delikatnie starała się zetrzeć krew i oczyścić rozcięcie.
- Więc? W jakie kłopoty wpadłeś tym razem? - zapytała cicho, w pełni skupiona na swoim zadaniu. Siedziała tak blisko niego, że czuła zapach jego perfum wymieszanych z dymem papierosa, którego musiał palić zanim się tutaj pojawił.
Gdyby ktoś jej powiedział, że będzie się martwić o największego nad Boya w mieście, którego znała kilka miesięcy wybuchnęła by śmiechem. Dla niej dalej to wszystko było jak abstrakcja.
Alexander Hall

in the middle of the storm

: pn sty 19, 2026 7:46 pm
autor: Alexander Hall
Bycie tylko facetem bywało przekleństwem, zwłaszcza w takich chwilach. Alexander wiedział, że powinien skupić się na pulsującym bólu wargi albo na tym, że właśnie władował się do mieszkania dziewczyny, o której nie wiedział prawie nic, ale jego instynkty miały inne plany. Widok Maddie w tym krótkim ręczniku, z kroplami wody wciąż lśniącymi na obojczykach, był jak... no nie wiem, nocne marzenie każdego nastolatka. Doceniał to surowe, kobiece piękno - nieprzestylizowane, wilgotne, drapieżne. Każdy detal, od kosmyków włosów przyklejonych do jej karku po sposób, w jaki materiał opinał się na jej biodrach, sprawiał, że czuł do niej to pierwotne, męskie przyciąganie, którego nie potrafił stłumić żadną złośliwą uwagą. Była w tej chwili wszystkim, co zakazane i pociągające jednocześnie, a on czuł się, jakby dobrowolnie wchodził prosto w ogień. Gdy wypomniała mu, że to on jako pierwszy pojawił się pod jej drzwiami, na jego twarzy pojawił się ten charakterystyczny, wyzywający półuśmiech. Mimo że każde drgnięcie mięśni twarzy wysyłało do mózgu sygnał o rozbitej wardze, zignorował to. Adrenalina i jej bliskość były znacznie silniejsze niż fizyczny dyskomfort.
- To się nazywa dobre wychowanie, Lennox. Znalazłem zgubę, więc ją odniosłem, ale nikt mi nie powiedział, że w pakiecie dostanę darmowe widowisko - odciął się, a jego oczy rozbłysły, gdy Maddie poruszyła temat nocy noworocznej. Ty sprawdzałeś? A to nie było tak, że ja pocałowałam Ciebie? - Wygodna wersja. Skoro tak to zapamiętałaś, to nie będę ci psuł tej blond wizji świata, ale oboje wiemy, że tamtej nocy żadne z nas nie miało ochoty przestać.
Kiedy wspomniała, że zazwyczaj nie miewa pod drzwiami pobitych facetów, Hall zaśmiał się krótko i sucho pod nosem. Nie spuszczał z niej wzroku, delektując się tym, jak pewnie się czuła, rzucając mu kolejne wyzwania. Podobało mu się, że nie próbowała być dla niego miła. Oboje byli niszczycielami, ludźmi, którzy budowali mury zamiast mostów, a ta ich szermierka słowna była jedynym językiem, który naprawdę rozumieli. Jednak wewnętrznie Hall wciąż walczył ze sobą. Widok Maddie w ręczniku, ta jej bezczelna pewność siebie połączona z nagą, wilgotną skórą, działała na niego jak narkotyk. Naprawdę był tylko facetem i choćby chciał udawać najbardziej obojętnego drania w Toronto, jego ciało zdradzało go za każdym razem, gdy ich skóra się stykała. Doceniał to, jak bardzo nie pasowała do tych wszystkich "ładnych" dziewczyn, które spotykał - była ostra, niespójna i cholernie autentyczna nawet w tym swoim luksusowym gniazdku.
- A kto zazwyczaj się pojawia pod twoimi drzwiami, Lennox? Faceci w garniakach, na klęczkach i z kwiatami? - rzucił pod nosem, kiedy na dobre usadowił się na kanapie. Wpatrywał się w nią bezczelnie, niemal czując, jak elektryzuje go ten rozwój sytuacji. A kiedy Maddie zatrzymała się w progu salonu...
Znam zdecydowanie lepszy widok, który by Ci się spodobał. Słowa zawisły w powietrzu, gęste od podtekstu, a Hall poczuł, jak mięśnie mu twardnieją. Zanim zdążył cokolwiek odpyskować albo chociaż drgnąć w jej stronę, zniknęła za ścianą. Został sam z widokiem na Toronto, który nagle wydał mu się mdły w porównaniu do obietnicy, jaką zostawiła w pokoju. Pozostało mu nic innego niż czekać, aż Maddie do niego wróci. Wykorzystał tę chwilę jej nieobecności i lepiej przyjrzał się wnętrzu - designerski dywan (jak dobrze, że zdjął buty), wielka doniczka z jeszcze większym kwiatkiem albo innym krzakiem, fotel, lampa, stoliczek z książkami i czasopismami... Nieźle się tu urządziła w tym gniazdku. Najbardziej powalający był jednak widok z tych wielkich, panoramicznych okien... Oczywiście, nie tak powalający jak widok Maddie w ręczniku, ale jednak. I znowu jak bumerang wróciła do niego myśl - Skąd Maddie miała na to wszystko hajs? Będzie musiał ją o to zapytać, ale jeszcze nie teraz, bo kiedy wróciła - bosa, w luźnej koszulce i szortach - atmosfera wcale nie zelżała. Wręcz przeciwnie, Maddie w domowym wydaniu wydawała się Alexowi jeszcze bardziej prowokująca niż w tym nieszczęsnym ręczniku.
