Strona 1 z 2

everything for kids

: ndz sty 18, 2026 4:05 pm
autor: Cherry Marshall
Galen L. Wyatt

Bal charytatywny dla dzieci. W założeniu miał być piękną uroczystością, na którą Charity miała udać się samotnie. Czerwona sukienka, krótkie włosy, odpowiednio wykonany makijaż. Miejsce, w którym bogaci ludzie mogli licytować przedmioty, tańczyć i bawić się. Ostatnio często uczestniczyła w takich imprezach. Tylko tym razem nie była na nim sama. Przyjechała wraz z młodszą siostrą. Ośmiolatka pierwszy raz miała pojawić się na uroczystości bez rodziców. Wszystko przez zawał ojca. Nikt nie był w stanie się nią zaopiekować. Nianie nie były w stanie jej upilnować, a sama Cherry zaoferowała się. Rodzeństwo wraz z rodzicami byli w szpitalu, a ona jako prezeska nie mogła się wymiksować. Chciała sprawić młodszej jeden wieczór bez jakichkolwiek zmartwień. Co mogłoby pójść nie tak?
Podjechały pod salę. Jeszcze chwilę poprawiała siebie i siostrę w aucie, zanim uznała, że są gotowe, by wejść do środka.

Cassie, pamiętaj. Spędzimy tu chwilę i wracamy do szpitala... — mruknęła Cherry poważnym tonem. Jej ojciec był twardym człowiekiem, ale rozpadł się na milion kawałków. Teraz jedyne co im zostało to nadzieja. Nawet z jego krwią mieli problem. Bank krwi miał niedobór grupy 0 Rh-. Wszyscy w rodzinie czekali na ostateczne wyniki — tylko proszę nie zgub się, dobrze? — poprosiła jeszcze ośmiolatkę przed samym wejściem. Chwyciła ją mocno za dłoń, kiedy wchodziły na salę. Chwilę później otoczyli ją kumple ojca, pytając o jego samopoczucie. Wszyscy wydawali się być zmartwieni, a Charity głos grzązł w gardle. W pewnym momencie straciła z oczu własną siostrę. Coś musiało ją skusić.
Cassie, gdzie jesteś? — krzyknęła Cherry, zanim zaczęła rozglądać się za młodszą — cholera, gdzie ona zniknęła? — mruknęła pod nosem, przepraszając rozmówców. Zaczęła błądzić po sali, ale nigdzie nie potrafiła jej znaleźć — to ojciec miał... — sprawiać problemy. Nie Cassie, ona była jak światełko rozświetlające całą rodzinę. Kropla w kroplę podobna do Cherry, urocza dziewczynka zniknęła. Za to pojawiła się przy Galenie, ciągnąc go za rękaw.
Przepraszam — włoski miała delikatnie zakręcone, a na sobie miała piękną, bufiastą niebieską sukienkę — pomożesz mi znaleźć moją siostrę? — zagadnęła, patrząc w niego wielkimi, brązowymi oczami — będzie na mnie krzyczała, bo miałam się nie gubić — dodała smutnym tonem. Cassie zawsze znikała w najmniej odpowiednich momentach. Za to uśmiechała się do Galena pięknie i szczerze, licząc, że poskromi jej starszą siostrę.
Błądziła kilka dłuższych chwil, zanim zobaczyła ich. Tylko zamiast ruszyć w ich stronę, zabrać ją jak najdalej od niego, starała jak wryta. Zmarszczyła, o Zgrozo, twarz. Przez nią pojawiło się miliony wspomnień, żołądek praktycznie od razu się skurczył. Lanzarote, areszt, rezydencja Wyatt'ów. Chciała uciec, nawet jeśli się za nim stęskniła. Bała się konfrontacji. Każda komórka ciała odmówiła jej zbliżenia się do najmłodszej wśród Marshalli. Przeżyli razem zbyt wiele, za wiele ran zadali sobie nawzajem, musieli pęknąć, a on rozmawiał z Cassie. Jak gdyby nic się nie stało. Mimowolnie łzy zaczęły jej napływać do oczu. Za dużo się działo. Nie mogła tego wytrzymać. Ojciec w szpitalu, a ona ze wszystkich bogatych osób spotkała go.

everything for kids

: ndz sty 18, 2026 6:51 pm
autor: Galen L. Wyatt
62.
We’re very good at pretending, aren’t we?


Miało go tutaj nie być, już odhaczył w najbliższym czasie dom dziecka i nawet ośrodek pomocy dla bezdomnych. Nie wystarczyło dobrych uczynków?
Ale przecież Galen lubił pomagać, wiec kiedy dostał zaproszenie na licytację charytatywną, dla dzieciaków, od razu się zdecydował. Zwłaszcza te dzieci jakoś ostatnio sprawiały, że miękło mu serce. To połamane zbrakowane serce, które przecież wciąż było jeszcze nie do końca sprawne. Nigdy chyba już nie będzie.
Pewnie to ten świąteczny klimat, który kojarzył mu się z dzieciństwem, z jakimiś takimi dobrymi chwilami, kiedy rodzice nie wymagali od niego za wiele, kiedy na ten jeden krótki moment w roku pozwalali mu po prostu być dzieckiem...
Dzisiaj już nie był tym małym chłopcem, który bawił się kolejką z Yvone. Dzisiaj był prezesem ogromnej firmy. I tak wyglądał. Jak facet, który u stóp ma cały świat. W tym swoim stalowym garniturze, który podkreślał jego niebieskie oczy, w nieskazitelnej, białej koszuli, z idealnie zawiązanym pod szyją krawatem.
Wypił dwie lampki szampana i zamierzał na tym zaprzestać, zamiast tego po prostu się pokręcić, porozmawiać z kimś, a potem tylko przepuścić horrendalne pieniądze na tej licytacji.
Dobry plan.
Tylko, że w pewnym momencie jego rozmówca zaczął mu sięgać do pasa. Galen spuścił te intensywnie niebieskie tęczówki na dziewczynkę, chociaż zaraz rozejrzał się dookoła. Była tu sama? Raczej nie powinna być.
Zaraz się okazało, że wcale nie.
- Hm… okej - mruknął, chociaż Wyatt przecież nie miał podejścia do dzieci, zwłaszcza zagubionych. Co prawda dogadywał się z nimi nieźle, bo sam miał w sobie dużo z dzieciaka, ale szukanie siostry...?
Kucnął obok dziewczynki, zlustrował ją spojrzeniem, mała księżniczka, kogoś mu przypominała, ale nie mógł sobie uzmysłowić kogo.
- Dobrze, a jak... jak masz na imię? - może od tego powinien zacząć. Dziewczynka nadęła policzki i wywaliła wargi, to jednak chyba było złe pytanie.
- A ty? rodzice nie pozwalają mi rozmawiać z obcymi - no tak mógł się tego spodziewać. Chociaż... przecież to ona go zaczepiła.
- Galen, mam na imię Galen - przedstawił się i nawet wyciągnął do niej rękę, dziewczynka przez chwilę patrzyła na niego podejrzliwie, ale zaraz... zbiła mu piątkę, na co Galen mimowolnie się uśmiechnął.
- To dziwne imię - stwierdziła - ja jestem Cassie - uśmiechnęła się uroczo, a Wyatt miał wrażenie, że gdzieś już widział ten uśmiech.
Tylko gdzie?
- Galen to znaczy cichy i spokojny - wyjaśnił jej, ale Cassie znowu wydęła usta.
- I taki jesteś? - zapytała z poważną miną przyglądając mu się badawczo. Galen aż parsknął, czyżby nawet dziecko się na nim poznało?
- Nie - odpowiedział szczerze. Chociaż może nie brzmiało to najlepiej, skoro miał jej pomóc szukać siostry?
Cassie jednak to chyba nie przeszkadzało, bo jej ciemne oczy wciąż wpatrzone były w jego twarz. Wstał i wyciągnął do niej rękę, bo skoro się już znali, to chyba mógł sobie pozwolić na taki spouchwałości?
- A jak wygląda twoja siostra? - zapytał, a Cassie zaraz się ożywiła, uśmiechnęła szeroko.
- Jest piękna, ma piękne włosy, i piękną sukienkę i wygląda jakby grała w filmie, takim z księciem i księżniczką, tylko nie w bajce dla dzieci, bo ja nie oglądam już bajek... - spojrzała na Galena podejrzliwie, bo chyba jednak oglądała i sprawdzała, czy on jej uwierzył. Wyatt tylko się uśmiechnął i pokiwał głową.
- Ale jest tu dużo pięknych pań Cassie - rzucił, kiedy przechodzili gdzieś przez tłum.
- Ale ona jest najpiękniejsza! - wypaliła od razu dziewczynka i Galen sobie pomyślał, że chyba powinien ją poznać. Tą najpiękniejszą księżniczkę. Ale nie z bajki. Z filmu. Już miał się zapytać Cassie o imię jej siostry, a może o nazwisko, bo przecież może by je skojarzył, kiedy ona zatrzymała go obok ogromnej fontanny z czekoladą. Oczy aż jej zaświeciły, a Galen przechylił na bok głowę.
- Podoba ci się? - zapytał. A dziewczynka pokiwała energicznie główką.
- A czy mogę spróbować? - zapytała. Tym razem głową pokiwał Wyatt, a już po chwili dał jej kilka truskawek, które mogła w niej zamoczyć, jedną zjadła od razu, brudząc przy tym sobie buzię. Drugą dała jemu, i chociaż Galen pomyślał przez moment, że wcale nie ma na nią ochoty, to zrobiło mu się... miło. Zjadł ją ze smakiem.
Trzecią Cassie chciała zamoczyć w białej czekoladzie, która wypływała z najwyższego poziomu, więc Wyatt zaproponował, że on to zrobi, ale dziewczynka spojrzała na niego w taki sposób...
Już po chwili podnosił ją do tej fontanny, sam też wspinając się na palcach. Udało im się.
Cassie była zachwycona, a Galen poplamił odrobinę klapę tej nieskazitelnej, drogiej marynarki czekoladą, ale nawet tego nie zauważył.

