everything for kids
: ndz sty 18, 2026 4:05 pm
Galen L. Wyatt
Bal charytatywny dla dzieci. W założeniu miał być piękną uroczystością, na którą Charity miała udać się samotnie. Czerwona sukienka, krótkie włosy, odpowiednio wykonany makijaż. Miejsce, w którym bogaci ludzie mogli licytować przedmioty, tańczyć i bawić się. Ostatnio często uczestniczyła w takich imprezach. Tylko tym razem nie była na nim sama. Przyjechała wraz z młodszą siostrą. Ośmiolatka pierwszy raz miała pojawić się na uroczystości bez rodziców. Wszystko przez zawał ojca. Nikt nie był w stanie się nią zaopiekować. Nianie nie były w stanie jej upilnować, a sama Cherry zaoferowała się. Rodzeństwo wraz z rodzicami byli w szpitalu, a ona jako prezeska nie mogła się wymiksować. Chciała sprawić młodszej jeden wieczór bez jakichkolwiek zmartwień. Co mogłoby pójść nie tak?
Podjechały pod salę. Jeszcze chwilę poprawiała siebie i siostrę w aucie, zanim uznała, że są gotowe, by wejść do środka.
— Cassie, pamiętaj. Spędzimy tu chwilę i wracamy do szpitala... — mruknęła Cherry poważnym tonem. Jej ojciec był twardym człowiekiem, ale rozpadł się na milion kawałków. Teraz jedyne co im zostało to nadzieja. Nawet z jego krwią mieli problem. Bank krwi miał niedobór grupy 0 Rh-. Wszyscy w rodzinie czekali na ostateczne wyniki — tylko proszę nie zgub się, dobrze? — poprosiła jeszcze ośmiolatkę przed samym wejściem. Chwyciła ją mocno za dłoń, kiedy wchodziły na salę. Chwilę później otoczyli ją kumple ojca, pytając o jego samopoczucie. Wszyscy wydawali się być zmartwieni, a Charity głos grzązł w gardle. W pewnym momencie straciła z oczu własną siostrę. Coś musiało ją skusić.
— Cassie, gdzie jesteś? — krzyknęła Cherry, zanim zaczęła rozglądać się za młodszą — cholera, gdzie ona zniknęła? — mruknęła pod nosem, przepraszając rozmówców. Zaczęła błądzić po sali, ale nigdzie nie potrafiła jej znaleźć — to ojciec miał... — sprawiać problemy. Nie Cassie, ona była jak światełko rozświetlające całą rodzinę. Kropla w kroplę podobna do Cherry, urocza dziewczynka zniknęła. Za to pojawiła się przy Galenie, ciągnąc go za rękaw.
— Przepraszam — włoski miała delikatnie zakręcone, a na sobie miała piękną, bufiastą niebieską sukienkę — pomożesz mi znaleźć moją siostrę? — zagadnęła, patrząc w niego wielkimi, brązowymi oczami — będzie na mnie krzyczała, bo miałam się nie gubić — dodała smutnym tonem. Cassie zawsze znikała w najmniej odpowiednich momentach. Za to uśmiechała się do Galena pięknie i szczerze, licząc, że poskromi jej starszą siostrę.
Błądziła kilka dłuższych chwil, zanim zobaczyła ich. Tylko zamiast ruszyć w ich stronę, zabrać ją jak najdalej od niego, starała jak wryta. Zmarszczyła, o Zgrozo, twarz. Przez nią pojawiło się miliony wspomnień, żołądek praktycznie od razu się skurczył. Lanzarote, areszt, rezydencja Wyatt'ów. Chciała uciec, nawet jeśli się za nim stęskniła. Bała się konfrontacji. Każda komórka ciała odmówiła jej zbliżenia się do najmłodszej wśród Marshalli. Przeżyli razem zbyt wiele, za wiele ran zadali sobie nawzajem, musieli pęknąć, a on rozmawiał z Cassie. Jak gdyby nic się nie stało. Mimowolnie łzy zaczęły jej napływać do oczu. Za dużo się działo. Nie mogła tego wytrzymać. Ojciec w szpitalu, a ona ze wszystkich bogatych osób spotkała go.
