Strona 1 z 1

аnd I seen that you caught fire when you put me out

: pn sty 19, 2026 1:21 am
autor: riley davis
Spokojne popołudnie w remizie zostało brutalnie przerwane nagłym, wysokim dźwiękiem alarmu. Davis dopiero zaczynała zmianę, gdy dostali zawiadomienie o pożarze stadionu, ale od razu ruszyła na dół, w stronę wozów, wiedząc, że nie ma czasu do stracenia. Łapiąc po drodze hełm i kurtkę, znalazła się u celu, nim jeszcze komunikat dobiegł końca. Niewiele z niego wyłapała, skupiona bardziej na tym, by w pełni umundurowana i gotowa, stawić się jak najszybciej do wyjazdu.
Po drodze, już znacznie uważniej wsłuchiwała się w informacje spływające do nich przez radio i które zaraz były jeszcze powtarzane przez dowodzącego. W akcję zaangażowano wszystkie sąsiadujące z obiektem jednostki - w tym sto trzydziestą drugą - a niektóre z nich zdążyły już przybyć na miejsce, by zacząć nierówną walkę z żywiołem. Sznur wozów ich ludzi pędził jeszcze przez ulice miasta, dając o sobie znać przeszywającym uszy sygnałem. Z dala zobaczyć już mogli płonący stadion i kłęby dymu, a Riley miała wrażenie jakby już w tamtej chwili mogła poczuć jak nieprzyjemnie wgryza się w jej płuca. Young, w porozumieniu z innymi dowódcami, rozdzielał zadania, kierując ludzi z poszczególnych wozów do kilku różnych wejść stadionu, nim jeszcze opuścili swoje kabiny. Wszyscy mieli pomagać w wyprowadzaniu poszkodowanych, a nie wiedzieli jeszcze jaka dokładnie była ich liczba. Mogli tylko podejrzewać, jako że akurat w tym czasie, na stadionie odbywało się jakieś sportowe wydarzenie - tego szczegółu strażaczka już nie zarejestrowała.
Na miejscu, została przydzielona do konkretnego sektora - tego, w którym trybuna niestety zdążyła już runąć. Davis i kilkoro innych strażaków - w tym między innymi Darling - mieli kierować się do wejścia “C”. Przez kilka sekund patrzyła prosto w ogień, który z niesamowitą prędkością rozprzestrzeniał się i pochłaniał kolejne części obiektu. Stadion zdecydowanie pamiętał lepsze czasy, chociaż była pewna, że nawet najnowsza konstrukcja nie byłaby w tej sytuacji bezpieczna i prędzej czy później pożar doprowadziłby do zawalenia budynku. Metalowe elementy przy tej temperaturze wyginały się niczym plastelina, a szyby - nawet te najbardziej termoodporne - pękały jak mydlane bańki.
Rozpoczynała się walka, nie tylko z płomieniami, ale i z czasem.
Davis, rusz się do kurwy nędzy! — usłyszała za sobą krzyk jednego z kolegów, na co od razu rzuciła się w stronę wyznaczonego wejścia.
Nie mieli nawet chwili na obmyślenie konkretnego planu, odpowiedniej strategii - wchodzili tam niemalże na oślep, mając na celu po prostu ratunek. W środku widoczność była mocno ograniczona, zaledwie do kilku metrów przed nimi. Od razu rozdzielili się w dwójki - obstawili wejście, wyprowadzając zdezorientowane i przerażone ofiary, które o własnych siłach znalazły do nich drogę, czy też wynosząc tych poważniej rannych. Teddy i Riley wraz z kolejną parą - Donovanem i Salingerem, ruszyły w głąb, w stronę zniszczonego sektora, by odnaleźć pozostałych. Byli świadomi tego, że część została uwięziona pod gruzami. Nie mieli jednak pewności, czy ktokolwiek to przeżył. Im dalej się przesuwali, tym bardziej temperatura stawała się nie do zniesienia, a gęsty dym utrudniał dostrzeżenie czegokolwiek.
Idźcie z drugiej strony! Patrick i ja spróbujemy przedostać się tędy — usłyszała tuż obok głos Jetta. Zniknęli, gdy tylko zdążyła mu przytaknąć. Zniknęła także Darling, która miała być tuż za nią. — Teddy?! Odbijamy w prawo!