Cherry Marshall

everything for kids

: ndz sty 18, 2026 7:43 pm
autor: Cherry Marshall
Galen L. Wyatt

Cassie wydawała się bawić w najlepsze. Spotkała dobrego kompana do zabawy. Wśród tych wszystkich spiętych bogatych ludzi ona wydawała się być słońcem, które rozpromieniało atmosferę. Tworzyła wraz z Galenem najlepszy duet.
Teraz jesteś brudaskiem — zawołała, a na jej twarzy pojawił się delikatny grymas. Otworzyła swoją malutką torebeczkę i niej wyjęła opakowanie nawilżanych chusteczek. Gotowa na wszystko, prawie jak siostra — proszę — otworzyła opakowanie i zaraz wcisnęła mu jedną z chusteczek do rąk. Pedantyzm musiała wyssać z mlekiem matki — moja siostra powiedziałaby, że zawsze trzeba się prezentować — dodała, poprawiając sobie sukienkę. To nie był jej pierwszy bankiet. Doskonale znała zasady na nich panujące. Zaraz pociągnęła Galena w stronę lodowych rzeźb, które stały z boku sali..
Wyglądasz jak książę — stwierdziła, uśmiechając się szeroko. Spoglądała na tańczące pary z wielkim zafascynowaniem — a konie masz? Ja mam własnego. Nazywa się Bella — dla niej tata Marshall kupił całą stadninę. Miała jednego, ukochanego, na którym zawsze jeździła wokół posiadłości państwa Marshall — księżniczki i książęta potrafią jeździć na koniach! — rzuciła, uśmiechając się szeroko — weźmiesz mnie na barana? — spytała nagle, a jej oczy zaświeciły się — chcę dotknąć tego lodowego psa, jego języczek. Wygląda jak piesek siostry — za Chiny nie przypominał pudla. Psa tak. Za to świecił w różnych kolorach, a Cassie była nim wręcz zafascynowana.
Za to Cherry stała jak wryta, spoglądając na rozgrywające się przed nią oczyma. Chowała się nerwowo za kolumnami, próbując zrównać własny oddech. Drżała na samą myśl, widząc ich razem. W końcu... mogli być rodziną.
Mogli, a teraz ona wpatrywała się w duet bawiący się razem. Serce na sam widok bardziej się jej łamało. Miała dosyć spraw emocjonalnych. Sprawa ojca w szpitalu powodowała, że nie mogła spać. Pozew od Devona też. Niewyjaśnione kwestie ciążyły jej nad głową. Stała bezbronna, trzęsąc się. Powstrzymywała napływanie łez do oczu, ale jedna zdołała lecieć na sam dół, rozmazując delikatnie jej makijaż. Zostawiła ślad, a Cherry w końcu się opanowała. Musiała spojrzeć jeszcze raz na jego twarz. Może... może przy Cassie się nie pokłócą.
Ruszyła, idąc nerwowym krokiem. W niczym odgłos jej obcasów nie przypominał pierwszego wejścia do gabinetu Wyatta. Była blada, straciła chęci do życia, a przede wszystkim straciła wolę walki.
Cassie? — zaczęła cichym tonem, podchodząc do nich na kilka metrów — Galen... — jej głos był jeszcze cichszy. Bała się tego spotkania. Serce na moment jej stanęło, bo przypomniała sobie wszystkie dobre i złe chwile, które były między nimi.
Możemy iść kochanie? — spytała, spoglądając na Cassie. Wyciągnęła w jej stronę rękę, cała drżała z nerwów. Miała ochotę zwymiotować. Nie w ten sposób chciała się z nim znów zobaczyć — Galen jest... — przełknęła nerwowo ślinę, próbując ułożyć sobie wszystko w głowie — na pewno zajęty — na pewno przyszedł z jakąś piękną, długonogą modelką o blond włosach. Nie przyszedłby sam. Odwróciła głowę, bojąc się mu spojrzeć w oczy.
Cherry, a możemy z nim zostać? — spytała nagle Cassie cała radosna— proooszę — rzuciła, wywalając dolną wargę i robiąc oczy, niczym kotek ze Shreka — obiecałaś mi dobrą zabawę, a Galen jest super, ultra fajny — cała aż zaczęła podskakiwać z radości. Ta fontanna czekolady musiała go do niego przekonać.
Ale Cassie... — zaczęła Cherry. Chciała coś powiedzieć, wyjść stąd, póki jeszcze mogła, ale wtedy dziewczynka zwróciła się do Galena.
Weź ją przekonaj — ciągnęła go za rękaw — będziemy się razem bawić — i po chwili dodała — teraz jest smutna, bo tata trafił do szpitala — znów wywaliła dolną wargę — PROOOOOOOOSZĘ — młodsza Marshall chciała się bawić, a w Galenie odnalazła kumpla, na którego mogła liczyć. Cherry nie miała siły na zabawę, widać to było gołym okiem.
Cassie... — tyle zdołała powiedzieć łamiącym się głosem. Nie chciała spędzać z Galenem wieczoru. Czuła, jak serce zbyt szybko jej pije, jak instynktownie każdy mięsień się spina, błagając o ucieczkę. Bała się mu spojrzeć w oczy. Teraz nie miała w sobie nic z dumnej lwicy. Jej tata leżał w szpitalu, a cała rodzina oczekiwała na wyniki zgodności tkanek.
Cherry, nie bądź nudziarą — zaczęła jeszcze raz dziewczynka — Galen jest fajny. Dał mi zjeść truskawkę. Proszę, proszę, prooooszę — aż kilka razy stuknęła nóżką, a ludzie wydawali się coraz bardziej zwracać na nich uwagę.

