get on tinder, they said. it's gonna be fun, they said
: ndz sty 18, 2026 10:19 pm
009.
go on tinder, they said.
it's gonna be fun they said
Abby nie chodziła na randki.
Spotykanie się z ludźmi, żeby się kurwa spotkać, tylko dlatego, że szukasz miłości lub kogoś na jedną noc był dla niej jakiś odklejony. Zdecydowanie wolała old schoolowe sposoby, jak poznawanie kogoś w barze lub na przystanku autobusowym, zapytanie o kierunek albo tą krótką lecz intensywną wymianę spojrzeń w tramwaju, która mówiła więcej niż tysiąc słów.
No tylko ostatnio Cora tak nagadała jej, żeby spróbowała Tindera. Żeby dała temu szansę, bo przecież co złego mogło się stać. I faktycznie, Abby postanowiła spróbować. Równie szybko prawie też to gówno odinstalowała, bo wszyscy faceci byli nudni jak flaki z olejem, pokazując jedynie swoje prężne muskuły i foty z siłowni, a laski wydawały się kompletnie bez większych zainteresowań i charakteru. I kiedy już była gotowa zamknąć różową aplikację raz na dobre, dostała pojedynczą wiadomość od jednej z dziewczyn. A dokładniej bym to mem.
Kto nie lubi memów?
Abby na pewno lubiła i nawet odpisała jej w tym samym, a potem jeszcze dowaliła jakimś żartem sytuacyjnym i… jakoś to poszło. Pisały ze sobą przez pół wieczoru, aż w końcu umówiły się na drinka.
Klub wydawał się najbardziej odpowiednim miejscem na tego typu zabawy, bo przecież zawsze gdyby gadka się nie kleiła, można było skoczyć na parkiet lub udawać że czegoś się nie dosłyszało. Genialne, prawda?
No więc Wallace pojawiła się na miejscu NAWET o czasie. Przysiadła przy barze i zamówiła dwa kolorowe drinki - jeden dla siebie, a drugi dla Kiry. Oczywiście nie tak na oślep, bo wczoraj podczas pogadanki ustaliły sobie, że która będzie pierwsza, ta stawia Sex on the beach, a druga zaś pierwsza zagaduje. Uczciwy podział obowiązków, co by nie zganiać wszystkiego na jedną osobę.
Przez moment zastanawiał się, czy powinna była zaplanować dla nich jakieś większe atrakcje, jednak finalnie doszła do wniosku, że przecież spontaniczne decyzje jakoś potrafiły przynosić o wiele więcej zabawy niż te starannie przygotowane. A przecież one chciały się świetnie bawić, czyż nie? Cóż, Abby na pewno, bo to był jej pierwszy i jedyny wolny weekend w tym miesiącu i nie miała zamiaru zmarnować go na jakieś smuty i nudne oglądanie serialu po kocem. Chciała się w końcu zabawić. Zrzucić trochę odpowiedzialności z ramion i po prostu dać się ponieść. A przecież nie było do tego lepszej osoby niż Kira. Dziewczyna wydawała się jej wystarczająco szalona, żeby dostarczyć świetną zabawę, a do tego obłędnie śliczna, by i oczy miały się na co napatrzeć.
No chyba że za chwilę okaże się, że była jebanym catfishem i tak naprawdę to jakiś Franklin lat czterdzieści. Wtedy Abby nawet na moment nie zawaha się użyć swojej igły, którą nosiła na wszelki wupadek, razem z masą innych rzeczy zawsze w torebce.
kira finch