teddy darling

аnd I seen that you caught fire when you put me out

: pn sty 19, 2026 12:42 pm
autor: teddy darling
026.
Bywały dni, które od samego początku wydawały się podejrzanie ciche. Teddy zawsze wtedy miała nieprzyjemne wrażenie, że coś się wydarzy. Nie potrafiła przewidzieć co ani kiedy, a jednak miała taką pewność. Lata pracy w straży nauczyły ją, że katastrofy rzadko dają jakiekolwiek ostrzeżenia.
Wezwanie w jednej chwili wyrwało całą jednostkę z tej złudnej ciszy. Alarm poderwał wszystkich na nogi, a remiza natychmiast wypełniła się szelestem zakładanych mundurów. Teddy zbiegła po schodach i dopiero w połowie drogi dotarło do niej, że zapomniała hełmu. Zaklęła pod nosem i już miała wsiąść do wozu, kiedy drogę zastąpił jej Young. Jedno spojrzenie wystarczyło, żeby wiedziała, że nie ma szans się wymigać. Odesłał ją z powrotem na piętro, stwierdzając, że musi być nienormalna, jeśli sądzi, że dopuści ją do jakiejkolwiek akcji bez pełnego umundurowania. Teddy przewróciła oczami, ale zawróciła, bo wiedziała, że ma rację. W tej pracy hełm niejednokrotnie decydowały o życiu albo śmierci. Lepiej nie dawać losowi dodatkowych powodów.
Z komunikatu wywnioskowała, że mają do czynienia z pożarem stadionu, na którym odbywał się mecz futbol kanadyjski, co odgórnie oznaczało, że w wydarzeniu brało udział na mnóstwo ludzi, w tym całe rodziny z dziećmi. Teddy wiedziała jednak, że nie miała do czynienia z czymś, co przerastało jej możliwości.
Kiedy dotarli na miejsce, pozostałe jednostki też już tam były. Nie było czasu na kurtuazję i zbędne pogawędki. Plecak ciążył jej na ramionach, gdy ruszyli w wyznaczone miejsce. Sektor C, sektor C... Tylko sektor C już nie istniał. Został po nim sam gruz. Jak oni mieli się tam dostać? Została nieco z tyłu, próbując przedostać się przez zgliszcza, ale tędy na pewno nie zdoła przejść, choćby skały srały i mury pękały.
Zaraz do ciebie dołączę! — krzyknęła do Davis. W tym samym momencie wyminął ją jakiś strażak z innej jednostki. Poprawił hełm i rzucił Darling przez ramię krótki spojrzenia.
Raczej nie ma zbyt dużo rannych, same trupy, powodzenia! — poinformował krótko i tyle go widziano.
Teddy potrząsnęła głową, jakby chciała wyrzucić z głowy te mało optymistyczne słowa. Skręciła w prawo i dopadła do Riley. Między zawalonymi trybunami dostrzegła niewielki otwór. Szpara jest na tyle mała, że przeciętny mężczyzna nie mógłby się zmieścić, ale para smukłych kobiet już tak.
Pójdę przodem — oznajmiła, nawet nie czekając na odpowiedź Davis. Tutaj nie ma czasu na dyskusje. Ściągnęła plecak i złapała się betonowej krawędzi. Najpierw jedna noga, później druga. Na razie nie miała za dużo czasu na ocenę sytuacji, ale chyba nawet nie musi patrzeć, żeby wiedzieć, że to istna masakra. — Och, kurwa — stęknęła, gdy już znalazła się po drugiej stronie. Pochyliła się i zajrzała przez otwór. — Podasz mi plecak? Zmieści się? — Teddy zmarszczyła brwi i odchrząknęła.
Dym między zgniecionymi trybunami wydawał się coraz gęstszy. Zdążyła jednak zakodować, że miejsca było wystarczająco, aby móc się wyprostować i swobodnie poruszać. Jeśli ktoś tutaj był i nie został przygnieciony przez metalowe elementy trybun, mógł jednak przeżyć.
Jett? — nacisnęła guzik w krótkofalówce, łącząc się z kumpel. — Słyszysz mnie? — w odpowiedzi usłyszała trzaski i piski. Kurwa mać. — Donovan, tu Darling? Czy mnie słyszysz? Odbiór — dalej nic. Rozejrzała się po otoczeniu — powyginane belki, zawalone konstrukcje i tony metalu leżące jedne na drugich jak rozsypane zapałki. To wiele wyjaśniało. Metal potrafił skutecznie tłumić sygnał radiowy, szczególnie w takich warunkach Krótkofalówka mogła działać, ale fale zwyczajnie nie miały jak się przebić.
Szarpnęła plecak, który podała jej Davis, po czym wyciągnęła do niej rękę, chcąc pomóc jej przedostać się na drugą stronę.
Z tymi twoimi długimi nogami może to trochę potrwać— rzuciła, uśmiechając się pod nosem. Nie no, bez jaj. Ogarnij się, Teddy, to nie jest czas i miejsce ma flirty.