everything for kids

: ndz sty 18, 2026 9:53 pm
autor: Galen L. Wyatt
Zmarszczył brwi, kiedy dziewczynka sięgnęła do torebki i podała mu nawilżaną chusteczkę, z czymś mu się to kojarzyło, ale wziął jedną, przejechał po klapie marynarki zmazując czekoladę, chociaż pozostawił na niej mokra plamę.
- To musi być mądra siostra - stwierdził, a później jeszcze raz spróbował zetrzeć plamę, może jak wyschnie to nie będzie widać? Bez gadania ruszył za Cassie w kierunku lodowych rzeźb, bo jemu też się podobały. Miały w sobie coś magicznego, niezwykłego.
- Jak książę? - uniósł jedną brew, chociaż może Galen rzeczywiście miał w sobie coś z księcia? Ale konia nie miał, jedynie mechaniczne pod maską swojego Porsche, Lambo, albo innych samochodów, to się liczy?
- Nie mam - odpowiedział zgodnie z prawdą i słuchał jej, gadała jak nakręcona, ale nawet mu się to podobało - umiem jeździć na koniu - trudno żeby nie umiał, kiedy Wyatt pobierał te wszystkie prywatne lekcje, jazdy konnej też, no i szermierki. W sumie... to już chyba mógł udawać księcia. Z szablą, na koniu, tańczącego ze swoja księżniczką walca wiedeńskiego?
Zastanowił się, kiedy Cassie zapytała, czy weźmie ją na barana, ale jakoś nie umiał jej odmówić, posadził ją sobie na ramionach i zbliżył się do tej rzeźby, żeby dotknęła sobie lodowego psa, jego języczka. On też to zrobił. Bo Galen naprawdę miał w sobie dużo z dzieciaka, duży dzieciak. Obejrzeli każą rzeźbę po kolei i każdej dotknęli, zanim Wyatt postawił małą z powrotem na ziemi.
Już chciał zaproponować, żeby jednak rozejrzeli się za jej siostrą, nie dlatego, że źle się bawił z dziewczynką. Bawił się świetnie, lepiej niż na większości tych nudnych bali, czy bankietów. Tylko, że przecież siostra mogła się o nią martwić.
Zaraz okazało się, że chyba się martwiła...
Cassie - od razu poznał ten głos. Serce mu na moment stanęło, a wnętrzności podeszły do gardła. Nie spodziewał się jej tutaj. W ogóle spodziewał się, że będą się unikać, przecież Toronto to takie duże miasto.
Niebieskie tęczówki powędrowały za dziewczynką, gdy puściła jego rękę i poleciała do Cherry, jej siostry jak się okazało. Dlaczego on tego nie skojarzył? Przecież wiedział, że Charity ma młodsza siostrę. Nie poznał jej, nie zdążył, ale wiedział, do tego była do niej tak podobna...
Odchrząknął i już chciał coś powiedzieć, że jest zajęty może właśnie, a może się z nią przywitać? Cześć Cherry, jak się masz?
Ale wtedy odezwała się Cassie, i do tego powiedziała, że Galen jest super, ultra fajny, na co Wyatt delikatnie się uśmiechnął.
Nie chciał spędzać czasu z Charity Marshall, zważając na to, że ona nawet nie potrafiła mu spojrzeć w oczy. On przez moment starał się złapać jej spojrzenie, w końcu jednak utkwił wzrok w Cassie.
Już chciał powiedzieć, że ma coś ważnego do zrobienia, licząc na to, że to by skończyło temat, pożegnał by się z małą i sobie poszedł, ale ona wtedy znowu zaczęła nawijać jak katarynka, chyba za dużo cukru. Mógł jej nie dawać tej czekolady. Nabrał powietrze w płuca i znowu miał odmówić, ale dziewczynka powiedziała, że Cherry jest smutna, bo tata trafił do szpitala, Galen uniósł jedną brew, niebieskie tęczówki przeniósł na Cherry.
- Cassie... - zaczął prawie w tym samym momencie co Cherry, tylko jego głos był mocny, pewny. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale Cassie już tupała nóżką, a później pokręciła główką wprawiając w ruch te ciemne loczki.
- Oj, no przecież nie będziemy się tutaj kłócić jak mama z Madoxem - powiedziała nawiązując do ostatniego zajścia na parkingu przed szpitalem, kiedy była świadkiem tej sprzeczki - Madox to taki porysowany chłopak Cherry, to znaczy już nie chłopak, ale przyszedł do niej do szpitala, ale mama go wygoniła... No i on był z taką dziewczyną, co miała taaaakie włosy, jakaś Filar, Pilara, nie wiem... - zatoczyła kółko rączkami nad głową, że taką szopę chyba miała. Gadała jak najęta, a Galen uniósł jedną brew. Co?
Za dużo informacji, Madox porysowany chłopak Cherry. Jakaś dziewczyna z taaakimi włosami, Pilara? I Cherry w szpitalu.
- Cassie... może mogłabyś taką truskawkę przynieść dla Cherry? - zapytał i uśmiechnął się delikatnie do dziewczynki - tylko ty już nie jedz czekolady... - zdecydowanie za dużo cukru. Dziewczynka pokiwała głową i poszła do fontanny, była obok, więc mogli mieć na nią oko. Galen miał, chociaż w pewnej chwili te jego niebieskie ślepia padły na Cherry.
- Nie rozumiem kompletnie nic z tej opowieści - westchnął jakoś ciężko. Chciał to drążyć? Pewnie chciał, ale czy powinien, czy w ogóle miał do tego jakikolwiek prawo? Chyba nie.
- Ale przykro mi z powodu ojca - dodał jakoś tak chłodno i poprawił klapę marynarki, wsunął ręce w kieszenie. Chciał stad odejść, zanim wróci Cassie, zanim znowu będzie drążyć, ale...
- Byłaś w szpitalu? I spotykasz się z jakimś Madoxem? - to było silniejsze od niego. Ciekawość wzięła górę.

Cherry Marshall

everything for kids

: ndz sty 18, 2026 10:57 pm
autor: Cherry Marshall
Galen L. Wyatt

Jest cudowna, powinieneś ją poznać! — zawołała wesoło Cassie, uśmiechając się szeroko od ucha do ucha. Kochała własne siostry i braci. Wszyscy dawali jej odpowiednią ilość uwagi. Była dla nich niczym oczko w głowie. Nic dziwnego, że ich uwielbiała.
Właśnie tak, musisz znaleźć księżniczkę — klasnęła dłońmi i już zaczęła poszukiwać odpowiedniej osoby. Najlepiej własnej siostry. Tylko nigdzie nie mogła jej znaleźć. Za to spojrzała na Galena ze sporym wyrzutem w oczach.
Och... to musisz mieć konia, by zostać księciem — powiedziała poważnym tonem, kiwając delikatnie głową. Gdzieś pomiędzy nerwowo się uśmiechnęła, ale finalnie była zafascynowana lodowymi rzeźbami. Jedną w pewnym momencie dotknęła językiem. Zdecydowanie lód i w żadnym razie nie przykleiła się do rzeźby.

