аnd I seen that you caught fire when you put me out
: pn sty 19, 2026 1:21 am
Spokojne popołudnie w remizie zostało brutalnie przerwane nagłym, wysokim dźwiękiem alarmu. Davis dopiero zaczynała zmianę, gdy dostali zawiadomienie o pożarze stadionu, ale od razu ruszyła na dół, w stronę wozów, wiedząc, że nie ma czasu do stracenia. Łapiąc po drodze hełm i kurtkę, znalazła się u celu, nim jeszcze komunikat dobiegł końca. Niewiele z niego wyłapała, skupiona bardziej na tym, by w pełni umundurowana i gotowa, stawić się jak najszybciej do wyjazdu.
Po drodze, już znacznie uważniej wsłuchiwała się w informacje spływające do nich przez radio i które zaraz były jeszcze powtarzane przez dowodzącego. W akcję zaangażowano wszystkie sąsiadujące z obiektem jednostki - w tym sto trzydziestą drugą - a niektóre z nich zdążyły już przybyć na miejsce, by zacząć nierówną walkę z żywiołem. Sznur wozów ich ludzi pędził jeszcze przez ulice miasta, dając o sobie znać przeszywającym uszy sygnałem. Z dala zobaczyć już mogli płonący stadion i kłęby dymu, a Riley miała wrażenie jakby już w tamtej chwili mogła poczuć jak nieprzyjemnie wgryza się w jej płuca. Young, w porozumieniu z innymi dowódcami, rozdzielał zadania, kierując ludzi z poszczególnych wozów do kilku różnych wejść stadionu, nim jeszcze opuścili swoje kabiny. Wszyscy mieli pomagać w wyprowadzaniu poszkodowanych, a nie wiedzieli jeszcze jaka dokładnie była ich liczba. Mogli tylko podejrzewać, jako że akurat w tym czasie, na stadionie odbywało się jakieś sportowe wydarzenie - tego szczegółu strażaczka już nie zarejestrowała.
Na miejscu, została przydzielona do konkretnego sektora - tego, w którym trybuna niestety zdążyła już runąć. Davis i kilkoro innych strażaków - w tym między innymi Darling - mieli kierować się do wejścia “C”. Przez kilka sekund patrzyła prosto w ogień, który z niesamowitą prędkością rozprzestrzeniał się i pochłaniał kolejne części obiektu. Stadion zdecydowanie pamiętał lepsze czasy, chociaż była pewna, że nawet najnowsza konstrukcja nie byłaby w tej sytuacji bezpieczna i prędzej czy później pożar doprowadziłby do zawalenia budynku. Metalowe elementy przy tej temperaturze wyginały się niczym plastelina, a szyby - nawet te najbardziej termoodporne - pękały jak mydlane bańki.
Rozpoczynała się walka, nie tylko z płomieniami, ale i z czasem.
— Davis, rusz się do kurwy nędzy! — usłyszała za sobą krzyk jednego z kolegów, na co od razu rzuciła się w stronę wyznaczonego wejścia.
Nie mieli nawet chwili na obmyślenie konkretnego planu, odpowiedniej strategii - wchodzili tam niemalże na oślep, mając na celu po prostu ratunek. W środku widoczność była mocno ograniczona, zaledwie do kilku metrów przed nimi. Od razu rozdzielili się w dwójki - obstawili wejście, wyprowadzając zdezorientowane i przerażone ofiary, które o własnych siłach znalazły do nich drogę, czy też wynosząc tych poważniej rannych. Teddy i Riley wraz z kolejną parą - Donovanem i Salingerem, ruszyły w głąb, w stronę zniszczonego sektora, by odnaleźć pozostałych. Byli świadomi tego, że część została uwięziona pod gruzami. Nie mieli jednak pewności, czy ktokolwiek to przeżył. Im dalej się przesuwali, tym bardziej temperatura stawała się nie do zniesienia, a gęsty dym utrudniał dostrzeżenie czegokolwiek.