riley davis

аnd I seen that you caught fire when you put me out

: ndz sty 25, 2026 1:16 am
autor: riley davis
Mimo że zjawili się na miejscu błyskawicznie, to jeszcze zanim dotarli, kilka zastępów zdążyło zacząć już walkę z żywiołem. Przez swoje dziesięć lat pracy w straży, Riley widziała naprawdę wiele i zdecydowanie nie były to widoki dla ludzi o słabych nerwach, jednak niektóre rzeczy i tak nie przestawały jej zadziwiać. Każda sekunda miała znaczenie w starciu z ogniem, który siał spustoszenie w zastraszającym tempie i był tak nieprzewidywalny. Płomienie pochłaniały obiekt z taką prędkością, że można było odnieść wrażenie, że tego wszystkiego nie podtrzymuje konstrukcja ze stali, a z tektury. Na pierwszy rzut oka wydawać się mogło, że są wobec pożaru bezsilni - zniszczenia były tak wielkie. Ale nadal, to tylko budynek, a oni spieszyli tam przede wszystkim po to, by ratować ludzkie istnienie. Na to jeszcze nie było za późno - takiej myśli się trzymała.
Zdezorientowana nieobecnością partnerki, już miała się cofać, ale słysząc jej wołanie, trochę się uspokoiła. Cieszyła się, że to właśnie z nią miała pracować. Momentami pewnie było widać, że w Riley zostało coś jeszcze z dawnej, szczeniackiej rywalizacji, ale i tak, jeśli miała z kimś kroczyć w głąb płonącego stadionu - to najlepiej z Teddy. Ufała jej, a w tym zawodzie to dosyć istotne. Darzyła ją większym zaufaniem niż kogokolwiek innego w jednostce. Nie dlatego, że była kobietą. Nie dlatego, że znała ją dłużej, a koledzy jeszcze się oswajali z Davis. I nawet nie dlatego, że Darling ją pocałowała. Po prostu już dawno temu połączyło je coś wyjątkowego - coś, co mocno wykroczyło poza koleżeństwo, czy profesjonalną relację.
Nie, nadal nie potrafiła do końca tego zdefiniować.
Nie tylko dym utrudniał widoczność - w środku było ciemniej niż się spodziewała. Poruszały się ostrożnie, wzdłuż wyznaczonego sektora, by znaleźć odpowiednie miejsce - odpowiednio duże i przede wszystkim bezpieczne - by móc dostać się do środka, pod zawaloną część. Przejście które zauważyła Theodora, było naprawdę niewielkie, ale wydawało się być pozbawione ryzyka, jako że strażacy zdołali odciąć już tę sekcję od ognia.
Skinęła tylko głową i także od razu ściągnęła swój ciężki plecak, do którego przypięta była również butla z tlenem. Przeciśnięcie się przez taką szczelinę graniczyło z cudem, a tym bardziej w kombinezonach i z całym ekwipunkiem na plecach.
Mam nadzieję, bo jeśli plecak nie przejdzie, to ja na pewno też nie — stwierdziła, mało optymistycznie, po czym schyliła się i zajrzała do środka, poprawiając małą latarkę na hełmie. Najpierw ostrożnie podała Darling plecaki z niezbędnym sprzętem, a potem przez chwilę obserwowała jej nieudane próby połączenia się z Donovanem, równocześnie oceniając swoje szanse na przejście przez otwór, który był zdecydowanie za mały, by mogła to zrobić… z gracją. Po chwili jednak chwyciła się dłoni towarzyszki i z jej pomocą przedostała się na drugą stronę - nie bez trudu.
Racja… lubię je, ale niezbyt mi się przydają w takich momentach. Poszłoby znacznie lepiej, gdybym była słodkim maleństwem — mruknęła, trochę jednak rozbawiona jej uwagą. Pewnie rzuciłaby jeszcze w odpowiedzi jakiś błyskotliwy, flirciarski komentarz na temat nóg Teddy albo tego jej zgrabnego tyłka, na którym lubiła czasem zawiesić wzrok. Na szczęście w porę się na tym przyłapała, bo przecież nie czas i miejsce — Z drugiej strony, filigranowa Riley nie wyniosłaby stąd na plecach dorosłego typa — zaraz po tym trafnym spostrzeżeniu, spojrzała za siebie, ponownie na szczelinę, przez którą weszły. Dotarło do niej, że jeśli znajdą rannych pod gruzami, największym wyzwaniem będzie przetransportowanie ich na powierzchnię. Miała tylko nadzieję, że do tej pory znajdą inną drogę wyjścia, a może nawet nadejdą posiłki w postaci chłopaków z ich zastępu.
Cicho. Słyszałaś? — przerwała nagle rozmowę, sięgając do bocznej kieszeni swojego plecaka po dodatkową latarkę. Na szczęście im głębiej szły, tym dymu było mniej, a temperatura przestawała być tak nieznośna jak zaraz przy wejściu. Beton który pękł i osunął się w tym miejscu tworzył solidną izolację. Nie wyglądał też tak, jakby groziło mu kompletne zawalenie, ale temu wrażeniu akurat nigdy nie powinno się w pełni ufać. Szły dalej, by dostać się do poszkodowanych, a prowadził ich jedynie słaby, ledwo słyszalny, dźwięk kaszlu.
Tam! Widzę coś pod siedzeniami — wskazała nagle na miejsce, na które dodatkowo kierowała strumień światła i od razu ruszyła w tamtą stronę. Tym co dostrzegła okazały się być buty. Poruszały się, co uznała za dobry znak. Kaszel przybrał na intensywności. — Wyciągnięmy cię stąd! Tylko spokojnie! — krzyknęła, ale w odpowiedzi usłyszały tylko to samo, uporczywe chrząkanie.