Spojrzała na Galena, ale zaraz spuściła wzrok. Widocznie coś im zostało. Pewna synchronizacja, której nie byli w stanie zaprzeczyć. Oboje zdawali sobie sprawę z niezręczności sytuacji. Serce nie mogło się jej zatrzymać. Bała się. O samą siebie, o własne uczucia, a przede wszystkim o własnego ojca. On się dla niej liczył najbardziej. Tylko im dłużej Cassie mówiła, tym wola Cherry zaczęła mięknąć. Co złego mogło się wydarzyć? Pokłócili się. Charity zbyt wiele czuła sprzecznych emocji. Z jednej strony chciała móc zajrzeć w te tęczówki pełne głębi oceanu, a z drugiej strony bała się, że zdradzi samą siebie, jeśli faktycznie to zrobi. Ich językiem zawsze był język ciała, lub kłótni. Nigdy nie było nic pomiędzy, nie było chwili na zabawę i relaks, co chwile coś się działo.
Tylko kiedy Cassie powiedziała o Madoxie, Cherry od razu westchnęła ciężko. Kilka razy widział się z nią, gdy miała sześć lat i musiała go zapamiętać. Chociaż o tej kłótni sama pierwszy raz słyszała. Zamiast skarcić siostrę, spojrzała na nią wzrokiem pełnym troski.
Cassie. — syknęła Charity. Młodszą czekała jeszcze jedna lekcja. Nie mówi się o problemach rodzinnych na spotkaniach oficjalnych. Zmierzyła ją ostro wzrokiem, przybierając ostrą minę. Za to ośmiolatka uśmiechnęła się szeroko, zwłaszcza kiedy usłyszała słowa Galena. Truskawki w czekoladzie. Długo nie trzeba było jej namawiać.
Zjem ich jeszcze więcej! — zawołała wesoło, ale w połowie drogi stanęła i spojrzała wprost na Wyatt'a — a jak sobie pójdziesz, to ubrudzę sobie sukienkę! — wytknęła w ich stronę język, a chwilę później stała już przy fontannie. Wzięła talerzyk, by faktycznie przygotować truskawki w czekoladzie, choć patrząc na nią, starsza wiedziała, że knuła coś niedobrego.
Cherry chwyciła się za ramię, próbując uporządkować wszystkie informacje we własnej głowie. Dopiero głos Galena ją wytrącił z własnych przemyśleń.
To... nieważne — mruknęła na tę opowieść. Później będzie musiała wypytać o wszystko młodszą. Była dobrym źródłem informacji, jeszcze nie przywykła do kłamania. Nabrała powietrza do płuc. Musiała rozmawiać z Galenem, inaczej... sukienka Cassie zostanie największą katastrofą tej imprezy — dziękuję. Nie wiadomo, czy nie umrze — mruknęła pod nosem, zgodnie z prawdą. Stresowała ją to spotkanie. Podskórnie chciała uciec, a jednak... coś ją do niego ciągnęło. Do tych niebieskich oczu przypominających ocean.
Wszyscy są w szpitalu, a ja... — głos jej znowu ugrzązł. Zagryzła dolną wargę, próbując uporządkować sobie wszystko w głowie — muszę zająć się Cassie — dać jej jeden przyjemny wieczór, bez niepotrzebnych zmartwień i obowiązków. Tyle chciała jej dać, by mogła się uśmiechać. Iść ze zadowoleniem na twarzy.
Uniosła delikatnie jedną brew i pierwszy raz spojrzała na Galena. Nie spodziewała się tego pytania. Wzięła głęboki oddech, próbując uporządkować sobie to, co powinna mu powiedzieć. Najlepiej prawdę.
Zazdrosny jesteś? — spytała poważnym tonem, ale od razu dodała — powiedzmy, że miałam wystrzałową imprezę — i zsunęła delikatnie nakrycie ramienia, a Galen mógł zobaczyć bliznę po poparzeniu od ognia. Dalej się goiły. Jeszcze nie wiedziała, czy po tamtym wieczorze nie zostanie blizna na jej ciele — Madox to mój były. Na ten moment jedynie przelotne relacje. — cytując Corę niezobowiązujący kutas, mógł dać jej chwilę odprężenia. Na tym próbowała się skupić Cherry. Odciąć się od Galena, nawet jeśli emocje, które miała wobec niego, były tak cholernie silne.
Moja siostra nazwała to niezobowiązującym kutasem — parsknęła krótko pod nosem, przypominając sobie jarmark bożonarodzeniowy. Cieszyła się z ludzi, którzy otaczali ją na co dzień. Dawali jej to, czego potrzebowała. Radość. Uśmiech. Miłość. To co było konieczne, by móc skleić połamane serce.
Galen... — dopiero teraz spojrzała mu w oczy — możemy... dać mojej siostrze, chociażby odrobinę normalności? Proszę? — chyba pierwszy raz go o coś poprosiła. Dla niej Cassie była najważniejsza, chciała widzieć jej uśmiech... nawet jeśli miała go przy jej ex-narzeczonym — jeśli to dla Ciebie za dużo, możesz odmówić — nie chciała go do niczego zmuszać. Cassie przypominała małą terrorystkę. Wiele mogła od nich wymagać, nawet w trakcie licytacji przedmiotów bogaczy.

