Strona 1 z 1

I have spent all my life resisting the desire to end it

: ndz sty 18, 2026 11:53 pm
autor: vincent beauregard
i have spent all my life resisting the desire to end it


vincent
restauracja pod miastem, ta co zawsze
będę o 17
Wiadomość...
Drżącymi - jego zadniem ledwo dostrzegalnie - palcami wystukał na ekranie telefonu komórkowego lakoniczne wiadomości, gdy obudziwszy się zdołał dopuścić do siebie myśl, że wczorajsza rozmowa nie wchodziła w skład jego wyimaginowanych wspomnień. Splatanych nienależących do niego słów oraz obrazów wraz z pasmami przyjemnie palącego w przełyku trunku... wymieszanego niekiedy z przeróżnymi lekami, które aktualnie wpadły w jego dłonie. Tym razem pogięty karteluszek z groźbą skierowaną ku niemu był oczywistym dowodem na prawdziwość zdarzeń dnia poprzedniego. Och, na wszelkie nieszczęścia! Spoglądając tępym wzrokiem na papier z wściekłością zwinięty na szafce nocnej, próbował uspokoić ponownie rozszalały galop serca tuż za żebrami.
Zawsze...
Z-a-w-s-z-e dławiąco utknęło na języku Vincenta, kiedy ponownie czytał wysłaną do Meluisne wiadomość. Doskonale wiedział, iż gorzkości tego słowa nie zmyje tego dnia już żadnym możliwym alkoholem. Przeklinał w duszy wszelkich bogów oraz przede wszystkim siebie za to balansowanie słowami na bolesnej granicy z przeszłością, ponieważ ich zawsze należało do odległych czasów.
Ich zawsze b y ł o kiedyś.
Kiedyś odwiedzali to miejsce wręcz nieustannie, choć nie należało do szczególnie urokliwych. Przypominało bardziej wyjętą z lat siedemdziesiątych śniadaniownię ze znudzonymi kelnerkami, które praktycznie nigdy nie zwracały na nich zbyt wielkiej wagi. I było i d e a l n i e. Perfekcyjnie dla dwójki zbiegów przed konsekwencjami własnych uczuć, bo wtedy - nawinie do boleści - świat zamykał się w szeptach, które ku sobie k i e d y ś słali.
A teraz najgorszym i najokrutniejszym w tym wszystkim była fakt, że przekraczając chwilę przed siedemnastą próg restauracji poczuł to znajome i bliżej nieokreślone uczucie w brzuchu. Ponownie skrywali się przed Serene nawet po jej śmierci, jakby zawsze mieli pozostać w tym nieszczęśliwym trójkącie. Czyż nie wkradała się w ich narrację? Opadł powoli na kanapę przy najbardziej oddalonym od drzwi wejściowych stoliku, niecierpliwie przy tym oczekując przybycia Melusine.
Znowu byli w piekle - czy kiedykolwiek je opuścili?[/akapit}

Melusine A. Baskerville

I have spent all my life resisting the desire to end it

: sob sty 31, 2026 9:48 pm
autor: Melusine A. Baskerville
not yet corpses.
still, we rot.


Mogłaby udawać, że poprzednia noc nie miała miejsca.
Mogłaby uciec.
Z n o w u.
Wymknąć się z rąk przekleństwa raz na zawsze, daleko w tyle pozostawiając duchy przeszłości.
I być może przez chwilę byłaby nawet szczęśliwa, pozbawiona trosk, obecności Vincenta, a także złowieszczych pogróżek podrzuconych pod osłoną nocy.
Ale tylko przez chwilę.
Bo nie dało się zbiec przed własnym splątanym sumieniem; nie dało się uciszyć rozszalałych myśli i serca bijającego burzliwe, ilekroć wzrok natrafiał na łudząco znajomą sylwetkę. Będąc tysiące kilometrów stąd, nadal czułaby wszystko to, co paraliżowało ją przez całą poprzednią noc, nie dając jej zmrużyć oka ani na chwilę. Przewracała się z boku na bok, zaciskała mocno powieki, ale sen nie przychodził, skazując ją na samotność pośród ciemności, która wyjątkowo zaczęła napawać ją lękiem. Jakby w każdym kącie czaiło się zagrożenie; jakby już zawsze musiała rozglądać się na boki w obawie przed atakiem. I tak, Melusine zdawała sobie sprawę, że powoli popadała w niezdrową paranoję, ale nie umiała przestać, nie umiała tak po prostu z a p o m n i e ć. Wciąż przed oczami widziała ściągniętą w zmartwieniu twarz Vincenta, który nawet pod wpływem wysokoprocentowych trunków, dostrzegał powagę sytuacji. A jeżeli nawet taki ktoś jak on nie umiał zdobyć się na zachowanie wpajanej od dziecka obojętności...
Nie było dobrze.
Ale paradoksalnie kiedy otrzymała od niego wiadomość z miejscem i godziną spotkania, w pierwszym odruchu zamierzała ją zignorować. Paradoksalnie, bo przecież ubiegłej nocy sama naciskała na wspólne rozwiązanie tej zupełnie niepotrzebnej zagadki. Niemniej jednak, wybrana przez niego lokalizacja budziła w niej cały szereg emocji, których nie chciała analizować.
I to był błąd, bo kiedy pchnęła znajome ciężkie drzwi, którym ewidentnie przydałoby się pociągnięcie świeżą farbą, wspomnienia buchnęły jej prosto w twarz, na ułamek sekundy zamykając ją w swoich oparach.
Nic się tutaj nie zmieniło. Dwukolorowe kwadraty na podłodze, pstrokate kolory i plakaty gwiazd lat osiemdziesiątych z autografami - oczywiście podrobionymi - zdobiące każdą dostępną powierzchnię. Mimochodem zerknęła na mijającą ją podstarzałą kelnerkę, która ewidentnie powinna być już na emeryturze, ale najwyraźniej nie potrafiła rozstać się z tym przybytkiem (a może zwyczajnie lubiła dobre napiwki). Tak, ona też tu w t e d y była. Gdyby tylko trochę się postarała, dostrzegłaby siebie i Vincenta sprzed lat; jeszcze nie tak naznaczonych ciężarem nienawiści zmieszanego z cierpieniem. Potrząsając lekko głową, podążyła w kierunku przeciwnym do stolika, który był kiedyś przez nich stanowczo zbyt często okupowany. I niemalże uśmiechnęła się gorzko, kiedy pojęła, że dokładnie tę samą taktykę poniekąd objął Vincent.
Jesteś trzeźwy? — rzuciła bez ogródek w ramach powitania, zajmując miejsce naprzeciwko mężczyzny i od razu wbijając w niego lustrujące spojrzeniem, jakby co najmniej za pomocą wzroku planowała wykonać mu badanie alkomatem. Tak, to dopiero byłoby innowacyjne. Dla zachowania pozorów - szpieg doskonały - wzięła do ręki plastikowe menu i od niechcenia je przejrzała. — Wow, naprawdę nic tu się nie zmieniło, co? — i tyle, jeżeli chodzi o utrzymanie fasonu i nonszalancji.

vincent beauregard