- Mówisz tak, jakbyś już planowała przesłuchanie na komendzie - odrzekł leniwie, nie ruszając się z miejsca ani o centymetr, gdy usiadła obok niego. Krótkie spodenki i koszulka na ramiączkach nie zakrywały wiele więcej niż ręcznik, a bose stopy stąpające cicho po podłodze nadawały tej sytuacji intymności, na którą nie był przygotowany. A może jednak trochę był? Cholera. Jej dłoń znów wylądowała na jego podbródku, a on mimowolnie wstrzymał oddech. Delikatność, z jaką zaczęła oczyszczać gazikiem jego wargę, była czymś, czego zupełnie się po niej nie spodziewał. Chłodna woda utleniona zaszczypała, przywracając go do rzeczywistości, ale jej zapach - ten owocowy, lekko słodki żel pod prysznic - mącił mu w głowie najbardziej w połączeniu z zapachem jej skóry.
- Kłopoty? - powtórzył cicho, otwierając oczy i wbijając wzrok w jej brązowe tęczówki. Przez chwilę walczył z pokusą, by powiedzieć jej o wszystkim - o walce, o pieniądzach i o tym, dlaczego właściwie tak bardzo potrzebował ją dziś zobaczyć, ale zamiast tego uciekł w półprawdę. - Czysty pech, Lennox. Znalazłem się w złym miejscu, o złej porze, ale jak widać, miało to jeden plus... wylądowałem w najlepszym punkcie opatrunkowym w tym mieście.
Wpatrywał się w nią, kiedy centymetr po centymetrze oczyszczała jego twarz. Ta bliskość była głośniejsza niż jakakolwiek riposta, którą miał przygotowaną. Hall poczuł, jak ta cała szorstkość, którą przyniósł z ulicy, powoli z niego wyparowywała, zostawiając miejsce na coś, czego jeszcze nie potrafił nazwać. Dlatego zamiast rzucić kolejną kpiną, po prostu przestał mówić. Nie dotknął jej, choć palce jego dłoni aż rwały się do jej ud. Zamiast tego zacisnął rękę na krawędzi kanapy.
- Wieeesz... - najwyraźniej nie mógł wytrzymać w ciszy dłużej niż trzydzieści sekund. - Muszę przyznać, że widok ciebie w tych spodenkach całkiem nieźle uśmierza ból. Może jednak te trzy dni milczenia były warte tego, żeby zobaczyć cię w takim wydaniu...
Przez moment w jego oczach można było dostrzec iskry, jakby chciał zapytać o to, dlaczego tamten pocałunek wciąż palił go pod skórą, ale szybko przykrył to swoim typowym, kpiarskim uśmieszkiem, mimo że rozcięta warga natychmiast zaprotestowała bólem.

Maddie Lennox

in the middle of the storm

: pn sty 19, 2026 10:12 pm
autor: Maddie Lennox
Znał ją na tyle na ile sama mu pozwoliła, nie zdawał sobie jeszcze z tego sprawy jaka Maddie potrafi być naprawdę. Była świadomą kobietą, która znała swoją wartość i w przeciwieństwie to tych wszystkich szarych myszek ona nie miała problemu z wykorzystaniem swoich wdzięków do tego aby dostać to co chciała. Chociaż Hall czystym przypadkiem zastał ją dzisiaj w samym ręczniku, nie planowała tego, nie spodziewała się jego przyjścia. Była na swoim terenie, we własnym apartamencie i to ona miała na sobie te nieszczęsne szorty i koszulkę, była na wygranej pozycji, ale on jeszcze o tym nie wiedział. I nie chciała go tak szybko wyprowadzać z błędu.
Zaśmiała się słodko wywracając dodatkowo oczami.
- Ja uważam, że ta bransoletka to tylko pretekst. Mogłeś zostawić ją w klubie, ale zamiast tego poświęciłeś swój jakże cenny czas, bo może nie było problemu z adresem, ale numerem mieszkania już tak. Przyszedłeś tutaj bo nie mogłeś wytrzymać, te trzy dni były dla Ciebie torturą. Chciałeś mnie zobaczyć. Potrzebowałeś tego. - mówiła spokojnie, akcentując każde słowo dokładnie. Na jej twarzy pojawił się zaczepny uśmiech, wiedziała, że miała rację do tego co mówi, że taka właśnie była prawda. Bo dałaby sobie rękę uciąć za to wszystko, bo to nie tylko on czuł to wszystko, ona również i zdała sobie z tego sprawę dopiero jak go zobaczyła. Te trzy dni były dla niej utrapieniem, wspomnienia zalewały ją za każdym razem kiedy pojawiała się w klubie, za każdym razem czuła ciarki na swoim ciele i pragnienie bliskości, jego ciepła, które tak bardzo polubiła.