everything for kids

: czw sty 22, 2026 1:19 am
autor: Galen L. Wyatt
Może rzeczywiście Galen powinien poznać siostrę Cassie, skoro była taka cudowna? Bo nawet jeśli była po części tak urzekająca jak ta mała, to była szansa, że naprawdę chciałby ją poznać. Jakąś księżniczkę.
Chociaż on teraz przecież wolał zwykłe, miłe dziewczyny, niż zapatrzone w siebie księżniczki. Trochę mu się gusta pozmieniały. Odkąd rozstali się z Cherry.
Tą samą Cherry, która zaraz stanęła przed nim jako siostra Cassie. Prawdziwa księżniczka.
Przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, zauważył zmianę fryzury, ale nie odezwał się. Nowy rozdział w życiu - nowa fryzura, przecież sama mu to kiedyś powiedziała, kiedy ją zmieniała. On też zakończył już ten rozdział zatytułowany Charity Marshall, chociaż kłamstwem byłoby powiedzieć, że to spotkanie z nią zupełnie go nie ruszyło. W końcu kiedyś ją kochał, szczerze, prawdziwie.
Kiedyś.
Teraz jego niebieskie oczy utkwione były w dziewczynce, w tej jej ładnej sukience.
- Szkoda by było takiej sukienki Cassie - rzucił za nią, kiedy popędziła po te truskawki.
A gdy już zostali z Cherry sami, gdy ta atmosfera znowu zaczęła się robić gęsta, to zamierzył się nawet do odejścia. Ale coś mu nie pozwalało. Ciekawość tego co powiedziała Cassie, a może to, że jakoś tak po ludzku zrobiło mu się jej po prostu szkoda? Ze względu na jej ojca.
Uniósł jedną brew, kiedy powiedziała to nie wiadomo, czy nie umrze, co odpowiada się na takie słowa? Nie umrze? Co Ty mówisz Cherry? Podrapał się po policzku i znowu powiódł spojrzeniem gdzieś za Cassie, chyba to jego przykro mi powinno wystarczyć?
Kiedy Cherry się odezwała, to znowu przeniósł na nią spojrzenie, niebieskie tęczówki przesunęły się po jej twarzy, żeby zatrzymać się na jej brązowych, błyszczących oczach. Czy powinien jej zaproponować jakąś pomoc? Ze względu na ich dawną zażyłość.
- Jakbyś... - zaczął, ale nie wiedział jak on ma to właściwie powiedzieć - jakbyś potrzebowała kogoś, kto zajmie się Cassie, to mogę ją gdzieś zabrać - do kina, albo jakiegoś wesołego miasteczka. Powiedział to ze względu na Charity, czy ze względu na tą wesołą dziewczynkę? Nie był pewny.
Chociaż na jej kolejne słowa wywrócił oczami, utkwił je gdzieś przed sobą, może w Cassie właśnie?
- Chyba sobie żartujesz Cherry - nie był o nią zazdrosny. A może trochę był? Ale przecież nie bywał nawet kiedy byli razem. Na jej kolejne słowa jego spojrzenie znowu powędrowało w jej kierunku, tego odkrytego ramienia z bliznami.
- Co się stało? - zapytał trochę beznamiętnie, ale odrobinę go to ruszyło, odrobinę musiał walczyć ze sobą, żeby do niej nie sięgnąć, żeby nie przesunąć opuszkami palców po gładkiej skórze, sąsiadującej z tymi bliznami. Wcisnął mocniej ręce do kieszeni. Nie słyszał o tym jej byłym, chyba nigdy o nim nie rozmawiali, a może wspominała? Nawet przez chwilę się nad tym zamyślił. A później nad tymi przelotnymi relacjami. On ze swoich zrezygnował, na rzecz szukania... czegoś prawdziwego?
Prawdziwszego niż oni mieli?
- Okropnie to brzmi - stwierdził na temat tego niezobowiązującego kutasa, a to podobno on był dupkiem, który niezobowiązująco obracał różne panienki? Role się odwróciły? Ale co go to obchodziło?
Zerknął na zegarek i może nawet chciał się wykręcić, powiedzieć, że już musi iść, ale wtedy jej pełne wargi opuściło jego imię. A niebieskie ślepia zaraz odszukały jej piękne, brązowe oczy. Chociaż to co powiedziała sprawiło, że jakoś ciężko wypuścił powietrze z płuc. Już samo to możemy - my? Przecież już dawno nie było żadnych ich.
Zerknął jeszcze raz w kierunku Cassie, rozczulała go. Miała w sobie jakąś taką iskrę, która go urzekła. Ten jej zadziorny uśmiech, i nawet to, że buzia jej się nie zamykała.
- Ale czego ty ode mnie oczekujesz Cherry? - znowu wbił w nią spojrzenie, bo chyba tego nie rozumiał. W końcu nic złego nie powiedział. Był dla niej grzeczny, uprzejmy. A może gdyby spotkali się w jakimś innym miejscu, te uprzejmości byłoby jednak trudniej zachować, bo w końcu...
Charity Marshall złamała mu serce, na pół. Albo na milion kawałeczków, żeby było bardziej melodramatycznie.
Tylko Galen się już starał je składać, gdzieś indziej, z kimś innym.
Chciał jej odmówić. Powinien to zrobić, ale wtedy przybiegła do nich Cassie, zaraz wcisnęła jedną truskawkę w czekoladzie Cherry, a jedną znowu dała Wyattowi, a potem zaczęła liczyć ile zostało dla niej.
- Idziemy zobaczyć co dzisiaj będziemy licytować? - zapytała w końcu, buzię miała umazaną czekoladą - proszę, proszę, proszę - zaczęła i Galen jeszcze raz zerknął na Cherry, ale w końcu skinął głową. W końcu uśmiechnął się blado do dziewczynki.
- Chodźmy - my, tak jakby to jeszcze miało jakikolwiek sens. A przecież nie miało. Chociaż może dla Cassie, która nie wiedziała zupełnie, co miedzy nimi zaszło, miało?

Cherry Marshall

everything for kids

: czw sty 22, 2026 6:19 pm
autor: Cherry Marshall
Galen L. Wyatt

Cassie już nie słuchała o sukience. Zaoferowana była truskawkami w czekoladzie. Czy można było się jej dziwić? Wystarczyło jedno, krótkie ugryzienie, a one rozpływały się w ustach. Dziecko nic więcej nie potrzebowało. Chwila spokoju od ostrożnych spojrzeń rodziny, wmawianie jej konkretnych zasad. Tyle wystarczyło, by zajęła się całą sobą fontanną. Dobrze, że nie postanowiła do niej wejść i zostać czekoladowym potworem. Najmłodsza wśród Marshalli była do tego zdolna.
Chyba dobrze, że zdecydował się na ciszę w sprawie ojca. Nie było im obu po drodze. Chociaż on nigdy nie został przechrzczony od wywłoki. Cherry mogła tacie sporo zarzucić, ale kiedy myślała, że to mogły być ich ostatnie chwile, ostatnie słowa spędzone razem, to cały żołądek się jej przekręcał. Zwłaszcza że w rodzinie Marshalli dawno tak dużo się nie działo.
Otworzyła szerzej usta, słysząc jego propozycję. Nie spodziewała się tego. Pierwszy raz nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Charity Marshall nie potrafiła wypowiedzieć ani jednego logicznego słowa, zaskakujące. Finalnie zamknęła usta i jedynie krótko skinęła głową. Jeśli Cassie by chciała, to może... nie. Jej rodzina by się nie zgodziła, wystarczyłoby jedno imię. Galen. Wolała nie słuchać morałów własnej matki, nawet jeśli jej siostrze sprawiłoby to radość.
No tak. Wielki Galen Wyatt nigdy nie znał zazdrości. Kiedyś ją to bolało. Teraz już niekoniecznie, chociaż obserwowała go badawczo.
Sparzyłam się ogniem — odparła beznamiętnie. Zbyt dużo nie pamiętała z tego wieczoru. Czasem przypominały się jej obrazy. Madox, gwiazdy, dach. Zabawa, która nie miała końca, aż nie doszły do niej konsekwencje — zabawy nim są niebezpiecznie — uśmiechnęła się delikatnie. Ogień nie był jej żywiołem. Zbyt łatwo można było się nim zranić. Jeden płomień, jedna iskra sprawiła, że musiała pozbyć się czegoś, co chciała zostawić — i chyba mam jeszcze większą traumę w stosunku do huków — dodała ciszej, spuszczając wzrok. Jej własna głupota, nic więcej. Nie było w tym wielkiej operacji, długiego przebywania w szpitalu. Już w trakcie szpitalnego kaca zaczęła odbierać telefony z firmy.
Kocioł przygarniał garnkowi — stwierdziła sucho, wzruszając ramionami. Proste relacje, bez żadnych zobowiązań, trudności i zawiłości. Czy to nie było to, czego teraz potrzebowała? Jedna noc, a później mężczyzna znikał z jej życia. Za to ona mogła, chociażby przez krótki moment dać sobie chwile zapomnienia.
Czego ona od niego oczekiwała? Sama by kurwa chciała wiedzieć. Krótka rozmowa? Zawieszenie broni? Było tak wiele możliwości. Dziś się nie kłócili, nie padły żadne, gorzkie słowa, a jednak ona sama chciała, by ktoś sprawił, żeby wszystkie złe emocje zniknęły. Jeden, krótki moment zapomnienia. Chociaż nie. Gdyby nie Cassie na pewno, by ze sobą nie rozmawiali. To wszystko dla niej, nie chodziło o nią i oto co między nimi było.
Żebyś sprawił, że na twarzy Cassie pojawi się uśmiech — powiedziała finalnie Cherry. Z trudem przychodziła jej prośba o pomoc. Sama nie była w nastroju ani na galę, ani na zabawę z młodszą siostrą. Za mocno by ją strofowała, a była jeszcze dzieckiem — baw się z nią, uśmiechaj. — dodała cichszym tonem — Nie rozmawiajmy o nas. Chyba możemy udawać, co? — że pierwszy raz się spotkali, że nic ich nigdy między sobą nie łączyło. Galen był dla niej ważny, a może dalej jest? Sama nie wiedziała.
Dziękuję — mruknęła, odbierając truskawkę od Cassie. Po chwili delikatnie zmierzwiła jej dłonią włosy na głowie. Urocza dziewczynka dodawała odrobiny uroku. Już mieli ruszać, patrzeć na przedmioty na aukcji, ale wtedy obróciła się w ich stronę z wyciągniętymi dłońmi.
Daj mi rękę — powiedziała do Cherry, a ta ją szybko chwyciła. Na nic by się zdało odmawianie, najmłodsza z Marshalli była najbardziej rozpieszczonym dzieckiem w całej rodzinie — ty też — mruknęła w stronę Galena i zaczęła ich ciągnąć razem w stronę przedmiotów. Wszystko było wystawione. Droższe rzeczy znajdowały się pod szkłem — wooo, ile tutaj rzeczy! — pisnęła Cassie, wpatrując się w błyskotki, dzieła sztuki. Wszystko idealne, chociaż niektóre przedmioty wyglądały na dużo tańsze, wykonane przez dzieci.
Chodźcie — mruknęła i stanęła przed kompletem biżuterii. Słońce i gwiazdy. Piękna, błyszczą złota — Cherry, zobacz, jakie blink-blink — pisnęła Cassie, pokazując palcem — pasowałoby Tobie! — Cherry jedynie skinęła głową. W pomieszczeniu było duszno, głośno, a ona tego dnia zjadła jedynie truskawkę od Cassie. Nie czuła głodu, kiedy działała w stresowych sytuacjach — prawda, Galen? — zagadnęła młoda, czekając nerwowo na jego reakcję. Długo nie czekała, zaraz oczy bardziej jej rozbłysnęły.
Cherrrry, Gaaalen — zaczęła typowo ciekawskim tonem — tu jest dzień w parku rozrywki, co to? — palcem wystukała w gablotkę — fajnie tam jest? — spytała, spoglądając to na jednego, to na drugiego. No tak, Marshall'e nie zabierali dzieci w takie miejsca. Prywatne lekcje, korepetycje, szkoła to na tym się skupiali. Choć Cassie była dzieckiem, sama rzadko kiedy zaznała dziecięcej radości.
Nie wiem, Cassie — wiedziała, że są tam wagoniki, karuzele. Teorie znała, ale czy ludzie się tam dobrze bawili? O tym tylko słyszała, za to jej stopa nigdy się tam nie pojawiła — nigdy tam nie byłam, a ty Galen? — spytała, odwracając w jego stronę głowę. Był bardziej doświadczony. Charity Marshall jeszcze parę miesięcy temu nie wiedziała, co to jest hot-dog. Do parku rozrywki też jej nikt nigdy nie zabrał.

