Strona 1 z 1

We are young, we are dumb

: pn sty 19, 2026 3:57 pm
autor: Jason Choi
Ktoś mógłby stwierdzić, że profesja Jasona była hańbiąca. że w jego pracy chodziło o to, aby żerować na nieszczęściu innych. W pewnym sensie sam Choi zgadzał sie z tą opinią, ale z drugiej strony, ktoś musiał się jednak zajmować zmarłymi. Rodzina opłakująca śmierć babci nie była w stanie sama tego zrobić. I Jason wolał się trzymać takiej wersji. Pracował ciężko, uczciwie i z poświęceniem. W kiedy nadchodził koniec dnia, tak jak każdy, szukał sposoby na to, by się odstresować. Widok martwego, zimnego ciała nie robił już na nim wrażenia, niemniej wieczory i noce wolał spędzać w towarzystwie ludzi zdecydowanie bardziej żywych i gorących. Pod każdym możliwym względem.
The Fitfh Social Club nie był jego ulubioną miejscówką. Jason mieszkał w Toronto od urodzenia, a mimo to pod pewnym względem myślał o sobie jako o turyście. Miasto to, tak rozległe i rozbudowane, oferowało wiele intrygujących lokali, w których można było znaleźć dobrą rozrywkę. Więc on zwiedzał - dyskoteki, kluby nocne, bary. Przychodzenie w jedno i to samo miejsce mijało się z celem. Szybko by się znudził - tą samą muzyką, tymi samymi twarzami. On szukał nowości - ekscytacji, nowych opowieści i szans. Wkraczał w nowy rozdział za każdym razem, kiedy wchodził na parkiet.
Dziś czuł się stęskniony. Muzyka hucząca z głośników zagłuszała wszystko, nawet jego myśli. Klub był pełen ludzi, bo przecież był weekend. Jason roztańczył się w rytm znanej melodii, płynnie i niemal odruchowo dołączając do małej grupki nieznajomych. W takich chwilach zupełnie znikał wstyd, zacierały się granice. Nie musieli się znać, po prostu poddawali się gorączce tańca. W takim wydaniu Choi lubił się najbardziej - wciąż eleganckiego po starannych przygotowaniach przed lustrem i przy szafie, ale już lekko zmierzwionego, z włosami potarganymi w tańcu i delikatnie przyspieszonym oddechem. I właśnie w takim wydaniu mężczyzna zjawił się przy barze, chcąc zwilżyć zaschnięte gardło.
- Dla mnie Mint Surfer, a dla pani drugą kolejkę tego co ma - odezwał się do barmana, siadając na jednym ze stołków barowych obok urodziwej i sympatycznej z wyglądu niewiasty. Nie bawił się w jakieś delikatne, dyskretne podchody, preferował w dość oczywisty sposób wyrazić swoje zainteresowanie. W razie odmowy nie zamierzał się jednak narzucać. Nie pchał się, gdzie go nie chcieli - Nie obrazisz się, jeśli zaproponuję ci swoje towarzystwo tego wieczora? Jestem Jason, a ty moja droga, wpadłaś mi dziś w oko - rzucił wprost. Jeśli ma pecha, zaraz rzuci się na niego zazdrosny chłopak albo grupka psiapsiółek. Jeśli ma szczęście, może nawet wyjdzie z tego randka?