— Idźcie z drugiej strony! Patrick i ja spróbujemy przedostać się tędy — usłyszała tuż obok głos Jetta. Zniknęli, gdy tylko zdążyła mu przytaknąć. Zniknęła także Darling, która miała być tuż za nią. — Teddy?! Odbijamy w prawo!
teddy darling
Po drodze, już znacznie uważniej wsłuchiwała się w informacje spływające do nich przez radio i które zaraz były jeszcze powtarzane przez dowodzącego. W akcję zaangażowano wszystkie sąsiadujące z obiektem jednostki - w tym sto trzydziestą drugą - a niektóre z nich zdążyły już przybyć na miejsce, by zacząć nierówną walkę z żywiołem. Sznur wozów ich ludzi pędził jeszcze przez ulice miasta, dając o sobie znać przeszywającym uszy sygnałem. Z dala zobaczyć już mogli płonący stadion i kłęby dymu, a Riley miała wrażenie jakby już w tamtej chwili mogła poczuć jak nieprzyjemnie wgryza się w jej płuca. Young, w porozumieniu z innymi dowódcami, rozdzielał zadania, kierując ludzi z poszczególnych wozów do kilku różnych wejść stadionu, nim jeszcze opuścili swoje kabiny. Wszyscy mieli pomagać w wyprowadzaniu poszkodowanych, a nie wiedzieli jeszcze jaka dokładnie była ich liczba. Mogli tylko podejrzewać, jako że akurat w tym czasie, na stadionie odbywało się jakieś sportowe wydarzenie - tego szczegółu strażaczka już nie zarejestrowała.
Na miejscu, została przydzielona do konkretnego sektora - tego, w którym trybuna niestety zdążyła już runąć. Davis i kilkoro innych strażaków - w tym między innymi Darling - mieli kierować się do wejścia “C”. Przez kilka sekund patrzyła prosto w ogień, który z niesamowitą prędkością rozprzestrzeniał się i pochłaniał kolejne części obiektu. Stadion zdecydowanie pamiętał lepsze czasy, chociaż była pewna, że nawet najnowsza konstrukcja nie byłaby w tej sytuacji bezpieczna i prędzej czy później pożar doprowadziłby do zawalenia budynku. Metalowe elementy przy tej temperaturze wyginały się niczym plastelina, a szyby - nawet te najbardziej termoodporne - pękały jak mydlane bańki.
Rozpoczynała się walka, nie tylko z płomieniami, ale i z czasem.
— Davis, rusz się do kurwy nędzy! — usłyszała za sobą krzyk jednego z kolegów, na co od razu rzuciła się w stronę wyznaczonego wejścia.
Nie mieli nawet chwili na obmyślenie konkretnego planu, odpowiedniej strategii - wchodzili tam niemalże na oślep, mając na celu po prostu ratunek. W środku widoczność była mocno ograniczona, zaledwie do kilku metrów przed nimi. Od razu rozdzielili się w dwójki - obstawili wejście, wyprowadzając zdezorientowane i przerażone ofiary, które o własnych siłach znalazły do nich drogę, czy też wynosząc tych poważniej rannych. Teddy i Riley wraz z kolejną parą - Donovanem i Salingerem, ruszyły w głąb, w stronę zniszczonego sektora, by odnaleźć pozostałych. Byli świadomi tego, że część została uwięziona pod gruzami. Nie mieli jednak pewności, czy ktokolwiek to przeżył. Im dalej się przesuwali, tym bardziej temperatura stawała się nie do zniesienia, a gęsty dym utrudniał dostrzeżenie czegokolwiek.
— Idźcie z drugiej strony! Patrick i ja spróbujemy przedostać się tędy — usłyszała tuż obok głos Jetta. Zniknęli, gdy tylko zdążyła mu przytaknąć. Zniknęła także Darling, która miała być tuż za nią. — Teddy?! Odbijamy w prawo!
teddy darling