teddy darling

аnd I seen that you caught fire when you put me out

: ndz sty 25, 2026 3:43 pm
autor: teddy darling
Wspólnymi siłami udało im się wciągnąć Davis na drugą stronę. Chwilę to potrwało, ale kiedy już stanęły twarzą w twarz, Teddy uśmiechnęła się do niej. Żadna nie była chucherkiem, a sprzęt i umundurowanie też niczego nie ułatwiało. To oczywiste, że z innymi posturami nie zdołałyby dźwigać wielu kilogramów. Dla Darling równouprawnienie nie kończyło się wraz ze zniesieniem kogoś z ostatniego piętra dziesięciopiętrowego budynku i chociaż zwykle mogła liczyć na pomoc kompanów, przede wszystkim liczyła na siebie i swoje umiejętności.
Gdyby usłyszała komentarz na temat swojego tyłka, pewnie zaśmiałaby się wewnętrznie. Riley widywała ją zwykle w szerokich spodniach, które nijak nie podkreślały figury. Co innego, jeśli zerkała na nią w sztani, kiedy się przebierały. Teddy też zerkała, musiała się do tego przyznać z duszą na ramieniu.
Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale kiedy partnerka uciszyła ją i zaczęła nasłuchiwać, Darling również zamieniła się w słuch, żeby zlokalizować źródło dźwięku. Ruszyła za nią, zaciskając w ręce latarkę, a kiedy strumień światła z latarki Davis padł na obuwie, przyklęknęła, żeby lepiej wymacać obsuniętą konstrukcję. Od razu stwierdziła, że bez usunięcia kawałku betonu nie zdołają wydostać poszkodowanego, a to wiązało się z ryzykiem zawalenia. Szansa, że nic się nie stanie była równa z zagrażającym niebezpieczeństwem.
Riles — zaczęła, wskazując podbródkiem na gruzowisko. Pod zwałami betonu, gdzie znajdowała się ofiara zdarzenia; stłumione jęki i urywane oddechy nie pozostawiały wątpliwości, że był to mężczyzna. — Możemy to podważyć — dodała po chwili, mierząc wzrokiem niestabilną konstrukcję. Rozejrzała się w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby posłużyć za prowizoryczne podpory. — Ale najpierw trzeba zabezpieczyć ten obszar. Jeśli coś jeszcze się osunie, wszyscy możemy tu utknąć albo co gorsza, zginąć. Tej możliwość jednak nie brała pod uwagę.
Przykucnęła ponownie, ostrożnie odsuwając drobniejsze kawałki gruzu, po czym podniosła się z kolan. Przeszła kawałek, oświetlając latarką zadymioną przestrzeń. Miała nadzieję, że pozostali strażacy uporają się z ogniem na tyle, żeby ten nie zaczął pochłaniać tej części zawalonego sketora.
Spróbujmy z tymi metalowymi prętami — zaproponowała, zbierając porozrzucane żelastwo. Rdzawe pręty wystawały spod fragmentów betonu jak połamane żebra; chwytała je jeden po drugim, testując ich wagę i wytrzymałość. — Jeśli dobrze je zaklinujemy, powinny chwilowo utrzymać ciężar — stwierdziła, a kiedy spod gruzu znów wydobył się kaszel, Teddy pochyliła się i wyciągnęła ręki, żeby dosięgnąć nogi poszkodowanego. — Hej, spróbujemy cię stąd wyciągnąć. Jak masz na imię? — zapytała z nieukrywaną troską, nieco potrząsając stopą mężczyzny.
Earl — odparł zachrypniętym głosem.
Cześć, Earl. Jestem Teddy. A strażaczka, która wcześniej do ciebie mówiła, to Riley. Jesteśmy ze sto trzydziestej drugiej jednostki. Dostrzegasz na sobie jakieś obrażenia? — dopytała Darling. Mężczyzna poruszał nogami, a to był dobry znak. Pytanie, czy jak jak nie zdejmą z niego betonowej płyty, nie zaczną wypływać z niego narządy wewnętrzne.
Nie wiem — wymamrotał Earl. — Chyba nie. Ale strasznie boli mnie klatka piersiowa.
Oddychaj spokojnie, zaraz się zobaczymy — zapewniła i wstała, schylając się po pręt. Kątem oka spojrzała na Davis. — W porządku? — upewniła się, jak na prawdziwą partnerkę przystało. Wzajemna troska w zespole była podstawą udanych akcji.