everything for kids

: sob sty 24, 2026 10:41 pm
autor: Galen L. Wyatt
Zabawy z ogniem rzeczywiście były niebezpieczne, chociaż gdyby ktoś spytała Galena, czy Cherry w ogóle była do tego zdolna, żeby igrać z ogniem, to od razu odpowiedziałby, że nie. Charity Marshall zawsze była przecież jakaś taka ostrożna, nie podzielała jego zamiłowania do zabawy, do tego, żeby dać się ponieść, a tu proszę. Chyba dała. Za bardzo. Z jakimś tam swoim byłym.
- Do huków? - zainteresował się, ale czy naprawdę go to ciekawiło? Czy z grzeczności o to zapytał? Chyba go ciekawiło. Ogień, huk, niebezpieczne zabawy. Brzmiało to ciekawie. Jak coś, od czego Charity Marshall zawsze trzymałaby się z daleka.
Na jej kolejne słowa wywrócił tymi niebieskimi oczami, ale coś w tym było, że przecież Galen zawsze wolał te niezobowiązujące relacje, jednonocne, w porywach do trzech. Jeśli to był weekend i dziewczyna mu się nie znudziła. A potem poznał Cherry i to się przewartościowało i teraz szukał czegoś zupełnie innego. Co prawda jeszcze kilka modelek po niej odwiedziło jego apartament, ale one go tak szybko nudziły, nawet ta, która ćwiczyła przy nim jogę, była gibka, ale co z tego, kiedy nie była...
No nie jego typ.
- Świetnie, też się z kimś umawiam, ale liczę na coś poważniejszego - dlaczego to powiedział? Bo chciał się jej odgryźć, a może chciał, żeby ona była za-zdro-sna?
Chyba chciał ją po prostu tym stwierdzeniem trochę uszczypnąć. Dopiec jej, że jednak ludzie też się zmieniają, on może się właśnie zmienił?
Przez nią się zmienił, albo dla niej?
Może.
Niebieskie tęczówki znowu spoczęły na jej twarzy wraz z tym pytaniem czego ona od niego oczekuje. Chociaż jej kolejne słowa sprawiły, że powiódł nimi za dziewczynką w błękitnej sukience. Błękitnej jak jego oczy.
- Wygląda na zadowoloną... - stwierdził dość chłodno, ale zaraz przeniósł wzrok na Cherry, na jej duże, brązowe oczy. Te oczy, które kiedyś przecież mu się tak podobały. Były mu takie bliskie. A dzisiaj tak odległe.
- Przecież wiesz, że nie jestem najlepszą... nianią - Galen nie znał się na dzieciach. Chociaż przecież był taki moment, że chciał to zmienić. Ta chwila, kiedy byli przekonani, że zostaną rodzicami.
Spuścił spojrzenie gdzieś na swoje drogie buty.
- Tak łatwo ci to przychodzi Cherry? Udawanie, że to się nie wydarzyło? - znowu podniósł na nią wzrok. Ale wtedy wróciła do nich Cassie z truskawkami. Wyatt podziękował jej tylko skinieniem głowy, jakimś bladym uśmiechem, ale nawet nie tknął tej truskawki. Odłożył ją gdzieś, kiedy dziewczynka nie patrzyła. A taki miał wcześniej dobry humor.
Niebieskie spojrzenie zatrzymało się na Cassie, kiedy wyciągnęła do niego małą rączkę, przez chwilę się wahał, ale finalnie zacisnął na niej palce, poszedł z nią i z Cherry, tam gdzie chciała. Chociaż na Charity Marshall już nie spojrzał ani razu. Zajął się tymi przedmiotami wystawionymi na licytację, zamierzał coś kupić. Właściwie to przeznaczył na to całkiem ładną sumę, nie wiedział jeszcze tylko co. Pewnie coś, co zrobiły same dzieci, ale też coś naprawdę drogiego. Pochylił się nad tym złotym kompletem biżuterii, był ładny. Nawet przez myśl mu przeszło, że może by go kupił, sprawił Nelly. Pasowałby do niej, ale wtedy Cassie pisnęła, że byłby odpowiedni dla Cherry, i z tym też Galen musiał się zgodzić. Słońce i gwiazdy.
Skinął jedynie głową, chociaż jego niebieskie tęczówki na moment zatrzymały się na starszej Marshall. Na moment, bo zaraz Cassie już wołała ich dalej. Pytała o ten dzień w parku rozrywki i Galen się uśmiechnął. Chociaż, kiedy Cherry powiedziała, że nigdy tam nie była mina nieco mu zrzedła. Dlaczego nigdy jej nie zabrał?
Może i Galen Wyatt też nie bywał za często w takich miejscach, ale bywał, jeszcze za dzieciaka, bawili się z siostrą i opiekunkami, kiedyś byli nawet z ojcem.
- Byłem. Bardzo fajnie - pochylił się delikatnie w kierunku dziewczynki - są karuzele, słodycze, jest... wesoło. Powinnaś kiedyś tam iść, z siostrą - spojrzał na Cherry, dopiero teraz zawiesił na niej spojrzenie na dłużej - obie powinnyście - wyprostował się poprawiając marynarkę, na której ta mokra plama już wyschła, znowu wyglądała dobrze. Odpowiednio.
Cassie chciał ich jeszcze gdzieś pociągnąć, ale wtedy z głośników padło zaproszenie do głównej sali na licytację, a przynajmniej pierwszą część, bo później miały być jeszcze jakieś atrakcje. Galen zamierzał tutaj już przepuścić wszystkie pieniądze, które na to przeznaczył, a później się po prostu zwinąć, ale czy to mu wyjdzie?
Kiedy weszli do sali z licytacjami, dostali swoje tabliczki z numerkiem. Galen trzynaście, a Cherry siedem.
- A ja też mogę taką tabliczkę?! - pisnęła Cassie, a Wyatt tylko spojrzał na Charity, ale zaraz oddał jej swoją.
- A wiesz na czym to polega? - zapytał ją, kiedy już siadali na krzesłach na sali z licytacjami, Cassie miedzy nimi. Pokręciła głową, ale później spojrzała na Cherry.
- Trochę wiem... - powiedziała, ale Galen pochylił się w jej kierunku, wyszeptał jej do ucha.
- Podnosisz ją, kiedy coś ci się podoba i chcesz to mieć... Zrozumiałaś? - może nie byli tutaj jedynymi bogatymi ludźmi, ale Wyatt nigdy na taki cele nie żałował pieniędzy, chociaż jeszcze pochylił się w kierunku Cassie i znowu coś powiedział, już ciut głośniej - ale możemy wziąć tylko trzy rzeczy, jak trzy życzenia, więc zastanów się Cassie - sam był ciekawy, co ona wybierze. Zwłaszcza, że na scenie zaczęli już prezentować pierwsze przedmioty na sprzedaż.