- Zgadzam się ze słowami, że żadne z Nas nie chciało przestawać, ale to nie zmienia faktu, że to ja wykonałam ten pierwszy rok. Poza tym... Gdybyśmy wtedy nie przestali cała ta zabawa przestałaby mieć sens. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. - rzuciła zagryzając górnymi zębami delikatnie swoją dolną wargę. Cała relacja działała na zasadzie zakazanego owocu, gdyby tak szybko go spróbowali istniała szansa, że jedno z nich całkowicie się znudzi albo co gorsza wymięknie, a na to nie mogli sobie pozwolić. Gra ma sens w momencie, w którym oboje myślą w miarę trzeźwo.
Mogła wyprowadzić go z błędu z tymi facetami, z resztą za kogo on ją miał? Nie gustowała w grzecznych chłopcach, szczególnie takich pod krawatem, za bardzo przypominali jej znienawidzonego ojca.
- W dodatku obiecują, że jeśli tylko będę chciała sprowadzą świat do moich stóp. - oznajmiła tak jakby właśnie powiedziała coś najbardziej oczywistego na świecie. Nie musiał wiedzieć, że właśnie wciskała mu kit, może okaże się, że był zazdrosny? To by przyjemnie pogłaskało jej ego.
Dzięki Bogu, że Maddie nie słyszała jego myśli, bo naprawdę wzięłaby go za jakiegoś barana czy coś. Chociaż nie, wróć..nie każdy przecież czyta gazety czy ogląda telewizje. Szczególnie ktoś taki jak on, bo na cholerę ma sobie głowę zawracać tym wszystkim. Blondynka chciałaby zobaczyć jego minę kiedy na jaw wyjdzie, że jest córką polityka, wpływowego człowieka i tak zwaną księżniczką (chociaż do takiej to jej cholernie daleko!) z dobrego domu. Chyba, że trafi na artykuły czy gazety z okresu kiedy zdecydowała się zerwać z łatką lalki Lennox. Przeszłości nie zmieni, tak samo jak korzeni z których się wywodzi, każdy miał jakąś historię, lepszą czy gorszą.
- Jak będziesz niegrzeczny to wyciągnę kajdanki. - odezwała się używając tego samego tonu co kilka chwil wcześniej mówiąc o widoku jaki chciałby zobaczyć. Jej oczy zabłysnęły też tym specyficznym blaskiem, który już doskonale znał. Jej słowa można było potraktować jako żart albo wręcz przeciwnie, jako specjalne zaproszenie.
Oczyszczała ranę w takim skupieniu jakby przed sobą miała najdelikatniejsze na świecie szkło, wystarczyło by lekkie drżenie ręki, a idealna tafla rozpadła by się na milion małych kawałków. To porównanie jednak nie pasowało, bo Hall nie był idealną taflą, był raczej uszczerbiony, miejscami popękany, a ona nie chciała aby się rozleciał. Zatrzymała swoją dłoń w połowie kiedy zaczął mówić, dopiero wtedy podniosła na niego swoje spojrzenie i swoimi oczami odznalazła te jego.
- Pechem można nazwać zgubiony portfel, stłuczkę, a nie obitą buzię. - mruknęła kompletnie nie kupując jego tekstów. Jak wspomniała nie była naiwna, nie łykała tekstu o przypadkowej bójce, bardziej była w stanie kupić historię o tym, że jakiś gość go wkurwił, a uważała, że właśnie to była prawdopodobne.
Wróciła do czyszczenia rany, kilka chwil później rzuciła brudny wacik na stolik i uniosła jedną dłoń aby odgarnąć powoli schnący kosmyk blond włosów za ucho. Odwróciła głowę w jego stronę, dostrzegła te iskry, a na jej twarzy wkradł się diabelski uśmieszek.
- Skoro ten widok uśmierza Twój ból, to może mam pomysł jak go wyleczyć całkowicie. - odpowiedziała i znów uniosła dłoń, tym razem oparła ją o jego ramię i uniosła się z kanapy, aby za chwilę usiąść okrakiem na jego kolanach, przodem do niego. Swoje dłonie oparła o jego ramiona, trochę bezczelnie poprawiła się na jego kolanach i spojrzała mu w oczy.
- Boję się co byś zrobił gdybyśmy nie widzieli się cały tydzień. - mruknęła zagryzając swoją dolną wargę, swoimi oczami zjechała na jego usta, na których wzrok zatrzymała zbyt długo, specjalnie i celowo.