riley davis

аnd I seen that you caught fire when you put me out

: śr lut 04, 2026 12:12 am
autor: riley davis
Wymiana spojrzeń i uśmiechów trwała zaledwie sekundy. Dobrze wiedziały, że w tej sytuacji nie było czasu na zbędne przystanki i pogaduszki. W innych okolicznościach, Riley zapewne chętnie wymieniła by z towarzyszką znacznie więcej uwag na temat swoich boskich sylwetek i tego co w sobie najbardziej podziwiały. Nigdy nie miała problemu z tym, by skomplementować kogoś kto wpadł jej w oko - gdyby miała na to czas, wyrecytowała by przed Darling całą listę jej wizualnych zalet, od czubka głowy aż po palce u stóp. Chociaż zdecydowanie tego nie potrzebowała - jej ego i bez tego miało się świetnie - to jeszcze chętniej słuchała pochlebstw na swój temat.
I tak, oczywiście, że czasem bezczelnie się gapiła zerkała na nią w szatni, gdy się przebierały. Nie była pewna czy Teddy to zauważyła, w każdym razie nie zwróciła jej uwagi, a Davis niespecjalnie się z tym kryła. Nie śliniła się na jej widok jak rasowy zboczeniec! Po prostu… podziwiała. Szerokie spodnie od kombinezonu rzeczywiście nijak nie podkreślały walorów strażaczek, ale to nigdy nie przeszkodziło Riley w wyobrażaniu sobie tego co się pod nimi kryło.
No dobrze, może jednak miała coś w sobie ze starego zwyrola.
Słuchała jej uważnie, obserwując otoczenie i całe zawalisko, próbując przy tym ocenić ich szanse. Szukała wzrokiem potencjalnej podpory, czegoś co by - choćby tymczasowo - pomogło im powstrzymać konstrukcję przed dalszym osunięciem.
Wchodząc tam, prawdopodobnie obie miały świadomość tego, że wszystko się może zdarzyć gdy głowa pełna marzeń i mogą się już nie wydostać - chyba każdy strażak wyruszał na akcję mając z tyłu głowy taką myśl, w końcu nie byli nieomylni ani niezniszczalni. Jednak nigdy z góry nie zakładali takiego scenariusza. Najważniejsze było to, by działać z głową, nie pochopnie i nie zgrywać na siłę bohatera w sytuacjach beznadziejnych, w których od początku było wiadomo, że nic nie mogli zaradzić. W tamtym momencie, Davis nie traciła nadziei na to, że uda im się wyjść z tego cało. Starała się skupiać na tym co działo się w danej chwili, na konkretnym zadaniu, które miały przed sobą. W innym wypadku, bardzo łatwo było wpaść w pułapkę własnego umysłu; łatwo było dać przytłoczyć się myślami o tym, że to dopiero pierwsza z ofiar, na którą trafiły i że na ich pomoc mogły czekać jeszcze setki innych osób, które nie były w stanie wydostać się stamtąd o własnych siłach.
Nie mówiła dużo. Pomogła Teddy w utorowaniu drogi do poszkodowanego, usuwając ręcznie mniejsze kawałki betonu, ale tylko te, które leżały luźno na ziemi i nie podtrzymywały w żaden sposób częściowo zawalonej ściany. Skinęła tylko głową, gdy jej wzrok napotkał żelazne pręty i w tym samym momencie usłyszała sugestię Darling. Starała się wybierać te z nich, które najmniej były pokryte rdzą, a tym samym dawały im większą gwarancję wytrzymałości. Przez chwilę zapatrzyła się na nogi mężczyzny, uwięzionego pod gruzami, wsłuchując się w jego odpowiedzi na pytania Teddy, której spokojne zapewnienia wpływały pozytywnie, nie tylko na biednego Earla, ale również na drugą strażaczkę.
W porządku — odparła automatycznie i ruszyła znów z miejsca, by sprawdzić czy zebrane przez nią pręty odpowiadały długością i nadawały się na podporę dla pękniętego betonu. Dosyć szybko poradziły sobie z jego zabezpieczeniem i zrobiły to na tyle solidnie, że nic nie powinno ich zaskoczyć.
Pozostałe trzeba wsunąć pod siedzenia — rzuciła, świecąc przez chwilę latarką w głąb zawaliska. Siedziska osunęły się praktycznie w jednym kawałku, tak więc musiały działać razem, bo nikt nie zdołałby unieść ich samodzielnie, podczas gdy druga osoba pomagałaby mężczyźnie się wydostać. Po kolei.
Podejdź z drugiej strony. Musimy to podnieść we dwie, ale nie za szybko — jeśli gruzy mocno przygniatały mu klatkę piersiową, zbyt śmiałe ruchy mogły bardzo zaszkodzić. Teddy zapewne dobrze to wiedziała, ale w takich sytuacjach ważne były wyraźne komunikaty, nawet jeśli coś wydawało się im przesadnie oczywiste — I nie puszczaj póki nie masz pewności, że drążki są stabilne — to mówiąc, podała towarzyszce jeden z tych, które wydawały się w miarę równe, solidne i na tyle długie, by mogły podeprzeć siedzenia na wystarczającą wysokość, by bez problemu wyciągnąć poszkodowanego spod gruzów.
Gotowa? Ciągniemy na trzy. Powoli. — odezwała się po chwili, gdy Darling stała już po przeciwnej stronie — Earl, żadnych gwałtownych ruchów! Zaraz będzie po wszystkim — wykrzyknęła jeszcze do mężczyzny, równocześnie ostrzegając i uspokajając. Chwytając pewnie za wystający po jej stronie, ale mocny, element siedzenia, uniosła wzrok — Teddy? Raz… dwa… trzy!
Używając niemalże całej siły jednej ręki i przy pomocy Theodory, niespiesznie uniosła część zawalonej trybuny, która więziła pod sobą rannego. Pracując równo, wkrótce ugruntowały drążki po obu stronach i upewniając się uprzednio czy siedziska są odpowiednio podparte, mogły w końcu zająć się Earlem.