Shanae Wyatt

We are young, we are dumb

: wt sty 20, 2026 6:45 pm
autor: Shanae Wyatt
# 004
”Nie będziesz się z nami nudzić”, mówił ktoś, ”Szykuje się świetna zabawa”, wtórował ktoś inny, ”Nie będziesz piątym kołem u wozu”. Tja, jasne. Początkowo było naprawdę wspaniale! Weszliśmy wszyscy razem dzięki znajomościom Sammy, której brat siedział na bramce. W razie przypału każdą sprawę miał rozwiązać fałszywy dowód, a większy problem — telefon do Galena, zdolnego w kilku krótkich słowach wyjaśnić każdego. Schody zaczęły się w momencie, w którym moje szanowne towarzystwo, czyli dwie pary, zamiast bawić się wraz ze mną na parkiecie, wolały obściskiwać się na kanapach. Czy to moment, w którym powinnam się stamtąd zabrać i wrócić do domu? Przez moment miałam taką myśl, ale przecież nie będę rezygnować z zabawy, tylko dlatego, że moi znajomi, to skończeni imbéciles!
Sukienka na cienkich ramiączkach mieniła się złotem, każda cekinowa drobinka odbijała się w świetle klubowych laserów. Frędzle wznosiły się w powietrze przy każdym ruchu, a było go sporo, bo pierwsze, co zrobiłam po wejściu do klubu, to uświetniłam swoją osobą parkiet! Nie trzeba wiele, by zachęcić mnie do tańca, ba — w ogóle nie trzeba mnie zachęcać! Wystarczy odpowiedni rytm, wpadająca w ucho melodia i jestem w stanie spędzić na parkiecie długie godziny. No może niekoniecznie w tych wysokich szpilkach, na to biorę poprawkę i zdaję sobie sprawę z wymogu przerw, ale kariera na scenie oraz boisku sprawiła, że wiem, kiedy dać na wstrzymanie. Albo raczej wiem, kiedy zaczynam się męczyć i wchodzę w tryb ignorowania bólu, ale to sprawa drugorzędna, o której nie będę się teraz rozwodzić.
Odpuściwszy już sobie przejmowanie się znajomymi, wylądowałam przy barze, wybierając rum z colą, czyli to, co jako pierwsze przyszło mi na myśl, że sprawi, że będę cool. Stojący przede mną drink był mocny, a przynajmniej w moim rozumieniu, bo oczywiście wiem, że klubom zdarza się dolewać więcej wody, niż alkoholu, by zmusić klientów do częstszego kupowania, ale dla mnie, czyli osoby, która takowego zwykle nie pija, to niezłe zaskoczenie. Męczyłam się z nim przez dłuższą chwilę, w którymś momencie nawet zatkałam nos, byleby nie czuć tego gorzkiego posmaku, i kiedy wreszcie zawartość szklanki z wolna się kończyła, doszedł do mnie męski głos.
Okręciłam się lekko na hokerze, w pierwszej chwili dostrzegając wyłącznie masywne ramię obleczone w zwiewny materiał koszuli. Wzrokiem powędrowałam wyżej, do zmierzwionych włosów i tych ciemnych, wlepionych w siebie oczu. Spojrzenie nie wydawało się nachalne, czy wulgarne, po prostu bezpośrednie.
Ah ouais? — wymsknęło mi się i zamrugałam kilkakrotnie, trzepiąc wytuszowanymi rzęsami, czując, że przypudrowane policzki z wolna oblewają się rumieńcem. W tym czasie barman skinął głową i zabrał się do roboty, a siedziałam dalej z otwartymi szeroko oczami, wpatrując się w swojego nowego, zaskakującego rozmówcę. — Nie owijasz w bawełnę — zaśmiałam się wreszcie, orientując, że on naprawdę mówi do mnie, a nie laski po drugiej stronie i wyciągnęłam drobną dłoń na powitanie. — Shanae. Nie obrażę się, a nawet powiem ci więcej, będę szalenie wdzięczna — rzuciłam ze szczerą ulgą, nawet nie kwestionując swojej bezpośredniości. Ah czyli to tak działa alkohol… — Moje dotychczasowe towarzystwo zajęło się sobą, zostawiając mnie na pastwę losu. — Dłoń odnalazła drogę do niedopitego drinka, z którego pociągnęłam łyk. Jason sprawił, że w jednej chwili zaschło mi w gardle i nawet drapiący rum przestał przeszkadzać. — Często chodzisz sam na imprezy? — Dla mnie to trochę niepojęte, bo zawsze wybierałam się gdzieś ze znajomymi, albo do znajomych. Ale czemu się dziwić, skoro całe to imprezowe życie miało się dla mnie dopiero zacząć?