- Jak Twoja warga? Dalej boli? - szepnęła zbliżając swoją twarz do jego, ale zatrzymała się kilka milimetrów przed jego ustami, wystarczył minimalny ruch aby złączyły się w pocałunku, zdecydowanie bardziej gorącym niż tym w klubie.
Alexander Hall

in the middle of the storm

: wt sty 20, 2026 10:51 pm
autor: Alexander Hall
Tak właściwie to w ogóle jej nie znał. Znaczy - trochę znał. Wiedział, że miała na imię Maddie, że pracowała w barze, że była prowokacyjna do bólu i miała cholernie seksowne ciało, które dla niego grało główną rolę w ich wspólnej relacji, przynajmniej na razie. Jednak nie wiedział, jaką miała przeszłość, i nie wiedział, jak wiele wycierpiała w swoim życiu. Nie wiedział też, ile musiała znieść, ile osób ją zostawiło i ile przy niej zostało. A chciał się dowiedzieć, naprawdę cholernie chciał ją lepiej poznać i chciał po prostu wiedzieć wszystko. Jakie kwiaty lubiła, jaką kawę lub herbatę piła codziennie rano, czy potrafiła pływać i czy kiedykolwiek była na kempingu. Nigdy tak nie miał - był przyzwyczajony, że ludzie przychodzą i odchodzą, zwykle się do nich nie przywiązywał, jednego dnia była Monica, drugiego Elisabeth, a trzeciego Jessica, ale... z Maddie było inaczej. Była jak narkotyk. Chciał jej więcej i więcej, jak narkoman na głodzie. Gdy jej nie było, szukał sposobu, aby się przy niej znaleźć. A gdy już przy niej był, nie chciał odchodzić. Dziś również tak było. Miał jej tylko oddać tę jebaną bransoletkę, po prostu podać jej błyskotkę przez próg i wrócić do auta. A zamiast tego nawet nie wiedział kiedy znalazł się na jej kanapie i patrzył na jej skupioną twarz, gdy opatrywała jego rozcięte usta.
- A jeśli potrzebowałem to... co? - odparował krótko, rzucając jej wyzywające spojrzenie. Nie potwierdził, nie zaprzeczył, po prostu odbił piłeczkę w jej stronę, bo był ciekawy jej reakcji i zastanawiał się, jak długo będzie musiał czekać, aż jej zadziorna maska pęknie. Chciał sprawdzić, czy zobaczy na jej twarzy szok, czy może to samo miękkie spojrzenie, którym obdarzyła go w Nowy Rok, a o którym za nic w świecie nie potrafił zapomnieć. Tak naprawdę obstawiał trzecią opcję - że znów rzuci prowokacyjną półprawdę, pół żartem, pół serio i trochę mocniej przyciśnie gazik do jego twarzy w ramach rewanżu.
Wypuścił powietrze z płuc, próbując przyjąć wygodniejszą pozycję na kanapie, ale przy głębszym wdechu poczuł ostre kłucie w prawym boku. Miał tylko nadzieję, że tego nie zauważyła, bo nie miał ochoty jej się tłumaczyć.
- Fajne porównanie, ale między mną a tobą nigdy nie chodziło o „sens” - mruknął pod nosem, lekko unosząc brodę, aby miała lepszy dostęp do jego twarzy, gdy manewrowała gazikiem. - Chodziło o to, że jak już raz cię dotknąłem, to cała reszta świata nagle stała się nudna. Więc przestań mi tu cytować mądre przysłowia i przyznaj po prostu, że te trzy dni bez „zjadania ciastka” były dla ciebie taką samą męczarnią jak dla mnie.
Nie chciał jej spłoszyć, ale... Jak szło to przysłowie? Daj palec, a wezmą całą rękę? Chyba tak to szło. Maddie dała mu palec, a on chciał jej całą rękę, nogę, tułów. Był uzależniony od adrenaliny, a ona mu ją gwarantowała. Pierwsza rozmowa. Pierwszy drink. Pierwszy taniec. Pierwszy pocałunek.
Wszystko z nią było nowe, świeże i cholernie nieprzewidywalne. Alexander łapał się na tym, że zamiast planować kolejny ruch na sali treningowej czy na mieście, analizował każde jej spojrzenie. Stała się jego nową fiksacją - zagadką, której nie chciał rozwiązywać za szybko, żeby zabawa trwała jak najdłużej. Chciał odkrywać każdy centymetr tej dziewczyny, sprawdzać, gdzie kończył się jej cięty język, a zaczynało coś, co sprawiało, że traciła oddech. Potrzebował tego dreszczu, jaki czuł tylko wtedy, gdy była blisko. Tak jak teraz, gdy w nozdrzach czuł jej zapach i widział w jej oczach, że wcale nie jest jej obojętny. Chyba.