Bal charytatywny dla dzieci. W założeniu miał być piękną uroczystością, na którą Charity miała udać się samotnie. Czerwona sukienka, krótkie włosy, odpowiednio wykonany makijaż. Miejsce, w którym bogaci ludzie mogli licytować przedmioty, tańczyć i bawić się. Ostatnio często uczestniczyła w takich imprezach. Tylko tym razem nie była na nim sama. Przyjechała wraz z młodszą siostrą. Ośmiolatka pierwszy raz miała pojawić się na uroczystości bez rodziców. Wszystko przez zawał ojca. Nikt nie był w stanie się nią zaopiekować. Nianie nie były w stanie jej upilnować, a sama Cherry zaoferowała się. Rodzeństwo wraz z rodzicami byli w szpitalu, a ona jako prezeska nie mogła się wymiksować. Chciała sprawić młodszej jeden wieczór bez jakichkolwiek zmartwień. Co mogłoby pójść nie tak?
Podjechały pod salę. Jeszcze chwilę poprawiała siebie i siostrę w aucie, zanim uznała, że są gotowe, by wejść do środka.
— Cassie, pamiętaj. Spędzimy tu chwilę i wracamy do szpitala... — mruknęła Cherry poważnym tonem. Jej ojciec był twardym człowiekiem, ale rozpadł się na milion kawałków. Teraz jedyne co im zostało to nadzieja. Nawet z jego krwią mieli problem. Bank krwi miał niedobór grupy 0 Rh-. Wszyscy w rodzinie czekali na ostateczne wyniki — tylko proszę nie zgub się, dobrze? — poprosiła jeszcze ośmiolatkę przed samym wejściem. Chwyciła ją mocno za dłoń, kiedy wchodziły na salę. Chwilę później otoczyli ją kumple ojca, pytając o jego samopoczucie. Wszyscy wydawali się być zmartwieni, a Charity głos grzązł w gardle. W pewnym momencie straciła z oczu własną siostrę. Coś musiało ją skusić.
— Cassie, gdzie jesteś? — krzyknęła Cherry, zanim zaczęła rozglądać się za młodszą — cholera, gdzie ona zniknęła? — mruknęła pod nosem, przepraszając rozmówców. Zaczęła błądzić po sali, ale nigdzie nie potrafiła jej znaleźć — to ojciec miał... — sprawiać problemy. Nie Cassie, ona była jak światełko rozświetlające całą rodzinę. Kropla w kroplę podobna do Cherry, urocza dziewczynka zniknęła. Za to pojawiła się przy Galenie, ciągnąc go za rękaw.
— Przepraszam — włoski miała delikatnie zakręcone, a na sobie miała piękną, bufiastą niebieską sukienkę — pomożesz mi znaleźć moją siostrę? — zagadnęła, patrząc w niego wielkimi, brązowymi oczami — będzie na mnie krzyczała, bo miałam się nie gubić — dodała smutnym tonem. Cassie zawsze znikała w najmniej odpowiednich momentach. Za to uśmiechała się do Galena pięknie i szczerze, licząc, że poskromi jej starszą siostrę.
Błądziła kilka dłuższych chwil, zanim zobaczyła ich. Tylko zamiast ruszyć w ich stronę, zabrać ją jak najdalej od niego, starała jak wryta. Zmarszczyła, o Zgrozo, twarz. Przez nią pojawiło się miliony wspomnień, żołądek praktycznie od razu się skurczył. Lanzarote, areszt, rezydencja Wyatt'ów. Chciała uciec, nawet jeśli się za nim stęskniła. Bała się konfrontacji. Każda komórka ciała odmówiła jej zbliżenia się do najmłodszej wśród Marshalli. Przeżyli razem zbyt wiele, za wiele ran zadali sobie nawzajem, musieli pęknąć, a on rozmawiał z Cassie. Jak gdyby nic się nie stało. Mimowolnie łzy zaczęły jej napływać do oczu. Za dużo się działo. Nie mogła tego wytrzymać. Ojciec w szpitalu, a ona ze wszystkich bogatych osób spotkała go.