Jason Choi

We are young, we are dumb

: pt sty 30, 2026 11:21 pm
autor: Jason Choi
- Wolę wiedzieć czy mam jakieś szanse - odpowiedział po prostu. Lubił przelotne znajomości, ale nie kręciło go podrywanie zajętych dziewczyn. Stanowcze "nie" od razu sprawiało że odpuszczał. Oczywiście gorzej było w sytuacji kiedy ktoś był w związku i nie miał oporów przed zdradzaniem... Piekło, które potem się rozpętywało było zwyczajnie nużące. Wyglądało jednak na to, że tym razem się mu poszczęściło. Spotkał się z pozytywną reakcją, co sprawiło że szczery uśmiech mężczyzny stał się tylko jeszcze szerszy. Przysunął swój stołek bliżej rozmówczyni i odwrócił się do niej całkiem przodem, opierając łokieć o blat. Ujął dłoń Shanae delikatnie i ledwie musnąwszy ustami skórę, złożył na niej pocałunek. Kobiety chyba lubiły takie szarmanckie gesty. Nie był pewien czy rumieńce na policzkach Shanae były prawdziwe, czy to tylko gra świateł, ale uważał, że wyglądała wyjątkowo urokliwie.
- Cooo takiego? - aż mu się wymsknęło z niedowierzaniem, głośniej niż zamierzał. Odruchowo rozejrzał się, tak jakby jakimś cudem miał nagle dostrzec owych znajomych, którzy pozostawili dziewczynę na pastwę losu. Nie wyobrażał sobie zachować się w ten sposób. Ale też Jason miał w sobie coś z Troskliwego Misia i jeśli już brał ze sobą kogoś na imprezę - szczególnie dziewczyny - odruchowo czuł się za tę osobę odpowiedzialny. O ile taki "podopieczny" nie ściągał na siebie problemów z premedytacją, imprezy należały do bardzo udanych. - Zachowanie godne skończonych dupków, nie chodź już z nimi na imprezy - poradził krótko, chociaż dobrze wiedział że sytuacja pewnie nie jest taka prosta. Nigdy nie była. No, ale dla niego oznaczało to w tym momencie jedno - nie musiał się nagle obawiać, że ktoś mu wbije pod żebra długi, pokryty hybrydą pazur. No chyba że towarzystwo się opamięta, ale Jason jakoś w to wątpił.
- Zdarza mi się. Ale to zależy od wielu rzeczy. Dnia tygodnia, humoru... - Jason wzruszył ramionami, sięgając po szklankę, którą postawił przed nim barman. - Łatwiej poznać kogoś, kiedy nie muszę się oglądać na swoją grupę - wyjaśnił jeszcze, łykając drinka przez słomkę. Ale lepiej żeby Shanae sama nie próbowała takich akcji. Z wiadomych względów. - Postanowione zatem. Dziś będę twoim rycerzem na białym koniu. Jak wypatrzysz gdzieś w tłumie swoich znajomych, to możemy zrobić im takie przedstawienie, że zzielenieją z zazdrości. Co ty na to? - dodał jeszcze z nieco zadziornym uśmiechem. Kto jak kto ale Jason znał swoje atuty i wiedział jak je eksponować. Nie tak nachalnie, nie bezczelnie... ale wystarczająco, aby zwracać na siebie uwagę. No chyba że dziewczyna wolała jednak całkowicie olać swoje poprzednie towarzystwo, wtedy mogli po prostu skryć się w tańczącym tłumie. Bo oczywiście, że Jason planował ponownie wyciągnąć ją na parkiet. Gadanie i picie drinków było całkiem miłe, ale przecież nie po to młodzi chodzili na imprezy.
- Hm, a tak w razie czego to masz - zgarnął od barmana rachunek za swoje zamówienie, pożyczył od niego także długopis i zapisał na kawałku papieru swój numer telefonu. Podał go dziewczynie. Tak, doskonale wiedział że znów zachowywał się bardzo bezpośrednio, może nawet nieco bezczelnie. Zawsze mogła po prostu wyrzucić świstek do kosza - Bo potem pewnie zapomnę. To tak na przyszłość, jeśli uznasz że dziś było fajnie i chcesz znów wyjść na imprezę, nie ryzykując, że ktoś cię wystawi - puścił jej oko. - To co, potańczymy?

Shanae Wyatt