gravity did the introduction
: ndz sty 18, 2026 3:21 pm
#3
Next time, I’ll just say hi.
- Nic mi nie jest... - powiedział to po raz trzynasty, bo liczył. Liczył to ile razy zapewniał, że z nim wszystko w porządku. Kiedy spadł z tego dachu, i kiedy go zamroczyło, ale zaraz otworzył oczy i zobaczył nad sobą kilka osób, kompletnie mu obcych, ale zestresowanych jego stanem.
Nie było wysoko, może jakieś dwa metry? A przecież wchodził na dziesięć, albo więcej, ale nigdy nie spadł, a dzisiaj się poślizgnął. Źle ustawił stopę i po prostu zjechał, wylądował w jakieś zaspie, nie najgorzej, nawet nie czuł się poobijany.
- Gdzie mój aparat? - o to zapytał tylko trzy razy, bo za trzecim mu go oddali. Inaczej uparł się, że nigdzie nie pojedzie. Stłukł obiektyw, widział to, ale aparat działał to najważniejsze. Chciał go lepiej sprawdzić, ale medyczka kazała mu go odłożyć, bo jak ona miała pracować, kiedy on cały czas grzebał coś w aparacie.
- No już... - schował go do pokrowca, który przewiesił sobie przez ramię. Chcieli mu go zabrać, ale Donnie powiedział, że to jego przedmiot uziemiający, że ma coś tam... I musi mieć taki przedmiot, bo inaczej może dostać ataku paniki. Kłamał, oczywiście, że kłamał, wymyślał bzdury na poczekaniu. Może dlatego go załadowali w karetkę? Bo stwierdzili, że jest z nim gorzej?
A on po prostu bał się komukolwiek oddać ten aparat, bo kiedy raz to zrobił, to już go nie odzyskał. Nie ten oczywiście, inny, poprzedni, nawet lepszy. Bo ten był z drugiej ręki. Ale Donnie twierdził, że miał duszę.
I teraz też, kiedy już go posadzili na tym szpitalnym łóżku, kiedy kazali czekać na lekarza, to on znowu grzebał w aparacie, odkręcił obiektyw i obejrzał go z każdej strony, a później przykręcił z powrotem i w momencie, w którym blondwłosa lekarka odsunęła parawan to on zrobił jakieś zdjęcie próbne.
Z duszą?
Na pewno z rysą, która przecież biegła przez pęknięty obiektyw, tylko, że Donnie nawet nie zdążył na nie spojrzeć, na to zdjęcie, bo aparat schował za plecami, jak jakieś dziecko przyłapane na gorącym uczynku. Zauważyła?
Może, chociaż on nigdy nie używał lampy, a ona skupiona była na jakiś jego dokumentach. Może miała tam wpisane, że on w ubiegłym roku w szpitalu wylądował czternaście razy, z jakimiś drobnymi urazami, ale jednak...
- Nic mi nie jest - teraz też powiedział po raz czternasty i utkwił w niej te intensywnie zielone oczy - mogę już iść? Bo zaraz zajdzie słońce, a ja... - już miał jej powiedzieć, że jeszcze musi raz spróbować wejść na ten dach, żeby zrobić kilka zdjęć gniazda gołębi, które tam znalazł, zanim zrobi się ciemno. A te zdjęcia to przecież nie była jakaś jego kolejna fanaberia, tylko ważny dokument, zwierzęta w środowisku miejskim, a jakie zwierzęta są bardziej miejskie niż gołębie?
Nie wpadł tylko na to, że z tym potłuczonym aparatem to może być ciężkie. A do tego na głowie miał już pokaźnego guza i obity policzek, na którym w zastraszającym tempie rósł krwiak, paskudny bąbel wypełniony krwią. Tylko, że Donnie go nie widział, nawet nie wiedział za bardzo, że uderzył się głową, bo on przecież w pierwszej kolejności ratował aparat. I tak go nie uratował, ale mogło być gorzej.
Albo lepiej, jakby podparł się rękami, a nie lądował na gębę, bo te jego ręce wystrzeliły w górę z aparatem fotograficznym.
- Pewnie macie dużo ciężkich przypadków, a ja wypiję multiwitaminę i będę zdrowy - powiedział, kiedy blondynka stanęła już obok niego, kiedy uniosła na niego spojrzenie oczu równie zielonych co te jego, sponad tabletu. Miała tam jakieś jego wyniki badań, kartę pacjenta? Czy oglądała śmieszne koty?
Sądząc po jej minie, to na pewno nie były koty, chociaż Bowen pochylił się delikatnie w jej kierunku, jakby chciał tam zajrzeć. Bo po prostu był ciekawski, wszystko go interesowało i teraz też te jego intensywnie zielone oczy przesunęły się z jej twarzy na plakietkę z nazwiskiem.
- Rezydentka? To co, uczysz się jeszcze? A gdzie jest lekarz? - wypalił zanim zdążył ugryźć się w język i nawet się wychylił, żeby zobaczyć, czy jednak nie idzie za nią jakiś Nie szedł. Ale ten aparat, który Donnie trzymał z tyłu wyślizgnął mu się jakoś i prawie wylądował na podłodze, ale Bowen złapał go za pasek w ostatniej chwili, przechylając się przez łóżko.
- Ja pierdolę... - mruknął i kiedy już trzymał w palcach ten aparat, to zerknął na zdjęcie blondynki. Wyszło dobrze, fajnie, nawet z tą rysą, która nadawała temu zdjęciu jakiejś dramaturgii, życia. Ładnie.
Bo blondynka była ładna, i Donnie dopiero teraz to zauważył. Tak jakby na świat patrzył tylko przez pryzmat tych swoich fotografii, bo może coś w tym było?
Abby Wallace