teddy darling

аnd I seen that you caught fire when you put me out

: czw lut 05, 2026 10:28 am
autor: teddy darling
Zawsze wychodziła na akcję z myślą, że może z niej po prostu nie wrócić. Nigdy nie nastawiała się i nie zakładała z góry, że wszystko skończy się szczęśliwie. Ale to nie znaczyło, że nagle stawała się mniej zaangażowana czy zdeterminowana. Wręcz przeciwnie, dawała z siebie sto czterdzieści procent. Jednak na świętowanie przychodził czas dopiero po wszystkim. Lepiej miło się zaskoczyć, niż potem rozczarować. Ale ileż to było zdarzeń, kiedy wydawało się, że wychodzili całą jednostką zwycięsko, a potem coś się wyjebywało? Jak podczas zamachu bombowego w banku, kiedy ładunki miały być rozbrojone, a jednak był jeszcze jeden na dole, przy recepcji, który wybuchł akurat wtedy, kiedy zbiegli z wyższych pięter.
Teraz musiały razem z Riley skupić się na tym, żeby nie naruszyć konstrukcji i nie sprawić sobie pułapki bez wyjścia. Jeśli tutaj ugrzęzną, naprawdę mogą już nie wrócić. Teddy przeszła z drugiej strony, upewniając się cztery razy, czy aby na pewno nic nie osunie się im na głowy. Wyglądało dobrze. Pręty powinny przytrzymać konstrukcję przynajmniej do momentu, aż nie wyciągną Earla spod gruzowiska. Potem będą musiały odsunąć się jak najdalej od zawalonej trybuny i wezwać wsparcie. Jeśli miał uraz klatki piersiowej, nie zdołają go stąd wyciągnąć przez wąskie przejście.
Gotowa — skinęła głową. Na trzy, chwyciła za wystający, metalowy element i zaprała się na nogach, żeby użyć całej siły w podnoszenia pozostałości z trybun. Sama nie dałaby rady, ale we dwie było znacznie prościej. Podparły konstrukcję ze zmiażdżonymi, plastikowymi krzesełkami na ustawionych wcześniej drążkach. Darling potrzęsła nią lekko, sprawdzając, czy rzeczywiście jest stabilnie. — Powinno być dobrze. Wyciągnijmy go stamtąd — miała pewność, że Davis wie, co robić. Gdyby jednak w tym momencie Teddy współpracowała z Jettem, pewnie wystarczyłoby, żeby tylko na siebie spojrzeli, aby się porozumieć. Z Riley musiały się jeszcze dotrzeć, w końcu od ich ostatniej współpracy na szkoleniach minęła prawie dekada.
Po chwili obie już klękały przy mężczyźnie. Na oko był po pięćdziesiątce i cały czas dociskał sobie rękę do klatki piersiowej.
Jakbym wiedział, że przyjdą ratować mnie takie dwie ładne kobiety, to bym się jakoś wystroił — zażartował ochrypłym głosem, starając się podeprzeć na łokciach. Humor mu dopisywał. To dobrze.
Hej, a ty dokąd? — Darling posłała Earlowi wymowne spojrzenie. — Nie wstawaj, zaraz przeniesiemy cię w bezpieczniejsze miejsce — mówiąc o bezpiecznym miejscu, Darling miała na myśli tą przestrzeń pod zawalonym sektorem, gdzie nic nie zdoła ich przygnieść. Na razie.
Złapała mężczyznę za lewą nogę, kiedy w tym samym czasie Davis chwyciła za prawą. Znowu na trzy pociągnęły z całych sił, żeby wysunąć go spod gruzowiska. Earl zaskomlał żałośnie, co tylko świadczyło o tym, że musiało go bardzo boleć.
Już spokojnie, mamy cię — uspokoiła go pokrzepiającym tonem. — Teraz podniesiemy cię i przejdziemy na tamtą stronę, dobrze? To znaczy, nikt się jeszcze na tamtą stronę nie wybiera, bez obaw — zażartowała na rozluźnienie atmosfery i chyba zadziałało, bo mężczyzna parsknął zduszonym śmiechem. — Riles, złap za nogi, a ja chwycę pod ramiona — poleciła, a kiedy stały naprzeciwko siebie z Earlem pomiędzy. W tej sytuacji zasada na trzy znów podziałała doskonale i chwilę później już kucały przy poszkodowanym, sprawdzając jego stan.
Teddy zaczęła wyciągać z plecaka niezbędne rzeczy, którymi mogłyby jakkolwiek ustabilizować mężczyznę do przybycia ratowników medycznych. Strażacy również byli przeszkoleni z udzielania pierwszej pomocy, ale nie mieli aż tak specjalistycznego sprzętu.
Myślisz, że powinnyśmy rozciąć mu koszulę i sprawdzić obrażenia na klatce piersiowej czy lepiej poczekać na medyków? — zapytała, unosząc nożyczki na wysokości oczy Davis.