Cherry Marshall

everything for kids

: ndz sty 25, 2026 2:03 pm
autor: Cherry Marshall
Galen L. Wyatt

Charity lubiła działać pod określonymi regułami. Nawet zabawa z Madoxem je posiadała. Problem tkwił wtedy, gdy miała na sobie zbyt wielką odpowiedzialność. Działalność firmy zrzucała na nią sporo, a z Galenem... było trudno. Nie ze względu na to, że nie potrafiła się bawić. Bardziej przez to co zrzucało na nich życie. Jego aresztowanie, utratę ciąży, problemy z jego sercem. Chciała móc się bawić, ale zdecydowanie bardziej wolała być z nim. Teraz jedyne co jej zostało to... no właśnie, zabawa.
Strzelałam fajerwerkami — powiedziała finalnie Cherry, marszcząc przy tym nosek — i nie oceniaj mnie. Iskra podpaliła mi włosy, a później fajerwerk wybuchnął blisko — na tyle że huk pochodzący z jego wybuchu, faktycznie ją obruszył. Z tamtego wieczoru niewiele pamiętała. Może krótkie przebłyski, zwłaszcza gdy chodziło o dach.
Aż dziwne, że żadna z tych modelek nie miała rzeżączki. Galen musiał mieć wielkie szczęście, skoro nie przyniósł do domu żadnej wenery. Chociaż kto wie? Mężczyźni, zwłaszcza na początku infekcji, przechodzą je bezproblemowo. Dopiero później pojawiają się problemy z oddawaniem moczu, czy z erekcją.
Przegryzła dolną wargę. Ukuło ją to. Ścisnęła mocniej dłonie w pięści. Oboje byli singlami, wolnymi ludźmi i mogli sypiać, z kim tylko chcieli. Jednak.. zabolało. Ona zawsze była o niego zazdrosna, nawet jeśli w stu procentach nie miała ku temu powodu.
To... — zaczęła Cherry, unosząc swoją brodę wyżej — dobrze — dodała słabszym tonem — chcę, żebyś był szczęśliwy — wbiła swój wzrok w podłogę. Naprawdę życzyła mu wszystkiego co najlepsze. Koniec końców był dobrym człowiekiem. Sama widziała w nim kiedyś coś wyjątkowego. Spojrzała na niego, dopiero gdy wrócili do tematu Cassie. Do tych błękitnych tęczówek przypominających barwą ocean.
Wiem, ale Cassie Cię polubiła — mówiła szczerze. Gdyby mogła sama, by się ulotniła, widząc przed sobą Galena. Nie dlatego, że nie chciała mieć z nim kontaktu, ale dlatego że ta rana była bolała — i chyba chce się bawić z Tobą — stwierdziła, zawieszając na nim wzrok na kilka sekund dłużej. Tego wieczoru nie chodziło o nich, nie chodziło o ich relację, a o zwykłą radość dla ośmioletniej dziewczynki.
Nie oto mi chodziło... — mruknęła Cherry, przegryzając policzek od wnętrza. Zabolało. Te słowa faktycznie gdzieś w niej ugrzęzły. Przez krótki moment zrobiła się jeszcze bardziej blada i sposępniała. Cassie mogła ich ciągnąć w stronę przedmiotów, a jedyne o czym myślała Cherry to słowa Galena. Faktycznie, łatwo przychodziło jej udawanie, ale gdyby tego nie zrobiła, rozpadłaby się na milion kawałków. Łatwiej było kontrolować firmę, uśmiechać się, kiedy wyłączało się dane informacje. Kiedy ograniczało się emocje do minimum, bo ich zalew... zniszczyłby od środka. Z uczuciami było tak, że potrafiły działać jak najlepszy orgazm życia, jednocześnie spalić cię do cna, nie zostawiają po sobie nic.
Zamilknęła, idąc w stronę przedmiotów. Jakby ktoś właśnie wyrzucił ją z własnego ciała. Dopiero słowa Galena ją lekko ocuciły, podobnie jak Cassie. Wpatrywała się w jednego, to w drugiego z dziwnym niezrozumieniem w oczach.
Pójdziemy Cherry? — spytała młodsza, robiąc uroczą minkę. Tą, która nie znosiła sprzeciwu — Cassie, ja bym chciała, ale... — głos się jej urwał, kiedy spojrzenie padło na Galena. Powinny razem pójść. Tak, tylko Charity nawet nie wiedziałaby, co powinna tam robić, wzięła głęboki oddech. Nie, nie dałaby rady — dużo się teraz dzieje w firmie. Mamy jeszcze większe zamieszanie — zaczęła Cherry, ale młodsza Marshall tupnęła nogą — ty się nigdy nie umiesz bawić Cherry, prawda Galen? — znalazła sobie sojusznika. Zaraz jej wzrok utkwił w Wyatt'cie, wyczekując jego potwierdzenia — Cherry to nuuudziaaaaara — i pokazała jej język. Widocznie zdanie Galena i Cassie nakładały się na siebie. Cherry wpatrywała się zrezygnowana w młodszą. Co miała jej powiedzieć?
Cassie — zaczęła miękkim tonem, marszcząc głowę brwi. Już chciała powiedzieć coś więcej, ale głośnik sprawił, że ocalała. Ruszyła razem z nimi na aukcję. Szła odrobinę z tyłu, obawiając się tego, co tym razem... nie będzie pasowało najmłodszej księżniczce Marshalli. Przyglądała się tej dwójce z niekrytą ciekawością. Trafił swój na swego. Uśmiechnęła się blado, ściskając mocno tabliczkę.
Mhm, jak fajnie! — klasnęła kilka razy dłońmi cała zadowolona. Trzy życzenia? Galen został złotą rybką. Cherry za to milczała. Czekała aż całość się zacznie, by móc skupić się na czymś, co nie powinno zaboleć.
Drodzy Państwo, pierwsza licytacja to randka z hydraulikiem? — rzucił wystrojony mężczyzna, stojący na scenie. Cała sala zaczęła szeptać, a wtedy Cassie spojrzała na Galena i na Cherry, przekręcając głowę to na jednego, to na drugiego — co robi hydraulik? — spytała z dziecięcą ciekawością — to taki pan, co zajmuje się rurami i je naprawia, żeby leciała z nich woda — wytłumaczyła szybko Cherry — aaaa... Nudne to... — mruknęła dziewczynka, chwilę później wpadła do jej głowy myśl — a jak zrobię klocka i się zaklinuje w rurze, to pan go wyjmuje? — dopytała z rozbrajającą szczerością. Zaraz odwróciła głowę w stronę Galena i pociągnęła go za rękaw — jechałyśmy ostatnio z Cherry obok blokowisk i była tam taaaaka, wieeeelka kałuża kupy — Cherry westchnęła ciężko. Takie słowa w tak młodych ustach? Nie brzmiała, jakby należała do rodziny Marshall — to ten pan się tym zajmuje, tak? — spytała, a ludzie zaczęli na nich spoglądać z niekrytą ciekawością, ale też oburzeniem — Cassie, nie tak głośno, jesteś damą — mruknęła Charity, spuszczając wzrok. Będą o nich rozmawiać, zdecydowanie. Wszystkim utkną w głowie. Ktoś wylicytował randkę z hydraulikiem i mozna było ruszyć dalej.
Drugi przedmiot dzisiejszej licytacji to wycieczka konna po lesie z piknikiem przygotowanym przez naszych podopiecznych — zaczął mężczyzna, a Cassie rozświetliły się oczy. Konie, czyli to co ona kochała najbardziej — na pewno mogę? — dopytała, czekając na skinięcie głowy — wrócisz do jazdy na koniach, Galen — nie licytacja dla niej, a dla niego — zostaniesz prawdziwym księciem — dodała zafascynowana i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, już trzymała tabliczkę w górze.