- Świat do stóp? Brzmi potwornie nudno, Lennox. Co byś z nim niby zrobiła? Postawiła na półce obok szklanek? - mruknął, nie odrywając wzroku od jej oczu. Ułożył usta w ten swój denerwujący, leniwy uśmiech, starając się za wszelką cenę zachować pozory swobody, ale prawda była taka, że gdzieś w środku poczuł nagłe, irytujące ukłucie. Poczuł czystą, prymitywną zazdrość na samą myśl o tym, że jakiś inny facet mógłby mieć Maddie na własność. Że mógłby na nią patrzeć tak jak on teraz, albo że ona w ogóle mogłaby mu na to pozwolić. Sam fakt, że ta wizja tak go ruszyła, wkurzał go bardziej niż to rozcięcie na wardze. I pewnie ta wizja ruszyłaby go jeszcze bardziej, gdyby nie był takim ignorantem i zainteresowałby się światem wokół niego. Jednak Lex nie był typem faceta, który rano przeglądał nagłówki gazet albo śledził debaty polityczne w telewizji. Dla niego ten świat był równie odległy i nudny, co życie na innej planecie. Na cholerę miał sobie zawracać głowę ludźmi w krawatach, skoro jedyne garnitury, z jakimi miał do czynienia, należały do prawników wyciągających go z kłopotów albo do tych nadętych bogaczy, którzy chcieli postawić na niego pieniądze w nielegalnej walce? Nie miał pojęcia, że Madison była kimś więcej niż barmanką z Downtown. Nie wiedział, że pod tą skórą i ciętym językiem kryła się córka polityka i wpływowa „księżniczka” z dobrego domu. Dla niego była zagadką, którą chciał rozwiązać na własnych zasadach. I jakoś nie chciało mu się wierzyć, że Maddie marzyła o garniturach, kwiatach, klęczkach i całej tej różowej otoczce amantów, którzy mogliby próbować zawrócić jej w głowie.
Jak będziesz niegrzeczny to wyciągnę kajdanki.
- Kajdanki... - powtórzył powoli, jakby smakował to słowo na języku. - Brzmi kusząco, ale oboje wiemy, że nie musisz mnie wiązać, żebym został dokładnie tam, gdzie chcesz.
Zawiesił wzrok na jej ustach, czując, jak napięcie między nimi gęstnieje do granic wytrzymałości. Chciał poczuć smak tego zaproszenia. Chciał sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak odważna, na jaką wyglądała z tym specyficznym blaskiem w oku. Mocniej zacisnął palce na kanapie. Tak bardzo chciał ją dotknąć, przyciągnąć do siebie i sprawdzić, czy pod tymi prowokacyjnymi tekstami jej skóra jest równie gorąca jak propozycje. Zwykle nie czekał i brał to, co mu się tylko podobało, bez zbędnego owijania w bawełnę. Jednak oni grali w grę, w której stawka rosła z każdym ruchem. Czuł, że wystarczył tylko jeden gwałtowny, nieostrożny i nieprzemyślany krok, żeby stracić ją bezpowrotnie, a tego bardzo, ale to bardzo nie chciał.
Alexander skrzywił się lekko na jej kolejne słowa. Pechem można nazwać zgubiony portfel, stłuczkę, a nie obitą buzię. Nie uwierzyła mu. Patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, a w jego głowie biła się myśl, czy powinien dalej brnąć w te swoje bzdury, czy po prostu odpuścić. I bardzo szybko się okazało, że z Maddie odpuszczenie wydawało się jedyną sensowną opcją.
- Brutalna szczerość. To twoja nowa metoda leczenia czy po prostu lubisz patrzeć, jak się wiję? - odparował, odwzajemniając jej głębokie spojrzenie. - Masz rację, portfela nie zgubiłem. I gdyby to była stłuczka, to auto wyglądałoby gorzej niż ja, a póki co ma się całkiem nieźle.
Obserwował ją uważnie, aż kilka minut później rzuciła gazik na stół, odgarnęła mokre włosy z czoła i posłała mu najbardziej diabelski uśmiech z tych, które zdążył u niej poznać. Skoro ten widok uśmierza Twój ból, to może mam pomysł jak go wyleczyć całkowicie. Bez słowa wyjaśnienia usiadła na nim okrakiem - jej ciężar na jego udach, jej dłonie na ramionach i ten jej bezczelny sposób, w jaki poprawiła się na jego kolanach, sprawiły, że krew zawrzała mu w żyłach. Zapomniał o bransoletce, zapomniał o ringu, zapomniał nawet o tym, że jeszcze przed chwilą ledwo łapał oddech. Teraz liczyło się tylko to, że miał ją dokładnie tam, gdzie chciał. Znowu. Był pieprzonym artystą i magikiem. Gdy zagryzła wargę, patrząc na jego usta, poczuł, że wszelkie hamulce za moment znikną. Bliskość Maddie była nowością, którą chciał chłonąć każdą komórką ciała. Nie znał jej przeszłości, nie wiedział nic o politycznych salonach ani o tym, ile osób ją zostawiło, ale w tej sekundzie wiedział jedno - ta dziewczyna była jego najbardziej niebezpiecznym uzależnieniem.