riley davis

аnd I seen that you caught fire when you put me out

: pn lut 23, 2026 12:50 am
autor: riley davis
Jako strażacy, codziennie narażali swoje zdrowie i życie. Decydując się na wykonywanie tego zawodu, każdy z nich miał tego świadomość. Podczas pracy zdarzały się wypadki, których nikt nie był w stanie przewidzieć. Nie raz musieli patrzeć na śmierć niewinnych ludzi, którym nie byli w stanie pomóc. Nieważne jak silną ma się psychikę, nikt o zdrowych zmysłach nie jest w stanie w pełni się na to wszystko uodpornić - na drastyczne obrazy, na emocjonalny ciężar po nieudanych akcjach. Wszystko to niosło za sobą traumę. Zapewne zarówno Darling jak i Davis w swojej karierze widziały już wiele. Riley nie przyznawała tego otwarcie, bo wolała niepotrzebnie nie poruszać tematu tragicznego wybuchu w banku, ale była pełna podziwu dla koleżanki po fachu, że po tym co się wydarzyło, wróciła do pracy tak szybko.
Czy była rzeczywiście gotowa - nie tylko fizycznie, ale i psychicznie? A może to właśnie był jej sposób na poradzenie sobie z tym wszystkim? Może to rzucenie się w wir pracy po tak silnych przeżyciach, skutecznie ją rozpraszało?
Konstrukcja wyglądała na tyle stabilnie, że mogły w końcu pomóc poszkodowanemu mężczyźnie i uwolnić go spod gruzów. Działały szybko, co nie znaczy, że nie były ostrożne. Nie chciały przecież doprowadzić do sytuacji, w której zamiast ratować ludzi, same będą potrzebować pomocy kolegów z jednostki, czy co gorsza - medyków. Wszystko szło jednak w miarę gładko i jedyne co pozostało do zrobienia w tamtym momencie, to bezpieczne przedostanie się z Earlem na zewnątrz. Wiedziała, że nawet przy minimalnych obrażeniach nie byłoby możliwe, by powrócić tą samą drogą, którą tam weszły. W końcu Riley, w pełni sprawna i z pomocą drugiej strażaczki, ledwo się tamtędy przecisnęła.
Brunetka rozglądała się znów nieco nerwowo, gdy przez jej umysł przewijało się setki myśli na sekundę. Zastanawiała się nad tym co powinny zrobić i gdzie, do cholery, podziewali się Salinger i Donovan. Mieli przecież wejść w ten sam sektor, tylko od drugiej strony. Davis miała nadzieję, że im się to udało i może zdołali do tej pory utorować bezpieczniejszą drogę na zewnątrz, bo naprawdę nie chciała dopuszczać do siebie myśli, że ta wąska szczelina przez którą przedostały się wcześniej, była ich jedyną opcją.
Co nam to da, Teds? Tak czy inaczej, trzeba go stąd wynieść, tutaj mu nie pomożemy. Musimy szukać dalej — stwierdziła, kucając przy mężczyźnie. Nie żeby miała rentgen w oczach, ale nie sądziła, że rozcięcie koszuli i badanie go w takim momencie na wiele się zda. Problem w tym, że nie miały specjalistycznego sprzętu, który z pewnością posiadali ratownicy medyczni. Zrolowane nosze w plecakach mogły się jeszcze przydać - ciągle z tyłu głowy czaiła się myśl, że pod gruzami mogło być uwięzionych jeszcze wiele osób. Poza tym, póki co, stan Earla był na tyle stabilny, że pozwoliłoby to wyciągnąć go stamtąd, a może nawet wyprowadzić, o ile tylko znalazły by odpowiednie wyjście. Jakakolwiek pomoc medyczna była zwykle udzielana przez nich tylko w wyjątkowych sytuacjach, w sytuacjach zagrożenia życia. Była pewna, że poszkodowanemu nie groziło nic poważnego. Oddychał z lekką trudnością, ale mówił, żartował, poruszał się (próbował nawet się podnieść!), co odbierała jako bardzo dobre znaki. Co prawda towarzyszył mu - jak się domyślała po niektórych jego reakcjach - silny ból, ale ten, nawet przy niewielkich urazach klatki piersiowej, był czymś nieuniknionym i mógł czasami błędnie zwiastować coś znacznie poważniejszego.
Zaczekaj tu z nim. Rozejrzę się — mruknęła, prostując się, jednak nim zdążyła się oddalić, usłyszała wołanie Jetta i zobaczyła zbliżające się coraz bardziej strumienie światła ich latarek — Darling, macie tam kogoś?! Tędy!
Nie zwlekając już ani sekundy, chwyciły mężczyznę ponownie we dwie, tak jak poprzednio i wyniosły w stronę korytarza stworzonego przez resztę zespołu.
Dalej pójdziemy z wami, to duży teren — poinformował po chwili Patrick, gdy Earl został przekazany już w ręce ratowników medycznych.