everything for kids

: pn sty 26, 2026 7:58 pm
autor: Galen L. Wyatt
Uniósł brew na te fajerwerki, tego się po niej nie spodziewał. Zabawa z fajerwerkami zupełnie nie pasowała do Charity Marshall, którą on znał, którą musiał namawiać na gigantyczne bongo, a później...
Później to się okazało, że jednak nie znał jej wcale.
- Musisz bardziej uważać - rzucił tylko zerkając na to jej ramię, na którym blizny mu pokazywała.
To nie była zła rada, bo skoro Cherry rzeczywiście teraz stawiała na takie zabawy, na jednonocne przygody, na przeżycia, to może powinna uważać? Zwłaszcza, że już nie było obok niej takiego Galena Wyatta, który w najczarniejszym scenariuszu podałby jej rękę.
Przeszłość.
Nabrał mocniej powietrze w płuca na to jej chcę żebyś był szczęśliwy, on też bardzo tego chciał. Liczył na to, że szczęście znalazł przy jej boku. Ale się przeliczył, ręce wsunął do kieszeni spodni, a niebieskie tęczówki też spoczęły gdzieś na posadzce, jakby nagle była bardzo interesująca, dla nich obojga.
Zaraz jednak znów patrzył w jej duże, brązowe oczy. Kiedyś bardzo mu się podobały. Duże, brązowe, błyszczące oczy, które wpatrzone były w niego, gdy...
- Dzieci mnie lubią - stwierdził na jej słowa, bo coś w tym było, kiedy jeździł do domów dziecka, też dobrze dogadywał się z dzieciakami. Z Cassie też całkiem przyjemnie spędzał czas. Było to miłe, zważając na to, że ostatnio miał w swoim życiu jakoś tak mało rozrywek, a dzisiaj mogli oglądać tą fontannę z czekolady, lodowe rzeźby, wszystko to z tą dziecięcą fascynacją, która udzielała się też jemu.
Chociaż zaraz udzielił mu się ten posępny humor Cherry, jemu to wcale tak łatwo nie przyszło. Był nawet taki moment, że stał po drugiej stronie mostu, gotowy z niego skoczyć, bo tak to bolało. Bolało tak, że nie pomagała nawet droga whisky. Ale pomogły mu kolejne, piękne, brązowe oczy, tak w niego wpatrzone.
Zupełnie tak, jak te oczy Cassie, kiedy już stali przy tych biletach do wesołego miasteczka. Tylko, że kiedy odezwała się Charity, to Galen aż strzelił tymi niebieskimi ślepiami w sufit, bo Cherry rzeczywiście się nie umiała bawić...
Chociaż może czasem umiała?
- Trochę tak... - stwierdził przytakując Cassie, że Cherry to nudziara, ale myślami wrócił do tych chwil, kiedy oni się wcale nie nudzili. Do Lanzarote, do tych ich zaręczyn, albo jak kupowali nowe auto i zrobili sobie wycieczkę za miasto.
Dobrze, że ten głos z głośników jego też przywołał do porządku, poszli na salę licytacji. Galen liczył, że te przebiegną jakoś spokojnie, chociaż ta randka z hydraulikiem sprawiła, że zerknął z ukosa na Cherry, nie mógł się powstrzymać, no po prostu nie mógł, bo przecież kiedyś tak to lubił, jej dogryzać, zanim jeszcze stracił dla niej głowę.
- Cherry może licytuj, przepchnie ci rurę - powiedział ciszej, tak w nawiązaniu do tych jej niezobowiązujących kutasów, może nawet dodałby coś jeszcze, ale zaraz Cassie pytała już co to hydraulik i Galen zerknął na nią, a później na starszą Marshall, która już zaczęła jej tłumaczyć. Rzeczywiście nuda...
Chociaż jak dziewczynka powiedziała o tym klocku, to Galen parsknął, aż musiał zasłonić usta dłonią, bo tego się nie spodziewał. I może klocki nie powinny bawić wielkiego pana prezesa, ale go to rozbawiło. A później jeszcze ta wielka kałuża kupy, aż zaśmiał się cicho.
- Tak dokładnie tym Cassie - powiedział i zerknął ponad dziewczynką na Cherry - trochę gówniana robota - rzucił zanim zdążył ugryźć się w język, ale zaraz uniósł jeden palec tłumacząc jej - chociaż gówno to brzydkie słowo, damy go nie używają, klocek jest lepsze - znowu parsknął, aż jakaś damulka z rzędu przed nimi się na nich obejrzała. A Galen tylko wzruszył ramionami, jemu akurat nie przeszkadzało, że będą o nim gadać. Zawsze gadali.
Kiedy Cassie ucieszyła się na kolejną licytację, to zerknął znowu na Cherry, a później skinął głową na pytanie małej czy na pewno może.
- Co tylko chcesz Cassie - powiedział, ale ona już unosiła tabliczkę. Ktoś jeszcze podbił stawkę, ale Wyatt zachęcił dziewczynkę kolejnym skinieniem głowy. W końcu wygrali licytację i wycieczkę konną z piknikiem, za jakieś kilka tysięcy. Nie dużo wcale, a przynajmniej Galen zamierzał więcej przeznaczyć na te licytacje.
Jako kolejny na podeście pojawił się ten komplet biżuterii ze Słońcem i Gwiazdami.
Galen zerknął na Cherry, a później pochylił się do Cassie.
- A czy teraz mogę ja? - zapytał dziewczynki, a kiedy skinęła główką mówiąc coś, że ta biżuteria jest piękna i oddała mu tabliczkę to Galen ją podniósł.
- Cherry podbijesz stawkę? - zapytał tym razem zerkając z ukosa na starszą Marshall. Ktoś za ich plecami zrobił to pierwszy, ale Galen zaraz zareagował i znowu podniósł tabliczkę.
- Cherry pasowałby ci ten wisiorek! - pisnęła Cassie i aż wstała z krzesła, żeby lepiej zobaczyć, przesunęła się do przodu, pozostawiając to krzesło między nimi puste.

Cherry Marshall