- Tydzień bez ciebie to o siedem dni za dużo, żeby zachować jakiekolwiek pozory zdrowego rozsądku, Madison - wychrypiał. Pierwszy raz użył jej pełnego imienia, patrząc jej przy tym prosto w oczy i odruchowo zaciskając dłonie na jej biodrach. Nie mógł się powstrzymać i przesunął jedną dłoń trochę wyżej, pod jej koszulkę, w okolice talii. Znów zagryzła wargę, znów posłała mu powłóczyste spojrzenie i znów zerknęła na jego usta. Cholera. Demon, nie kobieta. Czuł, jak pod jego palcami skóra Maddie delikatnie zadrżała, co tylko podkręciło i tak już napiętą atmosferę. Każda chwila pełna jej bliskości była jak dolewanie benzyny do ognia. Kiedy zapytała o tę jebaną wargę, Lex poczuł, że resztki jego samokontroli właśnie idą w zapomnienie.
- Warga? - powtórzył nieco niecierpliwie. - Przestała boleć w chwili, gdy usiadłaś mi na kolanach.
Nie zamierzał dłużej czekać na jej zaproszenie. Jednym zdecydowanym ruchem przyciągnął ją jeszcze bliżej, tak by ich klatki piersiowe niemal się ze sobą zderzyły, a jego druga dłoń powędrowała na jej kark, wplatając się w te jej jasne włosy. Uwielbiał to robić. Jeszcze bardziej uwielbiał delikatnie odchylać jej głowę do tyłu, zmuszając ją, by odsłoniła przed nim jasną, delikatną skórę na szyi. Pochylił się i złożył palący, drapieżny pocałunek tuż pod jej uchem. Przesunął nosem po jej skórze, chłonąc jej zapach wymieszany z owocową nutą żelu pod prysznic. Jednocześnie ta dłoń Alexa, która do tej pory spoczywała na talii blondynki, powędrowała wyżej. Wsunął ją głębiej pod materiał koszulki, rozprostowując palce na jej gołych plecach.
- Wiesz, że nikt nie będzie cię trzymał tak jak ja, prawda? - wyszeptał prosto do jej ucha i złożył trzy powolne pocałunki na jej szyi. Po chwili zmienił nacisk dłoni na jej karku, delikatnie nakierowując ją z powrotem na siebie. Gdy patrzył jej głęboko w oczy, chyba nie musiał nic więcej dodawać. To był ten moment, w którym nie chciał dłużej czekać. Bez uprzedzenia skrócił dystans między nimi i złożył na jej ustach niecierpliwy pocałunek, który nie miał w sobie nic z delikatności. Był po prostu głodny, surowy i desperacki. Lex wbił palce głębiej w jej włosy, pogłębiając pocałunek i na moment zapominając o całym świecie poza tym, jak smakowała Maddie - a smakowała pastą do mycia zębów - i o tym, jak bardzo pasowała do jego ramion.

Maddie Lennox

in the middle of the storm

: śr sty 21, 2026 9:39 pm
autor: Maddie Lennox
Niebezpieczny typ spod ciemnej gwiazdy, To ten chłopak od którego rodzice każą trzymać się z daleka, Facet pełny ciemności, która przyciąga laski jak ćmy do światła, Nikt nie chce mieć z nim do czynienia, a tym bardziej zadzierać. Takie i wiele innych plotek Maddie słyszała na temat Hall'a, ale ona nigdy nie słuchała plotek. Wychodziła z założenia, że wolała poznać człowieka, a dopiero potem wystawić opinię. Co wiedziała o nim teraz? Dość sporo chociaż tak naprawdę wciąż niewiele. Kim dla niej był Alexander Hall? Chodzącymi kłopotami, dosłownie bo gdzie się nie pojawiał zawsze coś musiało się wydarzyć. Uważała, że głowę ma tylko i wyłącznie po to aby szyja się na czymś trzymała i aby chłop zachował równowagę. Bo głowy to nie używał wcale, przykładem było wejście na dach gdzie na drzwiach pisał wielki napis "zakaz wchodzenia", był irytujący, wkurzający i miał ripostę niemalże na wszystko. Był też facetem, który dotrzymywał słowa i który posiada coś takiego jak serce albo coś na wzór tego. Przez ten czas Lennox dostrzegła, że pod maską bad Boya skrywał się facet, który potrzebował kogoś przy kim może być sobą, bez oceniania, bez wyśmiania czy uznania go za słabego. Dla niej nie był słaby, był po prostu zagubiony. Tamtej sylwestrowej nocy na szczycie dachu nie widziała faceta, który chce być podziwiany czy którego trzeba było się bać. Widziała w nim faceta, który stał na pustym dachu bo cisza, która panowała wokoło jako jedyna go nie oceniała. Tamtej nocy też pierwszy raz mu zaufała, nie dlatego, że był Alexandrem Hallem, którego wszyscy się boją, zaufała mu bo przez chwilę nim nie był.