teddy darling

аnd I seen that you caught fire when you put me out

: pn mar 02, 2026 3:40 pm
autor: teddy darling
Riley miała rację. Rozcięcie koszulki i sprawdzenie obrażeń na ciele Earla niczego nie zmieniało. Musiały go stąd zabrać i to jak najszybciej. Przekazać w ręce medyków i wrócić do przeszukiwania terenu. Każda minuta miała znaczenie. Wiedziała, że pod gruzami mogli znajdować się inni ranni. Ich obowiązkiem było iść dalej, bo właśnie na tym polegała ich praca. Na podejmowaniu decyzji, które łamały coś w środku, ale ratowały życie gdzie indziej. Czasami też na zostawianiu za sobą tych, których nie dało się już uratować, żeby móc dotrzeć do tych, którzy wciąż mieli szansę.
Donovan i Salinger spadli im z nieba. Dosłownie. Darling zrobiło się słabą na samą myśl, że miałyby przeciskać się z poszkodowanym przez tamtą wąską szczelinę. Niby jak miały go stąd wydostać, skoro ledwo same zdołały przedrzeć się do środka?
Z takimi ładnymi dziewczynami, to ja mogę zostać do wieczora! — oznajmił wesoło Earl, kiedy ratownicy stabilizowali go na noszach. Teddy posłała mu ciepły uśmiech i zacisnęła palce na jego dłoni.
Gdybym była dwie dekady młodsza, zostałabym twoją żoną — rzuciła w odpowiedzi. I gdybym nie była lesbijką, dodała, ale już we własnej głowie. Odprowadziła medyków wzrokiem i wróciła spojrzeniem do Jetta. — To duży teren, dlatego powinniśmy się rozdzielić — zaproponowała, na co Donvan od razu pokręcił głową.
Nie ma mowy — zaprotestował natychmiast i zanim Teddy zdążyła coś dodać, uciszył ją gestem ręki. — Blaze powiedział, że mamy trzymać się razem — pokreślił, a skoro Young tak powiedział, to Darling nie miała żadnych dobrych kontrargumentów.
Wzruszyła ramionami i włączyła na hełmie latarkę czołową, kierując światło w głąb korytarza. Widać było, że ten zwęża się przy zawalonej trybunie na końcu sektora. Tam wciąż mogli być ludzie. Żywi ludzie. Innej możliwości nawet nie brała pod uwagę. Ruszyła w tamtym kierunku, ale zaraz zwolniła, czekając, aż Davis do niej dołączy.
W porządku? — zapytała, kładąc jej rękę na ramieniu. — Byłam tutaj kiedyś na meczu żeńskiej ligi rugby — poinformowała, chociaż nawet nie wiedziała, po co. — Castaway Wanderers przegrały z Toronto Nomads dwadzieścia siedem do pięćdziesięciu dwóch. Kompletnie nie rozumiem tego sportu — pokręciła głową, bo mimo że Darling lubiła sporty drużynowe, to rugby i futbol amerykański totalnie ją nie jarały. — W czwartki grywamy z chłopakami w kosza na sali w remizie. Powinnaś wpaść — rzuciła luźno. Coś jej się wydawało, że Riley poradziłaby sobie świetnie. Z jej wzrostem? Nie no, przecież będzie wymiatać!
Zatrzymała się na moment, mając wrażenie, że coś usłyszała, ale to tylko Donovan przerzucał powyginaną, metalową ławkę, aby sprawdzić, czy niczego po drodze nie przeoczyli. Na razie było cicho. Żadnych dźwięków. Żadnego nawoływania o pomoc. Może powinni przejść do innego sektora? Tylko którędy? Stadion wyglądał jak skończone pobojowisko.

riley davis