Hearts on Ice
: ndz sty 18, 2026 3:01 pm
Walentynki kilka lat temu...
Zawsze czuła dziwną niezręczność tego jednego dnia w roku. Na samą myśl skręcało jej, gdy zaczynała myśleć o randce walentynkowej. Czym ona właściwie była? Sztucznym świętem, kiedy pary nagle o sobie przypominały. Traktowała je, odkąd pamiętała z dziwną rezerwą. Wszędzie pełno zakochanych par, obdarowujących się buziaczkami, a ona potrzebowała odrobiny wolności.
Stąd nie wiedziała i nie rozumiała, dlaczego zgodziła się na randkę. Jeżdżenie na lodzie, grzaniec mogły być spełnieniem pewnych oczekiwań. Tylko to było sztuczne. Mimo to wypatrywała własnej randki, spoglądając nerwowym wzrokiem na lodowisko. Nie potrafiła jeździć. Ze wszystkich zdolności, które posiadała, ta była wręcz niemożliwa dla niej do odblokowania. Za każdym razem wywalała się, bardziej jeździła niż chodziła. To będzie czysta katastrofa.
Wystroiła się praktycznie jak szczur na otwarcie kanału, a skończy, jakby zaczęła się jej biegunka przez ilość upadków na pośladki. Na samą myśl wszystko zaczynało ją boleć. Dobrze, że jej towarzysz wydawał się być odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Przy nim choć na moment zapomni, że zgodziła się na czystą torturę. Randka z teorii wyglądała wręcz perfekcyjnie.
— Cześć — rzuciła, kiedy tylko pojawił się na horyzoncie. Zaraz poprawiła nerwowo swoją czapkę, unosząc delikatnie kąciki ust. Miała nadzieję, że pod sporą ilością warstw dalej wyglądała względnie atrakcyjnie. Chciała spędzić miło wieczór — jesteś pewny tego lodowiska? — może dlatego zadała jeszcze to jedno pytanie. Mógł zmienić zdanie, zabrać ją na gorącą czekoladę gdzieś, gdzie mogliby ugrzać dupsko. Chociaż kto wie? Może Alexander zostanie prawdziwym bóstwem, które nauczy Charity jeździć na lodzie.
— Na pewno się wywalę — zaśmiała się nerwowo, wkładając niesforny kosmyk włosów za ucho. Widziała oczami wyobraźni katastrofę. Gdzieś kątem oka spojrzała na pingwinki. Była na nie za duża, zostanie jej wyłącznie jazda przy barierce.
Alexander Hall
Zawsze czuła dziwną niezręczność tego jednego dnia w roku. Na samą myśl skręcało jej, gdy zaczynała myśleć o randce walentynkowej. Czym ona właściwie była? Sztucznym świętem, kiedy pary nagle o sobie przypominały. Traktowała je, odkąd pamiętała z dziwną rezerwą. Wszędzie pełno zakochanych par, obdarowujących się buziaczkami, a ona potrzebowała odrobiny wolności.
Stąd nie wiedziała i nie rozumiała, dlaczego zgodziła się na randkę. Jeżdżenie na lodzie, grzaniec mogły być spełnieniem pewnych oczekiwań. Tylko to było sztuczne. Mimo to wypatrywała własnej randki, spoglądając nerwowym wzrokiem na lodowisko. Nie potrafiła jeździć. Ze wszystkich zdolności, które posiadała, ta była wręcz niemożliwa dla niej do odblokowania. Za każdym razem wywalała się, bardziej jeździła niż chodziła. To będzie czysta katastrofa.
Wystroiła się praktycznie jak szczur na otwarcie kanału, a skończy, jakby zaczęła się jej biegunka przez ilość upadków na pośladki. Na samą myśl wszystko zaczynało ją boleć. Dobrze, że jej towarzysz wydawał się być odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Przy nim choć na moment zapomni, że zgodziła się na czystą torturę. Randka z teorii wyglądała wręcz perfekcyjnie.
— Cześć — rzuciła, kiedy tylko pojawił się na horyzoncie. Zaraz poprawiła nerwowo swoją czapkę, unosząc delikatnie kąciki ust. Miała nadzieję, że pod sporą ilością warstw dalej wyglądała względnie atrakcyjnie. Chciała spędzić miło wieczór — jesteś pewny tego lodowiska? — może dlatego zadała jeszcze to jedno pytanie. Mógł zmienić zdanie, zabrać ją na gorącą czekoladę gdzieś, gdzie mogliby ugrzać dupsko. Chociaż kto wie? Może Alexander zostanie prawdziwym bóstwem, które nauczy Charity jeździć na lodzie.
— Na pewno się wywalę — zaśmiała się nerwowo, wkładając niesforny kosmyk włosów za ucho. Widziała oczami wyobraźni katastrofę. Gdzieś kątem oka spojrzała na pingwinki. Była na nie za duża, zostanie jej wyłącznie jazda przy barierce.
Alexander Hall