Słysząc jego pytanie delikatnie wzruszyła ramionami, na chwilę uniosła spojrzenie, widziała jego zaczepny wzrok, nie przestraszył jej, wręcz przeciwnie, utrzymała ten kontakt przez kilka długich sekund.
- To możesz się do tego przyznać, nie ma tutaj nikogo innego. Wiem, że jesteś typem faceta, który zawsze bierze, ale twoja reputacja nie ucierpi na tym jeśli chociaż raz w życiu pozwolisz sobie chcieć. - odparła spokojnie i jakby nigdy nic wróciła do czyszczenia tej rany. Słuchała jego kolejnych słów, przetwarzała każde z nich powoli, poprawiła się delikatnie na kanapie i dalej wykonywała wcześniejszą czynność.
- Między nami nigdy nie będzie czegoś takiego jak "sens" - odpowiedziała niemalże natychmiast. Czy to dobrze? Nie wiedziała. Tak samo nie wiedziała czy to źle, po prostu.. na obecny moment nie widziała w tym sensu. Bo nie chodziło tutaj o uczucia, chodziło o to co mogą sobie wzajemnie dać, adrenalinę, zabawę i tą fascynację. Gdzie ich to zaprowadzi to cholera jedna wie. Jednak granica między zdrową relacją a obsesją była cienka, a znając ich...zatracą się w tym. I w tej chwili nie wydawało jej się to aż takie złe.
Nie umiała nie parsknąć śmiechem na jego słowa, wyczuła w tym wszystkim jakąś dziwną irytację. Nie odpowiedziała od razu, zamiast tego kąciki jej ust drgnęły delikatnie w górę, za kilka sekund na usta wkradł jej się wredny uśmiech. Pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Możliwe, że to była męczarnia. Im dłużej się na coś czeka tym lepiej smakuje. - i z tym zdaniem się zgadzała, a co do tego czy to była dla niej męczarnia? Owszem, cholerna bo nie umiała zapomnieć o miękkości jego ust, o ich cieple i o tym jak dobrze smakowały. Całowała je raz, ale to wystarczyło by pragnęła tego więcej i więcej. Lex nie zdawał sobie nawet sprawy z tego ile ją kosztowało trzymanie nerwów i siebie na wodzy. Bo prawda jest taka, że widząc go w wejściu miała ochotę zrzucić z siebie ten ręcznik i dokończyć to co zaczęło się w klubie.
Co do słów o stawianiu świata na półce wywróciła tylko oczami, ale w głębi duszy czuła jego irytację tym tematem. Złość i zazdrość biła od niego jak z ogniska, chyba nawet nie był świadomy tego, że emanuje taką energią. Nie miała zamiaru go dalej denerwować, nie miała zamiaru ciągnąć tematu, dostała to co chciała. Wiedziała już wszystko...
- Wiem to, ale przypominam, że dalej czeka Cię kara za głupie i pochopne decyzje związane z sylwestrem. - rzuciła zaczepnym tonem, trochę poważnym nawet, ale oczy błyszczały jej jak miliony diamentów, wesoły blask był zauważalny. I nie chodziło jej o słowa, które wtedy wypowiedział, nie chodzi o pocałunek, a raczej to co działo się na początku. Ona miała pamięć słonicy, a jak wiemy te zwierzęta są cholerne pamiętliwe. Wcześniej czy później i tak go za to ukażę, a jaka to będzie kara? Maddie jest bardzo pomysłowa, bardzo...
Znów spojrzała na jego oczy, zmarszczyła delikatnie nos mrużąc powieki, znał ją wystarczająco aby wiedzieć, że tak łatwo nie miała zamiaru zamykać tego tematu. Pojawił się pod jej drzwiami, w jej apartamencie z rozwaloną wargą. Powinien pomyśleć, że pojawią się pytania, ale jak wiemy Alex nie za bardzo lubił myśleć.
- Nie mam zamiaru odpuszczać tego tematu. - brzmiało to jak ostrzeżenie i groźba jednocześnie. Nie chciała go teraz męczyć, chciała skończyć czyszczenie tej rany i dopiero wtedy będą mogli porozmawiać. Miała zamiar wiercić mu dziurę w brzuchu aby powiedział jej prawdę, nawet jeśli ma się na nią wydzierać czy coś takiego.
I znów popełnił ten sam błąd, myślał, że to on jest panem sytuacji, że udało mu się osiągnąć to co chciał. Warto wspomnieć, że to dalej był jej teren, a ona czuła się pewnie, dzisiejszego dnia była rekinem, nie małą przestraszoną rybką jak tamtego wieczora.
- Madison...- powtórzyła za nim swoje własne imię delikatnie przekrzywiając głowę w bok, uśmiechnęła się tym razem jednak delikatnie, jak na kobietę przystało. Musiała przyznać, że dźwięk jej pełnego imienia wychodzące z jego ust sprawiało, że czuła ciarki.
- Podoba mi się dźwięk mojego imienia w Twoich ustach. - wyznała cicho, aż korciło ją aby dodać, że musi to powtórzyć jeszcze jeden raz i kolejny, ale jego długie palce zaciskające się na jej biodrach skutecznie sprawiły, że wszystkie myśli wyleciały jej z głowy. Odnosiła wrażenie, że materiał koszulki, którą miała na sobie była tak cienka, że czuła opuszki jego palców na skórze.
Boże, co ten dotyk ze mną wyprawia..
Nigdy ona jak i jej ciało nie reagowały tak na dotyk kogokolwiek, tylko jego dłonie potrafiły wywrócić wszystko do góry nogami. Po raz któryś tego dnia zagryzła swoją dolną wargę, nie protestowała kiedy jego dłonie wodziły wyżej ani wtedy kiedy wplątał palce w jej włosy. Pozwoliła mu na chwilowe przejęcie kontroli było to jednak złudne, bo to ona siedziała na nim.
- Czyli lekarstwo działa tak jak podejrzewałam. - rzuciła rozbawiona , śmiejąc się cicho kiedy przyciągnął ją do siebie jeszcze bardziej. Znów na swoich piersiach czuła bicie jego serca, które od jakiegoś czasu jest jej najlepszą graną melodią, jest własny prywatny hit, którego może słuchać do końca świata.
Podążyła za ruchem jego ręki, odchyliła głowę do tyłu i czując ciepły oddech na skórze i pocałunek spomiędzy jej warg wyrwało się westchnienie, głośne i tak ciężkie jakby czekała na tą chwilę od momentu kiedy pierwszy raz spojrzała na niego. Zacisnęła delikatnie swoje dłonie na jego ramionach, a jej biodra jakby same automatycznie docisnęły się do tych jego. Dźwięk jego słów zawirował jej w głowie, nie potrafiła się na nich w pełni skupić.
-Mhmmm... - mruknęła w odpowiedzi nawet chyba nie za bardzo rejestrując co tak naprawdę do niej powiedział, wszystko zagłuszała jej własna krew, której niemalże gotowanie słyszała we własnych uszach. Ciśnienie zdecydowanie poszło jej w górę.
Prowadzona przez jego rękę wplątaną w jej włosy wyprostowała plecy i kark, swoim spojrzeniem od razu odnalazła te jego, jakby przyciągały się do ciebie. A potem niespodziewanie złączył ich usta w pocałunku, który zupełnie nie przypominał tego z klubu. Był gorący, natarczywi i tak bardzo pochłaniający, jakby w tej jednej czynności chciałby jej przekazać jak bardzo jej pragnął. Lennox nie pozostawała dłużna, odwzajemniła pogłębiony pocałunek nie bawiąc się w żadne delikatności czy czułości. W każdej sekundzie pokazywała mu jak bardzo irytujące to były trzy dni i jak bardzo pragnęła tego pocałunku.
Swoimi dłońmi zjechała z jego ramion po klatce piersiowej, zatrzymała się dopiero tuż nad jego biodrami, wsunęła dłonie pod koszulkę i opuszkami palców sunęła wyżej po wyrzeźbionym brzuchu i klatce piersiowej, a potem znów w dół.
Czuła jak zaczynało brakować jej oddechu, jak policzki robią się różowe, kilka chwil później oderwała swoje usta od jego zagryzając tą zdrową część jego wargi, starała się uspokoić urywany oddech. Kiedy palcami znów zjechała na dół wyciągnęła dłonie spod jego koszulki i chwyciła za jej brzegi unosząc. Tym ruchem zmusiła go do oderwania swoich rąk z jej ciała, dość sprawie pozbyła się jego koszulki, która poleciała gdzieś w zapomnienie.
Chciała się nachylić, dopaść swoimi ustami (i najpewniej zębami też) jego gorącej skóry, ale w oczy rzuciły jej się siniaki, dość potężne, które pokrywały brzuch, żebra i lewą stronę klatki piersiowej. W pierwszej sekundzie rozszerzyła swoje oczy będąc w totalnym szoku, uniosła znów jedną dłoń i przyłożyła opuszki do lewej strony, na pierwszego siniaka, a potem delikatnie kreśliła drogę do kolejne i kolejnego. Tak jakby chciała się upewnić, że nie była to jakaś durna charakteryzacja czy coś takiego.
- Co to jest? I jak mi powiesz, że siniaki to Cię walne. - zapytała w końcu cicho, ale była na tyle blisko, a w apartamencie było tak cicho, że na bank ją usłyszał. Nie odrywała wzroku od jego fioletowo czerwonej skóry, od miejsc, w których dostrzegała odbicia knykci.
Poczuła w sobie dziwnego rodzaju ukłucie, nie była to złość, ale coś w rodzaju dziwnego smutku, żalu...chyba przejęła się tym jak wygląda, czuła ból przez samo patrzenie na to. Zagryzła dość mocno policzki od środka i dopiero wtedy na niego spojrzała, a w jej spojrzeniu łatwo można było dostrzec burzę emocji, mieszanka złości, smutku i troski.
Alexander Hall